dodo_w
10.05.06, 11:12
Witam
Sytuacja wygląda tak: Wspólnota - dwa bloki z podziemnymi garażami (które
trzeba sobie ew. kupić) na posesji wydzielone 9 miejsc postojowych. Wokół
ogrodzonej posesji z miejscami parkingowymi kiepsko, ale nie tragicznie. Nie
zdażyło mi się parkować dalej niż 200 metrów od bloku.
Jest droga którą można podjechac pod każdą klatkę. Na początku ludzie
parkowali wszędzie na posesji. Na parkingu, wzdłuź drogi a nawet prawie
wjezdżali do klatek. Zarządca w obawie przed odpowiedzialnością wzgledem
przepisów ppoż postawił słupki wzdłuż drogi i przed klatkami. Nie muszę chyba
pisać że wygląda to fatalnie i aż śmieszne - las słópków i blokad. Ale nie
podziałało. Ludzie parkowali na zakręcie i w przjejeździe (w jednym z bloków
jest przjazd - droga tworzy pętlę)
Na to zarządca postawił słupki na zakręcie i w przejeździe. W przejeździe już
nikt nie parkuje ale na zakręcie stoją ... obok słupków. Reszta to
przyuważyła i zaczyna sie parkowanie wzdłuż drogi obok słupków.
Efekt taki, że na posesji mamy same słupki a ludzie i tak parkują. Czyli
zarządca nie uzyskał tego co chciał a jednocześnie jeszcze bardziej zwęził
drogę, bo niektórzy parkują juz bardzo beszczelnie.
Straż miejska i policja nic na to nie poradzą (podobno nie mogą bo teren
prywatny, ogrodzony)
Czy ktos miał podobny problem?? Jak to rozwiązał albo nie??
pozdrawim
D.