Dodaj do ulubionych

Bitwa o Berlin w 1945?

06.01.04, 20:36
Jak to bylo naprawde z ta bitwa o Berlin w 1945?

Dlaczego Montgomery nie mogl pojsc z swoja Brtish Army
z Hamburg-Lubecka na Berlin?, a Paton dostal nagane!

Obserwuj wątek
    • Gość: Pzl W Jalcie to zalatwili IP: 213.77.80.* 06.01.04, 22:20
    • rzewuski1 Re: Bitwa o Berlin w 1945? 07.01.04, 00:02
      zeby znowu sie skompromitowac
      Montgomery to przereklamowany pajac który czego sie dotknał to spaprał( z
      wyjatkiem walk na pustyni ale miał taka przewage ze nie mógł przegrac)
      • Gość: Cattaraugus Re: Bitwa o Berlin w 1945? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 00:07
        Fakt, palant, jakich mało. Swoją drogą szkoda, że nie opisał jak widziałby od
        strony teoretycznej zdobywanie Berlina przez 21. Grupę Armii. I co zrobiłby z
        Pattonem, żeby go od tego interesu odizolować. Chyba musiałby go zastrzelić,
        tak jak Patton miał ochotę zastrzelić Monty'ego po jego afroncie w Argentan,
        gdy Bradley, Patton i dowództwo 90. DP US Army czekało na Monty'ego 5 dni.
    • Gość: kpt. Żbik Re: Bitwa o Berlin w 1945? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 07.01.04, 11:17
      Bo zachodni alianci mieli od brudner roboty innych. UK i USA nigdny nie
      walczyły w dużym, zaciekle bronionym mieście. Straty jakie by ponieśli byłyby
      olbrzymie, a efekt końcowy niewielki... Poza tym, zanim doszliby do Berlina,
      musieliby zająć praktycznie wiekszość III Rzeszy (pamiętajmy, że Sowieci byli
      już w lutym na Odrze). A na zacięcie całej Rzeszy nie mieli, ani sił, ani
      chęci. Woleli też, by Stalin wykrwaił kolejne setki tysięcy żołnierzy -
      podwójna korzyść. I Niemcy pokonani, i Sowieci osłabieni.

      Zresztą, jak ktoś wspomniał, ustalono to w Jałcie. Mimo, że Berlin w ciężkich
      walkach zajeli Sowieci, to i tak 3/4 miasta przejeli zachodni alianci (West
      Berlin się z tego potem stworzył).
      Pozdr
      • Gość: Cattaraugus Re: Bitwa o Berlin w 1945? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 11:34
        Gość portalu: kpt. Żbik napisał(a):

        > A na zacięcie całej Rzeszy nie mieli, ani sił, ani chęci.
        ----------------------------------------------------------

        Fakt, wstrzymanie poboru w USA już w połowie 1944 r. (przynajmniej na potrzeby
        ETO) to do dziś jedno z bardziej kontrowersyjnych działań nawet w ocenie
        Amerykanów.
      • windows3.1 polityka i Aachen 07.01.04, 11:41
        o ile pamiętam. Gdzieś tam ustalono (nie pamiętam gdzie i nie mam jak teraz
        sprawdzić) że Berlin będą zdobywać towarzysze radzieccy.

        Co do tego, że Anglicy i Amerykanie nigdy nie zdobywali dużego miasta: chyba
        zgoda, we Włoszech, Francji, Belgii i Holandii Niemcy nie stosowali taktyki
        miejskich rejonów umocnionych, którą wykorzystywali na frocie wschodnim. Swoją
        drogą, ciekawe dlaczego?

        Znam tylko jeden przypadek długotrwałych walk w dużym mieście: Aachen.
        Amerykanie krwawili się w tam przez cały listopad i zdaje się że obok lasu
        Hurtgen była to jedna z ich najbardziej bezsensownych bitew. Nie wiem, być może
        masakra w Akwizgranie miała jakiś wpływ na podjęcie decyzji pt "za Berlin to my
        dziękujemy".
        • fikol2 Re: polityka i Aachen 07.01.04, 12:37
          windows3.1 napisała:

          > o ile pamiętam. Gdzieś tam ustalono (nie pamiętam gdzie i nie mam jak teraz
          > sprawdzić) że Berlin będą zdobywać towarzysze radzieccy.
          >
          Nie żebym sobie dał ręce poucinać, ale chyba aż takiej umowy nie było. Strefa
          wpływów i działań frontów została ustalona już w Teheranie a potem dogadana w
          Jałcie. Natomiast wydaje mi się, że nie było ustaleń kto miałby zdobywać
          Berlin. Układ miał być taki, że jeżeli nawet ktoś się gdzieś zapędzi to się
          potem wycofuje - vide Patton z Czechosłowacji. Oczywiście Rosjanie by się chyba
          nie wycofali i dlatego ( choć w mojej opinii nie do końca świadomie )Alianci
          Zachodni pierwsi zajęli swoje pozycje końcowe, zaś Ike wysłał
          swojego "faworyta" Mongomery'ego aby ten doszedł jak najszybciej do Bałtyku i
          odciął Rosjanom drogę do Danii, bo jak nie zdąży to oni się nie wycofają tak
          chętnie, zaś Bałtyk stanie się morzem wewnętrznym.

          Alianci Zachodni dopuszczali jednak atak na Berlin i to w kilku wersjach - w
          zależności od rozwoju wypadków. Powstało nawet na ten użytek parę opcji planu
          Rankin, który to zakładał zajęcie głównych ośrodków militarnych i
          administracyjnych w Rzeszy np. w sytuacji gdy powiódłby się jeden z licznych
          planowanych zamachów na Furera i opozycja zdecydowałaby się na otwarcie frontu
          zachodniego.

          Z tego nic nie wyszło i trzeba było walczyć. Powstawały rożne plany i parę z
          nich zakładało użycie dywizji spadochronowych do ataku na Berlin, w czasie gdy
          lądowe siły ruszają znad Łaby. Największym zwolennikiem atakowania Berlina był
          Montgomery, który sumiennie realizował polityczne założenia jednego z
          największych przegranych tej wojny - Churchila. Tym bardziej marsz nad Bałtyk
          okazał się potężnym policzkiem dla Mony'ego.

          Amerykanie byli już bliscy podjęcia decyzji o ataku w kierunku Berlina ale z
          conajmniej trzech powodów zrezygnowali. Po pierwsze - Ike planując potencjalną
          ofensywę oszacował, że pochłonie to ok. 100.000 ofiar i uznał, że na tym etapie
          wojny to już trochę jeszcze za dużo jak na cenę za ziemie, które i tak trzeba
          by potem oddać Rosjanom - przecież jest jeszcze Japonia; nie przypuszczał, że
          Niemcy nie podejmą prawie żadnych działań poza oddawaniem się do niewoli. Po
          drugie - dowództwo alianckie opętane zostało myślą o tzw. Fortecy Alpejskiej i
          chciało główny swój wysiłek operacyjny skupić na południowym kierunku działań,
          sądząc, że to właśnie tam jest to wszystko co im po wojnie potrzebne (materiały
          wywiadowcze i technologie wojskowe). Po trzecie zaś - Ike został trochę
          wymanewrowany przez Stalina, który go po prostu okłamał - mówiąc, iż Berlin,
          straciwszy swą polityczną rolę, nie będzie głównym celem Armii Czerwonej.
          Wcześniej Ike w swej depeszy do Stalina wyjawił z bolesną szczerością wszystkie
          niuanse taktyczne na fronci zachodnim.

          A refleksje przyszły dopiero później .....

          PZDR


      • Gość: Cattaraugus Tak, ale... znali choćby elementarz walk ulicznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 21:28
        Gość portalu: kpt. Żbik napisał(a):

        UK i USA nigdny nie
        > walczyły w dużym, zaciekle bronionym mieście. Straty jakie by ponieśli byłyby
        > olbrzymie, a efekt końcowy niewielki...
        --------------------------------------------------------------------------------

        Tu byłbym ostrożniejszy. Wprawdzie rzeczywiście nie walczyli w olbrzymich
        aglomeracjach miejskich, ale jednak od D-Day do - powiedzmy - Ardenów zdobyli
        wystarczająco dużo miast średniej wielkości, aby nauczyć się elementarza walk w
        terenie zurbanizowanym. Nauczyli się tego już w lipcu 1944 r. W kwietniu/maju
        1945 r. wiedzieli już, że nie walczy się na "huraaaaaaaa!" na ulicach, tylko
        przebija się bazookami przez ściany budynków i walczy się o poszczególne
        pokoje, w konsekwencji o poszczególne budynki, w konsekwencji o ulice, w
        konsekwencji o kwartały... itd.
        • Gość: kpt. Żbik Re: Tak, ale... znali choćby elementarz walk ulic IP: 62.233.173.* 09.01.04, 18:02
          No tak. Ale ile jednostek miało doświadczenie w walkach w mieście? Czy
          wystarczająco dużo by zająć miasto wielkości Berlina? W ciężkich bojach? A co
          z resztą Rzeszy? A jeżeli broniły się zaciekle też Hanover, Hamburg,
          Monachium? A jeszcze odwody.

          Nie. Anglo-Amerykanie szanowali życie swoich żołnierzy i woleli zrównać miasto
          z ziemią niż je zdobywać (p. Drezno).
          Pozdr
          • Gość: Cattaraugus Re: Tak, ale... znali choćby elementarz walk ulic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 18:30
            Gość portalu: kpt. Żbik napisał(a):

            > No tak. Ale ile jednostek miało doświadczenie w walkach w mieście? Czy
            > wystarczająco dużo by zająć miasto wielkości Berlina? W ciężkich bojach? A co
            > z resztą Rzeszy? A jeżeli broniły się zaciekle też Hanover, Hamburg,
            > Monachium? A jeszcze odwody.
            >
            > Nie. Anglo-Amerykanie szanowali życie swoich żołnierzy i woleli zrównać
            miasto
            > z ziemią niż je zdobywać (p. Drezno).
            > Pozdr
            --------------------------------------------------------------------------------

            Wszystko racja, niemniej w ramach operacji Eclipse szykowano się jednak
            (rzeczywiście - po raz pierwszy dla aliantów zachodnich) do takiego obłędnego
            posunięcia, jak w skali mikro (i to przypadkowo) zdarzyło się amerykańskim
            spadochroniarzon w Ste-Mere-Eglise. Zdobywanie metropolii szturmem
            spadochronowo-szybowcowym to przecież jakiś obłęd i już z definicji hekatomba
            dla lądującego desantu.
    • Gość: Cattaraugus Odpowiedź by prof. Terry Copp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 13:08
      Częściowej odpowiedzi udziela bardzo ceniony kanadyjski profesor Terry Copp,
      wykładowca historii na Wilfrid Laurier University i wielki pasjonat WWII ETO.

      -------------------------------------------------------
      By Terry Copp

      The decision to destroy the German army west of the Rhine and then
      cross the river in a major operation north of the Ruhr River had
      been made in December 1944 before the Ardennes offensive. The Rhine
      crossing, code-named Operation Plunder, was to be the major Allied
      effort to end the war by striking in a "single thrust" for Berlin.
      At the Malta Conference in early February 1945 the Supreme Allied
      Commander, General Dwight D. Eisenhower, revised this conception of
      the invasion of Germany with a plan that allowed for a second major
      Rhine crossing south of the Ruhr.
      The British leaders, especially Field Marshal K.G. Alanbrooke who
      was in close contact with Field Marshal Bernard Montgomery,
      protested that there was insufficient strength for two major
      operations. Since the British, especially Montgomery, were also
      still pressing for a single ground commander, it is possible to
      sympathize with the growing impatience of American battlefield
      commanders who could not understand why so much deference was paid
      to British views when they were able to supply less than one-quarter
      of the troops involved in the battle.
      The Americans believed Montgomery had set up the northern crossing
      to give the glory of taking Berlin to the British Army. This
      skeptical view of Montgomery's motives was greatly reinforced when
      it was learned that he wanted to use U.S. divisions for the
      crossing, but under the command of British 2nd Army.
      Lieutenant-General Bill Simpson, the commander of 9th U.S. Army, and
      his corps commanders were flabbergasted by this proposal and even
      Montgomery realized he had gone too far. Instead, one U.S. corps of
      two divisions, operating under 9th U.S. Army's control, was to
      assault the river on D-Day. Despite this concession, 2nd Army was
      still to have control of the bridgehead until it was judged secure.
      On March 7, while the battle for the Wesel Pocket raged, troops of
      the 1st U.S. Army seized the Rhine bridge at Remagen and quickly
      established a substantial bridgehead on the east bank of the river.
      Since Montgomery did not plan to cross the Rhine until late March,
      the success of 1st U.S. Army presented the Allied command with a
      major dilemma. Both the army commander, Gen. Courtney Hodges, and
      his superior, Omar Bradley, were reasonably confident that a
      breakout from Remagen could be staged whenever permission was
      granted. Eisenhower, perhaps fearing an even more serious row with
      the British, ignored intelligence estimates of German weakness and
      ordered Hodges to limit the bridgehead and use it as a device to
      draw German reserves away from the north.
      1st U.S. Army was certainly successful in this role because by March
      23--the day of Operation Plunder--the Germans had moved most of
      their reserves opposite the Remagen bridgehead and had even
      attempted a counterattack. The next day, with the northern Rhine
      crossing safely launched, 1st U.S. Army was unleashed. In a matter
      of a few hours it had brushed aside the German defenders and was
      racing forward into Germany with three armoured divisions in the
      lead. General George S. Patton's 3rd U.S. Army also crossed the
      Rhine before March 24, but this was a deliberate demonstration of
      Patton's contempt for Montgomery's elaborate preparations. The
      Americans announced that the Rhine could be crossed at any point
      without the aid of preliminary bombardment--never mind with airborne
      divisions--and they released the news that they had done so "at a
      time calculated to take some of the lustre from the news of
      Montgomery's crossing." All of this, no doubt, sounds somewhat
      childish, but the image of feuding generals should not be allowed to
      obscure the fact that Hodges was right and that Eisenhower's
      decision to force his American armies to pause for two weeks so that
      Montgomery could complete preparations for a complex set-piece
      attack was a stiff price to pay for maintaining unity in coalition
      warfare. It was a price that he would not be willing to pay again in
      dealing with the British commanders.
      Montgomery's plan for the Rhine called for a series of widely
      separated assault crossings of the river. First into battle was 51
      Highland Division, which had been strengthened by the addition of
      the 9th Canadian Infantry Brigade. The Buffaloes once again proved
      their value and, with 150 available, Major-General Tom Rennie was
      able to lift four assault battalions and a bridgehead was quickly
      established. There were few casualties, but Rennie, who always
      worked well forward, was fatally wounded. 15 Scottish Div. and 1
      Commando Bde. were equally successful in the British sector and 9th
      U.S. Army reported that its assault divisions, the 30th and 29th,
      got across with "minor casualties of 16 or 17 men killed per
      division."
      Despite the evidence of minor German resistance, the airborne part
      of the crossing, Operation Varsity, was not cancelled and the vast
      armada of aircraft appeared over the Rhine at 10 a.m. on the 24th.
      The paratroops of 6th British Airborne and 17th U.S. Airborne made
      their drop without undue casualties, but by 10:30 a.m., when the
      gliders of the air landing brigades were coming in, the German flak
      gunners had recovered and a terrible toll was exacted. On the ground
      the airborne troops were soon engulfed in the most difficult and
      costly part of the operation. Casualties were horrendous; the 6th
      Airborne lost 1,400 out of a landed strength of 7,220 and a quarter
      of the glider pilots were casualties. The paratroops of 17th
      Airborne were widely scattered and two-thirds of the gliders were
      hit by flak. Out of a force of 9,650 men, 1,300 were casualties. A
      daring resupply mission, flown at low level by United States Army
      Air Force Liberators, dropped 600 tonnes of supplies to sustain the
      division, but at a cost of 16 bombers shot down.
      The 6th British Airborne included 1st Cdn. Parachute Battalion,
      which was dropped on the British front between Wesel and Rees. It
      was part of 3rd Parachute Bde. assigned to clear Diersfordt Woods.
      During the course of the battle, which cost the battalion 43
      casualties, a medical orderly, Corporal F.G. Topham, earned the
      Victoria Cross. The citation reads in part: "Corporal Topham went
      forward through intense fire to replace the orderlies who had been
      killed before his eyes. As he worked on the wounded, he was himself
      shot through the nose. In spite of severe bleeding and intense pain,
      he never faltered in his task. Having completed immediate first aid
      he carried the wounded men steadily and slowly back through
      continuous fire...."
      One of the fatal casualties was the commanding officer,
      Lieutenant-Colonel J.A. Nicklin; his brigadier, James Hill, paid
      this tribute to Nicklin and his men: "I thought you would not mind
      my writing to you directly to tell you what a very wonderful show
      the battalion has put up since our operations over the Rhine on
      March 24th last. They really put up a most tremendous performance on
      D-Day and as a result of their tremendous dash and enthusiasm they
      overcame their objectives, which were very sticky ones, with
      considerable ease, killing a very large number of Germans and
      capturing many others. Unfortunately, the price was high in that
      they lost their colonel, Jeff Nicklin, who was one of the best
      fellows that I have met, and was the ideal man to command that
      battalion as he fairly used to bang their heads together and they
      used to like it and accept it. He is and will be a tremendous loss
      to the battalion and of course to me. I only hope that the people
      back in Canada appreciate the really wonderful job of work he had
      done in producing his battalion at the starting line in such
      outstanding form."
      While the airborne
    • Gość: Cattaraugus Terry Copp - dokończenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 13:11
      While the airborne troops regrouped and completed their assignments,
      Gen. Alfred Schlemm, who commanded Hitler's First Parachute Army,
      deployed his reserves. The 47 Panzer Corps, composed of 116 Panzer
      Div. and 15 Panzer Grenadier Div. had taken advantage of the
      two-week pause in Allied operations to move north into Holland.
      Here, safe from Allied air forces that were reluctant to bomb Dutch
      villages, they rested, re-equipped and absorbed reinforcements.
      Their determination to defend Germany was now stronger than ever.
      Schlemm waited until noon on the 24th to commit his reserves. He
      sent 116 Panzer south to slow the American advance and committed 15
      Panzer Grenadier to the defence of the northern sector. Since 51
      Highland Div. was already engaged in a furious battle with two
      parachute divisions, expanding the bridgehead to the north and east
      was now bound to prove slow and costly. 9th Cdn. Bde., originally
      slated to lead the advance to Emmerich, joined the 154th Highland
      Bde. in close combat with a powerful enemy.
      Historian Lee Windsor, who led our 2002 battlefield tour through the
      area, has closely studied the events of late March 1945 using both
      archival and interview sources. A PhD candidate at the University of
      New Brunswick and a specialist on the Italian campaign, Windsor
      became interested in the Rhine crossing after meeting Justice D.M.
      Dickson who commanded D Company of the North Nova Scotia
      Highlanders. Justice Dickson related the story of the battle for
      Bienen and recent efforts to erect a plaque commemorating the
      Canadian and German soldiers who were killed-in-action in the
      village on March 25, 1945.
      Windsor argues that whatever the situation was elsewhere on the
      Rhine front, at Speldrop and Bienen the Canadians faced a
      well-entrenched enemy that equalled or outnumbered the Canadian and
      Scottish troops advancing towards them. When the Highland Light
      Infantry of Canada was ordered to clear Speldrop, it was warned that
      two platoons of a highland division Black Watch battalion were still
      holding out in the village resisting large-scale counterattacks.
      Lt.-Col. P.W. Strickland could count on medium artillery to
      neutralize known enemy positions beyond the village. He could also
      count on the field artillery to keep heads down while his men
      crossed 1,000 metres of flat open ground. However, the village
      itself would have to be cleared house by house. Strickland decided
      to use just one company in the initial attack, seizing the northwest
      corner of Speldrop and trying to identify the Black Watch positions.
      Strickland, like other experienced battalion commanders, was
      convinced it was better to stage attacks across open country with
      fewer men, reducing the casualties sustained from both friendly and
      enemy fire. If one company--80 officers and men--could get onto a
      position and establish a firm base, the rest of the battalion could
      advance in stages with additional covering fire. This approach
      worked at Speldrop even though all three platoon commanders were
      hit. Sergeant Cornelius Reidel inspired a fixed-bayonet charge on
      enemy positions in an orchard and then led his men to the objective.
      The rest of the company joined Reidel, who turned over a number of
      prisoners and three 75-mm guns.
      Getting to the edge of the village was one thing, clearing it was
      quite another. The enemy had moved a troop of assault guns into
      Speldrop to support the paratroopers so Major J.C. King called for
      battalion six-pounders and Wasp flamethrowers rather than more
      infantry. The Highland Light Infantry of Canada used this close
      support to storm the German position and secure the northern edge of
      the village. King's Distinguished Service Order and Reidel's
      Military Medal were two of seven gallantry medals awarded to the HLI
      in the first two days of combat.
      While the HLI fought to clear Speldrop, the Stormont, Dundas and
      Glengarry Highlanders--the Glens--and the North Nova Scotia
      Highlanders--the North Novas--bypassed the village moving north
      towards Bienen where another highland division battalion, the 7th
      Argylls, was waiting for relief. The Argylls had seized a group of
      farm buildings 300 metres from the village but could go no further.
      Lt.-Col. Don Forbes took one look at the terrain and decided to be
      cautious. He sent Maj. Don Learment's A Company forward to Argyll
      Farm to secure the start line for an attack on the village.
      Learment, who had led the North Nova vanguard on June 7, was
      captured and then escaped from his German captors, took his men
      single-file along the side of a dike to Argyll Farm. Unfortunately,
      the 15th Panzer Grenadier Div. had arrived to block the advance and
      when the North Novas attacked the village of Bienen, they had to
      fight for every house, losing 114 men, including 43 killed. The
      initial advance had been supported by heavy artillery fire,
      including a liberal use of smoke, but the companies were brought
      under heavy enemy fire before the barrage started and the advance
      took place under conditions of growing confusion. Brigadier J.M.
      Rockingham ordered a withdrawal and directed the battalion to "start
      from scratch and do the attack over again, using the two remaining
      companies."
      The second North Nova attack managed to secure the southern half of
      the village. This was not Rockingham at his best for he had
      seriously underestimated the extent of German strength. That night,
      after a 3rd Anti-tank Regiment battery of self-propelled Valentine
      17-pounders had beaten off an armoured counterattack, the HLI
      advanced through the North Novas to complete the capture of the
      village. For a full account of the battle of Bienen, please see Lee
      A. Windsor's article Too Close For The Guns in the spring 2003 issue
      of the Canadian Military History journal. For a free introductory
      copy, write to Terry Copp, Wilfrid Laurier University, Waterloo, ON,
      N2L 3C5, e-mail tcopp@wlu.ca or check the Web site
      www.canadianmilitaryhistory.com.
      The battles fought by Scottish and Canadian troops in the Rhine
      crossing were as difficult and costly as any in the experience of
      the two veteran divisions. The decision to stop and organize a
      set-piece attack instead of bouncing the Rhine allowed Montgomery
      time to build up resources so that his armies could race to Berlin
      once the bridgehead battle was won. This reasoned though debatable
      command decision placed an enormous burden on the infantry and
      airborne battalions used to attack an enemy that had ample time to
      create and camouflage strong defensive positions.
      Ironically, Montgomery's plans for a rapid thrust to Berlin were
      frustrated when Eisenhower decided to advance through the centre of
      Germany to meet the Soviet armies at the Elbe River. British
      protests were to no avail. Berlin, already under attack from the
      east, was well within the Soviet zone of occupation and Eisenhower
      had no intention of sacrificing men for such an objective.
      There were other reasons for Eisenhower's decision, including the
      growing antagonism of American senior officers towards Montgomery
      and his methods. Bradley and Patton had long challenged the priority
      assigned to Montgomery's operations and when the 9th U.S. Army
      commander added his voice to the protests, Eisenhower decided to
      reunite 9th U.S. Army with Bradley's Army Group. Montgomery, with
      his British and Canadian armies, were to clear Holland and northern
      Germany and protect the American flank, a very different task than
      the one Montgomery had planned for.
      • windows3.1 po lekturze Coppa 08.01.04, 18:52
        przeczytałem, ale nie jestem wiele mądrzejszy.

        Copp eksponuje głównie niesnaski między Anglikami a Amerykanami, ale nie daje
        żadnego wyjaśnienia co do motywów decyzji podjętych przez Ike’a w końcu marca.

        Co więcej, z tekstu wynika, że jeszcze podczas forsowania Renu Eisenhower
        godził się na brytyjski plan masowego forsowania Renu na północy po to, aby móc
        potem pomaszerować na Berlin. Owszem, żeby udobruchać Pattona zezwolił na
        osłabienie siły uderzenia przez wykonanie forsowania również na południu, ale
        nie wywracało to jeszcze całego planu. Nie mamy żadnego wyjaśnienia, dlaczego
        po 24 marca Ike rzekomo zmienił zdanie i wykoleił Brytoli na Hamburg.

        Forsowanie Renu w wersji Coppa porównałem z forsowaniem w wersji McKee („Wyścig
        do Renu”), ale u tego jest jeszcze gorzej. Głównie pokrzykuje na Eisenhowera za
        to, że zamiast maszerować do Odry i Morawy oddał pół Europy na łup Sowietom.
        Natomiast szczegółów forsowania Renu mnóstwo, polecam.
        • Gość: Cattaraugus Świat według Garpa i McKee IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 20:40
          A to Ty możesz czytać McKee? No dobrze, ja też... ale jak go czytam, to sam mi
          się odwodzi kurek w replice mojego Colta M1911A1.

          Świat pana McKee z jego książek jest taki: Europę Zachodnią wyzwoliła armia
          brytyjska z minimalną pomocą armii kanadyjskiej. Armia amerykańska gdzieś tam
          wprawdzie przejeżdżała, ale tak jakoś z oddali i w celach raczej rozrywkowych.
    • Gość: Cattaraugus Miał być wzięty z powietrza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 14:00
      Istniał dość precyzyjny plan zdobycia Berlina przez aliantów zachodnich. Miał
      kryptonim „Operacja Eclipse”. Berlin miał być wzięty szturmem z powietrza w
      ramach największego desantu spadochronowo-szybowcowego II wojny. Miały w tym
      wziąć udział cztery amerykańskie dywizje powietrznodesantowe – 11, 17, 82 i
      101. Z lądu miały je wspierać amerykańskie dywizje piechoty 84 i 103. Ze strony
      brytyjskiej w desancie miała wziąć udział 6 DPD, bo 1 zdematerializowała się
      po „Market-Garden” i została spisana ze stanu sił zbrojnych Wielkiej Brytanii.

      Plany zdobycia Berlina szturmem spadochronowo-szybowcowym były już na tyle
      dokładne, że np. 82 DPD poinformowano, iż będzie opanowywać lotnisko Tempelhoff.
      • skyddad Kpt. Zbik ma racje 07.01.04, 14:24
        Widzialem archiwalna tajna mape w roku 1980 "pozyczona" z archiwum.
        Byla wykonana wedlug daty co na niej istniala w roku 1941 i zatwierdzona przez
        kongres.Wygladala jak europa powojenna .Takie granice jakie mielismy z DDR i na
        wschodzie to juz bylo dawno ustalone kto co bedzie mial.Nas juz
        wtedy "ofiarowano".Jalta byla teatrem dla ludzi i maluczkich.
        Zeby uniknac jakis problemow , a znano nas od podszewki dlatego wpuscili Maczka
        w Wilhelmshaven.Pamietajcie ze general Patton tego nikt nie udowodnil i nie
        zrobi, przyplacil zyciem za to ze byl prawdziwym zolnierzem i chial przec tak
        jak zapewnie Maczek .Bradley byl wiecej wtajemniczony i hamowal Pattego.Swiat
        jest tak skomplikowany ze tego nikt nie rozgryzie.
        • Gość: Cattaraugus Zamach na Pattona? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 14:46
          No to mamy nowy fascynujący wątek:

          Czy amerykański gen. George S. Patton został zlikwidowany amerykańskimi rękami?
          • Gość: Cattaraugus A plany Operacji "Eclipse" to też lipa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 14:50
            Przepraszam - zapomniałem zadać finałowe retoryczne pytanie:

            Czy w takiem razie tworzenie planów Operacji "Eclipse" też należy odczytywać za
            pic pod publikę?
            • god_save_the_queen Re: A plany Operacji "Eclipse" to też lipa? 07.01.04, 16:42
              Berlina nie można było zdobyć przez Pattona. Według planu Anglicy przebijali się
              przez północną strefę Wału Zachodniego i nawet im to szło. Patton miał czekać,
              ale jako chory palant nie był w stanie usiedzieć na miejscu i postanowił dokonać
              "zwiadu bojem"- Bradley niw wiedział co to znaczy i pozwolił, a nawet jak by nie
              pozwolił to Patton i tak by ruszył... Wojska amerykańskie utknęły na południowym
              odcinki Wału i z były wyczerpane kilku tygodniowymi walkami. Dywizje 'Blody
              Bucket' i 'Victory' przktycznie nie istniały. Z powodu kłopotów amerykanów,
              dostawy dla Anglików walczących na północy przekazano Amerykanom, co spowodowało
              wstrzymanie działań Montiego. Po przełamaniu Wału pochód na Berlin nie mógł się
              udać bo Anglikom brakowało paliwa i amunicji, a Amerykanów nieźle przetrzebiono.
              Sytuację wykorzystała Armia Radziecka i pyk, jezdeśmy w Berlinie!!!

              A zamach na Pattona przygotował Monty, który wiedział, że gdyby nie chore
              ambicje Pattona mógłby wejść do Berlina(teoretycznie). Ale to tylko moje zdanie.
              PZDR
        • pesstka Re: Kpt. Zbik ma racje 08.01.04, 18:01
          To ciekawe co piszesz, skydad. Ja czytalem opracowania ze 'juz w roku 1942
          wiedziano ze Niemcy przegraly wojne i utworzono sztab w USA do opracowania
          przyszlosci Niemiec w tym ich nowej konstytucji. Na egzekutora tej konstytucji
          wybrano niskompromitowanego nazistowska przeszloscia Adanauera przedwojennego
          burmistrza Koln, ktorego przywieziono gazikiem z obozu do komendantury i
          powiedziano 'wiezniu ukleknijcie i kanclerzu wstancie'. Wtedy przydzial na pare
          desek byl wielka sprawa w Niemczech.

          Osoba dowodzaca tym sztabem byl Niemiec (zyd?) z pochodzenia, nazwiska na razie
          nie pamietam a szkoda.
    • Gość: Cattaraugus Polemika z teorią spiskową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 17:58
      Autor: skyddad
      Data: 07.01.2004 14:24

      Widzialem archiwalna tajna mape w roku 1980 "pozyczona" z archiwum.
      Byla wykonana wedlug daty co na niej istniala w roku 1941 i zatwierdzona przez
      kongres.Wygladala jak europa powojenna .Takie granice jakie mielismy z DDR i na
      wschodzie to juz bylo dawno ustalone kto co bedzie mial.Nas juz
      wtedy "ofiarowano".Jalta byla teatrem dla ludzi i maluczkich.
      Zeby uniknac jakis problemow , a znano nas od podszewki dlatego wpuscili Maczka
      w Wilhelmshaven.Pamietajcie ze general Patton tego nikt nie udowodnil i nie
      zrobi, przyplacil zyciem za to ze byl prawdziwym zolnierzem i chial przec tak
      jak zapewnie Maczek .Bradley byl wiecej wtajemniczony i hamowal Pattego.Swiat
      jest tak skomplikowany ze tego nikt nie rozgryzie.
      --------------------------------------------------------------------------------

      Fakt, wysłanie maczkowców "bocznym torem" do Wilhelmshaven, aby tylko nie
      zbliżyli się do Polski można uznać za działanie profilaktyczne. Jest chyba
      gwarantowane, że gdyby maczkowcy znaleźli się w takich miejscach, jak niektóre
      dywizje Pattona na pograniczu polsko-czechosłowackim (patrz: wątek Zamku Czocha
      na tym forum) to prędzej lub później doszłoby do bitwy polskiej 1. DPanc z
      sowietami.

      Ale w tę amerykańską mapę z 1941 r. (tzn. w jej prawdziwość) nad wyraz trudno
      uwierzyć. Oznaczałoby to bowiem, że USA szykowały się do wojny w Europie od
      połowy lat 30., a tak przecież nie było. W roku 1941 Ameryka nie była gotowa do
      wojny pod każdym względem. Do dziś jest przecież za to obiektem szyderstw
      historyków - za swoją zaściankowość, brak myśli strategicznej i geopolitycznej,
      za fascynację niektórymi rozwiązaniami wojskowymi III Rzeszy i niezdolność do
      własnej inicjatywy oraz innowacyjności, za marny potencjał przemysłu
      zbrojeniowego. Coś mi tu nie gra. W 1941 r. Ameryka nie była gotowa do żadnej
      wojny nawet pod względem guzików do mundurów, tekstyliów, manierek, menażek i
      czego tam jeszcze. Elitarne pułki spadochronowe US Army dostawały w 1941 r.
      manierki i menażki z I wojny, o innym należytym wyposażeniu już nie wspominając.

      Czy ta mityczna mapa miała odzwierciedlać nowy porządek Europy osiągnięty przy
      współpracy Anglo-Amerykano-Kanadyjczyków, czyli z grubsza tak, jak się to w
      istocie stało?
      • pesstka sluchaj Cattar 09.01.04, 07:35
        dobrze ze polemizujesz bo ja bym sie z nim tez nie zgodzil, ale... wlasnie
        jakie 'ale'? Otoz jak pisalem czytalem w materialach ze itd jak powyzej. W
        polowie 142 roku wiedziano ze Niemcy przerznely wojne i utworzono sztab do
        ukladania konstytucji. No wiec jak byl sztab do tego cely w polowie 1942 to
        chyba jest naprawde bardzo prawdopodobne ze mapa juz istniala na serwetce z
        kawiarni nawet juz w roku 1941. To jest tylko kilka miesiecy i mozna sobie
        wyobrazic ze ktos juz wtedy planowal Polske udupic a chyba jeszcze duzo
        wczesniej.

        To byly materialy powazne a nie jakas beletrystyka. Jakbym ci powiedzial czyje
        to byly material to byc naprawde nie uwierzyl a ja czulbym sie niezrecznie. Od
        dzis, zapamietaj co napisalem bo pisze tylko po to zeby historycy zapamietali
        sobie ten drobny fakt ktory mmnie udalo sie przeczytac przez zupelny przypadek.
        PS Ten nick jest tylko utworzony dla tych dwoch odpowiedzie. Od dzisiaj znikam
        bezpowrotnie zeby zaoszczedzic szukania.
    • Gość: BRvUngern-Sternber Bo zalowali swoich ludzi. IP: *.bg.am.lodz.pl 07.01.04, 18:33
      Natomiast towarzysz Stalin jak prystalo na najwiekszego komuniste zgodnie z
      teoria naukowa komunizmu ludu pracujacego(chwilowo walczcego) nie zalowal.20
      milionow zabitych 7 milionow kalek.
      Pojawila sie tez teoria ze alianci chcieli ,,uprzedzic komune''.Ja wiem ze tak
      pisza w ksiazkach zachodnich.Ale jest to spojrzenie z punktu widzenia lat
      Regana gdy USA byly twarde.Nic takiego nie mialo miejsca w 45.Towarzysz Stalin
      byl wtedy wujaszkiem.I tu nie chodzi tylko o slowa.Mamy NIEPODWAZALNY
      dowod.Alianci WYCOFALI sie z Czech i znad Laby.Czyli nie bylo mowy o tym aby
      szybciej i dalej.Alianci przestrzegali umowy.
      A co do Pattona to fascynujacy temat.Moge tylko powiediec ze jest rzecza PEWNA
      ze Roosvelt otoczony byl przez agentow ,,wujaszka''.
      • Gość: Cattaraugus Re: Bo zalowali swoich ludzi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 18:40
        Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):

        > A co do Pattona to fascynujacy temat.Moge tylko powiediec ze jest rzecza
        > PEWNA ze Roosvelt otoczony byl przez agentow ,,wujaszka''.
        --------------------------------------------------------------------------------

        Jeśli można - chętnie poznałbym kilka podstawowych konkretów na ten temat, bo
        mnie bardziej pochłania "wiedza polowa", gabinetowej zaś ci u nas wieczny
        niedostatek...:-)

        Z góry dziękuję za ewentualne pozytywne rozpatrzenie mojego podania.

        Pozdrawiam

        C.
        • skyddad Re: Bo zalowali swoich ludzi. 07.01.04, 21:07
          Drogi Cattaraugusie!
          powiem szczerze wole tematu nie poruszac wiecej i tak duzo powiedzialem,
          Bedziemy sie zaglebiac wiecej to znajda nas za stolat na dnie zacementownymi
          nogami w beczce.By By.
        • Gość: BRvUngern-Sternber Musisz znalezc dobre ksiazki o CIA i KGB. IP: *.bg.am.lodz.pl 08.01.04, 19:25
          O latach 1939-45.Jest tego troche szczegolnie amerykanskich.
    • windows3.1 Od "idziemy na Berlin" do "ani kroku naprzód" 07.01.04, 19:28
      Racja, to tylko mi się ubzdurało, że oddanie zdobywania Berlina Sowietom było
      decyzją polityczną.

      **

      Po przejrzeniu kilku książek (a głównie najnowszej, czyli Beevora „Berlin
      1945”), wyodrębniłbym w angloamerykańskich planach względem Berlina następujące
      fazy:

      1.
      „Idziemy na Berlin” (do lutego 1945). Początkowo alianci nie tylko nie
      wykluczali zdobycia Berlina, ale nawet rozważali na poważnie jego zdobywanie.
      Jesienią 1944 Brooke mówił Stalinowi, że po zamknięciu kotłów w Holandii i
      Zagłębiu Ruhry, alianci skierują się na Berlin. Jeszcze w Jałcie, w lutym 1945,
      Churchill i Stalin jakby szachowali się nawzajem ewentualnością, że to oni
      zdobędą Berlin pierwsi.

      2.
      „Idziemy, a może nie” (luty i początek marca). Kiedy ewentualna ofensywa na
      Berlin przestała być spekulacją a stawała się coraz bardziej realną kwestią
      bieżącego planowania, Anglicy i Amerykanie zaczęli się wyraźnie różnić.
      Churchill usiłował postawić sprawę Berlina na porządku dziennym, ale Roosevelt
      (który odchodził powoli w krainę wielkich łowów) nie chciał drażnić Stalina.
      Również Eisenhower przejmował się konsekwencjami politycznymi (Japonia!),
      chociaż jeszcze dodatkowo obawiał się krwawych walk, a na dokładkę zamierzał
      dać prztyczka w nos Monty’emu. Nic jednak nie było ani zdecydowane formalnie,
      ani nawet przesądzone operacyjnie.

      3.
      „Berlin potem, teraz Zachód” (koniec marca). W ostatnich dniach marca nastąpiły
      kluczowe rozstrzygnięcia operacyjne. 24 marca Eisenhower nakazał Monty’emu
      skierowanie się nie na Berlin, ale na Hamburg, a 30 marca wydał rozkaz,
      koncentrujący aliancki wysiłek na środkowych i południowych Niemczech. Nie znam
      tła tych wydarzeń i nie wiem, czy i na ile świadomie Ike rezygnował wówczas z
      Berlina, oraz oczywiście czy i na ile decyzje te były konsultowane z
      kierownictwem politycznym własnym. Wygląda na to że nie, bo w tych dniach
      Roosevelt był już konający. W swoich pamiętnikach Ike wskazuje, że zdobycie
      Berlina dawałoby aliantom iluzoryczne korzyści (głównie prestiżowe),
      niewspółmierne do prawdopodobnych strat („atak na miasto nie jest najlepszym
      rozwiązaniem dla zachodnich aliantów” etc).

      4.
      „Berlin, w miarę możliwości” (początek kwietnia). Żadna z podjętych w końcu
      marca decyzji militarnych nie wykluczała jeszcze natarcia aliantów na Berlin,
      co więcej, Ike w rozmowach z dowódcami armii zachęcał ich do parcia naprzód.
      Wydaje mi się, że Eisenhower był gotów warunkowo skierować się na miasto jako
      cel drugorzędny, o ile nie doprowadzi to do konfliktu z Sowietami, o ile nie
      przyniesie wielkich ofiar i o ile nie przeszkodzi zajmowaniu reszty Niemiec
      (obsesja Twierdzy Alpejskiej!). Nie spieszyło mu się, bo Stalin okłamał go, że
      Berlin to również dla Sowietów kierunek drugorzędny. A Ziutek znał plany Ike’a,
      bo ten naiwnie mu je zdradził w słynnej depeszy SCAF-22 z 28 marca. Natomiast
      Churchill wciąż drążył temat Berlina, podobno mając nadzieję na zajęcie go
      przed Sowietami. Wtedy również planowano na ewentualność zamachu stanu w
      Niemczech desant aliancki na Tempelhof, Gatow i w Oranienburgu. 11 kwietnia
      amerykańskie czołówki dotarły do Łaby pod Magdeburgiem i Dessau, a następnego
      ją sforsowały, po czym zajęły się umacnianiem przyczółków. Ike na poważnie
      rozważał wtedy szturm na Berlin, czego dowodem jego konferencje na ten temat z
      Bradleyem. Zdaje się, że przerażała go perspektywa 100.000 amerykańskich
      zabitych, a także... wydłużające się linie zaopatrzeniowe.

      5.
      „Nie, dziękujemy” (od połowy kwietnia). Być może Ike zdecydowałby się ruszyć na
      Berlin, gdyby nie to, że 16 kwietnia zaczęła się operacja berlińska Armii
      Czerwonej. W tym momencie wszystko już było zdecydowane: ani Anglicy ani
      Amerykanie nie ryzykowaliby znalezienia się w radzieckiej przestrzeni
      operacyjnej. Dowódca stojącej na prawym brzegu Łaby amerykańskiej 9. Armii,
      Simpson, 15 kwietnia otrzymał od Bradleya zakaz dalszych działań ofensywnych.
      Dwa tygodnie potem dotarli do niego żołnierze radzieccy.

      **

      Jak patrzę na to teraz, to mam dla Eisenhowera spory podziw, głównie za
      szacunek dla życia swoich żołnierzy. Zgadzam się z nim całkowicie, że zdobycie
      Berlina dawałoby aliantom niewiele (poza prestiżem), bo i tak musieliby
      Brandenburgię opuścić i zgodnie z podziałem na strefy okupacyjne zostawić ją
      Sowietom. Jeśli prawdziwe są opowieści o megalomańskich zapędach Pattona czy
      berlińskich planach Montgomery’ego (w które nie chce mi się wierzyć, zważywszy
      jego legendarne asekuranctwo), to decyzja Ike’a wyróżnia się bardzo na korzyść.
      Pozowanie do obrazu w glorii „zdobywcy Berlina” i w uginającym się od blachy
      mundurze pozostawił Żukowowi, który w operacji berlińskiej pozostawił za sobą
      trupy tak z 200.000 swoich ludzi (Kriwoszejew podaje radzieckie straty
      bezpowrotne za 1945Q2 na 243.000).

      Z drugiej strony, czy Eisenhower mógł przypuszczać, że szacunki Bradley’a
      o „stu tysiącach zabitych” przy zdobywaniu Berlina to brednie, bo Niemcy tylko
      marzyli o tym, żeby poddać się Amerykanom? Może i tak. Przecież od czasu
      zniszczenia zgrupowania Modela w Ruhrze 6 kwietnia, zorganizowany opór
      niemiecki na Zachodzie praktycznie ustał. Czy ktoś wie jakie straty ponieśli
      alianci zachodni w Niemczech od czasu sforsowania Renu do połowy kwietnia?
      Zdziwiłbym się, gdyby liczba zabitych przekroczyła 3-5 tysięcy. To już nie była
      wojna, to był pościg. Wszystkie wielkie niemieckie miasta, z Hamburgiem i
      Frankfurtem na czele, rozkładający się w oczach Wehrmacht oddawał w kwietniu
      bez walki. Tak więc, na mój gust, Eisenhower winien jest raczej błędnej oceny
      sytuacji, a nie podjęcia błędnej decyzji polityczno-wojskowej.
      • Gość: Cattaraugus Re: Od "idziemy na Berlin" do "ani kroku naprzód" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 20:06
        Z tymi amerykańskimi stratami w kwietniu 1945 r. ma Szanowny Kolega rację. Nie
        dysponuję wprawdzie US stratami „total” za ten okres, ale mam superprecyzyjne
        dane nt. strat w US 90. DP, a był to taki pattonowski pupil – dywizja o
        nietypowym składzie, będąca dywizją piechoty tylko z nazwy, bo de facto była to
        piechota zmotoryzowana z własnymi batalionami czołgów i niszczycieli czołgów, a
        także dywizja wzmocniona 16 batalionami artylerii polowej. Czyli de facto było
        to takie 1,5 dywizji zmotoryzowanej.

        No więc spójrzmy na jej straty i porównajmy je. Są to straty mierzone według
        ośmiu kategorii strat US Army – od lekkiej rany aż do śmierci i/lub zaginięcia.
        W kwietniu 1945 r. straty takie („total” w ośmiu kategoriach) wyniosły 652
        ludzi (w tym zabitych 128, zaginionych 41), zaś w maju wyniosły 163 ludzi (w
        tym zabitych 45, a zaginionych 15).

        Jak to porównać? Najlepiej z Normandią. W czerwcu 1944 r. straty „total”
        wyniosły 2465 ludzi (w tym zabitych 385, zaginionych 80), natomiast w lipcu
        1944 wyniosły 5498 ludzi (w tym 977 zabitych, 647 zaginionych).
        • tak-uwazam To byla "Eclipse Operation" ustalona w Teheranie 07.01.04, 21:03
          W Teheranie (1943) podczas spotkania Stalin, Roosevelt oraz Churchill
          zostala ustalona decyzja w sprawie Berlina.

          Berlin bedzie otwartym miastem dla "zwycieskiego zolnierza Czerwonej Armii".

          W ten sposob Stalin za jednym zamachem otrzymal od zachodnich Aliantow
          militarna pomoc w otworzeniu
          wschodniego frontu jak rowniez mozliwosc zlamania kregoslupa Niemcom na
          przyszlosc!...
          Natomiast Alianci pogodzili sie, ze polowa Europy srodkowej bedzie oodana w
          rece
          "wyujaszka Stalina" kosztem zatrzymania zycia swoich zolnierzy w nie zdobywaniu
          Berlina.

          O co chodzilo Stalinowi?
          ...glowniez przetracenie "kregoslupa" Niemcom,
          zlamac ich psychicznie oraz odebranie jakiejkolwiek checi
          walki przeciw Rosji w przyszlym Niemieckim narodzie.

          Czy to sie Stalinowi udalo?...chyba tak.
          Przyjrzyjmy sie faktom...
          Berlin w 1939 roku liczyl okolo 4.5 miliona ludzi.
          Berlin na poczatku 1945 roku byl zamieszkaly w 90% przez kobiety,
          starcow i male dzieci.

          Stalin otrzymujac potwierdzenie w Jaltcie od swoich zachodnich Aliantow,
          ze miasto Berlin jest OTWARTYM MIASTEM
          dla zwycieskiego zolnierza Armi Czerwonej
          tym samym ubil swego konia
          w postaci siania teroru psychologicznego na niemieckiej spolecznosci.

          To co sie potem dzialo w Berlinie (masowe gwalty) od maja do pazdziernika 1945
          roku nie zostalo
          i prawdopodobnie nie zostanie opublikowane jak rowniez zbadane przez historykow.

          Rezultaty znamy w postaci dyspozycyjnosci NRD oraz tzw zachodnich Niemcow
          kompletnej rezygnacji
          w sprawach polityki wschodniej.

          Jedynie Eisenhower zostal przez Roosevelta uswiadomiony o ukladzie "Berlin
          otwarte miasto"
          dla sowieckich zolnierzy.
          Bradley, Patton oraz brytyjski pajac Montgomery nie mieli najmniejszego pojecia
          o podjetych wczesniej decyzjach.

          Natomiast Eisenhower zachecony przez Roosvelta by dalej sie rozprawial z
          Niemcami stworzyl duza ilosc obozow dla przetrzymywania zlapanych Niemcow z
          bronia w reku.
          Obozy te powstawaly w miejscach na uboczu i trwaly bardzo krotko. Jedynym
          celem bylo wyglodzenie internowanych i pozbywanie ich zycia poprzez brak
          zywnosci. Slad po tych obozach zatarto i swiadkow nie dopuszczono na wolnosc...

          Bardzo ciekawe wypowiedzi wszyscy podali i z wielkim zainteresowaniem je
          przegladam.
          Oczekuje Waszej reakcji drodzy Panowie na to co powyzej napisalem.

          Pozdrawiam....
        • windows3.1 straty 90 DP 07.01.04, 22:18
          bardzo ciekawe. W porównaniu do 1944M06 straty za 1945M04 są całkiem spore
          (30%), w porównaniu do 1944M07 minimalne (10%). Czyżby dysproporcja strat w
          czerwcu i lipca wynikała z tego, że 90. weszła do akcji dopiero 10 czerwca?

          O ile się orientuję, 90. jest wśrod tych amerykańskich dywizji, które poniosły
          w Europie najwięcej strat [1. 4 (35 tys), 2. 9 (34 tys), 3. 1 (29 tys), 4. 29
          (29 tys), 5. 3 (28 tys), 6. 90 (28 tys), za Ambrose.] Jeśli tak, to chyba
          faktycznie amerykańskie KIAs i MIAs w 1945M04 oscylowały wokół 5 tys.
          • Gość: Cattaraugus Re: straty 90 DP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 23:05
            windows3.1 napisała:

            > bardzo ciekawe. W porównaniu do 1944M06 straty za 1945M04 są całkiem spore
            > (30%), w porównaniu do 1944M07 minimalne (10%). Czyżby dysproporcja strat w
            > czerwcu i lipca wynikała z tego, że 90. weszła do akcji dopiero 10 czerwca?
            >
            > O ile się orientuję, 90. jest wśrod tych amerykańskich dywizji, które
            poniosły
            > w Europie najwięcej strat [1. 4 (35 tys), 2. 9 (34 tys), 3. 1 (29 tys), 4. 29
            > (29 tys), 5. 3 (28 tys), 6. 90 (28 tys), za Ambrose.] Jeśli tak, to chyba
            > faktycznie amerykańskie KIAs i MIAs w 1945M04 oscylowały wokół 5 tys.
            --------------------------------------------------------------------------------


            Czynnik czasu, czyli pośrednio także momentu wejścia 90. DP do akcji, ma tu
            mniejsze znaczenie. Raczej chodzi o udział w konkretnych bitwach. Lipiec 1944
            był dla tej dywizji najkrwawszy w jej całej historii. Wzięło się to z bitew o
            Chef du Pont, o silnie ufortyfikowane rejony Beau Coudray i Foret de Mont
            Castre oraz z udziału w zdobywaniu Mayenne i Le Mans - by wymienić tylko
            najważniejsze i najkrwawsze miejsca walk 90. dywizji. Poza tym 90. DP wspierała
            przez pewien czas 82. DPD a paras, jak wiadomo, zadania dostawali wyjątkowo
            podłe.

            A już tak na marginesie - 90. DP weszła do akcji nieco wcześniej. Jej pułki
            wkraczały do boju na raty, ale pierwszy z nich, 359. PP, walczył w samiuśkim D-
            Day u boku pierwszorzutowej 4. DP. Kolejny 358. PP walczył już 8 czerwca itd.

            Total KIAs, DOWs, DOIs, SWAs, SIAs, LWAs, LIAs i MIAs dla 90. DP podczas WWII
            wyniosło 21371 ludzi, zaś wszystkie inne straty non-combat i leczenie jej
            żołnierzy wykraczające poza powyższą kategoryzację czyni z tego liczbę 32283
            ludzi. Czyli Ambrose coś tu sobie uśrednił i mimo, że był w zażyłych stosunkach
            ze stowarzyszeniem kombatanckim 90. DP nie do końca skorzystał z
            superprecyzyjnych danych dywizyjnych na temat strat 90. DP

            Pozdrawiam

            C.
            • windows3.1 a te CIA, FBI i inne takie, co to? 07.01.04, 23:46
              bo oprócz KIA i MIA to mogę się tylko próbować domyślać?

              Co do Ambrose'a: podaję za polskim wydaniem, kolumna nazywa się "straty", ale
              zabij jak wiem co jest in a co jest out. Dokładnie 27.617, to może wyliczysz
              sobie z poszczególnych kategorii sam.
              • Gość: Cattaraugus Słowniczek pomocniczek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 23:56
                KIA - Killed in Action
                DOW - Died of Wounds
                DOI - Died of Injuries
                SWA - Seriously Wounded in Action
                SIA - Seriously Injured in Action
                LWA - Lightly Wounded in Action
                LIA - Lightly Injured in Action
                MIA - Missing in Action

                Mam nadzieję, że pomogłem. Warto mieć takie coś pod ręką do czytania US WWII
                literatury.

                Serdecznie pozdrawiam

                C.
    • Gość: Cattaraugus Zaczynamy nowe wątki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 00:36
      Drogi „tak-uważam”,

      Forum z Tobą to wprawdzie wyzwanie i przyjemność, ale egzaminujesz nas
      okrutnie. Nieraz się zastanawiam, ilu z forumowiczów to niespełnieni, a ilu to
      spełnieni nauczyciele akademiccy historii, którzy na naszych biednych
      organizmach przygotowują się do wykładów metodami twórczej prowokacji. A my,
      frajerzy, dajemy się podpuszczać... :-)

      No dobrze. Z wielu Twoich nowych podwątków biorę na warsztat ten (bo to mój
      konik), w którym piszesz:

      „Natomiast Eisenhower zachęcony przez Roosevelta, by dalej się rozprawiał z
      Niemcami stworzył duża ilość obozów dla przetrzymywania złapanych Niemców z
      bronią w ręku. Obozy te powstawały w miejscach na uboczu i trwały bardzo
      krótko. Jedynym celem było wygłodzenie internowanych i pozbawianie ich życia
      poprzez brak żywności. Ślad po tych obozach zatarto i świadków nie dopuszczono
      na wolność. Bardzo ciekawe wypowiedzi wszyscy podali i z wielkim
      zainteresowaniem je przeglądam. Oczekuje Waszej reakcji drodzy Panowie na to co
      powyżej napisałem.”


      Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że w tym momencie wchodzimy na obszary
      wiedzy nie książkowej, „rewizjonistycznej” i takiej, za którą – jak nas powyżej
      straszy jakiś kolega – ląduje się w betonowych skarpetkach na dnie morza. Ja ją
      uwielbiam i właśnie dlatego koresponduję z zachodnimi historykami, by jeszcze
      lepiej tę wiedzę zdobywać. Masz rację, że fascynująca jest historia pt. „Jak
      dobry wujek Ike, sam będąc z pochodzenia Niemcem, w potwora się był
      przeistoczył.”

      Cóż tu mądrego można powiedzieć? Szczytowe osiągnięcie aliantów zachodnich na
      tym polu to obóz pod Bretzenheim. Zmarło tam z głodu, zimna i wycieńczenia 18,1
      tys. jeńców niemieckich. Ale nie może być inaczej, jeśli się je trawę i nurza
      we własnych ekskrementach, a tak właśnie, ku uciesze US-armistów, tam było.
      Wszystkich alianckich nadwrażliwców, którzy chcieli walczyć w łonie US Army z
      takimi zjawiskami szykanowano. Są na ten temat wspomnienia amerykańskiego prof.
      filozofii i religioznawstwa Martina Brecha, który w 1945 r. był strażnikiem w
      alianckim obozie pseudojenieckim, de facto prawie koncentracyjnym.

      Jeśli chodzi o łączną liczbę tak zgładzonych Niemców trwają na ten temat
      kontrowersje wśród Amerykanów. Najmniejsza z podawanych liczb mówi o 677 tys.
      jeńców tak właśnie zabitych w latach 1945-46 głodem, brudem, smrodem, zimnem,
      chorobami i ogólnym zezwierzęceniem nie gorszym od oferty niemieckiej w ich
      obozach koncentracyjnych. Inne liczby mówią o 1,7 mln zabitych w latach 1945-
      46. Szacunkowe dane za lata 1945-1950 mówią już o 7-8 mln Niemców tak właśnie
      zgładzonych metodami cichej, a kroczącej, eksterminacji. James Bacque w swoich
      sławnych opracowaniach przychyla się raczej do liczby 9 mln, w której większość
      zmarłych Niemców miało być wręcz cywilami w różny sposób zaplątanymi w
      amerykański aparat represji i denazyfikacji kraju.

      Plany eksterminacji Niemców powstały już w roku 1944, zaś ich autorstwo należy
      do Ike’a i sekretarza skarbu Henry’ego Morgenthaua.

      No, to chyba już długo nie pożyję. Tym mocniej i szybciej pozdrawiam

      C.
      • windows3.1 najmniej 677 tysiące? 08.01.04, 10:35
        "Najmniejsza z podawanych liczb mówi o 677 tys"

        hej, nie przesadzasz? Nigdy się tym tematem specjalnie nie interesowałem, ale
        lektura Ambrose'a (którego kiedyś krytykowałem - jak mi udowodnił Grzegorz
        Czwartosz niesłusznie - za poleganie na plotkach) sugeruje, że poważni
        amerykańscy historycy podważali również 677 tys i okolice:

        nizkor.org/hweb/people/b/bacque-james/ambrose-001.html
        link wziąłem z dyskusji o alianckim traktowaniu niemieckich jeńców na feldgrau:

        www.feldgrau.net/phpBB2/viewtopic.php?t=4948&postdays=0&postorder=asc&start=0

        też polecam, tylko że jak to na forach, obok ciekawych forach jest tam sporo
        badziewia, tyle że w wydaniu międzynarodowym, więc trzeba dużo samozaparcia
        żeby przeczytać całość.
        • Gość: Cattaraugus Re: najmniej 677 tysiące? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 13:25
          windows3.1 napisała:

          > "Najmniejsza z podawanych liczb mówi o 677 tys"
          >
          > hej, nie przesadzasz? Nigdy się tym tematem specjalnie nie interesowałem, ale
          > lektura Ambrose'a (którego kiedyś krytykowałem - jak mi udowodnił Grzegorz
          > Czwartosz niesłusznie - za poleganie na plotkach) sugeruje, że poważni
          > amerykańscy historycy podważali również 677 tys i okolice:
          >
          > nizkor.org/hweb/people/b/bacque-james/ambrose-001.html
          > link wziąłem z dyskusji o alianckim traktowaniu niemieckich jeńców na
          feldgrau:
          >
          > www.feldgrau.net/phpBB2/viewtopic.php?t=4948&postdays=0&postorder=asc&start=0
          >
          > też polecam, tylko że jak to na forach, obok ciekawych forach jest tam sporo
          > badziewia, tyle że w wydaniu międzynarodowym, więc trzeba dużo samozaparcia
          > żeby przeczytać całość.
          --------------------------------------------------------------------------------



          Mogę to skomentować tak:

          Nie podejmuję się podjąć dyskusji niejako w imieniu Amerykanów, którzy sami żrą
          się między sobą o to, ilu Niemców zgładzili w latach 1945-46, a ilu w latach
          1945-50. Właśnie dlatego, aby być zwolnionym z dyskusji dla mnie nie do
          udźwignięcia, podaję różne dane liczbowe, jakie funkcjonują „na rynku”. Ale nie
          są to dane z forów dyskusyjnych, gdzie jak wczoraj napisał – i słusznie – nasz
          kolega „Flieger” kwitnie „radosna tfurczość”, ale jednak ze źródeł ze znacznie
          wyższej półki.

          Fakt, demaskatorami amerykańskich zbrodni wojennych „Made in WWII ETO” nie
          zawsze są dyplomowani historycy, ale także – jak się to ładnie określa –
          badacze historii. Nierzadko są to wręcz bezpośredni świadkowie tych zbrodni
          wstrząśnięci tym, jak zachowała się ta strona II wojny, której w powszechnym
          mniemaniu przypisuje się pewną kulturę prowadzenia działań wojennych. Do takich
          należy m.in. amerykański prof. filozofii i religioznawstwa Martin Brech, który
          właśnie był strażnikiem w amerykańskim obozie prawie koncentracyjnym i
          oczywiście wyniósł z niego wstrząs na całe życie. Ale odwagę cywilną do
          publicznego poruszania kwestii amerykańskiego „małego Holocuastu” (bo tak się
          to już w USA nazywa) mają też inni anglosasi. Według moich obliczeń jest ich co
          najmniej dziewięciu, w tym np. płk Howard A. Buechner oraz płk dr Ernest F.
          Fisher - urzędowy historyk US Army w zakresie WWII ETO i kombatant z tego
          frontu. Są także placówki naukowe, które ten temat pilotują i o ile się nie
          mylę największy udział ma w tym amerykański Institute for Historical Review.

          A teraz coś z klasycznej wiedzy nie książkowej. Wszyscy zachodni historycy,
          którzy od wielu lat piszą książki o WWII ETO, i czynią to nie metodą
          przepisywania po innych, ale sami jeżdżą po świecie i przesłuchują kombatantów
          amerykańskich, brytyjskich, kanadyjskich i polskich dysponują niezwykłą i
          bardzo bogatą wiedzą na temat już nie tylko tego US Holocaustu, ale także
          innych przestępstw innych aliantów. Jestem w kontakcie z wybitnym brytyjskim
          historykiem, który zęby zjadł na temacie WWII ETO (w tym roku wyda swoją 24. i
          25. książkę na ten temat), którego archiwum domowe na ten temat jest takie, że
          przypuszczam, iż dyrektor wspomnianego Institute for Historical Review osunąłby
          się z krzesła. Jest to materiał zebrany niejako przypadkowo i będący efektem
          mniej więcej 30-letniego robienia wywiadów z kombatantami ETO. Gdyby tylko tacy
          historycy chcieli się wziąć za temat tego US Holocaustu – tarapaty Stanów
          Zjednoczonych z gatunku public relations byłyby trudne do przewidzenia mimo
          upływu 60 lat. Ale tego się nikomu nie chce zrobić poza kilkoma pasjonatami i
          świadkami US zbrodni.

          Co do Ambrose’a – nie ma idealnych historyków i bez wątpienia on też do takich
          nie należał. W końcu sami go wczoraj przyłapaliśmy na jakiejś dziwnej
          kombinacji z danymi na temat strat US 90. DP. Bez wątpienia miał idiotyczną
          wpadkę na zakończenie kariery („Wild Blue”), ale przyznam, że podziwiam jego
          klasę i odwagę cywilną, z jaką z tego wybrnął. Wiesz – chodzi o ten niby
          plagiat. Narozrabiał Hugh Ambrose – sekretarz ojca, researcher i korektor
          wydawniczy. Synalek albo ewidentnie zabałaganił korektę „Wild Blue”, albo
          chciał ojcu przypisać nieco więcej zasług badawczych, niż się należało i
          nieszczęście gotowe – nie poszły do druku cudzysłowy przy cytatach z prac
          innych badaczy, no i afera. Ale Ambrose spokojnie i publicznie to przyznał i
          wziął całą winę na siebie. Przeprosił, zrobił nową korektę wydawniczą „Wild
          Blue” i jakoś się to rozeszło po kościach. Amerykanie go uwielbiają. Żołnierze
          US Army, z którymi koresponduję (i którzy najlepiej znają brud wojny),
          podziwiają go za olbrzymią odwagę cywilną i zgodnie mówią, że to pierwszy
          człowiek, który powiedział Ameryce: „Na drugiej wojnie mieliśmy i bohaterów, i
          zbrodniarzy”.

          Amen

          C.
          • windows3.1 677.000 a 56.000 08.01.04, 18:07
            No nie, potraktowałeś jednak Ambrose’a z glana, kompletnie ignorując jego (a
            właściwie przytaczane przez niego) liczby i podając rzekomo najmniejsze
            niekwestionowane liczby. Muszę powiedzieć, że troszkę nas tu zbajerowałeś.

            Ambrose podaje w zalinkowanym artykule cyfrę 56.000.

            Fakt, podaje ją za Cowdreyem, który z definicji reprezentuje instytucję bardzo
            podejrzaną (Department of the Army's Center of Military History), ale jakoby
            jego cyfry potwierdził też Overmans z Freiburga, który jest bardzo poważnym
            niemieckim autorytetem w kwestii strat.

            **

            PS. O przygodach Ambrose’a z synem nie wiedziałem, dzięki. W „Citizen Soldiers”
            wyraża się o nim bardzo pochlebnie.

            PPS. Żeby było jasne, ja się nie wymądrzam ilu zginęło w tych obozach. Ja tylko
            piszę, że bynajmniej nie ma w USA zgody na parusettysięczne szacunki.
            • Gość: Cattaraugus 8. Słownie: OSIEM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 19:27
              Mój drogi „windows3.1”

              A jednak... Tego się właśnie obawiałem. Ciągniesz mnie na to pole minowe, z
              którego już żywi obaj nie wyjdziemy...

              Wciągasz mnie w dyskusję, której podjąć nie mogę z przyczyn aż dwóch: Po
              pierwsze – jak już wspomniałem w poście powyżej nie pójdę w debatę za samych
              Amerykanów i tylko z moją wiedzą hobbistyczną. Fakt – zapewne wiedzą i tak
              mocno ponadprzeciętną, ale jednak nadal TYLKO hobbistyczną. Po drugie – nie
              podejmę szermierki tam, gdzie jednym z ważnych parametrów dyskusji jest
              parametr wiary w to, w co kto wierzy i dlaczego. Niemniej jakiejś odpowiedzi Ci
              udzielę.

              Powiem Ci zatem, na zbrodnię w jakiej liczbie ofiar jest JEDYNA zgoda w Stanach
              Zjednoczonych. Jest to liczba 8 zabitych i 20 rannych. Dokonał tej zbrodni 8
              lipca 1945 r. szer. Clarence V. Bertucci – strażnik amerykańskiego obozu
              jenieckiego Camp Salina w stanie Utah. Frustrat-militarysta, który nie załapał
              się na WWII i się nie odgazował mogąc sobie trochę ponaciskać na język
              spustowy. Stojąc w nocy na wieży strażniczej nie wytrzymał, odbezpieczył
              swojego M1919 i wpakował kontener amunicji – tak od serca, aż do orgazmu, do
              wyczerpania nabojów – w 43 namioty śpiących niemieckich jeńców. Zabił ośmiu
              zranił 20. Zabita ósemka leży na cmentarzu w Fort Douglas i nawet US Army
              wyprawiła im godny wojskowy pogrzeb. I na to panuje zgoda w kwestii
              amerykańskich zbrodni wojennych podczas WWII w Europie.

              A teraz konkurs! Obstawiajcie dyskutanci i tylko nasi obserwatorzy! Pytanie
              konkursowe: Czy szer. Clarence V. Bertucci stanął za swój czyn przed sądem i
              czy został ukarany? Nagroda w konkursie – kolacja ze śliczną panią porucznik z
              biura JAG.

              Wybacz proszę, ale gdy czytam informację o 56 tys. to cierpię na chorobę, która
              się nazywa opadem rąk. Mógł to spreparować ktoś, kto pracuje na poziomie „Dział
              Nawarony”, albo „Złota dla zuchwałych”. Czy jest Ci znany epizod znacznego
              spowolnienia, a w wielu przypadkach także wstrzymania pracy amerykańskiego
              przemysłu tekstylnego jesienią 1944 r? Stało się tak dlatego, że wojna miała
              się zakończyć w ramach US myślenia życzeniowego coś koło listopada 1944 r.
              Liczba 56 tys. zamordowanych żołnierzy, to może jest i dobra w odniesieniu do
              zamordowanych US żołnierzy, a zamordowanych przez swój rząd na skutek
              chronicznego braku kurtek zimowych, braku podpinek do kurtek M1943, braku butów
              zimowych, braku nawet szalików. Czy znany jest Ci obyczaj wykonywania zimą
              1944/45 przez US-armistów szalików z koców? Cała ciepła odzież, jakiej
              produkcję dramatycznie uruchomiono w USA po stwierdzeniu, że do końca wojny
              daleko, tak naprawdę dotarła na pierwszą linię frontu między lutym a kwietniem
              1945 r. – gdy już było po wszytskim i kto miał umrzeć z zimna ten US Army się
              wymknął na zawsze. Na to wszystko oczywiście nakładała się gigantyczna kradzież
              tej ciepłej odzieży na tyłach, tak że do okopów docierały marne resztki

              Więc naprawdę nie wiem, jaki US kretyn jest w stanie uwierzyć, że my, opinia
              publiczna uwierzymy, iż wielomilionowa armia niemiecka, która z dnia na dzień
              znalazła się pod gołym obozowym niebem na chłodzie, głodzie, brudzie, smrodzie,
              bakteriach i własnych ekskrementach utraciła w takich warunkach przez ok. rok
              56 tys. zmarłych. Przecież taka informacja uwłacza ludzkiej inteligencji.
              • windows3.1 w obozach padało więcej niż na froncie? 09.01.04, 10:45
                Absolutnie nie zamierzam zginąć na polu minowym ani za 56, ani za 677 tysięcy,
                a zwłaszcza zginąć w piątek przed weekendem, dlatego nie będę służył dalej za
                żywy trałowiec.

                Co do opinii publicznej to kilka razy pozwoliłem sobie na bardzo krytyczne, a
                chwilami wręcz niecenzuralne opinie na jej temat, i generalnie sądzę że jak się
                nad nią popracuje, to uwierzy we wszystko, nawet w 677 tysięcy. A co swojej
                inteligencji to muszę ze wstydem przyznać, że wymaga ona chyba upgrade’u do XP,
                bo jak na razie jestem jak najbardziej w stanie uwierzyć, że „wielomilionowa”
                utraciła „na chłodzie, głodzie” 60 tysięcy.

                W okresie 1943M08 do 1944M11 (razem 15 miesięcy!) włącznie feldgrau podaje
                łacznie 687.000 niemieckich KIAs na wszystkich frontach. A Ty chcesz, żebym
                uwierzył w „co najmniej” 677.000 w alianckich obozach jenieckich (w tej
                sytuacji należałoby raczej powiedzieć „koncentracyjnych”).
                • Gość: Cattaraugus Podsumujmy i dajmy i ludziom wybór - cz. 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 19:47
                  CZĘŚĆ 1

                  Czas na podsumowanie i zamknięcie tematu.

                  Dzielę to na trzy części, żeby serwer GW tego nie poszatkował.

                  Każdy wybierze sobie z tego coś wedle zasad swojej wiary. A kto ambitniejszy,
                  to daję mu gotowca na fascynującą pracę magisterską.
                  ------------------------------------------------------------------------------

                  Jest takie istotne dziełko pt. ”Eisenhower and the German POWs: Facts Against
                  Falsehood”. To wydawnictwo wewnętrzne Louisiana State University Press z roku
                  1992. Autorzy – Stephen Ambrose i Gunther Bischof. Bez szczegółowej znajomości
                  tej publikacji oraz prac Jamesa Bacque’a, a głównie jego „Other Losses”, nie
                  mamy chyba co dyskutować, bo to droga do nikąd i utrata cennej energii.

                  Faktem jest, że Stephen Ambrose i James Bacque nie cierpieli się za wzajemne
                  dokonania naukowe na polu amerykańskiej zbrodniczości wojennej w latach 1945-
                  1950. Ambrose, jako dyrektor Eisenhower Center nie może być w tej sprawie
                  obiektywny, ponadto wykazano Ambrose’owi, że korzystał z nie najlepszych źródeł
                  w swojej obronie Eisenhowera. Ambrose powiedział zresztą Bacque’owi „Zniszczył
                  pan dzieło mojego życia” (sic!). Dobrze widać to na tym linku:
                  www.nationmaster.com/encyclopedia/Eisenhower-and-German-POWs
                  ...a jeszcze lepiej na tym (perełka, jak na internet):
                  hnn.us/articles/1266.html
                  Ambrose wali w Bacque tu:
                  www.nizkor.org/hweb/people/b/bacque-james/ambrose-001.html
                  perso.wanadoo.fr/bastas/pga/forums/ike-atrocities.htm
                  ...zaś Bacque wali tu:
                  www.serendipity.li/hr/bacque01.htm
                  www.corax.org/revisionism/misc/bacque_letter.html
                  www.jamesbacque.com/
                  Polecam na poniższym linku...
                  www.rense.com/general19/gmk.htm
                  ...zapoznanie się z jednym z najsławniejszych amerykańskich zdjęć z życia
                  obozowego niemieckich jeńców. Owoż widać na tym zdjęciu długie rzędy baraków, w
                  których mogliby zamieszkać jeńcy, widać tam spacerniaki i działki do uprawiania
                  warzyw, widać tam umywalnie i boiska sportowe, widać tam baraki gospodarcze do
                  przechowywania ciepłej odzieży i paczek żywnościowych Międzynarodowego
                  Czerwonego Krzyża, widać tam teatr obozowy itp. Widać, nieprawdaż?

                  To samo polecam na tym linku. Tu mamy obóz jeniecki z lotu ptaka. Także tu
                  widoczne jest infrastrukturalne bogactwo tej placówki sanatoryjnej:
                  www.ukar.org/mclell24.html
                  Tu kolejna perła! Bogactwo różnych wątków w wykonaniu ppłk US Army
                  (ciekawostki, szczegóły i kalendarium zbrodni). „Kreatywna księgowość” kwitła
                  już na organizmach niemieckich POWs. Zawarte tu m.in. “Forget the Geneva
                  Convention. You don't have any rights”. – mówi wszystko:
                  www.scripturesforamerica.org/html2/jm0053.htm
                  Tu jest słówko od prof. Brecha, którego wspominałem wcześniej:
                  www.rense.com/general36/eis.htm
                  www.fpp.co.uk/History/General/Bacque/Brech2002.html
                  Tu są linki różne – i poważne i folklorystyczne, ale warto znać różne opinie:
                  www.vho.org/GB/Journals/JHR/10/2/Brech161-166.html#
                  www.codoh.com/review/revcrimercies.html
                  www.serendipity.li/hr/cm01.htm
                  www.ety.com/HRP/rev/slavelabour.htm
                  www.ety.com/HRP/rev/warcrimetrials.htm
                  library.flawlesslogic.com/cm_rev.htm
                  home.sandiego.edu/~eservais/germanpow.html
                  www.codoh.com/review/revcrimes.html
                  www.zundelsite.org/english/zgrams/zg1997/zg9702/970208.html
                  www.scrapbookpages.com/EasternGermany/Gotha/
                  www.rense.com/Datapages/ww2.htm
                  www.rense.com/general19/gmk.htm
                  www.rense.com/general19/huma.htm
                  www.zundelsite.org/english/antiprop/allied_camps/
                  perc.ca/PEN/1993-11/review3.html
                  www.anu.org/archives_persecutionofgermany.html
                  www.fpp.co.uk/History/General/Bacque/Brech2002.html
                  library.flawlesslogic.com/ike.htm

                  Rzecz znamienna – za aliancką hekatombą na jeńcach niemieckich po II wojnie w
                  głównej mierze przemawiają ci, którzy się z nią zetknęli i to głównie
                  Amerykanie. Teoretyzują zaś, że to niemożliwe, współczesne międzynarodowe kręgi
                  akademickie (pięknoduchowskie?), które niczego z tych zbrodni nie widziały. W
                  obu przypadkach jest to zajadła walka najczęściej autorytetów i postaci życia
                  publicznego, choć nie tylko, bo włączają się w to także zwykli weterani II
                  wojny. Raczej nie ma jednak mowy o szukaniu marnej sensacji i epatowaniu
                  zbrodnią, bo ścierają się tu albo ludzie poważni, albo starcy-świadkowie
                  zbrodni, którym u schyłku życia na pewno nie zależy na publicity.
                  • Gość: Cattaraugus Re: Podsumujmy i dajmy i ludziom wybór - cz. 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 19:49
                    CZĘŚĆ 2


                    O ALIANCKIM HOLOKAUŚCIE NA NIEMIECKICH JEŃCACH I CYWILACH PISZĄ, MÓWIĄ LUB
                    DOKUMENTUJĄ TO FOTOGRAFICZNIE MIĘDZY INNYMI TAKIE POSTACI:

                    Max Huber
                    Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w latach 1928-1944.
                    Wizytator amerykańskich obozów jenieckich w Niemczech (do czasu, tzn. dopóty,
                    dopóki alianci tych wizytacji nie zakazali)

                    Jean-Pierre Pradervand
                    Dyrektor Międzynarodowego Czerwonego Krzyża we Francji. Autor słów: “Conditions
                    in the French camps are worse, in many instances, than anything seen in the
                    former Nazi camps”. Właściciel własnoręcznie wykonanej dokumentacji
                    fotograficznej alianckich zbrodni na jeńcach.

                    Gerald Astor (US Army)
                    US weteran WWII ETO, właściciel własnoręcznie wykonanej dokumentacji
                    fotograficznej amerykańskich zbrodni na jeńcach, historyk i dziennikarz,
                    laureat kilku nagród dziennikarskich.

                    Paul Fussell (US Army)
                    US weteran WWII ETO (eks-porucznik 103. DP), właściciel własnoręcznie wykonanej
                    dokumentacji fotograficznej amerykańskich zbrodni na jeńcach. Profesor
                    anglistyki i historyk, stypendysta National Foundation for the Humanities oraz
                    Guggenheim and Rockefeller Foundations.

                    Płk Philip S. Lauben (US Army)
                    Szef Biura ds. Niemiec w SHAEF (Supreme Headquarters, Allied Expeditionary
                    Force).

                    Ppłk Henry W. Allard (US Army)
                    Inspektor obozów jenieckich we Francji. Autor słynnego raportu (do dziś jest on
                    do wglądu), w którym napisał: „The standards of POW camps in Europe compare as
                    only slightly better or even with the living conditions of the Japanese POW
                    camps our men tell us about, and unfavourably with those of the Germans".

                    Ppłk Gordon Mohr (US Army)
                    Weteran WWII, publicysta, dwa doktoraty hc.

                    Richard Boylan
                    Starszy archiwista US National Archives.

                    Płk dr hab. Ernest F. Fisher (US Army)
                    Weteran WWII ETO (101. DPD), urzędowy historyk US Army.

                    Heinz Janssen
                    Niemiecki jeniec obozu Rheinberg.

                    Karl Vogel
                    Niemiecki jeniec z obozu w Garmisch-Partenkirchen, zarazem niemiecki komendant
                    tego obozu.

                    Charles von Luttichau
                    Pół-Amerykanin/pół-Niemiec. Niemiecki jeniec obozu Kripp. Adresat słów: „Forget
                    the Geneva Convention. You don't have any rights” wypowiedzianych przez
                    amerykańskiego komendanta obozu. Po wojnie historyk amerykański, wykładowca US
                    Army War College.

                    Kpt. Julien (Francuskie Siły Zbrojne)
                    Komendant obozu jenieckiego Dietersheim. Autor słów: „Peopled with living
                    skeletons, male and female, huddling under scraps of wet card board. This is
                    just like the photographs of Buchenwald and Dachau”.

                    Max Hastings
                    Wiadomo… :-)

                    David Irving
                    Tym bardziej wiadomo... :-)

                    Gen. LeRoy Lutes (US Army)
                    US Army Medical Department, weteran WWII ETO.

                    James Bacque
                    Absolwent University of Toronto. Autor siedmiu książek, wydawca, dziennikarz
                    śledczy, publicysta historyczny. Autor dwóch książek oskarżycielskich wobec
                    zbrodniczej – jego zdaniem – polityce Eisenhowera wobec powojennych Niemiec.

                    Flint Whitlock (US Army)
                    Eks-oficer, badacz historii, publicysta.

                    Płk dr n. med. Howard A. Buechner (US Army)
                    Naoczny świadek rozstrzelania 520 jeńców niemieckich.

                    A.W. Perkins (UK Army)
                    Brytyjski weteran WWII ETO, strażnik obozu dla niemieckich cywilów.

                    Martin Brech (US Army)
                    Od kwietnia 1945 r. amerykański strażnik obozu jenieckiego w Andernach.
                    Profesor filozofii i religioznawstwa.

                    Kanclerz Konrad Adenauer
                    Publicznie oświadczył, że alianci zgładzili w obozach jenieckich 1,4 mln ludzi
                    (na podstawie analiz rządu niemieckiego).

                    Dr Anthony B. Miller
                    Dyrektor “Department of Preventive Medicine and Biostatistics”, University of
                    Toronto. Potwierdza obliczenia Jamesa Bacque o możliwości śmierci ponad 5 mln
                    Niemców z pwodów chorób i niedożywienia w warunkach alianckich obozów dla
                    jeńców i cywili.
                    • Gość: Cattaraugus Podsumujmy i dajmy i ludziom wybór - cz. 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 19:50
                      CZĘŚĆ 3


                      PRZECIWKO ALIANCKIEMU HOLOKAUSTOWI NA NIEMIECKICH JEŃCACH PRZEMAWIAJĄ (czyli
                      tak jakby Twoje 56 tys.) TAKIE POSTACI:

                      Dr hab. Stephen E. Ambrose
                      Tytularny profesor historii University of New Orleans, dyrektor Eisenhower
                      Center.

                      Albert Cowdrey (US Army)
                      Department of the US Army's Center of Military History.

                      Mjr dr Ruediger Overmans (Bundeswehr)
                      Militargeschichtliches Forschungsamt (Niemieckie Biuro ds. Historii
                      Wojskowości). Historyk, autor ostatniego tomu historii Niemiec podczas II wojny.

                      Dr hab. Gunter Bischof
                      Historyk, absolwent Harvardu, tytularny profesor historii University of New
                      Orleans.

                      Dr hab. Brian Loring Villa
                      Historyk, absolwent Harvardu, tytularny profesor historii University of Ottawa.



                      STANOWISKO POŚREDNIE W KWESTI SKALI AMERYKAŃSKICH ZBRODNI (czyli coś z
                      przedziału 56 tys. zamordowanych / 1,7 mln zamordowanych) ZAJMUJĄ:

                      Dr hab. James F. Tent
                      Historyk współczesnych Niemiec. Tytularny profesor historii University of
                      Alabama-Birmingham oraz University of Wisconsin.

                      Thomas M. Barker
                      Tytularny profesor historii State University of New York. Specjalista historii
                      wojskowości w Europie Środkowej.

                      Dr hab. Axel Frohn
                      Waszyngtoński German Historical Institute. Historyk i dziennikarz, specjalista
                      ds. kontroli zbrojeń nuklearnych.

                      Prof. dr hab. Rolf Steininger
                      Uniwersytet w Innsbrucku. Specjalista XX-wiecznej historii Austrii i Niemiec.

                      Christof Straus
                      Uniwersytet w Heidelbergu.

                      Dr Dewey A. Browder
                      Tytularny professor historii Austin Peay State University. Dziekan wydziałów
                      historii I filozofii tego uniwersytetu.

                      Dr hab. Richard D. Wiggers
                      Georgetown University. Specjalista w dziedzinach Konwencji Genewskich i
                      Haskich, a także problemów okupacji Niemiec po II wojnie.



                      Nawet jeśli przyjąć, że kontrowersyjna praca Jamesa Bacque’a zawiera takie
                      błędy metodologiczne, o jakie jest oskarżana, i podzielić efekty tej pracy
                      przez 2, albo nawet przez 3 – i tak, i tak otrzymujemy imponującą hekatombę na
                      niemieckich jeńcach, bynajmniej nie w wysokości 56 tys. ludzi, ale setek
                      tysięcy. Dokonano tego w ciszy i spokoju, bez patrzenia na ręce po tym, jak na
                      pewnym etapie wycofano Międzynarodowemu Czerwonemu Krzyżowi prawo do inspekcji
                      alianckich obozów dla niemieckich żołnierzy i cywili.

                      Według gen. J.C.H. Lee alianci zachodni w czerwcu 1945 r. mieli w obozach ok. 4
                      mln jeńców niemieckich. Dzienna liczba kalorii dla mężczyzny, do przeciętnego
                      funkcjonowania w skali doby, wynosi od 2600 do 4500 kalorii. Dla podtrzymania
                      jakiegokolwiek cyklu życiowego człowiek potrzebuje minimum 1750 kalorii
                      dziennie, ale to przy założeniu, że – powiedzmy – leży w ciepłym łóżku i nawet
                      nie czyta książek. Jeńcy niemieccy w alianckich obozach przez pierwsze miesiące
                      po zakończeniu wojny dostawali dzienną rację żywnościową o wartości
                      energetycznej 400 kalorii. Po wielu interwencjach Międzynarodowego Czerwonego
                      Krzyża zaczęli później dostawać racje w wysokości 900 kalorii, a więc nadal
                      dwukrotnie mniej od fizjologicznego minimum.

                      Czy nadal, Drogi Windows3.1, chcesz twierdzić, że przy takim odżywianiu, przy
                      spaniu na gołej ziemi bez ciepłej odzieży i śpiworów oraz w królestwie
                      wszelkich kałopochodnych bakterii mogło umrzeć przez dwie zimy 44/45 i 45/46
                      zaledwie 56 tys. ludzi spośród 4 mln? Mój Szanowny Kolego, litości, bo chyba
                      obrażasz i siebie i mnie :-)

                      Amerykańsko-szwedzko-niemiecki Żyd, obywatel Eisenhower, dopóki po wojnie nie
                      wykształciły się media i organizacje międzynarodowe, wykorzystał historyczny
                      moment i urządził Niemcom kontrHolokaust odwetowy. I miał na tym polu sukcesy
                      niebywałe. Na zakończenie jeszcze raz podkreślam niemożność bycia przez
                      Ambrose’a adwokatem w sprawie zbrodni Eisenhowera na skutek ambrose’owego
                      dyrektorowania Eisenhower Center. Wiesz, Mój Drogi Windows3.1 – gdy chodziłem
                      do Szkoły Podstawowej nr 219 w Warszawie im. Wandy Wasilewskiej to też bym nie
                      dał złego słowa powiedzieć na ten szatański pomiot :-)

                      Pozdrawiam i podnoszę ręce do góry – już dalej nie brnę w tę dyskusję

                      C.
                      • windows3.1 weekend z głowy 10.01.04, 22:38
                        człowieku, ukradłeś mi tak na oko z pół weekendu (przyszłego), bo chyba tyle mi
                        zejdzie na eksplorację podanych linków. Ale postaram się być godnym swojego
                        szkolnego patrona Marcelego (dla ułatwienia dodam, że nie był to Marceli
                        Handelsman).
                        • Gość: Cattaraugus Sam się prosiłeś :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 22:46
                          Oj, Drogi windows, chyba poszedłbym z Tobą na wódkę, a robię coś takiego raz na
                          dekadę i to - wyobrażasz sobie chyba! - że nie z byle kim.

                          No to za towarzyszy Wandę i Marcelego...

                          C.
    • Gość: Cattaraugus Gwałty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 01:21
      Autor: tak-uwazam
      Data: 07.01.2004 21:03

      To co sie potem dzialo w Berlinie (masowe gwalty) od maja do pazdziernika 1945
      roku nie zostalo i prawdopodobnie nie zostanie opublikowane jak rowniez zbadane
      przez historykow.
      --------------------------------------------------------------------------------

      Może nie będzie tak źle. Patrz poniżej:

      www.cdi.org/russia/johnson/5613-6.cfm
      • Gość: Zulu Re: Gwałty IP: *.telia.com 08.01.04, 17:52
        tak -uwazam napisal;

        > To co sie potem dzialo w Berlinie (masowe gwalty) od maja do pazdziernika
        1945
        > roku nie zostalo i prawdopodobnie nie zostanie opublikowane jak rowniez
        zbadane
        >
        > przez historykow.
        TV Szwedzka w roku 1995 podala pare wywiadow z niemkami ktore byly zgwalcone w
        latach 1945 w Berlinie.Jest pare kobiet oczywiscie starsze Panie i reporter
        pyta sie jednej jak sie czulas zdaje sie u Ciebie bylo w kolejce 12 zolnierzy
        sovieckich? Kobieta sie usmiechnela przyjaznie i odpowiedziala wiesz co, byly
        wieksze problemy w zyciu niz ten jeden no coz wojna.Osobiscie rozmawialem z
        wieloma kobietami i wiekszosc wspominala ten okres jak gehenne.Natomiast
        opowiadal nasz sasiad jeszcze z Polski ktory wrocil z internowania po
        Powsttaniu Warszawskim do Polski. Opowiadal; wracalismy grupa,mielismy na sobie
        mundury zniszczone khaki,szlismy na piechote,byla taka radosc ze jestesmy wolni
        spiewalismy donosne piosenki powstancze. Dochodzimy do jakies wioski ,oczom nie
        dowierzamy wychodza kobiety cala wies ustawiaja sie kolo plotu w rzedzie i
        podnosza kiecki do gory i wypinaja nagie tylki.Mysmy sie zdziwili co to za
        przedstawienie.nawet jeden z kolegow chcial sie przyjrzec blizej.Koledzy dali
        mu wpysk zeby sie usopokoil i nie robil z siebie zwierzecia. Byly to rozne
        kobiety od 15lat dziewczeta do staruszek 75letnich.Zatrzynmali i sie pytaja po
        niemiecku dlaczego one tak sie wietrza?.Zapytaly sie czy Wy nie jestescie
        rosjanami?,odpowiedz padla nie.Ucieszyly sie i zaczely opuszczac kiecki
        zgromadzily sie kolo naszych zolnierzyy i zaczely plakac i opowiadac.Ze
        rosjanie codziennie jak przechodzi wojksko to musza w tenm sposob witac.wojsko
        sie zatrzymuje i wszystkie sa gwalcone.<Zolnierze stoja w kolejkach i gwalca na
        stojaco od tylu.Niewazne czy to dziewczynka czy starsza,nie odgrywa roli czy
        ciezarna czy ma okres ,totalne zezwierzecenie.Polacy zachowali sie po
        szarmancku kobiety zaczely wynosic zdomu zywnosc i karnmic naszych.mezczyzn
        wogole w wsi nie bylo.Opowiadaly ze jak ktoras odmawiala i krzyczala
        natychmiast strzelali w glowe i nawet trupa gwalcili.Takze w bardzo krotkim
        czasie zostaly nauczone tego powitalnego przyjecia.
        Jeszcze macie jedno wspomnienie naocznego swiadka tamych czasow moj sasiad
        zmarl w roku 1980 byl zieciem znanego profesora przedwojennego z Warszawy.
        Te zeznanie bo tak mozna nazwac opowiedzial w wielkiej tajemnicy jeszcze w
        latach terroru stalinowskiego mnie jako 10letniemu chlopcu.Wiedzialze sie
        interesuje druga wojna swiatowa.Byl schorowany i niwiedzial czy bedzie zyl.
        Zaufaniem dazyl wielkim.Wiedzial ze ja nic nie zapisuje i wszystko panmietam.
        Pzdr.Zulu
    • windows3.1 Churchill vs Eisenhower 08.01.04, 18:55
      wszystko wskazuje na to, że kluczową decyzję podjał Eisenhower między 24 a 30
      marca. Niby logiczne, skoro Roosevelt był w tych dniach już na marach. Ale z
      drugiej strony, cóż to była za okazja dla Churchilla, który raptem zostawał sam
      na placu! Jak to się stało, że w końcu marca 1945 ten stary wyga dał się tak
      obejść, i to prostodusznemu Ike’owi? Czyżby jak zwykle, zablokował go Foreign
      Office?
      • tak-uwazam Re: Churchill vs Eisenhower 08.01.04, 20:15
        Moja intencja bylo skierowanie naszej wymiany mysli do tematu walk o Berlin.

        Natomiast krotka dygresja na temat Eisenhowera byla jako przeciw-waga do calkowitej
        i swiadomej premedytacji zachodnich Aliantow do pelnej zgody na przyszla dzialanosc
        "zwycieskiego zolnierza Armi Czerwonej" w otwartym miescie Berlin.

        Mysle, ze mozemy spokojnie dyskutowac oraz szperac dostepne dokumenty na temat
        obozow stworzonych przez Eisenhower'a po 1945 roku.
        Nie groza nam betonowe klocki i utopienie w nieznanych wodach np. Atlantyku.

        Rowniez dziekuje "Cattaraugus" za polaczenie do Johnson's Russia List,
        widocznie musialem przeoczyc ta ciekawa wypowiedz z grudnia 2001.

        Tak, Churchill byl zablokowany przez Foreign Office oraz innych.
        Ale to juz inny temat, rowniez wart glebszej analizy.

        Znowu skocze na inny temat.
        Ostatnio szperalem i szukalem opracowan na temat poklosia psychologicznej walki narzuconej Niemcom po 1945 roku.
        Bardzo ciekawe znalazlem konkluzje ale rowniez niedosyt w zamalym opracowaniu tego tematu.
        Temat ten nabiera duzego znaczenia jesli sie wezmie pod uwage ostatnie wypowiedzi politykow Niemieckich.
        Zwlaszcza obecnie obserwujac nowe pokolenie Niemcow idace ku zyciu politycznemu w swoim kraju.
        • Gość: Cattaraugus W piętkę...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 02:54
          tak-uwazam napisała:

          > Moja intencja bylo skierowanie naszej wymiany mysli do tematu walk o Berlin.
          --------------------------------------------------------------------------------

          Ale co my mądrego wymyślimy? Na potrzebę tej dyskusji trzeba by szybko kupić w
          Amazon.com setkę książek tych alianckich oficerów lub historyków, którym przez
          życioryś realnie przewinął się choćby sam tylko Ike, Bradley, Patton i Monty.

          Piszę to, patrzę na swoją półkę z kanonem "Krucjata w Europie", "Wojna jak ją
          poznałem", "Żołnierska epopeja", malutkie dziełko Monty'ego "Inwazja na Europę"
          plus ewentualnie "Wojna i pokój" Jamesa M. Gavina i cóż z tego? Przecież to
          jest informacyjna pulpa z gatunku autopublic relations. Bierze się do ręki
          dowolną inną książkę oficerów z WWII ETO i te same sytuacje opisywane przez
          wspomnianych panów już wyglądają inaczej.
    • Gość: SAGGER cz ma ktoś w miarę wiarygodne dane o stratach IP: 80.51.247.* 11.01.04, 09:29
      obu stron w tej bitwie?
      • Gość: Zulu Strat nie ,ale filmy tak IP: *.telia.com 11.01.04, 11:51
        Nie nie mam.Mam film i to kolorowy pokazujacy jak zgromadzano w kwadracie dw
        kilometry na dwa kilometry wszystkie szarze od SS i Werhmahtu za plotem i widac
        bylo w jakim stanie to wyglada strzezone przez uzbrojone wojsko.jak tylko
        gtdzies zobacze stare kroniki to zaraz nagrywam,pamietam to pokazano w dniu 50
        rocznicy zakonczenia wojny.Bylo pierwszy raz publikowane i faktycznie krecone
        na color kodak juz w roku 1945.To jest bardzo ciekawy filmok.20minut pokazujacy
        wejscie amerykanow do Paryza miedzyinnymi internowanie tych poprancow.W sumoie
        sie niechce chwalic ale zebralem tego okolo chyba 20godzin.Oczywiscie na VHS.
        Miedzy innymi mam ciekawe gloryfikujace filmiki Adzia,to mozna porownac z
        ubostwianiem przez komuchow Stalina niczym sie ta balwochwalczosc nie rozni.
        Filmiki jak tresowano Hitlerjugend od prawie 3lat w az do 16 roku zycia.
        O Ironio dzisiaj moim dobrym kolego jest wnuk tworcy hilterjugend.Tak swiat sie
        zmienia i tamte czasy juz nie powroca.Historia jest ciekawa i porywajaca.
        Pzdr.Zulu
      • windows3.1 no to może ja zacznę 12.01.04, 10:27
        Tak, to jest dobre pytanie. Niestety ani stare i słuszne pozycje (Encyklopedia
        II WŚ), ani nowe i niesłuszne (Beevor, „Berlin 1945”) nie plamią się podaniem
        interesującej nas statystyki. Internet podaje najróźniejsze bzdury np.
        www.worldwar2database.com/html/berlin.htm twierdzi, że „the Soviets
        sustained 305,000 dead; the Germans sustained as many as 325,000, including
        civilians”.Trzeba więc pokombinować.

        Kriwoszejew wyliczył, że w 1945Q2 Sowieci stracili bezpowrotnie (KIA, MIA)
        243.000 ludzi. Nie mam rozbicia tej cyfry na poszczególne operacje, możemy
        spróbować to oszacować. W kwietniu i maju Armia Czerwona oprócz terenów na
        zachód od Odry i Nysy, prowadziła jeszcze walkę: w Kurlandii, wokół Królewca, w
        delcie Wisły, w na dolnośląskich przedgórzach Sudetów, we Wrocławiu, na
        Morawach, w zachodniej Słowacji, na pograniczu węgiersko-austriackim, wokół
        Wiednia, w Serbii i południowej Chorwacji. Na północy (oprócz zakończonych
        bodaj 8 kwietnia walk o Królewiec oraz Wrocławia) były to blokady, na południu
        były to walki pościgowe z przeciwnikiem będącym już w stanie rozkładu (za
        wyjątkiem walk o Wiedeń). Całkowicie z palca zgaduję, że na centralny odcinek
        frontu (Odra i Nysa) przypada jakieś 200.000. Teraz pytanie, czy do operacji
        berlińskiej wliczać całość działań wszystkich frontów od Bałtyku do Sudetów?
        Chyba nie; 2. Front Białoruski uderzał na Meklemburgię i o kierunek berliński
        nawet nie zahaczył. Podobnie południowe skrzydło 1. Frontu Ukraińskiego, które
        kierowało się raczej na Drezno. Ale ile odliczyć na oba te kierunki? Sama 2.
        AWP, której Niemcy omal nie rozjechali pod Budiszynem, straciła w kwietniu i
        maju 11.000 ludzi (KIA+MIA), więc chyba co najmniej 50.000 ludzi...
        Powiedziałbym więc, że w operacji berlińskiej bezpowrotne straty radzieckie to
        sto tysięcy z dużym hakiem; może 130.000, a może 150.000.

        Z Niemcami sprawa jest niewiele prostsza. Overmans wyliczył podobno (podaję na
        odpowiedzialność nemo, który kiedyś był uprzejmy przepisać trochę cyferek), że
        w 1945Q2 Niemcy stracili przeciw Sowietom 282.000 ludzi, przy czym jak
        rozumiem, jest to KIA + MIA (uwaga, przed kapitulacją! Czyli np. ci którzy
        poddali się 9 maja i potem, np. w Kurlandii albo w delcie Wisły, nie wchodzą do
        rachunku). Znowu, w kwietniu i maju Niemcy bronili się w wielu miejscach od
        Kurlandii po Adriatyk (zob. powyżej), ale do większych bitew (za wyjątkiem
        Królewca, Wrocławia i Wiednia) raczej nie dochodziło; na północy walki miały
        charakter statyczny i raczej anemiczny, na południu Niemcy (w tym również
        sławetne dywizje Waffen-SS) zajęci byli głównie wianiem na zachód żeby poddać
        się Amerykanom, i też raczej nie szli do radzieckiej niewoli. Ile trzeba
        odliczyć? Na pewno więcej niż w przypadku Sowietów. W samym Wrocławiu do
        niewoli poszło ponad 40.000, a do tego trzeba przecież doliczyć zabitych; w
        Królewcu i Wiedniu odpowiednio mniej, ale też sporo. Potem trzeba odliczyć
        straty niemieckie w Meklemburgii i Saksonii, czyli na obszarach raczej nie
        objętych operacją berlińską. Powiem szczerze, że ta szacunkowa arytmetyka robi
        się w tym momencie za trudna i dla mnie traci sens. Dodam jeszcze że zdaniem
        Encyklopedii, w okrążonym Berlinie było 150.000 wojska, a poddało się 134.000,
        co czyni niemieckie straty podejrzanie małymi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka