Gość: kawka
IP: *.pl
29.06.03, 23:57
Zauważyłam, że nie tylko moje libido, ale też w pewnym stopniu przeżycia
wewnetrzne uzależnione są od... fazy cyklu. W pierwszej świat i ludzie wydają
mi się bardziej interesujący, ciągle jestem czymś podekscytowana, chętnie
uczestniczę w życiu towarzystkim itd.,no i oczywiście mam wielką ochotę na
seks. W punkcie kulminacyjnym aż trudno mi skupić, a potem emocje się
gwałtownie wyciszają. Robię sie spokojna, bez przeszkód pracuję, do seksu
potrzebuję specjalnej zachęty... Szczerze mówiąc, nie lubię tego u siebie,
taka cykliczność trąci mi atawizmem. A może nie tylko ja tak funkcjonuję?