Dodaj do ulubionych

Długi weekend - niebezpiecznie dobre warunki jazdy

19.06.06, 11:28
Padł kolejny rekord głupoty - 3400 nietrzeźwych kierowców.

auto.gazeta.pl/auto/1,48316,3425871.html
"do największej liczby wypadków - 173 (zginęło w nich 16 osób) - doszło w
środę, gdy wiele osób zdecydowało się wyjechać na wypoczynek;
najtragiczniejsza była jednak niedziela (gdy wiele osób wracało do domów) -
zginęło wówczas aż 19 osób w 109 wypadkach"

Warunki pogodowe - super, przewidywalne korki i utrudnienia, a mimo to - masakra.
Zamiast wypoczynku - walka, agresja, zmęczenie a skrajnie - kolizja, wypadek,
przerwana podróż, szpital, śmierć, areszt.
O tym się nie myśli wyrywając się z miasta - ważne by szybciej, juz,
natychmiast być na miejscu.

Takich tragedii nie ma podczas najtrudniejszych pogodowo-drogowych warunków
zimą - mimo gołoledzi, śnieżnych kolein nie ginie tylu ludzi, najczęściej gną
się blachy przy lekkich obcierkach.
Tylko że zimą z reguły jeździ się ostrożnie, nie odpalają zeszkapiałe bryki,
nie da się poszpanować alufelgami na łysych gumach i stuningowanym silnikiem.
Zimą jeżdżą ostrożniejsi i bardziej doświadczeni a latem - wszyscy.

A gdyby wyrównać wszystkie drogi bez tworzenia bezkolizyjnych objazdów i
skrzyżowań, to prędkości stałyby się kosmiczne a masakra totalna.

Jedyna nadzieja w dziurawych drogach i ulewach...

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • Gość: na zimno Ci, ktorzy to powinni przeczytac i cos zrozumiec IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.06.06, 12:27
      sa zbyt glupi, zbyt aroganccy, zbyt prymitywni, zbyt chamscy, zbyt prostaccy,
      ,...zbyt..., aby to mogli w ogole przyjac do wiadomosci.

      Naszych wolan i przemow do rozsadku nikt wiec nie slyszy, "mejsonie.e". A nam
      samym sa one prawie niepotrzebne, bo my to wiemy.

      Tylko kasa jest skuteczna, aby prostakowi cos zakomunikowac.Musi bolec.

      • mejson.e Re: Ci, ktorzy to powinni przeczytac i cos zrozum 19.06.06, 14:12
        Gość portalu: na zimno napisał(a):

        "sa zbyt glupi, zbyt aroganccy, zbyt prymitywni, zbyt chamscy, zbyt prostaccy,
        ,...zbyt..., aby to mogli w ogole przyjac do wiadomosci.
        Naszych wolan i przemow do rozsadku nikt wiec nie slyszy"

        Niestety - nie tylko głupi, aroganccy, prymitywni i chamscy dają się wkręcić w
        spiralę szaleństwa na drogach. Często są to normalni na codzień ludzie, którzy
        nie wytrzymują i ulegają powszechnemu szaleństwu.
        I dla nich własnie takie teksty są szansą na opamiętanie się.

        "nam samym sa one prawie niepotrzebne, bo my to wiemy."

        Takiś pewny?
        Nigdy noga nie wdepnęła za głęboko pod wpływem emocji?
        Bo mnie się zdarzało...

        "Tylko kasa jest skuteczna, aby prostakowi cos zakomunikowac.Musi bolec."

        Tu zgoda.
        Ostatni argument po perswazji i pouczaniu.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • emes-nju Re: Długi weekend - niebezpiecznie dobre warunki 19.06.06, 12:47
      mejson.e napisał:

      > A gdyby wyrównać wszystkie drogi bez tworzenia bezkolizyjnych objazdów i
      > skrzyżowań, to prędkości stałyby się kosmiczne a masakra totalna.
      >
      > Jedyna nadzieja w dziurawych drogach i ulewach...


      Chyba jednak nie. Faktyczne i powazne zagrozenie tworzy grupa stworzona z kilku proc. kierwcow. Reszta, nawet jak nie do konca stosuje sie do przepisow, jezdzi dosc rozsadnie. Zapewnienie maksymalnie bezkolizyjnego ruchu zmniejszy szanse na kolizje tymi kilkoma proc. debili.
      • Gość: na zimno Kilka procent ? To by bylo bardzo dobrze ! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.06.06, 13:05
        Ten margines "kilku procent" jest chyba jednak wiekszy gdy sie obserwuje
        styl jazdy. Reszta, ktora wie, o co biega, poradzi sobie bez "marginesu"
        jeszcze lepiej.

        Jak ten margines wyeliminowac ?
        To bedzie jednak sprzatanie Stajni Augiasza, niestety.



        • emes-nju Re: Kilka procent ? To by bylo bardzo dobrze ! 19.06.06, 13:15
          Nadal uwazam, ze najniebezpieczniesci sa kierowcy mieszczacy sie w kilkuprocentowym marginesie. Sa wyraznie i czasto dotkliwie widoczni. Szczegolnie w gestym rychu, kiedy 1 debil doskonale dezorganizuje jazde normalnej reszty.
      • mejson.e Procenty 19.06.06, 14:20
        emes-nju napisał:

        "Faktyczne i powazne zagrozenie tworzy grupa stworzona z kilku proc. kierwcow.
        Reszta, nawet jak nie do konca stosuje sie do przepisow, jezdzi dosc rozsadnie.
        Zapewnienie maksymalnie bezkolizyjnego ruchu zmniejszy szanse na kolizje tymi
        kilkoma proc. debili."

        Kilka procent od kilku(nastu?) milionów to też sporo, ale boję się że nie tylko
        ci "wybrańcy" tworzą poważne zagrożenie.
        Wbrew pozorom niebezpieczni potrafią też być "normalni" kierowcy, którzy ulegają
        instynktowi stadnemu i także wyprzedzają na skrzyżowaniach, pędzą kolumnami
        setką przez wioski, wyprzedzają środkiem spychając innych na szerokie pobocza itp.
        To jest zbyt powszechnie spotykane by było udziałem tych najgorszych kilku procent.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • emes-nju Re: Procenty 19.06.06, 14:41
          Instynkt stadny "generowany" jest przez przewodnikow stada...
    • jane14 Samochodowy Poker. 19.06.06, 13:25
      Granica bezpiecznej predkości przy której kierowca rzeczywiscie panuje nad
      autem jest dużo niżej niż wielu uwaza. I ta granica jest niezmiennna. Nie
      poprawia jej dobra pogoda,dobra droga, lepsze hamulce, liczba poduszek
      kontrolowane strefy zgniotu, bezkolizyjne skrzyżowania itd.
      One jedynie zmniejsza prawdopodobieństwo że bedziemy musieli przekonać sie o
      tym jak marni z nas gracze. Jednak i tu "uśpieni" pozornym bezpieczeństwem znów
      popełnimy ten sam bład, uznamy ze można grać o wieksza stawkę i wszystko OK
      jeśli ktoś/coś nie krzyknie "SPRAWDZAM".
      I zawsze jezeli staniemy przezd takim sprawdzianem, przegramy. Przegrana bedzie
      tym boleśniejsza im szybciej jedziemy, a jedziemy szybciej im lepsze warunki na
      drodze. Nic wiec dziwnego że najwiecej z nas ginie na drogach w piekne
      słoneczne weekendy. Właśnie tutaj statystyki ujawniaja całą bolesna prawdę.
      Poprostu cześciej w takich warunkach BLEFUJEMY w tym naszym "samochodowym
      pokerze".
      • emes-nju Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 13:45
        Nie jestem pewien skad masz takie wiadomosci. Ja kiedys znalazlem w internecie artykul (poszukam), w ktorym czarno na bialym bylo, ze predkosc uznawana przez nas za bezpieczna, jest nizsza od faktycznie bezpiecznej. Im gorsze warunki, tym nasza ostroznosc wieksza. Badano predkosc bezpieczna do wyhamowania przed przeszkoda i predkosc uznawana za bezpieczna do przejechania zakretu. Rozbieznosci dochodzily do 40%! To znaczy kierowcy chcieli jechac do 40% wolniej niz warunki pozwalaly. I dobrze... Szkoda tylko, ze z wynikami tych badan nie byli uprzejmi sie zapoznac nasi specjalisci od znakologii stosowanej.
        • jane14 Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 14:46
          > Nie jestem pewien skad masz takie wiadomosci...

          Z drogi. Gdyby było tak dobrze, nie byłoby tak żle.
          O tym czy panujemy nad sytuacją czy też już gramy w "pokera" decyduje nasz czas
          reakcji. Wbrew obiegowym opiniom niewiele odbiegajacy od średniej wsród
          supermenów i nieudaczników. Oczywiście zakładajac przecietny stopień
          koncetracji na jeździe. W testach wiesz co testujesz, na drodze dopiero się
          dowiesz i tu pewnie kryje się te 40% (myślę że nawet i wiecej).
          Predkosć decyduje czy czasu starczy czy nie, na reakcję.
          W trudnych warunkach jadąc wolno mamy czas na reakcje i jest on na tyle duży że
          nawet te trudne warunki nie przeszkadzają w uniknięciu tragedii.
          • emes-nju Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 15:27
            Zwroc uwage, ze zdecydowana wiekszosc jednak do celu dojezdza i to bez zadnych sensacji. Czyli jada z predkoscia z grubsza bezpieczna. Rozumiem, ze zmierzasz do tego, ze trzeba jezdzic z taka predkoscia, ktora zapewni panowanie nad autem zawsze i wszedzie, niezaleznie od tego czy np. nam kretyn pod kola wyjechal. To mzonka (usankcjonowana przepisami, bo ustawodawca musi miec czysta sytuacje, a nie jest wstanie rpzewidziec wszystkiego). Wielokrotnie pisalem, ze jazda jest suma zdarzen przewidywalnych i nieprzewidywalnych, a predkosc z jaka sie poruszamy ma dosc drugorzedne znaczenie jezeli dojdzie do czegos niespodziewanego. To znaczy znaczenie ma dla skutkow ewentualnego wypadku. Bo gdybanie, ze gdyby ktos jechal wolniej o 10 km/h, to zdarzylby zahamowac jest bez sensu. Przeciez wtedy kretyn MOZE zamiast wyjechac 30 m od naszej maski, wyjechac 10 m... A jak zwolnie o kolejne 30 km/h, wyjechac 3 m od naszej maski. I tak w kolko... Az do zatrzymania sie albo przemieszczania sie z predkoscia pieszego (co tez nie uratuje nas raczej jezeli ktos postanowi wyjsc pod nas na czolowe...).

            Jadac z jakas predkoscia godzimy sie na pewne ryzyko i juz. Jedziemy z predkoscia, ktora uznajemy za bezpieczna w danych warunkach (jak juz pisalem czesto zdecydowanie nizsza od faktycznie bezpiecznej). Mozemy przewidziec, ze komus sie "omsknie" i za wczesnie skonczy wyprzedzanie. Mozemy przewidziec, ze trzeba bedzie ostro hamowac, zeby wpuscic idiote, ktory wyszedl na wyprzedzanie pod TIRa. Itp. itd. Trudno natomiast przewidziec gdzie i kiedy na czolowe wyjdzie nam jakis kretyn i do tego dostosowaywac predkosc. Bo nie wiemy gdzie i kiedy, a nie da sie jechac jezeli taki manewr u jadacego z przeciwka uzna sie za pewnik. Bo jezeli uzna sie to za pewnik, nie nalezy w ogole wsiadac do jakiegokolwiek pojazdu!
            • mejson.e Nieprzewidywalne ryzyko 19.06.06, 16:02
              emes-nju napisał:

              "Zwroc uwage, ze zdecydowana wiekszosc jednak do celu dojezdza i to bez zadnych
              sensacji. Czyli jada z predkoscia z grubsza bezpieczna."

              Pewnie to kwestia statystyki - choć dużo łatwiej trafić "wygraną" niż w LOTTO,
              to jednak losowanie i można "nie wygrywać" bardzo długo. ;-)

              "jezdzic z taka predkoscia, ktora zapewni panowanie nad autem zawsze i wszedzie,
              niezaleznie od tego czy np. nam kretyn pod kola wyjechal. To mzonka"

              To faktycznie mrzonka - możliwa jedynie w przypadku gdy WSZYSCY na drodze
              stosują się do zasad i przepisów.

              "jazda jest suma zdarzen przewidywalnych i nieprzewidywalnych, a predkosc z jaka
              sie poruszamy ma dosc drugorzedne znaczenie jezeli dojdzie do czegos
              niespodziewanego.
              To znaczy znaczenie ma dla skutkow ewentualnego wypadku. Bo gdybanie, ze gdyby
              ktos jechal wolniej o 10 km/h, to zdarzylby zahamowac jest bez sensu."

              Jest to sensowne w przypadku, gdy nasza prędkość nie miała wpływu na pojawienie
              się przeszkody, że dostrzegamy ją w tym samym czasie i rozpoczynamy działanie w
              tej samej chwili.
              Wtedy porównanie drogi hamowania i PREDKOSCI z jaką uderzamy (lub nie) w
              przeszkodę ma uzasadnienie. Wykazanie, że jazda z prędkością 50/h pozwoliłaby na
              zatrzymanie PRZED a z 60/h sprawiłaby uderzenie W z prędkością 40/h,
              rzeczywiście robi wrażenie.

              "Przeciez wtedy kretyn MOZE zamiast wyjechac 30 m od naszej maski, wyjechac 10
              m... A jak zwolnie o kolejne 30 km/h, wyjechac 3 m od naszej maski."

              Niestety muszę potwierdzić. Mój zwyczaj jazdy w okolicach pięćdziesiątki po
              zabudowanym często prowokuje do wyjazdu z bocznych dróg dużo bliżej przede mną
              niż gdy jadę 80/h.
              Z drugiej strony - jeśli jest to wyjazd przed nos, to jego rozpędzenie do 50/h
              trwa pojedyncze sekundy.
              Jeśli nie jest to furmanka...

              "Jadac z jakas predkoscia godzimy sie na pewne ryzyko i juz. Jedziemy z
              predkoscia, ktora uznajemy za bezpieczna w danych warunkach (jak juz pisalem
              czesto zdecydowanie nizsza od faktycznie bezpiecznej). Mozemy przewidziec, ze
              komus sie "omsknie" i za wczesnie skonczy wyprzedzanie. Mozemy przewidziec, ze
              trzeba bedzie ostro hamowac, zeby wpuscic idiote, ktory wyszedl na wyprzedzanie
              pod TIRa.
              Itp. itd. Trudno natomiast przewidziec gdzie i kiedy na czolowe wyjdzie nam
              jakis kretyn i do tego dostosowaywac predkosc. Bo nie wiemy gdzie i kiedy, a nie
              da sie jechac jezeli taki manewr u jadacego z przeciwka uzna sie za pewnik."

              Niestety - znowu racja - musimy zakładać, że inni przestrzegają zasad (o ile nie
              dają powodu do podejrzeń, że jednak nie stosują się) - nie możemy zamieniać
              zasady ograniczonego zaufania na zasadę całkowitego braku zaufania.
              Bo wtedy nie powinniśmy w ogóle brać się za prowadzenie.

              "Bo jezeli uzna sie to za pewnik, nie nalezy w ogole wsiadac do jakiegokolwiek
              pojazdu!"

              No właśnie! :-(

              Ale nie oznacza to wszystko, powinniśmy się poddać i uznać że niezależnie od
              naszego działania rosyjska ruletka i tak wybierze swoje ofiary.

              Chociaż nie jest to ruletka, to do tego pokera jane14 wcale nie tak daleko...

              Pozdrawiam,
              Mejson
              --
              Automobil
              Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • jane14 Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 17:13
              Trudno przewidzieć wszystkie "wyczyny" innych kierowców te celowe i nieumyślne,
              choć jak sam piszesz pewne symptomy mozna dostrzec i coś zaradzić. Ale piszac o
              panowaniu nad autem mam namyśli głównie panowanie nad tym co sam robię, i czy w
              razie zagrożenia mniej lub bardziej skutecznie potrafię na nie zareagować.
              To wcale nie takie oczywiste. Ileż to wypadków zdarza się niemal bez reakcji
              kierowców! A ile reakcji jest spóźniona czasem o te pare metrów które
              przejeźdzamy zanim dotrze do nas świadomość niebezpieczeństwa? I nie koniecznie
              chodzi tu o te metry na drodze hamowania.
              Jeśli juz ma nas coś zaskoczyć to niech to bedzie coś naprawdę
              nieprzewidywalnego.
              • emes-nju Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 17:22
                jane14 napisała:

                > Ileż to wypadków zdarza się niemal bez reakcji kierowców!


                Zaskakujaco malo. To jest ten nizszy od 10 procent wypadkow FAKTYCZNIE spowodowany nadmierna predkoscia... Reszta, to zajechanie drogi, nieprawidlowe wyprzedzanie, potracenia pieszych itd. W duzej czesci przypadkow predkosc z jaka poruszaja sie uczestnicy takich wypadkow ma znaczenia dla skutkow, alenie jest bezposrednia przyczyna.
                • jane14 Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 17:40
                  "... to zajechanie drogi, nieprawidlowe wyprzedzanie, potracenia pieszych itd."

                  A widzisz wspólny mianownik? ZASKOCZENIE !
                  Czyjś manewr zaskoczył kogoś. Czy nie widzisz ze np. jadac szybko wiecej jest
                  tych zaskoczeń ze strony innych?
                  Jeśli nie dostrzegasz tego no to cóż, przyspiesz.
                  A co do skutków statystyki nie ujmują tego ile wypadków wogóle nie zdarzyło się
                  bo przyczyna z uwagi na niewielką predkość nie doprowadziła do wypadku (udało
                  się zatrzymać czy ominąć)
                  • emes-nju Re: Samochodowy Poker. 20.06.06, 09:51
                    jane14 napisała:

                    > > "... to zajechanie drogi, nieprawidlowe wyprzedzanie, potracenia pieszych
                    > > itd."
                    >
                    > A widzisz wspólny mianownik? ZASKOCZENIE !
                    > Czyjś manewr zaskoczył kogoś. Czy nie widzisz ze np. jadac szybko wiecej jest
                    > tych zaskoczeń ze strony innych?


                    Nie widze zadnego wspolnego mianownika. Jadac 30 km/h i 130 km/h jestem jednakowo zaskoczony czyims nieprawidlowym zachowaniem. Nie jest tez tak, ze jak jade szybciej, to czesciej mi sie to zdarza. Nie jestem wrozka i nie potrafie przewidziec rozkladu zdarzen losowych.


                    > A co do skutków statystyki nie ujmują tego ile wypadków wogóle nie zdarzyło
                    > się bo przyczyna z uwagi na niewielką predkość nie doprowadziła do wypadku
                    > (udało się zatrzymać czy ominąć)


                    Tu posluze sie swoja statystyka, potwierdzona przez zalozony kiedys przez (chyba) Mejsona watek poddajacy pod watpliwosc proste przelozenie ze im wolniej tym bezpieczniej. Najbardziej wypadkogenne (niekoniecznie grozne w sensie skutkow) sytuacje mialem jak jechalem, w poczuciu spokoju i bezpieczenstwa, z mala predkoscia. Grozna oczywiscie nie byla predkosc, tylko poczucie bezpieczenstwa i odprezenie nim wywolane. Jak jade szybciej (nie znaczy to, ze bardzo szybko!), to nie podziwiam urokow krajobrazu (o! bocian!), ale skupiam sie na jezdzie. Na tyle skutecznie, ze jeszcze nigdy nie zdarzylo mi sie awaryjnie hamowac z duzej predkosci, a z predkosci malych, wiec pozornie bezpiecznych, wielokrotnie. Jedyny moj wypadek zdarzyl sie jak jechalem dwujezdniowka ze stosunkowo niewielka predkoscia 60 km/h...
                    • jane14 Zaskoczonie / zdziwienie 20.06.06, 11:49
                      ...Jadac 30 km/h i 130 km/h jestem jednako
                      > wo zaskoczony czyims nieprawidlowym zachowaniem...

                      No to jest albo demagogia albo jesteś supermenem.
                      Ja jako homo sapiens pospolity, myslę wolniej na tyle jednak szybko by jadac
                      30/h praktycznie zareagować na kazde zagrożenie z ucieczką do rowu włącznie
                      nawet między gesto posadzonymi drzewami. Przy tej predkości jeśli dodatkowo
                      dohamuje to pewnie najwyżej porysuje sobie zderzak wiec pewnie nawet nie bedę
                      zgłaszał wypadku.
                      Natomiast przy 130 to ho,ho,ho... moze i racja ze to bezpieczniej, pewnie bym
                      ten rów przeleciał i nie porysował zderzaka!!!
                      No ale te próby lotów pozostawie supermenom. Wole twardo stapać po ziemi.

                      PS Przy 130/h w ciągu sekundy (standartowy czas dotarcia do swiadomosci
                      zagrożenia + reakcja) przebywasz ~ 40 m. Przy 30/h mniej niż 10. O róznicy w
                      drodze hamowania nie wspomnę. To jest mniej wiecej obraz w jakiej odległości
                      coś cie moze zaskoczyć. Zaskoczyć, nie zdziwić bo zdziwić się już nie zdażysz.
                      • emes-nju Re: Zaskoczonie / zdziwienie 20.06.06, 11:54
                        jane14 napisała:

                        > ...Jadac 30 km/h i 130 km/h jestem jednako
                        > > wo zaskoczony czyims nieprawidlowym zachowaniem...
                        >
                        > No to jest albo demagogia albo jesteś supermenem.


                        Alez skad! Moje zaskoczenie nijak nie jest zwiazane z predkoscia. Wynika ono z pojawienia sie sytuacji nieprzewidywalnej.

                        A tak BTW - 30 km/h jade na osiedlowce albo w korku, a 130 km/h na autostradzie. Na osiedlowce mam znacznie wieksze szanse na przyspanego pieszego niz na autostradzie. Hm... moze sie okazac, ze w czasie jazdy z mala predkoscia jestem czesciej zaskakiwany niz przy jezdzie z duza predkoscia. NIE MA zadnego powiazania pomiedzy "zaskakiwalnoscia", a predkoscia!
                        • jane14 130 na autostradzie bezpiecznie, czy już blef ? 20.06.06, 12:25
                          ...30 km/h jade na osiedlowce albo w korku, a 130 km/h na autostradzie.

                          O to dobry przykład ilustrujący tego naszego pokera. Jak jest szansa na
                          sprawdzenie naszych umiejętności na uliczce osiedlowej a jaka na autostradzie ?
                          No i jak wskazują przykłady sprawdzian na autostradzie może ujawnić totalny
                          blef kierowców.
                          Wystarczy jakaś stłuczka czy unieruchomienie auta. Jaka jest szansa nawet przy
                          dobrej widoczności na karambol w takiej sytuacji?
                          Okazuje się że spora. Jeszce nie słyszałem by na A4 koło mnie doszło do wypadku
                          z mniej niż 3-4 autami na raz. Jak coś się zdarzy, zanim postawia trójkąt zamin
                          zabezpieczą miejsce, zanim zaczna się ostrzegać swiatłami, zawsze jakis blefMan
                          na nich wpadnie.
                          • emes-nju Re: 130 na autostradzie bezpiecznie, czy już blef 20.06.06, 12:42
                            No dobra. Ja uwazam, ze 30 km/h na osiedlowce jest wystarczajaco bezpiecznie. To samo odnosi sie do jazdy 130 km/h na autostradzie.

                            A Ty jezdzij jak chcesz, bo nie ma cienia szans, zeby Cie przekonac.
      • ss85 Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 13:52
        Większość tragedii to czołówki podczas wyprzedzania i potrącenia.
        Sposób: wyeliminować drogi dwukierunkowe i wyprowadzić główne trasy poza teren zabudowany.
        Dobre warunki zachęcają do ryzykownego wyprzedzania, a odblaski słońca, falujące powietrze nad asfaltem itp. utrudniają dostrzeżenie jadących z przeciwka, zwłaszcza tych bez świateł.
        Rzadko są to zwykłe wypadnięcia z drogi, a jeżeli już, to zwykle okazuje się, że kierowca był pijany.
        Skąd ich się do cholery tylu bierze???? 2700 do soboty włącznie, danych z niedzieli strach się bać!!!
        • jane14 Re: Samochodowy Poker. 19.06.06, 14:58
          "...odblaski słońca, falujące powietrze nad asfaltem itp. utrudniają
          dostrzeżenie jadących z przeciwka, zwłaszcza tych bez świateł."
          Może się myle ale rzadko taka jest przyczyna. O wiele cześciej jest to
          niedostrzerzenie auta bo było to niemożliwe (zakret, górka itp.) Poprostu jadąc
          100/h w ciagu sekundy przebywasz 25m ten z przeciwka kolejne 25 gdy sie
          dostrzeżecie i zareagujecie minie kolejna sekunda zanim schowasz się za auto
          które wyprzedzasz moze się tego uzbierać i 150 m to kupa asfaltu. Wystarczajaco
          dużo by nawet "rozsadny" rozpoczoł wyprzedzanie. A kto w dobrych warunkach
          jedzie 100/h ? No i gdzie czas manewru ?
          Dobre drogi ? Tak ale wtedy zamiast czołowek beda najechania od tyłu. Typowa
          autostradowa wpadka.
          • ss85 Re: Samochodowy Poker. 22.06.06, 13:30
            Najechania są mniej groźne. Zwykle jako przyczynę wypadku podaje się "nadmierną prędkość" i "z niewiadomych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu".
            Oczywiście w dużej części masz rację, ale radą na to jest również rozdzielenie ruchu w obu kierunkach na 2 osobne jezdnie.
    • callafior Re: Długi weekend - niebezpiecznie dobre warunki 21.06.06, 19:27
      Wniosek z tego, że Polska powinna leżeć na biegunie...
    • misiek4111 Re: Długi weekend - niebezpiecznie dobre warunki 21.06.06, 23:52
      Niedawno Komisja Europejska uznała za najważniejszą przyczynę niskiego stanu
      bezpieczeństwa w Polsce włąśnie nieprzestrzeganie ograniczeń prędkości. Jako
      kierowca z prawie 27-letnim stażem za kierownicą i w Polsce i za granicą zgadzam
      się z tym. Jesli jadę drogą np. z Gdańska do W-wy prędk. 90 km/h, to moja droga
      hamowania w przypadku gdy zdarzy się coś "nieprzewidywalnego" będzie 2 razy
      krótsza niż kogoś kto "bezpiecznie" jedzie 120. A przecież zdarzają się jadący
      180. Gdzie indziej tracą PJ, u nas jakoś im się udaje. Twierdzenie, że gdy
      zajdzie coś nieprzewidywalnego, to nie ma znaczenia z jaką prędk. się jedzie
      dowodzi kompletnej ignorancji jeśli idzie o znajomość przyczyn wypadków i ich
      skutków. Jadąć 90, można dostrzec dużo więcej i przewidzieć to co niby jest
      nieprzewidywalne. Można hamować do ostatniej chwili i z dużo większym
      powodzeniem wykonać test łosia, itp. Jeśli auta jadące z tyłu i z naprzeciwka
      też pojadą 90, prawdopodobieństwo uniknięcia karambolu odpowiednio wzrośnie.
      Argument, że jest to prędkość "usypiająca" powinien skierować danego osobnika na
      badanie psychotechniczne, jako tego, który nie potrafi się skupić na jeździe w
      każdych warunkach, w tym w warunkach jazdy zgodnej z przepisami.
      Na Zachodzie dawno zrozumiano zależność pomiędzy przestrzeganiem ograniczeń i
      wypadkowością, kontroluje się przede wszystkim prędkość. U nas PZU wolało
      przeznaczyć 50 mln. zł na bilboardy zamiast np. na 500 fotoradarów. (W Anglii
      jest ich 5000, u nas ok. 200.)
      • Gość: na zimno Dlatego dydaktycznie dalem zadanie o blizniakach IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.06, 11:08
        Zastanawiajace jest jak niewiele osob kojarzy relacje pomiedzy predkoscia
        a droga hamowania we wlasciwy sposob, tzn. zgodnie z prawami fizyki,
        ktorych nie da sie podwazyc wzruszeniem ramion.

        Ciemnota i wtorny analfabetyzm wsrod ludzi niegdys wyksztalconych
        jest zastanawiajacym spostrzezeniem. Przeprowadzilem taki test
        na moich znajomych i wynik byl straszny.

        A moze to jest skutek dzialalnosci "szkoleniowcow" ?

        Moze to "trzymanie kierownicy w dloniach" jest jakims magicznym
        anihilatorem szarych komorek, nawet u osobnikow z cenzusem ...

        Ktoz to wie...

        Kiedys zwrocilem uwage komus z mojej rodziny, bedac w Polsce, gdy powozil
        swoja bryczka w sposob jezacy wlos na glowie, a ja musialem siedziec obok.

        Spotkalem sie z taka reakcja, ze do dzisiaj zastanawiam sie jak udalo mi sie
        w ogole przezyc.

        Pamietajcie:
        GLUPOTA LUDZKA NIE ZNOSI SPRZECIWU I UWAG; GLUPOTA KARMI SIE SAMA SOBA.






        • misiek4111 Re: Dlatego dydaktycznie dalem zadanie o blizniak 22.06.06, 12:03

          > Kiedys zwrocilem uwage komus z mojej rodziny, bedac w Polsce, gdy powozil
          > swoja bryczka w sposob jezacy wlos na glowie, a ja musialem siedziec obok.
          >
          > Spotkalem sie z taka reakcja, ze do dzisiaj zastanawiam sie jak udalo mi sie
          > w ogole przezyc.
          >
          > Pamietajcie:
          > GLUPOTA LUDZKA NIE ZNOSI SPRZECIWU I UWAG; GLUPOTA KARMI SIE SAMA SOBA

          Jeśli masz ochotę na mocne wrażenia, wsiądź po przyjeździe do Polski w jakiś
          autobus dalekobieżny, czy po prostu busa i patrz co będzie wyprawiał kierowca,
          np. na trasie W-wa - Kraków. M.in. w ogóle nie będzie zwalniał w terenie
          zabudowanym , pojedzie tam 90 -100, bus często z przyczepą na bagaż. Czy
          szaleńcy prowadzący te pojazdy wiedzą ile wynosi ich droga hamowania? Spróbuj
          im zwrócić uwagę, wtedy w pełni przekonasz się jakimi są ignorantami (a często
          do tego zwykłymi chamami pewnymi swej bezkarności). Czy jest do pomyślenia w
          Niemczech, żeby kierowca autobusu w ogóle przekraczał przepisy?" U nas w TV
          zobaczysz jak dzielna policja kontroluje autobus i kierowcę przed wyjazdem,
          potem już kierowca może wyprawiać co chce. Autobus, który w zeszłym roku
          spłonął pod Jeżewem jechał 110 km/h...

          >
          >
      • emes-nju Re: Długi weekend - niebezpiecznie dobre warunki 22.06.06, 12:05
        misiek4111 napisał:

        > Jesli jadę drogą np. z Gdańska do W-wy prędk. 90 km/h, to moja droga
        > hamowania w przypadku gdy zdarzy się coś "nieprzewidywalnego" będzie 2 razy
        > krótsza niż kogoś kto "bezpiecznie" jedzie 120. (...) Twierdzenie, że
        > gdyzajdzie coś nieprzewidywalnego, to nie ma znaczenia z jaką prędk. się
        > jedzie dowodzi kompletnej ignorancji jeśli idzie o znajomość przyczyn
        > wypadków i ich skutków.


        "Cos nieprzewidzianego" nie zna praw fizyki i to probuje przekazac. Doskonale rozumiem, ze droga hamowania jest uzalezniona od predkosci, ale absolutnie nie zgadzam sie z twierdzeniam, ze "cos nieprzewidzianego" jest zwiazane z predkoscia. Jezeli jadacemu 90 km/h pod kola wyskoczy "cos nieprzewidzianego", to o tym czy to cos ujdzie z zyciem czy nie, decyduje odleglosc, a nie predkosc pojazdu, na ktora "cos nieprzewidzianego" wplywu nie ma. Czyli jezeli "cos nieprzewidzianego" postanowi pojawic sie w odleglosci 20 m od maski jadacego 90 km/h zginie rownie slicznie jak wyskakujac 50 m od maski jadacego 120 km/h. Oczywiscie jadacy wolniej ma wieksza szanse na wyhamowanie. ZAWSZE. Ale "cos nieprzewidzianego" raczej nie analizuje predkosci jadacego auta... Bo gdyby "cos nieprzewidzianego" cos analizowalo, to przestaloby byc nieprzewidywanym :-) i raczej nie rzucaloby sie pod kola jadacego auta.

        Absolutnie nie twierdze, ze nalezy jezdzic szybko i niech sie dzieje wola nieba. Uwazam, ze na naszych drogach ramowe, zawarte w KD, ograniczenia sa jak najbardziej na miejscu, ale nie demonizowalbym predkosci jako glownej przyczyny wypadkow. Nie mamy cienia wplywu na "cos nieprzewidzianego", a jazda w ciaglym przewidywaniu tego czegos jest niemozliwa. Nie bardzo rozumiem jak mozna w analizie wypadku pisac, ze przyczyna smierci pieszego bylo wtargniecie na jezdnie jezeli samochod jechal 90 km/h (przepisowo, poza terenem zabudowanym), a w przypadku gdy kierowca jechal 120 km/h przyczyna jest nadmierna predkosc! Przyczyna w obydwu wypadkach bylo wtargniecie - rozne sa tylko statystyki...

        Co to fotoradarow... Nawet w zafotoradaryzowanej GB zaczynaja zauwazac, ze nie tedy droga. Nawet zgodne z polityczna poprawnoscia statystyki nie sa wstanie ukryc tego, ze w miejscach, w ktorych liczba fotoradarow wzrosla, wzrosla (lub przynajmniej nie zmalala) liczba wypadkow. Byc moze przypadkiem w miejscach, w ktorych liczba fotoradarow spadla lub pozostala na starym poziomie, spadla liczba wypadkow. Moze dlatego, ze kierowca zamiast kurczowo wlepiac galy w znaki i predkosciomierz, koncentruje sie na uwaznej jezdzie... Ale fotoradarow przybywa, bo elity polityczne z predkosci zrobily glowna przyczyne wypadkow - predkosc jest najlatwiejsza do wyscigania. Stawiasz pana z suszarka albo automat i kasa plynie szerokim strumieniem. Natomiast lapanie faktycznych piratow (mozna jechac jak pirat nie przekraczajac predkosci!) jest klopotliwe. Policja musi uczestniczyc w ruchu, nagrywac itd. Koszenie za predkosc jest tansze... A KAZDY wypadek jest spowodowany nadmierna w danej chwili predkoscia. Gdyby predkosc nie byla nadmierna, to nie doszloby do wypadku - takiego stukniecia na parkingu na przyklad :-P
        • simr1979 Re: Długi weekend - niebezpiecznie dobre warunki 22.06.06, 12:33

          misiek4111 napisał:
          (...)
          >Twierdzenie, że
          > > gdyzajdzie coś nieprzewidywalnego, to nie ma znaczenia z jaką prędk. się
          > > jedzie dowodzi kompletnej ignorancji jeśli idzie o znajomość przyczyn
          > > wypadków i ich skutków.

          To, że powyżej przytoczony kanon ma charakter obowiązującej wykładni w polskiej
          Policji nie zmienia faktu, że zgodnie z tym rozumowaniem należałoby w ogóle
          zakazać ruchu pojazdów z prędkościami większymi od zera.
          To absurdalne i kompromitujące dla "kanonodawców" - dlatego dobrze by było,
          gdyby ktoś wymyślił jakieś bardziej przekonujące uzasadnienie dla ograniczeń
          prędkości....Kierownicy do dzieła !!! ;))
        • Gość: na zimno Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.06, 12:41
          i nigdy nim nie bylem.

          Moim celem jest to, aby KAZDY, kto ma odwage siadac za kolkiem wiedzial,
          co robi, dlaczego to robi, jakie sa lub beda skutki tego, co robi,
          a czego w zadnym razie nie powinien robic.

          Bowiem najgorsza jest nieswiadomosc czesto polaczona z glupota,
          co przynosi codziennie tragiczne zniwo na drogach.

          Brak wyobrazni jest cecha glupcow, niestety. Oni sa nieczuli na argumentacje.
          Tylko dzwon w przenosni i doslownie jest jakims argumentem.
          Ale i tak tylko na krotko.


          • emes-nju Re: Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci 22.06.06, 12:57
            Gość portalu: na zimno napisał(a):

            > i nigdy nim nie bylem.
            >
            > Moim celem jest to, aby KAZDY, kto ma odwage siadac za kolkiem wiedzial,
            > co robi, dlaczego to robi, jakie sa lub beda skutki tego, co robi,
            > a czego w zadnym razie nie powinien robic.


            Takiech rzeczy nie wie sie samemu z siebie. To trzeba przecwiczyc. Niestety najczesciej juz po zrobieniu prawa jazdy, na publicznych drogach. I jeszcze bardziej niestety wiekszosc z tych cwiczen nie wyciagnie wnioskow...


            > Bowiem najgorsza jest nieswiadomosc czesto polaczona z glupota,
            > co przynosi codziennie tragiczne zniwo na drogach.


            Glupota jest czlowiekowi przyrodzona. Trzeba by eliminowac z ruchu osoby o zbyt niskim IQ - okazuje sie zreszta, ze to wlasnie takie osoby odpowiedzialne sa za najgrozniejsze wypadki, z najwieksza liczba ofiar.


            > Brak wyobrazni jest cecha glupcow, niestety. Oni sa nieczuli na argumentacje.
            > Tylko dzwon w przenosni i doslownie jest jakims argumentem.
            > Ale i tak tylko na krotko.


            Czesto na bardzo krotko. Szczegolnie jak policja orzeknie wine drugiej strony :-)
            • simr1979 Re: Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci 22.06.06, 13:11
              emes-nju napisał:


              (...)
              > Glupota jest czlowiekowi przyrodzona. Trzeba by eliminowac z ruchu osoby o zbyt
              > niskim IQ - okazuje sie zreszta, ze to wlasnie takie osoby odpowiedzialne sa z
              > a najgrozniejsze wypadki, z najwieksza liczba ofiar.
              (...)

              Mylisz się - wielu spośród najlepszych kierowców rajdowych swiata to matołki.
              (np. Loeb, McRae - poziom Rooney'a mniej więcej)
              Prowadzenie pojazdu wymaga posiadania pewnych cech emocjonalnych i
              psychomotorycznych, a nie wysokiego IQ. Nikt tego oczywiście nie badał, bo
              wnioski mogłyby być niebezpieczne politycznie (np. okazało by się, że 5o%
              populacji nigdy nie powinno się spotkać się z prawem jazdy).
              Nic w tym nowego zresztą - 200 lat temu to samo było z obowiązującą wówczas
              jazdą wierzchem ;)
              • Gość: na zimno Re: Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.06, 13:25
                To tylko pare wyjatkow, rajdy - to co innego.

                Problem lezy gdzie indziej: idiota nawet sprawny za kolkiem, wprowadza
                do spokojnego ruchu ZAKLOCENIE, ktore w konsekwencji powoduje jak w dominie
                lawine skutkow, a nie kazdy uczestnik ruchu posiada umiejetnosci rajdowe.
                I sa wypadki.

                Gdyby statystyczna wiekszosc stosowala sie do regul spokojnego ruchu, to nawet
                nieutalentowanym udaloby sie dojechac do domu.

                I o to chodzi, prawda ?
                My niestety obserwujemy na drogach po prostu parade idiotow i statystyka
                tych obserwacji jest ponura.

                • simr1979 Re: Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci 22.06.06, 13:43
                  Gość portalu: na zimno napisał(a):

                  (...)
                  > Gdyby statystyczna wiekszosc stosowala sie do regul spokojnego ruchu, to nawet
                  > nieutalentowanym udaloby sie dojechac do domu.
                  (...)

                  No tak,tylko nie jestem pewien, czy istnieje tu bezposrednie przełożenie do
                  ograniczeń prędkości, jako że w kraju o najbardziej uspokojonym ruchu w Europie,
                  jakim są Niemcy, generalnych ograniczeń prędkości na autostradach brak.
                  • Gość: na zimno Niemcy nie sa krajem o uspokojonym ruchu. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.06, 14:24
                    Ograniczen do 130 w kraju Porsche i BMW na pewno nie wprowadza.
                    Dyskusje na te temat zamieraly juz w zarodku.

                    Natomiast takimi krajami sa np. Szwajcaria, Norwegia, Szwecja.
                    • simr1979 Re: Niemcy nie sa krajem o uspokojonym ruchu. 22.06.06, 14:35
                      Gość portalu: na zimno napisał(a):

                      > Ograniczen do 130 w kraju Porsche i BMW na pewno nie wprowadza.
                      > Dyskusje na te temat zamieraly juz w zarodku.
                      >
                      > Natomiast takimi krajami sa np. Szwajcaria, Norwegia, Szwecja.

                      Okej - w takim razie jest dla mnie oczywiste, że za ruch uspokojony uwazasz ruch
                      spowolniony, najlepiej pewnie do zera.... ;)
                      • Gość: na zimno Nie zauwazylem, aby w Szwajcarii IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.06, 16:36
                        kierowcy "poruszali" sie z zerowa predkoscia.

                        Natomiast wszyscy poslusznie jezdza nie wiecej niz 120, bo takie
                        jest powszechne ograniczenie, wiecej sie doslownie n i e o p l a c a.
                        Podobnie zdyscyplinowani sa Skandynawowie.

                        Za ruch uspokojony uwazam takie zachowanie sie kierowcow, ktore
                        nie powoduje irytacji innych i pokazywania sobie srodkowych palcow.

                        Jak jest kolumna, to wszyscy jada w kolumnie, bo tylko idiota moze
                        sie w okreslonych warunkach z takiej kolumny wymykac.
                        I tych idiotow jakby w Polszcze wiecej niz gdziekolwiek indziej.
                        I dochodzi do wielu wypadkow.

                        Kiedys jechalem z Martigny na przelecz Forclaz kreta droga.
                        Za mna jechalo cos caly czas spokojnie i w dobrym odstepie.
                        Byla noc, nie widzialem dokladnie, co to byl za samochod,
                        jakkolwiek siedzial nisko i byl szeroki.

                        Po drodze mogl mnie "lyknac" przynajmniej pare razy, bo byla
                        na prostych linia przerywana. Nie zrobil tego.
                        Na przeleczy Forclaz spotkalismy sie na parkingu.
                        To bylo Lamborghini COUNTACH.

                        Zagadnalem goscia na te okolicznosc, usmiechnal sie tylko
                        i stwierdzil, ze w nocy lubi spokoj.











                        • simr1979 Re: Nie zauwazylem, aby w Szwajcarii 22.06.06, 17:17
                          Gość portalu: na zimno napisał(a):

                          (...)
                          > To bylo Lamborghini COUNTACH.
                          >
                          > Zagadnalem goscia na te okolicznosc, usmiechnal sie tylko
                          > i stwierdzil, ze w nocy lubi spokoj.

                          Widocznie traktował to Lambo jako status symbol only ( i to nieporęczny) - to
                          częste ;)
              • emes-nju Re: Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci 22.06.06, 13:42
                simr1979 napisał:

                > emes-nju napisał:
                >
                > (...)
                > > Glupota jest czlowiekowi przyrodzona. Trzeba by eliminowac z ruchu osoby
                > > o zbyt niskim IQ - okazuje sie zreszta, ze to wlasnie takie osoby
                > > odpowiedzialne sa za najgrozniejsze wypadki, z najwieksza liczba ofiar.
                > (...)
                >
                > Mylisz się - wielu spośród najlepszych kierowców rajdowych swiata to matołki.
                > (np. Loeb, McRae - poziom Rooney'a mniej więcej)


                Jazda rajdowka po zamknietej drodze wymaga zupelnie innych cech niz jazda w ruchu. Rajdowiec w zasadzie nic nie musi przewidywac (on ma pilota, ktory mu wszystko mowi), nie musi uwazac na innych itd. Sam jest sobie sterem, zeglarzem... Na drodze zawsze musimy MYSLEC za innych. Nawet niekoniecznie glupszych - czasem za tych, ktorzy sie po prostu nie wyspali.


                > Prowadzenie pojazdu wymaga posiadania pewnych cech emocjonalnych i
                > psychomotorycznych, a nie wysokiego IQ.


                Prowadzenie w warunkach "laboratoryjnych" tak. Z jazda w ruchu nie bylbym taki odwazny. Prowadzenie auta to nie tylko umiejetnosc czysto mechanicznego wykonywania pewnych czynnosci.
                • simr1979 Re: Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci 22.06.06, 13:50
                  emes-nju napisał:

                  (...)
                  > Rajdowiec w zasadzie nic nie musi przewidywac (on ma pilota, ktory mu wszys
                  > tko mowi), nie musi uwazac na innych itd.


                  No comments, Kierowniku.....:S
                  • emes-nju Re: Nie jestem fanatykiem ograniczen predkosci 22.06.06, 14:08
                    simr1979 napisał:

                    > No comments, Kierowniku.....:S


                    Zmarszczek dostaniesz :-)
      • jane14 Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 14:48
        Właśnie madra wypowiedź Miśka411 zostałą przepuszczona przez młyn demagogii.
        To co dla jednych jest nieprzewidywalne dla innych jest przewidywalne. I to
        decyduje czy się jest bezpiecznym czy nie, kierowcą.
        Od wielu lat staram sie jeździć tak by dojechać do celu. Jednym z elementów tej
        zasady jest przestrzeganie ograniczeń predkości. Może niektórych to zdziwi ale
        cieżko mi przypomnieć sobie abym musiał awaryjnie na full hamować. Okazuje się
        że przy niższej predkości przestały zdarzać mi się nieprzewidywalne rzeczy!
        Wymuszenia pierwszeństwa jeśli się zdarzają wymagają jedynie ujęcia gazu,
        podobnie wyprzedzenia na trzeciego czy wtargniecia pieszych rowerzystów itp. Co
        ciekawe podarowany mi przez samego siebie czas na obserwację skrzyżowania
        pozwala nawet przewidzieć czy do wymuszenia dojdzie czy nie.
        Jak są jakieś pierepałki na drodze to niewiedzieć czemu raczej jestem spokojnym
        widzem niż uczestnikiem.
        Za młodu, jak miałem zakusy do prowadzenia "szybko i bezpiecznie"
        tych "nieprzewidywalnych zdarzeń" było mnóstwo.
        Przetestujcie jak nie wierzycie. Mniejsza predkość to nie tylko krótsza droga
        hamowania.
        • emes-nju Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:06
          jane14 napisała:

          > Właśnie madra wypowiedź Miśka411 zostałą przepuszczona przez młyn demagogii.


          Nie. To wlasnie ta wypowiedz i Twoje potwierdzenia sa demagogiczne. jednoznacznie wynika z nich, ze jedyna bezpieczna predkoscia jest predkosc zerowa. I trudno z tym polemizowac...
          • tiges_wiz Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:13
            www.technikajazdy.info/download.html
            cos o szybkosci bezpeicznej jest ;)
            • emes-nju Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:22
              Czytalem i zrozumialem te ksiazke. Stad wlasnie bierze sie we mnie niechec do jedynie slusznych tez gloszacych, ze wolniej=bezpiecznie. Nie BEZPIECZNIEJ tylko BEZPIECZNIE. Bo w to, ze wolniejsza jazda zwieksza bezpieczenstwo nie watpie. Natomiast absolutnie nie jest prawda, ze wolna jazda to bezpiecna jazda. To sa rozne bajeczki!
              • misiek4111 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:39
                No to skoro czytałeś i zrozumiałeś, to pamiętasz, jak Zasada wyleciał Morrisem
                z drogi za Kętami wyjeżdżająć na Bielsko. Było ślisko, jak sam póżniej
                stwierdził, jechał za szybko. Czy może pamiętasz jak "szybko ale bezpiecznie"
                trenował w Alpach, aż kierowca jadącego z naprzeciwka Citroena ze strachu
                wjechał w skałę. Później mistrz sam przyznał, że tak po drodze publicznej
                jeździć nie wolno, i właściwie to on był winny. Jesteś pewien, że zrozumiałeś?
                To przeczytaj jeszcze raz.
                • emes-nju Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:45
                  Doskonale zrozumialem to, ze na drodze publicznej nie robi sie rajdow - i ich nie robie (uwierz mi, ze jezdze z bardzo rozsadnymi predkosciami i to raczej mnie wyprzedzaja niz ja wyprzedzam). Zrozumialem tez to, ze mozna jechac szybko i bezpiecznie. Ale najlepiej z tej ksiazki zrozumialem to, ze najgorzej jest osiasc na laurach. W tym konkretnie przypadku owo "osiascie" polega na uznaniu, ze zdjecie nogi z gazu jest tozsame z zapewnieniem sobie i innym bezpieczenstwa.

                  Nie lansuje tezy, ze szybko=bezpiecznie, ale walcze z szalenie niebezpiecznym mitem, ze wolno=bezpiecznie.
                  • mejson.e Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 21:28
                    emes-nju napisał:

                    Doskonale zrozumialem to, ze na drodze publicznej nie robi sie rajdow - i ich
                    nie robie (uwierz mi, ze jezdze z bardzo rozsadnymi predkosciami i to raczej
                    mnie wyprzedzaja niz ja wyprzedzam). Zrozumialem tez to, ze mozna jechac szybko
                    i bezpiecznie."

                    I tak z wzoru jeżdżącego rozsądnie i bezpiecznie zmieniłeś się w pirata
                    drogowego... ;-)

                    "Ale najlepiej z tej ksiazki zrozumialem to, ze najgorzej jest osiasc na
                    laurach. W tym konkretnie przypadku owo "osiascie" polega na uznaniu, ze
                    zdjecie nogi z gazu jest tozsame z zapewnieniem sobie i innym bezpieczenstwa."

                    Nie ZAPEWNIA bezpieczeństwa ale najczęściej go ZWIEKSZA...


                    Pozdrawiam,
                    Mejson
                    --
                    Automobil
                    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                    • emes-nju Re: Coś nieprzewidzianego... 23.06.06, 10:06
                      mejson.e napisał:

                      > emes-nju napisał:
                      >
                      > "Zrozumialem tez to, ze mozna jechac szybko i bezpiecznie."
                      >
                      > I tak z wzoru jeżdżącego rozsądnie i bezpiecznie zmieniłeś się w pirata
                      > drogowego... ;-)


                      Przyme to po mesku!


                      > "Ale najlepiej z tej ksiazki zrozumialem to, ze najgorzej jest osiasc na
                      > laurach. W tym konkretnie przypadku owo "osiascie" polega na uznaniu, ze
                      > zdjecie nogi z gazu jest tozsame z zapewnieniem sobie i innym bezpieczenstwa."
                      >
                      > Nie ZAPEWNIA bezpieczeństwa ale najczęściej go ZWIEKSZA...


                      Jestem tego samego zdania, ale odnosze wrazenie, ze niektorzy nie potrafia myslec w "odcieniach szarosci", tylko posluguja sie najprostszym, binarnym, schematem: szybko=niebezpiecznie, wolno=bezpiecznie. Schemat ten jest, wedlug mnie daleki od prawdy i niebezpieczny.

                      pzdr
          • jane14 odrobina seksu... 22.06.06, 23:39
            "...Twoje potwierdzenia sa demagogiczne. jednoznacznie wynika z nich, ze jedyna
            bezpieczna predkoscia jest predkosc zerowa..."
            Namawianie do bezpiecznego seksu nie musi oznaczać namawiania do abstynencji
            seksualnej, także namawianie do jazdy z bezpieczną szybkośćia nie oznacza
            konieczności zaprzestania jazdy.
            A skoro juz o seksie mowa można to zrobić powoli i zgodnie ze sztuką albo po
            łebkach i szybko. Tylko na koniec po pierwszym zostaje niesmak a po drugim
            relaks i miłe wspomnienia. I niech ktoś powie, że auta nie są symbolem seksu!!!
            • emes-nju Re: odrobina seksu... 23.06.06, 10:36
              jane14 napisała:

              > "...Twoje potwierdzenia sa demagogiczne. jednoznacznie wynika z nich, ze
              > jedyna bezpieczna predkoscia jest predkosc zerowa..."

              > Namawianie do bezpiecznego seksu nie musi oznaczać namawiania do abstynencji
              > seksualnej,


              Ale sa rozne metody zapewnienia sobie bezpiecznego seksu...


              > także namawianie do jazdy z bezpieczną szybkośćia nie oznacza
              > konieczności zaprzestania jazdy.


              Oczywiscie. Ale duzo zalezy od uzytej argumentacji. Jezeli cala sprawa sprowadza sie do stwierdzen rodem z "Misia", to jedynym logicznym podsumowaniem jest konkluzja, ze jedyna naprawde bezpieczna predkosc, to predkosc zerowa.


              > A skoro juz o seksie mowa można to zrobić powoli i zgodnie ze sztuką albo po
              > łebkach i szybko.


              Podpisuje sie wszystkimi przylgami pod powoli i zgodnie ze sztuka!


              > Tylko na koniec po pierwszym zostaje niesmak a po drugim
              > relaks i miłe wspomnienia. I niech ktoś powie, że auta nie są symbolem
              > seksu!!!


              Dla mnie symbolem sexu sa raczej dosiadane przez ROWERZYSTKI rowery. Hm... a raczej te czesci rowerzystek, ktorymi stykaja sie one z siodelkiem :-P~ Zostanie teraz okrzykniety meska szowinistyczna swinska swinia :-)
              • jane14 Re: odrobina seksu... 23.06.06, 11:51
                "Jezeli cala sprawa sprowadza sie do stwierdzen rodem z "Misia", to jedynym
                logicznym podsumowaniem jest konkluzja, ze jedyna naprawde bezpieczna predkosc,
                to predkosc zerowa."

                Problem w tym że "MIŚ" to komedia z przed 30 lat. Patrzenie na świat przez
                pryzmat opisanych tam absurdów jest pewną formą ksenofobii z której trzeba się
                wyzwolić. Wiem że codziennośc dostarcza argumentów za aktualnością tego filmu.
                Jednak to tylko film...w tym filmie nikt nie ginie w wypadku drogowym.
                • emes-nju Re: odrobina seksu... 23.06.06, 12:45
                  Co ja poradze na to, ze teksty z filmu z przed 30 lat pojawiaja sie na forum. Wszystko co dotyczy predkosci obraca sie wokol co by bylo gdyby... Jak w "Misiu" :-)
                  • jane14 Co by było gdyby... 23.06.06, 13:02
                    jest pytaniem które musi zadać sobie kazdy kto chce przewidywać konsekwencje
                    swoich działań i nie jest ważne czy chodzi o kierowce na drodze czy kogokolwiek
                    innego.
                    Takie pytanie mnie nie kojarzy się z "Misiem" tak jak i wiele innych
                    powszechnie używanych pytań i zwrotów. Ale jeśli tobie się kojarzy... OK!!!
                    • emes-nju Re: Co by było gdyby... 23.06.06, 13:52
                      To pytanie faktycznie trzeba sobie zadawac, ale nie mozna tego robic w nieskonczonosc. Jade 90 km/h. Co by bylo gdyby ktos wyjechal mi pod kola w odleglosci 30 m? Zwolnie do 60 km/h. Lo Jezu! A jak wylezie mi zza tego krzaka co go widze na zakrecie?! Zwolnie do 30 km/h. A jak wylezie mi zza tego krzaka co go wlasnie mijam? Lepiej zatrzymam sie i sprawdze czy nikt sie nie czai. Lo Jezu auto mi zajeb...!
                      • jane14 Re: Co by było gdyby... 23.06.06, 14:19
                        To co piszesz to objawy paranoi, nie dostrzegam ich w swoim działaniu choć
                        trudno byc sedzią we własnej sprawie...
                        Zza krzaka to może wypaść zajac a i one raczej unikają przydrożnych krzaków.
                        Ale jak już widzisz stojące na poboczu autko z rodzinką która robi siku w
                        drodze na wczasy to zdjecie nogi z gazu czy ominięcie szerokim łukiem to już
                        nie paranoja, tylko proza życia.
                        • emes-nju Re: Co by było gdyby... 23.06.06, 14:33
                          jane14 napisała:

                          > To co piszesz to objawy paranoi, nie dostrzegam ich w swoim działaniu choć
                          > trudno byc sedzią we własnej sprawie...


                          Nie twierdze, ze masz paranoje! Ale w Twoich wypowiedziach dosc czesto czuc lekko paranoiczne klimaty.


                          > Ale jak już widzisz stojące na poboczu autko z rodzinką która robi siku w
                          > drodze na wczasy to zdjecie nogi z gazu czy ominięcie szerokim łukiem to już
                          > nie paranoja, tylko proza życia.


                          Tak robie. Zawsze i bez wyjatku. Ale nie omijam szerokim lukiem (po zwolnieniu) kazdego krzaka zza ktorego COS moze sie pojawic. Tak nie da sie jezdzic.

                          Choc musze sie przyznac do nieco paranoicznego podejscia do jazdy po naszych wspanialych jednojezdniowkach z poszerzanymi poboczami - przed kazdym wzniesieniem zjezdzam maksymalnie blisko prawej krawedzi jezdni, spodziewajac sie jakiegos kretyna, ktopry akurat wyprzedza. Z tym, ze nie zwalniam, wychodzac z zalozenia, ze kazda predkosc szosowa jest potencjalnie smiertelna w przypadku czolowego zderzenia i jezeli natkne sie na scigaczy wyprzedzajacych na drugiego lub trzeciego, polegne w glorii i chwale.
        • misiek4111 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:27
          Dzięki, Jane, miło, że ktoś zrozumiał o co mi chodzi. Od demagogów na tym forum
          aż się roi... Ich hasłem jest: "Nie prędkość zabija tylko głupota, itp, itd",
          jeżdżą '"szybko ale bezpiecznie". Do tego co poniektórzy są bardzo elokwentni,
          a ja nie mam czasu, ani energii prowadzić z nimi wojny na słowa. Tylko to, że
          ktoś jest bardziej elokwentny, nie oznacza, że merytorycznie ma rację... Już
          się "chwaliłem", że jeżdżę od 27 lat, także motocyklami, jak dotychczas nie
          miałem najmniejszej stłuczki, i to jakby przzemawia za moimi racjami. A że ci z
          tyłu są czasem wściekli, że nie mogą jechać "szybko i bezpiecznie". Cóż, może
          jestem słabo wygadany na forum, ale sposobu jazdy nie zmienię. Nawet gdybym na
          trasie z Krakowa do Warszawy miał 100% pewności, że nie spotkam patrolu ani
          fotoradaru i tak jechałbym licznikowo max. na +10 powyżej ograniczeń, ja tak
          jeżdżę nie ze strachu przed policją, ale z przekonania.
          Mogę tylko dodać, że ostatnie 90 tys. km przejechałem autem z ABS, który
          niezamierzenie włączył mi się na tym dystansie 2 razy, tuż przed zatrzymaniem
          (poniżej 10 km/h), potrafię więc chyba całkiem nieźle przewidzieć to co dla
          innych jest nieprzewidywalne. A mój kumpel z pracy jechał gierkówką 140,
          coś "nieprzewidywalnego" stało na lewym pasie za łukiem, zdarł zupełnie nowe
          opony na łyso (nie miał ABS), teraz jeździ wolniej. Cóż, ja ze swoich 100-110
          nie miałbym problemu, a jest to tylko jeden przykład z długiej historii mojego
          jezdżenia.
          Pzdr.
          • tiges_wiz Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:29
            dlaczego uwazasz, ze inni sa "szybcy i bezpieczni"? Kilka razy pisalem o
            zasadnosci ograniczen predkosci, ale nie zawsze predkosc jest przyczyna
            wypadkow. Nie wolno przegina w druga strone. W moim samochodzie tez ABS dziala
            kiedy akurat zachce sprawdzic czy jeszcze dziala ;)
            • simr1979 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:36
              tiges_wiz napisał:

              > W moim samochodzie tez ABS dziala
              > kiedy akurat zachce sprawdzic czy jeszcze dziala ;)
              >
              Rozumiem, że autko całą zimę stoi w garażu..? ;)
              • misiek4111 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:40
                Nic nie rozumiesz.
                • simr1979 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:59
                  misiek4111 napisał:

                  > Nic nie rozumiesz.

                  Owszem, doskonale rozumiem - przez całe życie boisz się auta, ale jednak musisz
                  go używać (kiedyś nawet musiałeś używać motocykla, ja też - pamietam te czasy,
                  tylko że ja robiłem to z przyjemnością). Nie Ty pierwszy, nie ostatni - w
                  czasach przedmotoryzacyjnych wielu ludzi panicznie bało się koni, a musieli z
                  nich korzystać.
                  Tylko nie lecz się na tym forum - po prostu przestań używać samochodu ( w
                  naszych czasach jest to już zupełnie realne), albo odwrotnie - zapisz do jakiejś
                  szkoły jazdy, która wreszcie oswoi Cię z tą "piekielną" maszyną - to też
                  wykonalne i nigdy na to, IMHO, nie jest za późno..:)
                  • misiek4111 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 16:15
                    Do niczego nie da się zmuszać przez 27 lat. Tego oczywiście też nie możesz
                    pokapować, ale dajmy czasowi szansę...
                  • mejson.e Psycho(logia) 22.06.06, 21:18
                    simr1979 napisał:

                    "Owszem, doskonale rozumiem - przez całe życie boisz się auta, ale jednak musisz
                    go używać
                    (...)
                    Tylko nie lecz się na tym forum - po prostu przestań używać samochodu ( w
                    naszych czasach jest to już zupełnie realne), albo odwrotnie - zapisz do
                    jakiejś szkoły jazdy, która wreszcie oswoi Cię z tą "piekielną" maszyną "

                    Pogięło Cię Panie Psychologu?

                    Posyłać kogoś do szkoły jazdy, bo nie używa ABS i nie przekracza dozwolonej
                    prędkości?

                    Ty naprawdę nic nie rozumiesz...

                    Pozdrawiam,
                    Mejson
                    --
                    Automobil
                    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                    • ss85 Re: Psycho(logia) 23.06.06, 14:04
                      Ludzie, dajcie spokój. Misiek4111 jeździ najwyraźniej rzeczywiście bezpiecznie, a że wolniej od większości z was (nas?), świadczy o tym, że nie zawsze musi być najszybciej jak to możliwe na miejscu. Może delektuje się jazdą spokojną, może ma zbyt dobrą wyobraźnię... Zagrożenia nie stwarza i chwała mu za to.
                      A nie sądzę, żeby kogokolwiek jakoś potwornie blokował na drodze. A na motorze bardzo przyjemna jest jazda z rozsądną prędkością, bo potem pęd powietrza zrywa jeżdźca z maszyny i jazda zaczyna męczyć.
              • tiges_wiz Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:42
                Juz Jane14 sie pukal w glowe, jak pisalem ze kocham zime i kazdy wolny czas
                spedzam na parkingu ;) Auto RWD :>
                • simr1979 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:48
                  tiges_wiz napisał:

                  > Juz Jane14 sie pukal w glowe, jak pisalem ze kocham zime i kazdy wolny czas
                  > spedzam na parkingu ;) Auto RWD :>
                  >

                  No to co z tym ABSem - na zime wyjmujesz bezpiecznik ?? ;D
                  • tiges_wiz Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:50
                    nie .. ale kombinuje wylacznik :/ ja mam ABS taki co dziala z 10 razy na sekunde
                    i na lodzie i sniegu sobie nie radzi.
                    Po prostu jezdze tak, abym nie musial go uzywac i tyle.
                • jane14 O pukaniu i szkole. 23.06.06, 00:11
                  Nie pukam sie w głowe za każdą razą gdy ktoś napisze coś głupiego bo miałbym
                  strasznie obolałe czoło.
                  W czasach gdy ja robiłem PJ kurs składał się z 18 godzin jazdy. W dodatku nie
                  był obowiązkowy (można było zdawać bez kursu). Dziś jest podobno ponad 30 i
                  jeszcze potrzeba dobierac dodatkowe ...
                  Albo predyspozycje tych nowych kierowców sa takie marne albo nabijają ich w
                  butelkę za ich własną kase. W tej sytuacji rozumiem że aby uzasadnić to
                  zdzieranie pieniędzy trzeba auto uczynić czymś strasznym. 20 lat temu nie było.
                  Nie wiem jak Misiek ale ja do szkoły ani na parking sie nie wybieram. Czego tam
                  sie mam nauczyć? Omijania pudełek. Zeby te pudełka chociaż sie ruszały...
                  Kiedyś zasłyszałem opinię o nauce wychodzenia z poślizgu.
                  "Zanim zechcesz uczyć się wychodzenia z poślizgu naucz sie do nich nie
                  doprowadzać".
                  I to mądra rada bo to o wiele trudniejsze.
          • simr1979 Re: Coś nieprzewidzianego... 22.06.06, 15:39
            misiek4111 napisał:

            > A mój kumpel z pracy jechał gierkówką 140,
            > coś "nieprzewidywalnego" stało na lewym pasie za łukiem, zdarł zupełnie nowe
            > opony na łyso (nie miał ABS),

            Opony na łyso, powiadasz ?
            Jednym hamowaniem od 140 km/godz, powiadasz ?

            Misiu, żebyś Ty wiedział jakie Ty dyrdymały wypisujesz, tak jak nie wiesz......eh :S
            • mejson.e Łyso... 22.06.06, 21:12
              simr1979 napisał:


              "Opony na łyso, powiadasz ?
              Jednym hamowaniem od 140 km/godz, powiadasz ?

              Misiu, żebyś Ty wiedział jakie Ty dyrdymały wypisujesz, tak jak nie wiesz......
              eh :S

              Nie wiem, czy można zedrzeć opony "na łyso" podczas hamowania, ale kumpel takze
              zniszczył sobie nowe opony jednym hamowaniem.
              Hamując awaryjnie w dymie ze 150/h tak sobie zdarł opony, że w czasie jazdy
              wyraźnie biły - po prostu wyszlifował sobie "cięciwy" na obwodzie.

              Łyso mu było...

              Pozdrawiam,
              Mejson
              --
              Automobil
              Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • mejson.e Koniec nieprzewidzianego... 22.06.06, 21:23
          jane14 napisała:

          "Okazuje się że przy niższej predkości przestały zdarzać mi się nieprzewidywalne
          rzeczy!
          Wymuszenia pierwszeństwa jeśli się zdarzają wymagają jedynie ujęcia gazu,
          podobnie wyprzedzenia na trzeciego czy wtargniecia pieszych rowerzystów itp. Co
          ciekawe podarowany mi przez samego siebie czas na obserwację skrzyżowania
          pozwala nawet przewidzieć czy do wymuszenia dojdzie czy nie.
          Jak są jakieś pierepałki na drodze to niewiedzieć czemu raczej jestem spokojnym
          widzem niż uczestnikiem.
          Za młodu, jak miałem zakusy do prowadzenia "szybko i bezpiecznie"
          tych "nieprzewidywalnych zdarzeń" było mnóstwo.
          (...)
          Mniejsza predkość to nie tylko krótsza droga
          hamowania."

          Potwierdzam w całości... ;-)


          Pozdrawiam,
          Mejson
          --
          Automobil
          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka