jureek
03.09.09, 11:58
Bardzo nie lubię chodzić na spotkania rodziców. Uważam je za stratę czasu,
poza tym drażni mnie, gdy rodzice wymądrzają się i próbują narzucić
nauczycielowi, jak ma ich dzieci uczyć. W Grundschule jeszcze wyglądało to
jako, tako, ale od gimnazjum wygląda to okropnie. A najgorzej już jest, jak
dziecko znajdzie się w tzw. klasie elitarnej (bilingualer Unterricht albo
Bläserklasse). Przeważnie siedzę cicho na tych nasiadówach i modlę się, żeby
przemądrzali rodzice skonczyli już swoje popisy, albo żeby wreszcie przyszedł
woźny i wygonił towarzystwo. Wczoraj jednak nie mogłem się powstrzymać i sam
się wymądrzyłem. Powodem był wiszący na ścianie plakat z Che Guevarą.
Spytałem, czy akurat ta postać jest dobrym wzorem do naśladowania dla naszych
dzieci. Nauczyciel obiecał, że poruszy ten temat, bo większość nawet nie wie,
kim on był, a spojrzenia większości obecnych rodziców gdyby mogły zabijać, to
dzisiaj bym już nie żył.
Wygląda na to, że będą mnie teraz uważali za jakiegoś Rechtsradikale. A w
d...e to mam.
Jura