rekrut1
19.10.11, 14:05
Dzisiaj byłem świadkiem w sumie niewielkiej kolizji drogowej: kierowca wyjeżdżający z pasa rozbiegowego na główną lekko potrącił mijający go samochód. Uderzenie nie było zbyt mocne(widać to było po "obrażeniach" na obu autach),wytrąciło mijającego z toru jazdy o~1m. Nic nie jechało z naprzeciwka,wystarczyła niewielka korekta kierownicą i sprawa zamknęła by się w granicach "dwóch może czterech blach". Reakcja uderzonego była bardzo gwałtowna. Mocny skręt kierownicą w prawo, w rezultacie ratowanie się przed wypadnięciem z drogi, odbicie w lewo, zahaczył o lewe pobocze(twarde)i ponowny ostry skręt w prawo. W rezultacie tych "działań" wylądował na boku w rowie oddalonym od ulicy o jakieś 3 m.
Nikomu na szczęście nic się nie stało(może parę guzów),obaj kierowcy byli młodzi wiekiem.
W sumie tym wątkiem chciałem nawiązać do niedawnej dyskusji o jazdach doszkalających. W tym wypadku niewielkie "obycie" się z autem pewnie by pomogło,ale strach pomyśleć co mogło by się wydarzyć przy większym nasileniu ruchu?
Pozdr.