Dodaj do ulubionych

Hanni mnie natchnal :)

07.07.14, 15:20
Wyobrazmy sobie sytuacje, w ktorej naczelny medyk kraju oswiadcza, ze nie bedzie prowadzil zadnych badan nad zdrowiem obywateli, poniewaz wie, ze lud masowo zabija rak pluca. W oparciu zatem o te "odgorna" diagnoze lekarze zaczynaja leczyc obywateli. Podaja im agresywna chemie niezaleznie od... tego, ze nie zrobili nawet zadnego rozpoznania oraz nie widzieli na oczy pacjenta. Ba, owa agresywna chemie podaja salowe (nawe nie pielegniarki), a lekarz nawet nie zadaje sobie trudu, aby sprawdzic czy jest podawana, o tym czy dziala nawet nie wspominajac. Aby jednak nie bylo obywatelom zbyt dobrze powoluje sie sluzby zajmujace sie kontrola stanu zdrowia pacjentow. Bo umieraja masowo. Silna, zwarta i bojowa formacja zaczyna czaic sie w centrach handlowych i karac mandatami za niewdrazanie leczenia... kaszlu. Odgorna bowiem doktryna zaklada, ze kaszel na bank przerodzi sie w raka pluca. Nawet wtedy, gdy jego powodem jest zachlysniecie sie...

W taki wlasnie sposob "leczeni" sa polscy kierowcy, jakby komu umknelo.
Obserwuj wątek
    • hannl Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 07.07.14, 16:10
      zeby na skrzyzowaniu przy ograniczeniu do 50-tki nie zabila trzech ludzi jadac co najmniej 116 kmh?

      Analogicznie do dzieci w Szwajcarii, ktore wg. edka "opanowuja" autostrade przez sama obserwacje rodzicow lepiej od polskich kierowcow z wieloletnim doswiadczeniem, ona na podstawie takiej obserwacji "opanowala" "proste zasady bezpiecznej jazdy, nie oparte na znakach" wierzac w to, ze jest zbyt "inteligentna, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znaki.
      • edek40 Re: Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 08.07.14, 08:41
        > zeby na skrzyzowaniu przy ograniczeniu do 50-tki nie zabila trzech ludzi jadac
        > co najmniej 116 kmh?

        Myslisz, ze znakolog znaj tego pijanego i wiedzial, ze przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej?

        Bo tylko to tlumaczy fakt tak duzego ograniczzenia w szczerym polu i z dobra widocznoscia. Moze tez tlumaczyc to, ze nawet znakolog uwaza, ze potrzebne tu sa swiatla, ale nie ma srodkow, wiec na wszelki wypadek postawi sie 50 km/h. Tylko, ze to akurat wcale go nie tlumaczy, bo na pewne rzeczy nie moze brakowac srodkow.
        • jureek Re: Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 08.07.14, 10:04
          edek40 napisał:

          > Myslisz, ze znakolog znaj tego pijanego i wiedzial, ze przejedzie przez to skrz
          > yzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej?

          Skąd wiesz, że nie zaszczycił? Może zaszczycił, ale źle ocenił prędkość.

          > Bo tylko to tlumaczy fakt tak duzego ograniczzenia w szczerym polu i z dobra wi
          > docznoscia. Moze tez tlumaczyc to, ze nawet znakolog uwaza, ze potrzebne tu sa
          > swiatla, ale nie ma srodkow, wiec na wszelki wypadek postawi sie 50 km/h. Tylko
          > , ze to akurat wcale go nie tlumaczy, bo na pewne rzeczy nie moze brakowac srod
          > kow.

          Ograniczenie w szczerym polu z powodu skrzyżowania nie ma uzasadnienia, ale światła byłyby potrzebne? Niby po co te światła, skoro jak twierdzisz taka dobra tam widoczność?
          Przy okazji zauważam takie ciekawe choć irracjonalne zjawisko psychologiczne - trudniejsza do zniesienia jest jazda pięćdziesiątką czy inną niską prędkością niż całkowite zatrzymanie się.
          • edek40 Re: Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 08.07.14, 10:57
            > Skąd wiesz, że nie zaszczycił?

            Skoro wiec byl...

            > Ograniczenie w szczerym polu z powodu skrzyżowania nie ma uzasadnienia, ale świ
            > atła byłyby potrzebne?

            ...i uznal, ze 50 km/h na dobrze widocznym skrzyzowaniu jest zasadne np. z uwagi na duzy ruch poprzeczny, to czemu nie uznal, ze swiatla, z uwagi na duzy ruch poprzeczny, bylyby lepsze? A moze uznal, ze z uwagi na wielki byc moze ruch poprzeczny, ze wystarczy ograniczenie do 50 km/h, poniewaz rozwaza montaz kamer?

            Albo go w ogole nie bylo, nie ma zadnych danych na temat ruchu czy wypadkowosci, a znak postawil po uwazaniu.

            > Przy okazji zauważam takie ciekawe choć irracjonalne zjawisko psychologiczne -
            > trudniejsza do zniesienia jest jazda pięćdziesiątką czy inną niską prędkością n
            > iż całkowite zatrzymanie się.

            Znaczy sie STOP na glownej. To w sumie wpisywaloby sie w nurt przewodni BRD po litosciwemu.
            • tbernard Re: Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 08.07.14, 11:42
              > > Przy okazji zauważam takie ciekawe choć irracjonalne zjawisko psychologic
              > zne -
              > > trudniejsza do zniesienia jest jazda pięćdziesiątką czy inną niską prędko
              > ścią n
              > > iż całkowite zatrzymanie się.
              >
              > Znaczy sie STOP na glownej. To w sumie wpisywaloby sie w nurt przewodni BRD po
              > litosciwemu.

              No jeśli na głównej były by światła i akurat jadącemu tą główną zapaliło by się czerwone, to obowiązkowo powinien się zatrzymać. W sumie nawet gorzej niż STOP, bo zatrzymanie musi trwać tak długo, aż zielonego nie zobaczy.
              • edek40 Re: Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 08.07.14, 12:01
                > No jeśli na głównej były by światła i akurat jadącemu tą główną zapaliło by się
                > czerwone, to obowiązkowo powinien się zatrzymać. W sumie nawet gorzej niż STOP
                > , bo zatrzymanie musi trwać tak długo, aż zielonego nie zobaczy.

                Ja bazuje tylko na domniemanej zasadnosci ograniczenia do 50 km/h. Skoro jest zasadne, a widocznosc znakomita, znacze ze ruch poprzeczny jest znaczny. O wiele zatem litosciwiej jest postawic swiatla niz dawac namiastek czegos (nie wiem czego - jadacy 50 km/h tez moze zabic).
            • hannl Re: Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 08.07.14, 14:31
              edek40 napisał:

              > ...i uznal, ze 50 km/h na dobrze widocznym skrzyzowaniu jest zasadne np. z uwag
              > i na duzy ruch poprzeczny, to czemu nie uznal, ze swiatla, z uwagi na duzy ruch
              > poprzeczny, bylyby lepsze?

              Bo nie spytal edka, dlatego nie wiedzial, co "byloby lepsze".
              Nie spatyl tez Jozka, ktory by mu powiedzial, ze autostrada "bylaby lepsza".


              > A moze uznal, ze z uwagi na wielki byc moze ruch po
              > przeczny, ze wystarczy ograniczenie do 50 km/h, poniewaz rozwaza montaz kamer?
              >
              > Albo go w ogole nie bylo, nie ma zadnych danych na temat ruchu czy wypadkowosci
              > , a znak postawil po uwazaniu.

              I dlatego, ze studentka przy swej "inteligencji" wszystko to "wiedziala", uznala, ze 116 kmh bedzie w sam raz.

              > Znaczy sie STOP na glownej. To w sumie wpisywaloby sie w nurt przewodni BRD po
              > litosciwemu.

              swiatla, ktore ty bys tam wprowadzil zmuszalyby co dzien pewnie tysiace kierowcow do STOPu tam.
            • divak2 Re: Jakiej "medycyny" potrzebowalaby studentka? 08.07.14, 15:01
              > Znaczy sie STOP na glownej. To w sumie wpisywaloby sie w nurt przewodni BRD po
              > litosciwemu.

              Jest coś takiego w ciągu DK5. W miejscu, gdzie odgałęzia się ona od A4 nieopodal miejscowości Kostomłoty. Tutaj. Dochodząca do DK5 lokalna droga z Kostomłotów ma wyższy priorytet niż DK5 poprowadzona po A4 i zjeździe z niej dalej w kierunku Strzegomia.

              Na GSV w lewo jest DK5 , w prawo Kostomłoty.
        • hannl Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej" 116 08.07.14, 10:16
          edek40 napisał:

          > Myslisz, ze znakolog znaj tego pijanego i wiedzial, ze przejedzie przez to skrzyzowanie
          > nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej?

          Mysle, ze znakolog nie jest debilem. Dlatego:

          1. nie stawia znaku pod jakiegos jednego "pijanego", ktorego "zna" i wie, ze kiedys "przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej". zastanawiam sie, co trzeba cpac, zeby wpasc na cos tak idiotycznego.

          2. stawia znak ograniczenia po to, zeby :
          a) wlaczanie sie z podporzadkowanej bylo latwiejsze i bezpieczniejsze - a takie wlasnie jest, gdy pojazdy jadace glowna jada wolniej.
          b) nawet w przypadku bledu kierowcy (pijanego lub trzezwego) na podporzadkowanej (bledy zdarzaja sie i beda sie zdarazac wszedzie) skutki potencjalnego wypadku nie byly tragiczne.

          Gdyby rodzice tudziez inni "blizni" nie wpoili studentce ze jest "zbyt inteligentna, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znaki ograniczenia to jadac tam zamiast niezwykle "inteligentnych" 116 kmh obowiazujace 50 kmh:
          a) prawdopodobienstwo popelnienia bledu przez kierowce na podporzdkowanej byloby bez porownania mniejsze.
          b) skutki bledu, nawet gdyby go popelnil bylyby bez porownania lagodniejsze. Zamiast trzech trupow najprawdodpdobniej przezyliby wszyscy.

          Ale skoro po drogach porusza sie taka "inteligencja", skutki nie moga byc inne.
          • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 11:00
            > 1. nie stawia znaku pod jakiegos jednego "pijanego", ktorego "zna" i wie, ze ki
            > edys "przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glow
            > nej". zastanawiam sie, co trzeba cpac, zeby wpasc na cos tak idiotycznego.

            Przeczytaj raport NIK.

            > a) wlaczanie sie z podporzadkowanej bylo latwiejsze i bezpieczniejsze - a takie
            > wlasnie jest, gdy pojazdy jadace glowna jada wolniej.

            Wiem, wiem. Wtedy moga bez patrzenia.

            Bo poczekac chwilki nie moga.

            > b) nawet w przypadku bledu kierowcy (pijanego lub trzezwego) na podporza
            > dkowanej (bledy zdarzaja sie i beda sie zdarazac wszedzie)

            Czyli tak. Wyjezdzajacy z podporzadkowanej bez patrzenia (30% ofiar smiertelnych w Polsce) zrobil to przypadkiem.
            • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 11:38
              edek40 napisał:

              > Przeczytaj raport NIK.

              Z niego dowuiem sie, ze znakolog moze postawic przed skrzyzowaniem znak ograniczenia predkosci tylko wtedy gdy:
              a) "zna" osobiscie "pijanego" i
              b) "wie(!!!)", ze ten konkretny "pijany" w przyszlosci "przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej"?

              Gdy takiego pijanego nie zna, tudziez nie jest jasnowidzem wiedzacym, co ten pijany w przyszlosci uczyni, nie powinien stawiac ograniczenia przed skrzyzowaniem?

              > > a) wlaczanie sie z podporzadkowanej bylo latwiejsze i bezpieczniejsze - a
              > takie
              > > wlasnie jest, gdy pojazdy jadace glowna jada wolniej.
              >
              > Wiem, wiem. Wtedy moga bez patrzenia.

              Nie, jak zwykle nie "wiesz". Nie moga "bez patrzenia" nigdy ale poniewaz:
              a) bledy przytrafic moga sie kazdemu
              b) przy tak wysokich predkosciach o wiele latwiej popelnic taki blad

              stawia sie znaki zeby ograniczyc (a nie wykluczyc!) tak tragiczne zdarzenia.

              > Bo poczekac chwilki nie moga.

              Moga bo nikt normalny zabic sie nie chce. jesli wjezdzaja mimo to, to nie dlatego boc chca (sie zabic) tylko dlatego bo popelnili blad - o ktory przy tak wysokich predkosciach jest znacznie latwiej.
              • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 12:04
                > Z niego dowuiem sie, ze znakolog moze postawic przed skrzyzowaniem znak ogranic
                > zenia predkosci tylko wtedy gdy:

                Z niego dowiesz sie dlaczego drogi sa tak, a nie inaczej oznakowane, a co za tym idzie, jaki szacunek dla pracy znakologow maja kierowcy.

                > a) bledy przytrafic moga sie kazdemu

                Bo z premedytacja mozna tylko za szybko. Bez patrzenia tylko przez przypadek. Albo, jak powiadasz, blad.

                > b) przy tak wysokich predkosciach o wiele latwiej popelnic taki blad

                Jaki jest roznica w czasie dotarcia do skrzyzowania dla predkosci 50 i 116 km/h. Powiedzmy ze 100 m.

                > Moga bo nikt normalny zabic sie nie chce.

                30% ofiar smiertelnych z uwagi na nieustapienie byla zatem nienormalna.
                • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 12:23
                  edek40 napisał:

                  > Z niego dowiesz sie dlaczego drogi sa tak, a nie inaczej oznakowane, a co za ty
                  > m idzie, jaki szacunek dla pracy znakologow maja kierowcy.

                  I ten "szacunek" znakolog moze sobie zyskac tylko wtedy, gdy zna przyszlosc i osobiscie pijaka, ktory w przyszlosci wjedzie "bez patrzenia" na to skrzyzowanie?

                  Co to pierniczenie o znakologu jasnowidzu ma do "szacunku"?

                  Co ma jakis "szacunek" do ewidentnej sytuacji, ktora widze przed soba: Skrzyzowanie i znak ograniczenia! Cisnie tam 116 bo nie ma "szacunku"? Czy jak?

                  > Jaki jest roznica w czasie dotarcia do skrzyzowania dla predkosci 50 i 116 km/h. Powiedzmy ze 100 m.

                  Wezmy przecietne wartosci dla suchej drogi (6,5 m/s2)

                  100 m
                  50 kmh: 7,2 s
                  116 kmh: 3,1 s

                  50 m
                  50 kmh: 3,6 s
                  116 kmh: 1,6 s

                  Jesli wyjezdzajacy z podporzadkowanej wjedzie "pod maske" samochodu znajdujacego sie w odleglosci 50 m to:
                  a) przy 50 km/h moze bez problemow choc "na chama" zmiescic sie w owych 3,5 s
                  b) przy worst case jadacy 50 kmh moze zatrzymac sie az dwa razy do ZERA kmh na tym odcinku!

                  c) przy 116 kmh, nawet jesli kierowca zacznie blyskawicznie hamowac "na calego" walnie w samochod wjezdzajacy na skrzyzowanie z predkoscia ok. 80 kmh.
                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 12:27
                    > I ten "szacunek" znakolog moze sobie zyskac

                    Bedzie ciezko. Nie dosc bowiem, ze metody ich pracy nie zmieniaja sie, to jeszcze policja ma w dupie wszystko, co nie jest predkoscia w miejscach znanych, choc niekoniecznie niebezpiecznych.

                    > 100 m
                    > 50 kmh: 7,2 s
                    > 116 kmh: 3,1 s
                    >
                    > 50 m
                    > 50 kmh: 3,6 s
                    > 116 kmh: 1,6 s

                    Mamy rozwiazanie. Dla mnie 2 czy 3 sekundy to zawsze za malo, aby wjechac. Nie wjade zatem ani pod jadacego 50, ani pod jadacego 116 km/h. Poczekam.

                    > Jesli wyjezdzajacy z podporzadkowanej wjedzie "pod maske" samochodu znajdujaceg
                    > o sie w odleglosci 50 m to:

                    Z uwagi na to, ze nie wie z jaka predkoscia jedzie ten na glownej to glupota. Chyba zgodzisz sie ze mna?
                    • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 14:19
                      edek40 napisał:

                      > Bedzie ciezko. Nie dosc bowiem, ze metody ich pracy nie zmieniaja sie, to jeszc
                      > ze policja ma w dupie wszystko, co nie jest predkoscia w miejscach znany
                      > ch, choc niekoniecznie niebezpiecznych.

                      Ano ciezko. Nie znam nie tylko ani jednego znakologa ani innego "zwyklego" czlowieka, ktory zna tak dokladnie przyszlosc, jak znac by ja musial znakolog, zeby moc postwic znak.

                      > Mamy rozwiazanie. Dla mnie 2 czy 3 sekundy to zawsze za malo, aby wjechac. Nie
                      > wjade zatem ani pod jadacego 50, ani pod jadacego 116 km/h. Poczekam.

                      "Rozwiazanie" mielbysmy, gdyby to bylo "forum edek". Tak jednak nie jest.
                      Rozni ludzie jezdza roznie i wielu popelnia bledy.

                      Prawdopodobienstwo i popelnienia bledu i jego tragicznych skutkow jest przy przepisowej jezdzie jednak bez porownania mniejsze.

                      > Z uwagi na to, ze nie wie z jaka predkoscia jedzie ten na glownej to glupota. Chyba zgodzisz sie ze mna?

                      Nie zgodze sie. Oprocz glupoty (bedacej np. efektem "inteligentnego" wychowania!) istnieje tez cos takiego jak zwykle bledy.
                      • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 15:00
                        > Ano ciezko. Nie znam nie tylko ani jednego znakologa ani innego "zwyklego" czlo
                        > wieka, ktory zna tak dokladnie przyszlosc, jak znac by ja musial znakolog, zeby
                        > moc postwic znak.

                        Wystarczy, aby znal terazniejszosc.

                        > "Rozwiazanie" mielbysmy, gdyby to bylo "forum edek". Tak jednak nie jest.
                        > Rozni ludzie jezdza roznie i wielu popelnia bledy.

                        Oczywiscie. I niektore koncza sie smiercia z wlasnej winy.

                        > Prawdopodobienstwo i popelnienia bledu i jego tragicznych skutkow jest przy prz
                        > episowej jezdzie jednak bez porownania mniejsze.

                        Znaczy sie, ze prawdopodobienstwo wyjazdu z popdporzadkowanej maleje wraz ze zmniejszaniem sie predkosci aut na glownej?

                        > Nie zgodze sie.

                        Czyli slusznie zrobil wjezdzajac pod studentke, bo choc zgineli ludzie, ona nie uiknela kary.

                        A on owszem.
                        • hannl Tylko terazniejszosc??? 08.07.14, 15:30
                          edek40 napisał:

                          > Wystarczy, aby znal terazniejszosc.

                          Przeciez znajac tylko "terazniejszosc" nie moze stawiac "zasadnego" oznakowania. Cytuje:
                          Ograniczenie stawiane przez znakologa jest "zasadne" "tylko przy zalozeniu, ze gosc na podporzadkowanej na bank wyjedzie bez patrzenia"

                          > Oczywiscie. I niektore koncza sie smiercia z wlasnej winy.

                          I (zbyt) wiele rowniez z winy tych, ktorzy nie potrafia dostzosowac predkosci do obowiazujacego ograniczenia.

                          >
                          > > Prawdopodobienstwo i popelnienia bledu i jego tragicznych skutkow jest pr
                          > zy prz
                          > > episowej jezdzie jednak bez porownania mniejsze.
                          >
                          > Znaczy sie, ze prawdopodobienstwo wyjazdu z popdporzadkowanej maleje wraz ze zm
                          > niejszaniem sie predkosci aut na glownej?

                          Tak wlasnie sie "znaczy" i dlaczego tak jest tlumacze od dawna.
                          Ty jak zwykle nie ponimajesz niczjewo.

                          > Czyli slusznie zrobil wjezdzajac pod studentke, bo choc zgineli ludzie, ona nie uiknela kary.

                          To twoja interpretacja. Ja wyraznie napisalem cos zupelnie innego.
                          • edek40 Re: Tylko terazniejszosc??? 08.07.14, 15:35
                            > Ograniczenie stawiane przez znakologa jest "zasadne" "[b]tylko przy zalozeniu[/
                            > b], ze gosc na podporzadkowanej na bank wyjedzie bez patrzenia"

                            A. Terazniejszosc i przeszkolsc. Umowilismy sie przeciez, ze sie znaja i znakolog musial widziec "technike" stosowana do pokonywania tego skrzyzowania.

                            > I (zbyt) wiele rowniez z winy tych, ktorzy nie potrafia dostzosowac predkosci d
                            > o obowiazujacego ograniczenia.

                            A jak bedzie to czolg, to nawet 20 km/h to za duzo. Ale tego przeciez nie widac z podporzadkowanej.

                            Gdy sie nie patrzy.

                            > Tak wlasnie sie "znaczy" i dlaczego tak jest tlumacze od dawna.

                            Czyli jak jade przepisowo 90 km/h (sa takie skrzyzowania) to na bank ktos wyjedzie?
                            • hannl Re: Tylko terazniejszosc??? 08.07.14, 17:00
                              edek40 napisał:

                              > > Ograniczenie stawiane przez znakologa jest "zasadne" "[b]tylko przy zaloz
                              > eniu[/
                              > > b], ze gosc na podporzadkowanej na bank wyjedzie bez patrzenia"
                              >
                              > Umowilismy sie przeciez, ze sie znaja i znakolog musial widziec "technike" stosowana do
                              > pokonywania tego skrzyzowania.

                              "Na bank" znaczy z absolutna pewnoscia. Zobaczenie czyjejs "techniki" nie jest rownoznaczne z wiedza na bank.
                              Tak wiec minimalne kwalifikacje znakologa wg. edka to:
                              1. osobista znajomosc wszystkich pijakow, ktorzy w przyszlosci beda przejezdzac przez skrzyzowane.
                              2. znajomosc przyszlosci, kiedy PO postawieniu znaku pijak "na bank" (ze 100-procentowa pewnoscia) wjedzie na skrzyzowanie bez patrzenia.

                              > A jak bedzie to czolg, to nawet 20 km/h to za duzo. Ale tego przeciez nie widac z
                              podporzadkowanej.

                              Bo jak nie od dzis wiadomo czolgi rojezdzajace na skrzyzowaniach samochody tych, ktorzy nie dostrzegli kierowcy na podporzadkowanej przy predkosci 20 kmh to norma na polskich drogach.

                              > > Tak wlasnie sie "znaczy" i dlaczego tak jest tlumacze od dawna.
                              >
                              > Czyli jak jade przepisowo 90 km/h (sa takie skrzyzowania) to na bank ktos wyjedzie?

                              Ja "tlumacze od dawna" a takie .... od tego samego "dawna" nie kapuja w zab o co chodzi.
                              Jesli na skrzyzowaniu pojedziesz przepisowo 90 kmh albo 115 kmh (jak czasami jezdzisz) i ktos nagle "ci wyjedzie" to przytrafi ci sie to, co studentce.
                              Jaki to ma zwiazek z opisana sytuacje, gdzie NIE WOLNO ci jechac 90 ani 115?
                              • edek40 Re: Tylko terazniejszosc??? 08.07.14, 17:10
                                > Tak wiec minimalne kwalifikacje znakologa wg. edka to:
                                > 1. osobista znajomosc wszystkich pijakow, ktorzy w przyszlosci beda przejezdzac
                                > przez skrzyzowane.
                                > 2. znajomosc przyszlosci, kiedy PO postawieniu znaku pijak "na bank" (ze 100-pr
                                > ocentowa pewnoscia) wjedzie na skrzyzowanie bez patrzenia.

                                Powiedzmy minimalne. Zeby choc takie.

                                > Bo jak nie od dzis wiadomo czolgi rojezdzajace na skrzyzowaniach samochody tych
                                > , ktorzy nie dostrzegli kierowcy na podporzadkowanej przy predkosci 20 kmh to n
                                > orma na polskich drogach.

                                A kto powiedzial, ze nie dostrzegl. Dostrzegl go dokladnie wtedy, gdy ten z podporzadkowanej wjechal mu pod gasiennice.

                                > Jesli na skrzyzowaniu pojedziesz przepisowo 90 kmh albo 115 kmh (jak czasami je
                                > zdzisz) i ktos nagle "ci wyjedzie" to przytrafi ci sie to, co studentce.

                                A co bedzie gdy trafie na takiego, co to patrzy?
                                • hannl Dobrze, ze to ustalilismy. 08.07.14, 17:39
                                  edek40 napisał:

                                  > > Tak wiec minimalne kwalifikacje znakologa wg. edka to:
                                  > > 1. osobista znajomosc wszystkich pijakow, ktorzy w przyszlosci beda przej
                                  > ezdzac
                                  > > przez skrzyzowane.
                                  > > 2. znajomosc przyszlosci, kiedy PO postawieniu znaku pijak "na bank" (ze
                                  > 100-pr
                                  > > ocentowa pewnoscia) wjedzie na skrzyzowanie bez patrzenia.
                                  >
                                  > Powiedzmy minimalne. Zeby choc takie.

                                  I na tym wlasciwie mozemy zakonczyc ta dyskusje.
                                  Kierowca taki jak ty, twoj uposledzony zioma z Pultuska albo studentka sa "zbyt inteligentni, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znaki stawiane przez znakologow.

                                  Zmienic mogloby sie to:
                                  1. za "20-30 lat"
                                  2. gdy znakoldzy beda znac wszystkich pijakow
                                  3. zostana jasnowidzami.
                                  4 i do tego policja bedzie "egzekwowac WSZYSTKIE przepisy"

                                  Dobrze, ze to ustalilismy.
                • tbernard Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 12:28
                  > Bo z premedytacja mozna tylko za szybko. Bez patrzenia tylko przez przypadek. Albo, jak powiadasz, blad.

                  Właśnie tak, najczęściej świadomym wykroczeniem jest jazda z prędkością wyższą niż prawo dopuszcza. Przy czym nie chodzi o przekroczenia na poziomie dokładności pomiaru, mieszczące się w tolerancji. Nawet ta krwiożercza waadza z dużym marginesem fotoradary ustawia.

                  > 30% ofiar smiertelnych z uwagi na nieustapienie byla zatem nienormalna.

                  Sens podawania jakichkolwiek statystyk, procentów byłby, gdyby to było czyste nieustąpienie, czyli ten któremu nieustąpiono jechał z przepisową prędkością przynajmniej na odcinku na którym mógł być zaobserwowany w celu podjęcia właściwej decyzji przez tego który miał obowiązek ustąpić. Czy gwarantujesz, że te 30% to właśnie te przypadki?
                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 12:33
                    > Właśnie tak, najczęściej świadomym wykroczeniem jest jazda z prędkością wyższą
                    > niż prawo dopuszcza.

                    Rozumiem zatem, ze gdyby pijany tez jechal 116 km/h nie byloby mowy o przypadkowym wyjechaniu bez patrzenia?

                    > Sens podawania jakichkolwiek statystyk, procentów byłby, gdyby to było czyste n
                    > ieustąpienie

                    Hanni rozwaza roznice czasu dotarcia do "celu" przy 50 i 116 km/h. Rozni je 2-3 sekundy. Ty wyjezdzasz z rozmyslem z 2-3 sekundowym zapasem? Ja nie.

                    > decyzji przez tego który miał obowiązek ustąpić. Czy gwarantujesz, że te 30% t
                    > o właśnie te przypadki?

                    Nie. Statystyka zapewne obejmuje rowniez zmiane pasa bez patrzenia.
                    • jureek Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 13:44
                      edek40 napisał:

                      > Hanni rozwaza roznice czasu dotarcia do "celu" przy 50 i 116 km/h. Rozni je 2-3
                      > sekundy. Ty wyjezdzasz z rozmyslem z 2-3 sekundowym zapasem? Ja nie.

                      Nie byłbyś sobą, żebyś choć trochę nie ponaciągał, żeby tylko udowodnić tezę, że prędkość jadącego główną nie ma znaczenia. Pytałeś o różnicę przy założeniu odległości 100 metrów, a ta różnica wynosi nie 2-3 sekundy, tylko 4 sekundy z małym hakiem.
                      • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 13:49
                        > Nie byłbyś sobą, żebyś choć trochę nie ponaciągał, żeby tylko udowodnić tezę, ż
                        > e prędkość jadącego główną nie ma znaczenia. Pytałeś o różnicę przy założeniu o
                        > dległości 100 metrów, a ta różnica wynosi nie 2-3 sekundy, tylko 4 sekundy z ma
                        > łym hakiem.

                        Policzylem w rozumie, spojrzalem na czasomierz i... to dla mnie tez o wiele za malo, aby podjac decyzje o wyjezdzie.
            • tbernard Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 11:56
              > Wiem, wiem. Wtedy moga bez patrzenia.
              >
              Co Ty tak ciągle bez patrzenia? Jak odróżniasz tych co faktycznie bez patrzenia od tych co z patrzeniem lecz z błędną oceną? Jak wśród tych drugich rozróżnić tych co z własnej winy błędnie ocenili od tych co pod wpływem znacznego przekroczenia prędkości (już nie tylko przepisowej ale i rozsądnej) obiektu zbliżającego się?
              Pewne jest, że bez patrzenia na znaki lub prędkościomierz przywaliła studentka. Tylko w tym przypadku mamy pewność co do zwrotu "bez patrzenia".

              > Bo poczekac chwilki nie moga.

              Bo zwolnić na chwilkę nie mogła?
              • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 12:07
                > Co Ty tak ciągle bez patrzenia? Jak odróżniasz tych co faktycznie bez pa
                > trzenia od tych co z patrzeniem lecz z błędną oceną?

                Moze zrozumiec bledna ocene, gdy pojazd na glownej jedzie z predkoscia razaco wyzsza niz powszechnie znana. 116 km/h to nie az tak duzo wiecej niz 90 km/h. A, o ile nie wprowadzono znakow informujacych tych z podporzadkowanej o predkosci ustanowionej (ale nie wyegzekwowanej), z taka predkoscia na szosie moze sie liczyc. Skoro wiec 26 km/h go zabilo, to ja wysiadam. Nigdy nie jezdze z tak mikromalnym marginesem.

                > Bo zwolnić na chwilkę nie mogła?

                Mogla. Skoro tego nie zrobila, to co?
                    • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 08.07.14, 17:47
                      edek40 napisał:

                      > > To doprowadziła do śmiertelnego wypadku i procentowo jej wina była wyższa
                      > niż t
                      > > ego nietrzeźwego niepatrzącego.
                      >
                      > Smiale.
                      >
                      > Jakos to umotywuj.

                      Bylo juz "motywowane" 25 razy ale ty nawet po 35 razie nie zalapiesz o co chodzi.
                      Kwestia smiertelnosci tego wypadku zaistniala niemal TYLKO I WYLACZNIE z powodu tej nieprzepisowej predkosci.
                      Gdyby jechala tam przepisowo, to nawet gdyby oboje chcieli sie tam zabic, najprawdodpdobniej nigdy by im sie to nie udalo.
                      • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 10:40
                        > Kwestia smiertelnosci tego wypadku zaistniala niemal TYLKO I WYLACZNIE z powodu
                        > tej nieprzepisowej predkosci.

                        Ja wlasnie czepiam sie slowka "niemal".

                        Bez watpienia mniejsza predkosc zmniejsza rozmiar wypadku, ale:

                        1. nie wolno wyjezdzac bez patrzenia

                        2. wyjezdzajacy nie ma pojecia o tym jaka jest predkosc na glownej

                        3. wyjezdzajacy bez patrzenia ponadto, nie ma pojecia czy sa jakies auta i z jaka jada predkoscia

                        Taki wyjazd to nie blad tylko powazne wykroczenie owocujace ogromna smiertelnoscia. Zasluguje na cofniecie uprawnien na dlugo. Nawet wtedy, gdy nie dojdzie do wypadku. Nawet wtedy, gdy dostanie strzala od jadacego przepisowo lub nieprzepisowo.
                        • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 10:52
                          edek40 napisał:

                          > Ja wlasnie czepiam sie slowka "niemal".

                          Bo oczywiscie ciagle nie mozesz pojac sedna problemu. "Niemal" to jakies 5%.
                          Miedzy 5-procentowym prawdodpodobienstwem i 100-procentowym prawdodpdobienstwem jest gigantyczna roznica.

                          > Taki wyjazd to nie blad tylko powazne wykroczenie owocujace ogromna smiertelnoscia.

                          Bullshit! "Owocujace ogromna smiertelnoscia" TYLKO wtedy, gdy kierujacy glowna droga uwaza sie "zbyt inteligentnego, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znaki.
                          • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 10:56
                            > Bo oczywiscie ciagle nie mozesz pojac sedna problemu. "Niemal" to jakies 5%.

                            Byc moze nawet wiecej.

                            Tylko, ze znakolog z reguly nie ma pojecia o ruchu czy wypadkowosci w danym miejscu. Znakuje wiec po uwazaniu, zaniechujac tam, gdzie trzeba, a walac z grubej rury tam, gdzie mozna albo z mniejszego kalibru, albo wcale.

                            Ty tego nie widzisz, bo jestes silnym wyznawca, ze w Polsce oznakowanie jest prawie tak staranne, jak wszedzie w Europie. W ilosci znakow na bank bijemy na glowe. To fakt.

                            > Bullshit! "Owocujace ogromna smiertelnoscia" TYLKO wtedy, gdy kierujacy
                            > glowna droga uwaza sie "zbyt inteligentnego, aby polegac na tak watlych przesla
                            > nkach" jak znaki.

                            TYLKO?

                            Chlopie, toz ten tekst moga czytac mlodzi kierowcy, ktorzy uznaja, ze powolnosc na glownej zapewnia i 100% bezpiecznestwa.
                            • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 11:08
                              edek40 napisał:

                              > > Bo oczywiscie ciagle nie mozesz pojac sedna problemu. "Niemal" to jakies
                              > 5%.
                              >
                              > Byc moze nawet wiecej.

                              "Byc moze nawet wiecej" niz 5% to ciagle gigantyczna roznica miedzy 100%.

                              > Ty tego nie widzisz, bo jestes silnym wyznawca, ze w Polsce oznakowanie jest [b
                              > ]prawie [/b]tak staranne, jak wszedzie w Europie.

                              CZYM takim ograniczenie predkosci przed skrzyzowaniem w Europie rozni sie od takiego samego ograniczenia przed takim samym ograniczeniem w Polsce?

                              Na czym polega w Europie ta "starannosc", ze ludzie tam KAPUJA takie ograniczenie a "zbyt inteligentni" w Polsce WCALE ale byc moze za "20-30 lat", gdy znakolodzy beda jasnowidzami, znali wszystkich pijakow a policja bedzie "egzekwowac WSZYSTKIE przepisy"


                              > > Bullshit! "Owocujace ogromna smiertelnoscia" TYLKO wtedy, gdy kier
                              > ujacy
                              > > glowna droga uwaza sie "zbyt inteligentnego, aby polegac na tak watlych p
                              > rzesla
                              > > nkach" jak znaki.
                              >
                              > TYLKO?

                              Wlasnie TYLKO.

                              > Chlopie, toz ten tekst moga czytac mlodzi kierowcy, ktorzy uznaja, ze powolnosc
                              > na glownej zapewnia i 100% bezpiecznestwa.

                              Nie boj. "Mlodzi kierowcy" nie sa az tak tepi, zeby "wywnioskowac" z powyzszego, ze 100% - 5% = 0% a rozwalone auto plus 5% ryzyka smiertelnosci to "100% bezpieczenstwa".
                              • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 11:28
                                > CZYM takim ograniczenie predkosci przed skrzyzowaniem w Europie rozni si
                                > e od takiego samego ograniczenia przed takim samym ograniczeniem w Polsce?

                                Czy w Europie KAZDE skrzyzowanie ma swoje ograniczenie?

                                > Na czym polega w Europie ta "starannosc",

                                Na tym, ze golym okiem nie widac bledow na kazdym kroku, oraz na tym, ze nie znalazles nigdy dokumentu potwierdzajacego, ze w Szwajcarii nie prowadzi sie zadnych badan nad BRD, ze znakolodzy nie ogladaja miejsc, ktore znakuja, ze nie maja kompletnej i aktualnej dokumentacji, na tym, ze ne prowadzi sie okresowych przegladow oznakowania i, na koniec, tylko u 2 (nie dwoch procent) sposrod 2500 zarzadcow nie wykryto zadnych uchybien.
                                • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 14:01
                                  edek40 napisał:

                                  > > CZYM takim ograniczenie predkosci przed skrzyzowaniem w Europie ro
                                  > zni si
                                  > > e od takiego samego ograniczenia przed takim samym ograniczeniem w Polsce
                                  > ?
                                  >
                                  > Czy w Europie KAZDE skrzyzowanie ma swoje ograniczenie?

                                  To nie jest odpowiedz na moje pytanie:
                                  CZYM takim ograniczenie predkosci przed skrzyzowaniem w Europie rozni sie od takiego samego ograniczenia przed takim samym ograniczeniem w Polsce ?

                                  > > Na czym polega w Europie ta "starannosc",
                                  >
                                  > Na tym, ze golym okiem nie widac bledow na kazdym kroku,

                                  Jakie "BLEDY" "widac golym okiem" na skrzyzowaniu, na ktorym studentka jechala 116 km/h?

                                  > oraz na tym, ze nie zn
                                  > alazles nigdy dokumentu potwierdzajacego, ze w Szwajcarii nie prowadzi sie zadn
                                  > ych badan nad BRD, ze znakolodzy nie ogladaja miejsc,

                                  Co z opisanym skrzyzowaniem ma to, czy ja cos "znalazlem" czy nie?
                                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 14:37
                                    > To nie jest odpowiedz na moje pytanie:

                                    Odpowiedz moze nastapic wylacznie wtedy, gdy uszczegolowisz. Jesli kazde skrzyowanie w Szwajcarii ma ograniczenie, to rzeczywiscie to skrzyzowanie niczym sie nie rozni. Jesli jednak nie kazde i obligatoryjnie nie do 50 km/h, to moze sie roznic.
                                    • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 15:01
                                      edek40 napisał:

                                      > > To nie jest odpowiedz na moje pytanie:
                                      >
                                      > Odpowiedz moze nastapic wylacznie wtedy, gdy uszczegolowisz.

                                      Uszczegolniam:
                                      Masz skrzyzowanie dwoch drog (dwie drogi sie przecinaja). Jedna z nich jest nadrzedna i znajduje sie na niej ograniczenie do 50 kmh. Na drodze podrzednej znajduje sie znak stopu. W obu krajach sa tysiace takich skrzyzowan.

                                      CZYM ograniczenie predkosci przed skrzyzowaniem w Europie rozni sie od takiego samego ograniczenia przed takim samym ograniczeniem w Polsce ?

                                      > Jesli kazde skrzyowanie w Szwajcarii ma ograniczenie,

                                      Taki kraj, w ktorym kazde skrzyowanie ma ograniczenie nie istnieje.

                                      > to rzeczywiscie to skrzyzowanie niczym sie nie rozni.

                                      Ono sie "nie rozni", nie dlatego bo gdzies istnieje jakis kraj gdzie kazde skrzyowanie ma ograniczenie [b], tylko dlatego, ze WYGLADA DOKLADNIE TAK SAMO.
                                      • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 15:07
                                        > Uszczegolniam:
                                        > Masz skrzyzowanie dwoch drog (dwie drogi sie przecinaja). Jedna z nich jest nad
                                        > rzedna i znajduje sie na niej ograniczenie do 50 kmh. Na drodze podrzednej znaj
                                        > duje sie znak stopu. W obu krajach sa tysiace takich skrzyzowan.
                                        >
                                        > CZYM ograniczenie predkosci przed skrzyzowaniem w Europie rozni sie od takiego
                                        > samego ograniczenia przed takim samym ograniczeniem w Polsce ?

                                        Unikasz podania "okolicznosci", wiec nie napisze czym rozni sie to skrzyzowanie od tych w Szwajcarii. Ja, w odroznieniu od Ciebie, zasadnosci ograniczenia predosci nie motywuje faktem postawienia znaku.

                                        > Ono sie "nie rozni", nie dlatego bo gdzies istnieje jakis kraj gdzie [b]kazde [
                                        > /b]skrzyowanie ma ograniczenie [b], tylko dlatego, ze WYGLADA DOKLADNIE TAK
                                        > SAMO
                                        .

                                        Nie.
                                        • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 15:21
                                          edek40 napisał:

                                          > Unikasz podania "okolicznosci", wiec nie napisze czym rozni sie to skrzyzowanie
                                          > od tych w Szwajcarii.

                                          Mniej wiecej polowa mojego postu to "podanie okolicznosci". Sciana z betonu by je w miedzyczasie zrozumiala. Ty nie ponimajesz niczjewo.

                                          > Ja, w odroznieniu od Ciebie, zasadnosci ograniczenia predosci nie motywuje faktem postawienia znaku.

                                          "W odroznieniu" od ciebie i twojego uposledzonego ziomy NIKT przy zdrowych zmyslach np. w Szwajcarii nie zastanawia sie nad "zasadnoscia ograniczenia predkosci" na skrzyzowaniu, do ktorego wlasnie dojezdzaja.

                                          To, co na identycznym skrzyzowaniu w Szwajcarii jest "staranne" jest zachowanie kierowcow, ktorzy nie uwazaja sie za "zbyt inteligentnych, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znak.
                                          • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 15:25
                                            > Mniej wiecej polowa mojego postu to "podanie okolicznosci". Sciana z betonu by
                                            > je w miedzyczasie zrozumiala. Ty nie ponimajesz niczjewo.

                                            Daje rade.

                                            > "W odroznieniu" od ciebie i twojego uposledzonego ziomy NIKT przy zdrowych zmys
                                            > lach np. w Szwajcarii nie zastanawia sie nad "zasadnoscia ograniczenia predkosc
                                            > i" na skrzyzowaniu, do ktorego wlasnie dojezdzaja.

                                            Bo nie ma po temu powodow.
                                            • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 15:28
                                              edek40 napisał:

                                              > Daje rade.

                                              Z"Daje" ci sie.

                                              > > "W odroznieniu" od ciebie i twojego uposledzonego ziomy NIKT przy zdrowyc
                                              > h zmys
                                              > > lach np. w Szwajcarii nie zastanawia sie nad "zasadnoscia ograniczenia pr
                                              > edkosc
                                              > > i" na skrzyzowaniu, do ktorego wlasnie dojezdzaja.
                                              >
                                              > Bo nie ma po temu powodow.

                                              Czemu dojezdzajac do identycznie wygladajacego skrzyzowania dwoch drog z identycznie wygladajacym ograniczeniem Szwajcar "nie ma powodow" do oceny "zasadnosci ograniczenia predkosci" olania tego ograniczenia jeslui stwierdzi, ze jest "zbyt inteligentny, aby polegac na tak watlych przeslankach"?
                                              • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 15:30
                                                > Czemu dojezdzajac do identycznie wygladajacego skrzyzowania dwoch drog z
                                                > identycznie wygladajacym ograniczeniem Szwajcar "nie ma powodow" do oce
                                                > ny "zasadnosci ograniczenia predkosci"

                                                Dlatego, ze po drodze ni minal wielu innych, ktorych stopien zarosniecia oraz zastosowane ograniczenie budzi wielkie watpliwosci. Ba, nie minal wielu innych ograniczen predkosci, ktorych zasadnosc zna tylko..... no nikt nie zna, bo sie mapa znakologowi zagubila. 20 lat temu.
                                                • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 09.07.14, 16:06
                                                  edek40 napisał:

                                                  > Dlatego, ze po drodze ni minal wielu innych, ktorych stopien zarosniecia oraz z
                                                  > astosowane ograniczenie budzi wielkie watpliwosci.

                                                  Dlaczego "zastosowane ograniczenia" na skrzyzowaniu "budza wielkie watpliwosci" u "zbyt inteligentnych" a u Szwajcarow nie?
                                                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 10:41
                                                    > "Zasadnosc" znaku wynika z faktu skrzyzowania drog

                                                    Postaram sie uwierzyc na slowo (oraz spytam kumpla, ktory w Szwajcarii jest samochodem kilka razy w roku). Czy kazde skrzyzowanie w Szwajcarii ma swoje ograniczenie i to tak znaczne?

                                                    > Z reszta wg. geniusza mazowieckiego zadne ograniczenie przed skrzyzowaniami nie
                                                    > jest "zasadne" :)))

                                                    Zapewne pijesz do mnie, co mnie srednio obchodzi, ale sie mylisz.
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 10:52
                                                    edek40 napisał:

                                                    > > "Zasadnosc" znaku wynika z faktu skrzyzowania drog
                                                    >
                                                    > Postaram sie uwierzyc na slowo (oraz spytam kumpla, ktory w Szwajcarii jest sam
                                                    > ochodem kilka razy w roku). Czy kazde skrzyzowanie w Szwajcarii ma swoje ograni
                                                    > czenie i to tak znaczne?

                                                    Acha, bo znaki (i pewnie cokolwiek) moga byc "zasadne" tylko wtedy, gdy wystepuje wszedzie i w kazdej sytuacji?

                                                    I jak twoj "kumpel" znajdzie skrzyzowanie bez ograniczenia to bedziesz mial ultymatywny dowod na to, ze wszystkie ograniczenia przed skrzyzowaniami w Szwajcarii sa "bezzasadne", co? :)))


                                                    > > Z reszta wg. geniusza mazowieckiego zadne ograniczenie przed skrzyzowania
                                                    > mi nie
                                                    > > jest "zasadne" :)))
                                                    >
                                                    > Zapewne pijesz do mnie, co mnie srednio obchodzi, ale sie mylisz.

                                                    Moze w takim razie wyjasnisz, jakie ograniczenie przed skrzyzowaniem jednak jest "zasadne"?
                                                    Tutaj:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,510,151914924,151914924,Uzasadnione_ograniczenie_nieuzasadnione_.html
                                                    miedzy swiatlami z czujnikiem i braku ograniczenia nic innego nie widze.
                                                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 10:58
                                                    > Acha, bo znaki (i pewnie cokolwiek) moga byc "zasadne" tylko wtedy, gdy wystepu
                                                    > je wszedzie i w kazdej sytuacji?

                                                    Powyzej napisales: "Zasadnosc" znaku wynika z faktu skrzyzowania drog". Ja tak nie uwazam.

                                                    > I jak twoj "kumpel" znajdzie skrzyzowanie bez ograniczenia to bedziesz mial ult
                                                    > ymatywny dowod na to, ze wszystkie ograniczenia przed skrzyzowaniami w Szwajcar
                                                    > ii sa "bezzasadne", co? :)))

                                                    Nie.

                                                    > Tutaj:

                                                    Widzialem.
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 11:15
                                                    edek40 napisał:

                                                    edek40 napisał:

                                                    > Powyzej napisales: "Zasadnosc" znaku wynika z faktu skrzyzowania drog".

                                                    "Zasadnosc" zapinania pasow wynika z jazdy samochodem.
                                                    "Zasadnosc" noszenia kasku wynika z jazdy rowerem.

                                                    > Ja tak nie uwazam.

                                                    To juz wiem i nawet to detalicznie opisalem.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,510,151914924,151914924,Uzasadnione_ograniczenie_nieuzasadnione_.html
                                                    > > I jak twoj "kumpel" znajdzie skrzyzowanie bez ograniczenia to bedziesz mi
                                                    > al ult
                                                    > > ymatywny dowod na to, ze wszystkie ograniczenia przed skrzyzowaniami w Sz
                                                    > wajcar
                                                    > > ii sa "bezzasadne", co? :)))
                                                    >
                                                    > Nie.

                                                    To na co bedziesz mial dowod?
                                                    Przeciez od tego "czy kazde skrzyzowanie w Szwajcarii ma swoje ograniczenie" uzalezniles "uwierzenie na slowo", ze "Zasadnosc" znaku wynika z faktu skrzyzowania drog".

                                                    Juz biedaku sam nie rozumiesz, co piszesz?
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 12:06
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Przeciez to Ty probujesz mi cos udowodnic.

                                                    Bo TY (w przeciwienstwie do mnie) "nie uwazasz", ze "zasadnosc" znaku wynika z faktu skrzyzowania drog" i chcesz "spytac kumpla, ktory w Szwajcarii jest samochodem kilka razy w roku" zeby, no wlasnie co?

                                                    Przeciez ty sam nie wiesz nawet o czym piszesz.
                                                    Jestes pewien, ze nie masz jednak "problemu".. wiesz jakiego?
                                                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 12:09
                                                    > Bo TY (w przeciwienstwie do mnie) "nie uwazasz", ze "zasadnosc" znaku wy
                                                    > nika z faktu skrzyzowania drog"

                                                    Fakt isnienia skrzyzowanie jest przeslanka do tego, aby rozwazyc, czy ograniczenie jest zasadne czy nie.

                                                    W Szwajcarii wszystkie skrzyzowania maja ograniczenie do 50 km/h? Unikasz odpowiedzi, a to kluczowe. Jesli bowiem wszystkie, znaczy, ze sam fakt isnienia skrzyzowania powoduje tak radykalne ograniczenie. Jesli zas nie, oznacza to, ze znakolog rozwaza zasadnosc.
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 12:20
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Fakt isnienia skrzyzowanie jest przeslanka do tego, aby rozwazyc, czy ogranicze
                                                    > nie jest zasadne czy nie.

                                                    Ale tylko dla ZNAKOLOGA a nie kierowcy.

                                                    > W Szwajcarii wszystkie skrzyzowania maja ograniczenie do 50 km/h?
                                                    > Jesli bowiem wszystkie, znaczy, ze sam fakt isnienia skrzyzowania powoduje tak radykalne
                                                    > ograniczenie. Jesli zas nie, oznacza to, ze znakolog rozwaza zasadnosc.

                                                    1. Ciagle znakolog a nie kierowca.
                                                    2. Co w ogole ma rozwazac, skoro wg. ciebie znaki ograniczenia przed skrzyzowaniami nie sa w ogole "zasadne"?
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 12:39
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Gdy nie robi tego znakolog, zabieraja sie za to kierowcy.

                                                    Jak maja robic cokolwiek znakolodzy skoro musielby miec kwalifikacje Boga?

                                                    > Zacytuj.

                                                    Ograniczenie jest "zasadne" Gdy (cytuje) "znakolog zna tego pijanego i wiedzial, ze przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej" czyli NIGDY.

                                                    I dalej:
                                                    "jesli ruch poprzeczny na tym znakomicie widocznym skrzyzowaniu jest tak wielki, ze nalezy postawic 50 km/h, to "swiatla bylyby o wiele sensowniejsze".

                                                    Co jesli "ruch poprzeczny na tym znakomicie widocznym skrzyzowaniu" NIE "jest tak wielki" zeby stawiac swiatla (z czujnikiem!!!)?

                                                    Odpowiedz:
                                                    "To byc moze ograniczenie nie jest w ogole potrzebne"

                                                    Ergo: ZADNE ograniczenie przed skrzyzowaniem, nie jest tam "zasadne"

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,510,151914924,151914924,Uzasadnione_ograniczenie_nieuzasadnione_.html
                                                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 13:06
                                                    > Jak maja robic cokolwiek znakolodzy skoro musielby miec kwalifikacje Boga?

                                                    Hm?

                                                    > Ograniczenie jest "zasadne" Gdy (cytuje) "znakolog zna tego pijanego i wiedzial
                                                    > , ze przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glown
                                                    > ej" czyli NIGDY.

                                                    Acha!!! Ty bierzesz takie rzeczy na powaznie? Zupelnie jak dinozaury na Ksiezycu (czy na Marsie)? Ubaw po pachy.

                                                    > "jesli ruch poprzeczny na tym znakomicie widocznym skrzyzowaniu jest tak wielki
                                                    > , ze nalezy postawic 50 km/h, to "swiatla bylyby o wiele sensowniejsze".

                                                    "Jesli"

                                                    > Co jesli "ruch poprzeczny na tym znakomicie widocznym skrzyzowaniu" NIE "jest t
                                                    > ak wielki" zeby stawiac swiatla (z czujnikiem!!!)?
                                                    >
                                                    > Odpowiedz:
                                                    > "To byc moze ograniczenie nie jest w ogole potrzebne"

                                                    Trzymam sie tego.
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 13:23
                                                    edek40 napisał:

                                                    > > Jak maja robic cokolwiek znakolodzy skoro musielby miec kwalifikacje Boga
                                                    > ?
                                                    >
                                                    > Hm?

                                                    Znow sie pogubiles biedaku?
                                                    Skoro do postawienia "zasadnego" ograniczenia musza
                                                    a) "znac" osobiscie "pijanego" i
                                                    b) "wiedziec(!!!)", ze ten konkretny "pijany" w przyszlosci "przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej"?
                                                    to to sa kwalifikacje, ktore ma tylko Pan Bog i tez nie z cala pewnoscia.

                                                    > > Ograniczenie jest "zasadne" Gdy (cytuje) "znakolog zna tego pijanego i wi
                                                    > edzial
                                                    > > , ze przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi
                                                    > glown
                                                    > > ej" czyli NIGDY.
                                                    >
                                                    > Acha!!! Ty bierzesz takie rzeczy na powaznie? Zupelnie jak dinozaury na Ksiezyc
                                                    > u (czy na Marsie)? Ubaw po pachy.

                                                    To fajne, jak z wielodniowym opoznieniem w koncu dociera do ciebie, jakie produkujesz debilizmy i jak to potem probujesz obrocic w zart :))))

                                                    > > "jesli ruch poprzeczny na tym znakomicie widocznym skrzyzowaniu jest tak
                                                    > wielki
                                                    > > , ze nalezy postawic 50 km/h, to "swiatla bylyby o wiele sensowniejsze".
                                                    >
                                                    > "Jesli"
                                                    >
                                                    > > Co jesli "ruch poprzeczny na tym znakomicie widocznym skrzyzowaniu" NIE "
                                                    > jest t
                                                    > > ak wielki" zeby stawiac swiatla (z czujnikiem!!!)?
                                                    > >
                                                    > > Odpowiedz:
                                                    > > "To byc moze ograniczenie nie jest w ogole potrzebne"
                                                    >
                                                    > Trzymam sie tego.

                                                    Fajnie. Wszystko jest jak bylo. Znakolog musi miec kwalifikacje Pana Boga, zeby postawic "zasadny!" znak ktory i tak nie jest "zasadny" :))))
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 16:03
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Naprawde uwazasz, ze musiales mi wykazac, ze idiotyzmem jest twierdzenie, ze di
                                                    > nozaury zyja na Ksiezycu????

                                                    Nie, idiotyzm polegajacy na (twoim) przekonaniu, jakoby o zajsciach w okreslonych miejscach mozna bylo sie wypowiadac tylko wtedy, gdy na tych miejscjach bylo sie osobiscie obalilem przy pomocy przykladu z dinozaurami na ksiezycu.
                                                  • edek40 Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 16:21
                                                    > Nie, idiotyzm polegajacy na (twoim) przekonaniu, jakoby o zajsciach w okreslony
                                                    > ch miejscach mozna bylo sie wypowiadac tylko wtedy, gdy na tych miejscjach bylo
                                                    > sie osobiscie obalilem przy pomocy przykladu z dinozaurami na ksiezycu.

                                                    A nie. To nic nie obaliles. Chyba, ze flaszke.
                                                  • hannl Re: Ani slowa nt "medycyny" dla studentki "tnacej 10.07.14, 16:28
                                                    edek40 napisał:

                                                    > > Nie, idiotyzm polegajacy na (twoim) przekonaniu, jakoby o zajsciach w okr
                                                    > eslony
                                                    > > ch miejscach mozna bylo sie wypowiadac tylko wtedy, gdy na tych miejscjac
                                                    > h bylo
                                                    > > sie osobiscie obalilem przy pomocy przykladu z dinozaurami na ksie
                                                    > zycu.
                                                    >
                                                    > A nie. To nic nie obaliles.

                                                    Czyli nadal uwazasz, ze zeby udowodnic FAKTY wynikajace ze znanych, prostych i mierzalnych wielkosci TRZEBA gdzies byc osobiscie, jak np. na ksiezycu, zeby udowodnic, ze dinozaurow tam nie ma?

                                                    Po co sie tak pograzasz. jeden uposledzony twoj zioma juz tu wystarczy.
        • hannl CO on bierze? 08.07.14, 10:40
          edek40 napisał:

          > Myslisz, ze znakolog znaj tego pijanego i wiedzial, ze przejedzie przez to skrz
          > yzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej?
          >
          > Bo tylko to tlumaczy fakt tak duzego ograniczzenia w szczerym polu i z dobra widocznoscia.

          No to wiemy nieco wiecej na temat pracy znakologow:

          Przed skrzyzowaniem powinien stawiac znak ograniczenia predkosci tylko wtedy gdy:
          a) "zna" osobiscie "pijanego" i
          b) "wie(!!!)", ze ten konkretny "pijany" w przyszlosci "przejedzie przez to skrzyzowanie nie zaszczyciwszy spojrzeniem drogi glownej"?

          Gdy takiego pijanego nie zna, tudziez nie jest jasnowidzem wiedzacym, co ten pijany w przyszlosci uczyni, nie powinien stawiac tam takiego ograniczenia.

          > Moze tez tlumaczyc to, ze nawet znakolog uwaza, ze potrzebne tu sa swiatla,

          Super pomysl. Tysiace samochodow co dzien stojace w szczerym polu na (zapewne) w duzej czesci pustym skrzyzowaniu.

          > ale nie ma srodkow,

          i Bogu dzieki "inteligencji".

          > wiec na wszelki wypadek postawi sie 50 km/h.

          Ktore zapewne nawet wtedy, gdy na glownej zwalniaja "tylko" do 70-tki pozwolilo do tej pory uniknac calej kupy wypadkow lub najtragiczniejszych ich skutkow.

          > Tylko, ze to akurat wcale go nie tlumaczy, bo na pewne rzeczy nie moze brakowac srodkow.

          no wlasnie, jak chocby na autostrade pod sama stodole edka.
          • edek40 Re: CO on bierze? 08.07.14, 11:02
            > Super pomysl. Tysiace samochodow co dzien stojace w szczerym polu na (zapewne)
            > w duzej czesci pustym skrzyzowaniu.

            Skoro szczere pole i puste skrzyzowanie, to po co ograniczenie? Mowie Ci - znakologa nigdy tu nie bylo.

            > Ktore zapewne nawet wtedy, gdy na glownej zwalniaja "tylko" do 70-tki pozwolilo
            > do tej pory uniknac calej kupy wypadkow lub najtragiczniejszych ich skutkow.

            Nic tak znakomicie nie zapewnia bezpiecznego wyjazdu z podporzadkowanej, jak patrzenie i uzywanie mozgu.
            • hannl Re: CO on bierze? 08.07.14, 11:44
              edek40 napisał:

              > Skoro szczere pole i puste skrzyzowanie, to po co ograniczenie?

              "W duzej czesci puste" nie oznacza "zawsze puste"

              Ograniczenie jest po to, zeby :
              a) zminimalizowac ryzyko zderzenia samochodow, ktore dojada do skrzyzowania rownoczesnie
              b) zminimalizowac skutki ewentualnych bledow obu kierowcow.

              jakos wiem, ze cjhoc powtorze to jeszcze 1000 razy ty nigdy i tak nie skapuujesz.

              > Nic tak znakomicie nie zapewnia bezpiecznego wyjazdu z podporzadkowanej, jak pa
              > trzenie i uzywanie mozgu.

              Problem w tym, ze i "patrzenie" i "uzywanie mozgu" potrzebne do wlasciwej oceny predkosci i odleglosci jest przy predkosciach autostradowych o wiele bardziej zawodne niz przy predkosciach w okolicach 50 i 70. Taka jest fizjologia ludzka i wiedza to ludzie na calym swiecie z wyjatkiem tych ze sciany wschodniej.
              • edek40 Re: CO on bierze? 08.07.14, 12:09
                > "W duzej czesci puste" nie oznacza "zawsze puste"

                Oczywiscie.

                Tak jak jeden kraweznik to juz zabudowa.

                > a) zminimalizowac ryzyko zderzenia samochodow, ktore dojada do skrzyzowania row
                > noczesnie

                To nie bylo skrzyzowanie rownorzedne.

                > b) zminimalizowac skutki ewentualnych bledow obu kierowcow.

                Najbardziej minimalizuje te strach i pokora, jesli sie jest na podporzadkowanej.

                > Problem w tym, ze i "patrzenie" i "uzywanie mozgu" potrzebne do wlasciwej oceny
                > predkosci i odleglosci jest przy predkosciach autostradowych o wiele bardziej
                > zawodne niz przy predkosciach w okolicach 50 i 70. Taka jest fizjologia ludzka
                > i wiedza to ludzie na calym swiecie z wyjatkiem tych ze sciany wschodniej.

                Cos kiedys pisales. Mozg sie zmieniasza. Albo penis. Nie pamietam.
                • jureek Re: CO on bierze? 08.07.14, 14:21
                  edek40 napisał:

                  > Najbardziej minimalizuje te strach i pokora, jesli sie jest na podporzadkowanej

                  Ci na głównej pokory nie potrzebują? Mogą z dumą zapierdalać i mieć w dupie znaki, bo są paniskami na głównej? Fajne widzenie świata. Widzę, że feudalizm trzyma się mocno. Wszędzie. I nie ma się co dziwić, że władza też potem pokory od obywatela oczekuje, skoro stosunki społeczne sprowadza się do tego, kto aktualnie jest górą, czyli kto pan, a kto cham.
                  • edek40 Re: CO on bierze? 08.07.14, 15:02
                    > Ci na głównej pokory nie potrzebują?

                    Jak najbardziej. Ale oni nieco mniej ryzykuja.

                    > Mogą z dumą zapierdalać i mieć w dupie znaki, bo są paniskami na głównej?

                    Mozy Ty mi odpowiesz. Skad mozna wiedziec jaka jest dopuszczalna predkosc na glownej? Skad mozna wiedziec czy jest przestrzegana? Znaczy sia skad moze wiedziec do gosc na podporzadkowanej?
                    • hannl Re: CO on bierze? 08.07.14, 17:04
                      edek40 napisał:

                      > > Ci na głównej pokory nie potrzebują?
                      >
                      > Jak najbardziej. Ale oni nieco mniej ryzykuja.

                      Skoro ryzyko ich "inteligentnych" zachowan ponosza glownie inni to pol biedy, co?
                      Za takie nastawienie tez wine ponosza znakolodzy?

                      > Mozy Ty mi odpowiesz. Skad mozna wiedziec jaka jest dopuszczalna predkosc na gl
                      > ownej? Skad mozna wiedziec czy jest przestrzegana? Znaczy sia skad moze wiedziec
                      > do gosc na podporzadkowanej?

                      Tego w wiekszosci wypadkow nie mozna wiedziec a nawet jak sie wie, trzeba liczyc sie z tak "inteligentnymi" jak owa studentka albo ty. Ale KAZDY czlowiek robi kiedys bledy.
                      I gdy ktos, kto AKURT popelnil blad trafi na przepisowo jadacego ma duza szanse przezyc. Jesli trafi na "zbyt inteligentna" studentke, nie ma zadnych szans.
                      • edek40 Re: CO on bierze? 08.07.14, 17:08
                        > Skoro ryzyko ich "inteligentnych" zachowan ponosza glownie inni to pol biedy, co?

                        Wyjezdzajacy z podporzadkowanej podejmuje ryzyko na wlasna odpowiedzialnosc, poniewaz nie wie jaka jest predkosc dopuszczalna na glownej.
                        • hannl Re: CO on bierze? 08.07.14, 17:42
                          edek40 napisał:

                          > > Skoro ryzyko ich "inteligentnych" zachowan ponosza glownie inni to pol bi
                          > edy, co?
                          >
                          > Wyjezdzajacy z podporzadkowanej podejmuje ryzyko na wlasna odpowiedzialnosc, po
                          > niewaz nie wie jaka jest predkosc dopuszczalna na glownej.

                          A na czyja odpowiedzialnosc podejmuje ryzyko jadacy o wiele szybciej niz wolno glowna droga?
                            • hannl Jak male dziecko.... 09.07.14, 10:52
                              edek40 napisał:

                              > > A na czyja odpowiedzialnosc podejmuje ryzyko jadacy o wiele szybciej niz
                              > wolno
                              > > glowna droga?
                              >
                              > Ale wtedy gdy nikt mu nie wyjedzie?

                              "Gdy nikt nie" wjedzie w bok temu, ktory wyjedza z podporzadkowanej to tez nie ma problemu.

                              Przekomazasz sie jak dzieciak. Poplaj sobie dalej sam ze soba.
                    • jureek Re: CO on bierze? 08.07.14, 17:32
                      edek40 napisał:

                      > > Ci na głównej pokory nie potrzebują?
                      >
                      > Jak najbardziej. Ale oni nieco mniej ryzykuja.

                      Niby dlaczego mniej ryzykują? Ci wyjeżdżający z podporządkowanej bardziej odczują skutki zderzenia niż ci pędzący główną? Dlaczego?

                      > Mozy Ty mi odpowiesz. Skad mozna wiedziec jaka jest dopuszczalna predkosc na gl
                      > ownej? Skad mozna wiedziec czy jest przestrzegana? Znaczy sia skad moze wiedzie
                      > c do gosc na podporzadkowanej?

                      Odpowiadam. Wyjeżdżający z podporządkowanej na ogół nie wie, jaka prędkość obowiązuje na głównej. I dlatego, że ktoś inny nie wie, jaką ja mam jechać prędkością, to moje jej przekroczenie jest niegroźne?
                      • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 10:43
                        > Niby dlaczego mniej ryzykują? Ci wyjeżdżający z podporządkowanej bardziej odczu
                        > ją skutki zderzenia niż ci pędzący główną? Dlaczego?

                        Z powodu konstrukcji znanych mi aut.

                        > Odpowiadam. Wyjeżdżający z podporządkowanej na ogół nie wie, jaka prędkość obow
                        > iązuje na głównej. I dlatego, że ktoś inny nie wie, jaką ja mam jechać prędkośc
                        > ią, to moje jej przekroczenie jest niegroźne?

                        Alez jest grozne. Glownie wtedy, gdy ktos nie zastosuje sie do znaku STOP lub ustap.
                • hannl Re: CO on bierze? 08.07.14, 14:25
                  edek40 napisał:

                  > > "W duzej czesci puste" nie oznacza "zawsze puste"
                  >
                  > Oczywiscie.
                  >
                  > Tak jak jeden kraweznik to juz zabudowa.

                  Jesli oprocz "kraweznika" wystepuje wiekszy ruch pieszy/samochodowy, istnieja wjazdy, skrzyzowania to ograniczenie predkosci wyrazone ograniczeniem lub znakiem OZ jest jak najbardziej uzasadnione.

                  > > a) zminimalizowac ryzyko zderzenia samochodow, ktore dojada do skrzyzowan
                  > ia row
                  > > noczesnie
                  >
                  > To nie bylo skrzyzowanie rownorzedne.

                  Samochody moga dojechac do skrzyzowanie "rownoczesnie" (tak jak np. w opisanym wypadku) rowniez wtedy, gdy nie jest "rownorzedne".

                  > > b) zminimalizowac skutki ewentualnych bledow obu kierowcow.
                  >
                  > Najbardziej minimalizuje te strach i pokora, jesli sie jest na podporzadkowanej.

                  Acha "skutki".
                  Czyli jak jadac 116 kmh walnie "przestraszona i pokorna" to skutki beda "zminimalzowane" w porownaniu, gdyby jechala 116 kmh nie-"przestraszona i pokorna".

                  zebys ty przynajmniejn rozumial to, co czytasz.

                  > > Problem w tym, ze i "patrzenie" i "uzywanie mozgu" potrzebne do wlasciwej
                  > oceny
                  > > predkosci i odleglosci jest przy predkosciach autostradowych o wiele bard
                  > ziej
                  > > zawodne niz przy predkosciach w okolicach 50 i 70. Taka jest fizjologia l
                  > udzka
                  > > i wiedza to ludzie na calym swiecie z wyjatkiem tych ze sciany wschodniej
                  > .
                  >
                  > Cos kiedys pisales. Mozg sie zmieniasza. Albo penis. Nie pamietam.

                  Tylko tobie, jedno i drugie - jak widac. I to juz od dawna.
                  • edek40 Re: CO on bierze? 08.07.14, 15:04
                    > Jesli oprocz "kraweznika" wystepuje wiekszy ruch pieszy/samochodowy, istnieja w
                    > jazdy, skrzyzowania to ograniczenie predkosci wyrazone ograniczeniem lub znakie
                    > m OZ jest jak najbardziej uzasadnione.

                    Czyli nie znasz obowiazujacych i masowo nierespektowanych przepisow dotyczacych ustanawiania OZ? Bo wedlug Twojej definicji OZ wyznacza pielgrzymka piesza i zwiazany z nia korek samochodowy.

                    > Samochody moga dojechac do skrzyzowanie "rownoczesnie" (tak jak np. w opisanym
                    > wypadku) rowniez wtedy, gdy nie jest "rownorzedne".

                    I kto ma ustapic? Czy dziala moze zasadza kto pierwszy, ten lepszy?
                    • hannl Re: CO on bierze? 08.07.14, 17:16
                      edek40 napisał:

                      > Czyli nie znasz obowiazujacych i masowo nierespektowanych przepisow dotyczacych
                      > ustanawiania OZ?

                      Znam tylko obowiazujace i stawiane przewaznie sensownie.

                      > Bo wedlug Twojej definicji OZ wyznacza pielgrzymka piesza.

                      Wedlug mnie OZ stawia sie ze wzgledu NA LUDZI a nie na odstepy do budynkow.
                      Jesli znakolog uzna, ze na danym odcinku sensowne jest ograniczenie ze wzgledu na pieszych/rowerzystow/wjazdy itd.. to postawienie znaku OZ jest prostszym rozwiazaniem niz stawianie i odwolywanie co kilkadziesiat metrow ograniczen.

                      > > Samochody moga dojechac do skrzyzowanie "rownoczesnie" (tak jak np. w opi
                      > sanym
                      > > wypadku) rowniez wtedy, gdy nie jest "rownorzedne".
                      >
                      > I kto ma ustapic? Czy dziala moze zasadza kto pierwszy, ten lepszy?

                      Tego tez nie wiesz "inteligencie"?
                      Ten ma ustapic, ktory nie ma pierwszenstwa.
                      • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 10:45
                        > Znam tylko obowiazujace i stawiane przewaznie sensownie.

                        Zacytuj.

                        > Jesli znakolog uzna, ze na danym odcinku sensowne jest ograniczenie ze wzgledu
                        > na pieszych/rowerzystow/wjazdy itd.. to postawienie znaku OZ jest prostszym roz
                        > wiazaniem niz stawianie i odwolywanie co kilkadziesiat metrow ograniczen.

                        Nie znasz przepisow. Jakie by nie byly, takie, a nie inne obowiazuja.

                        > Ten ma ustapic, ktory nie ma pierwszenstwa.

                        I w tym celu ten na glownej ma zwolnic? Pocieszne.
                        • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 10:58
                          edek40 napisał:

                          > > Znam tylko obowiazujace i stawiane przewaznie sensownie.
                          >
                          > Zacytuj.

                          zacytuj sobie sam. Byly tu juz cytowane 1000 razy, chocby przy okazji dyskusji o wjezdzie do warszawy od polnocy, gdzie twoj uposledzony zioma z Pultuska na drodze ze skrzyzowaniami, przejsciami dla pieszych, poboczami, cala kupa szkol w poblizu postulowal zniesienie znaku OZ (i ograniczenia) buo przez krzaki nie widac domuf.

                          > Nie znasz przepisow. Jakie by nie byly, takie, a nie inne obowiazuja.

                          Znam ale w przeciwienstwie do ciebie, "studentki" i twojego uposledzonego ziomy rozumiem, ze przepisy sa DLA LUDZI a nie dla przepisow.


                          > I w tym celu ten na glownej ma zwolnic? Pocieszne.

                          Nie, nie "w tym celu" tylko w celu zmniejszenia ryzyka bledu wlaczajacych sie z podporzadkowanej i skutkow tego bledu, gdyby mimo to do niego doszlo.
                          Gdybys ty choc raz, cokolwiek zrozumial po studwudziestym tlumaczeniu.
                          • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 11:43
                            > zacytuj sobie sam. Byly tu juz cytowane 1000 razy, chocby przy okazji dyskusji
                            > o wjezdzie do warszawy od polnocy, gdzie twoj uposledzony zioma z Pultuska na d
                            > rodze ze skrzyzowaniami, przejsciami dla pieszych, poboczami, cala kupa szkol w
                            > poblizu postulowal zniesienie znaku OZ (i ograniczenia) buo przez krzaki nie w
                            > idac domuf.

                            Masz zatem podobny problem jak znakolog.

                            > Znam ale w przeciwienstwie do ciebie, "studentki" i twojego uposledzonego ziomy
                            > rozumiem, ze przepisy sa DLA LUDZI a nie dla przepisow.

                            Moze w Szwajcarii. W Polsce byloby to szalenie porzadane, ale tak nie jest.

                            > Nie, nie "w tym celu" tylko w celu zmniejszenia ryzyka bledu

                            To nie jest blad.
                            • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 14:11
                              edek40 napisał:

                              > Masz zatem podobny problem jak znakolog.

                              Nie. To ty masz podobny problem jak twoj uposledzony zioma z Pultuska bo te znaki tam STOJA. Dzieki znakologowi, ktory nie jest jasnowidzem ale stawia znaki DLA LUDZI a nie dla paragrafow, ktorych "nie ponimaja" uposeldzeni.

                              > Moze w Szwajcarii. W Polsce byloby to szalenie porzadane, ale tak nie jest.

                              Wlasnie jest:
                              - na skrzyzowaniu, gdzie "studentka" jechala co najmniej 116 kmh stoi takie samo ograniczenie, jakie staloby w Szwajcarii w takim miejscu
                              - na wjezdzie do Warszawy od polnocy znajduje sie ograniczenie, ktore ze wzgledu na skrzyzowania/pieszych/przystanki tak samo byloby uzasadnione w Szwajcarii.

                              W Szwajcarii nie ma tylko "zbyt inteligentnych, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak "nieuzasadnione" ZNAKI. "Uzasadnione" bylyby wtedy, gdyby znakolog znal wszystkich pijakow i byl jasnowidzem.

                              >
                              > > Nie, nie "w tym celu" tylko w celu zmniejszenia ryzyka bledu
                              >
                              > To nie jest blad.

                              Acha? Wyjechanie pod maske z drogi podporzadkowanej "nie jest bledem". zabawne.
                              • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 14:38
                                > Acha? Wyjechanie pod maske z drogi podporzadkowanej "nie jest bledem". zabawne.

                                Zgineli ludzie, wiec mnie to nie bawi. Wyjazd bez patrzenia zatem jest tu zbrodnia, a nie bledem.
            • tbernard Re: CO on bierze? 08.07.14, 12:13
              > Nic tak znakomicie nie zapewnia bezpiecznego wyjazdu z podporzadkowanej, jak pa
              > trzenie i uzywanie mozgu.

              Zapewniam Cię, że istnieją miejsca o tak kiepskiej widoczności na głównej, że tylko wiara w rozsądek poruszających się tą główną pozwala na bezpieczny wjazd. Choćbyś nie wiem jak wytężał wzrok i mózg, jeśli trafisz tam na "miszcza" to będziesz tym bezmyślnym niepatrzącym. A nawet z dobrą widocznością. Co robisz przy wyjeżdżaniu widząc zbliżający się pojazd, który jest tak daleko, że do tej pory ze sporym zapasem zdążałeś? Włączasz w oczach radary aby sprawdzić, czy ten konkretny nie jedzie znacznie szybciej od tych których do tej pory oceniałeś i bezpiecznie wyjeżdżałeś?
              • edek40 Re: CO on bierze? 08.07.14, 12:24
                > Zapewniam Cię, że istnieją miejsca o tak kiepskiej widoczności na głównej, że t
                > ylko wiara w rozsądek poruszających się tą główną pozwala na bezpieczny wjazd.

                Alez mam tego 100% swiadomosc. Dlatego nie mozna "psuc" znaczenia znakow stawiajac je jakbadz i gdziebadz. Powinny stac wlasnie w takich miejscach i jeszcze miec wsparcie w postaci dobrze widocznego fotoradaru.

                > Choćbyś nie wiem jak wytężał wzrok i mózg, jeśli trafisz tam na "miszcza" to bę
                > dziesz tym bezmyślnym niepatrzącym.

                Nie. Bede jedna z ofiar nadmiernych restrykcji w miejscach, ktore tego nie wymagaja.

                > A nawet z dobrą widocznością. Co robisz prz
                > y wyjeżdżaniu widząc zbliżający się pojazd, który jest tak daleko, że do tej po
                > ry ze sporym zapasem zdążałeś? Włączasz w oczach radary aby sprawdzić, czy ten
                > konkretny nie jedzie znacznie szybciej od tych których do tej pory oceniałeś i
                > bezpiecznie wyjeżdżałeś?

                Czytaj uwaznie, co napisze dalej. NIGDY, pod zadnym pozorem, nie wyjezdzam "nabiegowo" z podporzadkowanych jesli widok zaslania mi choc slupek od znaku. ZAWSZE zatrzymuje sie, liczac sie z tym, ze moglem nie dosc, ze kogos w ogole nie zauwazyc. Wynika to wlasciwosci oka, ktore skanuje iles tam razy na sekunde, wiec zbyt krotkie spojrzenie moze wypasc wlasnie wtedy, gdy oko "nie widzi" tego, co powinno zauwazyc. Daje sobie wiec troszke wiecej czasu. A wtedy moge rowniez dwa razy spojrzec, co pozwala ocenic predkosc wystarczajaco dokladnie.

                Na poczatku mojej "kariery" za kierownica strasznie zazdroscilem tym doswiadczonym, ze potrafia z podporzadkowanej wyjechac bez wzgledu na okolicznosci, za to bez zatrzymania/radykalnego zwolnienia. A potem przestalem zazdroscic, bo przybylo mi pewnosci siebie i uznalem, ze to ja robie wlasciwie.
                • tbernard Re: CO on bierze? 08.07.14, 12:40
                  > Czytaj uwaznie, co napisze dalej. NIGDY, pod zadnym pozorem, nie wyjezdzam "nab
                  > iegowo" z podporzadkowanych jesli widok zaslania mi choc slupek od znaku. ZAWSZ
                  > E zatrzymuje sie, liczac sie z tym, ze moglem nie dosc, ze kogos w ogole nie za
                  > uwazyc. Wynika to wlasciwosci oka, ktore skanuje iles tam razy na sekunde, wiec
                  > zbyt krotkie spojrzenie moze wypasc wlasnie wtedy, gdy oko "nie widzi" tego, c
                  > o powinno zauwazyc. Daje sobie wiec troszke wiecej czasu. A wtedy moge rowniez
                  > dwa razy spojrzec, co pozwala ocenic predkosc wystarczajaco dokladnie.
                  >
                  > Na poczatku mojej "kariery" za kierownica strasznie zazdroscilem tym doswiadczo
                  > nym, ze potrafia z podporzadkowanej wyjechac bez wzgledu na okolicznosci, za to
                  > bez zatrzymania/radykalnego zwolnienia. A potem przestalem zazdroscic, bo przy
                  > bylo mi pewnosci siebie i uznalem, ze to ja robie wlasciwie.

                  Bardzo rozsądne podejście, sam staram się w ten sposób i chyba przez tych z tyłu uznawany jestem za gapę, co przepuszcza okazje, czasem wręcz klakson usłyszę. Ale ja dla odmiany mając świadomość, że zbliżam się do skrzyżowania jadąc główną, to delikatnie odejmuję gaz aby chociaż skrzyżowanie przeciąć z prędkością zbliżoną do przepisowej. Wtedy zaraz mi się miszczostwo do zderzaka zaczyna doklejać a nawet wyprzedzają.
                  • edek40 Re: CO on bierze? 08.07.14, 12:43
                    > Bardzo rozsądne podejście, sam staram się w ten sposób i chyba przez tych z tył
                    > u uznawany jestem za gapę, co przepuszcza okazje, czasem wręcz klakson usłyszę.

                    Rozni nas tylko to, ze nie uwazam, ze w czymkolwiek moze mi pomoc ograniczenie predkosci na glownej. Glownie dlatego, ze go nie znam.

                    > Ale ja dla odmiany mając świadomość, że zbliżam się do skrzyżowania jadąc głów
                    > ną, to delikatnie odejmuję gaz aby chociaż skrzyżowanie przeciąć z prędkością z
                    > bliżoną do przepisowej.

                    W rejonach z duzym ruchem poprzecznym czesto w ogole nie osiagam predkosci dopuszczalnej.

                    Jednak jesli skrzyzowan jest niewiele i sa dobrze widoczne, zachowuje sie racjonalnie i ekologicznie - nie zwalniam.
                    • hannl Re: CO on bierze? 08.07.14, 17:58
                      edek40 napisał:

                      > Rozni nas tylko to, ze nie uwazam, ze w czymkolwiek moze mi pomoc ograniczenie
                      > predkosci na glownej. Glownie dlatego, ze go nie znam.

                      Jaki wniosek?
                      Zniesc wszedzie ograniczenia na wszystkich skrzyzowaniach?
                      Predkosc na glownej ustabilizuje sie na "zdrowych" 90-120 kmh w zaleznosci od gestosci i "umiejetnosci".
                      • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 10:53
                        > Zniesc wszedzie ograniczenia na wszystkich skrzyzowaniach?

                        Ty tylko tak od bandy do bandy?

                        > Predkosc na glownej ustabilizuje sie na "zdrowych" 90-120 kmh w zaleznosci od g
                        > estosci i "umiejetnosci".

                        Jakis postep widze. Do niedawna byloby to 200 km/h
                        • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 11:12
                          edek40 napisał:

                          > > Zniesc wszedzie ograniczenia na wszystkich skrzyzowaniach?
                          >
                          > Ty tylko tak od bandy do bandy?

                          Przeciez sam przyznales, ze "studentka" podobnie jak ty "zbyt inteligentna, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znaki jechalaby tam tyle samo niezaleznie od jakiegokolwiek ograniczenia poniewaz znakolodzy nie sa jasnowidzami (choc powinni) i nie znaja wszystkich pijakow jezdzacych przez to skrzyzowanie (choc powinni).

                          Po co zatem tam jakiekolwiek ograniczenie?
                          • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 11:54
                            > Przeciez sam przyznales, ze "studentka" podobnie jak ty

                            Byc moze z rozpedu tak napisalem. A byc moze to Tobie cos przeskoczylo.

                            Prostuje wiec. To moje zdanie dotyczy mojej jazdy i oceny.
                            • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 14:14
                              edek40 napisał:

                              > > Przeciez sam przyznales, ze "studentka" podobnie jak ty

                              > Prostuje wiec. To moje zdanie dotyczy mojej jazdy i oceny.

                              I studentka widzac na drodze "zbyt inteligentnego, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znaki wyciaga jakie wnioski w traktowaniu znakow?
                                • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 15:08
                                  edek40 napisał:

                                  > > I studentka
                                  >
                                  > Pisz do tej pani.

                                  Bo ciebie, twojego uposledzonego ziomy i calej kupy "zbyt inteligentnych" nie obchodzi przeciez wcale, jakie wzorce zachowan propaguja olewaniem znakow.
                                  Skoro dzieci w Szwajcarii wiedza tylko dzieki obserwacji rodzicow wiecej od doswiadczonych polskich "zbyt inteligentnych" ....
                                  • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 15:16
                                    > Bo ciebie, twojego uposledzonego ziomy i calej kupy "zbyt inteligentnych" nie o
                                    > bchodzi przeciez wcale, jakie wzorce zachowan propaguja olewaniem znakow.

                                    Chyba jakie wzrorce propaguje naduzywanie znakow, calkowity brak nadzoru czy brak jasnych kryteriow ich ustawiania.
                                    • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 15:29
                                      edek40 napisał:

                                      > Chyba jakie wzrorce propaguje naduzywanie znakow, calkowity brak nadzoru czy br
                                      > ak jasnych kryteriow ich ustawiania.

                                      Bo olewaniem znakow nie propaguje sie zadnych wzorcow? Ty i twoj uposledzony zioma jestescie niewidzialni.
                                      • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 15:33
                                        > Bo olewaniem znakow nie propaguje sie zadnych wzorcow?

                                        Pisalem juz, ze mnie przeceniasz. Ja jeden, moj zioma drugi, jeszcze kilku innych kontra 2500 urzedow wtykajacych w pobocza znaki bez ladu i skladu.
                                        • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 15:54
                                          edek40 napisał:

                                          > > Bo olewaniem znakow nie propaguje sie zadnych wzorcow?
                                          >
                                          > Pisalem juz, ze mnie przeceniasz.

                                          Studentki i dzieciaki widzace jak czasami olewasz o kliakdziesiat kmh ograniczenia (co sam przyznajesz) z pewnoscia "doceniaja" to, co robisz.
                                          • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:00
                                            > Studentki i dzieciaki widzace jak czasami olewasz o kliakdziesiat kmh ogranicze
                                            > nia (co sam przyznajesz) z pewnoscia "doceniaja" to, co robisz.

                                            Czyli dajesz mi taka samo "moc" jak tysiacom urzednikow olewajacych swoja prace? Niezle!
                                            • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:08
                                              edek40 napisał:

                                              > Czyli dajesz mi taka samo "moc" jak tysiacom urzednikow olewajacych swoja prace

                                              Bez porownania wieksza. Ja tego "olewania" prawie nie widze bo sie nawet nad tym nie zsatanawiam. "Zbyt inteligentnych" widze za to w polsce cale kupy.
                                              • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:13
                                                > Bez porownania wieksza. Ja tego "olewania" prawie nie widze bo sie nawet nad ty
                                                > m nie zsatanawiam.

                                                Albo jestes zbyt glupi, albo znaki nie budza zadnych watpliwosci.
                                                • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:17
                                                  edek40 napisał:

                                                  > > Bez porownania wieksza. Ja tego "olewania" prawie nie widze bo sie nawet
                                                  > nad ty
                                                  > > m nie zsatanawiam.
                                                  >
                                                  > Albo jestes zbyt glupi, albo znaki nie budza zadnych watpliwosci.

                                                  Nie jestem "zbyt inteligentny, aby polegac na tak watlych przeslankach" jak znaki. Ja sie do nich stosuje.

                                                  Ty czasami nie poniewaz "budza twoje watpliwosci". I to u ciebie i tysiacow podobnych "zbyt inteligentnych" wlasnie widzi cala kupa dzieciakow i studentek co dzien.
                                                  • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:19
                                                    > Ty czasami nie poniewaz "budza twoje watpliwosci".

                                                    A trafnosc moich ocen znajduje odzwierciedlenie w bezwypadkowej jezdzie i tylko jednym mandatem za predkosc.
                                                  • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:24
                                                    edek40 napisał:

                                                    > A trafnosc moich ocen znajduje odzwierciedlenie w bezwypadkowej jezdzie i tylko
                                                    > jednym mandatem za predkosc.

                                                    Tudziez calej kupie dzieciakow i studentek uczacych sie na przykladzie jazdy z predkoscia o kilkadziesiat kmh szybciej niz dozwolone.
                                                  • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:27
                                                    > Tudziez calej kupie dzieciakow i studentek uczacych sie na przykladzie jazdy z
                                                    > predkoscia o kilkadziesiat kmh szybciej niz dozwolone.

                                                    Czy ja mam napisane na aucie follow me?
                                                  • hannl Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:32
                                                    edek40 napisał:

                                                    > > Tudziez calej kupie dzieciakow i studentek uczacych sie na przykladzie ja
                                                    > zdy z
                                                    > > predkoscia o kilkadziesiat kmh szybciej niz dozwolone.
                                                    >
                                                    > Czy ja mam napisane na aucie follow me?

                                                    Czy Szwajcarzy (od ktorych dzieci ucza sie ponoc wiecej niz polscy kierowcy kiedykolwiek sie naucza) maja napisane na swoich autach "follow me"?
                                                  • edek40 Re: CO on bierze? 09.07.14, 16:38
                                                    > Czy Szwajcarzy (od ktorych dzieci ucza sie ponoc wiecej niz polscy kierowcy kie
                                                    > dykolwiek sie naucza) maja napisane na swoich autach "follow me"?

                                                    Pacz pan. A podobno w Szwajcarii dzieci nie ucza sie od rodzicow.
                                                  • hannl Re: CO on bierze? 10.07.14, 08:58
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Pacz pan. A podobno w Szwajcarii dzieci nie ucza sie od rodzicow.

                                                    Szwajcarskie dzieci siedzac w foteliku ucza sie wiecej niz doswiadczeni polscy kierowcy.
                                                    Polscy dorosli kierowcy za to nie sa w stanie nauczyc sie niczego, nawet na przykladzie "zbyt inteligentnych" olewajacych znaki.
                                                  • edek40 Re: CO on bierze? 10.07.14, 10:44
                                                    > Szwajcarskie dzieci siedzac w foteliku ucza sie wiecej niz doswiadczeni
                                                    > polscy kierowcy.

                                                    Znaczy czego ucza sie doswiadczeni polscy kierowcy siedzac w foteliku dzieciecym?

                                                    > Polscy dorosli kierowcy za to nie sa w stanie nauczyc sie niczego, nawet
                                                    > na przykladzie "zbyt inteligentnych" olewajacych znaki.

                                                    Troszke sie gubie. Przeciez w Polsce wszyscy jezdza 200 km/h, wiec co Cie dziwi?
                                                  • hannl Re: CO on bierze? 10.07.14, 10:54
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Troszke sie gubie.

                                                    I dlatego tez dopiero teraz to zauwazyles.

                                                    > Przeciez w Polsce wszyscy jezdza 200 km/h, wiec co Cie dziwi?

                                                    To twoje twierdzenie, po ktorym widac tylko twoja bezradnosc.