Dodaj do ulubionych

Wyprawy moskiewskie, Kluszyn i Dymitriada

05.01.08, 02:39
Kto podejmie sie opisac tu ta sprawe?

Geneza, przebieg i final?

Zrobie to ja, jesli nikt nie potrafi, badz nie chce - wolalbym jednak
przeczytac wasze opracowania.
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Wyprawy moskiewskie, Kluszyn i Dymitriada 05.01.08, 02:53

      Sława!

      No jak to???

      Panzer zajechał tak,że klekajcie Narody!

      I nie tylko Narody Rzplitej...
      :)

      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
      • browiec1 Re: Wyprawy moskiewskie, Kluszyn i Dymitriada 05.01.08, 03:02
        Dokladnie. Bo i ostatnio o Dymitriadach bylo,wczesniej pisal o
        wyprawach moskiewskich.A jak z Kluszynem to nie wiem.
    • matrek No to moja wersja - geneza i wojna 05.01.08, 03:16
      Historia konfliktów polsko-moskiewskich wiąże się z historią unii
      polsko-litewskich. Początkowo rywalizacja litewsko-moskiewska o "zbieranie ziem
      ruskich" jest dla tej pierwszej korzystna (do ok. połowy XVw.), prowadzi z
      czasem do utraty przez Litwę przewagi i względnej równowagi sił (2 poł. XVw.).
      Jednak już pierwsza połowa XVIw. była dla Litwy katastrofą. Utraciła ona na
      rzecz Moskwy prawie trzecią część swego terytorium. Straty mogłyby być jeszcze
      większe, gdyby nie zaangażowanie się Polski w konflikt. Od tego czasu Polska
      coraz bardziej wciągana jestw działania na wschodzie (mimo, że nie graniczy
      bezpośrednio z Wielkim Księstwem Moskiewskim). Przełomem staje się unia realna w
      Lublinie w 1569r. . Od tej pory Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie
      stają się jednym państwem, prowadzącym wspólną politykę zagraniczną i mającą
      wspólnych wrogów. Nowe państwo poddane zostaje niemalże od razu ciężkiej próbie.
      Wojska moskiewskie zajmują polsko-litewskie Inflanty. Jednakże spotykają się z
      godną odpowiedzią. Wyprawy Batorego ujawniają olbrzymią siłę zjednoczonego
      państwa. Od tego czasu zarysowuje się wyraźna przewaga Rzeczpospolitej nad
      Moskwą, tym większa, że Wielkie Księstwo Moskiewskie po śmierci Iwana IV
      Groźnego przechodzi głęboki kryzys.

      W samej Rzeczpospolitej od 1588r. panował Zygmunt III Waza- dziedziczny król
      szwedzki. Jego dążenie do odzyskanie utraconego na rzecz swego stryja tronu
      szwedzkiego, stały się jednym z głównych przyczyn podjęcia wyprawy na Moskwę
      (Zygmunt wierzył, że zjednoczone pod jego rządami Polska i Moskwa będą siłą,
      która zmusi Szwedów do przywrócenia go na tron). Oficjalnie miała ona na celu
      odzyskanie utraconych przez Litwę (na początku XVIw.) ziem (szczególnie zaś
      Smoleńska będącego "wrotami" do Litwy). Powodów podjęcia wyprawy było jednakże
      znacznie więcej (wspomniane już osłabienie Moskwy i związane z nimi dymitriady
      tzn. ciąg wypraw panów polskich dążących do osadzenia na moskiewskim tronie
      swojego kandydata ; chęć rozładowania konfliktów wewnętrznych w samej
      Rzeczpospolitej- po rokoszu Zebrzydowskiego i wiele innych). Cały ten splot
      wypadków i dążeń doprowadził do podjęcia w 1609r. kolejnej wyprawy wojsk
      polskich na Moskwę, tym się jednak różniącej od poprzednich, że podjętej w
      imieniu Rzeczpospolitej i pod dowództwem samego króla Zygmunta III (poprzednie
      wyprawy miały prywatny charakter).

      Siły przeciwników:
      Bitwa kłuszyńska charakteryzowała się ogromną dysproporcją sił (na 5 żołnierzy
      rosyjskich przypadał 1 Polak). Co prawda przeciw 35tys. wojsk rosyjskich idących
      na odsiecz Smoleńskowi Zygmunt III skierował wydzielone siły o ogólnej
      liczebności 12 300 ludzi pod dowództwem Stanisława Żółkiewskiego, ale w samej
      bitwie brało udział niecałe 6800 Polaków (z 2 działami- choć inne źródła mówią o
      4 działkach) przeciw ok. 30tys. wojsk rosyjskich (z 11 działami) oraz 5tys.
      cudzoziemców na żołdzie rosyjskim. Pozostałe wojska polskie znajdowały się pod
      Carowem Zajmiszczem (gdzie był dodatkowy oddział 8tys. Rosjan).

      Przed bitwą kłuszyńską:
      We wrześniu 1609 r. armia polsko-litewska obległa Smoleńsk. Formalnie dowodził
      nią król, faktycznie Żółkiewski. Zdobycie Smoleńska okazało się sprawą
      niezmiernie trudną, duże miasto było bowiem potężnie ufortyfikowane, miało
      liczną załogę i mnóstwo chętnych do obrony mieszczan, silną artylerię i znaczne
      zasoby żywności i amunicji. Tymczasem wojska Rzeczypospolitej były nieliczne i
      słabo zaopatrzone, bowiem wojnę rozpoczęto bez odpowiedniej uchwały podatkowej
      sejmu. Oblężenie przeciągnęło się aż do głębokiej zimy, nie przynosząc żadnych
      sukcesów. Gdy część dowódców skłaniała się już do wycofania wojsk spod
      Smoleńska, do obozu polskiego przybyło niespodziewanie poselstwo bojarów
      moskiewskich z rozpadającego się obozu tuszyńskiego Dymitra II Samozwańca.
      Patronował mu propolski wówczas patriarcha Rosji Filaret.

      Po krótkich rokowaniach, w lutym 1610 r., podpisany został układ pod
      Smoleńskiem. Bojarzy uznali za cara królewicza Władysława, w zamian zapewniono
      im udział w rządzeniu państwem, nietykalność osobistą i majątkową, władzę nad
      chłopami. Rzeczpospolita miała uzyskać korzyści terytorialne i handlowe. Po
      zawarciu układu Zygmunt III wydał huczną ucztę dla polskich dygnitarzy i bojarów
      moskiewskich. Ale położenie militarne wojska pod Smoleńskiem w niczym prawie się
      nie zmieniło. Owszem, przybyły posiłki kozackie z Ukrainy, jednak Rosjanie nadal
      twardo bronili miasta. W obozie polskim doszło do ostrych sporów między
      dowódcami, ucichły one jednak wobec wieści o zbliżaniu się potężnej armii
      moskiewskiej idącej na odsiecz Smoleńska.

      Po gorączkowych naradach Zygmunt III wysłał przeciw nadciągającej armii
      moskiewskiej niewielkie siły pod wodzą Żółkiewskiego.


      CNB
      • matrek Kluszyn, przed bitwa 05.01.08, 03:20
        6 czerwca 1610 r. hetman opuścił obóz polski i skierował się na Wiaźmę, ale na
        wiadomość o walkach pułku Aleksandra Gosiewskiego z przeważającymi siłami
        moskiewskimi kniazia Iwana Chowańskiego w Białej, ruszył mu na pomoc. Siły
        polskie były wówczas rozdrobnione, gdyż oprócz pułku Gosiewskiego ścierały się z
        nieprzyjacielem na pograniczu inne jednostki: Marcina Kazanowskiego, Ludwika
        Weyhera, Aleksandra Zborowskiego i Kozacy ukraińscy. Wojska moskiewskie także
        były rozdzielone. Część ich walczyła pod Białą, duża grupa Hrihorija Wałujewa i
        Fiodora Jeleckiego zbliżała się do Carewa Zajmiszcza, główne siły carskiego
        brata Dymitra Szujskiego i generała szwedzkiego, Francuza z pochodzenia, Jakuba
        Pontussona de la Gardie, maszerowały od strony Kaługi.

        Na wiadomość o nadejściu oddziałów Żółkiewskiego wojska Chowańskiego wycofały
        się spod Białej za Wołgę i przestały zagrażać Polakom. Po dwudniowym odpoczynku
        pod Białą hetman pomaszerował więc do Szujska, gdzie stanął 22 czerwca. Dwie
        mile za Szujskiem, pod Carowym Zajmiszczem, stały już oddziały Wałujewa i
        Jeleckiego, blokujące drogę do Moskwy. 23 czerwca hetman na czele pułków
        Kazanowskiego, Wejhera, swojego i dwóch sotni Kozaków ruszył na Carowo
        Zajmiszcze. Wieczorem Polacy zbliżyli się do mocno ufortyfikowanego obozu
        moskiewskiego. W pobliżu jego doszło do starcia pomyślnego dla Polaków.
        Następnego dnia Żółkiewski uderzył z całą siłą na przeciwnika, wyparł go z
        grobli prowadzącej na tyły obozu, osaczył Moskwicinów ze wszystkich stron,
        przerwał im komunikację z zapleczem. Sukces osiągnięto przy minimalnych stratach
        - zaledwie ponad 20 zabitych i rannych. 25 czerwca osaczone pułki moskiewskie
        usiłowały wydostać się z okrążenia, ale zostały z powrotem wyparte do obozu.
        Polacy zbudowali dwa forty koło stanowisk nieprzyjaciela, z których podjęli
        intensywny ostrzał ściśniętych na małej przestrzeni wojsk Wałujewa i Jeleckiego.

        Tymczasem w pobliże nadchodziły główne siły moskiewskie Szujskiego i de la
        Gardii. Wojska Żółkiewskiego znalazły się w potrzasku. Z jednej strony miały
        przeciw sobie 8tys. Moskwicinów zamkniętych w obozie pod Carowym Zajmiszczem, z
        drugiej - prawie 35 tys. żołnierzy Szujskiego i de la Gardii. Będąc w tak
        krytycznym położeniu Żółkiewski wykazał swój wielki kunszt dowódczy.
        Wykorzystując środkowe położenie między wojskami przeciwnika postanowił
        mianowicie zablokować częścią sił ściśnięty obóz Wałujewa i Jeleckiego, z resztą
        wojska uderzyć na główne siły moskiewskie, rozbić je w walnej bitwie, a
        następnie wrócić pod Carowo Zajmiszcze i zmusić do kapitulacji zamknięte tu siły.

        Wieczorem 3 lipca wojska hetmana wyruszyły skrycie przeciw armii Szujskiego i de
        la Gardii. Zamknięci w ufortyfikowanym obozie pod Carowem Zajmiszcze Moskwicini
        niczego chyba nie zauważyli, siedzieli bowiem cicho i spokojnie. Z doniesień
        wywiadu hetman orientował się, że między Rosjanami a cudzoziemcami występują
        silne antagonizmy. Dlatego zawczasu wysłał do cudzoziemców pewnego Francuza z
        listem, w którym wezwał żołnierzy do przejścia na polską, stronę. Niebawem
        Francuz wpadł w ręce dowódców zaciężników i został powieszony, treść listu
        doszła jednak do uszu ich podwładnych i wywołała wśród nich nastroje przychylne
        Polakom.

        Szujski zlekceważył zupełnie słabe siły hetmana. Przypuszczał, że ujdą przed nim
        bez walki, nie wystawił więc nawet straży na przedpolu, nie wysłał podjazdów
        mających obserwować poczynania wojsk polskich. Nie wiedział więc, że maszerują
        one nocą na pogrążony we śnie obóz moskiewski; pokonując z mozołem błotnistą
        drogę, pełną, kałuż i bajor po obfitych niedawno deszczach.
        • matrek Bitwa cz.1 05.01.08, 03:26
          Wczesnym rankiem 4 lipca 1610 r. czoło długiej kolumny maszerującej po wąskiej
          drodze wyłoniło się z lasów na obszerną, polanę zajmowaną przez nieprzyjaciela.
          Oba wojska zrazu omal nie minęły się po drodze i dopiero dźwięki trąbek
          ogłaszających pobudkę naprowadziły czoło kolumny polskiej na obozy wroga. Hetman
          nie mógł jednak wykorzystać zaskoczenia i uderzyć prosto z marszu, wojsko było
          bowiem rozciągnięte na co najmniej kilka kilometrów, zmęczone szybkim tempem
          marszu, piechota pozostała daleko w tyle, a działka ugrzęzły gdzieś w błocie.
          Trzeba było więc poczekać na przybycie dalszych oddziałów, dać chwilę
          wytchnienia żołnierzom i koniom, uformować szyki, ponadto jeszcze rozebrać płoty
          rozciągające się między wsiami Pirniewo i Woskriesienskaja, utrudniające dostęp
          do pozycji przeciwnika. Dzięki temu żołnierze moskiewscy i cudzoziemscy zdołali
          się rozbudzić i ustawić w szyki.

          Armia moskiewsko-cudzoziemska obozowała w dwóch grupach. Po prawej,
          północno-zachodniej stronie, przylegającej do rozległego lasu i wsi Pirniewo
          stały pułki cudzoziemskie złożone ze Szwedów, Niemców, Francuzów, Hiszpanów,
          Flamandów, Anglików i Szkotów. Po lewej, południowo-wschodniej stronie
          przyległej do rzeczki Gżać i wsi Woskriesienskaja, stali Rosjanie. Oba obozy
          leżały na rozległej polanie ciągnącej się daleko na północ, aż za wsie Bogajewo
          i Łagoczychę. Polana ta stanowiła równinę dogodną do przeprowadzenia szarż
          kawaleryjskich. Dopiero za obozami wroga znajdowały się dwa niewielkie
          wzniesienia. W pierwszym rzucie wojsk cudzoziemskich stała piechota ukryta za
          płotem, tylko częściowo rozebranym przez Polaków. W drugim rzucie znajdowała się
          jazda. Pierwsza składała się z pikinierów, muszkieterów i arkebuzerów, druga - z
          rajtarów zbrojnych w rapiery i pistolety. Na lewym skrzydle Szujski ustawił na
          przedzie piechotę pomieszaną z jazdą, z tyłu - samą jazdę. Rosjanie i
          cudzoziemcy mieli 11 dział, ale ich lokalizacja na polu bitwy nie została
          ustalona. Prawdopodobnie działa te zostały w obozie i nie odegrały żadnej roli w
          walce, nic bowiem o nich nie słyszymy.
          Maszerujący na czele polskiej kolumny pułk Zborowskiego hetman ustawił zgodnie
          ze zwyczajem na prawym skrzydle, postępujący za nim pułk starosty Chmielnickiego
          płk. Mikołaja Strusia - na lewym. Skraj prawego skrzydła zajęły pułki
          Kazanowskiego i Weyhera. Komendę nad nimi sprawował rotmistrz królewski Samuel
          Dunikowski, żołnierz wybitny uczestnik wojen moskiewskich Batorego i wypraw
          naddunajskich Zamoyskiego. Pułk hetmański pod wodzą kniazia płk. Janusza
          Poryckiego, stanął nieco z tyłu na lewo od lewego skrzydła i pełnił rolę odwodu.
          Między wymienionymi tu pułkami zajęły miejsce oddzielne chorągwie, nie wchodzące
          organicznie w skład owych pułków. Stały bardziej z tyłu i też pełniły rolę
          odwodu. Przybyły w ostatniej chwili oddział czterystu piechurów kozackich zajął
          miejsce na skraju lewego skrzydła, tuż przy płocie. Maszerujący na końcu kolumny
          oddział dwustu piechurów z dwoma działkami znajdował się jeszcze na drodze do
          Kłuszyna. Nowością taktyczną, było wydzielenie przez hetmana, na wzór Cezara,
          samodzielnego odwodu zapewniającego znaczną swobodę manewru podczas bitwy.
          Żółkiewski śmiało zastosował też ekonomię sił. Główny wysiłek skierował zrazu
          przeciw Moskwicinom i tu skupił większość wojska, natomiast cudzoziemców związał
          tylko walką przy użyciu małej części swej niewielkiej przecież armii.
          Po uszykowaniu wojsk Żółkiewski objechał szeregi, zachęcając żołnierzy do walki.
          Następnie dał znak do boju. Przy głosie bębnów i kotłów husarze czołowych
          chorągwi wysunęli przed siebie kopie i z ogromnym krzykiem ruszyli do szarży.
          Około godziny czwartej rano rozpoczęła się bitwa. Dramatyzm jej scenerii
          spotęgowały wywołane przez Polaków pożary wsi przyległych do pola bitwy.

          Sprawa nie była jednak łatwa, przeciwnik bowiem dysponował ogromną, przewagę
          liczebną,. Szarże odbywały się na przemian przez luki w rozebranym częściowo
          płocie. Pamiętnikarz szlachecki, husarz Samuel Maskiewicz, pisał o nich: "To
          jedno przypomnę do uwierzenia niepodobne, że drugim rotom trafiało się razów ośm
          albo dziesięć przyjść do sprawy i potykać się z nieprzyjacielem (...) bo już po
          częstym do sprawy przychodzeniu i potykaniu się z nieprzyjacielem, jak znowu i
          rynsztunku nam ubywało, i siły ustawały(...) konie też już na poły zemdlone
          mając, bo od świtania dnia letniego aż po obiad godzin pięć pewną z nimi bez
          przestanku czyniąc (bitwę), już i siłę z ochotą zegnali, nad naturę ludzką
          czyniąc." Hetman osiągnął jednak swój cel. Uwikłał wojska moskiewskie w
          długotrwały bój, mieszał je kolejnymi szarżami przeprowadzanymi siłami kilku
          tylko chorągwi, a sprawiającymi wrażenie, że atakuje duża masa kawalerii (bo po
          jednym wypadzie następował zaraz drugi siłami dalszych chorągwi, te zaś, które
          wykonały szarże, wracały na tyły i po krótkim odpoczynku i uzupełnieniu
          wyposażenia, zwłaszcza połamanych kopii, znowu wracały do walki). Doborowy,
          zaciężny polski husarz potrafił jednak sprostać najtrudniejszemu nawet zadaniu,
          wykazał przy tym zdecydowaną, wyższość nad bojarską jazdą i zaciężnymi rajtarami
          wroga.
          Przełom nastąpił po nieudanym karakolu zaciężnej rajtarii moskiewskiej:

          "Widząc nas już słabnących - pisał o tym Maskiewicz - rozkazał (Szujski) dwom
          kornetom rajtarskim, które w pogotowiu w sprawie (tj. szyku) stały przeciwko
          nam, aby się z nami potkały i ci sami za łaską Najwyższego zwycięstwo nam
          uczynili. Bo jak skoczyli do nas nie gotowych i zarazem wypuściwszy strzelbę
          (tj. oddając salwę), poczęli odwrót czynić zwykłym sposobem do nabijania
          (pistoletów lub arkebuzów), a drudzy po nich następowali strzelając, my nie
          czekając póki wszyscy strzelą,, a widząc, że oni odwrót czynią (dla ponownego
          nabicia broni), posunęliśmy się za nimi, jeno pałasze w ręce mając, a ci
          zapomniawszy nabijać (raczej nie zdążywszy) i drugi raz wystrzelić, tył podali i
          wpadli na wszystką Moskwę, która w bramie obozowej w sprawie (szyku) stała i
          pomieszali jej szyki".

          CDN
          • matrek Re: Bitwa cz.2 05.01.08, 03:32

            Szeregi moskiewskie załamały się, zwycięska jazda polska pognała za uciekającymi
            w stronę obozu. Część Rosjan uszła na otwarte pole, bądź przebyła wpław rzeczkę
            Gżać. Pozostali dopadli bram obozu i schronili się za fortyfikacjami polowymi.
            Po oczyszczeniu pola z niedobitków część jazdy polskiej ruszyła w pościg za
            uchodzącymi na północ żołnierzami. "Moskwę nasi z łaski bożej rozgromili na
            milę bijąc, siekąc i dostatki ich, które bogate z sobą mieli, zabierając" -
            donosiła współczesna relacja. Ale część piechoty moskiewskiej pozostała jeszcze
            w zabudowaniach Pirniewa, gotowa walczyć do końca.
            Jeszcze cięższa przeprawa czekała Polaków na ich lewym skrzydle, gdzie mieli do
            czynienia z cudzoziemcami. Wprawdzie zaagitowani przez Żółkiewskiego Anglicy i
            Szkoci nie wzięli udziału w walce, ale Szwedzi, Niemcy, Francuzi i Flamandowie
            bili się dzielnie. Jazda polska musiała tu nacierać przez wyrwy w płocie, tylko
            pojedynczymi chorągwiami. "Na wielkiej przeszkodzie był nam płot, bo Pontus przy
            owym płocie postawił piechotę, która naszych onymi dziurami wpadających i nazad
            odwracających bardzo psowała" - pisał Żółkiewski. Ustawieni za płotem
            muszkieterzy z bliska razili ogniem nacierających jeźdźców, osłaniający ich
            pikinierzy kłuli konie Polaków.
            Przełom nastąpił tu dopiero po przybyciu na pole bitwy piechoty z dwoma
            działkami, wyciągniętymi ostatecznie z błota. Mimo nie przespanej nocy i
            uciążliwego marszu piechurzy z ochotą ruszyli do walki. Puszkarze kilkoma
            celnymi strzałami rozwalili znaczną część płotu i porazili stojących za nim
            muszkieterów, piechurzy zasypali ich pociskami z rusznic, po czym ruszyli do
            natarcia na białą, broń, nie zważając na ogień przeciwnika. Nie wytrzymali tego
            natarcia żołnierze cudzoziemscy i odstąpili od płotu, dając drogę husarii do
            kolejnej szarży. Na karkach uciekających zaciężników jazda popędziła naprzód co
            koń wyskoczy, siekąc pałaszami, kłując koncerzami, depcząc leżących.
            Pierwszy etap bitwy został wygrany, ale do ostatecznego zwycięstwa było jeszcze
            daleko. Spędzony z pola przeciwnik zamknął się w obozach, część piechoty
            moskiewskiej umocniła się w Pirniewie. W pobliżu obozu cudzoziemskiego
            uporządkowała swe szyki oparta o pobliski las piechota cudzoziemska przesadnie
            chyba oceniana przez hetmana na 3 tys. żołnierzy. Dołączyła do niej znaczna
            grupa jazdy. Dowódcy cudzoziemców, Pontusson de la Gardie i gen. Eduard Horn,
            błąkali się wraz z niedobitkami w pobliskim lesie, podobnie jak kniaziowie
            moskiewscy Andriej Golicyn i Daniło Mezecki. Sam Szujski schronił się w obozie.
            Nieprzyjaciel wprawdzie był pobity w polu, ale jeszcze dość silny, zdolny do
            stawiania długotrwałego oporu, zwłaszcza że armia koronna była przemęczona
            długim marszem i ciężkim bojem, niewyspana i głodna (bo w czasie bitwy nie było
            czasu na posiłek), mocno już wykrwawiona.
            Żółkiewski znakomicie dotąd kierował przebiegiem walki, oszczędnie szafował
            swymi szczupłymi wojskami, nie angażował ich wszystkich do bitwy, do ostatniej
            chwili zachował silny odwód. Po rozbiciu wojsk moskiewskich przerzucił część
            wojska przeciw walczącym nadal cudzoziemcom. Gdy rozbił i tych, odwołał z
            pościgu jazdę i osaczył nią oba obozy wroga, a także piechotę cudzoziemską
            stojącą pod lasem. Sprawa nie była jednak łatwa. "Trudno było na nie [wroga]
            natrzeć konnym " - pisał potem do króla. - "Piechoty też nie było [więcej niż]
            sta mojej, i p. starosty Chmielnickiego, bośmy drugich przy obozie [pod Carowym
            Zajmiszczem] musieli zostawić, i niebyło sposobu tych ludzi zrazić [pobić]".
            Znając nastroje cudzoziemców hetman nie podejmował jednak nowej walki. Wolał
            spróbować innych sposobów. "Niektórzy nasi - pisał uczestnik bitwy Mikołaj
            Marchocki - nic nie czynili, tylko podjeżdżali, a wabili ich: kum! kum! kum! że
            przedało się ich wszystkich nad sto, na ostatku dali znać [cudzoziemcy], że
            chcą, traktować".
            Źródła historyczne różnie oceniają postawę cudzoziemców w bitwie pod Kłuszynem.
            Według Włocha Giovanniego Luny Anglicy i Szkoci od początku bitwy nie chcieli
            walczyć, natomiast Francuzi i Flamandowie walczyli dzielnie. Tymczasem autor
            Kroniki moskiewskiej Konrad Bussow twierdził, że już na początku bitwy dwa pułki
            jazdy francuskiej przeszły na polską stronę i wraz z Polakami strzelały do ludzi
            de la Gardiego i Moskwicinów, przyczyniając się do ich klęski. Natomiast
            porzucony na pastwę losu oddział piechoty niemieckiej stojący pod lasem bronił
            się przez pewien czas przed Polakami i zadał im znaczne straty. Dopiero gdy
            stracił nadzieję na pomoc ze strony biernie siedzącego w obozie Szujskiego,
            zdecydował się na rozmowy. Prawdopodobnie więc tylko część Francuzów uległa
            agitacji hetmana, pozostali natomiast walczyli aż do końca bitwy.
            Podczas rokowań hetman zgodził się puścić cudzoziemców wolno do domów pod
            warunkiem, że złożą przysięgę, iż nigdy w Moskwie nie będą służyć przeciw
            Rzeczypospolitej. Część z nich, zapewne kilkuset (wg innych źródeł aż 2500),
            wstąpiła na polską służbę.
            • matrek Wasyl Szujski 05.01.08, 03:35

              Wydaje się, że po klęsce na otwartym polu brat carski (Szujski) zupełnie stracił
              głowę i nie próbował w ogóle wpływać na zmianę losów bitwy. Usiłowali namówić go
              do działania kniaziowie Andriej Golicyn i Daniło Mezecki, którzy powrócili do
              obozu z kilkuset jeźdźcami i nie dawali jeszcze za wygraną. Wrócili też chory
              tego dnia de la Gardie i Horn. Widząc kapitulację stojących pod lasem
              cudzoziemców Dymitr Szujski chyłkiem uszedł z obozu i schronił się w lasach.
              Jego ucieczka wywołała powszechną panikę wśród pozostałych dowódców i żołnierzy.
              • matrek Pomylka, przepraszam - Dymitr Szujski 05.01.08, 03:37
                Chodzi o Dymitra, brata cara Wasyla Szujskiego
            • matrek Po bitwie 05.01.08, 03:43

              "Gnaliśmy ich na mil dwie albo trzy " pisał Maskiewicz. " Więcej ich w pogoni
              poległo aniżeli na placu (bitwy)".

              Po bitwie:

              W pogoni uczestniczyło jednak niewiele wojska, większość bowiem rzuciła się
              plądrować obozy wroga. Zdobycz w nich rzeczywiście była obfita. Zwycięzcy wzięli
              mnóstwo złotych i srebrnych naczyń, drogich szat, futer sobolich, setki wozów, w
              których znajdowało się m.in. około 20 tys. florenów i 30 tys. rubli
              przeznaczonych na wypłatę dla cudzoziemców (Dymitr nie wypłacił ich przed bitwą,
              a to skłoniło m.in. zaciężników do rokowań z hetmanem). Zdobyli też
              kilkadziesiąt chorągwi, w tym adamaszkową obszytą złotym wzorem należącą do
              Dymitra, jego szyszak, szablę, buławę, karetę i wozy, wszystkie 11 dział.
              Cała bitwa trwała do pięciu godzin. Obie strony poniosły w niej duże straty.
              Źródła polskie wyolbrzymiają na ogół straty Rosjan i cudzoziemców. Tylko
              "Relacja o szczęśliwym powodzeniu oręża polskiego w Moskwie" podaje wiarygodnie,
              że cudzoziemców "do 700 na placu zabitych poległo, Moskwy w bitwie zginęło do
              2000". Według historyka szwedzkiego Videkinga poległo tylko 500 cudzoziemców. Do
              tych strat należy jeszcze dodać nieznaną bliżej liczbę zabitych podczas
              ucieczki. W sumie armia Szujskiego miała chyba nie więcej niż 5 tys. zabitych.
              Wszyscy wodzowie ocaleli. Według Żółkiewskiego, Szujski stracił w ucieczce
              konia, a nawet obuwie, i dotarł do swoich "na lichej chłopskiej szkapinie".
              Natomiast de la Gardie, według Luny, został po drodze ograbiony i pobity kijami
              przezchłopów. Podobny los spotkał Horna.

              Straty polskie, według Żółkiewskiego, wynosiły ponad 100 zabitych towarzyszy,
              nie licząc pocztowych i piechurów (tych zwykle ginęło 2-3 razy więcej), a także
              400 zabitych koni. Było też wielu rannych.
              Tuż po bitwie, pościgu i rabunku obozu armia polska zawróciła pod Carowo
              Zajmiszcze. Żołnierz zaciężny wykazał niezwykłą wytrzymałość i hart ducha, skoro
              po nieprzespanej nocy, morderczej bitwie i intensywnym pościgu prawie
              natychmiast ruszył w drogę powrotną pod obóz Wałujewa i spędził w marszu drugą
              noc bez snu. Rosjanie nie zauważyli odejścia wojsk spod ich obozu i przez cały
              dzień 4 lipca zachowywali się biernie, chociaż musieli chyba słyszeć odgłosy
              strzałów spod niedalekiego przecież Kłuszyna. Gdy przed świtem wojska
              Żółkiewskiego wróciły na swoje pozycje pod obozem moskiewskim, czuwająca tutaj
              piechota dała upust swej radości, wznosząc gromkie okrzyki. Początkowo Rosjanie
              nie dawali wiary Polakom i dopiero następnego dnia widząc z dala pojmanych
              jeńców z armii Szujskiego i jego chorągwie uwierzyli w zwycięstwo Żółkiewskiego
              i przystali na rokowania. Hetman zresztą zgodził się na wysłanie grupy żołnierzy
              Wałujewa na pole bitwy pod Kłuszynem, by naocznie przekonali się o polskim
              zwycięstwie. W tej sytuacji wódz moskiewski przyjął łagodne warunki kapitulacji
              postawione przez hetmana. Rosjanie uznali władzę królewicza Władysława, złożyli
              mu przysięgę na wierność i dołączyli do sił hetmana wyruszających teraz na
              Moskwę. W zamian zagwarantowano im nienaruszalność terytorialną Państwa
              Moskiewskiego i odstąpienie od oblężenia Smoleńska, jeśli jego załoga uzna
              królewicza Władysława.
              Po bitwie Żółkiewski wzmocniony cudzoziemcami i oddziałami Wałujewa wyruszył na
              Moskwę. W kilka tygodni później, 27 lipca 1610 r., grupa propolskich bojarów pod
              przewodem Zachara Lapunowa obaliła skompromitowanego klęską kłuszyńską Wasyla
              Szujskiego i przejęła władzę. 3 sierpnia wojska hetmana stanęly u bram Moskwy.
              Zaczęły się rokowania. Owocem ich był układ z 27 sierpnia, na mocy którego
              Rosjanie uznali władzę królewicza Władysława w zamian za obietnicę
              nienaruszalności terytorialnej Państwa Moskiewskiego. Polacy zobowiązali się też
              zachować dotychczasowy ustrój społeczny i polityczny Rosji, prawa Cerkwi
              prawosławnej, królewicz Władysław miał przyjąć prawosławie. Przyjazny Rosjanom
              Żółkiewski podpisał te warunki bez wiedzy króla licząc, że potwierdzi on zasady
              unii polsko-rosyjskiej.

              Po zawarciu układu 8 września Moskwa otworzyła bramy przed Polakami. Żółkiewski
              stanął z wojskiem na Kremlu, Wasyl i Dymitr Szujscy zostali jego jeńcami.
              Opuszczony przez większość stronników Dymitr Samozwaniec II zginął z rąk
              skrytobójców. Hetman został faktycznym panem Rosji. Ale wszystkie jego plany
              polityczne zniweczył niebawem Zygmunt III, który nie zaakceptował układu
              moskiewskiego, nadal oblegał Smoleńsk, sam chciał zostać carem.

              Świetne zwycięstwo hetmana pod Kłuszynem zostało zatajone przez dwór królewski,
              kontrastowało bowiem z niepowodzeniami wojsk Zygmunta III pod Smoleńskiem.
              Dopiero po zdobyciu Smoleńska w 1611 r. król uznał, że teraz jest zwycięzcą
              mogącym się pochlubić sukcesami swych podkomendnych.

              Sama wojna trwała jednak znacznie dłużej. Dopiero podpisany w 1618r. rozejm w
              Dywilinie przyznający Rzeczpospolitej ziemie: smoleńską, siewierską i
              czernihowską na jakiś czas unormował stosunki polsko-rosyjskie.
              • matrek Ocena bitwy 05.01.08, 03:48
                Pod Carowem Zajmiszczem Żółkiewski stanął wobec niesłychanie trudnego zadania.
                Został wzięty w kleszcze przez dwie grupy wojsk rosyjskich o wielokrotnej
                przewadze liczebnej. W tak trudnej sytuacji wykorzystał swoje środkowe między
                nimi położenie i pozostawiając część wojsk do blokady grupy pod Carowem
                Zajmiszczem (ok. 8tys. Rosjan blokowało 800 piechoty, 700 jazdy i ok. 4000
                Kozaków), z resztą wojsk ruszył pod Kłuszyn. Chciał zaskoczyć dufnego w swą
                przytłaczającą przewagę przeciwnika. Zaskoczenie jednak nie udało się. Pod
                Kłuszynem okazało się, że należy najpierw przygotować teren. W tym celu
                zabudowania i płoty otaczające obozy rosyjsk i i wojsk zaciężnych należało
                spalić. Ogień oczywiście zaalarmował przeciwnika, który miał czas przygotować
                się do boju. Sytuacja była niesłychanie trudna. Atak 5-krotnie liczniejszego,
                mającego oparcie w obozach wroga, graniczył z szaleństwem. Co prawda Żółkiewski
                umiejętnie stosował ekonomię sił, dokonywał trafnych wyborów (np. jeśli chodzi o
                kolejność ataków poszczególnych ugrupowań), ale wszystko to nie musiało (przy
                lepszym dowodzeniu strony przeciwnej) doprowadzić do sukcesu. Polacy mimo
                wszystko mieli w tej bitwie sporo szczęścia.

                Jak więc należy ocenić samego Żółkiewskiego? Czy był to geniusz, czy szaleniec,
                zadufany w sobie pyszałek? Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba zdać sobie
                sprawę jaka była alternatywa. Pozostanie pod Carowem Zajmiszczem groziło
                katastrofą (w chwili nastąpienia armii Szujskiego), plan zaatakowania wojsk
                Szujskiego pod Kłuszynem mógł się skończyć pełnym sukcesem pod tym jednak
                warunkiem, że (tak jak to planował Żółkiewski) wykorzysta się czynnik
                zaskoczenia. Nie była więc to decyzja szaleńca.

                Zaskoczenie jak już wcześniej pisałem nie udało się i Żółkiewski stanął przed
                alternatywą: uderzać, czy wycofać się. Odwrót niczego by nie zmienił w ogólnym
                położeniu armii polskiej, doprowadzić mógłby tylko do upadku morale. Żółkiewski
                miał jednak bardzo poważny atut w ręku- ponad 5,5 tys. doborowej husarii, z
                którą nie musiał się obawiać starć w otwartym polu. Postanowił spróbować
                szczęścia. Udało mu się spędzić przeciwnika z pola, ale pozostały jeszcze dwa
                obozy, o których zdobyciu niemiał co marzyć (bez dużej ilości piechoty, której
                pod Kłuszynem nie miał, a tą co miał - w niewystarczającej zresztą liczbie-
                wykorzystał pod Carowem Zajmiszczem). Ale doprowadził w ten sposób przynajmniej
                do upadku ducha we wrogich obozach (co na jakiś czas chronił go przed ofensywą z
                ich strony). W tej sytuacji wykorzystał jeszcze swój jeden talent- zdolności
                dyplomatyczne. Przeciągając cudzoziemców na swoją stronę doprowadził do
                całkowitego upadku ducha wśród Rosjan. Wszystkie więc działania jakie podejmował
                Żółkiewski miały szansę powodzenia. Były z góry obliczone i wyrachowane. Każda z
                decyzji jaką podejmował prowadziły do poprawienia sytuacji wojsk polskich. I
                choć wynik końcowy przerósł oczekiwania- nie było to dziełem li tylko przypadku.
        • matrek Rola husarii 05.01.08, 03:52
          Rola husarii w bitwie była dominująca. W skład liczącej ok. 6800 ludzi armii
          polskiej wchodziło aż 5556 husarzy. Jej znaczenie nie wynikało jednak tylko z
          jej liczby. Husaria przez wielokrotnie ponawiane szarże (niektóre chorągwie
          szarżowały nawet 8-10 razy) eliminowała z walk kolejno poszczególne siły
          przeciwników. W bitwie tej, jak w mało której uwidacznia się jej wartość bojowa.

          Oprócz jej olbrzymiej wytrzymałości i odporności pokazała także, że jest jazdą
          uniwersalną. Potrafiła ona pokonywać jazdę tak wschodniego (lekka jazda
          moskiewska), jak i zachodniego (zaciężni rajtarzy) typu. Przełamywała piechotę
          zachodnią (mimo bardzo ciężkich warunków- o czym dalej). Ale właśnie ta bitwa
          pokazała, że nawet husaria ma słabe punkty. Na uwagę zasługuje moment, gdy w
          czasie bitwy husaria próbuje spędzić z pola zaciężną piechotę cudzoziemską.
          Okazało się, że tak zdawałoby się nieistotna przeszkoda jaką był jedynie w
          części rozebrany płot, potrafi stać się mocnym oparciem dla walczącj zza niego
          piechoty. Jedynie własna piechota (bardzo zresztą nieliczna) wsparta ogniem
          dwóch działek, była w stanie zmusić przeciwnika do odstąpienia od tej osłony.
          Pozbawieni jej stali się już łatwym łupem dla kolejnego ataku husarii. O czym to
          świadczy?

          Należy pamiętać, że nigdy w historii nie było, nie ma i nie będzie jakiegoś typu
          wojsk, które zawsze będą zwyciężać. Każde zwycięstwo jest sumą bardzo wielu
          czynników z których wartość bojowa danej formacji jest tylko jednym z nich
          (czasem mniej, czasem bardziej znaczącym). Na zwycięstwo lub porażkę wpływają
          także inne- takie jak umiejętność wykorzystania walorów własnych, umiejętność
          skorzystanie ze słabych stron przeciwnika a neutralizowania mocnych i wiele,
          wiele innych. Rola dowódcy polega na tym aby wszystkie te czynniki sprowadził do
          poziomu dla siebie optymalnego, aby to równanie z wieloma zmiennymi rozwiązać
          lepiej niż przeciwnik.

          Dlaczego piszę o tym w tym miejscu? Dlaczego poruszam te sprawy akurat tutaj,
          przy opisie tak spektakularnego zwycięstwa polskiej husarii? Przecież od 110 lat
          (tzn. od chwili jej powstania) nie poniosła ona żadnej klęski. Niejednokrotnie
          pokonywała w tym czasie wielokrotnie liczniejszego przeciwnika. Szło za nią
          powiedzenie "gdzie husaria- tam zwycięstwo". A jednak.

          A jednak nigdy nie należy zapominać, że prędzej czy później znajdzie się ktoś,
          kto będzie umiał lepiej układać i rozwiązywać równania. I taki ktoś w końcu się
          znalazł. Ale to już inna, późniejsza historia. Tutaj najważniejsze jest
          zwrócenie uwagi na rzecz pozornie oczywistą. Sama kawaleria nie jest w stanie
          sprostać wszystkim zadaniom. W przypadku husarii mogliśmy o tym zapomnieć
          patrząc na jej błyskotliwe zwycięstwa. Ba! Może się to wydawać zaskakujące, ale
          husaria wykazała się nawet taką umiejętnością jak zdobywanie zamków (jak to
          miało miejsce parę lat wcześniej- w stosunku do opisywanej bitwy- w Inflantach).
          Odnotujmy więc: umocnienia polowe -nawet te prowizoryczne- są w stanie bardzo
          ograniczyć skuteczność działań kawalerii (w tym oczywiście także husarii).
          • matrek Zrodlo: 05.01.08, 03:54

            www.husaria.jest.pl/kluszyn.html
            Chwala im.
          • ignorant11 Re: Rola husarii 05.01.08, 04:32

            Sława!

            XVIIw to rosnąca rola broni palnej i schyłek husarii, ale przeciez az do Wiednia
            była to jazda niezrównana i głowna siła strategiczna RZplitej...

            Forum Słowiańskie
            gg 1728585
            • matrek Re: Rola husarii 05.01.08, 04:37
              ignorant11 napisał:

              >
              > Sława!
              >
              > XVIIw to rosnąca rola broni palnej i schyłek husarii, ale przeciez az do Wiedni
              > a
              > była to jazda niezrównana i głowna siła strategiczna RZplitej...
              >



              Wiekszosc najswietniejszych zwyciestw husarii mialo miejsce w XVII wieku,
              poczawszy od Bitwy pod Kircholmem w - jak zapewne wszyscy pamietaja z 4 klasy
              podstawowki... :) - 1605 roku
              • ignorant11 Re: Rola husarii 05.01.08, 04:45
                matrek napisał:

                > ignorant11 napisał:
                >
                > >
                > > Sława!
                > >
                > > XVIIw to rosnąca rola broni palnej i schyłek husarii, ale przeciez az do
                > Wiedni
                > > a
                > > była to jazda niezrównana i głowna siła strategiczna RZplitej...
                > >
                >
                >
                >
                > Wiekszosc najswietniejszych zwyciestw husarii mialo miejsce w XVII wieku,
                > poczawszy od Bitwy pod Kircholmem w - jak zapewne wszyscy pamietaja z 4 klasy
                > podstawowki... :) - 1605 roku

                Sława!

                Toz dlatego napisałem,że siłą broni palnej rosła i rosła przez XVIIw.


                A warto dodac,że husaria nie zawsze uzywała skrzydeł, ale tylko w walkach z
                ludami stepowymi uzywajacymi arkana...

                Forum Słowiańskie
                gg 1728585
                • matrek Re: Rola husarii 05.01.08, 04:49
                  ignorant11 napisał:


                  > A warto dodac,że husaria nie zawsze uzywała skrzydeł, ale tylko w walkach z
                  > ludami stepowymi uzywajacymi arkana...
                  >



                  Tu sie nie zgadzam z Toba - racje mial w tym wzgledzie panzervi - nie zawsze
                  uzywala, bo nie wszyscy zolnierze mieli skrzydla. Ci ktorzy jednak mieli,
                  uzywali jej jak na przyklad po d wspomnianym juz wczesniej Kircholmem przeciwko
                  Szwedom.

                  A tak wlasciwie, co ty ignorant robisz o tej porze? Ja siedze w tej chwili
                  jeszcze w pracy na kilkanascie munty przez 11 wieczorem, ale co Ty robisz? W
                  Polsce dochodzi przeciez 5 rano :)
                  • ignorant11 Re: Rola husarii 05.01.08, 04:58
                    matrek napisał:

                    > ignorant11 napisał:
                    >
                    >
                    > > A warto dodac,że husaria nie zawsze uzywała skrzydeł, ale tylko w walkach
                    > z
                    > > ludami stepowymi uzywajacymi arkana...
                    > >
                    >
                    >
                    >
                    > Tu sie nie zgadzam z Toba - racje mial w tym wzgledzie panzervi - nie zawsze
                    > uzywala, bo nie wszyscy zolnierze mieli skrzydla. Ci ktorzy jednak mieli,
                    > uzywali jej jak na przyklad po d wspomnianym juz wczesniej Kircholmem przeciwko
                    > Szwedom.

                    Wiecej o husarii masz w załozonym z twojej inspiracji watku
                    >
                    > A tak wlasciwie, co ty ignorant robisz o tej porze? Ja siedze w tej chwili
                    > jeszcze w pracy na kilkanascie munty przez 11 wieczorem, ale co Ty robisz? W
                    > Polsce dochodzi przeciez 5 rano :)

                    I co z tego? Moze jestem wampirem, któremu szkodzi swiatło...
                    :))
                    • matrek Re: Rola husarii 05.01.08, 05:01
                      ignorant11 napisał:


                      > > A tak wlasciwie, co ty ignorant robisz o tej porze? Ja siedze w tej chwil
                      > i
                      > > jeszcze w pracy na kilkanascie munty przez 11 wieczorem, ale co Ty robisz
                      > ? W
                      > > Polsce dochodzi przeciez 5 rano :)
                      >
                      > I co z tego? Moze jestem wampirem, któremu szkodzi swiatło...
                      > :))
                      >


                      To uwazaj na kazaka, bo on ponoc z osinowym kolkiem chodzi :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka