Dodaj do ulubionych

Ile powinienem jechac?

29.05.09, 09:58
Jede sobie zwykla warszawska ulica, przy ktorej stoja zaparkowane
samochody. Leje i jest spory ruch. Udaje sie utrzymac predkosc na
poziomie 25-30 km/h (ograniczenie do 50 km/h).

Nagle, zza zaparkowanych aut dostojnie wychodzi jakis czlowiek.
Akurat wycieraczki robily swoje zip-zip wiec zobaczylem pana na tyle
pozno, ze tylko dzieki temu, ze mialem gdzie uciekac (w lewo),
uniknalem trafienia. Nawet nie probowalem hamowac. Zreszta nawet
gdybym stanal, to zapewne dostalbym strzala z tylu. Bardzo blisko za
mna jechal autobus (odegral sliczny hejnal na czesc pieszego
czlowieka - w odroznieniu od kierowcow, ktorzy, jak juz wiem, ludzmi
nie sa).

Pytanie do forumowych wszystko wiedzacych ekspertow. Jaka jest w
takich warunkach bezpieczna predkosc?

PS Pisze o bezpieczenstwie mojego auta - nie o bezpieczenstwie
samobojcow.
Obserwuj wątek
    • staruch5 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:12
      zero.
      Nie jest prawda, ze zawsze jest jakas (niezerowa) bezpieczna
      predkosc. W tej sytuacji miales do czynienia z wtargnieciem pieszego.
      Za wine (niedoszlej) kolizji odpwowiadallby pieszy (no chyba, ze to
      bylo na przejsciu - wowczas wina bylaby co najwyzej wspolna).
      • lysy.liberal Zero - to też nie jest bezpieczna prędkość 30.05.09, 11:34
        Wystarczy że "nasz" samobójca będzie dostatecznie zdeterminowany,
        wtedy da radę rozpędzić się do 25-30 km/h i strzelić baranka w
        karoserię. Jak nie będzie świadków, to stajemy się mordercą za
        kółkiem.
        • tomek854 Re: Zero - to też nie jest bezpieczna prędkość 03.06.09, 23:52
          Mi kiedyś w przód samochodu wypier..lił (muszę tak to określić) w pełnym pędzie
          rowerzysta. A ja właśnie zapinałem pasy i miałem włożyć kluczyk do stacyjki i
          ruszyć z miejsca gdzie (zgodnie z przepisami) byłem zaparkowany...

          Rowerzyście nic się nie stało, straty pokrył mi na miejscu i uprzejmie
          przeprosił, więc ok.

          Ale dowodzi to, że nawet 0 to nie jest bezpieczna prędkość :-)
    • nazimno Pieszy poruszal sie ze zdecydownie zbyt 29.05.09, 10:13
      duza predkoscia o wektorze poprzecznym do Twojego kierunku jazdy.

      Czyli osiagnal on predkosc "niedostosowana do warunkow".
      Samobojca...?

    • kontik_71 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:15
      Emesku, jechales z odpowiednia predkoscia bo udalo Ci sie uniknac
      wypadku.. Gratuluje :)
      • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 11:18
        kontik_71 napisał:

        > Emesku, jechales z odpowiednia predkoscia bo udalo Ci sie uniknac
        > wypadku.. Gratuluje :)

        Jaki mily pan...

        Spiesze jednak doniesc, ze wypadku uniknalem WYLACZNIE dlatego, ze
        mialem odpowiednia dawke szczescia (akurat nic nie jechalo z
        przeciwka). Oprocz tego doskonale reagujace auto i siebie (umialem
        skutecznie ominac).

        Bez spelnienia chocby jednego z powyzszych warunkow, bylbym
        morderca, ktory rozpedzony... itd.
        • kontik_71 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 11:24
          Ja jestem z zasady mily dla bliznich :P (chyba, ze blizni usilnie sie
          staraja abym nie byl mily)

          Drogi Emesie.. kazdy wypadek jest zbiegiem roznych okolicznosci...
          Jesli okolicznosci sa do doopy to dostaje sie meteorytem prosto w
          glowe...
          • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:20
            kontik_71 napisał:

            > Drogi Emesie.. kazdy wypadek jest zbiegiem roznych okolicznosci...
            > Jesli okolicznosci sa do doopy to dostaje sie meteorytem prosto w
            > glowe...

            I wlasnie dlatego tak bardzo mi sie nie podoba to, ze w Polsce
            jedyna metoda poprawy bezpieczenstwa jest tamowanie ruchu. Bo
            predkosc to tylko jeden z czynnikow - nawet zgodnie z mocno
            zawyzonymi polskimi statystykami, nie decydujacy...
            • kontik_71 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:39
              EMES... zrozum wreszcie nastepnujace powody:

              1. Fizyczna niemozliwoscia jest posiadanie takich sil policyjnych aby
              moc monitorowac wszelkie nibezpieczne zachowania na wszystkich
              drogach.
              2. Nieprawidlowe zachowania przy mniejszej predkosci powoduja
              mniejsze szkody
              3. KOntrola predkosci jest najtansza metoda kontroli (chyba nie
              chcesz placic wiecej podatkow, co?)
              4. Polska nie wyroznia sie NICZYM od krajow zachodnich w omawianym
              zakresie

              • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 13:06
                Ad 1. Zgoda. Tylko, ze oprocz represji, powinna byc tez edukacja (w
                Polsce widzialem JEDNA dobra kampanie sluzaca bezpieczenstwu -
                zachodnicj swietnych filmow, tylko na Youtubie, widzielm
                dziesiatki). Kraje znacznie bogatsze od nas, mogace sobie finansowo
                pozwolic na potezny aparat przymusu, nie robia tego. Karza, ale
                rowniez ucza spoleczenstwo (w odroznieniu od uprawianej u nas tepej
                tresury - spadku po bolszewizmie).

                Ad 2. Bez watpienia. Tylko, ze predkosc jest przyczyna max. ok. 30%
                wypadkow - w reszcie poteguje tylko skutki. Znaczy to, ze proby
                wyeliminowania przyczyn pozostalych 70% wypadkow moglyby dac lepszy
                rezultat niz proby wyeliminowania ruchu. Ruch by sie odbywal, a nie
                byloby skutkow wypadkow, bo nie byloby wypadkow :-P

                Ad 3. Oczywscie powyzszy ideal nie moze sie udac, ale nie zmienia to
                faktu, ze walka z potencjalnba przyczyna 1/3 wypadkow, a
                pozostawienie odlogiem reszty wydaje mi sie nieracjonalna.
                Nieracjonalna pod wzgledem efektywnosci - finansowo rzeczywiscie
                najlepiej postawic 2000 radarow na 2000-lecie i loic.

                Ad 4. Ale... Byles kiedys w Polsce? Albo moze chociaz ogladales
                polska TV?
                • kontik_71 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 13:18
                  1. Obaj dobrze wiemy jakie skutki przynosa takie akcje w Polsce.. Nie
                  jestesmy narodem, ktory da sie w ten sposob wychowac... na zachodzi
                  juz dawno udowodnili, ze nauka najlepiej przchodzi poprzez portfel..
                  i tak towlasnie robia.

                  2.No i wlasnie o te skutki chodzi.. bo skoro z innych powodow
                  dochodzi do wypadku to byloby dobrze aby skutki nie byly tragiczne.
                  Przyczyn 70% nie wyeliminujesz bo nie jest to fizycznie mozliwe...
                  Przy kazdym kierowcy policjant, to nie przejdzie.

                  3. Racjonalne jest to na co pozwalaja dostepne srodki..

                  4. Ja mam tylko polska TV bo niemieckojezyczna jest nudna jak flaki.
                  A w Polsce bywam tak czesto jak sie da, czyli przynajmniej 2 razy w
                  roku.. wiec wiem conieco o Polsce :)



                  • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 13:39
                    kontik_71 napisał:

                    > 1. Obaj dobrze wiemy jakie skutki przynosa takie akcje w Polsce..

                    Nie wiemy. Nikt nawet nie probowal wychodzac z, jakze bolszewickiego
                    z ducha, zalozenia j.w.

                    > Nie jestesmy narodem, ktory da sie w ten sposob wychowac...

