wolfgang87
04.05.11, 22:31
Nawiązując do wątku o podobnym tytule, chciałbym nadmienić, że w czasie dość długiej weekendowej podróży trafiłem tylko na dwóch bandytów. Powiecie, że niewiele? Ano wic w tym, że trafiłem obydwu w jednym miejscu, na podjeździe na krajowej 75 . Podjeździe krętym i stromym, w gęstym obustronnym ruchu.
W sznurze samochodów trafiło się dwóch sukinsynów wyprzedzających pod górkę, zakręty i w tłoku z dwóch stron. Jedenego uratowałem od czołówki robiąc mu duże i szerokie miejsce, co by się schował. Przy okazji uratowałem tyłek niewinnemu człowiekowi wyłaniającemu się właśnie zza wzniesienia z naprzeciwka. I pewnie także i sobie, bo bym dostał rykoszetem. Niestety nie mam numerów rejestracyjnych.
Jednak mało widziałem na drogach - takiego bandytyzmu jeszcze nie spotkałem. Trzeba się cały czas doszkalać. Wspaniały popis mocy silników, tylko że tym razem ja się trochę zradykalizowałem i posłałbym kolesi do ciupy za próbę zabójstwa z premedytacją.
Ale ogólnie podróż była bardzo spokojna i w sumie jadąc bardzo spokojnie osiągnąłem jakieś 500km/8h wliczając w to jakieś 100km górskich terenów, ale odliczając korki w Wawie :) Po 8h jazdy w obydwie strony byłem dużo bardziej wypoczęty niż po krótkiej trasie 300km, gdzie człek się spina i mocuje i wyprzedza ile wlezie. Ale wszystko to zasługa szerokiej 7-ki, pasów do wyprzedzania (2+1) oraz chyba ze 150km dwujezdniówki - dzięki temu można przeboleć straty czasowe.