lenamagda1
17.06.05, 00:38
Witam,
jestesmy wspolnota mieszkancow w domu komunalnym. Misto ma udzial
wiekszosciowy 54%, a my 46%. Od kilku lat planujemy remont dachu, ktory jest w
tragicznym stanie. W naszym funduszu remontowym uzbierala sie potrzebna suma,
a administracja powinna dac reszte. W roku 2004 podjelismy uchwale o remoncie
dachu i wstepne koszty administracja oszacowala na 22 tys zl. Potem byla dluga
korespondencja z administracja i ciagle zapewnienia, ze juz sa pieniadze i
trzeba tylko oglosic przetarg, az w koncu dowiedzialam sie telefonicznie, ze
miasto reperuje tylko te domy, ktore sa w calosci jego wlasnoscia. Rozmowy ze
mna to strata czasu i powinnam czekac.
jakie my mamy wyjscie jako wspolnota?
dom jest maly, 7 mieszkan, w tym 3 wlasnosciowe, a pieniadze z funduszu
remontowego tych miszkan komunalnych ida na naprawy `innych dachow´.
skoro nie mamy szans na wyrwanie potrzebnej kwoty od administracji, to moze
powinnismy isc do sadu? niestety nie umiem ocenic, czy mozemy wygrac te
sprawe, czy nie. mamy tylko uchwale, o ktorej wczesniej wspomnialam i jedno
pismo z administracji ze stycznia 2005, iz naprawa naszego dachu zostanie
ujeta w planie remontow na rok 2005. Czy to w ogole cos znaczy dla sadu, czy
nic? jest to sprawa na kilka miesiecy, czy na kilka lat?
ponadto, jesli chcielibysmy isc do sadu, to trzeba by miec chyba ekspertyze
techniczna stanu dachu, a to kosztuje okolo 3000 tys. potem dochodza koszty
sadowe za kazda rozprawe + koszty adwokata.
jak Panstwo oceniaja, jakie wspolnota ma szanse w tym wypadku i co sie dzieje
z tymi wszystkimi oplatami, jesli uda sie nam wygrac, ponosi je administracja
tj. miasto, czy wspolnota?
bardzo prosze o pomoc w tej sprawie