                    J.w.

                    > na zachodzi juz dawno udowodnili, ze nauka najlepiej przchodzi
                    > poprzez portfel.. i tak towlasnie robia.

                    Bez watpienia. A ja jednak wciaz pamietam te swietne "szkoleniowe"
                    filmiki z YouTuba...

                    > 2. Przyczyn 70% nie wyeliminujesz bo nie jest to fizycznie
                    > mozliwe...

                    Ponial. Sprowadzajac RUCH do BEZRUCHU da sie wyeliminowac 100%
                    wypadkow. Co bedziemy sie rozdrabniac i sprowadzac ruch do pelzania
                    w celu ograniczenia liczby wypadkow spowodowanych przez predkosc? Bo
                    przeciez tych 30% tez nie da sie wyeliminowac - dopoki jest ruch,
                    beda wypadki w ruchu (rowniez smiertelne).

                    A ja, fantasta, tak sobie snie o kompleksowym podjsciu do
                    bezpieczenstwa... Od predkosci, poprzez szkolenie i edukacje, po
                    infrastrukture. Zupelnie inaczej niz w Europie :-P

                    > Przy kazdym kierowcy policjant, to nie przejdzie.

                    Oczywiscie. Ale ja np. mam policjanta w sobie. To kwestia edukacji.

                    EDUKACJI, a nie tresury. Bo gdybym byl wytresowany, to po urwaniu
                    sie z lancuszka tresera, robilbym wszyustko na odwrot. Na naszych
                    drogach wiekszosc jest wytresowana - szaleje jak nikt nie patrzy. I
                    tu wracamy do niemoznosci zapewnienia jednego szeryfa na jednego
                    mieszkanca...

                    > 3. Racjonalne jest to na co pozwalaja dostepne srodki..

                    Racjonalne sa srodki, na ktorych sie zarabia...
                    • emes-nju PS 29.05.09, 14:03
                      emes-nju napisał:

                      > kontik_71 napisał:
                      >
                      > > 1. Obaj dobrze wiemy jakie skutki przynosa takie akcje w Polsce..

                      Wlasnie sobie przypomnialem.

                      Porownaj sobie "spozycie" mydla w Polsce dzis i np. 15 lat temu. Ten
                      niewychowywalny brudas Europy jakos dziwnie zblizyl sie do
                      europejskich standardow... I to mimo tego, ze kostka mydla kosztuje
                      w Polsce (realnie) znacznie wiecej niz na Zachodzie.

                      Udalo sie? No, nie! Jak to mozliwe!

                      Moze dlatego, ze udalo sie wylansowac pewien zespol porzadanych
                      zachowan? I to bez grozby dotkliwej kary!

                      Klopot w tym, ze lansowaniem mydla zajmowali sie ci, ktorzy
                      zarabiali na wzroscie spozycia. Nasza waaadza woli zarabiac na braku
                      zmian. No bo jakby okazalo sie, ze Polacy zaczynaja jezdzic po
                      europejsku, to nie dosc, ze mogloby sie okazac, ze system
                      fotoradarow bylby mniej oplacalny, to jeszcze mogloby wyjsc na jaw,
                      ze za bezpieczensntwo ruchu nie tylko przestrzeganie predkosci
                      odpowiada... A poprawa jakosci infrastruktury (od asfaltu, po
                      organizacje) jest ZDECYDOWANIE drozsza niz postawienie nawet tysiecy
                      fotoradarow. Infrastruktura, to czysta strata - nie zwraca sie w
                      bezposrednich wplywach do budzetu.

                      To dlatego w Polsce "nie uda sie" zadna kampania spoleczna majaca na
                      celu wychowanie kieorwcow :-/
                • habudzik Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 15:18
                  emes-nju napisał:

                  Napisał Ci Kontik :"EMES... zrozum wreszcie nastepnujace powody:"
                  Tyle że Ty je rzumiesz tylko rzniesz głupa .


                  > Ad 2. Bez watpienia. Tylko, ze predkosc jest przyczyna max. ok.
                  30%
                  > wypadkow - w reszcie poteguje tylko skutki.

                  Poteguje tylko skutki ? Zamiast połamanych rąk i rozbitego
                  łba gość jest rozsmarowany po asfalcie a Ty piszesz tylko
                  poteguje skutki





                  Znaczy to, ze proby
                  > wyeliminowania przyczyn pozostalych 70% wypadkow moglyby dac
                  lepszy
                  > rezultat niz proby wyeliminowania ruchu.

                  Cięzko jest wyeliminowac inne przyczyny (bo np sam pisałeś że
                  jeździsz zmęczony , pokłóciłeś się z babą czy opierd...ł Cię szef )
                  ale łatwo można wyeliminować to co poteguje błędy popełniane pod
                  wpływem tych czynników. .
    • inguszetia_2006 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:23
      Witam,
      Chciałam wczoraj opisać swoje przygody samochodowe podczas powrotu
      do domu, ale sobie darowałam. I szkoda, bo mogłam cię ostrzec;-D
      I innych też.
      Wczoraj padał deszcz, w związku z tym piesi nagminnie przelatywali
      przez ulicę, gdzie tylko było można, bo do pasów daleko, a leje itd.
      Zaczęło się od kobiety zakrytej parasolką, która wyleciała mi przed
      światłami, przed pasami, ot tak po prostu. Jechałam 30/h, o.k.
      30 metrów dalej spróbowali się ze mną chłopcy nastoletni. Klnąc przy
      tym i pokazując paluszkami,że "idź się je...ć";-D Myślałam, że to
      koniec. No, nie. 30 metrów dalej, następny samobójca na pasach.
      Idzie,parasolka go chroni przede mną. Jadę 30/h, więc nawet powieka
      mi nie drgnie, ale z przeciwka koleś ma zawał. Trudno.
      Przejeżdżam skrzyżowanie, zza autobusu wyskakuje trzydziestolatek z
      mamą emerytką przy boku. Patrzy przepraszajaco,ale pies mu mordę
      lizał, bo trochę się już zaczęłam bać.
      Jadę dalej, korek, podjeżdżam troszeczkę, przed maską wyrasta mi
      nawalony kolo, który idzie, bo mu wolno i spróbuj go przejechać, to
      da ci w ryj.
      Kilometr dalej znowy korek, ale tym razem z przeciwka.
      Coś mnie tknęło,znowu pani z parasolką wynurza mi się zza
      samochodów. Parasolka, jak wiadomo, chroni przed kierowcą, bo jak go
      nie widać, to go nie ma;-D
      I to koniec.
      Nie bałam się, bo jechałam wolno, ale co za dużo, to... wiadomo co.
      Przyjechałam wyczerpana i znużona.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • nazimno Survival za friko!!! 29.05.09, 10:31
        Gdzie indziej za takie emocje trzeba slono placic, a tu, prosze,
        darmocha...
    • inguszetia_2006 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:26
      Witam,
      To wszystko Wałbrzyska, Puławska, Lotników. Wawa.
      Uważajcie, bo ciągle deszcz pada.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • vtec_z Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:37
        Dziękuję za ostrzeżenie, bo zamierzam dzisiaj przejechać ten odcinek.
        A może lepiej będzie dookoła przez Rzymowskiego? Kalulacja ryzyka :)
        • inguszetia_2006 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:42
          vtec_z napisał:

          > Dziękuję za ostrzeżenie, bo zamierzam dzisiaj przejechać ten
          odcinek.
          > A może lepiej będzie dookoła przez Rzymowskiego? Kalulacja
          ryzyka :)
          Witam,
          Na Rzymowskiego w godzinach szczytu nie próbuj nawet;-D
          Tam jest kocioł z balią.
          Ale Lotników, Wałbrzyska itd, też ma swoje uroki.
          No słowo daję, że tam spotykam rzesze samobójców. Tylko tam, w
          takiej ilości. Wszedzie indziej, owszem, zdarzają się, ale nie tak
          tłumnie;-D
          Pzdr.
          Inguszetia
          • vtec_z Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:46
            Znam Lotników i Wałbrzyską bo często muszę zaglądać w ten rejon i
            moje spostrzeżenia są całkowicie zgodne z Twoimi. Sztuka
            przemieszczania się w tej okolicy to dla mnie wynajdywanie pomysłu
            któędy należy pojechać, by nie pchać się właśnie tamtędy.
            Ponieważdziś czeka mnie jazda około 18 to pewnie wybór padnie na
            Wilanowską.
            Wiem, też nie najlepiej...
    • vtec_z Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 10:33
      Wytłumaczył mi kiedyś wykładowca na politechnice co to jest sytuacja
      bezpieczna w ruchu kolejowym. Otóż najwyższy poziom bezpieczeństwa
      jest wtedy, gdy tory, lokomotywy i wagony są osobno, ale i tak
      należy chodzić w kasku, bo zawsze coś może spaść na głowę.
      Myślę, że dość łatwo można rozciągnąć tę definicję na wszelkie
      systemy transportowe, w tym na ruch drogowy i wyciągnąć wniosek, że
      jakikolwiek ruch stwarza zagrożenie (prawa fizyki są nieubłagane!) a
      tylko społecznie akceptowalny statystyczny wskaźnik ilości wypadków
      pozwala uznać coś za bezpieczne lub nie.

