sowietolog1
08.04.14, 01:05
wygrać wojnę na wschodzie w ramach zakładanego Blitzkiegu, pokonując ZSRS w zakładanym/planowanym czasie? Tzn. przynajmniej zająć przed zimą zakładane, strategiczne cele (Moskwa, St. Petersburg, roponośny Kaukaz), co na pewno spowodowałoby śmierć Stalina (z rąk Niemców, samych Rosjan/Sowietów czy przez samobójstwo) i wywołało chaos, wręcz anarchię w całym kraju. "Kraju", ponieważ "państwa", nomen omen totalitarnego państwa, opierającego się na jednoosobowej władzy (cassus Hitlera i III Rzeszy, Mussoliniego i faszystowskiej Italii, Husseina i Iraku, Kaddafiego i Libii czy ciągle funkcjonującego Assada i Syrii) w praktyce już by nie było. Zapewne wówczas część elit władzy (zarówno wojskowych, jak i cywilnych) ewakuowałaby się za Ural, natomiast część podjęła próbę rokowań z Niemcami, negocjując warunki kapitulacji i okupacji europejskiej części Rosji.
Po pierwsze, pisząc o powyższym pytam wyłącznie o aspekt militarny czy militarno-ekonomiczny (ekonomika i logistyka wojen), bez zagłębiania się w kwestie polityczne i społeczne (pozycja "sojuszniczej" II RP u boku III Rzeszy, problem licznych polskich Żydów i innych mniejszości, póżniejsze konsekwencje w przypadku wygranej lub przegranej Niemiec, tzn. możliwe wchłonięcie przez III Rzeszę lub współodpowiedzialność za II WŚ).
Po drugie, warto pamiętać i pisać o takich aspektach, jak np. możliwość przerzucenia na front żołnierzy Wehrmachtu okupujących Polskę i pacyfikujących miejscową ludność, partyzantkę (wówczas w ogóle nie zaistniałaby AK), oraz pewniejsze i płynniejsze dostawy z Niemiec (i Polski) na front wschodni.
Po trzecie, czy tak liczna polska kawaleria, zdolna do szybkich eskapad i manewrów, nie byłaby tym, czego właśnie siłom niemieckim zabrakło podczas walk ukraińskich i rosyjskich stepach. Czy czasem nie umożliwiłaby ona realizację założeń Operacji Barbarossa? Polacy zapewne chętniej, mężniej i odważniej bili by się z Sowietami niż "sojuszniczy" Węgrzy czy Rumunii. Zwłaszcza licząc na korzystną dla Warszawy korektę wschodniej granicy II RP. Niekoniecznie "aż po Smoleńsk", hehe, ale po Mińsk (cała Białoruś) i po Żytomierz (część zachodniej Ukrainy).