edek40
22.09.10, 11:58
W Warszawie wciaz dziwi i zaskakuje.
Otoz na jednej z warszawkich ulic 3+3+tramwaj stalem sobie na swiatlach za pewna pania, ktora dopiero zdobywala umiejetnosci za kierownica. Gdy zapalilo sie zielone pani najpierw zgasila, a potem bardzo powoli ruszyla. Przecielismy jezdnie w tempie slimaka i w takimz tempie wjechalismy na przejscie dla pieszych. Pani, ktora sie uczyla minela przejscie, a ja dostrzeglem z prawej goscia idacego bardzo energicznie w kierunku przejscia. Bedac swojakiem z Warszawy na hamulec nacisnalem pewnie z 0,137 sekundy pozniej niz Szwajcar, ktory naturalnie szykowalby sie do puszczenia spieszacego sie pieszego. Gosc wmaszerowal na przejscie juz na wysokosci mojego prawego, leciutko popiskujacego na ABSie, kola. Zapewne ten pisk spowodowal jakis przeblysk myslenia u tego gostka, bo sie jednak zatrzymal. Pasy ruchu sa tu dosc waskie. Przez sekunde nawet zastanawialem sie, czy aby z racji posiadania szerokiego auta nie "wymiatam" dosc masywnym lustrem tych, ktorzy uwazaja, ze bezpiecznie jest stac na samej krawedzi kraweznika. Jednak gdy o milimetry moje lustro minelo pieszego zaczalem obserwacje. Gosc zatrzymal sie na dosc szerokim, ceglastym odwodnieniu jezdni.
I tak stal na jezdni, skamienialy ze strachu badz z odwagi, a kolejne samochody omijaly go, zatrzymywaly sie (obserwowalem okolo 5 aut z tylu, potem wizja zostala przerwana). I tak sie zastanawialem. Wszak jechalem gora 30 km/h, a mimo to nie zdarzylem zahamowac. Uderzenie lustrem mogloby polamac mu zebra. Najechanie na stopy zapewne powaznie by go okaleczylo. Gdyby wszedl na jeznie o ulamek sekundy wczesniej dostalby zderzakiem, a przy tej predkosci ped auta nie odrzucilby go zbawiennie przed auto, tylko pod kola. Szerokie i masywne, kazde po okolo 500 kg...
Znaczy jeszcze wolniej niz 30 km/h, po w samej Warszawie ginie wiecej pieszych niz w calej Austrii? A moze czas zaczac tlumaczyc pieszym, ze samochod moze zabic?