matrek
22.07.07, 17:31
Jako glos w dyskusji, przytaczam fragment wypowiedzi Mariusz Marchliński
(kimkolwiek on jest), z ktorym niekoniecznie zgadzam sie w wielu punktach. Co
wiecej, uwazam ze jest sprzeczny sam ze soba w wielu miejscach, stawia tez
tezy ktorych niczym nie podpiera, ale jakis tam glosem jest.
"W toku negocjacji pojawiają się informacje, że w zamian za zgodę na
umieszczenie bazy systemu antyrakietowego, Amerykanie mogliby przekazać Polsce
system THAAD (Terminal High Altitude Area Defense), a nie Patriot [28]. Oba
systemy - Patriot PAC-3 i THAAD - są elementami ostatniej linii obrony
rakietowej. THAAD ma trzykrotnie większy zasięg, ale został zaprojektowany z
myślą o rażeniu pocisków rakietowych, a nie samolotów, nie jest tak
uniwersalny jak Patriot w odmianie PAC- 3. Pociski THAAD są z założenia
przeznaczone do zwalczania balistycznych pocisków rakietowych bliskiego i
średniego zasięgu i do wzmacniania obrony rakietowej wojsk czy zadanych
rejonów w razie pojawienia się nowego zagrożenia. Wprowadzenie ich do polskiej
obrony powietrznej nie byłoby racjonalne z narodowego punktu widzenia, nie
miałoby także sensu z punktu widzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego [29].
Na początku stycznia 2007 r. zostało złożone pierwsze zamówienie na seryjną
produkcję zestawów THAAD i pod koniec 2008 r. USA powinny mieć łącznie 20-30
pocisków systemu THAAD oraz ponad 700 pocisków PAC-3, THAAD będzie też z
pewnością znacznie droższy niż PAC-3. USA będą jeszcze przez wiele lat miały
relatywnie niewiele systemów THAAD i wiele obszarów, na których może
teoretycznie być konieczne wzmocnienie obrony rakietowej. Zatem przekazywanie
ich komukolwiek jest mało prawdopodobne. Co innego sprzedaż - tu
zainteresowanie wyraziły wstępnie Japonia, Izrael i inne państwa
bliskowschodnie. Przejęcie przez Polskę systemu THAAD nie miałoby sensu -
lepszym pomysłem jest wykorzystanie do obrony Polski i pośrednio ewentualnej
bazy zestawów Patriot PAC-3 i zintegrowanie ich z polską obroną powietrzną.
Amerykanie mogą natomiast chcieć wzmocnić obronę bazy i oprócz systemu Patriot
zastosować THAAD, przerzucany w razie kryzysu [30].
Jeżeli strona polska zdecyduje się na instalacje[31] amerykańskiej tarczy
rakietowej to wydaje się, że powinna w negocjacjach pomiędzy rządem polskim a
rządem amerykańskim wyodrębnić kilka ważnych elementów.
By skutecznie chronić całą Polskę, trzeba zainstalować w naszym kraju pociski
Patriot. To baterie krótkiego zasięgu, przeznaczane do osłony konkretnych
miejsc. Z pewnością jednak rozmieszczenie trzech-czterech baterii do ochrony
bazy plus np. w pobliżu Warszawy jest sensowne. Patrioty mają Niemcy i
Holendrzy, dlaczego nie mieliby ich mieć Polacy? Trzeba rozstrzygnąć, kto za
to będzie płacił. Czy będą to baterie polskie, czy amerykańskie? Każda bateria
mająca 50-100 pocisków to koszt kilkuset milionów dolarów. Dziś Ameryka
przeżywa niedobór tych rakiet - ma zapas zaledwie 500 pocisków, a rozmieściła
właśnie dodatkowe baterie w krajach Zatoki Perskiej, by bronić je przed
zagrożeniem ze strony Iranu. Polska znalazłaby się więc na liście
oczekujących, ale przecież patriotów nie potrzebujemy już dziś. Za kilka lat
sytuacja się zmieni, bo produkcję tych rakiet wkrótce zacznie Japonia.
Patrioty to bardzo nowoczesna broń, dwie-trzy generacje do przodu w porównaniu
ze zmodernizowanym postradzieckim systemem obrony powietrznej, jakim dziś
dysponuje Polska [32].
Polska powinna starać się o rozmieszczenie nie patriotów [33], lecz jeszcze
nowszej wersji systemu THAAD, chroniącej również przed pociskami krótkiego
zasięgu. Ma on być ukończony w 2009 r., czyli wtedy, gdy ewentualnie ruszy
budowa bazy na terytorium Polski. Rozmieszczenie w Polsce dwóch stanowisk
THAAD - np. jednego pod Gdańskiem i jednego pod Krakowem - osłoniłoby cały
nasz kraj [34].
Innym rozwiązaniem może być przyłączenie się Polski do konsorcjum MEADS,
opartego o pociski PAC-3 i europejskie systemy radarowe. Jest to system
natowski, który ma być gotowy w 2014 roku. Technologia również oparta na
najnowocześniejszych rozwiązaniach wojskowych. Dzięki przyłączeniu się do tego
projektu w Polsce rozwinąłby się sektor badawczo-rozwojowy [35]. Polskie
władze nie powinny jednak patrzeć na tę sprawę z perspektywy wartego kilkaset
milionów uzbrojenia. Muszą zdecydować, czy tak ważna baza USA na terytorium
Polski w perspektywie kilkudziesięciu lat zwiększa, czy zmniejsza
bezpieczeństwo i strategiczne znaczenie Polski. Tylko to może nam pomóc w
odpowiedzi na pytanie, czy lokalizacja bazy się Warszawie opłaca, czy też nie.
W tym miejscu należy przypomnieć słowa Radosława Sikorskiego, byłego Ministra
Obrony Narodowej, który stwierdził, że: „każda tego typu decyzja [36] musi per
saldo zwiększyć zdolności obronne Polski, także po uwzględnieniu ewentualnych
kontrposunięć państw ościennych” [37]. W innym miejscu mówi, że: „Myślę, że
polska opinia publiczna nie zrozumiałaby, gdyby Amerykanie zabiegali o budowę
w naszym kraju bazy, która miałaby chronić przed atakiem rakietowym głównie
Stany Zjednoczone, a nie poparliby naszych starań o instalację, na której
zależy Polsce” [38]."