Dodaj do ulubionych

JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE

12.02.05, 19:38
Prosze o pomoc. Sprawa jest mi bardzo bliska, dotyczy osoby z mojej rodziny.
O jej nieszczesciu dowiedzialam sie teraz, po 25 latach jej ukrytych cierpien. Maz ja dreczy
psychicznie, czsami fizycznie. Jest od niego uzalezniona, ale bardzo pragnie zmienic swoje
zycie. Poniewaz mieszkamy w roznych miastach, moja pomoc w postaci rozmow i
wpsierania, dowartosciowywania odbywa sie na odleglosc, telefonicznie. Mam pytanie jak
rozmawiac z reszta rodziny, z ktora do tej pory mam fantastyczne uklady, a ktora jak, sie
domyslkam wie o calej i sprawie i milczy. Jak mam porozmawiac i czy w ogole z jej
mezem? Boje sie, ze to sie na niej odbije. On uchodzi za cudownego, zaradnego pelnego
humoru faceta. Prosze o wypowiedzi wylacznie osoby zainteresowane tym tematem,
blagam - nie piszcie przykrych komentarzy. I tak jest mi trudno, caly czas probuje sama
uporac sie z ta swieza, potworna informacja...
Obserwuj wątek
    • aneta_ap Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 15.02.05, 13:10
      Wejdź na forum "Przemoc w małżeństwie" i napisz to co tu. Jest to forum
      prywatne, zamknięte i tylko dla kobiet. Dotyczy właśnie takich spraw. Tam na
      pewno uzyskasz pomoc. Gorąco polecam.
      Pozrawiam
      Aneta
      • robin153 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 15.02.05, 15:14
        Dublin, zapukaj jeszcze raz na forum.
        • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 16.02.05, 00:29
          Dziekuje, zaraz zapukam...Juz sie martwilam, czytam wszystko i nadal stoje w miejscu, nie
          chce cici zaszkodzic.... Jeszcze raz dziekuje.
    • gralka11 Pseudoekspert skieruje Cię 16.02.05, 20:06
      Na moje pytanie, jak postepoiwać w razie, kiedy samochód wpadnie do rzeki,
      ekspert zdobył sie tylko na podanie linka z pkołami ratunkowymi i kapokami.

      Szkoda Twojego czasu, kiedy Ekspert raczy odpowiedzieć, z pewnością poda Ci
      linka do producenta chusteczek do nosa, aby kobieta się wypłakała.

      Nie licz na poradę.Ekspert ma złe dni.
      • dublin2 Re: Pseudoekspert skieruje Cię 17.02.05, 00:02
        Dziekuje, choc pelno goryczy w twoim liscie. Mysle , ze Ekspert ma tysiac innych problemow
        i byc moze potrzebny jest tam bardziej. Ale na szczescie dostalam zgode od Dobrej Robin
        sprobuje szukac tam wskazowek....
      • dublin2 Re: Pseudoekspert skieruje Cię 17.02.05, 00:12
        Przeczytalam o Twoich obawach podczas jazdy przez most. Doskonale je rozumiem. Sama
        mam podobne. Twoje pytanie nie bylo ani glupie ani naiwne, bylo po prostu rzadkie. I
        rozumiem teraz co mialas na mysli piszac o pseudoekspercie. To bylo bezczelne. Dlatego nie
        szukam tu juz pomocy.
        • robin153 Re: Pseudoekspert skieruje Cię 17.02.05, 19:12
          Za surowa ocena dla eksperta, bo ja tez myslalm ze to zart, bowiem wyraznie we
          wstepie do forum widac ze chodzi tutaj o problemy bezpieczenstwa kobiet
          zwiazane z przemocja, agresja. Jednak pytanie bylo zadane powazne, ekspert
          wyjasnil, odpowiedzial nie ma sie co oburzac, bo faktycznie wiele osob znalazlo
          pomoc tutaj i jest to bardzo potrzebne forum. Ja sama mam problem z lekiem
          wysokosci, i nie przyszloby mi na mysl napisac o tym na tym forum, mimo ze
          jakos temn moj lek zwiazany jest z moi bezpieczenstwem, ale po przeczytaniu
          wstepu do forum momentalnie zorientowalam sie ze o inne bezpieczenstwo chodzi.
          Zartujac na moje pytanie o lek przed wysokoscia, moglabym dostac link do
          spadochronow:):):)a i tak by mi nic to nie pomogl, bo nawet majac spadochron
          dalej balabym sie wysokosci. Wiec moze pytanie o strach przed wpadnieciem do
          rzeki nalezy zadac na forum psychologia. Sa metody zeby poradzic sobie z takimi
          lekami.
          • dublin2 Re: Pseudoekspert skieruje Cię 17.02.05, 20:49
            Masz duzo racji robin, tylko, ze ten link to strona allegro z przedmiotami ratujacymi przed
            utonieciem. Niby nic a jednak jest w tym jakis cynizm i lekcewazenie. Mysle, ze mozna bylo
            to wytlumaczyc dziewczynie w taki sposob jaki Ty to zrobilas.
            • robin153 Re: Pseudoekspert skieruje Cię 17.02.05, 23:01
              Ale eskpert wytlumaczyl dlaczego tak zareagowal i przeprosil :)
              • robin153 Re: Pseudoekspert skieruje Cię 17.02.05, 23:02
                OK, zapomnialam dodac ze ja po prostu tych ekspertow tutaj BARDZ lubie i
                doszukasz sie na naszym forum dlaczego.
                • dublin2 Re: Pseudoekspert skieruje Cię 18.02.05, 20:10
                  Z radoscia przeczytalam dzis odpowiedzi eksperta. Z radoscia, bo nie lubie klotni i
                  podgryzania na forum. Odpowiedzial swietnie, cieplo. Mysle , ze dziewczyna mu
                  przebaczyla...
                  A ja na zasadzie pierwsze koty za ploty w razie potrzeby poprosze eksperta o pomoc:)
                  Rozumiem dziewczyne, ktora pisze o leku podczas przejezdzania przez most, brzmialo to
                  faktycznie dosyc niesamowicie, ale ja takze np. boje sie jazdy winda. Dlatego tez zal mi sie jej
                  zrobilo, bo mialam wrazenie, ze szukala wsparcia a poczula sie zlekcewazona. Ale na
                  szczescie wszystko dobrze sie skonczylo.
                  Robin jestes rasowym mediatorem!
    • pawel.drozdziak Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 26.02.05, 17:12
      dublin2 napisała:

      > Maz ja dreczy
      > psychicznie, czsami fizycznie. Jest od niego uzalezniona, ale bardzo pragnie
      zmienic swoje
      > zycie. Poniewaz mieszkamy w roznych miastach, moja pomoc w postaci rozmow i
      > wpsierania, dowartosciowywania odbywa sie na odleglosc, telefonicznie. Mam
      pytanie jak
      > rozmawiac z reszta rodziny, z ktora do tej pory mam fantastyczne uklady, a
      ktor
      > a jak, sie
      > domyslkam wie o calej i sprawie i milczy. Jak mam porozmawiac i czy w ogole z
      jej
      > mezem? Boje sie, ze to sie na niej odbije. On uchodzi za cudownego, zaradnego
      pelnego
      > humoru faceta.

      jesli jest pani pewna, ze dochodzi do znecania sie to jak najbardziej nalezy o
      tym z rodzina otwarcie rozmawiac. Najgorsze co mozna zrobic, to wspolnie kryc
      sprawce udajac, ze nic sie nie dzieje. W ten sposob ofiara nie ma wsparcia.
      Rzecz powinna stac sie w rodzinie znana i dyskutowana. To pierwszy warunek
      zmiany.
      • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 28.02.05, 22:18
        Bardzo dziekuje za odpowiedz. Problem w tym, ze rodzina wie. Tzn wie moja babcia- mam
        dreczyciela. I nic. Sama miala podobne zycie i uwaza zapewne, ze tak trzeba. Ciocia
        powiedziala o tym babci wiele lat temu szukajac pomocy i babcia jej nie pomogla -
        powiedziala tylko - tak juz jest... I mam wrazenie, ze moja babcia naprawde wierzy, ze tak ma
        byc. Teraz, kiedy wiem i ja nie wiem niestety jak ugryzc taka rozmowe z babcia. Tez czuje, ze
        powinnam z Nia porozmawiac, zwlaszcza, ze cieszy sie duza estyma u syna i wielkim
        szcunkiem rodziny ( min. za to poswiecenie sie dzieciom i ciezkie zycie). Tyle tylko, ze ciocia
        jest przekonana, ze taka rozmowa skonczy sie tylko skarga u syna...Babcia jest teraz w
        centrum, jest taka maskotka rodzinna. I ma zasade, ze nie nalezy sie wtracac w cudze
        sprawy... Obawiam sie zmiana jej mentalnosci w tym wieku bedzie raczej niemozliwa. Ale nie
        poddam sie. Co Pan radzi??????
        • pawel.drozdziak Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 06.03.05, 22:17
          Przede wszystkim dobrze jest zdefiniowac sobie dokladnie wlasna sytuacje i
          wlasne cele. Jedna z glownych przyczyn wyglaszania rad jest to, ze radzacym
          zdaje sie, ze te cele drugiej strony sa dla nich jasne i oczywiste. Glownym
          powodem niestosowania sie do rad (z wiekszosci rad przeciez w ogole w koncu nie
          korzystamy) jest to, ze cele osoby, ktora rade otrzymala nie maja sie jednak
          nijak do celow ktorych domyslala sie osoba radzaca.

          Rozmowe zaczelismy od problemu pewnej osoby z pani rodziny, ktora mieszka w
          innym miescie i jest dreczona przez meza. Rodzina zdaje sie tego nie zauwazac.
          O ile zrozumialem jest to jakis rodzaj rodzinnego tabu. Teraz dochodzimy do
          postaci babci, ktora wydaje sie pani w jakis sposob centralna, ktora jest przez
          rodzine powszechnie szanowana i jej przekonanie (?) pozyskanie (?)
          zainteresowanie (?) jest w jakis sposob dla pani wazne.

          Mysle, ze dokladne zdefiniowanie pani wlasnego celu jest lepsze niz doradzanie.
          Jednak ciezko jest zdefiniowac te cele nie znajac dokladnie sytuacji. Moge
          tylko zadawac pewne pytania pomocnicze. Byc moze trafne, byc moze calkiem
          chybione. Na przyklad: dlaczego sytuacja tej osoby dreczonej przez meza stala
          sie dla pani istotna? Co chcialaby pani dla tej osoby zrobic? W jakich
          stosunkach jest pani z ta osoba? Czego konkretnie oczekiwalaby pani od babci?
          No i wreszcie - w czym moglbym pani pomoc?
          • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 09.03.05, 21:19
            Dziekuje.
            Dlaczego ta sprawa jest dla mnie istotna??? Tu nie mam klopotow z odpowiedzia. Nie uznaje
            przemocy. Osoba, ktorej chce pomoc jest mi bardzo bliska. Jest tez absolutnie bezradna
            (widze pierwsze niezdarne proby - po naszych rozmowach- zmiany sytuacji (na razie jest to
            uswiadomienie sobie, ze to co sie dzieje jest zle). Odwiedzajac przez ponad 20 lat rodzine nie
            mialam pojecia co sie tam dzieje. Bylam przekonana, ze wszystko funkcjonuje idealnie.
            Babcia... Trudne zycie, brak milosci. Teraz jej synowie (jeden z nich jest dreczycielem) staraja
            sie jej wynagrodzic ciezkie lata. I tu nic im nie mozna zarzucic. Wyglada to wrecz
            wzruszajaco. Wspaniali synowie, szczesliwa babcia. Tylko, ze babcia (teraz to widze) tak jak
            sama nie umiala kierowac swoim zyciem tak nie umie pomoc swojej synowej (a wlasciwie
            synowym). Mam wrazenie, ze nie widzi w tej sytuacji nic zlego, ot takie jest zycie. Murem
            stoi za synami, czasami wrecz zapomina imion swoich synowych.
            Zdajac sobie sprawe z jej pozycji w rodzinie myslalm o powaznym porozmawianiu z nia,
            pokazaniu jej tak jak to zrobilam wobec cioci, ze dzieje sie zlo. Ze nie ma przyzwolenia na
            takie traktowanie.
            Problem w oporze przed taka rozmowa mojej cioci i odleglosc (mieszkamy w roznych
            miastach - nie bede w stanie dopilnowac sytuacji). W glebi duszy chcialabym obalic mit
            cudownej babci ale nie wiem jak to zrobic. Wiem, ze taka rozmowa wywolalaby burze i ich
            potworny wstyd. Bo teraz wszyscy udajemy, ze jest ok.
            Moja cicoie zabralo dzis pogotowie, jest klebkiem nerwow, wszystko juz w porzadku, ale ja
            jej nie zostawie. Tylko czasami irytuje mnie jej bezradnosc. I tu ma Pan racje - ja nie
            rozumiem do konca jej sytuacji.
            Pana chcialabym prosic o rade - czy i z kim z rodziny porozmawiac o tym wszystkim. Napisal
            Pan, ze milczenie jest przyzwoleniem na przemoc...
          • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 09.03.05, 21:21
            cd.
            Chcialabym pomoc cioci na tyle, zeby umiala sie usamodzielnic i podejmowac dobre dla
            siebie decyzje.
            Od babci, jako autorytetu dla synow, oczekuje napietnowania sytuacji (jesli to potrafi)
            • pawel.drozdziak Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 11.03.05, 14:40
              dublin2 napisała:

              > cd.
              > Chcialabym pomoc cioci na tyle, zeby umiala sie usamodzielnic i podejmowac
              > dobre dla siebie decyzje.
              > Od babci, jako autorytetu dla synow, oczekuje napietnowania sytuacji (jesli
              to
              > potrafi)

              ofiary przemocy w domu bardzo czesto doswiadczaja osamotnienia. Brak wsparcia
              ze strony otoczenia i zmowa milczenia wokol tego co sie dzieje. Nikt nie jest w
              stanie funkcjonowac normalnie, jesli nie ma oparcia ze strony innych ludzi.
              Jesli sprawca zaizoluje ofiare od przyjaciol i rodziny, wpusci ja we wstyd,
              wmowi jej, ze jest wariatka itd. to sam stanie sie jedynym mozliwym zrodlem
              oparcia dla niej i wtedy pomoc takiej osobie po prostu nie sposob. Dlatego w
              stosunku do ofiar przemocy nie dziala w ogole tak zwane doradzanie. Nie
              spotkalem sie doslownie z ani jedna sytuacja, w ktorej ofierze domowej przemocy
              ktos po prostu cos doradzil i ona by tej rady posluchala. Doradzanie "zrob
              to" "powinnas go rzucic" "powinnas zalozyc sprawe" itd. to czysta strata czasu
              o ile stawiamy sobie jakis inny cel niz zaspokojenie wlasnej potrzeby mowienia
              o tym, jak sami bysmy sie chcieli zachowac w sytuacji w ktorej teraz jest
              ofiara. Podstawowa forma pomocy to zyczliwosc i uwaga w stosunku do ofiary. Ona
              musi miec przyjaciolke. Miec kontakty z ludzmi, ktorzy ja akceptuja.
              Druga rzecz, to przerwanie zmowy milczenia. Wszyscy w rodzinie musza miec
              absolutna pewnosc, ze to co sie dzieje naprawde sie dzieje i musza wiedziec,
              jaki jest pani do tego stosunek. Udawanie, ze nic sie nie dzieje to najgorsze,
              co moze spotkac ofiare domowego bicia.

              Teraz kilka slow o rodzinie. Z tego co czytam mama sprawcy jest dla niego wazna
              osoba. To najwazniejsza osoba w rodzinie a jej kontakt z synami jest bliski.
              Nawet bardzo bliski. Zapominanie imion synowych to wazny znak, ze ta
              najwazniejsza osoba tych kobiet nie akceptuje. Stosunek do pierwszej znanej
              kobiety czesto przeklada sie scisle na stosunek do kazdej nastepnej. Taka
              wszechogarniajaca kontrola mamy, posiadanie syna na wlasnosc (inne kobiety z
              ktorymi mozesz sie spotykac nie sa nawet na tyle wazne, zebym musiala pamietac
              ich imiona) budzic moze w synu pragnienie wyzwolenia z tej kontroli, ucieczki,
              stania sie "prawdziwym mezczyzna" i nieswiadoma, ale bardzo silna, zalegajaca
              przez lata zlosc i nienawisc w stosunku do kobiet i ich wladzy. To moze (choc
              nie musi, bo to tylko moj luzny pomysl i stanowczo przedwczesny) byc przyczyna
              przemocy wobec zony w tym wypadku. Jesli moja teoria jest sluszna, to
              interwencja mamy moze w tej sytuacji doprowadzic do chwilowej zmiany, ale na
              dluzsza mete bedzie ona zmierzac do ubezwlasnowolnienia synowej i do pokonania
              jej. Dania do zrozumienia, ze to jednak ona jest w jakis sposob winna temu co
              sie dzieje, bo nie byla dosc dobra zona. Dosc dobra zona moglaby oczywiscie byc
              tylko mama. Co pani sadzi o tych moich wyobrazeniach?
              • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 13.03.05, 21:08
                To wszystko brzmi bardzo logicznie. Mam tylko jedna watpliwosc. Babcia jak napisalam takze
                nie miala latwego zycia. Uslugiwala dziadkowi i..synom. Nie sadze by wowczas aspirowala
                do miana najwazniejszej kobiety w zyciu synow. A i synowie takze nie mieli w domu wzorca
                silnej, despotycznej matki. Wrecz przeciwnie. Po smierci dziadka dopiero babcia stala sie
                centrum rodziny. Synowie zachowuja sie tak, jakby chcieli wynagrodzic jej to ciezkie zycie. I,
                byc moze, babci ta rola obecna bardzo odpowiada? Zastanawia mnie tylko, czy synowie -
                moi wujkowie wprowadzili do swoich rodzin wzorzec babci ( jeszcze slabej, uslugujacej
                kobiety - tej sprzed wielu lat) bo to cale maltretowanie zaczelo sie bardzo dawno temu... I jak
                mozna tak bardzo szanowac kobiete (babcie) , wynagradzac jej minione lata powielajac
                jednoczesnie wzorzec braku szacunku do kobiet we wlasnych rodzinach...
                • pawel.drozdziak Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 13.03.05, 22:19
                  dublin2 napisała:

                  > To wszystko brzmi bardzo logicznie. Mam tylko jedna watpliwosc. Babcia jak
                  napi
                  > salam takze
                  > nie miala latwego zycia. Uslugiwala dziadkowi i..synom. Nie sadze by wowczas
                  as
                  > pirowala
                  > do miana najwazniejszej kobiety w zyciu synow.

                  uslugiwanie i ogolnie bycie najniezbedniejsza osoba, bez ktorej wszystko sie
                  zawali i nikt sobie z niczym nie poradzi i ktora w dodatku w pokorze znosi swoj
                  los bez skargi moze byc wbrew pozorom bardzo silna pozycja. Ale to tylko takie
                  teoretyzowanie. Jedno jest pewne - my przez internet naszymi slabo popartymi
                  domyslami tego czlowieka z przemocy nie wyleczymy. Jesli taki czlowiek zglasza
                  sie na terapie, to mozna pewne rzeczy z nim w miare szybko ustalic i wtedy,
                  wplecione w proces zdrowienia ma to pewien konkretny sens. Prowadzi do
                  rozwiazania problemu. Jednak prawie zaden sprawca przemocy nie zglasza sie na
                  terapie, jesli nie zacznie miec ze swoja przemoca klopotow. Czyli jesli nie
                  stanie przed faktem, ze sie mu to stosowanie przemocy przestalo sprawdzac i na
                  przyklad czepia sie go policja, prokuratura, rodzina, zona grozi odejsciem,
                  dzieci nie chca z nim rozmawiac, grozi mu utrata praw rodzicielskich itd. Wtedy
                  taki czlowiek zaczyna szukac rozwiazan i probuje cos w swoim postepowaniu
                  zmienic. Wczesniej tego nie zrobi z tego prostego wzgledu, ze nie musi.
                  Dlatego podstawowa sprawa, to ujawnienie faktow rodzinie i solidarne dzialanie
                  wszystkich w celu wywarcia nacisku, dania schronienia i oparcia tej pani czy
                  cokolwiek jej bedzie potrzebne. Doszukujac sie przyczyn stosowania przemocy u
                  sprawcy, narzekajac na niego i na niesprawiedliwosc zycia itd. byc moze lepiej
                  go zrozumiemy, moze chwilowo sobie troche ulzymy, ale w niczym nas to w tym
                  momencie nie przyblizy do konkretnego rozwiazania. Podstawa to jawnosc.


                  • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 14.03.05, 22:16
                    Rozumem, sprobuje. Obawiam sie jednak, ze nie spotkam sie ze zrozumieniem ze strony
                    rodziny.Oni zyja w innym miescie a ja jestem sama, z daleka od "ich problemow". Ale
                    sprobuje i dziekuje Panu bardzo za wsparcie.
                    • pawel.drozdziak Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 15.03.05, 11:32
                      Bardzo wazna jest zelazna konsekwencja i pamiec o tym, ze sie ma racje.
                      Zycze powodzenia.
                      • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 15.03.05, 22:48
                        Dziekuje za wszystko. Wie Pan, boje sie tej odleglosci ja tu, oni tam. I co tu ukrywac to bedzie
                        byc moze koniec moich kontaktow z reszta rodziny... ALe musze dzialac. Napisze o efektach.
                        • ala78 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 16.03.05, 13:05
                          Mam taka sama sytuacje jak twoja ciocia. Rozmowa z rodzina nic nie da , a wrecz
                          przeciwnie. Bedzie sie znecal psychicznie pt."lec do rodzinki i sie poskarz"
                          Ona juz tak bedzie zyc do konca zycia.
                          U mnie zmienil to przypadek. Poznalam niechcacy cudownego faceta i zakochalam
                          sie , bo byl czuly i kochany. Ale maz sprawdzil sms-y i wpadlam. Myslalam, ze
                          mnie zabije, a on wrecz przeciwnie. Powiedzialam mu dlaczego tak sie stalo i
                          bylam gotowa na rozwod z mojej winy byleby od niego uciec. Ale on sie zmienil
                          i... o dziwo przezywamy druga milosc. Juz minal rok, a u nas sielanka i wielka
                          milosc. Dopiero wtedy zobaczyl ze ma w domu kobiete a nie wlasnosc, z ktora
                          zrobi co mu sie podoba.
                          Pozdrawiam
                          • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 16.03.05, 21:48
                            Ciocia z tego co pamietam tez poznala kogos wiele lat temu. Chciala odejsc ale nie miala tyle
                            sily. Zostalala z mezem i... niestety nie zmienilo sie nic. Co do rodziny, mimo slusznych
                            wskazowek Pana Pawla intuicyjnie czuje (bo znam ich), ze to nic nie zmieni.
    • maja114 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 22.03.05, 16:58
      dublin2 napisała:

      > Prosze o pomoc. Sprawa jest mi bardzo bliska, dotyczy osoby z mojej rodziny.
      > O jej nieszczesciu dowiedzialam sie teraz, po 25 latach jej ukrytych
      cierpien.
      > Maz ja dreczy
      > psychicznie, czsami fizycznie. Jest od niego uzalezniona, ale bardzo pragnie
      zm
      > ienic swoje
      > zycie. Poniewaz mieszkamy w roznych miastach, moja pomoc w postaci rozmow i
      > wpsierania, dowartosciowywania odbywa sie na odleglosc, telefonicznie. Mam
      pyta
      > nie jak
      > rozmawiac z reszta rodziny, z ktora do tej pory mam fantastyczne uklady, a
      ktor
      > a jak, sie
      > domyslkam wie o calej i sprawie i milczy. Jak mam porozmawiac i czy w ogole z
      j
      > ej
      > mezem? Boje sie, ze to sie na niej odbije. On uchodzi za cudownego, zaradnego
      p
      > elnego
      > humoru faceta. Prosze o wypowiedzi wylacznie osoby zainteresowane tym
      tematem,
      > blagam - nie piszcie przykrych komentarzy. I tak jest mi trudno, caly czas
      prob
      > uje sama
      > uporac sie z ta swieza, potworna informacja...
      Jest to trudna sprawa. Znam to z autopsji. Sama bylam latami wykanczana
      przez meza i jego rodzine. Nie wiedzialam jak to zrobic, zeby sie wydostac z
      tego piekla, ale w koncu odwazylam sie. Odeszlam na wolnosc. Mieszkam teraz z
      synem i wiem , wreszcie co to normalne zycie bez klamstwa, bez przeklenstwa, w
      spokoju i normalnosci. Po prostu trzeba sie wziadc w garsc i odejsc, poki
      jeszcze jest nadzieja na zmiane czegokolwiek w swoim zyciu. Nie mozna czekac az
      bedzie za pozno. Proponuje dobra lekture na ten temat autor Iwona Berezowska
      Tytul ksiazki '' W cieniu tyrana '' Wydana przez wydawnictwo My Book Szczecin
      ksiazka opisuje ciezko chora kobiete , wykanczana przez lata . Nie czekala na
      lepsze dni, odeszla od meza, mimo braku srodkow do zycia. Warto poczytac.
      • dublin2 Re: JAK POMOC UDRECZONEJ KOBIECIE 24.03.05, 21:06
        Dziekuje. Szukalam jej bezskutecznie w empiku. Bede szukac nadal.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka