Dodaj do ulubionych

Ach, te kursantki

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.07, 18:54
A może coś z drugiej strony...ze strony instruktora.
Może zaznaczę od początku:
1. sSkolę 20 lat
2. Nigdy nie patrzyłem na nogi kursantek, na biust itp.
3.Nigdy nie zarywałem kursantek...
4. Nigdy nie bajerowałem
5. Starałem się zachować zawsze dystans, dawałem to do zrozumienia

Natomiast!
1. Wielokrotnie dostawałem jednoznaczne lub hm... (zawsze udawałem
głupiego w tych sprawach) niejednoznaczne propozycje
2. Maślane oczy niektórych dziewcząt i kobiet to standard.
3. Mam teraz prawie 50 lat i może was zaszokuję(nie pomyślcie o
mojej jakiejś megalomanii)dostaję ...propozycję...od dziewczyn
młodszych od mojej córki.Kobiety po 30tce-standart.
4. Koledzy z branży to wszystko(lub prawie) wykorzystują, ja jak na
razie(i chyba JUŻ przy tym wieku) mam to za sobą!. Chwała Bogu za
silność, choć czasami...już byłem bliski, wszak jestem facetem
5. Musimy was łapać za rękę i kolanko czasami( w celu bezpieczeństa)
w czasie pierwszych jazd. Ja szybko uciekam od tej metody, bo
niektóre to...widać już mają ...hm... nie chcę być obsceniczny...ale
to widać i czuć (DOSŁOWNIE).
6. Same często pchacie się, a potem lament.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja wytrzymałem, bo kocham moją żonę.
Ale czasami było trudno. Instruktorzy o słabej woli lub bez
zahamowań wykorzystują taką sytuację.

Nie jesteśmy bogami(celowo, przez małe b)
Bądźcie uważne!.
Wśród moich wieludziesięciu kolegów instruktorów zdażyły się 2
(słownie dwa) małżeństwa z kursantkami.. Jedno udane, drugie, z
wiadomych powodów, rozwaliły się.
A tak same romanse.
Nie ufajcie instruktorom, tak, tak, to pisze instruktor.

Jak chcecie czegos się więcej dowiedzieć to pytajcie, w miarę czasu
odpowiem.
Obserwuj wątek
    • yennyfer11 Re: Ach, te kursantki 04.11.07, 19:16
      a masz syna?;-)

      hehe...

      a tak powaznie niestety masz calkowita racja...fajnie ze w koncu sie
      jakis zainteresowany wypowiedzial;-)

      tylko z tym ze 'sie same pchamy' to nie tak do konca...my kobiety
      tez mamy swoje slabosci...

      i tak sie zastanawiam co sobie tak naprawde taki instruktor mysli
      jak widzi taka malolate ktora robi maslane oczka do niego...<tylko
      tak szczerze az do bolu>:P
    • Gość: . Ja mam pytanie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.07, 20:03
      Ok, zarywę zaczęłam ja, i nie był niechętny gadkom o seksie i małemu
      flirtowaniu, chociaż mokro mi się nie robi, jak mnie łapie za
      kolano, czy nawet za stringi, bez przesady, jak sie koncentruję na
      prowadzeniu, to się nie koncentruję na takich gestach. Dojrzewał
      ładnych parę misięcy, ale w końcu pociągnął zarywę. W międzyczasie:
      super kumpel, bez którego nie ruszyłabym niczego w swoim życiu,
      pomógł mi znależć pracę, etc. No i pociągnął, było parę macanek, a
      miał być seks bez zobowiązań. Tylko, że mój instruktor, młody,
      wolny, sam nie wie, czego chce, ogólnie rzecz biorąc muczy to od
      cholery, że najchętniej by mnie zgwałcił blablabla, tylko, że nic,
      koleś ma jakieś rozkminy etyczne, czy coś. A ja się chcę nachapać,
      wyciągnąć z niego tyle, ile to możliwe pod względem empirycznym,
      dowiedzieć się czegoś nowego. Ma okresy, że kompletnie NIC, czasem,
      jak go najdzie, to mnie zmaca. Wymawia się tym, że nie mamy gdzie,
      no sorry, zaraz mi się przypomina jakaś taka sygnatura o tym, że p.ć
      się można wszędzie:). Mizogin jakiś?
      Pytanie drugie: Co to jest "silność"? Niestety, u mnie odpadasz:)))
      • linia.frontu Sygnatura moja, sygnatura moja:D:D:D 04.11.07, 20:28
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=154&w=68700133&a=68700133
        W tym opowiadaniu, które mi się niestety nie udało, a którego pomysł
        lubiłem, chodziło mi o jedną sprawę(...). Ford zrobił film na temat,
        że ludzie nie mają się gdzie rżnąć, co oczywiście nie jest prawdą;
        rżnąć można się wszędzie. MH:PD

        Chyba, bo jest jeszcze jedna wersja, ze wspomnień Jerzego Gruzy:" -
        Ja zrobiłem rzecz o trudnej miłości, a on zrobił film, że trudno
        znaleźć miejsce na odbycie stosunku płciowego. P.......ć się można
        wszędzie!"

        To nie jest post nie na temat - powyższy post jest właśnie o tym:
        ona nam pisze rzecz o trudnej miłości, a jej instruktor robi z tego
        kilka migawek o tym, że nie ma się gdzie...:).
      • linia.frontu Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 20:32
        Czy to nie prowokacja?

        Gość portalu: . napisał(a):

        > Ma okresy, że kompletnie NIC, czasem,

        Ja też się trochę gubię w tym ciągu narracyjnym... ale instruktor
        mógłby odpowiedzieć:D.
        Sama bym się popytała, ale tak puuuublicznie?:D
          • Gość: :-) o gawędziażach erotomanach ..... IP: 80.48.90.* 04.11.07, 20:54
            .....od tego nie zachodzi się w ciąże i guzików się nie wiąże.

            Podpuszczalskich jest peeeełno z obydwu stron.
            Wiele osób chce sobie tylko pogadać.....
            Inni preferują SEX sportowo-rozrywkowy (bez zobowiązań).
            Inni doszukują się niewiadomo czego, a jak trafi się Instruktor
            który chce naprawdę kogoś nauczyć prowadzenia samochodu zgodnie z
            przepisami oraz przekazując informacje o haczykach na drodze w dniu
            codziennym to jest uznawany za ŚWIRA.

            Rezultat ?
            Zdawanie Egzaminów i Testów(ciążowych) w nieskończoność,

            a po "zdobyciu" Prawa Jazdy szukanie znajomości u Blacharza :-)
          • Gość: wierny instruktor Re: Ja mam pytanie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.07, 20:57
            Co jeszcze dziewczyny chcecie wiedzieć?
            Jak kursantka jest hmm...średniej urody to sprawa łatwa do
            opanowania.
            Gorzej jak ...ładną, seksowna...
            Mnie też czasami robiło sie mokro, sczególnie jak odczytywałem
            sygnały od takiej dziewczyny. Szczególnie kilka lat temu , jak byłem
            10-15 lat młodszy. Byłem (mam nadzieję, że dalej jestem przystojny),
            wysoki, wesoły.
            Teraz łatwiej , bo moje potrzeby seksualne są nie takie i dziewczyny
            już tak ,co jest zrozumiałe, nie lgną. Choć jak się zdaża tak 20tka
            z maślanymi oczami, wysyłająca co minute po jeździe SMSy, to już
            jest chore. 30 lat różnicy!!!!
            A zrozumcie jedną sprawę, baaaaaardzo ciężko było się oprzeć.
            Zastanawiam się skąd miałem tyle siły. Tym bardziej, że jak w każdym
            małżeństwie po wielu latach nie układa się tak cudownie. Nie, żeby
            bylo źle, ale seks z nową osobą jest na pewno SUPER. Podejrzewam, bo
            nie zakosztowałem tej przyjemności.

            Powtarzam : nigdy nie prowokowałem, byłem miły, ale nie
            przekraczałem żadny najmniejszych nawet granic. Nawet na
            przysłowiową kawę po kursie nie dałem się zaprosić. Zawsze po
            egzaminie wydzwaniałem jak poszło, albo na odwrót i na tym się
            kończyło(jeżeli ta laska zdała), bo jak nie zdała to jeszcze miałem
            z nia kontakt, ale nazwijmy to służbowy.
            Oprócz wysyłania sygnałów miałem też kilka propozycji
            na "niezobowiązujący" seks.,nawet po kursie!. Przedział wiekowy
            pań : 20-45 lat.
            Taka jest prawda, patrząc pozycji lewej strony.
            Niestety w większości wypadków za te zdrady Wy, kochane dziewczyny
            odpowiadacie.
            Całe szczęście , że większośc z was jednk robienie prawo jazdy
            traktuje jak...robienie prawo jazdy. Mnie sie wtedy też lepiej
            pracuje.
            A jeszcze na zakończenie, żeby było troszeczkę weselej. Miałem jedną
            propozycję od...faceta. Br..............
            • yennyfer11 Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:08
              ooo maatkooo.....ten zawod zdecydowanie powinien byc na jakiejs
              liscie zawodow ekstremalnych....

              Qrcze chyba sobie zrobie taki kurs i zostane instruktorem-allleee
              beda mieli ze mna kursanci przechlapke ;-)

              a ten facet Ci tak wprost zlozyl jakas propozycje?? (jesli wolno
              spytac?)
            • bujaka_jamajka Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:11
              Gość portalu: wierny instruktor napisał(a):

              > A jeszcze na zakończenie, żeby było troszeczkę weselej. Miałem
              jedną
              > propozycję od...faceta. Br..............

              Kurcze, chciałabym zobaczyć jak wyglądasz, skoro nawet propozycje od
              mężczyzny dostaleś;)

              A tak swoją drogą, to nigdy nie rozumiałam i nie zrozumiem
              dziewczyn, które pchają się do łóżek żonatym facetom. Jakieś resztki
              godności wypada posiadać:)
              • yennyfer11 Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:19
                ...ja kiedys ochrzanilam kolezanke ze sie z zonatym spotyka (akurat
                sie rozwodzil) i moje stanowisko jest takie-zonaty=nie dla mnie...no
                i jak na zlosc jakis miesiac pozniej spodobal mi sie zonaty
                instruktor...
                ...to taki paradoks-wszystko latwo mowic dopoki samemu sie czegos
                nie przezyje...

                ale mimo wszystko- zonatym mowie -papa-nie poszlabym nawet gdyby
                byl jedynym facetem na swiecie hehe....
                • linia.frontu Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:23
                  yennyfer11 napisała:

                  > ale mimo wszystko- zonatym mowie -papa-nie poszlabym nawet gdyby
                  > byl jedynym facetem na swiecie hehe....

                  No ja mam to samo, żonaty, w ogóle zajęty, jest nie do ruszenia! A
                  znam jednego żonatego instruktora, w którym naprawdę możnaby się
                  było zakochać, przystojny, pełen uroku, przypomina mi mojego
                  najlepszego kumpla z liceum i może stąd tak pozytywnie o nim myślę.
                  Ale to już żaden facet - mąż:))). Poza tym, ja mam swojego
                  instruktora, najwspanialszego:D!!!
                    • linia.frontu Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:47
                      yennyfer11 napisała:

                      > ...nie no powzdychac mozna-i tyle;)

                      Jeszcze czego, jeszcze mam wzdychać do jakiegoś żonatego typa!!! ;p
                      Ne, dla mnie zajęty, to (sorry za dosadność), jak wykastrowany, w
                      ogóle poza kategorią. Dobra, miło było poplotkować, mykam:)!
                      • bujaka_jamajka Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:53
                        linia.frontu napisała:

                        > dla mnie zajęty, to (sorry za dosadność), jak wykastrowany, w
                        > ogóle poza kategorią.

                        Dokładnie jak dla mnie:) Zajęty w jakikolwiek sposób (dziewczyna,
                        zona) znika z pola mojego widzenia:) No ale niestety nie wszystkie
                        dziewczyny są takie porządne jak my;):)
              • Gość: wierny instruktor Re: Ja mam pytanie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.07, 21:22
                Na całe szczęście TYLKO jedną propozycję od faceta. Chyba się
                zaczerwieniłem jak dziewica. Zatkało mnie.
                Ja też się dziwie tym kobietom, które bez żadnych oporów pchaja się
                do łóżek innych facetów. często to były mężatki z dziećmi. Ostatnio
                PANI PSYCHOLOG 32-lata, 2 dzieci. Zaznaczam , że psycholog. Ona się
                na tym powinna lepiej znać na całej tej otoczce :mężczyzna-
                instruktor-kobieta, niż inne kobiety.
                Cieszę się, że moja żona jest inna.
                Ciesze się, że moja córa też jest inna.
                A właściwie to one są obydwie jak najbardziej normalne.
                • Gość: hjena Re: Ja mam pytanie! IP: *.laczpol.net.pl 03.12.07, 15:49
                  dlugo sie meczyłam żeby zdać prawko, jeździłam z 6 facetami w tym 1
                  młodszy ode mnie, żaden nigdy mi nie dał żadnej propozycji , żaden
                  nie łapał za nogi, ręce, nie patrzył w cycki, bo i co tu pokazac
                  marne c. Nikt nie namawiał do niczego, żadnej kawy, no raz kopa
                  dostałam na szczęście od kierownika i tak nie zdałam :)
                  ja też se swej strony nie dawałam żadnych podstaw do czegokolwiek,
                  mam męża małe dziecko, z 2 miałam bardzo dobre kontakty (po 50
                  faceci) ale mozna było pogadać sobie w czasie jazdy o róznościach no
                  i się pouczyć przy okazji.atmosfera była poprostu luźna, z
                  kierownikiem nie lubiłam jeżdzić bo ciągle wrzeszczał, robił
                  pokazówki że za mocno szarpię itp, edek za to na dzień dobry mnie
                  zniechęcał postawą. nie potrafił wydać konkretnych polecen. a misiek
                  na wszystkie kursentki wołał misia ale był w porządku.(żeby mu się
                  nie myliły imiona).
            • linia.frontu Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:17
              Gość portalu: wierny instruktor napisał(a):

              > Niestety w większości wypadków za te zdrady Wy, kochane dziewczyny
              > odpowiadacie.

              Jasne, nie ma to jak takie tłumaczenie, niewinny, biedny, złapany w
              sidełka facecik (to nie o Tobie, mówię ogólnie o idei). Nigdy tego
              nie zrozumiem, jak z kimś jestem i mi na kimś zależy, to inni faceci
              mnie nie interesują, odrzuca mnie. Ma to swoje złe strony, bo jeśli
              z kimś nie jestem, a mi na nim zależy, to mam to samo. Nie rozumiem,
              jak można, będąc z kimś, myśleć o kimś innym, no ale dobra, pewnie
              za dużo Mickiewicza w dzieciństwie czytałam (a za mało O
              Mickiewiczu:D).
              Mi niestety nie pomożesz - jesteś zajęty, więc sytuacja jest
              klarowna. Mój instruktor był wolny, nie wiem, jak teraz, bo to co
              się tam przewijało, to było dawno i nieprawda. Do tej pory go nie
              rozgryzłam, o co temu facetowi chodziło - myślę, że o to moje ślepe
              zapatrzenie w Autorytet. Na szczęście nic z tego nie było, więc nie
              potrzebuję mieć żadnych refleksji, prawda, Panie In... ;)
              • linia.frontu Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:19
                linia.frontu napisała:

                > Mi niestety nie pomożesz - jesteś zajęty, więc sytuacja jest
                > klarowna.

                Tylko błagam, nie nadinterpretuj, to nie żadna propozycja:D! Po
                prostu stwierdzam, że skoro jesteś zajęty, nie powiesz mi nic o
                perspektywie myślenia wolnego faceta.
                • Gość: wierny instruktor Re: Ja mam pytanie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.07, 21:27
                  Masz rację linio.
                  Ożeniłem się jak miałem 21 lat z WIELKIEJ MIŁOSCI. Córka przyszła na
                  świat dwa lata później. I mój świat się zamknął. Ale to był mój
                  wybór. Inni koledzy postępują inaczej.
                  Gdybyłbym wolny to...jednego chyba jestem pewien. Nie poszedł bym do
                  łóżka z kobietą do której nic nie czuję. Może jestem z innej epoki,
                  albo ze mnie romantyk. Seks dla seksu mnie zupełnie nie interesował
                  i nie interesuje..
              • yennyfer11 Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:24
                a ja mysle ze wina tak naprawde jest po srodku-na pewno tak jest-no
                bo przeciez jak jedna strona naprawde czegos nie chce to nie da
                rady...inaczej to sie gwalt juz nazywa...

                Nigdy tego
                > nie zrozumiem, jak z kimś jestem i mi na kimś zależy, to inni
                faceci
                > mnie nie interesują, odrzuca mnie.

                No chyba ze z kims sie juz jest jakis kawalek czasu-to tak samo z
                siebie przychodzi-a co by bylo gdyby... i to wcale nie oznacza ze
                przestaje kochac sie ta osobe...to tylko zwykla ludzka ciekawosc...
            • sowaa5 Re: Ja mam pytanie! 05.11.07, 12:17

              > Oprócz wysyłania sygnałów miałem też kilka propozycji
              > na "niezobowiązujący" seks.,nawet po kursie!. Przedział wiekowy
              > pań : 20-45 lat.
              >
              > A jeszcze na zakończenie, żeby było troszeczkę weselej. Miałem jedną
              > propozycję od...faceta. Br..............

              o gosh...a ja myslalam ze to tylko w zartach takie sceny:) podziwiam panow
              instruktorow ze udaje im sie to znosic:)
          • linia.frontu Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:29
            yennyfer11 napisała:

            > pogubilam sie...
            > ...o czym wy piszecie?

            Ja, jak zwykle, piszę o Marku Hłasce:))), a "."... trudno
            powiedzieć, chyba musiała wyrzucić z siebie trochę emocji. Chyba
            wygląda to tak, że jej instruktor sam nie wiedział czego chce i w
            końcu nie zdecydował się na żaden romans, a ona - i to już rozumiem -
            chciała mieć z tego związku tyle, żeby czuć wyższośc nad innymi
            kursantkami, żeby ten jej instruktor był "bardziej jej", coś na
            zasadzie, że lepiej mieć trochę, niż nic.
            A, myślałam, o tym, że nie ma gdzie... i doszłam do wniosku, że to
            idiotyczne tłumaczenie, że Hłasko miał rację. Więc jej instruktor
            chciał się wymigać od romansu:). BRUTALNE, ALE PRAWDZIWE.
            • bujaka_jamajka Re: Ja mam pytanie! 04.11.07, 21:38
              Czytając wypowiedzi kobiet w tym wątku, dochodzę do wniosku, że
              dobrze iż prawo jazdy zrobilam w tak młodym wieku, kiedy nie myślę
              jeszcze o jakimś ustatkowaniu się czy coś;) Dzięki temu z moim
              instruktorem miałam kontakty czysto kumpelskie:] Raczej nie było
              możliwości żebym wdała się w romans z facetem dwa razy ode mnie
              starszym, w dodatku żonatym i dzieciatym:) mimo iż bardzo go lubiłam
              i lubię z mojej i jego strony nie było nic więcej. Po prostu ja
              gó..arz jestem i nie traktuje się mnie poważnie;):D
        • Gość: wysika20 Re: Ja mam pytanie! IP: *.adsl.inetia.pl 04.12.07, 10:51
          spoko, jestem po nastepnej jezdzie i powem ze no coz moj ins. coraz
          smielszy i wogole , choc jego zachowanie wydaje mi sie dosc
          szczeniackie, nie pytalam ile ma lat ale tak to odbieram, zachowuje
          sie jak doslownie szczeniak.Poza tym stara sie nachalnie mnie
          nauczyc jezdzic bardzo dobrze...meczy mnie strasznie(ale to chyba
          dobrze)pozatym staram sie wszystkie komentarze i jego pytania
          traktowac z dystansem i troszke ze tak powiem go stonowac gdy
          przesadza, niestety ktos musi byc madrzejszy hehe traktuje to jak
          dobra zabawe i kurs, jest ok luzno i sympatycznie wole to niz jakis
          stresujacy starusz wiecznie dracy sie ze szarpie jego wypasiona fure
          hehe, wazne aby miec dystans, i nie dac sie wciagnac w glupie
          gierki.niekiedy az smiac mi sie chce, naprawde oni mysla ze ich
          teksty sa super wypasione i ze sa tacy cool buaahhaahaha, oni na
          serio mysla ze sa jakimis super podrywaczami, teraz to wiem bo moj
          ins. nie potrafi ukryc ze chwali sie kumplom jakie to ma kursantki i
          wogole niewiem co jeszcze ale to naprawde jest smieszne. zawsze
          mozna zmienic ins. wtedy bedzie mial co opowiadac kumplom ;)
            • Gość: wysoka Re: Ja mam pytanie! IP: *.adsl.inetia.pl 04.12.07, 12:51
              i nawet jezeli wasz instr. bylby superprzystojny i nie potraficie
              bez niego zyc...nie nalezy nam tego pokazywac...takiez zycie...oni
              nie traktuja nas powaznie tylko jako rozrywke w trakcie pracy
              niestety, watpie aby z takiej znajomosci wyniklo cos powaznego acz
              kolwiek nie wykluczam calkowicie...ale tak poprostu niewierze(moze
              los zmieni me zdanie:)) bo tacy faceci sa narazeni na wiele pokus,
              co czyni z nich wlasnie takimi bajerantami, a z tego zawdou-zawod
              ekstremalny hehe. Na szczescie moj to pamieta moje imie
              przynajmniej, nie jestem slonaczkiem itp(takie okreslenia to dla
              mnie porazka. Ehh...zycie jest okrutne.
      • Gość: wierny instruktor Re: Ach, te kursantki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.07, 22:12
        Jeżeli ktoś na pierwszych jazdach bez powodu zablokowuje hamulec, aż
        ABS sie odzywa, to nie mam innej metody jak podać komendę : puść
        hamulec, a jak to nie pomaga to właśnie chwycić za nogę , kolano.
        Dobrze jak ktoś ma szerokie nogawki, wtedy chwytam za spodnie.

        A czzęsto niektórzy(płci obojga) robicie nieuzasadnione takie
        hamowanie( bo...gołąbek) a za mną zdechły Żuk jedzie. To co mam
        robić. Zresztą przed pierwszą jazdą każdego informuję, że takie coś
        może nastąpić.
    • 3_kropka Re: Ach, te kursantki 04.11.07, 22:02
      Gość portalu: wierny instruktor napisał(a):
      > 5. Musimy was łapać za rękę i kolanko czasami( w celu bezpieczeństa)

      jakiś czas temu zastanawiałam się co mógł oznaczać gest położenia ręki na moim kolanie przez instruktora na kolejnej (po 4 egzaminie) jeździe doszkalającej - więc nie o bezpieczeństwo tu chodziło; instruktor był mniej więcej w Twoim wieku i prezentował podobne do Twojego podejście do życia - wtedy byłam tak zszokowana jego zachowaniem, że nic nie powiedziałam i tylko odłożyłam tę rękę.
      Czy to był przypadek? - nie wierzę bo to był profesjonalista
      Badał - co ja na to? - mógł po prostu zapytać,
      a może to taki test czy łatwo tracę panowanie nad kierownicą w czasie jazdy -
      nie miałam okazji spytać bo na żadną herbatkę po egzaminie się nie dał zaprosić (tak jak Ty)
      Jako zawodowieć powiedz, jakie jeszcze macie sposoby na sprawdzanie podzielności uwagi -
      a może to taki nieuświadomiony sport - doprowadzić do maslanych oczu stateczną niewiasę, niezbyt piękną, niezbyt dowartościowaną i niezbyt pewnie czującą sie w roli kierowcy
      Pozdrawiam

      • Gość: prawda Re: Ach, te kursantki IP: 83.14.217.* 05.11.07, 12:59
        oh panie wierny instruktor nie udawaj pan takiego porządnego , waszym zadaniem
        jest TYLKO i wyłacznie uczyc kursanta , tymczasem wy instruktorzy jestescie
        takimi bajerantami jakich na świecie mało, podrywacie ,dajecie do zrozumienia ze
        kursantki wam się podobają bawicie się nami jak mało kto ,jestescie w tym dobrzy
        bo lata praktyki robią swoje , jak wam się nudzi schodzicie na temat sexu zeby
        było ciekawiej,a za plecami smiejecie sie z nas , bardzo umilacie sobie czas w
        samochodzie własnie takimi zabawami , ale wszem i wobec mówicie to kursantki
        sobie wyobrażają,,,,,ha ha
    • linia.frontu Sytuacja z dnia dzisiejszego. 05.11.07, 14:18
      Spotykam znajomego instruktora, żonaty od dwóch miesięcy, w
      atmosferze raczej prywatnej, na kawie (on pił kawę, a nie my razem)
      i wywiązuje się między nami taka o to gadka:

      (...)
      - Podobno będziecie jeździli nowym autkiem? (Yarisem - przyp. LF)
      - No ba, ja zabieram kluczyki!
      - Jak to? A mój instruktor??? On też ma jeździć! Bo ja się już go
      pytałam i on powiedział, że będę mogła z nim pomykać na tym nowym!
      Jesuś, już się nie mogę doczekać, żeby on już wiedział kiedy,
      cholernie się za tym stęskniłam, mam taką chcicę na Autka!!!
      - Ja mogę być Twoim Autkiem!
      - Błehehehehehe, no bardzo śmieszne!
      - No tak!
      - Nie, wiesz, ja lecę tylko na kolesi z blachy z czterema kółkami!
      (...) na koniec:
      - Aleś mnie ubawił z tym Autkiem!
      - No tak, zastanów się, zawsze się mogę urwać na jakieś dwie
      godzinki...
      - No wiesz co! Jesteś... niesmaczny! Przecież masz żonę!
      - No tak: po pracy! (Lubieżne spojrzenie na odchodne - przyp. LF)

      Oczywiście półżartem... PÓŁ_ŻARTEM...
      E, i co? My? Panie Instruktorze, proszę się wypowiedzieć.
      Dodam, że go nie zarywam, bo i żonaty, i nie w moim typie, niezbyt
      lotny, i w ogóle fizycznie nie. Poza tym doskonale wie, że jestem w
      swojego Instruktora zapatrzona, jak w obrazek:)))). Więc nie wiem,
      skąd u niego pomysł na takie żarty ze mną?
      Strasznie jestem ciwekawa, jak by zareagował, gdybym zaczęła jakąś
      akcję, pewnie żaruje tak dlatego, że wie, jak zareaguję, a to by się
      zdziwił! Nie sprawdzę jednak (błeh!).
      • Gość: kinga Re: Sytuacja z dnia dzisiejszego. IP: *.u3d.net 05.11.07, 19:01
        Podczytuję to forum od jakiegoś czasu. Temat więzi między
        instruktorem a kursantką mnie nie interesował bo uważałam że mnie on
        nie dotyczy.
        Do dziś mogłam mojego instruktora opisać tak: facet koło 50-tki,
        żona, córka prawie w moim wieku. Rzeczowy, zabawny, spokojny. Na
        wstępie oczywiście tekst - "przejdźmy na Ty" co robi większość. Z
        racji różnicy wieku jakoś pozostałam przy Panu. Jeśli już miałabym
        go do kogoś porównywać to jedynie do ojca.
        Zdałam egzamin i pomyślałam że fajnie było by to uczcić, postawić
        kawę na zakończenie znajomości oraz w podzięce za godzinę jazdy free.
        A dzisiaj jakieś dziwne smsy, mniejsza o treść, ale myślę teraz
        jakby to spotkanie odwołać. Jak tu się wykręcić :/
        • Gość: Ziutaa Re: Sytuacja z dnia dzisiejszego. IP: *.adsl.inetia.pl 05.11.07, 19:23
          Ja mam instruktora 2 x starszego i żonatego. Nie interesuje mnie nic poza nauką
          jazdy z nim. Jeżeli facet jest żonaty - to dla mnie jest jakby poza zasięgiem -
          może mi sie podobać, ale wiem że nic mi do niego - nie chce nikomu psuć życia a
          przy okazji sobie. W ogóle jakieś "czułe oczka" młodych panien do starszych
          instruktorów to może tylko wynik podekscytowania poprzez wrażenia z prowadzenia
          samochodu, a nie jak sie instruktorom wydaje, że do nich. :) Dla mnie to jakieś
          chore jest. Instruktor jest po to żeby uczyć jeździć samochodem itp. żeby
          pogadać o głupotach i o poważnych sprawach, a nie rozmyślać nad tym czy ona chce
          ze mną uprawiać sex czy nie. Może to już jakaś obsesja instruktorów.
    • Gość: ja Re: Ach, te kursantki IP: *.toya.net.pl 05.11.07, 19:52
      a ja mam wrazenie ze to wszystko to jakas paranoja co
      niektorych...moj instruktor i ja rozmawialismy o wszystkim ale na
      gruncie kolezenskim...nawet jak padlo cos dwuznacznego z
      ktorejkolwiek strony to bylo to pol zartem... poza tym czy np z
      kolega powiedzmy ze studiow czy jakimkolwiek kolega nie
      rozmawialiscie nigdy w dwuznaczny sposob?? moze to ja mam "dziwne"
      uklady z facetami ale jakos nie traktuje kazdego tekstu z ich strony
      jako zaproszenie do lozka...
      • Gość: aga Re: Ach, te kursantki IP: 77.252.103.* 06.11.07, 09:27
        No właśnie. Podzielam zdanie. Ja częściej zaprzyjaźniam się z
        facetami niż z kobietami (jestem kobietą) i nie widzę problemu, nie
        doszukuję się podtekstów, generalnie jest zdrowa atmosfera,
        spotykamy się sami lub razem ze swoimi drugimi połówkami.
        Mój instruktor jest w moim wieku i też jest z niego fajny kumpel,
        oprócz tego, że jest świetnym instruktorem.
    • Gość: dziewczynka Re: Ach, te kursantki IP: *.dream.net.pl 06.11.07, 17:07
      Witam ja jestem po kursie ok 5 miesiecy, mialam wile dwuznacznych propozycji
      itp,od swojego intruktora chcilabym sie dowiedziec bo napewno orientuje sie pan
      w waszym srodowisku. jesli juz faceci umaiwaja sie na najczesciej seks z
      kursantka to czy robia to po calosci kursu?czy sa to faceci raczej mlodzi?tak do
      35 roku zycia?czy wiekszosc znich jest zonata?a jesli juz dochodzi do spotkania
      to czy jest to jednorazowe czy potrafi sie utrzymac dluzje?chocby pare
      miesiecy?czy kazdy intruktor bbez ogrodek chwali sie ile panienek przelecial?czy
      raczej nie mowi o tym azeby jego zonka sie nie dowiedziala, mam nadzieje, iz
      odpowie mi pan na te pytania, albowiem jest to dla mnie ciekawe..i ważne
      • Gość: wierny instruktor Re: Ach, te kursantki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.07, 19:23
        Nie ma tu zasad.
        Jedni, dla mnie padliny(instruktorzy), zaliczają przepraszam, że
        użyję tego słowa,jak leci... potem najczesciej sie tym chwalą. Znam
        jednego który...z córką i... mamą .Aż wpadł, groteskowo, w ich
        mieszkaniu...z mamą.
        Inni...tylko wtedy jak się zakochają. Znam jednego , który się
        rozwiódł z żoną (byłą) kochanką i żyje teraz(szczęśliwie już, lub
        tylko 5 lat) w konkubinacie z dziewczyną 15 lat młodzsą, też byłą
        kursantką.
        Proszę was o jedno , nie ufajcie instruktorom.
        Najczęściej to dla nich(nas) krótkotrwała przygoda. Coś jak
        zauroczenie wakacyjne.
        Za dużo już napisałem. Nie chcę być rozpoznany, ani przez żonę, ani
        przez moich kursantów, którzy namiętnie czytają to forum, ani przez
        moich kolegów.
        Trzymajcie sie TWARDO, dziewczyny.
          • Gość: nina Re: Ach, te kursantki IP: 83.14.217.* 06.11.07, 19:59
            dziewczyny nie dajcie sie bajerowac , nie romansujcie z nimi ze starszymi
            instruktorami oni na młode nie zsługują niech sobie szukają kobiet w swoim wieku
            a nie młode kobitki bedą podrywac NIE DLA PSA KIEłBASA mozecie nas tylko uczyc
            jezdzic nic poza tym .co wy wogóle sobie wyobrażacie ,że jestescie bożkami
            męskośći sexu ha ha zresztą mądre dziewczyny i tak na te wasze teksty nie
            nabiorą SIę
        • linia.frontu Re: Ach, te kursantki 06.11.07, 22:22
          Do Pań powyżej: jakimi starszymi i jakimi żonatymi? I najważniejsze:
          JAKICH wolnych facetów?

          Takich samych, jak instruktorzy!
          W czym to "oni" są mniej bajeranccy i pokaż mi takich, którym mniej
          chodzi o seks. No pokaż, takiego, który chce sobie ze mną k.rwa
          podyskutować o czystej formie, kryzysie wielkich narracji i
          Bachtinie, o robieniu masek No i kliszach, który chce sobie ze mną
          posiedzieć przy piwie, przejechać ze mną na motorze i wcale nie po
          to, żeby mnie potem przelecieć. Tylko, żeby potrzymać za rączkę i
          popatrzeć mi głęboko w oczy? Więc wyjaśnij mi różnicę między
          bzykaniem się z instruktorem, a bzykaniem się z kierowcą,
          taksówkarzem, studentem, bankierem, listonoszem, strażakiem, czy kim
          tylko chcesz. Bo ja nie widzę żadnej.


          Gość portalu: wierny instruktor napisał(a):

          > Proszę was o jedno , nie ufajcie instruktorom.

          Już nic:).
              • linia.frontu Re: Ach, te kursantki 07.11.07, 12:28
                Gość portalu: ja napisał(a):

                > zgadzam sie z tym w 100%...mam wielu kolegow, przyjaciol i mamy
                > naprawde rozniste gadki, a nie uwazam ze z kazdym z nich musze
                > spac i nie uwazam zeby kazdy z nich chcial mnie zaciagnac do
                > lozka...

                Jasne, ja też mam wielu kumpli, właśnie takich, z którymi gadam o
                Bachtinie etc, o seksie też podyskutujemy, ale na zasadzie analizy
                jakichśtam zjawisk, są faceci, wobec których jestem kompletnie
                aseksualna i vice versa. Co nie zmienia faktu, że to nie jest
                odpowiedź na postawione przeze mnie pytanie:).
                Wkurza mnie już to moralizowanie, mój instruktor to najnormalniejszy
                w świecie facet i kiedy patrzył na mnie, kak na kobietę, patrzył
                przez pryzmat seksu, jak zdecydowana większość potencjalnych
                partnerów. Nie widzę w tym nic nienormalnego.
                Też się lepiej dogaduję z facetami, po prostu łapiemy wspólny język,
                ale na kumpli nie patrzę, jak na potencjalnych partnerów, oni nie
                patrzą tak na mnie.
        • Gość: wysokadwudziestka Re: pomocy IP: *.adsl.inetia.pl 28.11.07, 14:35
          o matko ale sie tu naczytalam...ja jestem po pierwszej jezdzie z
          mlosyk instruktorek, co prawda sprawia wrazenie milego, spokojnego
          goscia, juz na pierwszej jezdzie prawil mi koplementy, jaies tam
          takie pierdoly ze ladna i wogole, potem czy na kawe pojdziemy, i
          takie tam szczerze mowiac to te teksty narazie po mnie splywaly, ale
          to dopiero pierwsza jazda. szczerze powiem mi sie on podoba i wogole
          ale wydaje mi sie ze jestem osoba zbyt wrazliwa i naiwna tak to
          niestety musze ujac:( nie chce potem plakac przez kolejnego frajera,
          matko ludzie pomozcie niewiem juz co robic, moze jednak przepisac
          sie do kogo innego na jazdy. Co prawda wydaje mi sie ze ten koles
          dobrze by mnie nauczyl ale czuje w tym jakis podtekst, boje sie ze
          to podrywacz...o matko, proponje mi ze zdzwoni, wypytuje rozne
          rzeczy, troche mnie to krepuje...z tego wszystkiego to juz noewiem
          na ktore godzine mam nast jazde...tak mi namieszal chyba celowo, i
          ajk tu teraz sie dowiedziec?musze przyznac ze cigle o nim
          mysle...niestety
            • Gość: wysokadwudziestka Re: pomocy IP: *.adsl.inetia.pl 28.11.07, 14:41
              niewiem jak bedzie na nastepnych jazdach ale narazie to ciagle
              powtarzal moje imie praktycznie co minute, chyba zeby zalapac bo ma
              tyle kursantek ze potem mu sie myli hehe. ale coraz bardziej mi sie
              wydaje ze to babiarz, wogole taki smialy koles ma to juz we krwi.ehh
              szkoda niestety
                • Gość: wysokadwudziestka Re: pomocy IP: *.adsl.inetia.pl 28.11.07, 16:42
                  czy naprawde kazdy instruktor to bajerant???prawde mowiac ten topic
                  troche mnie zdolowal... znaczy sie ja wiem jestem starsznie naiwna,
                  ale kazdy jest czlowiekiem wkoncu i nie kazdy takim samym...pisze to
                  bo nprawde nie umiem o tym kims przestac myslec, a niechce potem
                  zalowac, a zawsze tak niestety jest ze mam cholernego
                  pecha...osrodek w ktorym mam jazdy to w sumie niewielka szkolka, z
                  moich obserwacji to hmmm jakis tlumow kursantek to tam niema.teraz
                  to szczerze mowiac mysle powaznie o zmianie instruktora, zebym tego
                  tez nie zalowala.matko tak zle a tak jeszcze gorzej, instruktorzy
                  niestety potrafia namieszac w glowie.ehh
                  • Gość: ness czy każdy instruktor to bajerant? / Nie każdy. IP: 77.252.103.* 29.11.07, 09:30
                    Nie każdy. Ja jestem w trakcie kursu. Poznałam dwóch instruktorów,
                    bardzo sympatycznych i również przystojnych (tak na marginesie) i
                    nie są zboczeńcami. Są sympatyczni, nie spóźniają się, upierdliwie
                    dążą do tego abym się wszystkiego nauczyła, powtarzają po 100 razy
                    to samo, nie krzyczą, nie obrażają, są czujni, pozwalają włączyć
                    swoje ulubione radio, nie gadają przez telefony w trakcie jazdy...
                    Lecz zdarzają się erotomani, co widać na forum, ale czasami wydaje
                    mi się, że niektóre dziewczyny doszukują się nie wiadomo czego, źle
                    wszystko interpretują, bo np. co dziwnego jest w tym ,że instruktor
                    kładzie swoją dłoń na Twojej dłoni przy zmianie biegów w celu
                    prawidłowej jej zmiany. Czy wówczas też uznajecie to za podryw, bo
                    ja nie.
                    Moim zdaniem przypadek erotomana powinno się zgłaszać do Ośrodka w
                    którym pracuje, przecież powinno im zależeć na reputacji.
    • Gość: Albee Re: Ach, te kursantki IP: *.chello.pl 12.11.07, 20:31
      No to super! a ja jestem narzeczoną takiego atrakcyjnego instruktora
      od 2 lat. Ale radzę sobie, bo jest rownowaga sił w tym związku. Ja
      też nie jestem brzydka, też się podobam innym osobnikom płci
      mąskiej. on o tym wie. Do tego pracuję na niezłym stanowisku wśród
      młodych panów. Bywa wściekle zazdrosny, zupełnie bez powodu. Chyba
      też zdaje sobie sprawę, co ma do stracenia. Musze i chcę mu ufać, bo
      nie mam innego wyjścia. Pozdrawiam ciepło niezłomnego
      przedstawiciela tego zawodu. Krzepi mnie ta wypowiedź wbrew intencji
      tego wątku.
          • Gość: kleopatra Re: Ach, te kursantki IP: 83.14.217.* 28.11.07, 17:54
            generalnie jest tak że jeżeli na pierwszej godzinie prawi komplementy to z
            godziny na godzine będzie niestety (a moze stety dla niektórych) coraz śmielszy
            zacznie mówic o seksie i tym podobnych sprawach miej się na bacznośći
            ,generalnie udaje im się omotać dziewczyny, jak się nie dasz to fajnie tylko że
            podczas takiego gadania o zboczonych rzeczach nasza efektywosc nauki spada ,u
            mnie było tak że ,,zmiękczał,, mnie przez 20 godzin a przez kolejne 10 były
            podteksty seksualne ,az do ostatniej 30 gdzie wyjawił o co mu chodzi egzaminu
            nie mam zdanego niestety
          • Gość: kleopatra Re: Ach, te kursantki IP: 83.14.217.* 28.11.07, 17:59
            najlepiej mu zagroźic, ze jak cie będzie tak ,,molestował,,( psychicznie na
            pewno gwarantuje ) to doniesiesz na niego .od razu stanie sie potulny jak
            baranek..... no chyba ze chcesz zeby cie tak dowartosciowywał...albo jest inny
            jeszcze sposób zaczni go tez bajerowac udawac ze chcesz z nim kręcic a potem go
            kopnij w d... taka moja socjotechnika
            • Gość: gość Re: Ach, te kursantki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.07, 18:45
              Większość instruktorów to poprostu zboki. Mój nie zachowywał sie o wiele lepiej.
              Na początku byly luźne gatki a potem zaczął sie dosrywać, prawił komplementy,
              ciągle zaglądał mi w dekolt itd. Jak kazałam mu sie odczepić i dalam mu do
              zrozumienia że nic z tego nie będzie to sie obraził i przestał odzywać:))) I tak
              już było do końca kursu...Ale nie powiem..polewkę miałam niezłą jak tak idiotę z
              siebie robił:)
              • mlody-kierowca Re: Ach, te kursantki 28.11.07, 19:08
                Zaintrugował mnie punkt
                5. Musimy was łapać za rękę i kolanko czasami( w celu bezpieczeństa)
                w czasie pierwszych jazd. Ja szybko uciekam od tej metody, bo
                niektóre to...widać już mają ...hm... nie chcę być obsceniczny...ale
                to widać i czuć (DOSŁOWNIE).

                Chciałabym żeby pan instruktor przeprowadził wywód naukowy nad celowością
                łapania za kolano kursantki w celu zachowania bezpieczeństwa!!!

                Ja rozumiem, że w aucie między kobietą a mężczyzną odległość jaka ich od siebie
                dzieli jest wysoce intymna... co się stanie zależy od obojga... są tacy którzy
                zarywają i takie które zrywają są tacy którzy sytuacje wykorzystają i tacy co
                tylko śmiać się z tego będą i instruktora albo kursantkę sprowadzą na ziemie...
                cóż czasem człowiek za wiele sobie wyobraża źle interpretuje... ale jest tez
                wiele kursantek i instruktorów, którzy po prostu są znajomymi ba nawet kumplami
                na czas zdobywania prawka... a potem to już zależy.. potem może nawet sie nie
                znają albo spotykają na kawce...

                Po prostu jeśli czegoś sobie nie życzysz powiedz to na głos... jak nie podziała
                to się rezygnuje z dalszej trudnej współpracy....
    • magdalena.sz Re: Ach, te kursantki 29.11.07, 11:02
      Jestem instruktorką, mam męża instruktora i wielu kolegów w tym
      fachu - i niestety to co wierny instruktor mówi to prawda - jak
      instruktor nie daje się wmanewrować we flirt - to kursantka się dąsa
      i mówi, że jej instruktor to "taki jakiś niefajny" - bo pomacać jej
      nie chce. Małżeństwo mojej siostry się rozpadło z powodu kursantki -
      a razem ośrodek prowadzili - kursantka przychodziła do niej do biura
      i patrząc w oczy załatwiała sprawy administracyjne - a na boku
      gżdziła się z jej mężem - wiedząc, że mają dzieci!!! Masakra.

      W samochodzie mamy się uczyć a nie pieprzyć bez sensu!!!! A
      dziewczyny często przychodzą na jazdę jak do kawiarni - na plotki.
      • Gość: ness Re: Ach, te kursantki IP: 77.252.103.* 29.11.07, 11:27
        Ostra ocena kursantek.
        Ale niestety taka jest też prawda. Ale, że kij ma dwa końce, to i
        facetom odwala, zwłaszcza, gdy trafią na młodą, ładną i naiwną
        kursantkę.
        Mój kurs szczęśliwie dobiega końca (lub nie – jeśli nie zdam) w
        dobrej, zdrowej atmosferze bez powyższych i poniższych problemów.
        • Gość: wysokadwudziestka Re: Ach, te kursantki IP: *.adsl.inetia.pl 29.11.07, 11:57
          hmmm i znow sie naczytalam,nie chce zaczac myslec ze na kazda jazde
          ide na spotkanie z jakas swinia:D to nie jest tak ze godciu byl
          nachalny jak pirania jakas :)przeciwnie probowal tak dyskretnie
          zablysnac, hmmm nie gadal jeszcze o seksie hehe moze faktycznie
          dlatego ze to pierwsza jazda, z tego co widze to nie ma wiecej niz
          30 lat...nie pytalam, zazwyczaj nie jestem taka smiala...a on zdazyl
          wypytac sie wszystkiego, doslownie.ja jego teksty tak jak pisalam
          wczesniej potraktowalam usmiechem taka olewka,i kurna chata
          skupialam sie na jezdzie dlatego gadal chyba do sciany hehe ciezko
          mi bylo podzielic uwage...chyba zauwazyl wkoncu sie troche
          przymknal, kiedy dwudiesty raz zapytal o kawe a tu echo.ale musze
          przyznac ze facet jest naprawde mily, smieszny i wogole ideal,nie o
          wyglad mi chodzi. Nie wydaje mi sie ze jak ktos tu napisal my
          kursantki interpretujemy inaczej sygnaly dawane przez naszych instr.
          poniewaz gdy ledwo weszlam do autka to juz widzialam jego maslane
          oczka i zaraz na wstepie odetchnal i wyrzucil jakis marny
          komplement.Z jednej strony na dzien dzisiejszy facet mily i wogole
          ale...to mnie troche krepuje, nie chce na kazdej z jazd myslec za
          niego. co do lapania za raczke to hmm no bylo, ale tego nie
          odebralam jako jakiejs checi kontaktu, raczej sama sie prosilam bo
          co do niektorych biegow mialam problem. Duzo sie tu na forum
          nauczylam, choc w glebi duszy mam nadzieje ze moj instruktor nie
          jest takim pospolitym podrywaczem...ehhh:)
            • Gość: wysokadwudziestka Re: Ach, te kursantki IP: *.adsl.inetia.pl 29.11.07, 12:26
              tez tak mysle, ale czy wytrzymam do konca kursu...oto jest
              pytanie.wogole jest to dla mnie nowa sytuacja dlatego wszystkie rady
              jakie tu opisujecie traktuje powaznie, kazda odpowiedz daje mi duzo
              do myslenia, boje sie jednak ze do zdaze sie w tym czlowieku
              zadluzyc a dopiero potem mnie olsni ze to skonczony bajerant. i
              bedzie problem. napewno wiele dziewczyn jest w mojej sytuacji:(
              instruktorzy potrafia omamic niestety
                • Gość: wysokadwudziestka Re: Ach, te kursantki IP: *.adsl.inetia.pl 29.11.07, 15:06
                  jeszcze jedno co do wieku instruktora jakby ten moj mial 50 lat i
                  zaczal mnie lapac za kolano i wogole bajerowac to bym mu niezlew
                  przylozyla i wyszla z autka, tego jestem pewna, ale sytuacja sie
                  zmienia kiedy ja czekajac na swojego instruktora liczylam ze bedzie
                  to dziadzio nudny jak flaki w oleju...a tu niespodzianka.az sie
                  przerazilam bo wiedzialam czym to grozi ;) ale tak sobie mysle ze
                  jak poprostu nadal bedzie tak ze bedzie gadal o spotkaniu, ze
                  zadzwoni itp to wkoncu niewytrzymam i spytam prosto z mostu czy
                  kazdej kursantce cisnie takie zuzyte teksty czy tez ja wygladam jak
                  jakas idiotka? zazwyczaj takie teksty dzialaly na nachalnych
                  bajerantow:) a co sie bede krepowac tez bede bezposrednia
                  przynajmniej nie wyjde na naiwna lalke hehe potraktujmy sobie to na
                  luzie
                  • Gość: kleopatra Re: Ach, te kursantki IP: 83.14.217.* 29.11.07, 15:17
                    ja własnie tak mu powiedziałam : ,, pan każdą tak bajeruje ,, on oczywiscie
                    zaprzeczył ,grunt to nie dac się wmanewrować w te gierki,wysokadwudziestka po
                    tym co czytam mysle ze jestes jednak rozsądna i wybrniesz, ja za pózno dotarłam
                    na forum -instruktor skutecznie zawrócił mi w głowie, nie daj się bo tylko
                    stracisz oni tak każdą bajerują a po cichu się z nasz śmieją
                      • Gość: wysokadwudziestka Re: Ach, te kursantki IP: *.adsl.inetia.pl 29.11.07, 17:22
                        a wiec musimy trzymac sie swoich zasad i poprostu olewac, wiem ze
                        niektore z was niestety daly sie wciagnac w gierki tych
                        bestii:D,zreszta podejrzewam ze ze mna byloby tak samo, ale naprawde
                        te forum wiele mi pomoglo i bede robic wszystko aby ze man bylo
                        inaczej:) niewiem czemu ale tak jest, latwiej bedzie mi teraz nie
                        dac sie!dla mnie to chore tak bajerowac kazda kursantke apotem
                        smiac sie i wogole takie traktowaniew dziewczyn przedmiotowo... no
                        bo tak to wyglada,wiele ludzi mnie juz zranilo w takich sytuacjach w
                        koncu musze sie nauczyc ze niestety nie kazdemu mozna tak slepo ufac
                        (zreszta wiele z nas postanawia w praktyce wiele pewnie ulega a
                        potem zaluje tak to jest z nami juz) dziewczyny trzymajcie sie bede
                        pisac jak dalej to wyglada, postanowilam ze jezeli cos bedzie mnie
                        krepowac to poprostu zmienie instruktorka,wtedy bedzie mial powod
                        do "dumy" hehe :D
    • uuuaa panie instruktorze:))) 30.11.07, 11:40
      czyli ...że co??? sex w samochodzie??? tak robią??? ja mam w chwili
      obecnej ,przystojnego i fajnego pana instruktorka...ale to wszystko,
      w życiu nie pomyślałabym o jakimś bzykaniu brrrrr....
          • Gość: hmm Re: panie instruktorze:))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.07, 18:49
            już raz zrobiłam ten błąd pytając o opinię na forum, bo każdy
            człowiek ma swoje przekonania i to czy coś uważamy za dobre lub nie
            zależy od nas, nie od inncych; poza tym nikt inny nie zna jakiejs
            osoby na tyle dokladnie, zeby móc wydać obiektywną opinię na jej
            temat po kilku zdaniach na forum
            napiszę o moich doświadczeniach (mam nadzieję, że mój instruktor tu
            nie zagląda ;)


            byłam dość niepewną siebie, nieasertywną dziewczyną, (głównie z
            powodu wyglądu)raczej nie wygadaną; stąd totalny brak doświadczenia
            w sprawach damsko-męskich (co jak na mój wiek może wydać się dziwne
            (21)); traf chciał, że trafiłam na bardzo dowcipnego instruktora,
            właśnie flirciarza można by rzec (jak potem się okazało);) Od razu
            zaznaczylam, że ze mną za bardzo nie pogada, bo duszą towarzystwa to
            ja nie jestem ;) No ale przecież nie da się milczeć przez te całe
            godziny...Początkowo moją jedyną reakcją na teksty typu: "W lewo
            chcesz skręcać? Tam las jest. Do lasu na pierwsszej randce? (jedna z
            moich pierwszych lekcji)", albo (miałam ćwiczyć zawracanie,
            wjechalam w ślepą ulczkę, wokolo drzewa) "Chciałaś do lasu, no to
            jesteśmy" itp było tylko Hihi pod nosem... Zaznaczam, że (choć może
            się tak nie wydawać) te teksty brzmialy zabawnie i sympatycznie. Z
            początku było na Pan; na którejś lekcji z kolei byłam z inną
            dziewczyną i oni już byli na ty, poobserwowałam jak ona odpowiada
            na "zaczepki" słowne i jak rozmawia z instruktorem..Potem, na
            którejś lekcji z kolei przeszlam na ty i powoli oswajalam się ze
            specificznym humorem instruktora; tak zeszły tygodnie;) ("Dodaj
            gazu, dodaj gazu!" No i ręka na kolano - ale cel uzasadniony, wbrew
            pozorom; potem oczywiście żart-to ja już wiem, dlaczego nie dodajesz
            gazu, tzrba bylo tak od razu, tylko następnmym razem załoz
            spodnicę ;); byly też sytuacje, kiedy bez powodu jak mówil kladł
            rękę na mojej nodze, albo glowie, a ja udawalam, że nic się nie
            dzieje, nie potrafiłam po prostu, jak to ująć, nie pozwolić w
            żartach mówiąc np "Łapy przy sobie" czy coś w tym guście, włascnie z
            braku gadanego; sądzę, że to wykorzystał; z grupy jako pierwsza
            skonczylam kurs i napisałam wewnętrzny egzamin, było to już późno,
            jakaś 18.00, instruktor zaproponował, że mnie odwiezie do domu (nie
            mieszkałam w samym mieście); nagle zatrzymuje się na poboczu, patrzy
            na mnie, ja na niego; ja nic nie mówię, on bada moją rekację, ja
            myślę- jak zwykle sobie robi jaja;) i zdaje się, że daję mu do
            zrozumienia - no dobra, ruszaj już. no to ruszył; to był koniec
            mojego normalnego kursu, potem długa przerwa i egzamin - no ale
            oczywiście na kilka dni wcześniej wzięłam sobie dodatkowe jazdy; na
            którejś z nich również mnie odwiozł do domu; tym razem również
            zajechał samochodem tyle, że jeszcze głębiej ;) no i czeka na moją
            rekację, znowu ;) Muszę zaznaczyć, że niby "żartował" całą drogę -
            jak to w jego stylu, a ja zdążyłam już nabrać trochę pewności ;)Coś
            tam w żarcie odpowiedziałam... Pierwsze co pomyślałam, jak wyciągnął
            rękę w kierunku mojej głowy by przybliżyć ją do siebie to: "O...on
            wcale nie żartował!" No i dopóki nie powiedziałam stop...Chyba zdał
            sobie sprawę, że to moje pierwsze doświadczenie tego typu. Kolejnego
            dnia mialam następną jazdę, a następnego egzamin (oblałam, z własnej
            winy);

            zdaję sobie sprawę, że jestem jedną z wielu kursantek i że
            wykorzystał moją uległość (tylko i wyłącznie moja "wina" - bo on
            ciągle dawał mi wybór, badał reakcje, no i zdążył poznać od początku
            wakacji ;)), świadomość tego mi nie przeszkadza; poza tym wszyscy
            byli zadowoleni, jestem bogatsza o nowe, całkiem nowe doświadczenia
            i jestem mu za to wdzięczna, co więcej, mam wrażenie, że wtedy to on
            więcej zrobił dla mnie niż ja dla niego ;) nie interesuje mnie jego
            system wartości, nie obchodzi mnie, że być może jestem jedyną, która
            się "dała złapać", kompletnie nic do niego nie czuję; nie interesuje
            mnie co on o mnie myśli, patrzę na sprawę z punktu widzenia korzyści
            dla mnie ->większa pewność siebie; nie powiem mu jednak o tym, bo po
            pierwsze nie doceni, a po drugie mu to wisi ;) Doznałam też pewnego
            przewartościowania, bo nigdy w zyciu nie posądzałabym siebie o taki
            sposób myślenia..

            dla jasności: żarty żartami, ale jest bardzo dobrym instrukorem :)

            ewentualna zbierzność wydarzeń przypadkowa ;);)
            pytać, jak coś niejasne, żeby nie było nieporozumień :)
            • linia.frontu Hmm 11.12.07, 22:08
              Przerobiłam tych postów setki. To był jeden z lepszych, jakie
              czytałam. Jest to jakaś Twoja prawda, tylko szkoda, że napisałaś o
              tym na forum, i że pozwalasz to gnoić. "Ludzie, przeklęci, głupi
              ludzie, którzy zawsze mają za mało własnego piekiełka i muszą
              wtrącać się w cudze. Zaczynają to wszystko obmacywać swoimi
              spoconymi rękami, szeptać, pomagać, ustawiać, odciągać". Jasne, że
              to jest jakaś forma mitologizacji, ale to jest w tym właśnie fajne i
              nie warto tego psuć. Naprawdę miło się wchodzi w taki tekst.
      • mania_r87 sms na święta? 12.12.07, 15:14
        panie instruktorze:)
        zastanawiam się nad wysłaniem życzeń świątecznych mojemu Instruktorowi,tylko
        obawiam się że pomyśli sobie coś o mnie nie tak.co prawda zakończyłam już kurs
        ale bardzo go polubiłam i ucieszył się jak zdałam prawko (nie dawno,za
        pierwszym razem:)) i tu powstaje pytanko:) :
        czy Pan ucieszyłby się gdyby dostał od byłej kursantki smsa z życzeniami, czy
        nie zrobiłoby to na panu żadnego wrażenia.proszę o szczerą odpowiedź.

        ----

        "jazda samochodem to nie tylko kręcenie kierownicą"