Dodaj do ulubionych

z dzisiejszej prasy

23.09.06, 16:12
z "RZ", cytat z art. Ziemkiewicza:

Problemem nie jest to, że politycy kłamią. Problemem jest to, że w
niektórych, szczególnie słabo wykształconych, społeczeństwach muszą oni
kłamać, bo powiedzenie oczywistej prawdy oznacza koniec politycznej kariery.
Jeśli wyborcy gotowi są poprzeć tylko tego, kto im obieca, że dwa i dwa
zacznie się równać pięć, to ten, kto się upiera przy czterech, skazuje się na
wynik wyborczy w okolicach Korwin-Mikkego i społeczną sympatię na poziomie
Leszka Balcerowicza. Wyborcy, którzy wykazują się taką mądrością, nie mają
potem moralnego prawa narzekać.
Obserwuj wątek
    • grandy sprzed wieków 23.09.06, 21:09

      Stara rzymska zasada głosi:

      Qui vult decipi, decipiatur - czyli: kto chce być oszukany, niech nim będzie.

      • ssocratesowa Re: sprzed wieków 23.09.06, 22:14
        Proponuję aby to hasło umieścić na bilbordach WSZYSTKICH PARTII oraz w UoWL ;)
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 25.09.06, 04:30
      z dzisiejszego "wprost" :

      Czym się różni IV RP od PRL? Otóż PRL miała prawowity rząd w Londynie, a naród -
      w kraju. IV RP - odwrotnie. Ta anegdota w przerysowany sposób pokazuje to, co
      zaszło w Polsce w ostatnich miesiącach. Po przystąpieniu Polski do UE do
      Szkocji legalnie wyjechało 20 tys. Polaków, do Irlandii - 120 tys.
      (nieoficjalnie - dwa razy tyle).
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 25.09.06, 04:57
      z dzisiejszej "RZ" :

      W spółdzielniach nie płaci się czynszu, tylko opłaty eksploatacyjne. Ale ich
      ustalanie musi uwzględniać zasady, jakie narzuca ustawa o ochronie lokatorów

      Klucze do mieszkań lokatorzy poznańskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego
      odebrali kilka dni temu w świetle kamer telewizyjnych z rąk ministra
      budownictwa. Jak się jednak okazało, muszą tam teraz mieszkać "na dziko" i bez
      prądu.

      Kontrolowanie zarządu wspólnoty przez gminę ( dopisek serafina666 – tym razem
      spisał się na medal / powiedzmy – srebrny / )

      Mieszkanie w zadłużonej spółdzielni ( dopisek serafina666 – porada wyjątkowo
      niechlujna i chyba nie na temat )

      Nie można zalegalizować samowolnie wzniesionego płotu ( dopisek serafina666 –
      ZGROZA )
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 27.09.06, 06:35
      Wzór wniosku o zwrot akcyzy za samochód sprowadzony z Unii: www.rp.pl/akcyza

      Wszyscy czekamy na wyrok w sprawie sanitariuszy i lekarzy w procesie dotyczącym
      sprawy "Łowców skór". Tymczasem, po cichu, bez telewizyjnych kamer, na jednego
      z oskarżonych lekarzy wydał wyrok łódzki sąd lekarski. Wyrok surowy: zakaz
      uprawiania zawodu.
      • babczyk Re: z dzisiejszej prasy 27.09.06, 15:15
        serafin666 powiedz o co ci biega.

        Podejmujesz takie tematy, które ze wspólnotami nie maja nic do czynienia.

        Czyżby chciałbyś być ...wszechwiedzącym? Ale tak nie jest bo przejechałeś sie
        po wielu tematach.

        Weź sobie melisanke, bo ci .........odwala.

        Po twoich poradach czy też pouczeniach, sam sie wielokrotnie przejechałem więc
        nie rób z innych ......głupków większych od siebie.
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 30.09.06, 07:36
      „RZ” 30.09.2006

      Deweloperzy zawierają umowy niedające klientom żadnych praw
      Osoba podpisująca umowę rezerwacyjną powinna sprawdzić, czy zawiera ona
      dokładne informacje dotyczące lokalu - cenę lub termin oddania do użytku.
      Inaczej bowiem niczego nie gwarantuje „RZ” 30.09.2006

      Nie każde zniesławienie powinno być karane Sądy szwedzkie odmówiły ukarania
      dziennikarzy, choć ich artykuły niewątpliwie naruszały dobre imię bohatera
      artykułów. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przyznał sądom rację. Dlaczego?
      • teyi Re: z dzisiejszej prasy 30.09.06, 08:29
        Konflikt dwóch wartości: ochrony życia prywatnego oraz gwarancji swobody
        wypowiedzi

        Nie każde zniesławienie powinno być karane


        Sądy szwedzkie odmówiły ukarania dziennikarzy, choć ich artykuły niewątpliwie
        naruszały dobre imię bohatera artykułów. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu
        przyznał sądom rację. Dlaczego?


        Komentuje: Marek Antoni Nowicki adwokat, prezes Helsińskiej Fundacji Praw
        Człowieka, były członek Europejskiej Komisji Praw Człowieka i ombudsman Kosowa


        "Expressen" i "Aftonbladet", główne wieczorne dzienniki w Szwecji, opublikowały
        we wrześniu i październiku 1996 r. serię artykułów, w których Anthony White,
        obywatel brytyjski, został oskarżony o różne przestępstwa, w tym morderstwo
        premiera Olofa Palmego. Gazety wydrukowały także wypowiedzi osób
        zaprzeczających tym zarzutom oraz wywiad z White'em. Pomówiony wniósł do sądu
        sprawę o zniesławienie przeciwko obu gazetom, odwołując się do ustawy o
        wolności prasy oraz kodeksu karnego. White był osobą dobrze znaną, a jego
        domniemaną działalność przestępczą wcześniej niejednokrotnie opisywano.Sąd
        Rejonowy w Sztokholmie orzekł, że choć inkryminowane teksty przedstawiały go
        jako przestępcę i osobę o nagannym stylu życia, to gazety miały podstawy do ich
        wydrukowania, biorąc pod uwagę fakt, iż zarzuty budziły duże publiczne
        zainteresowanie. Sąd uniewinnił redaktorów. Sąd Apelacyjny w Svea utrzymał ten
        wyrok w mocy.

        W skardze do Trybunału w Strasburgu White zarzucił, iż sądy nie zapewniły mu
        właściwej ochrony dobrego imienia (art. 8 konwencji o ochronie praw człowieka i
        podstawowych wolności).

        Obowiązki pozytywne i negatywne

        Trybunał stwierdził, iż zarzut White'a nie odnosił się do działań państwa,
        chodziło raczej o brak właściwej ochrony z jego strony. Choć przedmiotem art. 8
        konwencji jest głównie ochrona jednostki przed arbitralną ingerencją władz
        publicznych, ich obowiązki nie ograniczają się tylko do tego. Na władzy mogą
        ciążyć także obowiązki pozytywne nieodłączne od skutecznego poszanowania życia
        prywatnego. Takim obowiązkiem może być przyjęcie przez państwo środków, które
        umożliwią zabezpieczenie poszanowania życia prywatnego nawet w sferze stosunków
        między jednostkami. Granica między obowiązkami pozytywnymi i negatywnymi nie
        daje się precyzyjnie zdefiniować. Stosowane zasady są jednak podobne. W obu
        wypadkach wymagane jest zachowanie właściwej równowagi między konkurującymi ze
        sobą interesami jednostki i społeczeństwa jako całości. Za każdym razem państwo
        korzysta tu z pewnej swobody oceny.

        Nawet prowokacja

        W tej sprawie konieczne było rozważanie następującej kwestii: ochrony życia
        prywatnego na tle gwarancji swobody wypowiedzi (art. 10 konwencji).

