emes-nju
29.05.06, 14:13
Prawo jazdy zrobil po trzydziestce. Kilka lat nie jezdzil. Potem kupil samochod i rozpoczal swoja kariere kierowcy. Przejezdza rocznie 5-7 tys. km. Dobrze, ze tylko tyle, bo chyba tylko dzieki temu jeszcze zyje. Jest KOSZMARNYM kierowca. Nie chodzi mi o technike jazdy, bo tego mozna nuczyc przecietnie inteligentna malpe. Moj kolega po prostu zupelnie nie zadaje sobie trudu przewidywaniem sytuacji na drodze. W miejscach, w ktorych, przed wlaczeniem do ruchu, ja staje, on ledwie zwalnia. Za wyprzedzanie zabiera sie nie wtedy, gdy mozna, tylko wtedy, gdy straci cierpliwosc. Pieszych puszcza, ale kazdy jest dla niego przeszkoda, ktorej tylko tyle, ze po nogach nie przejezdza. W miescie rozwija predkosci, ktore ja osiagam na trasie - nie patrzy na predkosciomierz. Miejskie zakrety sa trudna sztuczka wiec trzeba je pokonac szybko za to po fatalnym luku, co czesto konczy sie wycieczka na przeciwny pas. Brak widocznosci za zakretem go nie zwilza - niech inni uwazaja. Zapomina o kierunkowskazach. Uff... Przedwczoraj z nim pojezdzilem po miescie - jeszcze mnie trzepie!
Najgorsze jest to, ze to dosc spokojny czlowiek i wyczyniane przez niego cuda nie maja nic wspolnego z faktycznym piratowaniem - on zachowuje sie po prostu tak, jakby nie do konca panowal nad autem i nie zdawal sobie sprawy z tego, ze prowadzi pocisk o znacznej masie. Poza tym jest strasznie nieskoncentrowany. Do tego za swoje bledy obwinia wszystkich na drodze - jak on zajedzie komus droge przy zmianie pasa, to winien jest ten, ktoremu zajechal, bo "gdzie on sie pcha".
Im bardziej mu sie przygladam za kolkiem, tym wiecej jego kopii na drogach dostrzegam. Przeraza mnie to troche...