aniol172
18.12.05, 18:12
Niedawno dowiedzialam sie o strasznej rzeczy...moja przyjaciolka zwierzyla mi
sie ze ma problem.Ja ja oczywiscie zapewnilam ze nikomu nic nie powiem i ze
postaram sie jej pomoc.Otoz wyznala mi ze jej chlopak z ktorym jest od kilku
miesiecy chcial ja zgwalcic przynajmniej tak sie jej wydawalo bo do niczego
nie doszlo.Otoz byli sami u jego w domu,rodzice jego gdzies
wyjechali.Spedzali milo czas przy lampce wina i sluchajac nastrojowej
muzyczki.Zaczeli jak to zwykle namietnie sie calowac i piescic.Nagle chwycil
ja mocno i zaczal jedna reka odpinac jej guzik od spodni a druga...napoczatku
myslala ze zartuje sobie bo tak czesto sie "bawia"ale tym razem bylo cos
wiecej...zaczal ja trzymac tak mocno ze nie miala szans sie ruszyc i rozpinac
stanik...byl smiertelnie powazny wtedy ona powiedziala zeby przestal a on nie
sluchal nadal robil "swoje".Nagle rozlegl sie dzwonek do dzwi to rodzice
chlopaka wrocili i tym samym zaklocili spokoj "kochankom".Moja przyjaciolka
nie wie co ma robic on ciagle do niej wydzwania pyta co sie stalo i nalega na
spotkanie.Wyznala mi ze sie go boi bo nie wie czy to bylo na powaznie czy
tylko zabawa.Obwinia sie ze jest sobie sama winna bo nie powinna go
prowokowac i nie byc z nim sam na sam.No ale jak tak mozna przeciez zwiazek
powinien opierac sie na zaufaniu,a nie bac sie ze cie chlopak zgwalci.Ona mu
ufala,nie wiedziala ze rodzicow nie bedzie,a nawet gdyby wiedziala?Miala
powiedziec ze nie przyjdzie bo sie go boi.A co do prowokacji powinien
przestac w momencie gdy powiedziala "nie" ,powinien powstrzymac swoje
zwierzece instynkty .co robic jak jej pomoc.Co o tym myslicie?