      Tyle tytułem pogadanki i do konkretów. Skoro udało Ci się uniknąć
      kolizji (gratulacje!) to znaczy, że jechałeś z tzw. prędkością
      bezpieczną, albo mówiąc inaczej zachowałeś rozsądek i umiar. Jeżeli
      jednak odczułeś dyskomfort z faktu, że istniało realne zagrożenie
      wypadku to powinienieś a) jeszcze bardziej ograniczyć prędkość b)
      pozostawić samochód i przemieszczać się po mieście innymi metodami.
      Cóż, prowadzenie samochodu jest podejmowaniem ryzyka i nawet nie
      zdając sobie z tego sprawy codziennie to ryzyko podejmujemy. Może
      warto przeprowadzić kalkulację zagrożenia?
      • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 11:32
        vtec_z napisał:

        > Może warto przeprowadzić kalkulację zagrożenia?

        Cala moja jazda, to kalkulacja zagrozenia.

        Moje pytanie bylo oczywiscie prowokacja. Przeciez Wszystko Wiedzacy
        PO FAKCIE zawsze moga zarzucic, ze jechalem za szybko. W tym
        kontekscie, szkoda, ze pana nie trafilem - wtedy z cala pewnoscia
        przeczytalbym, ze jadac 30 km/h bylem niebezpieczny i trzeba bylo
        jechac 29,5 km/h ;-)
        • andrzejmat Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:24
          emes-nju napisał:

          > vtec_z napisał:
          >
          > > Może warto przeprowadzić kalkulację zagrożenia?
          >
          > Cala moja jazda, to kalkulacja zagrozenia.
          >
          > Moje pytanie bylo oczywiscie prowokacja. Przeciez Wszystko
          Wiedzacy
          > PO FAKCIE zawsze moga zarzucic, ze jechalem za szybko. W tym
          > kontekscie, szkoda, ze pana nie trafilem - wtedy z cala pewnoscia
          > przeczytalbym, ze jadac 30 km/h bylem niebezpieczny i trzeba bylo
          > jechac 29,5 km/h ;-)
          >
          Z całym szacunkiem dla Twej wiedzy i umiejętności kierowcy oraz
          parametrów psychofizycznych - masz racje, może jechałes w danych
          warunkach zbyt szybko. Nie wiem, może 29.5 też nie tworzyło
          marginesu zapewniającego srednio-europejską czy nawet średniopolska
          pewnośc uniknięcia wypadku okreslaną ilościa dziewiatek po przecinku
          w odniesieniu do kilometra...
          A wyśmiewane przez ogół pojęcie "niedostosowanie prędkości do
          warunków" nie jest wymysłem policjantów, jak by tam nie było często
          nadużywane.
          Do tych 'warunków' należy oczywiście i otoczenie i pojazd i
          kierowca. Własnie dlatego ograniczenia predkości na znaku do 50, czy
          innej wartości traktowane jako okreslenie predkości bezpiecznej nie
          ma oczywiście sensu.
          Pare dni temu jechałem taksówką po Warszawie, z przecietną
          prędkością i w przeciętnych warunkach. Kilkakrotnie widziałem/
          czułem zbliżającą się sytuacje niebezpieczną, odruchowo chyba
          zamykałem oczy (brak wprawy w byciu pasażerem), mijały jakies
          wlokące sie sekundy by potem nastepował gwałtowny manewr i klątwy i
          wyrzekania. Według mnie, ta prędkośc dla tego kierowcy i w tych
          warunkach innych nie była bezpieczna, dla mnie natomiast za
          kierownica mojego samochodu a może i tej Nubiry raczej by była
          zupełnie ok. Ja sie tu do cholery nie chwale, zwyczajnie staram sie
          okreslić, co rozumiem przez wysmiewane przez laików pojęcie
          predkości bezpiecznej i 'niedostosowanie prędkości do warunków'.
          Pzdr
          A.
          • inguszetia_2006 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:35
            Witam,
            Ty zamykasz oczy, jak jesteś pasażerem, ja mam gorzej.
            Ja się łapię za te uchwyty przy drzwiach, bo mam takie odczucie,że
            jak będę trzymać, to nic mi się nie stanie;-D Ale głupie, co?;-D
            Pzdr.
            Inguszetia
            • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:43
              inguszetia_2006 napisała:

              > Witam,
              > Ty zamykasz oczy, jak jesteś pasażerem, ja mam gorzej.
              > Ja się łapię za te uchwyty przy drzwiach, bo mam takie odczucie,że
              > jak będę trzymać, to nic mi się nie stanie;-D Ale głupie, co?;-D

              Nie!

              Nie bez kozery te uchwyty nosza potoczna nazwe STRACH-RACZKA ;-)
            • kontik_71 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:43
              To jeszcze nic.. ja mam taki kretynski odruch, ze przy jakis dziwnych
              sytuacjach zaslaniam reka pasazera siedzacego obok :/ Juz pare razy
              "skontrolowalem" zjajomym paniom czy nie maja przypadkiem pushup'a na
              sobie :/

              Tak wiem, odruch jest kretynski i potencjalnie niebezpieczny..
              • inguszetia_2006 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:53
                kontik_71 napisał:

                > To jeszcze nic.. ja mam taki kretynski odruch, ze przy jakis
                dziwnych
                > sytuacjach zaslaniam reka pasazera siedzacego obok :/ Juz pare
                razy
                > "skontrolowalem" zjajomym paniom czy nie maja przypadkiem pushup'a
                na
                > sobie :/
                >
                > Tak wiem, odruch jest kretynski i potencjalnie niebezpieczny..
                Witam,
                Rzeczywiście, dziwny odruch;-D
                I niebezpieczny, bo ja w odruchu bym cię strzeliła w zęby;-DDD
                Pzdr.
                Inguszetia

                • kontik_71 Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 13:00
                  sa przewaznie tak zszokowane, ze nie raguja morderczo :) A w
                  miedzyczasie nauczylem sie ostrzegac o tym odruchu i staram sie tak
                  jezdzic abym nie musial "chronic" nikogo :)
              • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 14:57
                kontik_71 napisał:

                > Juz pare razy "skontrolowalem" zjajomym paniom czy nie maja
                > przypadkiem pushup'a na sobie :/
                >
                > Tak wiem, odruch jest kretynski

                Kretynski czy nie, Freud by to potrafil jakos wyjasnic ;-)

                Sa freudowskie pomylki, to dlaczego nie mialoby byc freudowskich
                odruchow? ;-D
          • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 12:41
            Zgadzam sie.

            Mimo 20 lat bezwypadkowej jazdy nadal jestem nieodpowiedzialnym
            piratem-kretynem jadacym TYLKO w deszczu (a jakby sypal snieg?) w
            dzien z AZ polowa dopuszczalnej predkosci. Zaowocowalo to oczywiscie
            tym, ze pieszy bez spojrzenia wyszedl mi pod kola.

            Gdybym jechal wolniej, to by nie wyszedl! Tak chyba predkosc pojazdu
            wplywa na zachowanie pieszego, prawda?

            Powinienem byl tez przewidziec wyjscie tego pieszego spomiedzy
            zaparkowanych aut i "dostosowac". W innych, ale idenycznych
            miejscach, tych, w ktorych bym sie nie spodziewal pieszego, moglbym
            oczywiscie pojechac szybciej, bo wieksza predkosc
            bylaby "dostosowana" :-P

            Zlituj sie! Takie jak Twoje rozumowanie, powinno sprowadzic ruch do
            bezruchu. A i tak, jak to inny kolega juz powyzej napisal,
            nalezaloby chodzic w kaskach :-P
            • andrzejmat Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 19:49
              emes-nju napisał:

              > Zgadzam sie.
              >
              > Mimo 20 lat bezwypadkowej jazdy nadal jestem nieodpowiedzialnym
              > piratem-kretynem jadacym TYLKO w deszczu (a jakby sypal snieg?) w
              > dzien z AZ polowa dopuszczalnej predkosci. Zaowocowalo to
              oczywiscie
              > tym, ze pieszy bez spojrzenia wyszedl mi pod kola.
              >
              > Gdybym jechal wolniej, to by nie wyszedl! Tak chyba predkosc
              pojazdu
              > wplywa na zachowanie pieszego, prawda?
              >
              > Powinienem byl tez przewidziec wyjscie tego pieszego spomiedzy
              > zaparkowanych aut i "dostosowac". W innych, ale idenycznych
              > miejscach, tych, w ktorych bym sie nie spodziewal pieszego,
              moglbym
              > oczywiscie pojechac szybciej, bo wieksza predkosc
              > bylaby "dostosowana" :-P
              >
              > Zlituj sie! Takie jak Twoje rozumowanie, powinno sprowadzic ruch
              do
              > bezruchu. A i tak, jak to inny kolega juz powyzej napisal,
              > nalezaloby chodzic w kaskach :-P

              A.:
              Ano jesteś tym niebezpiecznym piratem. Każdy z nas jest, bo nie
              sposób 'przwidzieć' i 'dostosować' zawsze i wszędzie. Ja przez
              długie lata byłem uważany nawet w kręgu kolegów za wariata, któremu
              sie udaje. teraz też mam niejedno na sumieniu = na szczęście tylko
              jeżeli chodzi o potencjalne skutki.
              Ale było i tak:
              Dawno. Zima, slisko, ciemno, rano, zebra Waszyngtona przy Kinowej.
              Ja w 125p. Z prawej grupka pieszych podchodzi do przejscia i
              zatrzymuje sie w tyralierze przed nim, przed torami
              tramwajuowymi.Stoją, 2 sekundy. Zbliżam się, w grupce jakis ruch
              niejasny, noga z gazu w drodze na pedał hamulca, z grupki wybiega
              na tor jazdy kobieta, narastające hamowanie (slisko, brak BAS i ABS,
              bo to 30 lat temu). Uderzenie, huk, pryska szyba ale widze
              oddalające się w powietrzu ciało, samochód juz stoi ale ciało
              jeszcze sunie po jezdni. Z czoła leje mi sie krew, zaczynam czuc
              uszkodzone jakims cudem kolano - kobita ważyła pewnie swoje 90 kg.
              Ofiara przeżyła, wiele tygodni w szpitalu. Pomiary wykazały, że
              jechałem poniżej 60, co nie było prawdą, raczej 70 (to zbyt
              delikatne hamowanie na wstepie pewnie) a poszkodowana przyznała,
              swiadkowie też, że 'wtargnęła'. Nie 'siedziałem', mimo że na
              zebrze. Wariat ma szczęście, skomentowali kumple.
              Tylko do dzis nie wiem, dlaczego tak bardzo się
              wtedy 'przystosowałem' .Jeździłem tam rano codziennie, NIGDY tak
              wolno, raczej zawsze ponad 100. I nie zawsze wpatrywałem się siłą
              rzeczy w ruchy w grupce stojących w oczekiwaniu na przejście.
              Miazga by była.
              Ciekawe, co by pomogło 'szkolenie', 'edukacja' tego Twojego czy tej
              mojej. Tyle co kurze, przypuszczam. To są zachowania zakodowane w
              tzw "gadzim rozumie', takim ludzkim BIOS'ie - jak wolisz.


              Pzdr
              A
            • rapid130 Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 14:20
              Już kiedyś zauważyłem, że cichy, powolny pojazd po bożemu
              poruszający się w dowolnie gęstym ruchu miejskim jest statystycznie
              bardziej prawdopodobnym zabójcą niż ospojlerowany,
              rycząty "agrotjunink" w transparentnym kolorze, z obowiązkowym
              audiofilskim podkładem muzycznym (UMC!-UMC!-UMC!) i z gniewnym
              wilczkiem za kierownicą, skrzeczącym gumowymi walcami na każdym
              winklu.

              Emes, zrób śrubokrętem dziurę w tylnym tłumiku Alfy.
              "Loud pipes save lives".
              ;)))))))))))
              • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 15:46
                rapid130 napisał:

                > Emes, zrób śrubokrętem dziurę w tylnym tłumiku Alfy.
                > "Loud pipes save lives".
                > ;)))))))))))

                ;-D

                Niestety, choc to kuszace, nie zdecyduje sie...

                Kiedys w moim rasowym rajdowcu (Hyundai Pony 1.3) zrobila sie dziura
                na gorze tlumika. Acha, jaki to byl piekny i rasowy dzwiek! Gluchy
                pomruk na jalowych, soczysty brum na przyspieszeniu, ktory
                przechodzil prawie w skowyt pod koniec zakresu obrotow. Cieszylem
                sie nim az do pierwszej wyprawy za miasto... Monotonny brum byl nie
                do wytrzymania.

                Ja ostatnio sporo jezdze na trasie :-( I zawsze podziwiam tych,
                ktorzy tjunink wydechu robia sobie na wlasna prosbe ;-)
                • rapid130 Re: Ile powinienem jechac? 31.05.09, 02:44
                  emes-nju napisał:

                  > Cieszylem sie nim az do pierwszej wyprawy za miasto... Monotonny
                  > brum byl nie do wytrzymania.
                  >
                  > Ja ostatnio sporo jezdze na trasie :-( I zawsze podziwiam tych,
                  > ktorzy tjunink wydechu robia sobie na wlasna prosbe ;-)

                  Gdy widzę tuninga z oponami o profilu naleśnika i słyszę jego
                  donośny brum-brumowy wydech, to wiem, że mam do czynienia z biednym
                  samochodzikiem.

                  Takim, który służy tylko do lansu po mieście, ewentualnie do
                  sprintów na 1/4 mili, ale nie wiedzącym co to rozwinąć skrzydła na
                  polskiej niedoskonałej trasie.

                  Chyba, że właściciel jest sadomaso. ;)
    • vtec_z Ile powinien jechac kierowca Audi? 29.05.09, 13:35
      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6664793,Pijany_spowodowal_czolowe_zderzenie.html

      I jak tu skalkulować ryzyko?
      • emes-nju Re: Ile powinien jechac kierowca Audi? 29.05.09, 13:45
        Dla sfjentoszkow nie ma to znaczenia. Dla nich wystarczajaca jest
        swiadomosc, ze jakby wszyscy byli sfienci, to nie byloby wypadkow.
      • nazimno Odpowiedz: 29.05.09, 13:47
        Kierowcy audi objeci sa "predkosciowym" namaszczeniem, ktore pozwala
        im jechac z "kazda" predkoscia i nie ma to nic wspolnego z
        wartosciami namalowanym na znakach.

        Ostatnio bylismy w Szklarskiej Porebie i dwoch idiotow w A6
        z jeleniogorskimi blachami wyprzedzalo notorycznie na wszystkich
        ciaglych liniach oraz zakretach BEZ widocznosci. Zwolnili,
        gdy zobaczyli z przodu wypadek i krzatajacych sie "bialoczapkowcow",
        ale odnioslem wrazenie, ze nie przejeli sie tym specjalnie
        (jakies lokalne znajomki?).