        Trybunał przypomniał, że choć prasa nie może przekroczyć pewnych granic -
        zwłaszcza wynikających z potrzeby ochrony praw innych osób lub potrzeby ochrony
        przed ujawnieniem informacji poufnych - jej obowiązkiem jest przekazywanie
        informacji i idei we wszystkich sprawach wzbudzających publiczne
        zainteresowanie. Swoboda dziennikarska obejmuje też możliwość posłużenia się w
        pewnym stopniu przesadą lub nawet prowokacją.

        Musi to być jednak działalność w dobrej wierze, odpowiedzialna, mająca pokrycie
        w faktach, zgodna z etyką dziennikarską.

        Na podstawie ust. 2 art. 10 konwencji wolność wypowiedzi pociąga za sobą
        obowiązki i odpowiedzialność mediów. Mają one tym większe znaczenie, im
        bardziej w grę wchodzi kwestia ataku na dobre imię określonej osoby lub
        naruszenia praw innych osób. Wtedy muszą istnieć szczególne względy, które
        umożliwiałyby zwolnienie z obowiązku weryfikacji oświadczeń dotyczących faktów
        zniesławiających osoby prywatne. Uzależnione są one w szczególności od
        charakteru i stopnia zniesławienia oraz zakresu, w jakim media mogą rozsądnie
        uważać, iż ich źródła były w konkretnym wypadku wiarygodne. Należy przy tym
        pamiętać, że na podstawie art. 6 ust. 2 konwencji jednostkę należy uważać za
        niewinną do czasu udowodnienia jej winy zgodnie z prawem.

        Czy była to działalność w dobrej wierze
        Wobec tego zasadnicze pytanie brzmi tak: czy dziennikarze obu gazet działali w
        dobrej wierze i zgodnie ze zwykłym obowiązkiem dziennikarskim weryfikacji
        zarzutów dotyczących faktów oraz czy sądy zbadały to w wystarczającym zakresie.

        Artykuły zawierały głównie informacje o zarzutach stawianych przez inne osoby,
        w szczególności przez Dirka Coetzee, byłego wysokiego funkcjonariusza policji
        bezpieczeństwa Południowej Afryki. Jak stwierdził Sąd Apelacyjny, autorzy
        publikacji w celu zweryfikowania zarzutów kontaktowali się z innymi
        dziennikarzami, urzędnikami i przedstawicielami różnych organizacji. Po
        przesłuchaniu sześciu dziennikarzy jako świadków sąd odwoławczy stwierdził, iż
        ambicją każdego z nich było ustalenie stopnia prawdziwości oświadczeń Dirka
        Coetzee i sprawdzenia u wiarygodnych źródeł, kim był Anthony White. Gazety
        wydrukowały również wypowiedzi odpierające zarzuty wobec niego. W "Expressen"
        ukazał się wywiad z nim, a w "Aftonbladet" White mógł skomentować informacje na
        swój temat.

        W serii artykułów gazety starały się więc prezentować rozmaite zarzuty w sposób
        możliwie najbardziej zrównoważony. Ma też znaczenie fakt, że Sąd Apelacyjny
        przesłuchał również Dirka Coetzee i uznał go za osobę wiarygodną. Wniosek z
        tego jest oczywisty: dziennikarze działali w dobrej wierze. Zdaniem sędziów ze
        Strasburga szwedzki Sąd Apelacyjny zbadał sprawę szczegółowo i miał odpowiednie
        i wystarczające powody, by uznać, iż istniały uzasadnione podstawy do
        opublikowania kwestionowanych wypowiedzi i zdjęć.

        Przeciwstawne interesy

        W obu publikacjach znalazły się wypowiedzi określające White'a jako poważnego
        przestępcę, chociaż z niczego nie wynikało, iż za którykolwiek z wymienionych
        zarzutów był skazany. Wypowiedzi te szkodziły jego reputacji i naruszały jego
        prawa do domniemania niewinności. W tej sytuacji Trybunał musiał ocenić, czy
        sądy krajowe zachowały właściwą równowagę między dwoma pozostającymi ze sobą w
        konflikcie wartościami zagwarantowanymi w konwencji: ochrony dobrego imienia
        skarżącego jako części jego prawa do poszanowania życia prywatnego oraz
        wolności wypowiedzi gazety. A zatem czy sądy stosowały standardy określone w
        art. 8 i 10 konwencji.

        Standardy szwedzkie, które wyłączały odpowiedzialność za zniesławienie w druku
        (zawarte w ustawie o wolności prasy i w kodeksie karnym) były zgodne z
        wymaganiami konwencji. Sąd Apelacyjny wyraźnie potwierdził istnienie konfliktu
        dwóch przeciwstawnych interesów i zastosował przepisy krajowe, ważąc istotne
        okoliczności. Uznał, iż opublikowane informacje mogły wystawić skarżącego na
        wzgardę ze strony innych i jako takie były zniesławiające. Z dowodów w tej
        sprawie wynikało jednak, że był on osobą dobrze znaną. W pewnych grupach
        wiedziano, iż jest zamieszany w zarzucane mu działania przestępcze. Zdaniem
        sądu odwoławczego nie był więc zwykłą osobą prywatną, wobec której istnieje
        szczególna potrzeba ochrony.

        Sąd Apelacyjny rozważył interesy skarżącego na tle interesu publicznego,
        zwłaszcza w nadal bulwersującej sprawie morderstwa premiera Palmego, w której
        istniał tzw. trop południowoafrykański. To morderstwo oraz ten konkretny wątek
        śledztwa budziły niewątpliwie publiczne zainteresowanie. W tej sytuacji
        możliwość ograniczenia prawa przekazywania informacji była bardzo zawężona.

        Sądy krajowe szczegółowo i zgodnie ze standardami konwencji zbadały sprawę oraz
        wchodzące w grę sprzeczne ze sobą interesy. Miały one pełną podstawę uznać, iż
        interes publiczny w opublikowaniu informacji przeważał nad prawem skarżącego do
        ochrony dobrego imienia. W rezultacie nie można było twierdzić, iż Szwecja nie
        zapewniła odpowiedniej ochrony jego praw na podstawie art. 8 konwencji. Nie
        doszło więc do naruszenia tego przepisu (jednogłośnie).

        Autor: Marek Antoni Nowicki
        White przeciwko Sz
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 01.10.06, 04:08
      w poniedziałek, 2 października , w "RZ" w dziale Nieruchomości artykuł :
      "Pieniądze na remonty Gdzie są kredyty dla wspólnot mieszkaniowych"


    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 03.10.06, 10:24
      Grozi nam zajęcie 2 mld USD (Gazeta Prawna/03.10.2006, godz. 05:00)
      Rząd nadal nie podjął rozmów z holenderskim Eureko na temat konfliktu w PZU.
      Sąd może nie tylko orzec odszkodowanie, ale też sprzedać akcje ubezpieczyciela.
      Ewentualne odszkodowanie Eureko może ściągnąć z rachunków Polski w 140 krajach
      świata.Jeśli belgijski sąd 19 października nie podważy kompetencji Trybunału
      Arbitrażowego do rozwiązania sporu, nic już nie obroni nas przed wypłatą
      szacowanego na około 2 mld dolarów odszkodowania i oddaniem kontroli nad PZU -
      uważają prawnicy. Polsce grozi, że Eureko zwróci się do państw, w których
      ulokowane są nasze konta walutowe czy rezerwy złota, i zajmie je w poczet
      wypłaty odszkodowania. Tymczasem rząd jedynie sonduje możliwość unieważnienia
      umowy prywatyzacyjnej PZU. Nikt w resorcie skarbu nie chciał z nami rozmawiać
      na temat losów największego polskiego ubezpieczyciela. Nadzieja w
      sądziePolitycy liczą, że w sporze z Eureko o PZU ostateczny głos będzie należał
      do sądu polskiego. Argumentują, że powinien zajmować się nim nie Trybunał
      Arbitrażowy w Londynie, tylko sąd w Polsce. Takie założenie jest podstawą
      wniosku do sądu belgijskiego o unieważnienie pierwszego etapu arbitrażu, który
      był niekorzystny dla Polski. Trybunał orzekł, że opóźniając prywatyzację PZU,
      Polska naruszyła umowę między Rzeczpospolitą Polską i Królestwem Holandii o
      popieraniu i wzajemnej ochronie inwestycji. To właściwie ostatnia szansa na
      rozstrzygnięcie sporu po myśli rządu. - Orzeczenie sądu arbitrażowego, ponieważ
      stanowi tytuł egekucyjny, jest wystarczające, żeby żądać od ministra skarbu
      dobrowolnego wykonania wyroku w ciągu 14 dni. Dopiero jeśli tego nie zrobi,
      trzeba składać do sądu wniosek o nadanie klauzuli wykonalności przez sąd - mówi
      Zbigniew Kruczkowski, prawnik z kancelarii Linklaters.Dodaje, że nie wyobraża
      sobie sytuacji, w której Eureko musiałoby starać się w ogóle o klauzulę
      wykonalności, bo to bardzo niekorzystne z punktu widzenia międzynarodowego
      wizerunku Polski, której powinno zależeć na przyciąganiu zagranicznych
      inwestycji.Poza tym art. 1060 kodeksu postępowania cywilnego wyraźnie określa
      procedurę postępowania w takich wypadkach w Polsce. Komornik może przeprowadzić
      egzekucję z centralnego rachunku bieżącego budżetu państwa, więc stosunkowo
      łatwo jest ściągnąć pieniądze nawet w Polsce, pod warunkiem że polski sąd nada
      orzeczeniu taką klauzulę.Polska ryzykuje reputację Eksperci z zakresu prawa
      gospodarczego pytani przez GP podkreślają, że nie widzą możliwości, żeby
      państwo polskie nie zaakceptowało orzeczenia arbitrażu. Żaden z nich nie
      słyszał o takim przypadku, bo państwo ryzykuje wtedy utratą reputacji na
      międzynarodowym forum państw należących do Światowej Organizacji Handlu. Jeśli
      jednak do tego dojdzie, droga uzyskiwania klauzuli wykonalności jest stosunkowo
      prosta.- Wniosek składa się w sądzie kraju, w którym chce się dochodzić
      roszczeń, który jest stroną tzw. konwencji nowojorskiej o uznawaniu i
      wykonywaniu zagranicznych orzeczeń arbitrażowych - mówi Bartosz Krużewski,
      partner w kancelarii adwokackiej Clifford Chance.Obecnie można to zrobić w
      około 140 krajach i wybór zależy od strony, której trybunał arbitrażowy
      przyznał rację. Przy czym sąd nie ma tu wiele do roboty i nie może wpłynąć na
      treść orzeczenia arbitrów.- Odmowa stwierdzenia wykonalności orzeczenia
      arbitrażowego zaistnieć może tylko w kilku przypadkach - mówi Paweł
      Lewandowski, szef zespołu postępowań sądowych w kancelarii Domański,
      Zakrzewski, Palinka.Na przykład jeśli zapis na sąd polubowny jest nieważny. Sąd
      może się też powołać na naruszenie podstawowych zasad porządku publicznego
      państwa, w którym dochodzi się wykonania orzeczenia (tzw. klauzula ordere
      public). Podobnie będzie w przypadku stwierdzenia pozbawienia strony
      postępowania arbitrażowego możliwości obrony.Nikłe szanse na odrzucenie
      Prawdopodobnie w możliwości powołania się na te dwa ostatnie punkty swojej
      szansy upatrują prowadzący spór z Eureko. Warto przypomnieć, że arbiter
      wyznaczony przez stronę Polską, Jerzy Rajski, w swoim zdaniu odrębnym do
      orzeczenia po zakończeniu pierwszego etapu postępowania arbitrażowego zwracał
      uwagę, że decyzja sądu arbitrażowego zapadła bez udziału drugiej strony umowy
      (tj. skarbu państwa) w postępowaniu arbitrażowym. Takich wątpliwości nie mieli
      dwaj pozostali arbitrzy i uznali, że Polska naruszyła polsko\-holenderską umowę
      o ochronie inwestycji. Stanowisko sądu nie jest więc oczywiste. Można więc
      zakładać, że Eureko obawiając się, że polscy sędziowie podzielą raczej zdanie
      ich kolegi, Jerzego Rajskiego, od razu skieruje swoje kroki do sądu w innym
      kraju. O klauzulę wykonalności najlepiej wystąpić tam, gdzie rząd Polski trzyma
      pieniądze czy złoto na rachunkach bankowych, które komornik będzie mógł
      zająć.Bój o kontrolęAle to nie koniec problemów, bo cały czas otwarta pozostaje
      sprawa kontroli nad PZU. Jak zostanie ona rozwiązana, to zależy od tego, jak
      Eureko sformułuje wniosek do Trybunału Arbitrażowego (nie został on jeszcze
      złożony, bo drugi etap postępowania rozpocznie się dopiero po 3 listopada, gdy
      sąd rozstrzygnie tzw. sprawę Schwebla). - Pewnie złoży pozew o zastępcze
      oświadczenie woli, jeśli w tej sprawie są podstawy do takiego roszczenia - mówi
      Bartosz Krużewski, partner Clifford Chance. W takim przypadku sąd wchodzi w
      rolę jednej ze stron kontraktu i oświadcza, że sprzedaje przedmiot sporu, w tym
      wypadku akcje PZU. Wystarczy, że druga strona złoży oświadczenie, że kupuje te
      akcje, i umowa zostaje zawarta. Problem w tym, że akcje PZU są imienne i
      przeniesienie ich własności następuje w momencie wydania. Jeśli MSP dalej
      będzie się opierało, możliwe jest kolejne powództwo o odszkodowanie. Poza tym,
      wspomniany już art. 1060 k.p.c., wyraźnie przewiduje, że jeśli tytuł
      egzekucyjny obejmuje świadczenie niepieniężne (w tym wypadku wykonanie umowy),
      a nie jest ono realizowane, minister skarbu może zostać ukarany grzywną.Marcin
      Jaworski CZESI PRZEGRALI ARBITRAŻW 2003 roku rząd czeski zapłacił 350 mln
      dolarów za brak ochrony nad inwestycją amerykańskiego przedsiębiorcy Ronalda
      Laudera, właściciela spółki CME. Był on wspólnikiem czeskiego potentata w
      branży medialnej, Vladimira Żeleznego. W roku 1999 Żelezny przerwał współpracę
      ze swymi amerykańskimi wspólnikami i zaczął program telewizji Nova nadawać sam.
      Jego postępowanie zaaprobowała Czeska Rada ds. Radiofonii i Telewizji. Arbitrzy
      w Sztokholmie uznali, że w ten sposób Czechy przyczyniły się do zniszczenia
      inwestycji spółki CME, a zyski osiągnął czeski biznesmen. Firma CME pierwotnie
      domagała się od czeskiego państwa rekompensaty w wysokości 530 mln dolarów wraz
      z odsetkami.Polska w ramach rezerw walutowych ma w różnych państwach ulokowane
      zapasy złota warte około 2 mld dolarów, a 46 mld dolarów w obligacjach i
      papierach wartościowych. Stosunkowo łatwo te aktywa będzie przynajmniej
      zatrzymać na poczet właściwych żądań Eureko. 48 mld dolarów wszystkich rezerw
      walutowych Polski może zostać uszczuplone o 2 mld USD, jako że Eureko żąda 6
      mld zł odszkodowania.

    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 03.10.06, 13:30
      "Dz": Spadną koszty ogrzewania ("Dziennik", aj/03.10.2006, godz. 11:01)
      Przestajemy być zdani na jednego dostawcę gazu - czytamy w "Dzienniku". W
      przyszłym roku dojdzie do liberalizacji rynku i wiele wskazuje na to, że spadną
      ceny.W tej chwili na polskim rynku jest PGNiG, który kontroluje 97 procent
      rynku, oraz zaledwie sześć konkurencyjnych wobec niego firm obsługujących
      zaledwie kilkadziesiąt tysięcy odbiorców. Eksperci są zgodni. Polski rynek
      stanie się miejscem walki nie tylko państwowego monopolisty i kilku
      niezależnych dystrybutorów, ale przede wszystkim wielkich europejskich
      koncernów, takich jak Gaz de France czy niemiecki EWE.Już dzisiaj między ofertą
      najtańszej spółki dystrybucyjnej PGNiG a jednym z pierwszych jej konkurentów,
      G.EN Gaz Energia, różnica w cenie metra sześciennego gazu sięga około 20
      procent. Dla właściciela 200-metrowego domu może to oznaczać nawet 1000 złotych
      oszczędności rocznie - czytamy w "Dzienniku".
    • serafin666 Re: ze "świata nauki" X/2006 04.10.06, 08:28
      ciekawe, to przytaczam :

      dzienne światowe zużycie ropy naftowej 80 mln baryłek (1 baryłka = 159 litrów)
      w tym 53 mln to transport' a w tym :
      29 mln - transport lądowy osobowy; 19 mln - transport lądowy towarowy; 5 mln -
      transport powietrzny osobowy i towarowy ;

      nie wiem, dlaczego brak danych co do transportu morskiego ( może przeważają już
      turbiny gazowe ? )
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 04.10.06, 21:30
      Mierzy się po wewnętrznej stronie ścian budynku
      (Rzeczpospolita/04.10.2006)


      Powierzchnię użytkową do celów podatku od nieruchomości mierzy się po
      wewnętrznej stronie ścian, również ścian wewnętrznych. Do powierzchni tej więc
      nie wchodzi powierzchnia zajmowana przez ściany wewnętrzne. Takie stanowisko
      zajęło Ministerstwo Finansów w piśmie z 4 maja 2006 r. (sygn. LK-832-
      13/MS/06/41).



      (...) Według art. 1a pkt 5 ustawy z 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach
      lokalnych (DzU z 2002 r. nr 9, poz. 84 ze zm.) do wyliczania tej daniny od
      budynku uwzględnia się jego powierzchnię użytkową, tj. mierzoną po wewnętrznej
      długości ścian na wszystkich kondygnacjach. Taką kondygnacją jest także
      przyziemie, strych i piwnica. Art. 1a pkt 5 nakazuje natomiast wyłączyć z
      powierzchni użytkowej budynku powierzchnię klatek schodowych oraz szybów
      dźwigów, a więc powierzchnie znajdujące się wewnątrz budynku, ograniczone,
      przynajmniej częściowo, ścianami zewnętrznymi.

      (...) Ściana zaś wedle tych definicji to zarówno płaszczyzna rozgraniczająca
      budynek od otaczającej go przestrzeni (ściana zewnętrzna), jak i płaszczyzna
      wydzielająca w budynku poszczególne pomieszczenia (ściana wewnętrzna). Z tego
      względu na potrzeby podatku od nieruchomości dokonuje się obmiaru powierzchni
      użytkowej po wewnętrznej długości wszystkich ścian budynku, także wewnętrznych.
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 12.10.06, 08:55
      z dzisiejszego onet.pl :

      "Gazeta Prawna": Przewodniczącym Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego będzie
      nadal prof. Zbigniew Radwański. Prace nowej Komisji Kodyfikacyjnej skupią się
      na zmianach w prawie cywilnym.
      Zdaniem prof. Radwańskiego, konieczne jest przygotowanie projektu nowego
      kodeksu cywilnego, który zapewniłby spójność systemu prawnego. Definicje
      przyjęte w kodeksie miałyby zastosowanie również do innych ustaw.
      • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 12.10.06, 12:26
        w Gazecie Prawnej jest na ten temat trochę więcej, coś zacytuję :

        Nowy kodeks cywilny byłby rozszerzony o przepisy dotyczące własności lokali,
        prawa rodzinnego, sprzedaży konsumenckiej. Teraz regulowane są one w różnych
        aktach prawnych.

        Z kodeksu zniknęłyby też instytucje kojarzone ze starym ustrojem: klauzule
        generalne, prawo użytkowania wieczystego.

    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 13.10.06, 06:40
      z dzisiejszej "RZ" - bardzo ważne dla obywateli :

      PRAWO CYWILNE Państwo weszło w posiadanie w nielegalny sposób
      Było bezprawie władzy, nie ma zasiedzenia
      Skarb Państwa nie może stać się właścicielem nieruchomości wskutek zasiedzenia,
      jeśli nabył ją w rezultacie działań o charakterze władczym, a tym bardziej -
      wskutek rażącego nadużycia władzy i naruszenia prawa przez jego
      funkcjonariuszy.
      Potwierdził to Sąd Najwyższy w postanowieniu z 5 października 2006 r. Początek
      tej sprawie dały wydarzenia z przełomu lat 40. i 50. ubiegłego wieku.
      Właścicielem nieruchomości, o którą chodzi w tej sprawie, był Andrzej N.,
      przedsiębiorca prowadzący firmę od lat 30. Po jego śmierci rodzina doświadczyła
      szczególnej presji ze strony ówczesnych władz. Urząd Bezpieczeństwa nękał
      bliskich zmarłego rewizjami. Funkcjonariusze szukali dewiz, złota, biżuterii.
      Synowe zmarłego byli wielokrotnie wzywani i przetrzymywani w UB. Urzędnicy
      skarbowi zaczęli badać księgi firmy i choć były prowadzone prawidłowo, kontrola
      skończyła się ustaleniem rujnująco wysokiego dodatkowego podatku (domiaru),
      który mieli zapłacić spadkobiercy. Przekonywano ich, że długi zmarłego wobec
      państwa przekraczają wartość jego majątku. W ten sposób wymuszono na nich
      odrzucenie spadku. W 1952 r. sąd powiatowy wydał postanowienie stwierdzające
      nabycie spadku po Andrzeju N. przez Skarb Państwa.
      Po zmianie ustroju spadkobiercy wszczęli sprawę o uchylenie się od skutków
      oświadczenia woli o odrzuceniu spadku jako złożonego pod przymusem.
      Postanowienie sądu z 1952 r. zostało w 1992 r. uchylone i sąd stwierdził
      nabycie spadku po Andrzeju N. przez jego synów i wnuki. Do dziś jednak we
      władaniu Skarbu Państwa znajduje się duża nieruchomość należąca do spadku po
      nim, zajęta na ogród działkowy.
      Skarb Państwa - starosta podjął próbę zatrzymania tych gruntów, występując do
      sądu o stwierdzenie nabycia ich własności wskutek zasiedzenia. Sąd I instancji
      oddalił ten wniosek, a sąd II instancji zaakceptował jego werdykt. Sądy uznały,
      że takie posiadanie, uzyskane przez państwo przez nadużycie władzy - wskutek
      pozbawienia spadkobierców możliwości obrony swoich praw - nie może prowadzić do
      zasiedzenia. Nie było to bowiem posiadanie o charakterze cywilnoprawnym, lecz
      będące następstwem nieuzasadnionej prawnie, władczej ingerencji organów czy
      funkcjonariuszy państwa.
      Skarga kasacyjna Skarbu Państwa została oddalona. - SN podzielił ocenę sądów co
      do sposobu wejścia w posiadanie przez Skarb Państwa - mówił sędzia Marian
      Kocan. Organy skarbowe i UB działały w celu wyzucia spadkobierców z majątku.
      Skarb uzyskał posiadanie wskutek działań organów państwa, które w rażący sposób
      naruszyły prawo. Realne możliwości odzyskania tego majątku pojawiły się dopiero
      po 1989 r. Spadkobiercy wykorzystali je, doprowadzając do zmiany postanowienia
      z 1952 r. o stwierdzeniu nabycia spadku przez Skarb Państwa. Sędzia Kocan
      zaznaczył, że każde wejście w posiadanie przez Skarb w sprawach o zasiedzenie
      musi być oceniane indywidualnie. Tu nie ma żadnego szablonu (sygn. IV CK
      18/06).
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 14.10.06, 16:46
      z dzisiejszego onet.pl :

      Rząd Singapuru zdecydował, że już za rok na całym obszarze tego kraju będzie
      można za darmo korzystać z Internetu.
      • dobud Re: z dzisiejszej prasy 14.10.06, 20:05
        BUDUJEMY DRUGI SINGAPUR !

        Albo....wyjeżdzamy do Azji zamiast Londynu :-)
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 17.10.06, 05:03
      w „RZ” 17.10.2006 – wyjątkowa bzdura ( w odniesieniu do wspólnot
      mieszkaniowych ) :

      Jeśli nie będzie nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych,
      wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie zaczną od nowego roku oddawać fiskusowi
      aż 19 proc. dochodów z opłat za mieszkania
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 17.10.06, 05:12
      z dzisiejszej "GPr" :

      Przepisy nakazują, by w postępowaniu nakazowym udowodnić dochodzone żądanie np.
      zaakceptowanym przez dłużnika rachunkiem. Jeśli pozwany nie zakwestionował
      faktury, wymóg ten został spełniony.
      ( SN ) sygn. akt II CSK 229/06
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 20.10.06, 05:13
      "RZ" 20.10.2006

      Klienci deweloperów lepiej chronieni




      Nabywca mieszkania nie potrzebuje niczyjej zgody, aby sprzedać firmie
      windykacyjnej swoje wierzytelności wobec dewelopera. Budujący mieszkania nie
      może też żądać wysokich opłat za sporządzenie aneksu do umowy.

      Tak wynika z wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie budującej
      mieszkania znanej firmy Pekao Development. Paweł Szymański z Warszawy złożył
      przeciwko deweloperowi pozew o uznanie niektórych używanych przez niego klauzul
      za niedozwolone. Przewidywały one m.in., że nabywca (czyli kupujący mieszkanie
      od dewelopera) może dokonać przelewu wierzytelności wynikających z umowy na
      inne podmioty tylko za zgodą Pekao Development.

      "Konsument traci w tym przypadku możliwość swobodnego dysponowania służącymi mu
      wierzytelnościami i np. nie może skorzystać z pomocy firm windykacyjnych, w
      razie gdy kontrahent konsumenta zalegałby z zapłatą. Istotą przelewu
      wierzytelności jest możliwości dokonania go bez zgody dłużnika" - czytamy w
      pozwie. Sąd podzielił te argumenty i uznał takie postanowienie za niedozwolone.

      Ponadto spółka zastrzegła, że za sporządzenie aneksu do umowy na wniosek
      nabywcy mieszkania będzie pobierać opłatę 200 zł netto. Sąd podkreślał, że
      deweloper nie sprecyzował przyczyn pobierania opłaty.- Ma ona na celu
      zniechęcenie konsumenta do zmiany umowy. Można dyskutować, czy kwota 200 zł
      jest wysoka, w końcu klient może więcej stracić, jeśli nie zdecyduje się na
      aneks. Kwota ta działa jednak chyba bardziej na podświadomość, bo przy cenie
      mieszkania jest bardzo niska - zastanawiał się sędzia Witold Rękosiewicz, lecz
      ostatecznie sąd uznał to postanowienie za sprzeczne z prawem.

      Inna klauzula zakładała, że w związku z budową oraz inwestycjami na gruntach
      sąsiednich nieruchomość może być obciążona nieodpłatnymi prawami do korzystania
      z jej części ( służebnościami, użytkowaniem, użyczeniem itp.) przez firmy
      budowlane lub sąsiadów. Polegałyby one np. na prawie do ułożenia, korzystania i
      konserwacji urządzeń uzbrojenia terenu usytuowanych na tej działce. Było to
      więc żądanie od konsumenta uprzedniej zgody na obciążenie nieruchomości na
      rzecz osób trzecich, w dodatku nieodpłatnie, co powoduje konieczność
      tolerowania tych praw przez mieszkańców po ustanowieniu odrębnej własności
      lokali (czyli po powstaniu wspólnoty mieszkaniowej). "Brak wynagrodzenia od
      osób trzecich jest przykładem niegospodarności i nieliczenia się z interesem
      przyszłych współwłaścicieli tej nieruchomości" - czytamy w pozwie. Klauzula ta
      również została zakwestionowana przez sąd.
      Wyrok nie jest prawomocny (sygn. XVII Amc 112/05).

    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy - "RZ" 25.10.2006 25.10.06, 06:22
      Uchwały "nieistniejące" zagrażają bezpieczeństwu obrotu
      Rz:W rozmowie 11 października ("Trzeba umożliwić potwierdzanie uchwał
      kadłubowego zarządu") mówiliśmy o uchwałach niepełnego, kadłubowego zarządu.
      Jest pan zwolennikiem jak najdalej idącej możliwości sanacji (uzupełniania)
      takich kulejących uchwał. Gdy chodzi natomiast o tzw. uchwały nieistniejące,
      czyli przypadki najbardziej wadliwe, jest pan żarliwym przeciwnikiem
      honorowania tej instytucji prawnej. Dlaczego?
      STANISŁAW SOŁTYSIŃSKI: Ta figura prawna nie ma podstawy prawnej i jest rażąco
      niejasna. Tymczasem zakwalifikowanie danego uchybienia jako źródła nieważności
      uchwały bądź jej "nieistnienia" ma ogromne znaczenie dla spółki, wspólników
      (akcjonariuszy) i osób trzecich. Brak terminów zaskarżania
      takich "nieistniejących" uchwał i otwarcia drogi do wnoszenia powództwa przez
      każdą osobę mającą interes prawny, a osoby trzecie, które w dobrej wierze
      zawarły np. umowy ze spółką, pozbawione zostają ochrony. Przepisy art. 254 § 2
      i 4 oraz 427 § 2 i 4 kodeksu spółek handlowych chroniące kontrahentów spółki w
      dobrej wierze dotyczą bowiem tylko uchwał zaskarżalnych i nieważnych, a nie
      uchwał "nieistniejących".
      Jest więc pan profesor przeciwnikiem tej instytucji ze względu na pewność
      obrotu prawnego? A jak jest w innych krajach?
      Na przykład w najnowszej niemieckiej literaturze prawniczej podkreśla się, że
      figura ta jest całkowicie zbędna na obszarze prawa spółki akcyjnej. Jako
      przykłady uchwał "pozornych" i "nieistniejących" przytacza się zwołanie
      posiedzenia organu przez "człowieka z ulicy" z udziałem osób niebędących
      wspólnikami. Mylnie zaprotokołowanej uchwały nie uważa się za "nieistniejącą",
      także jeżeli nie spełnia np. wymogu przyjęcia większością głosów. Uchwała taka
      nie jest bynajmniej pozorną czynnością prawną, lecz uchwałą jedynie wzruszalną,
      która może być zaskarżona tylko na drodze przewidzianej w ustawie, a więc przez
      osoby posiadające legitymację procesową i przed upływem terminów zawitych. Za
      taką wykładnią przemawia bowiem bezpieczeństwo obrotu i potrzeba stabilizacji
      stosunków korporacyjnych.
      Prawo holenderskie przewiduje np., że naruszenie ustawowych lub statutowych
      postanowień regulujących podejmowanie uchwał (np. kworum) nie powoduje w
      zasadzie nieważności z mocy prawa, lecz jedynie umożliwia zaskarżenie i
      orzeczenie nieważności uchwały przez sąd. Ta regulacja rozciąga się zresztą na
      uchwały organów nie tylko spółek, lecz także wszystkich osób prawnych. W
      komentarzach do angielskiego i amerykańskiego prawa spółek trudno znaleźć
      rozważania o uchwałach "nieistniejących".
      Skąd wziął się problem uchwał "nieistniejących"?
      Znaczenie czynności lub uchwały "nieistniejącej" w klasycznym prawie cywilnym
      jest znikome. Inaczej przedstawia się ono w prawie spółek i spółdzielczym.
      Wynika to m.in. stąd, że przepisy kodeksu handlowego i prawa spółdzielczego z
      1961 r. o zaskarżaniu uchwał zgromadzeń udziałowców (członków) tych osób
      prawnych nie przewidywały wyraźnie sankcji bezwzględnej nieważności nawet dla
      najbardziej rażących naruszeń prawa. Uchwały sprzeczne z prawem lub dobrymi
      obyczajami były w zasadzie jedynie wzruszalne. W tym stanie rzeczy niektórzy
      autorzy i część orzecznictwa dopuszczali w drodze wykładni sankcję bezwzględnej
      nieważności, a także w szerokim zakresie uznawali wadliwe uchwały
      za "nieistniejące" w razie naruszenia norm kompetencyjnych, a nawet
      porządkowych.
      Czy można jakoś tej złej praktyce zaradzić?
      Część autorów i najnowsze orzeczenia Sądu Najwyższego na szczęście postulują
      zaostrzenie kryteriów kwalifikowania pewnych aktów korporacyjnych jako
      uchwał "nieistniejących". To krok w dobrym kierunku. Gdy jednak w wielu krajach
      OECD naruszenie ustawowych wymogów kworum i większości głosów jest zagrożone
      sankcją nieważności albo jedynie wzruszalności wadliwej uchwały, znaczna część
      doktryny i judykatury bez jakiejkolwiek podstawy prawnej nadal traktuje
      niektóre uchwały jako "nieistniejące" na podstawie rażąco niejasnych kryteriów.
      Trudno zrozumieć, dlaczego np. brak jednego głosu do kworum liczącego 1000
      głosów ma powodować, że uchwała, która zapadła 999 głosami przy braku głosów
      przeciwnych i wstrzymujących się, może być kwestionowana jako
      czynność "nieistniejąca" nawet po zarejestrowaniu w sądzie. Tymczasem uchwała
      podjęta pod wpływem przymusu lub nakazująca wypłacić całość zysku
      akcjonariuszowi, który dysponował większością głosów na walnym zgromadzeniu,
      jest "tylko" nieważna, a zatem dotknięta łagodniejszą sankcją (art. 425 i 427
      k.s.h.). Pogląd, że brak jednego głosu do wymaganej większości lub kworum
      przesądza o "nieistnieniu" uchwały, prowadzi do wniosku, że np. w wiele lat po
      połączeniu spółek każdy, kto ma w tym interes prawny, mógłby wytoczyć powództwo
      o ustalenie nieważności uchwały stanowiącej podstawę fuzji wbrew ograniczeniom
      zaskarżania takich uchwał (art. 509 k.s.h. wprowadzonym na mocy art. 22 III
      dyrektywy).
      W rozmowie "Wymogi formalne w rozsądnych granicach" ("Rz" 27 września) wyraził
      pan ostrą krytykę rosnącego formalizmu polskiej procedury cywilnej. W sprawach
      zaskarżania uchwał organów spółek broni pan formalnych ograniczeń?
      Zarówno prawo materialne, jak i procesowe respektują zasadę formalizmu.
      Podzielam jednak pogląd tych autorów, którzy upatrują jej głównej funkcji,
      zwłaszcza w prawie procesowym, w tworzeniu gwarancji sprawiedliwego i
      rzetelnego procesu, w ramach którego ani strony procesowe, ani władza sądowa
      nie powinny utrudniać realizacji praw podmiotowych.
      Konstrukcja uchwały "nieistniejącej" na tle k.s.h., który inaczej niż np.
      kodeks rodzinny i opiekuńczy nie przewiduje takiej sankcji, nie tylko zagraża
      bezpieczeństwu obrotu, lecz także jest trudna do pogodzenia z konstytucyjnym
      katalogiem źródeł prawa (art. 87 konstytucji).
      Prof. Stanisław Sołtysiński, pracownik naukowy Uniwersytetu Adama Mickiewicza,
      partner w Kancelarii Sołtysiński, Kawecki, Szlęzak
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 25.10.06, 07:20
      zrobiłem wyciąg z dzisiejszej "GPr" :

      Gospodarka nieruchomościami w gminach
      Nieruchomości i zarządzanie nimi stanowi jeden z ważniejszych aspektów
      funkcjonowania samorządu terytorialnego. O tym, że gospodarowanie
      nieruchomościami nie zawsze jest sprawą prostą, świadczy bogate orzecznictwo
      sądowe. Okazuje się, że obszerne regulacje prawne nie zawsze spełniają
      postawione przed nimi zadania. O tym, że sprawy sporne nie są łatwe do
      rozwiązania, świadczy liczba orzeczeń dotyczących gospodarki nieruchomościami w
      gminach, które trafiły aż do Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli przedstawiciele
      samorządu terytorialnego będą pamiętać chociażby o tych ważniejszych
      orzeczeniach sądowych dotyczących praktycznego zastosowania przepisów o
      gospodarowaniu nieruchomościami, może to pozwolić np. na przyśpieszyć proces
      inwestycyjny czy też uniknąć konieczności wpłaty odszkodowań.
      Nie ma podstaw do weryfikowania zgodności projektowanego podziału nieruchomości
      z decyzją ustalającą warunki zabudowy i zagospodarowania terenu, nawet jeżeli
      decyzja ta pozostawała w obrocie prawnym, albowiem w przypadku obowiązywania
      planu na danym terenie decyzji takich się nie wydaje. sygn. akt II SA/Kr 258/04
      ( WSA )
      Ograniczenie odpowiedzialności gminy za niedostarczenie lokalu socjalnego, do
      którego uprawnienie orzekł sąd w wyroku nakazującym opróżnienie lokalu, narusza
      konstytucję. sygn. akt P 14/06 ( TK )
      Rada gminy nie ma upoważnienia ustawowego do uchwalania zasad i trybu pożyczek
      dla właścicieli lokali mieszkalnych będących jej współwłasnością. sygn. akt I
      OSK 199/2006 ( NSA )
      Nie można lekceważyć podmiotowości prawnej gmin poprzez pominięcie ich woli
      przy nabywaniu mienia oraz wciąganie ich w stosunki z osobami trzecimi i
      narażenie na odpowiedzialność majątkową o niedających się oszacować rozmiarach.
      Z tego względu gminy mają pełną swobodę w decydowaniu o tym, czy przyjąć dany
      majątek do swoich zasobów czy nie. sygn. akt K 01/06 ( TK )
      Działalność gospodarcza prowadzona przez stowarzyszenie z wykorzystaniem mienia
      komunalnego gminy jest działalnością gospodarczą, o której mowa w art. 24f ust.
      1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U. 2001 r. nr 142,
      poz. 1591 ze zm.), a pełnienie przez radnego funkcji członka zarządu takiego
      stowarzyszenia oznacza zarządzanie taką działalnością. sygn. akt II OSK 787/05
      ( NSA )
      Przez pojęcie innych miejsc publicznych, o których mowa w art. 30 ust. 1 pkt 2
      ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (Dz.U. 1994 r. nr 89, poz. 414
      ze zm.), nie należy rozumieć dróg niebędących drogami publicznymi w rozumieniu
      ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (Dz.U. nr 14, poz. 60 ze
      zm.). sygn. akt II OSK 675/2005 ( NSA )
      Zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego uchwalonego, ale
      jeszcze nie wyłożonego, może nastąpić wyłącznie w trybie przewidzianym dla jego
      uchwalenia. sygn. akt II OSK 423/2005 ( NSA )
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 31.10.06, 16:24
      z "RZ" 31.10.2006

      Zwolnienie dla wspólnot i spółdzielni przedłużone


      Spółdzielnie mieszkaniowe, wspólnoty mieszkaniowe i TBS, a także komunalne
      zakłady gospodarki mieszkaniowej będą w 2007 r. nadal korzystać ze zwolnienia z
      podatku dochodowego.



      Zwolnienie to obejmie jednak tylko dochody z gospodarki zasobami mieszkaniowymi
      przeznaczone na ich utrzymanie. Dotyczy także funduszu remontowego wspólnot.
      Wspólnotom nie grozi już więc, że część pieniędzy zgromadzonych na funduszu
      będą musiały oddać fiskusowi.

      Wszystkie inne dochody, np. z wynajmu placu na parking strzeżony, z wynajmu
      powierzchni na reklamy, na przekaźniki telefonii komórkowej itd. będą
      opodatkowane. Zakres zwolnienia będzie więc węższy niż dotychczas. Do końca
      2006 r. bowiem wolne od podatku są wszystkie dochody wspólnot, spółdzielni,
      TBS, komunalnych zakładów gospodarki mieszkaniowej oraz innych jednostek
      zarządzających zasobami mieszkaniowymi przeznaczone na cele związane z
      utrzymaniem zasobów mieszkaniowych, a gdy chodzi o spółdzielnie i wspólnoty -
      także gdy są wydatkowane na rzecz członków wspólnoty czy cele statutowe
      spółdzielni.

      Od 2007 r. dochody inne niż z gospodarki zasobami mieszkaniowymi, nawet po
      przeznaczeniu na ich utrzymanie, będą opodatkowane.

      Pogorszy się więc sytuacja zarządców spółdzielni mających takie dochody
      (dochodem jest różnica między przychodami a kosztami), a także osiągających je
      wspólnot. Przede wszystkim będą musiały prowadzić podwójną ewidencję podatkową,
      tj. oddzielną dla przychodów, kosztów i dochodów z gospodarki zasobami
      mieszkaniowymi, i oddzielną dla pozostałych. Jeśli z tych ostatnich osiągną
      dochód, 19 proc. z niego oddadzą fiskusowi. Wiązać się to będzie z
      koniecznością wpłacania zaliczek na podatek. Wspólnoty, spółdzielnie itd. z
      reguły z tych innych dochodów finansowały utrzymanie zasobów. Konieczność
      płacenia podatku oznacza, że pieniędzy na ten cel będzie mniej.

      Dotychczas z analogicznego zwolnienia z podatku korzystały inne jednostki
      zarządzające zasobami mieszkaniowymi: Wojskowa Agencja Mieszkaniowa oraz
      zakłady budżetowe zajmujące się zakwaterowaniem studentów, nauczycieli
      akademickich oraz innych pracowników uczelni. Od 2007 r. stracą je
      definitywnie, chyba że Senat zdecyduje się na objęcie zwolnieniem także ich, a
      Sejm to zaakceptuje.

    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy - "RZ" 09.11.2006 09.11.06, 05:57
      Rachunki za ciepło - trzeba reklamować w administracji spółdzielni mieszkaniowej

      Lokatorzy powinni kwestionować rozliczenia za ciepło u administratora budynku
      lub w swojej spółdzielni mieszkaniowej, a nie u dostawcy
      Tak wynika z wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie Bogumiły
      Göttel z Kudowy-Zdróju. W swoim mieszkaniu spółdzielczym miała tzw. wyparkowe
      podzielniki kosztów ogrzewania. Była rozliczana indywidualnie i corocznie miała
      niewielkie nadpłaty. Zmieniło się to w 2002 r., kiedy indywidualną umowę z nią
      na dostawy ciepła zawarła firma Fortum DZT SA z Wałbrzycha. Powstała
      skomplikowana sytuacja - firma Fortum zajmowała się rozliczaniem mieszkańców,
      ci rachunki płacili jednak spółdzielni, a ta jak poprzednio zamawiała zbiorczo
      ciepło do budynków u dostawcy.
      Fortum zamontował w mieszkaniach elektroniczne podzielniki. Po tej zmianie pani
      Bogusława zaczęła mieć duże niedopłaty - corocznie ok. 500 zł. Dlatego uważała,
      że bezprawnie zmieniono jej stare podzielniki na nowe, bez podpisywania
      jakiegokolwiek aneksu do umowy. Poskarżyła się też do Urzędu Regulacji
      Energetyki. Podkreślała, że ma umowę sprzedaży ciepła dla klientów
      indywidualnych z firmą Fortum, a więc jej urzędnicy powinni rozstrzygnąć
      konflikt. Firma odpowiadała, że mieszkanka nie jest stroną umowy o dostawę
      ciepła (czyli odbiorcą), bo jest nią spółdzielnia mieszkaniowa. Umowa zawarta
      przez Fortum z panią Bogumiłą dotyczy tylko zasad rozliczania się, a nie - jak
      niezbyt szczęśliwie sugeruje jej nazwa - dostaw ciepła. Reklamacje dotyczące
      rachunków pani Bogumiła powinna więc kierować do administracji spółdzielni.
      Podobne stanowisko zajął URE. Stwierdził, że sprawy dotyczące należności za
      ciepło powinno się najpierw dochodzić w postępowaniu wewnątrzspółdzielczym
      (dlatego do władz spółdzielni trzeba kierować wszelkie uwagi i zastrzeżenia).
      Po wyczerpaniu tego trybu mieszkańcy mogą wystąpić do sądu powszechnego.
      Lokatorzy nie są bowiem w świetle prawa energetycznego ( DzU z 2006 r. nr 89,
      poz. 625 ze zm.) odbiorcami ciepła, dlatego nie mogą liczyć na interwencję URE.
      Prezes tego urzędu nie posiada bowiem kompetencji, aby rozstrzygać wewnętrzne
      spory dotyczące rozliczeń za ciepło i nie może badać zgodności z prawem umów,
      które zawierają osoby, które nie są (w świetle prawa) odbiorcami ciepła.
      Od takiego postanowienia URE pani Bogumiła złożyła zażalenie do sądu. Ten je
      oddalił. Argumentował, że URE nie może interweniować w konflikcie, którego
      stroną jest osoba, która nie ma statusu odbiorcy. Wyrok nie jest prawomocny
      (sygn. XVIII Amz 50/06).
      • wprost5 Ku przestrodze - Rzeczpospolita, 09.11.2006 09.11.06, 12:50
        Ponieważ Serafin nie zamiescił tego w swoim wątku "Z dzisiejszej prasy", ku
        przestrodze wszystkich zamieszczam informację z dodatku Warszawa z dzisiejszej
        Rzeczpospolitej. Może u was tak jeszcze nie jest, ale może być jeśli sznowni
        czlonkowie wspólnot nie będą ta wścibscy jak znana nam java9.
        Ciekawi mnie, co wcześniej robili członkowie zarządów oskubanych kamienic?
        Chyba żyli w błogim przekonaniu, że wszystko jest OK, oni mają pełnię władzy,
        nie mo co sobie głowy zawracać pierdołami itp. A teraz rączki są w nocniku!
        A oto ten tekst:
        WARSZAWA.
        MOKOTÓW Lokatorzy oskarżają zarządcę kamienicy
        Nieuczciwy administrator zostawił wspólnocie długi
        Mieszkańcy kamienicy przy ul. Puławskiej 24b twierdzą, że firma MF House, która
        administrowała budynkiem, wyczyściła konto bankowe ich wspólnoty mieszkaniowej
        i wpędziła ją w długi. Straty szacują nawet na 100 tys. zł.
        O firmie MF House należącej do byłego urzędnika ze Śródmieścia Macieja
        Kozłowskiego " Rz" napisała 30 października. Prokuratura zaczęła badać jej
        praktyki po sygnałach o nieprawidłowościach od kilku wspólnot mieszkaniowych,
        m.in. z ul. Natolińskiej 2 i Wareckiej 4/6. Ich mieszkańcy twierdzą, że z ich
        kont bankowych zniknęło w sumie prawie pół miliona zł.
        Po naszym tekście w redakcji rozdzwoniły się telefony. Pan Michał Tomczak z
        zarządu wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Puławskiej na Mokotowie przekonuje, że
        mieszkańcy jego kamienicy też zostali poszkodowani przez firmę MF House, która
        zarządzała budynkiem od sierpnia 2003 r. do kwietnia 2005 r.
        - Zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak, gdy w lutym tego roku zaczęli do
        nas wydzwaniać wierzyciele - opowiada Michał Tomczak. - Firma wywożąca śmieci
        domagała się 6,2 tys. zł, a konserwator wind dalszych 2 tys. zł. Tknęło nas i
        zadzwoniliśmy do MPWiK. Wtedy okazało się, że zalegamy im 63 tys. zł!
        Agata Marek z zarządu wspólnoty przy Puławskiej dodaje, że podejrzenia budzą
        też faktury, np. za usługi budowlane warte 25 tys. zł. Żadnych umów
        określających zakres prac nie ma.
        - A pracownik MF House pan Grzegorz R. (jego działania bada prokuratura ze
        Śródmieścia - red.) bezprawnie wypłacał z naszego konta z banku pieniądze za
        pomocą czeków - dodaje Agata Marek. - W kwietniu zerwaliśmy umowę z firmą. Od
        września mamy nowego administratora, a księgowa kończy przeprowadzać audyt
        wspólnoty, by oszacować straty.
        Właściciel firmy Maciej Kozłowski twierdzi, że jest niewinny. Przekonuje, że
        odpowiedzialni za wpędzenie wspólnoty w długi są sami mieszkańcy, którzy "za
        bardzo ingerowali w plan remontowy, przez co był on chaotyczny". Przyznaje, że
        do niektórych usług budowlanych nie ma umów, bo "prace były wykonywane w trybie
        pilnym, np. w nocy, gdy pękły rury". Dodaje, że rachunków rzeczywiście nie
        płacił w terminie, ale m.in. dlatego, że większościowy udziałowiec wspólnoty
        zwlekał z wnoszeniem opłat.
        -To bzdury, zaległości we wpłatach współwłaścicieli to ok. 18 tys. zł -
        oburzają się mieszkańcy. - I jaka naprawa rur, nawet wykonywana w trybie
        pilnym, kosztuje 25 tys. zł? Skierujemy tę sprawę do prokuratury, by razem ze
        wspólnotami ze Śródmieścia odzyskać pieniądze zabrane nam przez firmę
        Kozłowskiego.

        Aleksandra Paulska
    • serafin666 Re: z dzisiejszej prasy 10.11.06, 06:47
      zaiste – kontrowersyjna sprawa opisana w „RZ” 10.11.2006

      Parking dozorowany nie musi oznaczać parkingu strzeżonego. Żeby nie narazić się
      na utratę odszkodowania umowa przechowania musi wskazywać konkretne auto
      • wprost5 Parking dozorowany 10.11.06, 14:09
        Też zwróciłem uwagę na kazus z tym parkingiem!
        Kolejny przykład literalnego podejścia sądu do sprawy. Okazuje się przy takim
        genialnym rozumowaniu sądu, że właściciel pojazdu parkując na parkingu
        dozorowanym, że płaci za miejsce postojowe licząc się z tym, że z tego miejsca
        mogą mu rąbnąć samochód i nie otrzyma grosza odszkodowania! Czym wobec tego
        różni się owo miejsce postojowe od miejsca przy krawężniku, zupełnie nie
        dozorowanego? Logika sedziów coraz bardziej zdumiewajaca albi to my coraz
        bardziej idiociejemy i nie rozumiemy tych mędrców!
        • wprost5 Dzisiaj w Kurierze Szczecińskim - podzielniki! 11.11.06, 17:23
          Bardzo ciekawa informacja w Kurierze Szczecińskim o wyroku sądu ws. rozliczen
          przy pomocy podzielników kosztów:

          W sporze o dopłatę za ciepło. Wygrali ze spółdzielnią
          STARGARD SZCZECIŃSKI. Od jednego z małżeństw mieszkających na os. Chopina w
          Stargardzie Spółdzielnia Mieszkaniowa zażądała wpłacenia dodatkowo 749 zł.
          Miała to być dopłata za centralne ogrzewanie. Dokładniej, za korzystanie z
          niego od grudnia 1999 r. do września 2001 r. Kwotę wyliczono na podstawie
          wskazań podzielników kosztów. Tymczasem zainteresowani oświadczyli, że co
          prawda jakiś czas temu wyrazili zgodę na zainstalowanie podzielników, ale nie
          zgodzili się, aby na podstawie ich wskazań obliczać koszty centralnego
          ogrzewania. Chcą, aby zastosowano opłatę ryczałtową, w tym przypadku
          korzystniejszą dla nich.
          Gdy konsekwentnie odmawiali wpłacenia żądanej kwoty, spółdzielnia skierowała
          sprawę do sądu. W Sądzie Rejonowym w Stargardzie zapadło orzeczenie
          niekorzystne dla spółdzielni. Podobnie było w Sądzie Okręgowym w Szczecinie.
          Nie ma uzasadnienia wyroku sądu drugiej instancji, bo żadna ze stron nie
          wystąpiła o nie, jest natomiast uzasadnienie orzeczenia stargardzkiego sądu.
          W dokumencie tym można przeczytać m.in., że „członek spółdzielni ma prawo do
          odmowy zainstalowania w zajmowanym przez niego lokalu podzielników kosztów, a w
          przypadku ich uprzedniego zainstalowania – ma prawo do odmowy rozliczenia się
          na podstawie ich wskazań.” Ciekawostką może być to, że tak właśnie stanowi
          jeden z dokumentów uchwalonych przez... radę nadzorczą spółdzielni. Chodzi
          o „Regulamin rozliczania kosztów gospodarki zasobami mieszkaniowymi i ustalania
          opłat za używanie lokali Spółdzielni Mieszkaniowej w Stargardzie Szczecińskim.”
          Sąd zbadał także wysokość wpłat dokonanych przez małżeństwo na rzecz
          spółdzielni we wspomnianym okresie. Wykazał, że powinni zapłacić 8523 zł, w
          rzeczywistości zaś wpłacili 8618 zł, a więc mieli niewielką nadpłatę. Sąd w
          uzasadnieniu stwierdził, iż spółdzielnia „podniosła zarzut, że wpłaty uiszczone
          przez pozwanych zostały częściowo zarachowane na poczet zadłużenia pozwanych za
          wcześniejsze okresy”, jednak – chociaż sąd zobowiązał spółdzielnię do
          przedłożenia stosownych wyliczeń dokumentujących rzekome zadłużenie – nie mogła
          tego udowodnić.
          Warto jeszcze zwrócić uwagę na jedną sprawę wynikającą z prawa energetycznego,
          o której zresztą wspomniał sąd w uzasadnieniu. Spółdzielnia jest pośrednikiem w
          rozliczeniach między lokatorami i wytwórcą ciepła, w przypadku Stargardu –
          Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej. Jednak nie wolno jej uzyskiwać „żadnej
          korzyści z pośredniczenia pomiędzy dostawcą ciepła a osobami zajmującymi lokale
          zarządzane przez spółdzielnię.”
          Piotr DUŻAK


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka