Gość: Cattaraugus
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
05.12.03, 15:29
Swego czasu Program III Polskiego Radia miał taką militarystyczną audycję z
cyklu „Klub Trójki”, a prowadził ją red. Jacek Eysymont i można nawet było
zadzwonić do niego i wystąpić w eterze na żywo. Pewnego razu, w ramach serii
audycji poświęconych broni strzeleckiej padło coś o polskim Berylu. W studiu
znajdowało się wówczas, obok redaktora, dwóch ekspertów broni strzeleckiej –
no wiecie, tych samych co zawsze i wszędzie w mediach, głównie drukowanych.
Zmilczę ich nazwiska, bo towarzysz Wrzodak & Trade Unions Company bez
wątpienia nas obserwują i niech już ci dwaj eksperci nie mają podpalonych
drzwi do mieszkań.
No więc red. Eysymont pyta: „A jak to jest z tym polskim Berylem”. Na to
cisza i konsternacja. Jeden ekspert mówi: „Ja bym wolał zastosować
zasadę »Ciszej nad tą trumną«”. Drugi ekspert mówi zaś: „Ja mogę tylko
zacytować mojego przyjaciela-wysokiego rangą oficera WITU, który twierdzi, że
Beryl to pierwsza w jego wieloletniej karierze broń, o którą się pokaleczył
przy okazji jej rozbierania.” Chodziło o radosną kulturę techniczną Beryla
rodem z byłego RWPG, czyli nieogradowane szlify i tym podobne niedoróbki
frezersko-tokarsko-ślusarsko-szlifierskie.
Moje pytanie: Czy ktoś coś wie, jak te karabinki tak naprawdę się sprawują,
szczególnie w Iraku. Już wiadomo, że parzą swoją głęboką czernią (ach, ta
nieznośna fizyka) i dlatego są owijane białymi bandażami. Ale czy jest gdzieś
do przeczytania jakiś konkret bardziej techniczny na temat doświadczeń z
eksploatacji Beryli? I nie chodzi mi o ugrzecznione materiały prasy quasi-
wojskowej wydawanej przez cywilów.