        Na idiotow nie ma rady.
        Oni byli, sa i beda, no moze czasem jakiegos ...zabraknie.
    • wichura Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 15:16
      Każda sytuacja jest inna i to do kierowcy należy jej ocena i dobór
      odpowiedniej prędkości (pies j***ł przepisy).
      "Jaka jest w takich warunkach bezpieczna predkosc?"
      Pewnie około 80 kmh - na tyle szybko, by debilowi nie przyszło do
      głowy przechodzić przed samochodem, a na tyle wolno, by nie zjawić
      się nagle w danym miejscu, "z nikąd", a w razie potrzeby można też
      zahamować.
      • 0rwell Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 19:59
        wichura napisał:

        > Każda sytuacja jest inna i to do kierowcy należy jej ocena i dobór
        > odpowiedniej prędkości (pies j***ł przepisy).
        > "Jaka jest w takich warunkach bezpieczna predkosc?"
        > Pewnie około 80 kmh - na tyle szybko, by debilowi nie przyszło do
        > głowy przechodzić przed samochodem, a na tyle wolno, by nie zjawić
        > się nagle w danym miejscu, "z nikąd", a w razie potrzeby można też
        > zahamować.


        80 na godzinę w opisanej sytuacji... Czy do ciebie jeszcze nie
        dotarło, że reprezentujesz najbardziej znienawidzony typ kierowcy?
        Wszyscy jadą 30 na godzine i tylko jeden jeden musi 80, wyprzedza
        całą kolumnę. Właśnie ze względu na takich jak ty piesjebiących
        wszystko i wszystkich, "umiejących" "ocenić" i "dobrać" prędkość,
        ten pomysł zmiany ograniczeń na wolną amerykankę, jest skazany na
        niepowodzenie. Ze względu takich jak ty, którzy wyprzedzają na
        zakrętach bo niby są pewni ze nic za nimi nie ma i jadą szybko bo
        sądzą że kazdy pieszy będzie się bał wejśc pod koła. Tobie się
        wydaje ze trafiłeś w samo sedno - nie pojedziesz wolniej bo to plama
        na twoim ekhm... honorze. A jedziesz szybko żeby wszyscy dookoła się
        bali. Zupełnie tak jakby jedynym powodem wtargniecia na jeznie była
        złośliwość, to jest bardzo ograniczony tok myślenia.
        • babaqba Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 03:35
          0rwell napisał: > (...)Właśnie ze względu na takich jak ty
          piesjebiących
          > wszystko i wszystkich, "umiejących" "ocenić" i "dobrać" prędkość,
          > ten pomysł zmiany ograniczeń na wolną amerykankę, jest skazany na
          > niepowodzenie. (...)

          Tak, prawo i przepisy mamy skrojone pod wariatów i przestępców. Taka
          prawda. Ale kretyńska. Bo to prawo nas dotyczy i my go przestrzegamy.
          Wariaci i przestępcy mają je w dupie. Za jakie grzechy jesteśmy takimi
          głupkami i tak sobie kraj urządzamy? Sami jesteśmy swoimi największymi
          wrogami. Beznadzieja. Czy ktokolwiek ma blade pojęcie o czym piszę?
          • habudzik Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 10:03
            babaqba napisała:
            >Czy ktokolwiek ma blade pojęcie o czym piszę?

            Nie! Ty zresztą też go nie masz .
            • babaqba Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 12:22
              Akurat szczeku kretyna-habudzika byłem pewien. Ten nigdy niczego nie
              rozumie. Ot, taka ludzka glista.
          • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 14:59
            babaqba napisała:

            > Czy ktokolwiek ma blade pojęcie o czym piszę?

            Owszem.

            Nie wiazalbym calosci az tak bardzo z "czarnymi", ale sposob
            spojrzenia na Polske mamy podobny.
            • staszek585 Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 23:16
              Emes-nju, skoro nie doszło do wypadku to jechałeś z prędkością bezpieczną.
              Zresztą to doskonale wiesz, nie ?
              A do różnych zachowań różnych uczestników ruchu zdążyłeś się pewnie przyzwyczaić?
              PS:
              Problem, ale w Polsce rzeczywiście nie ma edukacji w zakresie ruchu
              drogowego. Może decydenci są tak przekonani o głupocie mas, że nie widzą sensu?
              Albo mają inne, równie głupie wytłumaczenie?
              Przyszły mistrz kierownicy odpowiada na 18 pytań. Znanych i niezmiennych od lat.
              Zresztą może na dwa odpowiedzieć źle.
              I po tym często uważa się za doskonałego
              A warto by uczyć.
              Ale chyba decydenci wolą tworzyć prawo. Tak jak opisuje babaqba.
              • habudzik Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 23:35
                Czy tak , czy siak , odpowiedzialność z głupotę spada na głupca a nie jego
                nauczyciela . Choć byś nie wiem jak długo uczył to i tak nie nauczysz Amerykanów
                że Indianie nie pochodzą z Indii , trójkąt nie ma 4 boków , Kofi Annan to nie
                brazylijska kawa a w Ameryce łacińskiej językiem urzędowym nie jest ŁACINA
              • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 31.05.09, 19:53
                staszek585 napisał:

                > Emes-nju, skoro nie doszło do wypadku to jechałeś z prędkością
                > bezpieczną.
                > Zresztą to doskonale wiesz, nie ?

                No, nie!

                Jechalem jak pirat! Zamiast plynnie zatrzymac auto (z mniejszej
                predkosci), mialem "cieplo". Zgodnie z frazeologia mediow,
                jechalem "rozpedzonym samochodem". A gdybym trafil, to bylbym
                morderca :-P
                • habudzik Re: Ile powinienem jechac? 31.05.09, 21:24
                  emes-nju napisał:

                  > staszek585 napisał:
                  >
                  > > Emes-nju, skoro nie doszło do wypadku to jechałeś z prędkością
                  > > bezpieczną.
                  > > Zresztą to doskonale wiesz, nie ?
                  >
                  > No, nie!
                  >
                  > Jechalem jak pirat! Zamiast plynnie zatrzymac auto (z mniejszej
                  > predkosci), mialem "cieplo". Zgodnie z frazeologia mediow,
                  > jechalem "rozpedzonym samochodem". A gdybym trafil, to bylbym
                  > morderca :-P

                  O to właśnie chodzi że nawet gdyybyś trafił to gość który błąd ów popełnił miał
                  duże sznase na przeżycie i rehabilitację czyli żal za grzechy .
                • habudzik Re: Ile powinienem jechac? 31.05.09, 21:27
                  Ty rozumiesz ( ale nie chcesz się do tego przyznać ) że podstawowe przykazanie ,
                  czy to Kościoła , czy to PoRD brzmi : nie zabijaj .
    • hr.derduch Re: Ile powinienem jechac? 29.05.09, 20:28
      Powinieneś jechać 50 kph, zgodnie z tym co twierdzą debile stawiający znaki:
      Ograniczenia prędkości są dostosowane do ciężarówki jadącej w deszczu.
    • habudzik Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 15:19
      Jechałeś bardzo dobrze i dlatego gość żyje . Mimo że to była jego wina nie
      zasługiwał na śmierć czy nawet kalectwo .
    • robertrobert1 Re: Ile powinienem jechac? 30.05.09, 20:57

      > PS Pisze o bezpieczenstwie mojego auta - nie o bezpieczenstwie
      > samobojcow.

      Myśle, że predkość ZERO . Każda inna może twojemu przedłużeniu wyrządzić
      mniejszą lub większą krzywdę a to byłaby strata dla ciebie nie do zniesienia,
      nieprawdaż?
      • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 31.05.09, 20:02
        robertrobert1 napisał:

        > > PS Pisze o bezpieczenstwie mojego auta - nie o bezpieczenstwie
        > > samobojcow.
        >
        > Myśle, że predkość ZERO . Każda inna może twojemu
        > przedłużeniu wyrządzić mniejszą lub większą krzywdę a to byłaby
        > strata dla ciebie nie do zniesienia, nieprawdaż?

        Nie wiem skad ten poglad? Masz jakis kompleks?

        Moj samochod nie jest zadnym przedluzeniem, a moja WLASNOSCIA. Do
        tego sluzy mi rowniez do zarabiania pieniedzy. A ze nie ma ZADNEJ
        mozliwosci wydebienia od swietego pieszego odszkodowania za
        uszkodzenia (oraz inne straty), to mniej mnie martwi stan mojego
        auta (choc pozbawienie mnie go na tydzien-dwa, na czas naprawy, to
        dla mnie problem), a bardziej mojego portfela - naprawa przodu po
        kolizji z pieszym moze kosztowac dobrze ponad 15 tys.

        Skoro nawet jadac predkoscia rowerzysty przeszkadzam na normalnej
        jezdni (nie na osiedlowej uliczce) jakiemus samobojcy, to zadaje
        pytanie z jaka predkoscia mam jechac, zeby nie dac samobojcy szansy
        na zniszczenie mojego mienia, na ktore sam zapracowalem, i ktorego
        nie chce naprawiac, bo ktos zechcial spacerowac po jezdni przed moja
        maska.
    • rapid130 Re: Ile powinienem jechac? 31.05.09, 02:54
      emes-nju napisał:

      > Jede sobie zwykla warszawska ulica, przy ktorej stoja zaparkowane
      > samochody. Leje i jest spory ruch. Udaje sie utrzymac predkosc na
      > poziomie 25-30 km/h (ograniczenie do 50 km/h). (..........)

      Ruska ruletka tym razem była dla Ciebie łaskawa.

      Dla mnie była podobnie łaskawa jakieś 9 lat temu.

      Jadę sobie grzecznie 45-50 km/h pustą ulicą średnioprzelotową.
      Chodnikem z prawej idą dwie nieletnie lasencje. W momencie kiedy
      dzieli mnie od nich może 10-15 metrów, nagle kierują swoje kroki
      prosto na jezdnię, "na szagę", skracając sobie drogę do szkoły. Bez
      upewnienia się czy mogą. Bez choćby zerknięcia przez ramię.
      Najwyraźniej do przejścia dla pieszych jakieś 50 metrów dalej miały
      za daleko.

      Uratowało mnie (i lasencje przede wszystkim) prawidłowe trzymanie
      rąk na kierownicy i pusty przeciwny pas ruchu. Dzięki temu mogłem
      zrobić błyskawicznie skręt wolantem w lewo o 180 stopni i zaraz
      potem lustrzany, w prawo.

      To był "platynowy manewr". Skuteczny i jedynie słuszny, chociaż
      wyłamujący się z ogólnej zasady, że należy przede wszystkim hamować.

      I potwierdziła się stara prawda, że w naprawdę podbramkowych
      sytuacjach nie ma czasu, ani na trąbienie, ani na mruganie
      światłami, a często także na skuteczne wyhamowanie.
    • mariner4 Jest takie pojęcie: "Szybkosć bezpieczna" 31.05.09, 12:21
      To jest trudne do zdefiniowania. Czasem wolno, oznacza niebezpieczne. Mają z tym
      pojęciem problem nawet sądy. Trzeba jechać tak, aby nikomu krzywdy nie zrobić.
      To jest chyba priorytet.
      M.
      • emes-nju Re: Jest takie pojęcie: "Szybkosć bezpieczna" 31.05.09, 20:08
        mariner4 napisał:

        > Trzeba jechać tak, aby nikomu krzywdy nie zrobić.

        A jak trzeba isc, zeby krzywdy nie zrobic?

        Bo chyba nie ulega watpliwosci, ze rozbicie mi samochodu, to
        wyrzadzona mi krzywda. I o ile pieszy, ktory rzuci kamieniem w szybe
        wystawowa ma duze szanse poniesc konsekwencje, o tyle pieszy,
        ktoremu nie chcialo sie spojrzec czy POZA PRZEJSCIEM moze wejsc na
        jezdnie, konsekwencji zadnych REALNIE nie poniesie.

        A szkody moze wyrzadzic znaczne - od materialnych, po psychiczne,
        choc powszechnie wiadomo, ze emes, to pirat i psychopata :-P
        • staszek585 Re: Jest takie pojęcie: "Szybkosć bezpieczna" 31.05.09, 20:33
          Emes-nju.
          Ten pieszy ma dużą szansę ponieść konsekwencje tego, że wszedł bezpośrednio pod
          auto. Nie każdy kierowca uważa tak jak Ty, nie każdemu, mimo, że uważa uda się
          uniknąć zderzenia.
          I wtedy będą konsekwencje. Dosyć bolesne, albo jeszcze gorzej.
          Szkoda, bo wygląda na to, że niektórym pieszym brakuje zwykłego rozsądku.
          Ciekawe byłoby spytać tego beztroskiego pieszego o to.
          Bo sytuacja jest prosta:
          Pieszy idzie, obok poruszają się bryły o masie tony, kilku, a nawet
          kilkunastu ton. Czy ktoś wejdzie w tor ruchu tych brył? Nawet nie upewniając się
          jak są daleko? Czy też jak szybko lecą?
          • emes-nju Re: Jest takie pojęcie: "Szybkosć bezpieczna" 31.05.09, 21:08
            Och, ja wiem jakie konsekwencje poniesie pieszy na ciele! I dopoki
            bedzie go tylko bolalo (25-30 km/h raczej bedzie tylko bolalo), to,
            sorry, mam (a w zasadzie chcialbym miec...) to w d... Nie poniesie
            za to konsekwencji zniszczenia cudzego mienia. Bo przeciez nic sie
            nie stalo - zniszczono tylko powszechnie pogardzany przedmiot
            nalezacy do mordercy :-/

            A szkoda, ze nie poniesie. Bo coraz glebsza swiadomosc, ze za
            wszystko co w zasiegu rzutu beretem od jezdni odpowiada kierowca,
            jest zgubna.
        • habudzik Re: Jest takie pojęcie: "Szybkosć bezpieczna" 31.05.09, 23:58
          Nikt nie płacze nad pieszym-ślepym któremu laske połamią byle mu zdrowia nie
          pogorszyli i życia nie odebrali . Tobie nie grozi ani utrata zdrowia a tym
          bardziej życia .
        • mariner4 Łatwo osądzasz. 06.06.09, 09:13
          O rzucaniu kamieniami nie wspomnę. Piesi to różni ludzie ze swoimi problemami.
          Na przykład idzie sobie ktoś, komu małżeństwo się rozsypało, kogoś wyrzucono z
          pracy i tak dalej. Człowiek ma łeb zabity czymś co go pochłania całkowicie. Może
          być rozkojarzony w stanie depresji, chory i diabli wiedzą co jeszcze. To samo
          dotyczy kierowców.
          To wszystko powinno się uwzględniać jak się jedzie. To wszystko ogranicza bardzo
          podnoszoną tutaj często "przyjemność z jazdy".
          Jeżdżąc często np po Danii, pytam się siebie dlaczego w Polsce nie można jeździć
          bezstresowo? Jakość dróg nie tłumaczy wszystkiego.
          M.
    • jane14 Re: Ile powinienem jechac? 01.06.09, 14:17
      Emesie !

      Po pierwsze nieprawdą jest że od 20 lat jeździsz bezwypadkowo, albo
      nieprawdą jest opisywany przez ciebie w poprzednich postach wypadek
      z twoim udziałem.
      Po drugie w czasie deszczu zarówno kierowca jak i pieszy maja
      utrudnioną widoczność pieszy niekiedy bardziej. I podobnie rządek
      zaparkowanych aut wpływa na wzajemne dostrzeżenie się obustronnie. W
      ogóle w czasie deszczu piesi zachowują się różnie co dość
      precyzyjnie, choć nie bez złośliwości pod adresem pieszych, opisała
      Inguszetia. Ciekawe czy w takich samych warunkach kierowca po
      wyjściu z auta przejdzie ekstra kilkadziesiąt czy set metrów do
      przejścia i z powrotem albo nie zasłoni się parasolem czy nie
      odwróci głowy przed zacinającym deszczem ?
      Po trzecie to czy coś jedzie z naprzeciwka czy nie to też są warunki
      ruchu i to też trzeba brać pod uwagę.
      W takich warunkach o ile właśnie nic nie jedzie z naprzeciwka wręcz
      niezależnie od prędkości należy jechać środkiem drogi aby być
      łatwiej dostrzeżonym a i samemu wcześniej dostrzec ewentualnego
      pieszego wychodzącego zza zaparkowanego auta.
      Jeśli podczas "zip zip" wycieraczek nic nie widzisz zmień pióra
      wycieraczek i lub odtłuść sobie szybę.
      No i najważniejsze jeśli tak ci to zdarzenie zaszło za skórę to
      znaczy ze było za szybko, ale trudno przesądzić w stosunku do czego.
      Twoich umiejętności czy warunków zewnętrznych. Gdyby było OK. pewnie
      nie uznałbyś tego za zdarzenie tak ważne by poświęcać mu swój
      bezcenny (co niejednokrotnie podkreślasz przy okazji dyskusji o
      prędkości) czas.
      • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 01.06.09, 14:34
        jane14 napisał:

        > Po pierwsze nieprawdą jest że od 20 lat jeździsz bezwypadkowo,
        > albo nieprawdą jest opisywany przez ciebie w poprzednich postach
        > wypadek z twoim udziałem.

        Jaki wypadek?

        Masz na mysli stluczke, w ktorej moja wina bylo to, ze PRAWIDLOWO
        stalem na pasie do skretu w lewo, a ktos wjechal mi w bok?

        Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa :-P
        • jane14 Re: Ile powinienem jechac? 01.06.09, 15:49
          A escortem to nie ty ...
          Chyba nie pomyliłem, wiem dawno było...
          A poza tym to się pisze "nie miałem wypadku z własnej winy".
          Jakbyś trafił tego przechodnia to tez pewnie nie byłoby z twej winy.

          • emes-nju Re: Ile powinienem jechac? 03.06.09, 14:27
            jane14 napisał:

            > A escortem to nie ty ...

            Zdecydowanie nie.

            > A poza tym to się pisze "nie miałem wypadku z własnej winy".

            A o skrotach myslowych slyszal?
      • andrzejmat Dokładnie tak, jak piszesz, Jane n/t 01.06.09, 14:51
        • emes-nju Re: Dokładnie tak, jak piszesz, Jane n/t 01.06.09, 15:37
          Czyli jednak nalezy stanac jak wywrozymy sobie zjawienie sie
          pieszego :-P

          No bo jakbym jechal 15 km/h i pieszy wyszedlby mi 50 cm przed maska,
          to tez bylaby moja wina. Mysle, ze nawet jakby pieszy wpadl na tyl
          mojego przejezdzajacego auta, to tez ;-P
          • andrzejmat Różnie...jak to w zyciu. 01.06.09, 19:18
            emes-nju napisał:

            > Czyli jednak nalezy stanac jak wywrozymy sobie zjawienie sie
            > pieszego :-P
            >
            > No bo jakbym jechal 15 km/h i pieszy wyszedlby mi 50 cm przed
            maska,
            > to tez bylaby moja wina.

            Można sobie wyobrazić 'warunki', w których to by była Twoja wina.
            Nie mówię, że akurat dokładnie takie, jak opisujesz.
            Ale wina pieszego bywa tez orzekana, u nas w Polsce, wcale nie tak
            rzadko, wcale to nie ciele o dwóch głowach. Tylko, że z punktu
            widzenia tego Twojego uwielbianego samochodu, narzędzia pracy i
            środka utrzymania rodziny i dziatek - to nie jest taka wielka z
            punktu widzenia odpowiedzialności cywilnej róznica - o ile nie był
            on (ten pieszy) odpowiednio ubezpieczony, to tez tak zaraz nikt nie
            bedzie Ci biegł ze zwrotem pieniedzy. Czeka sprawa cywilna z
            wątpliwa możliwościa egzekucji wyroku.
            A jak bys chciał, aby było? Aby kazdy co sie rusza na własnych
            nogach czy o kuli, stary, młody, menel czy profesor Filutek był
            ubezpieczony OC - dla Twego/(naszego - kierowców) spokoju ?

            Pieszych z tego punktu widzenia należy - tak jak w realnym świecie
            jest - traktowac jako część warunków zewnętrznych, tak jak pogodę,
            gołoledź, grad. Tak w Polsce, jak na innym kontynencie. Od tego
            masz AC.
            Ponarzekac sobie możesz, ale zastanów się, czy ty/ja nie bywamy
            pieszymi? Czy nigdy nie przytrafiło Ci sie byc 'głupim' czy
            zgłupiałym pieszym? A może byłeś (taki rozrywkowy przykład) w GB i
            przchodziłes jezdnię w pierwszych dniach pobytu, troche tylko
            roztargniony, bo własnie np zwiedziłes przed chwilą glarię figur
            woskowych?
            • emes-nju Re: Różnie...jak to w zyciu. 03.06.09, 11:38
              andrzejmat napisał:

              > A jak bys chciał, aby było? Aby kazdy co sie rusza na własnych
              > nogach czy o kuli, stary, młody, menel czy profesor Filutek był
              > ubezpieczony OC - dla Twego/(naszego - kierowców) spokoju ?

              Nie, Andrzeju. Dla WLASNEGO spokoju!

              Bo ja np. jezeli ktos, nawet tylko przez nieuwage, kosztownie
              uszkodzi MOJE MIENIE, bede domagal sie zadoscuczynienia.

              Nie wiem skad ten opor przed OC dla doroslych obywateli?!

              Przeciez ci sami obywatele ubezpieczaja np. swoje mieszkanie, zeby
              nie placic gotowka za zalanie sasiada. A potencjalny koszt remontu
              mieszkania, nawet po "katastrofie", jest znacznie nizszy niz
              koniecznosc naprawy/odkupienia np. autobusu, ktory swoim wkroczeniem
              na jezdnie "wypchnie sie" w krajobraz...

              > Pieszych z tego punktu widzenia należy - tak jak w realnym świecie
              > jest - traktowac jako część warunków zewnętrznych, tak jak pogodę,
              > gołoledź, grad. Tak w Polsce, jak na innym kontynencie. Od tego
              > masz AC.

              Po pierwsze nie wszycy maja AC, a po drugie dlaczego mam ze SWOJEJ
              polisy placic za CZYJAS szkode i ponosic tego powazne konsekwencje
              finasowe?

              > Ponarzekac sobie możesz, ale zastanów się, czy ty/ja nie bywamy
              > pieszymi? Czy nigdy nie przytrafiło Ci sie byc 'głupim' czy
              > zgłupiałym pieszym?

              A wiesz, ze nie? Byc moze dlatego, ze nikt mi nie trul d..., ze od
              uwazania i ponoszenie konsekwencji sa kierowcy.

              Uczono mnie za to odpowiedzialnosci. Przede wszystkim za siebie.
              Zupelnie inaczej niz w obowiazujacym wciaz bolszewizmie :-P
              • nazimno Emes, szkoda czasu, tamten czlowiek 03.06.09, 11:56
                nie rozumie zasady dzialania OC. Tlumaczyc mozna tylko komus, kto
                jest zdolny do rozumienia argumentow.

                Upor jest narzedziem malych dzieci i ... niektorych doroslych.
                Szkoda czasu.

                • jane14 Re: Emes, szkoda czasu, tamten czlowiek 03.06.09, 15:41
                  nazimno napisał:

                  > Upor jest narzedziem malych dzieci i ... niektorych doroslych.
                  > Szkoda czasu.

                  Podobnie jak powszechne OC.
                  Bo od czego ?
                  Od uszkodzenia samochodu Emesa ?
                  Od wszystkiego ?
                  To po co cały KC?
                  A swoja drogą ty jako EKSPERT od stosunków w krajach cywilizowanych, znasz taki
                  kraj gdzie takie OC jest ?
                  • emes-nju Re: Emes, szkoda czasu, tamten czlowiek 03.06.09, 16:59
                    jane14 napisał:

                    > A swoja drogą ty jako EKSPERT od stosunków w krajach
                    > cywilizowanych, znasz taki kraj gdzie takie OC jest ?

                    A znasz jakis kraj, w ktorym za polowe wypadkow z udzialem pieszych
                    odpowiadaja piesi, a sady najprostsze nawet sprawy miedla latami?
                    Nie mowiac o tym, ze wyrokiem mozna sobie wytapetowac sracz, bo
                    przeciez pieszy, ktory rozbil samochod zawsze okazuje sie biednym
                    czlowiekiem utrzymywanym przez zone/dzieci/tesciowa. *


                    --
                    * Wlasciwe podkreslic
                    • jane14 Re: Emes, szkoda czasu, tamten czlowiek 03.06.09, 22:44
                      emes-nju napisał:

                      > A znasz jakis kraj, w ktorym za polowe wypadkow z udzialem pieszych
                      > odpowiadaja piesi,

                      Nie znam, ale to pewnie dlatego że połowa z tych wypadków za które "odpowiadają
                      piesi" gdyby zdarzyła się w innym kraju skończyłaby się orzeczeniem o winie
                      kierowcy ...

                      > Nie mowiac o tym, ze wyrokiem mozna sobie wytapetowac sracz, bo
                      > przeciez pieszy, ktory rozbil samochod zawsze okazuje sie biednym
                      > czlowiekiem utrzymywanym przez zone/dzieci/tesciowa. *

                      No to podpiszesz mi weksel?
                      Z reszta już sobie poradzę...
                      • emes-nju Re: Emes, szkoda czasu, tamten czlowiek 04.06.09, 10:23
                        jane14 napisał:

                        > emes-nju napisał:
                        >
                        > > A znasz jakis kraj, w ktorym za polowe wypadkow z udzialem
                        > > pieszych odpowiadaja piesi,
                        >
                        > Nie znam, ale to pewnie dlatego że połowa z tych wypadków za
                        > które "odpowiadają piesi" gdyby zdarzyła się w innym kraju
                        > skończyłaby się orzeczeniem o winie kierowcy ...

                        Ja nie wnikam w orzeczenia. Moze Ty tez bys sie powstrzymal?

                        W TV slyszalem za to policjanta, ktory oswiadczyl, ze zeby policja
                        orzekla wine pieszego, kierowca musi byc bez skazy. A znajac styl
                        jazdy naszych kierowcow...

                        > > Nie mowiac o tym, ze wyrokiem mozna sobie wytapetowac sracz, bo
                        > > przeciez pieszy, ktory rozbil samochod zawsze okazuje sie
                        > > biednym czlowiekiem utrzymywanym przez zone/dzieci/tesciowa. *
                        >
                        > No to podpiszesz mi weksel?
                        > Z reszta już sobie poradzę...

                        Jane. Dochodziles Ty kiedys swojego w Polsce?

                        Ja robie to dosc systematycznie. Z bardzo umiarkowana skutecznoscia.
                        Ani weksle, ani komornik nie pomoga jezeli dluznik nie ma widzenia
                        zaplacic. A moje sprawy dotycza firm, ktore cos u mnie zlecily wiec
                        przynajmniej w teorii mialy (mialy miec) na to pieniadze.

                        A jak wyciagnac kilkanascie tys. za naprawe przodu od Pani Babci
                        Sasiadki z 500 zl emerytury? Wekslem? Zdradzisz mi jak?

                        No... Chyba nie bedziesz jej tego weksla wpychal w gardlo z
                        towarzyszaca temu grozba uduszenia? :-P
                        • jane14 Re: Emes, szkoda czasu, tamten czlowiek 04.06.09, 12:30
                          emes-nju napisał:

                          > A jak wyciagnac kilkanascie tys. za naprawe przodu od Pani Babci
                          > Sasiadki z 500 zl emerytury?

                          Babcia akurat jest łatwym celem, podobnie jak wiekszość osób
                          prywatnych które maja stałe dochody np z pracy. Owszem jest
                          kategoria osób które maja "taki styl zycia" i nie maja stałych
                          dochodów ani majatku. Tu problem jest, ale raczej trafienie takiego
                          autem jest wiekszym problemem.

                          A co do firm też problem nie jest wielki, jak juz masz wyrok sadu
                          pod warunkiem że nie tapetujesz nim ...
              • andrzejmat Re: Różnie...jak to w zyciu. 05.06.09, 14:26
                emes-nju napisał:

                > andrzejmat napisał:
                >
                > > A jak bys chciał, aby było? Aby kazdy co sie rusza na własnych
                > > nogach czy o kuli, stary, młody, menel czy profesor Filutek był
                > > ubezpieczony OC - dla Twego/(naszego - kierowców) spokoju ?
                >
                > Nie, Andrzeju. Dla WLASNEGO spokoju!
                >
                > Bo ja np. jezeli ktos, nawet tylko przez nieuwage, kosztownie
                > uszkodzi MOJE MIENIE, bede domagal sie zadoscuczynienia.
                >
                > Nie wiem skad ten opor przed OC dla doroslych obywateli?!
                >
                > >
                > > Ponarzekac sobie możesz, ale zastanów się, czy ty/ja nie bywamy
                > > pieszymi? Czy nigdy nie przytrafiło Ci sie byc 'głupim' czy
                > > zgłupiałym pieszym?
                >
                > A wiesz, ze nie? Byc moze dlatego, ze nikt mi nie trul d..., ze od
                > uwazania i ponoszenie konsekwencji sa kierowcy.
                >
                > Uczono mnie za to odpowiedzialnosci. Przede wszystkim za siebie.
                > Zupelnie inaczej niz w obowiazujacym wciaz bolszewizmie :-P
                >
                Andrzejmat:
                Wiesz, emes, jakos straciłe zupełnie rozeznanie, o co Ci tak
                naprawdę chodzi.
                Jaki opór w stosunku do ubezpieczeń OC (pieszych)?!
                Ubezpieczenie mieszkań z klauzula OC jest powszechne w miastach,
                oczywiste - ale nie obowiązkowe.
                Ubezpieczyć sie od odpowiedzialności cywilnej GENERALNIE od
                wszystkiego zwyczajnie nie można, umowa zawierac musi precyzyjne
                określenie zakresu.
                Czy można ubezpieczyć sie od odpowiedzialności cywilnej w ruchu
                drogowym jako pieszy uczestnik ruchu? Nie wiem, nie oferują
                tego chyba żadne firmy ubezpieczeniowe. Ale gdyby, to chodzi Ci o
                to, aby takie ubezpieczenia były obowiązkowe? Dla tej babci też? To
                nierealne i zwyczajnie śmieszne,takie przekonanie to niby ma być ten
                niezrozumiały opór przed OC? Bolszewizm?
                Dochodzić swych roszczeń od pieszego oczywiście można, ale i Ty i ja
                o tym pisalismy zgodnie że jest to trudne i długie i często
                praktycznie bezskuteczne.
                Pisząc, że wszyscy popełniamy błędy - także jako piesi, oczywiście
                nie miałem racji - nie biorąc pod uwagę osób totalnie
                odbolszewizowanych i perfekcyjnie odpowiedzialnych, ostrożnych,
                bezbłędnych nawet w każdym ruchu i kroku bardziej niż liderzy "tańca
                z gwiazdami'. Rozumiem, że do takich należysz, ale zastanawiam się,
                czy Ci zazdrościć, czy nie. Jak by powiedział stary baca:'Robot
                jakiś cy co'?
                Ale takich pieszych jest statystycznie zero kropka duuuzo zer i
                jesynka.
                Dlatego pozwoliłem sobie napisać tu gdzieś wyżej, że moim zdaniem
                LEPIEJ ( w szerokim znaczeniu tego słowa) traktpwać pieszych jako
                składową ogółu warunków zewnętrznych, które są w jakiejś mierze
                przewidywalne, ale do których LEPIEJ nie mieć pretensji ...

                Pzdr.
                A.
    • naprawdetrzezwy Re: Ile powinienem jechac? 06.06.09, 15:24
      Tyle, by móc panować nad autem i sytuacją.

      Tyle, że ja nigdy nie patrzę wtedy na prędkościomierz.
      Zwisa mi smętnym kalafiorem wskazanie licznika - bez niego widzę,
      czy jadę za szybko, czy za wolno...

      (poza tym ona i tak kłamią: zaniżają i mają błędy (największe)
      wskazań w niskich zakresach...)
      • truskava Re: Ile powinienem jechac? 06.06.09, 16:10
        naprawdetrzezwy napisał:

        (...)
        > (poza tym ona i tak kłamią: zaniżają
        (...)


        Raczej zawyżają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka