Dodaj do ulubionych

Tekst z TP

08.10.04, 10:49

/Przywiązanie do jednej tylko myśli pozwala podejrzewać bezmyślnośc

Kościół nie odważa się póki co zrewidować swojego, zbyt już anachronicznego
stanowiska - zwłaszcza, że i osobowośc Jana Pawła II zdecydowanie temu nie
sprzyja. I trwa przy fikcji, jaką coraz bardziej staje się unieważnienie
małżeństwa.

W prawie cywilnym małżeństwo jest kontraktem między parą osób, które nadal
zachowują swoja podmiotowość, choc godzą się z tym, że ich prawa
dotychczasowe zostaną ograniczone przez skutki prawne kontraktu. Mogą
wystąpić o rozwiązanie kontraktu albo zgodną wolą albo w trybie
jednostronnego wypowiedzenia - w obu jednak przypadkach o rozwiązaniu
kontraktu decyduja nie oni sami, a sąd - mający na uwadze tak interes strony,
której sie małżeństwo wypowiada, jak i dobro innych osó o owego kontraktu
zależnych - przede wszystkim dzieci rozwodzącej się pary.

Inaczej jest w kościele kątolickim, gdzie "nuptorienci" przekazują swoją
podmiotowość tworzącemu się związkowi, i odtąd w sprawach jego dotyczących
podmiotowości owej nie posiadają ani odzyskać nie mogą. W tej sytuacji nie da
się rozwiązać związku w oparciu o wolę jednej czy nawet obu stron - nie mają
one bowiem właściwości prawnej pozwalającej o to wnosić. Na gruncie tego
myślenia powstał ów dziwoląg unieważnienia małżeństwa w funkcji rozwodu
zastępczego - koniecznie za przyczynę muszą być uznane warunki zaistniałe
przed ślubem, gdy oboje nie utracili jeszcze swej podmiotowości na rzecz
małżenstwa.

I karuzela kręci się coraz szybciej - sąd kościelny wyrokuje badając jakoby
sytuację obiektywna sprzed lat, i oceniając z wielką pewnością rzeczy, co do
których pewny osąd możliwy jest tylko dzięki wstawiennictwu Ducha Św., bo
ludzie ocenic tego nie są w stanie - ot, chocby wynienione w
artykule "symulacja wiary katolickiej" i "niezdolność psychiczna dokonania
wolnego wyboru". A tam, gdzie faktów dowieść się nie da pozostaje siła
argumentacji - cokolwiek przez to rozumieć. A skoro chodzi o stwierdzenie
nieważności a nie przychylenie sie do woli zainteresowanego - wola i interes
praktyczny innych zainteresowanych już nie mają znaczenia: bo to co de facto
jest zaakceptowaniem przez kościelny sąd woli strony występującej o ów
quasirozwód - jest opiswane jako badanie prawdy obiektywnej, a ta od
czyichkolwiek interesów zalezeć nie powinna, zatem sąd kościelny nie chroni w
jakikolwiek sposób słusznych interesów współmałżonka i dzieci - a jeśli sami
sędziowie nieformalnie poświęcają temu swoją uwagę, to za cenę świadomości
działania poza umocowaniem prawnym i - w gruncie rzeczy - uczestniczeniem w
kłamstwie, choć z dobrą wolą zabezpieczenia interesów przez prawo nie
zabezpieczanych.

I tak Kościół coraz bardziej wirtualnymi rusztowaniami podpiera swój
pochylający się gmach. A że to rusztowania nie z prawdy zbudowane - gmach
pochyla sie jeszcze bardziej, sugerując potrzebę pilnej wymiany budulca owych
rusztowań na bardziej autentyczny.

Obserwuj wątek
    • wolfgang87 Re: Tekst z TP 08.10.04, 18:06
      a ja myslalem ze to byl tekst z Telekomunikacji Polskiej i ze bedzie cos
      naprawde dla mnie osobiscie ciekawego...

      mam malo czasu i po przejrzeniu pobieznym tekstu nie bardzo wiem o co chodzi :)
      • xxx131 Re: Tekst z TP 08.10.04, 23:54
        a chcesz pysk
        ---
        moj kolega ma na kompie nagrane rozmowe z tp na blekitnej linii.
        cos wtym stylu
        -prosze sie pojsc sovie z linie, bo blokuje rozmowe ze mna
        -nie
        -rozlacz sie ty ku***ie
        -jestes ch***m
        i.t.d., ok. 7 min
      • wojtek_kosynier Re: Tekst z TP 12.10.04, 15:24
        TP to w tym przypadku - "Tygodnik Powszechny", co nie zmienia postaci trzeczy,
        że wklejanie - czy raczej wpisywanie - takich tekstów to nie najmądrzejszy
        pomysł.
        • l0czek Re: Tekst z TP 13.10.04, 00:17
          wojtek_kosynier napisał:

          > TP to w tym przypadku - "Tygodnik Powszechny", co nie zmienia postaci
          trzeczy,
          > że wklejanie - czy raczej wpisywanie - takich tekstów to nie najmądrzejszy
          > pomysł.


          nazywajmy rzeczy po imieniu: toć to piczowina (ze słowackiego, jakby się komuś
          chciało sprawdzić...)!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka