Dodaj do ulubionych

Moj kolega pirat.

29.05.06, 14:13
Prawo jazdy zrobil po trzydziestce. Kilka lat nie jezdzil. Potem kupil samochod i rozpoczal swoja kariere kierowcy. Przejezdza rocznie 5-7 tys. km. Dobrze, ze tylko tyle, bo chyba tylko dzieki temu jeszcze zyje. Jest KOSZMARNYM kierowca. Nie chodzi mi o technike jazdy, bo tego mozna nuczyc przecietnie inteligentna malpe. Moj kolega po prostu zupelnie nie zadaje sobie trudu przewidywaniem sytuacji na drodze. W miejscach, w ktorych, przed wlaczeniem do ruchu, ja staje, on ledwie zwalnia. Za wyprzedzanie zabiera sie nie wtedy, gdy mozna, tylko wtedy, gdy straci cierpliwosc. Pieszych puszcza, ale kazdy jest dla niego przeszkoda, ktorej tylko tyle, ze po nogach nie przejezdza. W miescie rozwija predkosci, ktore ja osiagam na trasie - nie patrzy na predkosciomierz. Miejskie zakrety sa trudna sztuczka wiec trzeba je pokonac szybko za to po fatalnym luku, co czesto konczy sie wycieczka na przeciwny pas. Brak widocznosci za zakretem go nie zwilza - niech inni uwazaja. Zapomina o kierunkowskazach. Uff... Przedwczoraj z nim pojezdzilem po miescie - jeszcze mnie trzepie!

Najgorsze jest to, ze to dosc spokojny czlowiek i wyczyniane przez niego cuda nie maja nic wspolnego z faktycznym piratowaniem - on zachowuje sie po prostu tak, jakby nie do konca panowal nad autem i nie zdawal sobie sprawy z tego, ze prowadzi pocisk o znacznej masie. Poza tym jest strasznie nieskoncentrowany. Do tego za swoje bledy obwinia wszystkich na drodze - jak on zajedzie komus droge przy zmianie pasa, to winien jest ten, ktoremu zajechal, bo "gdzie on sie pcha".

Im bardziej mu sie przygladam za kolkiem, tym wiecej jego kopii na drogach dostrzegam. Przeraza mnie to troche...
Obserwuj wątek
    • Gość: na zimno Pewnie go sklonowali jakies 5 000 000 razy... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.05.06, 15:04
    • stefan4 Re: Moj kolega pirat. 29.05.06, 15:17
      emes-nju:
      > Najgorsze jest to, ze to dosc spokojny czlowiek i wyczyniane przez niego cuda
      > nie maja nic wspolnego z faktycznym piratowaniem

      O to właśnie chodzi. Samochód wydobywa z ludzi na powierzchnię to, co w nich
      jest najgorsze: z jednych agresję, z innych brak odpowiedzialności i karygodną
      niefrasobliwość. Wszystkich zaś pozbawia sprawności fizycznej.

      - Stefan

      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • simr1979 Re: Moj kolega pirat. 29.05.06, 15:19
        stefan4 napisał:

        (...)
        > O to właśnie chodzi. Samochód wydobywa z ludzi na powierzchnię to, co w nich
        > jest najgorsze: z jednych agresję, z innych brak odpowiedzialności i karygodną
        > niefrasobliwość.

        A z jeszcze innych paniczny, niczym nie uzasadniony, ale paraliżujący strach....
      • emes-nju Re: Moj kolega pirat. 29.05.06, 15:39
        stefan4 napisał:

        > O to właśnie chodzi. Samochód wydobywa z ludzi na powierzchnię to, co w nich
        > jest najgorsze: z jednych agresję, z innych brak odpowiedzialności i
        > karygodną niefrasobliwość.


        Zadnej agresji. Brak odpowiedzialnosci wynika u niego z niefrasobliwosci.
        • stefan4 Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 08:40
          stefan4:
          > Samochód wydobywa z ludzi na powierzchnię to, co w nich jest najgorsze: z
          > jednych agresję, z innych brak odpowiedzialności i karygodną niefrasobliwość.

          emes-nju:
          > Zadnej agresji. Brak odpowiedzialnosci wynika u niego z niefrasobliwosci.

          No tak, widać Twój kolega należy do tych innych. Myślę, że tacy ludzie mogliby
          jeździć poprawnie, gdyby na drodze spotykali się z bardziej cywilizowanym
          otoczeniem. Bo on zapewne jedzie tak, jak wydaje mu się, że jeżdżą inni. Gdyby
          cały ruch miejski toczył się z prędkością 50, to on by się sam nie nauczył
          rozpędzać do 80. Gdyby samochody jechały grzecznie jeden za drugim, to on by
          nie był jedynym wyprzedzającym za pomoca wściekłego slalomu.

          Nowoczesna organizacja ruchu polega na tym, żeby nie wymagać od kierowców zbyt
          wielkich umiejętności. Przeciętny amerykański kierowca jeździ bardzo kiepsko
          jak na polskie standardy. Egzamin, który musiałem zdać na prawo jazdy w USA,
          był infantylny; a jak kiedyś zaparkowałem samochód tyłem, to pasażerowie dziwili
          się, że to w ogóle da się zrobić. Ale wypadków jest mniej, bo ten amerykański
          kierowca jeździ POSŁUSZNIE, to znaczy w zasadzie nie przekracza ograniczeń
          prędkości i nie kozakuje na drodze. Inaczej niż na filmach.

          USA to syf, ale kilka rzeczy mają sensowniejszych. Sposób jeżdżenia jest jedną
          z nich.

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • emes-nju Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 10:30
            stefan4 napisał:

            > No tak, widać Twój kolega należy do tych innych. Myślę, że tacy ludzie
            > mogliby jeździć poprawnie, gdyby na drodze spotykali się z bardziej
            > cywilizowanym otoczeniem. Bo on zapewne jedzie tak, jak wydaje mu się, że
            > jeżdżą inni. Gdyby cały ruch miejski toczył się z prędkością 50, to on by się
            > sam nie nauczył rozpędzać do 80. Gdyby samochody jechały grzecznie jeden za
            > drugim, to on by nie był jedynym wyprzedzającym za pomoca wściekłego slalomu.


            Obawiam sie, ze watpie, zeby przyklad innych cos zmienil - on bardzo malo (zdecydowanie za malo) zwraca uwagi na otoczenie. Moj kolega jezdzi jakby inni byli tylko przeszkoda w ruchu, a nie rownoprawnymi jego uczestnikami.

            Masz troche racji, ze zwolnilby jakby wszyscy jechali wolniej. Ale nie dlatego, ze patrzylby na ich przyklad, tylko dlatego, ze nie udaloby mu sie szybciej jechac. Obserwowalem go dluzszy czas z prawego fotela - ani razu nie spojrzal na predkosciomierz! Prowadzil nieco bezwladna mase stali tak, jak ona w danym momencie chciala. To dosc czesty obrazek na naszych drogach - wlacza sie ktos do ruchu pod JEDYNY jadacy w zasiegu wzroku samochod, "zapomina" przyspieszyc, potem sobie przypomnina i daje buta az do osiagniecia predkosci bedacej wypadkowa mozliwosci auta i czasu rozpedzania (czyli do jakiejs przeszkody albo do momentu, w ktorym auto, ktore "ponioslo" nie wzbudzi strachu kierowcy).


            > Nowoczesna organizacja ruchu polega na tym, żeby nie wymagać od kierowców
            > zbyt wielkich umiejętności.


            Hm... To, co napisales stoi w znacznej sprzecznosci z tym, co pisales w odpowiedzi na moje posty o "znakologii stosowanej". Pisalem tam, ze nagromadzenie znakow, czesto wykluczajacych sie lub macacych obraz calosci (bo np. zapomnianych) sprzyja dezorientacji kierowcy i zwiekszaniu jego sklonnosci do olewania znakow jako czegos, co utrudnia jazde. Ty pisales, ze w zasadzie jest ok., i ze trzeba sie dostosowac. A teraz amerykanska prostota jest ok?


            > Przeciętny amerykański kierowca jeździ bardzo kiepsko jak na polskie
            > standardy. (...) Ale wypadków jest mniej, bo ten amerykański
            > kierowca jeździ POSŁUSZNIE, to znaczy w zasadzie nie przekracza ograniczeń
            > prędkości i nie kozakuje na drodze. Inaczej niż na filmach.


            Pol prawdy. W kazdym kraju sa ludzie lamiacy przepisy. Sek w tym jakie to powoduje skutki. Jadacy (tylko!) 120 km/h po naszym dukcie/drodze wiejskiej/deptaku spacerowym/drodze wojewodzkiej/drodze miedzynarodowej (w jednym) stanowi bez porownania wieksze zagrozenie niz amerykanim jadycy 200 km/h ichnim highwayem.


            > USA to syf, ale kilka rzeczy mają sensowniejszych. Sposób jeżdżenia jest
            > jedną z nich.


            Absolutnie sie nie zgodze! Z relacji znajomego, ktory troche po USA pojezdzil (od 1981 roku) wynika, ze przecietny amerykanski kierowca jest kompletnie bezradny jak COKOLWIEK pojdzie nie po jego mysli. Nawet ich samochody nie bardzo umieja skrecac (kilkoma jezdzilem - koszmar!), wiec jak mozna wymagac od ich kierowcow podejmowania walki w wypadku czegos tak czestego (w USA tez bywaja zimy...) jak np. poslizg? ;-)
            • stefan4 Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 11:53
              stefan4:
              > Nowoczesna organizacja ruchu polega na tym, żeby nie wymagać od kierowców zbyt
              > wielkich umiejętności.

              emes-nju:
              > Hm... To, co napisales stoi w znacznej sprzecznosci z tym, co pisales w
              > odpowiedzi na moje posty o "znakologii stosowanej". Pisalem tam, ze
              > nagromadzenie znakow, czesto wykluczajacych sie lub macacych obraz calosci (bo
              > np. zapomnianych) sprzyja dezorientacji kierowcy i zwiekszaniu jego sklonnosci
              > do olewania znakow jako czegos, co utrudnia jazde. Ty pisales, ze w zasadzie
              > jest ok., i ze trzeba sie dostosowac.

              Ja też uważam, że jak jest mniej znaków, to jest przejrzyściej. Różniliśmy się
              tylko w ocenie stanu faktycznego. Ja nie uważam, żeby znaków było za dużo. Ale
              ja rzadko jeżdżę po Warszawie, więc na specyfice tego monstrum się nie znam.

              emes-nju:
              > A teraz amerykanska prostota jest ok?

              Amerykańska prostota NIE JEST ok. Mają całą masę dziwactw. Na przykład
              większość znaków jest pisana a nie rysowana; np. ,,SPEED LIMIT 50'' zamiast sama
              pięćdziesiątka na umówionym z góry tle. Albo ,,SPEED LIMIT 20 ON FOLLOWING
              DAYS: ..."
              • emes-nju Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 12:52
                Trzeba przyznac, ze "pisane" znaki w USA troche mnie dziwia wobec naprawde powaznego problemu analfabetyzmu i duzej liczby imigrantow, ktorzy nie znaja angielskiego. Mysle, ze spora czesc kierowcow jezdzi tam w miare przepisowo, bo dostosowuje sie do wiekszosci :-)


                > emes-nju:
                > > Jadacy (tylko!) 120 km/h po naszym dukcie/drodze wiejskiej/deptaku
                > > spacerowym/drodze wojewodzkiej/drodze miedzynarodowej (w jednym) stanowi
                > > bez po rownania wieksze zagrozenie niz amerykanim jadycy 200 km/h ichnim
                > > highwayem.
                >
                > Z tymi 200 to żart, prawda? Na całym wschodzie USA ograniczenie prędkości na
                > autostradach wynosi 60 lub 65mph, czasem mniej.


                A w Polsce na drodze wolno jechac 90 km/h. To co napisalem absolutnie nie mialo znaczyc, ze amerykanie gnaja 200 km/h. Chodzilo mi o to, ze na naszych drogach stosunkowo niewielkie przekroczenie predkosci jest zdecydowanie grozniejsze od poteznego przekroczenia na autostradzie - i nie ma znaczenie gdzie ta autostrada sie znajduje.
          • simr1979 Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 11:31
            stefan4 napisał:

            (..)
            > USA to syf, ale kilka rzeczy mają sensowniejszych. Sposób jeżdżenia jest
            jedną
            > z nich.

            Otóż to - to samo, a nawet więcej, powiedziałbym o Antarktydzie: zimno, ciemno,
            do domu daleko, ale jeżdżą naprawdę bezpiecznie....:)

            ..na i buszmenów tam nie ma :D
          • agnieszka_z-d Dobre, dobre!!! 30.05.06, 20:42
            stefan4 napisał:
            a jak kiedyś zaparkowałem samochód tyłem, to pasażerowie dziwil
            > i
            > się, że to w ogóle da się zrobić.
            :-))))
        • rapid130 Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 13:25
          > Zadnej agresji. Brak odpowiedzialnosci wynika u niego z niefrasobliwosci.

          Aha, czyli to klasyczny przykład anty-entuzjasty!

          Sądząc po późnym zdobyciu prawa jazdy, nie ciągnęło go za kierownicę. Na pewno
          więc traktuje samochód jeno jak urządzenie służące do przemieszczania z punktu
          A do punktu B.

          Sposób korzystania z tego urządzenia jest dla niego równie nieistotny jak
          metoda włączania pralki, zamykania lodówki, odpalania odkurzacza, ustawiania
          żelazka, itp.

          Jeżeli mam rację, to ten klient potwierdza moje prywatne zdanie, że anty-
          entuzjaści jeżdżą o wiele gorzej niż entuzjaści. ;)

          Gładko obala to popularną teorię wśród speców od BRD, że tylko osoby traktujące
          samochód jak przedmiot domowego użytku generalnie jeżdżą bezpieczniej.
          • emes-nju Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 13:40
            rapid130 napisał:

            > Sposób korzystania z tego urządzenia jest dla niego równie nieistotny jak
            > metoda włączania pralki, zamykania lodówki, odpalania odkurzacza, ustawiania
            > żelazka, itp.


            Znasz go? :-)

            Generalnie jest to osoba dwuleworeczna, ktora dorobila sobie do swojej dwuleworecznosci ideologie.
    • rapid130 Re: Moj kolega pirat. 29.05.06, 16:08
      A którędy kolega zwykle jeździ?
      (cobyśmy uważali) ;)
      • emes-nju Re: Moj kolega pirat. 29.05.06, 18:04
        Rozpelza sie po calej stolicy :-( Nie znacie dnia, ani godziny wiec myjcie nogi, zeby Wam potem wstyd w szpitalu nie bylo :-P

        Ale, jak juz pisalem, po blizszym przyjrzeniu sie koledze, dochodze do wniosku, ze jest on reprezentatywny dla dosc szerokiego grona kierowcow...
        • etiopia1 Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 07:17
          Uff...dobrze ,że tylko po stolicy...,a z resztą grona może damy radę...
          • emes-nju Re: Moj kolega pirat. 30.05.06, 10:31
            Raz-dwa razy w roku jezdzi na wakacje. Myjcie nogi... :-)
            • Gość: na zimno Juz widze te korki na drogach, gdy 5 000 000 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.05.06, 12:10
              klonow Twojego kolegi wyjedzie na nasze drogi w poszukiwaniu wakacyjnego
              odpoczynku.

              Ja sie na szczescie wybieram na Nordkap. Nie lubie upalow.

              • emes-nju Zeby tylko na korkach sie skonczylo... 30.05.06, 12:48
                Przyjemnej wycieczki :-) Jak bylem mlodszy, uwielbialem zeglowac po Baltyku i Polnocnym. Teraz zramolalem i wole Adriatyk :-)
                • Gość: na zimno I Nordkap i Adriatyk maja powazna zalete, a miano- IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.05.06, 14:14
                  wicie:

                  PO WODZIE NIE PETAJA SIE LUDZIE O MENTALNOSCI "KIEROWCOW" !

                  ( Nikt nam nie wjezdza w bagaznik, co ja mowie, w rufe. I to lubie.)

                  Ahoj !


                  • emes-nju Re: I Nordkap i Adriatyk maja powazna zalete, a m 30.05.06, 14:26
                    Gość portalu: na zimno napisał(a):

                    > wicie:
                    >
                    > PO WODZIE NIE PETAJA SIE LUDZIE O MENTALNOSCI "KIEROWCOW" !
                    >
                    > ( Nikt nam nie wjezdza w bagaznik, co ja mowie, w rufe. I to lubie.)
                    >
                    > Ahoj !


                    Ale w portach... Zdecydowana wiekszosc rodakow zachowuje sie normalnie, ale co jakis czas trafia ktos koniecznie chcacy sie zaprzyjaznic przy pomocy zaprzyjazniacza o wyzszym woltazu :-( A potem powoza ciezkim sprzetem za ciezkie pieniadze na ciezkim kacu - jak w domu, samochodem...
                    • stefan4 Re: I Nordkap i Adriatyk maja powazna zalete, a m 30.05.06, 15:04
                      emes-nju:
                      > A potem powoza ciezkim sprzetem za ciezkie pieniad ze na ciezkim kacu - jak w
                      > domu, samochodem...

                      Jednak skutki są inne niż na drodze, wystarczy popatrzeć na statystyki. Pijany
                      żeglarz zagraża w pierwszym rzędzie swojemu jachtowi; potem długo, długo nic, i
                      potem sobie i swojej załodze. Wypadków śmiertelnych na jachtach na morzu było
                      od II wojny światowej tyle, co na drogach wydarza się w tydzień; w wyjątkowo
                      krwawym sezonie 2005 było ich chyba pięć. Przypadków, że żeglarz spowodował
                      śmierć kogoś spoza własnej załogi, praktycznie nie ma wcale.

                      W momencie, gdy żeglarz ładuje się na jacht, już przeszedł obronną ręką przez
                      50% zagrożeń, mianowicie udało mu się dotrzeć do przystani bez wypadku.
                      Pozostałym 50% będzie musiał stawić czoła po zejściu z jachtu, w drodze
                      powrotnej do domu.

                      Samochód daje kierowcy i pasażerom złudne poczucie pewności siebie i
                      bezpieczeństwa; dlatego jest tak niebezpieczny. Jacht daje załodze równie
                      złudną niepewność bytu i poczucie zagrożenia (czy raczej poczucie większego
                      zagrożenia niż naprawdę istniejące); dlatego jest taką fajną zabawką dla
                      lubiących adrenalinę.

                      Ta obserwacja nie zmienia faktu, że dla jakiego takiego prowadzenia jachtu pod
                      żaglami (z wyłączonym silnikiem) potrzeba znacznie większej wiedzy i
                      umiejętności niż do jeżdżenia samochodem.

                      - Stefan

                      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                      • emes-nju Re: I Nordkap i Adriatyk maja powazna zalete, a m 30.05.06, 15:37
                        stefan4 napisał:

                        > emes-nju:
                        > > A potem powoza ciezkim sprzetem za ciezkie pieniad ze na ciezkim kacu -
                        > > jak wdomu, samochodem...
                        >
                        > Jednak skutki są inne niż na drodze, wystarczy popatrzeć na statystyki.
                        > Pijany żeglarz zagraża w pierwszym rzędzie swojemu jachtowi; potem długo,
                        > długo nic, i potem sobie i swojej załodze. Wypadków śmiertelnych na jachtach
                        > na morzu było od II wojny światowej tyle, co na drogach wydarza się w
                        > tydzień; w wyjątkowo krwawym sezonie 2005 było ich chyba pięć. Przypadków, że
                        > żeglarz spowodował śmierć kogoś spoza własnej załogi, praktycznie nie ma
                        > wcale.


                        Mi nie chodzilo o porownanie ryzyka. Chodzilo mi o porownanie typu ludzi. Faktycznie skacowany, czy nawet zalany w 3D zeglarz jest mniej zabojczy niz kierowca. Dopoki, po skonczonym zeglowaniu, nie zechce pojechac do domu...
                        • Gość: na zimno Ze glupio zapytam ... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.05.06, 17:55
                          A kto powiedzial, ze zeglarz musi byc "pod wiatrem", he ?
                          • emes-nju Re: Ze glupio zapytam ... 30.05.06, 17:56
                            Wedlug mnie nie moze :-) Ale, tak jak i na drogach, tacy tez sie zdarzaja.
                          • stefan4 Re: Ze glupio zapytam ... 30.05.06, 18:29
                            na zimno:
                            > A kto powiedzial, ze zeglarz musi byc "pod wiatrem", he ?

                            Przepisy zabraniają mu tego tak samo kategorycznie jak kierowcom na lądzie. Ale
                            kontrola jest własciwie żadna. W dodatku on przecież zagraża przede wszystkim
                            sobie i swojej załodze. Dorośli ludzie mają prawo popełnić samobójstwo, jeśli
                            chcą... W małym stopniu zagraża cudzemu mieniu a wcale cudzemu życiu.

                            U mnie na jachcie w drodze się nie pije. W porcie można sobie pozwolić na
                            lampkę wina albo kufel piwa, ale nie bezpośrednio przed wyjściem w morze. Nie
                            jestem wyjątkiem, takich zasad przestrzega wielu żeglarzy, i to wcale nie
                            abstynentów w codziennym życiu.

                            - Stefan

                            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                            • Gość: na zimno Re: Ze glupio zapytam ... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.05.06, 19:00
                              No wiec doszlismy do wspolnego wniosku. To odpowiedzialnosc personalna jest
                              najwazniejszym kryterium - hamulcem przed tzw. podwojnym gazem lub "wiatrem".

                              W tym kontekscie kazdego pijanego kierowce po prostu topilbym w najblizszym
                              stawie. Czesto wiezie on nie tylko siebie, wiezie np. swoja rodzine.
                              Ja juz nie mowie o przypadkowych ofiarach innych niz pasazerowie
                              takiego glupca.

                              Jezeli takie bydle ( przepraszam wszystkie zwierzeta ) jest na tyle
                              tepe, ze nie rozumie konsekwencji swojego dzialania, to utopienie go
                              w zamulonej wodzie jest z pewnoscia wlasciwym remedium, poza tym ze
                              jest to spolecznie pozyteczne dzialanie.

                              Nie mam zadnej litosci dla pijakow za kolkiem.



                    • stefan4 Alkohol na wodzie 31.05.06, 18:13
                      emes-nju (o żeglarzach):
                      > Zdecydowana wiekszosc rodakow zachowuje sie normalnie, ale co jakis czas
                      > trafia ktos koniecznie chcacy sie zaprzyjaznic przy pomocy zaprzyjazniacza o
                      > wyzszym woltazu :-(

                      Właśnie wpadłem na orzeczenie Izby Morskiej w sprawie jednego z tych kilku
                      wypadków śmiertelnych w 2005. Ta sprawa poruszyła środowisko z tego powodu, że
                      przyczyna śmierci była niezbyt jasna. Teraz już wiadomo: alkohol.

                      Chłopcy popłynęli na Bornholm dezetą bez silnika i radiostacji. To jest poniżej
                      zwykłych standardów morskich, wymaga kondycji i odporności, ale nie zostało
                      uznane za karygodne
                      • Gość: na zimno Alkohol na wodzie i skonczylo sie smutno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 31.05.06, 19:08
                        Bardzo mi przykro z tego powodu. O topieniu pijakow mowilem dydaktycznie,
                        ale niestety zycie jest takie jakie jest i czasem jest ono nawet bezlitosne.

                        Podany przez Ciebie opis zdarzenia w sumie sprowokowanego przez
                        lekomyslnosc nie tylko kapitana ( gdzie byli jacys rozsadni ludzie posrod
                        zalogi ?) powinien sobie kazdy zapamietac na cale zycie.

                        Niezaleznie od tego czy ktos trzyma w lapach: kierownice, kolo sterowe czy
                        rumpel.

                        Co by bylo, gdyby wszyscy sie potopili ?
                        Nawet nie chce o tym myslec.
                        Analogia do pijakow na drogach jest tutaj pelna.






                      • emes-nju Re: Alkohol na wodzie 01.06.06, 10:23
                        Wypadek z DZ jest mi znany osobiscie - znam wiekszosc zalogi, a kapitana znalem [*].

                        Szczerze powiedziawszy o alkoholu nie slyszalem (zapewne dlatego, ze nie pytalem, bo nie mial od wplywu na to, co zdarzylo sie PO wypadnieciu czlowieka za burte), ale dosc dokladnie, z pierwszej reki, znam szczegoly wypadku. Z grubsza zgadza sie to z Twoim opisem. Dodam nawet cos od siebie. Po raz kolejny zaowocowalo bolszewickie przekonanie, ze elektryka prad nie tyka - jak ktus jezd KAPITAN, to nie musi sie przypinac. Niestety... Cale spoleczenstwo jest tym skazone - wielokrotnie pisalem o tym w odniesieniu do dzialnosci waaadzy na drogach.

                        Wroce do tematu (calkowicie poza tematem motoryzacyjnym :-P ). Otoz kapitan byl w wodzie wystarczajaco dlugo (ok. 50 min w wodach wciaz wiosennego Baltyku, to duzo), zeby wychlodzic sie i bez alkoholu. Bylo zimno. Do tego doszlo tez zmeczenie i choroba serca tego czlowieka. Po prostu pikawa nie wytrzymala, a reanimacja (prowadzona przez czlowieka z odpowiednimi kwalifikacjami) nie dala rezultatu. Wypadek, do ktorego poszkodowany sam, konsekwentnie doprowadzil. Potwierdzila to IM. Zniesmaczony jestem za to jaskrawym otwarciem rzeczowego i dobrego felietonu. Kulinski kreuje sie na guru (choc wiedzy i oplywania odmowic mu nie mozna!) i miewa swoje antypatie. Odnosze wrazenie, ze w tym wypadku to mialo miejsce...

                        PS Nie zgadzam sie absolutnie, ze rejs DZ po Baltyku jest "ponizej zwyklych standartow morskich". To jest szalupa i (wiem z doswiadczenia) jest wstanie DUUUUZo przetrwac. Brak UKF i silnika nie jest w naszych warunkach niczym szczegolnym - odbylem kilka rejsow po Baltyku na oceanicznych jachtach (np. Konstanty Maciejewicz, ktory do tego prawie tonal - 1000 pompek wody na godzine), ktore nie mial nawet SPRAWNEGO silnika, o UKF nie wspominajac. Na zadnym z polskich jachtow, na ktorym plynalem nie bylo GPS, a najwyzszym stopniem zaawansowania przyrzadow nawigacyjnych byla nie dzialajaca juz Decca. Wiekszosc jachtow wyposazona byla w kompas i log burtowy (czytaj butelka na sznurku). Nie przesadzajmy z ocenami zdolnosci zeglugowej.
                        • stefan4 Re: Alkohol na wodzie 01.06.06, 14:01
                          emes-nju:
                          > PS Nie zgadzam sie absolutnie, ze rejs DZ po Baltyku jest "ponizej zwyklych
                          > standartow morskich". To jest szalupa i (wiem z doswiadczenia) jest wstanie
                          > DUUUUZo przetrwac.

                          To prawda. Ale nie ma zwykłych udogodnień dzisiejszych jachtów, choćby
                          możliwości normalnego wyspania się w koi
                          • emes-nju Re: Alkohol na wodzie 01.06.06, 14:17
                            stefan4 napisał:

                            > Świat się zmienia, choć nie zawsze na lepsze.


                            W tym akurat wypadku na lepsze :-) Nie zmienia to faktu, ze DZ da sie bezpiecznie zeglowac po morzu.

                            A co do wystawiania odnosnych czesci ciala za burte... Hm... Na wiekszosci polskich jachtow, z ktorymi mialem do czynienia kibel byl, zeby sie na sztuk zgadzalo. Zeby bylo bezpiecznie klient przymuszony okolicznosciami ZAWSZE i niezaleznie od warunkow musi sie wpinac. A jak wieje, to czasem nawet jest 2 w 1 - kibel z bidetem :-)

                            A co do Rosjan. Te bufony "nie slysza" zgloszen w innym jezyku niz rosyjski (probowalismy po angielsku, skonczylo sie na koslawym moim rosyjskim). A nawet jak uslysza, to wcale to nic nie zmienia. Dwa lata temu jacht, na ktorym wplywalem do Baltijska zostal zatrzymany w przybojowej fali (wiatr ok. 8B), bo gostek, ktory przyjal nasze zgloszenie, zapomnial sprawy przekazac dalej i wielki statek Baltijskowo Flota uznal nas za szpiegow. Przekonanie komandira w wielkiej czapce (jak mu jej nie zwialo?), ze jestesmy "swoi" zajelo ok. 1,5 godz. i ok. 1,5 butelki wodki :-)
    • jane14 Niedzielny pirat ? 30.05.06, 13:21
      ..Prawo jazdy zrobil po trzydziestce. Kilka lat nie jezdzil. Potem kupil
      samochod i rozpoczal swoja kariere kierowcy. Przejezdza rocznie 5-7 tys. km...

      Pozwolę sobie widzac gdzie zmierza dyskusja zauważyć że staz ilość
      przejechanych kilometrów itd nie koniecznie zawsze doprowadza do powstania
      klonu twego kolegi. Znam mnóstwo kierowców jeżdzacych w ten sposób także wsród
      zawodowców. Czasem zastanawiam się jak udaje im się przezyć a co ciekawe
      niektórzy notują dwie/trzy stłuczki na rok.
      Natomiast razi mnie w dyskusji takie traktowanie z góry kierowców z mniejszym
      doswiadczeniem (niedzielni, wakacyjni, baba za kierownicą itd). Niektórzy ucza
      się szybko, dużo szybciej niż ich nauczyciele ...
      • emes-nju Re: Niedzielny pirat ? 30.05.06, 14:29
        Niestety swojego kolegi absolutnie nie moge zakwalifikowac do kategorii niedzielnych. To niestety inny, znacznie grozniejszy gatunek, ktorego duzo przedstawicieli (jak slusznie zauwazyles) jezdzi po naszych drogach.

        Niedzielny kierowca po zaprzestaniu tylko niedzielnej kariery, ma szanse sie nauczyc. Tacy jak moj kolega nie za bardzo...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka