qwakacz_zabanowany
01.07.12, 23:47
Co jakiś czas jesteśmy szokowani informacjami o piratach drogowych którzy zostali ukarani dziesiątkami punktow karnych i wysokimi mandatami. Potem się okazuje, że kierowca był prowadzony przez wideorejetrator kilka kilometrów a w końcu zostaje zatryzmany. Znam przypadek gdy za znajomym policja jechała około 20 km by w końcu włączyć sygnał zatrzymania. Przez cały ten czas samochód policyjne nie będąc pojazdem uprzywilejowanym podobnie jak ów znajomy łamał przepisy i przekraczał dopuszcalną prędkość. Miałby do tego prawo gdyby był pojazdem uprzywilejowanym czyli właczył niebieski sygnał i sygnał dźwiekowy. Dla znajomego byłby to sygnał do zatrzymania . Cel poprawy bezpieczeństwa zstałby osiągnięty tyle że ze strata dla policji bo policja mogłaby ukarać za jedno przewinienie anie ileś zebranych na odcinku nastu kilometrów. Wnosek - policja naginając przepisy nabija konto punktowe kierowców i kaśe budżetu spychająć bezpieczeństwo na dalszy plan.
Postulat : Wnoszę aby wprowadzono obowiązek eliminowania z ruchu kierowców po zarejestrowaniu pierwszego złamania przepisów. W praktyce oznaczałoby to tyle że policjant po namierzeniu złamania przepisów przez kierowcę miałby obowiązek włączenia sygnałów alarmowych a po zatrzymaniu kierowcy łamiącego przepisy mogłaby go ukarać za wykroczenia popełnione na odcinku 300 metrów przed właczeniem kogutów.
Tetrzysta metrów to czas na reakcję policjantów od wykrycia zagrożenia do jego eliminacji.
To ograniczenia uniemożliwiłoby "prowadzenie kierowcy" do jego "dobicia". Wyjątek od tej reguły powinien dotyczyć uciekających którym unkty powinno się sumować od momentu wykroczenia po którym policjanci właczyli koguty do momentu zatrzymania.