Goldberg Variation SACD Re-Performence

06.05.07, 10:37
W Japonii ukazala sie bardzo ciekawa plyta hybryda SACD z wykonaniem Warjacji
Golberowskich Glenna Goulda z 1955 ,ktore nagrano na nowo z wykorzystaniem
najnowszych technik nagraniowych DSD, plyta posiada wersje CD ,SACD Stereo ,
SACD Stereo wersja na sluchawki - Binaural Stereo , oraz wersja SACD
Surround .
www.zenph.com/sept25.html
www.sa-cd.net/showtitle/4462
    • bwv1004 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 01:12
      I po co???
      • schaetzchen Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 06:58
        Tak, a niedługo dostaniemy jeszcze wersję video ;) I materiał multimedialny. I multikulturowy. I zmultiplikowany. Multimilionerski.
      • jacekm22 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 13:50
        bwv1004 napisał:

        > I po co???
        Wyobraz sobie ze komus przyszla do glowy nastepujaca mysl ,jakby brzmialy
        Wariacje Goldbergowskie ,gdyby G.Gould nagral je w dzisiejszym dobrym studiu
        nagraniowym ....
        Pomysl zrealizowano , pod wzgledem technicznym jest to doskonala plyta .
        • winoman Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 14:26
          jacekm22 napisał:

          > bwv1004 napisał:
          >
          > > I po co???
          > Wyobraz sobie ze komus przyszla do glowy nastepujaca mysl ,jakby brzmialy
          > Wariacje Goldbergowskie ,gdyby G.Gould nagral je w dzisiejszym dobrym studiu
          > nagraniowym ....

          Możnaby jeszcze zbadać brzmienie na różnych modelach dzisiejszych fortepianów,
          sprawdzić jakby brzmiały w różnych słynnych salach koncertowych (odpowiedni
          pogłos da się pewnie wygenerować), potem przyjdzie czas na wersje na
          hammerklawier i na klawesynie z epoki, a na deser jako bonus wersja akordeonowa
          (w końcu też ma klawisze :-) ).

          Pozdrawiam!
        • bwv1004 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 16:01
          jacekm22 napisał:

          > Wyobraz sobie ze komus przyszla do glowy nastepujaca mysl ,jakby brzmialy
          > Wariacje Goldbergowskie ,gdyby G.Gould nagral je w dzisiejszym dobrym studiu
          > nagraniowym ....
          > Pomysl zrealizowano , pod wzgledem technicznym jest to doskonala plyta .

          Ta, wiem, ludziom wszystko się wciśnie. Tylko czy taka płyta cokolwiek wnosi do
          naszego rozumienia Goulda? Albo Bacha? Czy posłuży tylko właścicielowi do
          pokazania kolegom - mam droższy system, bardziej surroundowego Goulda, więcej
          koni mechanicznych w samochodzie i dłuższego ... (proszę wpisać co uważacie).

          I jeśli czyszczeniez szymów i trzasków czy korekcję balansu tonalnego jestem w
          stanie zrozumieć i poprzeć w uzasadnionych przypadkach, to dorabianie
          sterefonii, i to jeszcze binauralnej, i jeszcze surroundu - to nikomu
          niepotrzebne bajdurzenie. Tym bardziej niepotrzebne, że utwór jest wykonany na
          fortepianie solo, który z natury nie charakteryzuje się wstrząsającą panoramą.

          Wydanie w SACD też pozbawione jest grama sensu - parametry oferowane przez CD z
          namiarem starczają dla cyfrowej reprezentacji nagrania sprzed 50 lat. Nie chcę
          też już wchodzić w zgłaszane przez niektórych fachowców (mówie o inzynierach,
          nie złotoouchych) opinie, że reprezentacja DSD (używana w SACD) oprócz pewnych
          możliwych marginalnych zalet w porównaniu z tradycyjną reprezentacją PCM, ma
          także poważne wady. Ale nie powstrzymam się od zauważenia, że zaawansowana
          edycja materiału w DSD jest niemożliwa z powodu braku odpowiedniej matematyki.
          Tak więc transfer i edycję tego Goulda wykonano zapewne w reprezentacji PCM
          tracąc potencjalne zalety DSD (o ile istnieją), po czym skowertowano do DSD.
          Możliwe też, że celem podniesienia audiofilskiego sex appealu transfer był
          zrobiony w DSD, konwertowany do PCM, edytowany i ponownie skonwertowany do DSD,
          czyli lewą ręka pod prawym kolanem za lewe ucho.

          Zgadzam się z ostrymi interwencjami w szelakowe płyty 78rpm, bo same z siebie
          brzmią nieznośnie - chyba już nieraz dawałem tu link
          www.pristineclassical.com/More/NaturalSound.html
          do firmy robiącej całkiem moim zdaniem udane rekonstrukcje. Polecam posłuchanie
          zwłaszcza Scherza z 9 LvB pod Weingartnerem - 1935 rok!. Zresztą Furtwangler 43
          brzmi też niekiepsko, zważywszy rok.

          Ale takie działanie, mimo, że też korzystające z zewnętrznych odniesień (krzywa
          tonalna jest korygowana przez odniesienie do współczesnych nagrań) mieści się
          dla mnie w koncepcji ratowania nagrań. Robienie Goulda w surround SACD to
          audiofilska masturbacja. Mruczenie Goulda można pewnie też usunąć, i po co?
          • jacekm22 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 16:39
            This recording was made directly to DSD utilizing the Sonoma Digital System .
            Tak zapodano na okladce ,dla kazdego do wyboru i koloru ,kto chce sluchac
            mruczenia i szumow z 1955 to ma CD ......
            Plyta ta jest ciekawostka techniczna ,a skoro ja wydano to widac z tego ze jest
            zapotrzebowanie na tego typu produkcje.
            • bwv1004 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 16:45
              jacekm22 napisał:

              > This recording was made directly to DSD utilizing the Sonoma Digital System .
              > Tak zapodano na okladce ,dla kazdego do wyboru i koloru ,kto chce sluchac
              > mruczenia i szumow z 1955 to ma CD ......

              No ciekawe!

              Zechciej mi pokazać, gdzie Sonoma ma odszumianie lub korekcję balansu, które są
              nieodzowne przy doprowadzaniu starych nagrań do stanu używalności.

              www.superaudiocenter.com/images/Sonoma32.pdf
              PS. Chyba straszny offtop rośnie.
              • jacekm22 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 16:53
                Nie zrozumielismy sie , nagrania dokonano 25-26 wrzesnia 2006 at Glenn Gould
                studio .
                • bwv1004 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 17:06
                  jacekm22 napisał:

                  > W Japonii ukazala sie bardzo ciekawa plyta hybryda SACD z wykonaniem Warjacji
                  > Golberowskich Glenna Goulda z 1955

                  jacekm22 napisał:

                  > Nie zrozumielismy sie , nagrania dokonano 25-26 wrzesnia 2006 at Glenn Gould
                  > studio .


                  Zechcesz wytłumaczyć w jaki sposób w 2006 roku nagrano nagranie z 1955 roku?
                  Przy uzyciu pianisty martwego od 24 lat? Format DSD doprawdy czyni cuda.
          • jacekm22 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 16:50
            Absolutnie nie zgadzam sie z Twym stwierdzeniem :
            parametry oferowane przez CD z
            namiarem starczają dla cyfrowej reprezentacji nagrania sprzed 50 lat.
            Sony wydalo pare plyt SACD z nagraniami B.Waltera i G.Szella z konca lat 50 i
            poczatka lat 60 ,brzmia one zdecydowanie lepiej od wersji CD . Bardzo
            zblizajac sie do brzmienia analogowgo LP .
            www.polskieradio.pl/kultura/kultura.asp?id=234
            • bwv1004 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 17:03
              jacekm22 napisał:

              > Absolutnie nie zgadzam sie z Twym stwierdzeniem :
              > parametry oferowane przez CD z
              > namiarem starczają dla cyfrowej reprezentacji nagrania sprzed 50 lat.

              Porównaj zakres częstotliwości i dynamikę oferowane przez CD i przez nagrania z
              lat 50 tych.


              > Sony wydalo pare plyt SACD z nagraniami B.Waltera i G.Szella z konca lat 50 i
              > poczatka lat 60 ,brzmia one zdecydowanie lepiej od wersji CD . Bardzo
              > zblizajac sie do brzmienia analogowgo LP .

              Jakakolwiek poprawa brzmienia w takich wypadkach jest wynikiem dobrej pracy
              realizatora pracującego nad rekonstrukcją.

              Oczywiście pracującego w PCM, wiekszości rzeczy, o których pisze p. Chojnowska
              nie da się zrobić w formacie DSD. Innymi słowy, p. Chojnowska myli skutek
              starannej obróbki ze skutkiem uzycia konkretnego formatu.




              --

              Grzeczność Bartosza Węglarczyka
              grzecznybartosz.w.interia.pl/index.html
              Bartosz Węglarczyk uciekł, próbując zatrzeć ślady...
              • apfelbaum Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 08.05.07, 22:13
                Pani Chojnowska wiele myli.
                Ale w sumie - Wasz spór jest akademicki, bo właściwie o co chodzi?
                O czystość? O ideał? Kontekst? Proweniencję?
                Osobiście nie wierzę w tzw. jakość LP, bo to porażka dla każdego z absolutem,
                czemu też miałyby służyć te przebitki kanałów i wahania dźwięku. Tylko
                sentymentowi? Proszę o komentarz. A reszta?
                ciekaw jestem zdań, w sorawach technicznych laicki
                apfelbaum
                • bwv1004 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 09.05.07, 01:51
                  apfelbaum napisał:

                  > Ale w sumie - Wasz spór jest akademicki, bo właściwie o co chodzi?
                  > O czystość? O ideał? Kontekst? Proweniencję?

                  Wiesz, powtórnie czytając wypowiedzi jackam22 zacząłem się też zastanawiać, o
                  co dokładnie chodzi. Bo zakładałem poprzednio, że o przetworzenie istniejącego
                  nagrania celem usunięcia szumów i dodania przestrzeni. I zacząłem czytac linki,
                  które podał jacekm22, co, przyznaję, powinienem był uczynic od razu.

                  Otóż nie miałem racji, to nie była rekonstrukcja. Stare nagranie przejrzano
                  zapisując czas rozpoczęcia, trwanie oraz dynamikę każdego uderzenia w klawisz,
                  pedalizację, i wpisano to do pliku MIDI o wysokiej rozdzielczości. Następnie
                  postawiono w sali mechanicznie pędzony fortepian (strojony pod nadzorem
                  stroicieli Goulda), postawiono mirkofony, posadzono publiczność, i odegrano
                  utwór. Nagrywając na ileś tam różnych sposobów. Czyli trochę jak rolki
                  pianolowe Paderewskiego, tylko lepiej.

                  Moje pytanie "po co" pozostaje jednak jak najbardziej na miejscu.
                  (jak również pewne pytania techniczne co do możliwości wystarczająco
                  precyzyjnego odtworzenia istotnych aspektów wykonania - ale klawiszowe są tu
                  zapewne najłatwiejsze)


                  > Osobiście nie wierzę w tzw. jakość LP, bo to porażka dla każdego z absolutem,
                  > czemu też miałyby służyć te przebitki kanałów i wahania dźwięku. Tylko
                  > sentymentowi? Proszę o komentarz.

                  Moja teoria jest nastepująca. Po wprowadzeniu CD szybko pojawiły się głosy, że
                  dźwięk jest gorszy niż na LP.

                  Złożyły się na to:

                  - niedoskonałość młodej techniki,

                  - przyzwyczajenia realizatorów - do LP dźwięk należało specjalnie przygotować
                  by "zmieścił się" w technologicznych ograniczeniach mechanicznego układu, co
                  nie musiało byc słuszne dla CD,

                  - zapewne też fakt, że pewne rodzaje zniekształceń wprowadzanych przez sprzęt
                  są przez ucho wprowadzane jako przyjemne. Weźmy osławione parzyste harmoniczne,
                  którymi ukochane przez audiofili lampy okraszają dźwięk. LP zapewne również
                  wprowadza pewne zniekształcenia, które przez ucho, zwłaszcza do winylu
                  przyzwyczajone, mogą byc odbierane jako przyjemne. Mimo, że z wiernością nie ma
                  to nic wspólnego.

                  - do tego reedycje starych albumów na CD mogą rzeczywiście brzmiec gorzej - po
                  części z powodu owych chorób młodości, o których napisałem. A po części ze
                  wzgledu na loudness war - tendencję w masteringu w ostatnich latach polegającą
                  na czynieniu CD jak najgłośniejszymi. Nie pamietając, że do ustalenia głośności
                  służy wzmacniacz a nie sygnał cyfrowy, nie dbając o wykorzystanie 96-dB
                  dynamiki CD, stosuje się silną kompresje dynamiki ścieśniając zakres głośności
                  do minimum.

                  - do tego dołóżmy typowo ludzką skłonność do nostalgii (lubię szum starej
                  płyty..),

                  - i tendencję do uważania urządzeń mechanicznych za posiadające "duszę" w
                  odróżnieniu od elektronicznych (zegarki!),

                  - i wreszcie snobizm, bo wysokiej klasy gramofon będzie wyglądał imponująco i
                  kosztował 5-cyfrowo. Zresztą audiofilskiej klasy CD, z wynalazkami takimi jak
                  dociążanie płyty, jak również reszta "systemu", z kablami włącznie a może i na
                  czele, może ceną i wygladem powalić zwykłego śmiertelnika na kolana... I o to
                  chodzi.

                  Co do sensu nagrań wysokiej rozdzielczości w porównaniu do CD:
                  Uuważam, że standard CD (cz. próbkowania 44.1 kHz i 16 bitów) zaspakaja i
                  przekracza potrzeby ogromej wiekszości enduserów. Nawiasem mówiac, sygnał
                  dobrze skompresowany psychoakustycznie (mp3, Ogg Vorbis) też przekracza, ale to
                  już inna kwestia.

                  Studia nagraniowe to co innego, większa głębokość bitowa (24-bit, częściej 32-
                  bit) zabezpiecza przed błędami zaokrągleń przy wieloetapowej obróbce. W
                  produkcie końcowym jestem w stanie uwierzyć w minimalny efekt większej liczby
                  bitów celem pełniejszego oddania dynamiki orkiestrowej. 16-bit w teorii
                  zapewnie dynamike ok. 96 dB, 24-bit 144 dB. Zważywszy na ograniczenia torów
                  analogowych, w rzeczywistym sprzecie wyciągnęłoby się z tych 24 bitów dynamike
                  110-120 dB - bliską dynamice orkiestry symfonicznej. Tyle, że docenienie tego
                  przy odsłuchu wymagałoby budowy prywatnego bunkra celem totalnego odizolowania
                  słuchacza od szumów zewnetrznych i odizolowania sąsiadów od orkiestrowych tutti.

                  Jeśli chodzi o podniesienie częstotliwości próbkowania (czego efektem jest
                  zasadnioczo poszerzenie pasma przenoszenia), to mam tu mieszane uczucia. Z
                  jednej strony, ogromna wiekszość badań psychoakustycznych mówi, że
                  częstotliwości powyżej 20 kHz są niesłyszalne. Dla większości ludzi będzie to
                  18, 16 lub mniej kHz.

                  Cz. próbkowania 44.1 kHz uzyta w CD zapewnia w teorii przeniesienie
                  częstotliwości do 22.05 kHz, w praktyce nieco mniej ze względu na konieczność
                  wbudowania filtra antyaliasingowego, który musi mieć pewna szerokość. Tak czy
                  owak raczej wystarcza. Użycie 48 kHz może mieć lekki efekt ze względu na
                  łatwiejsze warunki pracy filtra. 96 lub 192 kHz wydaje się byc całkowitym
                  nadmiarem.

                  Z drugiej strony, są doniesienia, ze odfiltrowanie czestotliwości powyżej 20
                  kHz, jakkolwiek niesłyszalne, ma mierzalny psychoakustycznie i
                  neurofizjologicznie efekt na słuchaczy. Problem w tym, że o ile mi wiadomo
                  opublikowano takie doniesienia ze słownie jednego laboratorium. Przebąkiwali
                  tez o takich wynikach ludzie z Katedry Akustyki Muzycznej z AMFC, ale nie
                  przypominam sobie, żeby kiedykolwiek było to opublikowane.

                  Co do SACD, to jest on o tyle nietypowy, że używa zapisu DSD - zapis wartości 1-
                  bitowych z cz. próbkowania prawie 3 MHz. 1-bitowy sygnał ma dynamikę 6 dB,
                  niewystarczającą do niczego. Ale pasmo przenoszonej częstotliwości wynosi tu
                  prawie 1.5 MHz, więc można przez proces zwany kształtowaniem widma
                  szumu "wypchnąć" ten szum w niesłyszalne obszary czestotliwości uzyskując
                  dynamikę ponad 100 dB w pasmie słyszalnym.

                  W porównaniu do tradycyjnego PCM gdzie wartości 16, 24 lub 32 bitowe są
                  zapisywane z cz. dziesiątek lub małych setek kHz, DSD ma pewne zalety, ma pewne
                  wady, dla większości użytkowników będące bez znaczenia. Nie podejmuję się ich
                  wytłumaczyć bo sam słabo je rozumiem :-) - kurczę, w końcu wykształcenia jestem
                  nietechnicznego.

                  W peanach na cześć SACD spotyka się argument rysunkowy, gdzie ciąg
                  bitów "przypomina" narysowany obok przebieg fali. Oczywiście jest to argument
                  bezwartościowy.

                  Istotnym problemem jest niemożność stosowania w 1-bitowym DSD większości
                  technik przetwarzania (edycji) dostępnych dla PCM. Jest obejście w postaci 8-
                  bitowego DSD, ale zważywszy na wielkość przemysłu fonograficznego pracującego
                  na kupionym za ciężkie pieniądze sprzęcie PCM i watpliwe zyski praktyczne, nie
                  wróżę tej technice wstrząsającej kariery. Zwłaszcza, że wszystko idzie w
                  komputery: trzymanie plików muzycznych (skompresowanych stratnie czy nie) w
                  komputerze i odtwarzanie ich przez kartę dźwiekową staje się coraz bardzie
                  popularne. Bo wygoda, nie trzeba zmieniać płyt, łatwo układac playlisty, można
                  odtwarzać wiele formatów nieskompresowanego PCM, jak również skompresowanych
                  stratnie czy niestratnie nie zastanawiając sie specjalnie nad kompatybilnościa.
                  Płyty CD można sobie bez większego wysiłku wgrać do komputera, płyt SACD nie
                  można (pomijając oczywiste niepurystyczne rozwiązanie: nagranie po kabelku
                  przez domenę analogową), ani nawet nie można ich tam odtworzyć.

                  Na koniec zacytuję post jaki umieściłem kiedyś na forum audiofilskim dowodząc,
                  jak można równie przekonująco opowiadac o duchowej wyższości CD nad LP, jak oni
                  mówią na odwrót.

                  "A cóż to za argument, że gramofon wygląda lepiej czy gorzej? Wnętrze się
                  liczy, duch i idea, a nie połysk! Jesteście jak groby pobielane!!
                  A gdy spojrzeć we wnętrze, gdy wejrzeć w idee, CD bije gramofon pod każdym
                  względem. Oto dowody:


                  Gramofon: niezgrabny mezalians dwóch technologii - po trosze mechaniczny, po
                  trosze elektryczny. Ni to pies ni wydra. To już fonograf bije go na głowę
                  czystością techno- i
                  • bwv1004 Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 09.05.07, 01:52
                    Całość wywodu CD vs. LP

                    "A cóż to za argument, że gramofon wygląda lepiej czy gorzej? Wnętrze się
                    liczy, duch i idea, a nie połysk! Jesteście jak groby pobielane!!
                    A gdy spojrzeć we wnętrze, gdy wejrzeć w idee, CD bije gramofon pod każdym
                    względem. Oto dowody:


                    Gramofon: niezgrabny mezalians dwóch technologii - po trosze mechaniczny, po
                    trosze elektryczny. Ni to pies ni wydra. To już fonograf bije go na głowę
                    czystością techno- i ideo-logiczną!

                    CD: nie uniknął wprawdzie mechaniki w napędzie, ale sam odczyt to czysty
                    elektromagnetyzm, władza ludzkiego umysłu nad najsubtelniejszymi przejawami
                    materii, koncert fotonów i elektronów.


                    Gramofon: niczym kulawy karzeł, bolec drepce drapiąc rów. Ścieżki trzyma się
                    dzięki tarciu o bandę - jak pijany łyżwiarz.

                    CD: dumnie i płynnie frunie nad płytą, spogladając na nią przenikliwym okiem
                    orła bielika, którym śledzi też ścieżkę, czujnie kontroluje swe położenie i z
                    wielką zrecznością podąża tropem ścieżki.


                    Gramofon: kręci się jednostajnie z nieznośną mechanicznością bezdusznego
                    metronomu. Ta tępa równomierność prowadzi do skrajnie nieeleganckiej różnicy w
                    prędkości i w upakowaniu muzyki na wewnętrznych i zewnętrznych rowkach. Nutki
                    tracą oddech stłoczone niemiłosiernie na wewnętrznych rowkach, a na
                    zewnętrznych rozciągają się jak damska rękawiczka założona głowę słonia.

                    CD: Nie ma podejścia biernie metronomicznego: działa, zmienia prędkość,
                    swinguje, podąża i nadąża za sytuacją, zgrabnie utrzymując prędkość przelotu i
                    polotu na płytą. Muzyka ma komfortową ilość miejsca i na wewnętrznych i na
                    zewnętrznych rowkach...


                    Gramofon: czyta muzykę metodą plugawego ocieractwa, a drobiny kurzu, zmiany
                    kształtu płyty od niewielkich zmian temperatury zacierają kształt, jaki nadali
                    muzyce twórcy, za każdym razem inaczej muzykę obrażając. Odczyt to niezgrabna
                    mechaniczna reprodukcja, jak dziecko które pociera ołówkiem kartkę tak, że
                    ukazuje się na niej - zniekształcony i chropowaty - obraz podłożonej monety.

                    CD: czyta jak ten, który patrzy na piękno, przechowuje je w umyśle, po czym
                    dzięki niezwykłym zdolnościom potrafi je oddać w innym medium - a czyni to tak
                    dokładnie, że muzyka ukazuje się nam zawsze dokładnie według zamysłów twórców.
                    Żadne kurze, brudy, warkoty motoru i wstrząsy nie wkradają się między ideę
                    muzyka a umysł słuchacza.

                    Gramofon: czyta płytę od zewnątrz ku środkowi, ujawniając tym swą inwolucyjną,
                    wsteczną, samolubną naturę.

                    CD: podąża od środka ku światu, jest rozwojowy, nastawiony na przyszłość,
                    dzielący się niesionym przez siebie pięknem ze słuchaczami."
                    • antekgrzymala Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 09.05.07, 10:35
                      > Gramofon: czyta płytę od zewnątrz ku środkowi, ujawniając tym swą inwolucyjną,
                      > wsteczną, samolubną naturę.
                      >
                      > CD: podąża od środka ku światu, jest rozwojowy, nastawiony na przyszłość,
                      > dzielący się niesionym przez siebie pięknem ze słuchaczami."

                      Bewufale tysiącczwarty, Twój wywód rozbawił mnie do łez.
                    • crannmer Köstlich! 09.05.07, 19:28
                      Na Nyquista i Shannona!
                      Na Laplace i Fouriera!

                      Wywod WPana od dzisiaj zajmuje u mnie miejsce dotychczas dzierzone przez
                      metafizyczno-symboliczno-kabalistyczna analize budowy i dzialania pojazdu
                      samochodowego z napedem spalinowym, zawarta w "Wahadle Foulcaut" piora Umberto Eco.

                      Problem tylko w tym, ze biedne ofiary prasy hi-fi zauwazajac natychmiast
                      metafizycznosc Twoich wywodow, wierza w dalszym ciagu w szkolno-fizyczna
                      poprawnosc analogicznych wywodow na czesc akustycznej obrobki skrawaniem plytek
                      czarnego PCV.

                      MfG

                      C.

                      Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                      • crannmer Mam nadzieje... 12.05.07, 15:18
                        ... ze nie potraktowales mojego poprzedniego postu jako ironie.
                        To mial byc jednoznaczny i pozbawiony podtekstow wyraz uznania.

                        Albowiem ja analize czterosuwu z "Wahadla Foulcaut" bardzo lubie :-)

                        MfG

                        C.

                        Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                        • bwv1004 Re: Mam nadzieje... 12.05.07, 15:46
                          Nie, nie, dziękuję Tobie i antkowi za dobre słowa!

                          Nic nie odpowiadałem bom był zajęty i nie forumujący.
        • antekgrzymala Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 09.05.07, 10:11
          > Wyobraz sobie ze komus przyszla do glowy nastepujaca mysl, jakby brzmialy
          > Wariacje Goldbergowskie, gdyby G.Gould nagral je w dzisiejszym dobrym studiu
          > nagraniowym ....
          > Pomysl zrealizowano, pod wzgledem technicznym jest to doskonala plyta.

          [typografię poprawiono]

          Drogi Jackum22, mam wrażenie, że opowiadasz dyrdymały.

          W pierwszej kolejności podejrzewam, że po prostu komuś jeszcze raz przyszła do głowy myśl, żeby sprzedać martwą papugę, co z punktu widzenia obecnie panującej post-realno-socjalistycznej doktryny rynkowej jest chwalebne i nie można mieć tego za złe firmie, która ze sprzedaży płyt (a czasem rootkitów*) żyje.

          Natomiast pozwolisz, że ustosunkuję się do kwestii technicznych. Gould nagrał na taśmę. Na taśmę, która ma parametry jakie ma (odstęp od szumu, charakterystyczne dla siebie zniekształcenia i takie tam). Wydając płytę CD robi się transfer, w którym ktoś po drodze robi mastering (czyli patrzy, co można by w tym nagraniu jeszcze zepsuć) i za pomocą przetwornika przenosi do domeny cyfrowej. Wydając płytę SACD nie sposób urodzić wiele więcej ponad to, że zrobi się lepszy mastering (możliwości czego, zdaje się, w tym nagraniu zostały już wszechstronnie wyeksploatowane) oraz użyje się lepszego (potencjalnie) przetwornika. Jeśli ten sam (powiedzmy, że porządny) mastering jest zrobiony dla warstwy CD i dla SACD to gratuluję temu, kto statystycznie wypadnie poza 50% w odróżnianiu jednej od drugiej przy ślepym teście.

          Być może (nie słuchałem) w tym nagraniu pozwolono sobie na jakieś zabawy fonograficzne, pogłosy, cuda ze stereofonią, ale z przyczyn oczywistych (nagranie jest jakie jest) pozostaną one tylko zabawami.

          Pozdro,

          [a]

          (*) en.wikipedia.org/wiki/2005_Sony_BMG_CD_copy_protection_scandal
          • antekgrzymala Re: Goldberg Variation SACD Re-Performence 09.05.07, 10:15
            > Być może (nie słuchałem) w tym nagraniu pozwolono sobie na jakieś zabawy fonogr
            > aficzne, pogłosy, cuda ze stereofonią, ale z przyczyn oczywistych (nagranie jes
            > t jakie jest) pozostaną one tylko zabawami.

            OK, teraz i ja przeczytałem na jakie zabawy sobie pozwolono. Więc niewątpliwie przedsięwzięto duże przedsięwzięcie, ale mam wrażenie, że kompletnie niczemu ono nie służy. Chyba, że ktoś ma duże poczucie humoru w fonografii i kupi sobie taką płytę, żeby z tego dowcipu śmiać się i śmiać przy każdym puszczeniu tej płyty na myśl o samogrającym duo-arcie nowej ery.

            Moje poprzednie wywody zatem są nie na temat (chociaż, oczywiście, aktualne) :-).
            • debina6 Re: do bwv 1004 14.05.07, 13:31
              jestem zachwycona, czysta poezja, klasyka forumowego gatunku, proponuję ufundować jakąś (może symboliczną) nagrodę naszego forum i przyznać ją bewufałowi za jego cudowne wywody powyżej. Jakaż pasja, jaki styl, jaki polot!!!
              BRAVO!!!
Pełna wersja