edek40
31.07.15, 11:22
Dzis rano dogonilem maly zator, skladajacy sie z czterech samochodow osobowych i ciagnika z przyczepa. Zestaw jechal okolo 20 km/h. Zwolnilem i czekalem na miniecie luku zaslaniajacego widocznosc. Po "wyjasnieniu" poczekalem jeszcze doooobra chwile, aby wyprzedzac w kolejnosci i nie robic burdelu. Nie doczekalem sie. Wyprzedzilem caly zator za jednym razem nie zapedzajac do roboty zbyt wielkiej ilosci koni, bo to jednak OZ. Przejechalem jeszcze z 500 m zanim niezmienna kawalkada zniknela za kolejnym zakretem.
Po kolejnych moze 500 m dogonilem kolejny ciagnik, tym razem z dwoma "ogonami". Dobra chwile nie dalo sie go wyprzedzic, wiec spokojnie czekalem na okazje. Jakoz w koncu sie zdarzyla. Na wyprzedzenie jadcego okolo 20 km/h ciagnika z przyczepa nie trzeba wszak duzo miejsca. Sytuacja sie powtorzyla - dwaj przede mna czekali na nie wiedziec co, a ja grzecznie czekalem, az oni cos wymysla. Nie wymyslili, wiec wyprzedzilem z ponownie hurtem. Ci tez, choc nadal mozna bylo wyprzedzac, zaniechali tego manewru.
I teraz mam dylemat. Czy to byli dobrzy kierowcy, nie zakazeni wirusem sraczki-wyprzedzaczki, czy zwykle drogowe d..py wolowe. Osobiscie sklaniam sie ku temu drugiemu...