kachax
13.06.05, 12:10
Piątek, wracam do domu po pracy. Zoliborz, skręt z Podleśnej z dołu w prawo.
Przed nosem pudło dostawcze skutecznie zasłania widok, zielone, zjeźdza
prosto, tramwaji niet wiec wio.
Ups...stop. Na pasach scena:
Gość z psem na smyczy miota sie wygrażajac pięścią i klnąc na kierowcę
(toyota yaris, zielony metalik, rejestracja od GD).
Gość w Toyocie nie wytrzymuje, bierze pałę(!!), wysiada i okłada nią pieszego.
Moje osłupienie, chwila zastanowienia, klakson - moż jednak znikną, nic to
nie zmienia - bójka, przeprosiny tych z lewej, próba nierozjechania psa i
niespowodowania stłuczki z innymi zniecierpliwonymi no i sie udało. Przez
głowę przeleciała w trakcie myśl - może wysiąść też i zdjąć Pana z psem z
jezdni..ale po zobaczeniu pały - zmiana koncepcji.
Nie wiem o co poszło i kto miał rację, niemniej jednak taki sposób na
udowadnianie......burakolandia Panowie, burakolandia, i to przy Pani za
kierownicą (Pan z Toyoty miał pasażerkę).
________________________ ☻ ☺ ☼ ________________________
Zapraszam na forum do zasięgania pożytecznych informacji i wyrażania dobrych
i złych OPINII O BIURACH PODRÓŻY w PL:
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29584