Gość: Tomasz Jaskóła
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.06.07, 20:53
Nie bardzo rozumiem zatem po co jest taka prywatyzacja? Czy chodzi o to, aby w
nowym przedsiębiorstwie komunalnym zaistniała Rada Nadzorcza a w niej skromni
członkowie rodzin naszych decydentów otrzymywali po kilkanaście tysięcy
złotych miesięcznie za tzw. nic nie robienie? Tak pro publico bono :P?
Podejrzewam, że będzie to katastrofa. Obecnie kontrakt szefa szpitali
miejskich to około 24.000 - 26.000 tysięcy miesięcznie [kontrakt menedżerski]-
jeśli się mylę proszę o właściwą informację. Czy zatem prywatyzacja jest
możliwa? Tak, ale najpierw trzeba uregulować problem gruntu pod szpitalem im.
Rydygiera na Zawodziu, który w części do gminy żydowskiej. Zatem resume: być
może właśnie dlatego pewien kandydat na prezydenta miasta [nawet naszego] miał
w swych szeregach jakiegoś tam faszystę Pyrkosza, który współredaguje
szmatławce namawiające do bombardowania Izraela, aby teraz z gminą żydowską
się nie dogadać. Być może miał powstać szum?Wszystko dlatego, aby prywatyzacja
była niemożliwa – pamiętajmy, że prywatyzacja dotyczy zespołu szpitali, a nie
jednego szpitala – zatem brak regulacji problemu gruntu w jednym przypadku,
blokuje cały proces. Otwiera to możliwość antyprywatyzacji, czyli
komercjalizacji, gdzie miasto dalej będzie zarządzać szpitalami, lecz z
„wsadem” własnych stołkowych członków w radzie nadzorczej. Być może taką grę
stosuje jeden z "Janek Bolecki" z naszego miasta? Jeśli tak drodzy lekarze, to
macie rację, że żądacie: prywatyzacja tak, ale normalna. Jest to po prostu
kolejny „skok na kasę”, bez zmiany jakościowej częstochowskiej bazy
leczniczej. Proszę tylko nie dawać przykładu prywatyzacji przychodni, gdyż ona
akurat jest udana. Tam pracownicy otrzymali udziały w spółkach pracowniczych.
I dobrze! Jest jednak niechlubny przykład – dla mnie test przed przyszłą
prywatyzację szpitali – przychodni przy Alei P..., w której wspierał
rodzeństwo lekarskie "S ... iumparumpu"..., którzy wbrew prawu i przy pomocy
szantażu próbowali skomercjalizować tę placówką. Dziwnym trafem zupełnie tak
samo nazywał się pułkownik SB działający na naszym częstochowskim podwórku i w
Katowicach [zastrzegam, że być może jest to tylko zbieżność nazwisk, ale
metody rodzeństwa o których pisała GW, oraz procesy i wreszcie oskarżenia
prokuratorskie wskazują na metodykę SB].
[Wszystkie pytania zrodziły się w mojej chorej głowie! Nie potrzebuję, gdyż
nie spodziewam się uzyskać jakiejkolwiek odpowiedzi. Być może sytuacja opisana
dotyczy zupełnie innego miasta ...] ... być może ...
Prosiłbym [otwierając dyskusję] o głosy lekarzy ...