james_bond_007 26.11.06, 21:26 Co wiecie o tym projekcie? moto.allegro.pl/show_item.php?item=145498575 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wiarusik Re: 1992: polski WSB? PZL-230 Skorpion 26.11.06, 21:48 Tyle,że był nie z tej ziemi;) Odpowiedz Link Zgłoś
wiarusik Re: 1992: polski WSB? PZL-230 Skorpion 26.11.06, 21:50 Fajna zabawka;) Na pedały?;) Ile?100 złotych?200? Odpowiedz Link Zgłoś
jopekpl Re: 1992: polski WSB? PZL-230 Skorpion 26.11.06, 23:16 james_bond_007 napisał: > Co wiecie o tym projekcie? > moto.allegro.pl/show_item.php?item=145498575 Niestety nie był to projekt samolotu wielozadaniowego więc skrót WSB tu nie pasuje .Miał być to samolot uderzeniowy lub po staroświecku można by go nazwać liniowym coś jak by odpowiednik Su 25 czy A10 oczywiście na miarę naszych możliwości .opis projektu był zamieszczony w NTW chyba właśnie z 1992r jak znajdę to podam dokładnie w którym. SWOJĄ drogą myślałem ze makieta trafiła raczej do jakiegoś muzeum a nie w prywatne ręce,ktoś będzie miał fajny model w swojej kolekcji. Odpowiedz Link Zgłoś
jopekpl Re: 1992: polski WSB? PZL-230 Skorpion 26.11.06, 23:45 Trochę danych projektowanych :długość całkowita 9,3m rozpiętość 9m maksymalna masa startowa 10 000 kg masa środków bojowych 4 000kg masa paliwa 3 500l prędkość max 1000km/h max.prędkość wznoszenia 95m/s czas zakrętu o 180 stopni 5 s długość rozbiegu z trawy 400m promień działania z 1 godz walki 300km.To tyle ,dane za NTW nr2/93. Trochę nie pasują mi tu masy 10000 kg startowa, -4000 uzbrojenie,-3500l (ok3000kg)paliwa to dało by tylko 3000kg wagi na płatowiec silniki i awionikę,nie znam się na tym ale wydaje mi się trochę za mało. Odpowiedz Link Zgłoś
axx611 Re: 1992: polski WSB? PZL-230 Skorpion 27.11.06, 00:27 Moze chciano to zrobic w ramach offsetu z USA. Ale tylko makiete bez samolotu. Odpowiedz Link Zgłoś
azyata Hmm... 27.11.06, 11:39 Kiedyś było takie czasopismo "Lotnictwo Aviation International" (LAI). Zaczęło wychodzić na początku lat 90tych (1991 albo 92). Bodaj czy nie w drugim numerze tego pisma pojawiła sie informacja o projekcie samolotu Skorpion, przeznaczonego do zwalczania celów naziemnych. Pokazali zdjęcia modelu, nawet nie makiety. Miał mieć dwa silniki turbośmigłowe, ze śmigłami pchającymi... pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
michalgajzler Re: Hmm... 27.11.06, 11:59 azyata napisał: > Kiedyś było takie czasopismo "Lotnictwo Aviation International" (LAI). Zaczęło > wychodzić na początku lat 90tych (1991 albo 92). W 1991. A pisała tam (w LAI) m.in. jedna z osób pojawiających się tu czasem na forum;)). >Bodaj czy nie w drugim numerze > > tego pisma pojawiła sie informacja o projekcie samolotu Skorpion, > przeznaczonego do zwalczania celów naziemnych. Pokazali zdjęcia modelu, nawet > nie makiety. Miał mieć dwa silniki turbośmigłowe, ze śmigłami pchającymi... Dokładnie. W 2 numerze był opisany projekt w wersji turbośmigłowej. Chyba dwa czy trzy lata później opisywano kolejne wersje projektu (w tym tą od której zaczął się ten wątek). O samym Skorpionie pare wątków na forum już kiedyś było. Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: Hmm... 27.11.06, 12:51 > azyata napisał: > Kiedyś było takie czasopismo "Lotnictwo Aviation International" (LAI). -------------------------------------------------------------------------------- Było. :-) > azyata napisał: > Bodaj czy nie w drugim numerze tego pisma pojawiła sie informacja > o projekcie samolotu Skorpion -------------------------------------------------------------------------------- W numerze 1/1991. > azyata napisał: > pojawiła sie informacja o projekcie samolotu Skorpion, > przeznaczonego do zwalczania celów naziemnych. Pokazali zdjęcia modelu, nawet > nie makiety. Miał mieć dwa silniki turbośmigłowe, ze śmigłami pchającymi... -------------------------------------------------------------------------------- Informacja była moja po długim wywiadzie z głównym konstruktorem tego samolotu inż. Andrzejem Frydrychewiczem. Oprócz zdjęcia makiety „pokazali” też mój rysunek wersji turbośmigłowej z silnikami pchającymi, jaka to wersja w chwili przeprowadzania przeze mnie wywiadu z inż. Frydrychewiczem wydawała się najbliższa jakiejkolwiek wstępnej fazy myślenia o niej, zainteresowania nią WLiOP, szukania do niej partnerów zagranicznych, a byli tacy i nawet chcieli nieodpłatnie dawać podzespoły do prototypu Skorpiona. Wszystko było wtedy „tajne/poufne”, więc rysunku fabrycznego tej wersji Skorpiona nie dostałem, bo nie dostały go żadne media, nawet lotnicze, ani też rysunek tej wersji nie ukazał się w żadnym prospekcie PZL-Okęcie. Żadne błagania o taki dokładny rysunek, który wisiał i leżał przede mną w chwili przeprowadzania wywiadu nie były skuteczne, ani nawet powoływanie się na fakt, że mój ojciec i inż. Andrzej Frydrychewicz to serdeczni koledzy ze studiów i wręcz z jednego roku i tego samego wydziału. Nic nie pomogło i poniekąd słusznie – jak wojsko, to wojsko. :-) Dostałem jedynie materiały do wykonania rysunku przeze mnie, w tym różne opisowe dane geometryczne plus różne fotografie makiety pod różnymi kątami, na szczęście także w rzutach „względnie prostopadłych” do osi podłużnej samolotu. Rysunek, jaki zrobiłem, inż. Frydrychewicz zaakceptował. Przy okazji wszelkich informacji o Skorpionie zawsze zapomina się o jeszcze jednej jego funkcji. Gdy on powstawał, choć tylko na papierze, to na świecie zapanowała moda na samoloty zwane „helicopter killer”. Ten termin robił ówcześnie furorę w mediach lotniczych. Jednocześnie w Polsce był to czas permanentnego naruszania polskiej przestrzeni powietrznej przez różne latadła zza wschodniej granicy. Skorpion miał być także polskim „helicopter killerem”. Miał być niezwykle manewrowy dzięki unikatowemu systemowi sterowania (obracania) całymi końcówkami skrzydeł, a nie tylko lotkami i/lub sterolotkami. Tak na marginesie jeszcze tego rysunku Skorpiona w LAI 1/1991 można pokazać, jakimi metodami pracuje się u polskich wydawców. Od chwili wywiadu z A. Frydrychewiczem do chwili oddania numeru LAI do drukarni było kilkadziesiąt godzin. Nie zapomnę nigdy mojej mordęgi nad rysunkiem PZL-230 Skorpion do „Lotnictwa AI” nr 1/1991, str. 5. Mimo że mam tatę konstruktora lotniczego, który rysuje i kreśli przewspaniale i wielu rzeczy mnie nauczył, to jednak ten Skorpion był moim małym koszmarem. Trzy dni i dwie noce rysowałem tego Skorpiona obliczając różne rzeczy z materiałów, jakie dostałem. Narysowałem, podpisałem się, a pięć lat później Julian Malejko z zanikiem jakichkolwiek manier, wstydu i prawa skopiował mój rysunek Skorpiona ze wspomnianego „Lotnictwa AI” nr 1/1991 i przypisał go sobie myśląc zapewne, że nasza redakcja dostała z PZL-Okęcie taki reklamowy rysunek Skorpiona, co to jest produktem firmowej machiny public relations i prawa autorskie tutaj nie obowiązują, choć w oryginale jak byk stoi podpisane „G. Czwartosz”. A obywatel Julian Malejko zaczernił tylko kabinę mojego Skorpiona, dodał dwa cienie na kołpakach, wyrżnął mój podpis i opublikował to sobie na rachunek własnego nazwiska w książeczce „Wings of Poland 1996”, str. 114-115 (Altair 1996). Takimi „szlachetnymi” metodami też się „pracuje” w polskich mediach lotniczych. Pozdrawiam G. Cz. Odpowiedz Link Zgłoś
grogreg A inne jadowite? 27.11.06, 14:02 Byla jeszcze Cobra, - ciezsza od Skorpiona i czysto uderzeniowa (miala chwyt powietrza jak w YF-107) i Szerszen - podobny do koreanskiego AT-50. Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: A inne jadowite? 27.11.06, 17:49 > grogreg napisał: > Byla jeszcze Cobra, - ciezsza od Skorpiona i czysto uderzeniowa (miala chwyt > powietrza jak w YF-107) i Szerszen - podobny do koreanskiego AT-50. -------------------------------------------------------------------------------- :-) :-) :-) A czego myśmy nie mieli? Jeszcze raz przemówię jako były szef działu byłego LAI. Nasi sąsiedzi i światowe pakty wojskowe po obejrzeniu tylko dwóch numerów LAI 5/1992 i 6/1992 powinni wołać o pomoc chyba już tylko UFO. :-) 1. Samolot szturmowy Pirania A. 2. Samolot szturmowy Pirania T. 3. Samolot szturmowy PZL-230 Skorpion. 4. PZL-130 Orlik Helicopter Killer z ruchomą płetwą podkadłubową sterowaną czymś w rodzaju FBW. 5. Samolot AWACS Pirania SaRe. 6. Śmigłowiec myśliwsko-szturmowy Sokół WS. 7. Śmigłowiec myśliwsko-szturmowy Sokół MS. Główny konstruktor, pilot doświadczalny, producent i użytkownik tego sprzętu lotniczego to Jacek Kończak - jego rysownik. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
michalgajzler Re: A inne jadowite? 27.11.06, 18:16 A właśnie - jeśli można spytać, a czyjego autorstwa był zamieszczony w LAI (5/92) tekst o Piranii? "Icz" w podpisie mnie cokolwiek zastanawiało? Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: A inne jadowite? 27.11.06, 18:39 > michalgajzler napisał: > A właśnie - jeśli można spytać, a czyjego autorstwa był zamieszczony w LAI > (5/92) tekst o Piranii? "Icz" w podpisie mnie cokolwiek zastanawiało? -------------------------------------------------------------------------------- "Icz" to musi być nasza Pani sekretarz redakcji z tamtych czasów - świetna, przemiła i superfachowa Pani Iwona Czech. Ten tekst to była lepsza mordęga jako coś w rodzaju "pracy zbiorowej" ludzi (o ile dobrze pamiętam) z IL i różnych PZL-ów. Uzgodnienia różnych rzeczy w tym tekście trwały tyle, bo dużo tam było różnych chętnych do dopisywania czegoś, albo skreślania czegoś, że trzeba to było okiełznać, a że Pani Iwona z PZL-ami była za pan brat to wzięła towarzystwo mocną ręką a potem już sama musiała się podpisać po sporym nakładzie pracy nad tym wszystkim. Chyba niczego nie pokręciłem. :-) :-) :-) Pozdrawiam G. Cz. Odpowiedz Link Zgłoś
michalgajzler Re: Hmm... 27.11.06, 18:09 grzegorz-cz napisał: > W numerze 1/1991. Ha, aż zanurkowałem pod biurko i wydobyłem wspomniany numer. Skleroza mnie dopadła. Faktycznie, pierwsze informacje to był ten numer:). A w drugim pokazał się ciąg dalszy o Skorpionie (z okładką włącznie). Swoją drogą, to było fajne czasopismo. Dużo lepsze od np. obecnej SP... Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: Hmm... 27.11.06, 18:46 > michalgajzler napisał: > Swoją drogą, to było fajne czasopismo. Dużo lepsze od np. obecnej SP... -------------------------------------------------------------------------------- Bo kawał ludzkiego serca w tym było bez patrzenia na to, czy się na tym zarabia, czy nie. Idealnych czasopism lotniczych nie ma, LAI też nim nie było, wpadało wiele razy w pętlę różnych niemożności, ale każdy stawał na głowie, żeby jakaś umowna średnia była przyzwoita. Pozdrowienia :-) G. Cz. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Re: Hmm... 27.11.06, 19:06 A właściwie czemu i kiedy LAI padło? Pytam, bo koło 1993 przestałem się na ładnych parę lat interesować tematyką lotniczo-zbrojeniową, traktując ją pogradliwie jako szczenięcość, z której się wyrasta ;-) Ostatnie swoje LAI nabyłem latem '93, potem przestałem rejestrować... Odpowiedz Link Zgłoś
michalgajzler Re: Hmm... 27.11.06, 19:25 dreaded88 napisał: >Ostatnie swoje LAI nabyłem latem > '93, potem przestałem rejestrować... To kolega stracił "kilka" numerów;). Na początku 1995 jeszcze wychodziło (przynajmniej to ostatnie numery jakie mi się uchowały). Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: Hmm... 27.11.06, 21:26 > dreaded88 napisał: > A właściwie czemu i kiedy LAI padło? -------------------------------------------------------------------------------- Słynna niewidzialna ręka rynku. :-) Wszystkie czasopisma lotnicze w Polsce – z wyjątkiem jednego – tkwią w zaklętym kręgu ekonomicznym. Dochodzą do takiego etapu, że jakoś z biedą same egzystują, wówczas wypadałoby się rozwinąć, ale rozwinąć się nie można, bo nie ma na to środków, a nie ma na to środków, bo się nie można rozwinąć i na przykład błysnąć przed reklamodawcami większą „target grupą”, szatą graficzną, nakładem itp. I obłędne koło się zamyka. Jest to typowa polska schizofrenia krajowych czasopism lotniczych a nie ma w tym winy poszczególnych redakcji i wydawców. Po prostu sektor jest nie oszałamiająco dochodowy, ujmując problem eufemistycznie. Może gdyby zarobki w „target grupach” czasopism lotniczych były wyższe to i nakłady byłyby wyższe i dochody w związku z tym także, ale wszyscy dobrze wiemy, jak jest – zazwyczaj bierze się czasopismo lotnicze w dłonie i kupuje się je tylko wtedy, gdy jest w nim coś interesującego dla nas. Z czasopismami lotniczymi jest identycznie, jak z publicystami lotniczymi, albo szerzej wojskowo-historycznymi. Żeby być takim publicystą to trzeba mieć jeszcze inny, a najlepiej dwa inne zawody, żeby mieć z czego dokładać do swoich artykułów lotniczych, czy wojskowo-historycznych. Jak 23 lata jestem takim dziennikarzem i/lub publicystą to chyba jeszcze nigdy nie zarobiłem na jakimś artykule. Zawsze, absolutnie zawsze trzeba do tego dołożyć, nawet do ilustracji własnego artykułu. I dokładnie te same zjawiska przenoszą się na wydawców. Jak to wgląda w praktyce to widać na polskim rynku. Na swoje ambicje lotnicze, albo szerzej wojskowo-historyczne wydawca musi zarobić gdzieś indziej. Jest tylko jeden jedyny wydawca w Polsce, który stworzy autorowi lotniczemu lub wojskowo- historycznemu cieplarniane warunki do pracy. Taki wydawca da zaliczkę, zapłaci za dowolne ilustracje z dowolnego archiwum świata, opłaci do tych ilustracji prawa autorskie, zapłaci autorowi pełne honorarium nawet przed ukazaniem się na rynku jego artykułu lub książki – aby tylko autor stworzył dobre jakościowo dzieło. Jest tylko jeden taki ktoś w Polsce. A jak to się dzieje? Ano tak, że ów wydawca to przy okazji potężne wydawnictwo druków komercyjnych – od ulotek akwizytorskich po wszelkie książki szybko schodzące z półek. I to jest jeden jedyny wyjątek w Polsce działający wg opisanej przeze mnie zasady, że na ambicje trzeba zarobić gdzieś indziej. Wszyscy inni wydawcy prasy lotniczej, albo ogólnowojskowej mają na tyle poważne zachwiania płynności finansowej, że płacą autorom z olbrzymim opóźnieniem, ilustracji nie kupują, praw do publikacji... hmm, różnie to bywa, albo też w ogóle nie płacą nikomu i niczego. I tak to się kręci. Pisanie o lotnictwie w Polsce to głównie umowa z samym sobą, co wytrzymam i jak wiele z powyższego systemu pracy. :-) Pozdrawiam i dziękuję za to, że ktoś jeszcze LAI pamięta :-) G. Cz. Odpowiedz Link Zgłoś
virra Dzieki! 28.11.06, 03:32 Wyjezdzajac z Kraju zabralem ze soba pare rzeczy ktore stanowily dla mnie pewna wartosc.W bagarzu znalazlo sie zatem miejsce dla kilkunastu pierwszych egzemplarzy LAI i Fantastyki. I nie zaluje. I jesli moge to chcialbym dzis podziekowac jednemu z autorow tego pisma za wspaniala rzecz jaka byla owczesnie LAI. Odpowiedz Link Zgłoś
azyata Przyłączam się do podziękowań 28.11.06, 08:42 Pierwszy rocznik LAI do dziś stoi na półce w domu rodzinnym... Pismo stanowiło wtedy nową jakość, czuło się zaangażowanie jego autorów, z niecierpliwością czekalo się na każdy nowy numer. pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
azyata I zrobił się poemat dygresyjny 28.11.06, 08:49 Z wątku o koncepcji samolotu bojowego - wspomnienia i rozważania na temat prasy lotniczej i wojskowej. Niektóre elementy koncepcji Skorpiona przypomniały mi (nie wiem czy zasadnie) argentyńską Pucarę, znaną z walk na Falklandach. Mówiło się, że to samolot przeciwpartyzancki. Czyli - z założenia - jak znalazł we współczesnych konfliktach asymetrycznych? pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: I zrobił się poemat dygresyjny 28.11.06, 10:34 > azyata napisał: > Niektóre elementy koncepcji Skorpiona przypomniały mi (nie wiem czy zasadnie) > argentyńską Pucarę, znaną z walk na Falklandach. Mówiło się, że to samolot > przeciwpartyzancki. Czyli - z założenia - jak znalazł we współczesnych > konfliktach asymetrycznych? -------------------------------------------------------------------------------- Też długo o tym rozmawiałem z konstruktorem Skorpiona. Że samolot był dla sił powietrznych uboższych i do działań asymetrycznych to nie ulega kwestii. Pamiętajmy o ówczesnej polskiej polityce. Minister Skubiszewski długo lansował wówczas pojęcie "zbrojnej neutralności" Polski, natomiast WLiOP generalnie zapatrywały się na siebie jako mlecznego brata lotnictwa szwedzkiego. Trudno znaleźć prosty odpowiednik dla Skorpiona. Już nie miał to być samolot COIN, ale jeszcze nie A-10. W nieco luźniejszym tonie nazywano go w PZL albo "A- 10 dla ubogich", albo czymś, co poszło o krok dalej w stosunku do rutanowego ARES-a. Pozdrawiam G. Odpowiedz Link Zgłoś
azyata Jak wyglądały 28.11.06, 12:10 prace nad Skorpionem od strony finansowej? Czy partycypował w nich budżet MON, czy była to własna inicjatywa PZL? Ewolucja polskiej doktryny obronnej w latach 1989-1999 to ciekawa sprawa. Na ile była to zasłona dymna wobec ZSRR-Rosji (do 1991 stacjonowały w Polsce dywizje Armii Radzieckiej) a na ile rzeczywiste ozwierciedlenie poglądów decydentów? Pisząc o samolocie przeciwpartyzanckim mialem akurat na myśli Pucarę, nie Skorpiona. Z uwagi na możliwego przeciwnika i jego potencjał, nasz samolot pola walki należałoby uznać raczej za "partyzancki", czyli właściwie bezsensowny, chyba że rzeczywiście udałoby się wprowadzić w naszym lotnictwie wojskowym "model szwedzki". Natomiast Skorpion miałby szansę (hipotetyczną) zastosowania w obecnie realizowanych misjach WP. Trochę za dużo "gdybologii stosowanej". pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: Jak wyglądały 28.11.06, 17:42 > azyata napisał: > Jak wyglądały prace nad Skorpionem od strony finansowej? Czy partycypował w > nich budżet MON, czy była to własna inicjatywa PZL? -------------------------------------------------------------------------------- Była to inicjatywa własna PZL. Jak na złość nie mogę znaleźć notatek z tego mojego wywiadu na temat Skorpiona, czyli muszę zrobić coś, czego nie cierpię – pisać z głowy. :-) MON jak zawsze w takich przypadkach wyrażał życzliwe zainteresowanie i obiecywał rozpatrzenie wsparcia finansowego, ale chyba jednak do tego nie doszło. Powiedzmy sobie szczerze, że te „prace” nad Skorpionem to nawet nie jest coś takiego, jak naprawdę solidne prace nad Hawkiem, gdy go przerabiano na T-45. Do Skorpiona coś obiecywał dodać KBN. Ponadto nie wsparcie finansowe, ale rzeczowe, obiecywał producent silników, systemu FBW i paru innych rzeczy. > azyata napisał: > Pisząc o samolocie przeciwpartyzanckim mialem akurat na myśli Pucarę, nie > Skorpiona. Z uwagi na możliwego przeciwnika i jego potencjał, nasz samolot > pola walki należałoby uznać raczej za "partyzancki", czyli właściwie > bezsensowny, chyba że rzeczywiście udałoby się wprowadzić w naszym lotnictwie > wojskowym "model szwedzki". Natomiast Skorpion miałby szansę (hipotetyczną) > zastosowania w obecnie realizowanych misjach WP. -------------------------------------------------------------------------------- Dobrze powiedziane. Skorpion samolotem COIN to mógłby być tylko wtedy, gdyby był eksportowany. Wedle politycznej koncepcji Krzysztofa Skubiszewskiego u nas Skorpion faktycznie byłby samolotem nie COIN, ale jak najbardziej IN, jeśli można tak żartobliwie powiedzieć. W zasadzie to Skorpion dobrze wpisywał się na początku lat 90. w ciągle jeszcze wtedy obowiązującą we WLiOP koncepcję DOL. Wprawdzie wszystkie DOL były wtedy katastrofalnie niedoinwestowane i tylko dwa z nich były jako tako czynne, niemniej lista DOL oficjalnych i „zamrożonych” (wyznaczonych a nigdy nie użytych, żeby ich nie demaskować) nadal spoczywała w jakiejś szafie pancernej WLiOP, jak mi powiedziano w ich dowództwie podczas innego wywiadu. Coś mi się jeszcze teraz przypomniało. Gdy robiłem wywiad z konstruktorem Skorpiona to akurat byłem zafascynowany samolotem F-15S/MTD, a głównie jego podwoziem i koncepcją wersji F-15 do użytku na uszkodzonych pasach. Nie chcę teraz zmyślać i palnąć jakiejś bzdury, a też mam materiał o F-15S/MTD gdzieś głęboko w papierach, ale samolot ten miał podwozie przystosowane do bardzo dużej pionowej prędkości opadania (Amerykanie nawet podawali ile m/s, ale teraz nie pamiętam) zupełnie nietypowej dla jakichkolwiek samolotów, jak również do pokonywania zagłębień/wzniesień pasa o głębokości/wysokości – jeśli dobrze pamiętam – plus/minus 15 cm. Czyli był to samolot do twardych lądowań na pasach naruszonych jakimiś środkami bojowymi. Na moje bardzo zdecydowane pytania, jak to miało wyglądać w przypadku Skorpiona usłyszałem, że bardzo podobnie. Samolot ewidentnie był szykowany na DOL i wszelkie inne płaszczyzny startowe nigdy nie szykowane do działań lotniczych. Pozdrawiam :-) G. Odpowiedz Link Zgłoś
cie778 Re: Jak wyglądały 28.11.06, 18:08 > > Jak wyglądały prace nad Skorpionem od strony finansowej? Czy partycypował > > w nich budżet MON, czy była to własna inicjatywa PZL? > > Była to inicjatywa własna PZL. [...] MON jak zawsze w takich przypadkach > wyrażał życzliwe zainteresowanie i obiecywał rozpatrzenie wsparcia > finansowego, ale chyba jednak do tego nie doszło. MON nie. Ale KBN płacił przez parę lat jakieś chore pieniądze. Najpierw z nich kupiono jedną czy dwie stacje z oprogramowaniem do projektowania (proszę zwrócić uwagę na obrazki w Lotnictwie - wersje odrzutowe to są już zrzuty ekranowe) a resztę rozprowadził niezastąpiony dyrektor Leja. i pozwolę sobie skomentować jeszcze jeden fragment: > samolot ten miał podwozie przystosowane do bardzo dużej pionowej prędkości > opadania (Amerykanie nawet podawali ile m/s, ale teraz nie pamiętam) zupełnie > nietypowej dla jakichkolwiek samolotów, jak również do pokonywania zagłębień/ > wzniesień pasa o głębokości/wysokości – jeśli dobrze pamiętam – plus/minus 15 > cm. Czyli był to samolot do twardych lądowań na pasach naruszonych jakimiś > środkami bojowymi. > Na moje bardzo zdecydowane pytania, jak to miało wyglądać w przypadku > Skorpiona usłyszałem, że bardzo podobnie. Obawiam się, że na zdecydowane pytanie dotyczące możliwości bojowych w porównaniu do Gwiazdy Śmierci również padłaby odpowiedź, że "podobne". Pomysł na Skorpiona sprowadzał się do wyciągania z budżetu stosów pieniędzy na PZL-Okęcie. Stąd zresztą zaraz potem wysyo projektów IL i Mielca - też chcieli kasę za friko. > Samolot ewidentnie był szykowany na DOL i wszelkie inne płaszczyzny startowe > nigdy nie szykowane do działań lotniczych. No - gdzieś były nawet teksty o lotniskach gruntowch :-). Przykro mi, ale to co się słyszało/widziało, to był głównie efekt fantazji Pana Frydrychiewicza. Który tak nie do końca sobie zdawał jak takie projekty się robi i gdzie jego Skorpion może nie wyjść, a gdzie na pewno nie wyjdzie :-(. Pozdrawiam jasiol Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorz-cz Re: Jak wyglądały 28.11.06, 20:15 :-) :-) :-) Ja mam trochę związane ręce :-), ale kolega "cie778", nie posługując się białymi rękawiczkami :-), opisał trochę tajemnic poliszynela, z którymi większość polskiego środowiska lotniczego się zgadza. Chciałbym jedno tylko zaznaczyć - nie inż. Andrzej Frydrychewicz jest w tej historii postacią kontrowersyjną, bo to w końcu konstruktor mający nad sobą szefa fabryki. I to szef tej fabryki był przez jednych w Polsce wynoszony na piedestał, przez innych z irytacją ściągany z tego piedestału. Na pewno był mistrzem zaradności życiowej, czegokolwiek sobie nie podstawimy pod to sformułowanie. Czasami ma ono wydźwięk pejoratywny, czasami nie. Manager fabryki lotniczej nie jest od kochania go i lubienia, a jest od dbania o interesy fabryki. W światowej branży lotniczo-zbrojeniowej jeszcze nie takimi metodami się pracuje, jak w polskich PZL-ach. Nie chciałbym, aby winą za sytuację obarczać inż. Andrzeja Frydrychewicza. Skorpion i jego nowatorkskie rozwiązania przerosłyby każdego dowolnego polskiego konstruktora lotniczego, a głównie system, w jakim przychodziło tworzyć tym ludziom. To, co w redakcji LAI można było usłyszeć od jednego z konstruktorów Irydy o procesie tworzenia tego samolotu to mało, że skandal, ale prokuratorska sprawa w każdym normalnym państwie. W każdym normalnym, ale nie w kraju nad Wisłą. Sprawa Skorpiona to tylko epizod w długim ciągu patologii polskiego przemysłu lotniczego. Nie jestem PR-owcem inż. Andrzeja Frydrychewicza, ale skoro już to wiem dzięki pewnemu zbiegowi okoliczności to mogę to napisać. Na wydziale lotniczym zawsze był oceniany jako jeden z najlepszych studentów i wróżono mu dobrą karierę na koniec studiów właśnie z powodu paru wybitnych cech. Wyszło, jak wyszło. Dolina Krzemowa, MIT, stypendia dla ludzi uzdolnionych - to nie PRL. Jakie warunki pracy, takie i osiągnięcia. W tym systemie przepracowały setki polskich inżynierów lotniczych i chyba nie należy ich winić za wtłoczenie ich w widowisko teatru absurdu Harolda Pintera. Pozdrawiam :-) G. Odpowiedz Link Zgłoś
skandy5 "Szturmowy" Kruk 28.11.06, 14:55 Byla i taka koncepcja na bazie rolniczego PZL 106 Kruk. Odpowiedz Link Zgłoś