Dodaj do ulubionych

nie mogę się przełamać

31.03.10, 12:14
Witam
Prawo jazdy mam od grudnia 2009, zdane za czwartym razem. Dość topornie szła
mi jazda, wyjeździłam ok 70 godzin i w końcu zdałam egzamin. Samochód mam
dopiero od tygodnia, i jest problem bo boję się usiąść za kierownicą.
Pojeździłam po parkingu i to wszystko.Auto stoi , mąż już poirytowany bo
samochód kupiliśmy dla mnie, a ja mam po prostu blokadę.Planowałam jeździć z
dziećmi, a tu klops, sama boję się jechać a co dopiero z dzieciakami.Jak się
przełamać gdy co chwilę słychać o makabrycznych wypadkach, samochodach
wjeżdżających w inne z ,,niewyjaśnionej przyczyny" i tym podobnych.może ktoś
miał podobne odczucia i jakoś sobie z tym poradził?. Muszę przyznać,że jestem
pełna podziwu i zazdrości jednocześnie widząc jeżdżące wyluzowane kobiety.
Ja też tak chę!!!Pozdr
Obserwuj wątek
    • tbernard Re: nie mogę się przełamać 31.03.10, 12:31
      Początkowo zrobić kilka przejażdżek nieco dalej niż parking w godzinach małego
      ruchu. Najlepiej w miejsca gdzie zamierza się potem na co dzień jeździć. Pozna
      się oznakowanie, układy pasów i nieco oswoi z maszyną. Stopniowo można wybierać
      do przejażdżki godziny o nieco większym natężeniu oraz trasy nieco urozmaicać.
      Niektórym taki scenariusz pomógł się rozkręcić. Inni wskoczyli od razu na
      głęboką wodę i jakoś się przełamali. Powodzenia.
      • nazimno Pastor nie doradzilby lepiej. 31.03.10, 12:55
        (Kiedy trzeba zaczac - powiedzial kat na praktyce zawodowej)
    • edek40 Re: nie mogę się przełamać 31.03.10, 12:55
      > Ja też tak chę!!!

      Boje sie, ze za malo...
    • rapid130 Re: nie mogę się przełamać 31.03.10, 16:23
      Boisz się samochodu, czyli najpierw musisz się z nim zaprzyjaźnić.

      Zacznij myśleć o nim pozytywnie.

      To jest cudowna, wdzięczna maszynka. Może Cię zawieźć gdzie chcesz,
      o każdej porze. Mięciutko, cichutko i pachnąco. Ochroni przed
      kiepską pogodą, ugrzeje lub ochłodzi, zabawi i poinformuje.

      Wzbudź w sobie zainteresowanie samochodem i ciekawość odkrywania
      tych wszystkich nieskończonych możliwości, które on daje.

      Gdy dojdziesz do takiego stanu świadomości, dalej samo pójdzie.
      Ekhm, pojedzie. :P

      Możesz zacząć od naprawdę drobnych kroczków.
      Np. weź instrukcję obsługi (jeśli masz) i kluczyki, idź na parking i
      zaprogramuj radyjko samochodu na twoje ulubione stacje. Ustaw
      brzmienie, takie jak lubisz, etc. Dosłownie pobaw się guzikami. :P
      • ughj Re: nie mogę się przełamać 01.04.10, 11:52
        Aż się podnieciłem.... ;-)
    • kadtz Re: nie mogę się przełamać 31.03.10, 16:56
      Sprzedaj samochód i jeździj taksówkami. Jeśli ktoś potrzebuje 70
      godzin i 4 prób, żeby zdać egzamin (a od zdania egzaminu do nauczenia
      się jazdy jest bardzo, bardzo daleko), to wniosek jest prosty - nie ma
      żadnych predyspozycji do jeżdżenia. Dlaczego wychodzimy z założenia,
      że każdy może zostać kierowcą? Umiejętność jeżdżenia samochodem nie
      jest obowiązkowa. Po co narażać życie i zdrowie swoje i innych?
      • trypel Re: nie mogę się przełamać 31.03.10, 17:14
        kadtz napisał:

        > Dlaczego wychodzimy z założenia,
        > że każdy może zostać kierowcą? Umiejętność jeżdżenia samochodem nie
        > jest obowiązkowa. Po co narażać życie i zdrowie swoje i innych?

        Kiedyś napisałem praktycznie słowo w słowo to samo na forum Kobieta na odpowiedź
        takiej jednej co od 3 lat miała prawko i sie bała i się rozpętało :D
        A taka jest prawda i odnosi sie do obu płci :)
      • rapid130 Re: nie mogę się przełamać 31.03.10, 17:43
        kadtz napisał:

        > Sprzedaj samochód i jeździj taksówkami.
        (...)
        > nie ma żadnych predyspozycji do jeżdżenia.

        - "Masz 65 lat i nie masz prawa jazdy? Nawet nie próbuj się uczyć,
        bo jesteś za stary za kierownicę" - to jest równie przewrotna rada.

        Nie nam oceniać, czy autorka wątku nadaje się na kierownicę.
        Nie wiem, nie widziałem, nie rzucę kamieniem.

        Może zanadto denerwuje się za kierownicą i przez to robi błędy?
        • kadtz Re: nie mogę się przełamać 31.03.10, 21:44
          > Może zanadto denerwuje się za kierownicą i przez to robi błędy?
          Jeśli zanadto się denerwuje za kierownicą, to nie nadaje się na
          kierowcę.

          > Nie nam oceniać, czy autorka wątku nadaje się na kierownicę.
          Mamy ten komfort, że nie oceniamy osoby (nie znamy autorki wątku),
          tylko fakty. 70h, 4 egzaminy i strach przed kierownicą.
      • tbernard Re: nie mogę się przełamać 01.04.10, 09:40
        kadtz napisał:

        > Sprzedaj samochód i jeździj taksówkami. Jeśli ktoś potrzebuje 70
        > godzin i 4 prób, żeby zdać egzamin ...

        Za to największe predyspozycje mają ci co dali łapówę komu trzeba i za pierwszym
        podejściem "zdali". Czasem jak widzę co się na ulicach dzieje to mam wrażenie,
        że tych co "zdali" może być więcej od tych co zdali uczciwie.
        • kadtz Re: nie mogę się przełamać 01.04.10, 10:09
          Znam to. Sformułowanie "za pierwszym razem można zdać tylko za
          łapówkę" słyszałem tylko z ust osób, które podchodziły do egzaminu po
          kilka razy. A potem rocznie robiły 5 tysięcy kilometrów i 2 stłuczki.
          Znam wiele osób, które uczciwie zdały egzamin za pierwszym razem po 20
          godzinach kursu. Można? Można. A to co widać na ulicach to właśnie
          efekt tego, że ludzie zdają po 3, 4 czy 10 razy, aż się "uda".
          Egzaminy na prawo jazdy są zdecydowanie zbyt łatwe.
          • tbernard Re: nie mogę się przełamać 02.04.10, 14:11
            > Znam to. Sformułowanie "za pierwszym razem można zdać tylko za
            > łapówkę" słyszałem tylko z ust osób, które podchodziły do egzaminu po
            > kilka razy.

            Bo to fałszywe sformułowanie. Zwłaszcza słowo tylko.

            > Znam wiele osób, które uczciwie zdały egzamin za pierwszym razem po 20
            > godzinach kursu. Można? Można.

            Nawet w totolotka czasem ktoś wygra uczciwie. Czyli czasem ktoś z predyspozycjami i po najmniejszej ustawowej liczbie wyjeżdżonych godzin prawidłowo wyszkolony trafił na uczciwego egzaminatora. To loteria, z małym prawdopodobieństwem trafienia, chociaż zapewne łatwiej niż w totolotka. No może ostatnio coś się poprawiło, bo mieli kamery montować.
            Tak więc wierzę, że znasz lecz nie wierzę w to wiele.
            A na marginesie dasz głowę, że oni tylko 20 godzin przejeździli i nic na lewo z rodzicem lub znajomymi? Bo jest zapewne część ludzi którzy jeździli jakiś czas bez prawka i potem postanowili zalegalizować to i zdobyć papierek, więc te minimum 20 godzin musieli potem wyjeździć aby w tabelkach się zgadzało.

            Bo widzisz, ja znam wiele osób które mają prawo jazdy ale ani jednego który zdał uczciwie za pierwszym razem (oprócz tych co w PRL-u zdawali).
          • tbernard Re: nie mogę się przełamać 02.04.10, 14:49
            > Egzaminy na prawo jazdy są zdecydowanie zbyt łatwe.

            Chcesz przez to powiedzieć, że wśród tych rzekomo wielu których znasz, co
            zdali za pierwszym razem jest sporo takich co nie powinni byli zdać?

            Ja bym to zdanie przerobił na: zbyt trudno stracić jak już ktoś zdobył.
          • error_05 Re: nie mogę się przełamać 05.04.10, 18:41
            kadtz napisał:
            > Egzaminy na prawo jazdy są zdecydowanie zbyt łatwe.


            HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.
          • qscfthm Re: nie mogę się przełamać 11.04.10, 15:10
            kadtz napisał:

            > Znam to. Sformułowanie "za pierwszym razem można zdać tylko za
            > łapówkę" słyszałem tylko z ust osób, które podchodziły do egzaminu po
            > kilka razy. A potem rocznie robiły 5 tysięcy kilometrów i 2 stłuczki.
            > Znam wiele osób, które uczciwie zdały egzamin za pierwszym razem po 20
            > godzinach kursu. Można? Można. A to co widać na ulicach to właśnie
            > efekt tego, że ludzie zdają po 3, 4 czy 10 razy, aż się "uda".
            > Egzaminy na prawo jazdy są zdecydowanie zbyt łatwe.


            Ciekawa teoria, oceniać kogoś predyspozycje po kilkunastu godzinach jady po
            mieście na egzaminie.
            Ale skoro tak, to dobra. Wszyscy moi znajomi, co pozdawali za 4, 5 czy 6 razem,
            od kilku(nastu) lat jeżdżą po całej Europie, bez stłuczki i wypadku. Być może
            egzaminy nauczyły ich pokory.
            A banda wesołych cwaniaczków, co pozdawała za pierwszym i szczyciła się tym na
            lewo i prawo, obecnie do pracy zapieprza na rowerze albo autobusem, ponieważ po
            2 czy 3 razach odechciało im się ponownie zdawać na prawo jazdy albo kupować
            samochodu, bo poprzednie poszły na części po wypadkach.
            Niestety, zbyt wielu kozaczków na drogach, pozdawali fuksem za pierwszym i teraz
            im odpierdziela.
      • babaqba Re: nie mogę się przełamać 05.04.10, 12:47
        kadtz napisał:

        > Dlaczego wychodzimy z założenia,
        > że każdy może zostać kierowcą?

        Bo to małpia umiejętność. Każdy może ją opanować, nie ma się co
        puszyć, że się potrafi. Choć oczywiście znam takich, dla których prawo
        jazdy to najwyższa kwalifikacja zdobyta w życiu, więc jest przedmiotem
        admiracji. To, że założycielka wątku się boi jest tylko wynikiem
        bezmyślnej propagandy: doniesienia o wypadkach, straszenie, okrutne
        zdjęcia.I nikt nie pomyśli, że wystraszeni prowadzą gorzej i mogą
        powodować wypadki? Propaganda mówi o "bandytach drogowych". Pewnie
        istnieją, nie spotkałem ostatnio żadnego, za to wystraszonych,
        reagujących panicznie na widok wyprzedzającego samochodu - to i
        owszem. Statystycznie są więc groźniejsi, bo liczniejsi i
        nieprzewidywalni. Nie straszcie proszę!
    • mejson.e Krok po kroku 31.03.10, 18:23
      Tak jak pisali wyżej - instrukcja obsługi, by dowiedzieć się o tym, czego nie
      można się domyślić, drobne wypady w porach najmniejszego natężenia ruchu, na
      trasy, po których zamierzasz jeździć.

      I najważniejsze - jeździj SAMA bez wsparcia męża, bo jego obecność w samochodzie
      będzie Cię i rozpraszać i oduczać samodzielności.
      Naucz się uzupełniania płynu w spryskiwaczu, sprawdzania oleju a przede
      wszystkim ... tankowania (?!).
      Moja po dziesięciu latach nie wie, co wlać...

      I pamiętaj, że po opanowaniu samochodu, nauczeniu się płynności i umiejętności
      robienia wielu rzeczy w jednej chwili (zmiana biegów na zakręcie, włączenie
      migacza, wycieraczek, spojrzenie w lusterka itp...) staniesz się ...
      niebezpieczniejsza. (?!)
      Zniknie Ci naturalna koncentracja i zacznie się myślenie-nie-o-tym-co-trzeba.

      Powodzenia!
      • st1545 Re: Krok po kroku 31.03.10, 19:20
        mejson.e napisał:
        > I najważniejsze - jeździj SAMA bez wsparcia męża
        Szczególnie, że ma on skłonności do irytowania się. Ale też nie bój się
        posłuchać jego porad już po nabraniu odrobiny pewności siebie. Nawet pomimo
        tego, że ma on skłonności do irytowania się (-;

        > Naucz się uzupełniania płynu w spryskiwaczu,
        Racja. Głupio zostać na środku mokrej drogi bez widoczności przez szybę...

        > tankowania (?!).
        > Moja po dziesięciu latach nie wie, co wlać...
        Jak z tego widać, nie jest to najważniejsza umiejętność (-;

        > I pamiętaj, [...] staniesz się ...
        > niebezpieczniejsza. (?!)
        > Zniknie Ci naturalna koncentracja i zacznie się myślenie-nie-o-tym-co-trzeba.
        No właśnie takie są chyba obawy pytającej. Drogi pełne są
        myślących-nie-o-tym-co-trzeba. Mimo to, jak na razie większość forumowiczów
        radzi raczej "jeździć" niż "nie jeździć". Albo jesteśmy tacy odważni albo nie
        taki diabeł straszny jakim go malują.

        Agii, masz już za sobą kilkadziesiąt godzin za kółkiem. Wsiadaj i jeździj. Nikt
        Ci już nie wciśnie hamulca w razie niebezpieczeństwa, ale uwierz - ze zrobieniem
        tego samodzielnie nie ma żadnego problemu, jest to naturalny odruch (-;
        Po prostu jeździj tak jak inni. Większość nie ma wypadków (-:
        Trzymaj odstęp i jedź "za kimś" w podobnym tempie. Tak najłatwiej się
        przełamać - zbyt wolna jazda jest stresująca (ciągle wyprzedzają!).
        pozdrawiam, tomek
    • viking2 Re: nie mogę się przełamać 01.04.10, 04:16
      Agii, to jest tak: nie ma magicznej pigulki, ktora kupisz w aptece, polkniesz i
      juz nazajutrz staniesz sie "miszczem" szos. Zeby nauczyc sie prowadzenia
      samochodu, trzeba...jezdzic samochodem. Jesli czujesz sie niepewnie, zacznij od
      podstaw: dwa puste kartony na placu, juz masz symulacje dwoch samochodow przy
      krawezniku do parkowania rownoleglego. 3 kartony - i juz parkujesz prostopadle,
      jak pod supermarketem (2 kartony to te "samochody" po bokach, ten trzeci to
      "samochod" za Toba). Te same trzy kartony to rowniez i luk jezdni, ktory w koncu
      pokonasz plynnie i po regularnek krzywej (a nie "troche blizej, troche dalej,
      troche blizej, troche dalej...").
      Kiedy Twoje wlasne manewry stana sie juz odruchami, przenies sie na mniej
      uczeszczane ulice i - w mysl porady, ktorej kiedys udzielil mi moj instruktor -
      "jedz tak, jakby wszyscy chcieli Cie zabic". Czyli przewiduj: wzdluz
      zaparkowanych samochodow - uwazaj na idiote, ktory nagle otworzy drzwi nie
      patrzac i na tego, ktory wpieprzy sie na jezdnie z ukrytego podjazdu. I na tego,
      ktory nagle ruszy i wpakuje sie od razu na srodek, albo - co gorsza - zacznie
      zawracac...
      Spomiedzy tych samochodow tez moze nagle wyjsc pieszy, albo dzieciak wyjedzie na
      rowerze.
      Ale na malo uczeszczanej ulicy, pewnie zadna z tych rzeczy sie nie stanie, a
      tylko je sobie wyobrazisz. I zastanowisz sie, co zrobilabys, gdyby to bylo naprawde.
      A po jakims czasie, juz bedziesz wiedziala, co zrobic - i jesli zdarzy sie to
      naprawde, zareagujesz prawidlowo.

      Jeden warunek: w samochodzie JESTES SAMA. Nie ma "pomagierow", paplania o d..ie
      Maryny, kasliwych uwag i "dobrych rad kierowcy z bocznego siedzienia".
    • elfkabezhaltera Inni już dużo dobrego napisali ... 01.04.10, 07:26
      Mogę tylko potwierdzić wiele z powyższych uwag.
      Jeździj na razie sama, w niedzielę rano. Wożenie dzieci sobie na razie daruj, bo
      to może być zbyt dla ciebie stresujące.
      Ja sam zacząłem syna wozić po trzech, czterech miesiącach, bo na początku się bałem.
      Jazda z kimś ma i wady i zalety. Choć jeżdżenie z innym kierowcą jest mniej
      rozwojowe - bo podświadomie kontynuujesz kurs i zdajesz się na tę drugą osobę -
      to co pewien czas warto. Można usłyszeć ciekawe rady.
    • szaser Re: nie mogę się przełamać 01.04.10, 07:45
      Znajdź sobie w miarę młodego i odważnego instruktora jazdy (najlepiej z
      okolicy)i poświęć np. 3 godziny każdą sobotę na normalna jazdę z nim po
      mieście, w rozmaitych sytuacjach. Niestety, to będą koszty. Ja
      jeździłem tak prawie rok i nie żałuję!
    • agii_75 Re: nie mogę się przełamać 01.04.10, 09:21
      Bardzo dziękuje za wsparcie i rady.Debiut mam już za sobą.
      pozdrawiam
    • sven_b Czysta psychologia 01.04.10, 10:13
      Blokada nie ustąpi jeżeli będziesz czuć presję męża i obowiązek transportu
      dzieci. Najpierw kilka jazd bez małżonka, dla samej jazdy i oswojenia z autem.
      Jadąc sama, jesteś kreatorem atmosfery. Natężęnie ruchu jest duże, a ruch toczy
      się dość wolno. Paradoksalnie można to wykorzystać do nauki, włączając się w
      potok aut i podążać spokojnie, naśladując jadących przed nami. Najważniejsze to
      nie ulegać presji jadących z tyłu i szlifować płynne ruszanie. Wielu świeżych
      kierowców czując że auto rusza, szybciej puszcza gaz. Auto gaśnie. Aby tego
      uniknąć pedał po ruszeniu należy nadal puszczać powoli. Mowa o I biegu. No i
      chyba najważniejsze - bez doświadczenia nie wziąłbym dzieci na pokład.
      • viking2 Re: Czysta psychologia 02.04.10, 05:45
        Agii, teraz dalej - po debiucie. Przy okazji, mam wrazenie, ze sven chcial
        napisac "szybciej puszcza sprzeglo", a nie gaz (sorry, sven - nie czepiam sie,
        ale piszemy do poczatkujacej) - i wlasnie o tym teraz trzeba wspomniec. W pustym
        (albo malo uczeszczanym miejscu) poprobuj manewrow. Musisz oswoic sie z tym, jak
        samochod reaguje na twoje poczynania, ktore w istocie sa dla niego komendami. W
        koncu to nie jest dzikie zwierze, ktore tylko czyha, zeby Cie ugryzc. To zespol
        wielu dosc skomplikowanych komponentow wspoldzialajacych ze soba, ale to w
        rzeczywistosci martwe przedmioty - i zrobia to, co im kazesz. Te polecenia
        wydajesz im uzywajac sprzegla i biegow (albo tylko pedalu gazu, jesli to
        automat), hamulca, kierownicy. Nie ma innej mozliwosci oswojenia sie z reakcjami
        pojazdu, niz doswiadczenie tych reakcji w naturze. Jak Twoj samochod reaguje na
        hamulec? "Staje deba" od razu, czy plynnie sie zatrzymuje? Jak mocno musisz
        nadepnac hamulec by osiagnac jedno, albo drugie? Jak reaguje na kierownice?
        Zwija sie w ciasne, "ostre" skrety, czy zatacza szeroooookie, "krowiaste" luki,
        jak ciezarowka? Na ile musisz skrecic kierownice - a czasem nia "szarpnac" -
        zeby zrobil albo to, albo to? Jak latwo nim cofac? Nigdy, nigdy, NIGDY nie cofaj
        tylko "na lusterka" - to moga robic kierowcy ciezarowek, ktorzym obracanie glowy
        i tak nic nie daje, ale po pierwsze oni maja inne (lepsze) lusterka niz Ty, a po
        drugie maja tez wiecej doswiadczenia. Ale kiedy obracasz sie przy cofaniu - co
        widzisz? Wszystko, czy "prawie" wszystko? Bo "prawie" oznacza, ze masz "martwe
        pola" - naucz sie jakie, gdzie zlokalizowane w relacji do pozycji kierowcy i jak
        sie ich pozbyc.
        Tego wszystkiego nie nauczysz sie z opowiadania: musisz tego doswiadczyc sama i
        to wielokrotnie. Docelowo, musisz wiedziec, co zrobi samochod, jesli Ty zrobisz
        wydasz mu jakies konkretne polecenie - zahamujesz, skrecisz kierownice, dodasz
        gazu, wrzucisz trojke itd.
        Szerokiej drogi.
        • sven_b Re: Czysta psychologia 02.04.10, 08:22
          > Przy okazji, mam wrazenie, ze sven chcial
          > napisac "szybciej puszcza sprzeglo"

          Słuszna uwaga. Dzięki za sprostowanie.
    • iberia.pl czas.... 02.04.10, 18:05
      jesli wydaje Ci sie, ze wszyscy inni od razu byli Schumacherami to
      uprzedzam, ze wcale tak nie bylo.
      Cwiczyc, cwiczyc, cwiczyc-to jedyna metoda.
      • viking2 Re: czas.... 06.04.10, 04:07
        iberia.pl napisała:

        > jesli wydaje Ci sie, ze wszyscy inni od razu byli Schumacherami to
        > uprzedzam, ze wcale tak nie bylo.

        Hej, Iberia, ale chyba z jednym wyjatkiem: Schumacher byl Schumacherem od razu -
        bo jak sie niby inaczej nazywal?...:)
        • praktyczna Re: czas.... 07.04.10, 12:05
          Jak to jak .. wielki Schu :)
          • viking2 Re: czas.... 08.04.10, 03:39
            praktyczna napisała:

            > Jak to jak .. wielki Schu :)

            Aaaaaa, to on byl, znaczy... No popatrz, jaki on do Machulskiego podobny:)
        • tbernard Re: czas.... 08.04.10, 14:35
          viking2 napisał:

          > iberia.pl napisała:
          >
          > > jesli wydaje Ci sie, ze wszyscy inni od razu byli Schumacherami to
          > > uprzedzam, ze wcale tak nie bylo.
          >
          > Hej, Iberia, ale chyba z jednym wyjatkiem: Schumacher byl Schumacherem od razu
          > -
          > bo jak sie niby inaczej nazywal?...:)

          Potoczny język (a przynajmniej polski) rozmydla nieraz sens logiczny. To co
          iberia.pl napisała można przełożyć na:
          1. Nie jest prawdą, że wszyscy byli od razu Schumacherami.
          2. Nikt nie był od razu Schumacherem.

          Jak widać, po takim uściśleniu podany wyjątek stanowi kontrprzykład tylko dla
          drugiego zdania.
          • viking2 Re: czas.... 09.04.10, 03:03
            tbernard napisał:
            > Jak widać, po takim uściśleniu podany wyjątek stanowi kontrprzykład tylko dla
            > drugiego zdania.

            ...tylko, ze dobrze byloby najpierw dostrzec emotikon :) na koncu - i juz wtedy
            wiadomo, ze sie zgrywam.
            • tbernard Re: czas.... 09.04.10, 10:21
              Nie no, przecież skumałem, że to wypowiedź na luzie i też nie byłem śmiertelnie
              na serio ;)
              • viking2 Re: czas.... 09.04.10, 21:38
                tbernard napisał:

                > Nie no, przecież skumałem, że to wypowiedź na luzie i też nie byłem śmiertelnie
                > na serio ;)

                No to jedziemy dalej:

                Nawet Schumacher nie byl od razu Schumacherem...:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka