henryabor
11.02.09, 12:02
Częstochowska judykatura sięgnęła bruku! Bowiem złotousty Zając
sukcesem nazywa pojedynczy przypadek sprawiedliwego wyroku, jaki
udało jej się popełnić?! Gdy tymczasem rzeczywistość skrzeczy. I
pierwsza z brzegu patologia; warszawski Sąd Okręgowy oddalił
ostatecznie prywatny akt oskarżenia prezydenta co niektórych Polaków
przeciwko Palikotowi o nazwaniu go publicznie po imieniu. Gdy
tymczasem częstochowski sąd nie tylko przyjął do rozpatrzenia sprawę
degenerata Ludwina, ale ponadto niezbyt rozgarnięta prawnie sędzia
dodatkowo utajniła rozprawę. Aby hołota nie słyszała, jak się
Państwo Władza sądzi. Gdy tymczasem, Trybunał w Strasburgu wiele
razy już orzekał, iż granice krytyki wobec osób publicznych są o
wiele szersze, niż by im samym czasami się to wydawało. I dlatego
też Państwo Wszelka Władza za swoje prywatne już pieniądze, musi
sobie każdorazowo przy obejmowaniu urzędów wszelakich, fundować
grubszą skórę. Dlatego też, prowadząca sprawę sędzia zamiast pouczyć
degenerata Ludwina, iż przyjmując posadę sługi publicznego ubyło mu
majestatu i dóbr osobistych. I następnie w sądowych przedbiegach
oddalić jego pożal. b. prywatny akt poczucia małości, dodatkowo
utajniła rozprawę. A taka i podobne rozprawy, jeśli już, to powinny
się odbywać wyłącznie na sądowych rokach właśnie w Ratuszu. Aby
miejskich dygnitarzy uczyć pokory wobec ich suwerenów. Casus Ludwina
jest zaledwie potwierdzeniem starej jak Rzym prawdy, iż każda władza
demoralizuje! Demoralizuje i degeneruje do tego stopnia, że
niektórzy jej przedstawiciele prawidłowo wykonaną publiczną posługę
nazywają …sukcesem? Doktorze Zając, opamiętaj się!