Dodaj do ulubionych

Rodzice bez pomocy dziadków!

    • sondey Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 18:49
      miedzy nami a naszymi rodzicami sa tysiace km. poki co jest ok, radzimy sobie
      jak mozemy. sa lepsze i gorsze dni, ale trzymamy sie smile
    • monikapw1 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 19:16
      My mamy 2 dzieci (6 i 3 latka). Podobnie jak Ty my również nie mamy dziadków dla
      naszych dzieci chociaż mieszkają 2 bloki dalej. Nigdy nie interesowali się
      zbytnio, nie przychodzą do nas. Radzimy sobie bo musimy, a dziadków rozlicza
      dzieci za parę lat. Wychodzimy z nimi na zakupy, do lasu, do znajomych.
      Najciężej jest jak jedno jest chore w domu a po drugie muszę iść do przedszkola
      jak maż jest w pracy. Dobrze chociaż że mam przyjaciół i super sąsiadkę.
      Niestety musimy zapomnieć o kinie, teatrze i wyjściu na piwko ale dzieci ważniejsze.
    • yola13 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 19:28
      Jak moja córka się urodziła w lipcu 2007 to moja tesciowa i moj
      ojciec juz nie zyli, ponad rok temu kiedy cora miała raptem
      niespelna 1,5 roku zmarla moja matka, takze rodzicow juz nie mam w
      ogole, a na tescia nie ma co liczyc bo to hrabia który boi sie ze
      sobie raczki pobrudzi, niestety, jedynie na kogo moge liczyc z
      rodziny to bardzo daleka ciotka ktora stara sie jak moze, bo tez ma
      chora matke ktora sie musi zajmowac, wiec tez nie zawsze ma czas
    • karolinaa_m Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 20:24
      Dzięki!! No moja mama akurat za wnuka to by w ogień skoczyła ale ona też pracuje
      i dlatego te wizyty są tak ograniczonewink
      • kamila_21 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 20:44
        Najblizsza rodzina 1700km od nas.
        Syn widzi babcie / dziadka raz , czasem 2 razy w roku. Pracujemy z mezem po 12
        godzin na przeciwne zmiany, wiec oprocz tego ze nikt nam nie pomaga to w dodatku
        nie widujemy sie za czesto.
        W kinie/restauracji/imprezie ze znajomymi bylismy ostatnio 4 lata temu.
        Nie jestes sama smile
    • 0-jus-tyna Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 20:57
      Ja mam rodzicow w swoim miescie . Maly ma prawie19 m-cy i nie zostal
      beze mnie ponad 4-5 h.Jest niejadkiem i Babcia niezbyt chce sie
      opiekowac , nie mowiac juz o tym zeby oddac dziadkom syneczka na
      weekend i miec czas dla siebiesmileA tesciowej niestey nie mam
    • kobraluca Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 22:28
      mieszkamy za granica, nie mamy tu nikogo do pomocy,ale zle nam nie
      jest
      maly ma ponad dwa lata, nie chcemy go jeszcze z nikim zostawiac,
      staramy sie tak orgaznizowac czas aby go w wiele atrkacji angazowac

      kino i wieczorny wypady(nieczeste) zaliczamy osobno, jak mamy ochote
      na romantyczna kolacje to sobie w domu przy swieczce jemy

      najbardziej zal mi wspolnych spotkan rodzinnych, moj maz ma bardzo
      duza, kochajaca sie rodzine, wszyscy trzymaja sie razem i pomagaja
      sobie, szkoda mi,ze maly tego nie doswiadczy

      z drugiej strony wiem,ze mialabym sprzeczki z tesciowa i ojcem na
      temat wychowania, oni sa z tych wszystkowiedzacych, wystarczy mi ze
      sie przez skype'a naslucham
    • yoggi87 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 26.01.10, 23:54
      Do skonczenia roku przez corke mielismy dwie babcie na miejscu, ale
      jakos nigdy nie korzystalismy. Raz, jak miala kolo 8 miesiecy
      pojechalismy do kina, ale plakala i wiecej jej nie zostawialismy.
      Potem wyjechalismy do Anglii. Mamy dwie corki i radzimy sobie sami
      jak zawsze. Zakupy zalatwiam ja albo maz, czasem jedziemy z
      dzieciakami. Maz chodzi na basen, silownie, gra w pilke, ja rowniez
      basen, na ploty z kolezankami jade bez dzieci, czasem tylko ze
      starsza jak sie umawiamy na sali zabaw. Mamy kawal swojego zycia, nie
      tylko dzieci i dom, no a razem we dwoej nie wychodzimy to fakt, ale
      nasze dzieci o 20 spia i wcale nie biore sie za sprzatanie tylko za
      meza smile Siedzimy, rozmawiamy, ogladamy filmy. Jest normalnie i jest
      dobrze. Po kazdej wizycie dziadkow, czy naszej w PL jest tylko chaos
      i zamieszanie. Mamy swoj porzadek dnia, ulozone kochane dzieci, ja
      nie lubie zmian.
      Moja najdluzsza rozlaka z trzylatka to rowne 24 godziny, kiedy bylam
      rodzic mlodsza i nie ubolewam, wrecz przeciwnie, dumni z mezem
      jestesmy, ze bez niczyjej pomocy udaje nam sie nasze panny chowac.
      Czasem jest ciezko, szczegolnie ostatnie 2 miesiace kiedy obie
      kiepsko spaly, bo byly na zmiane zasmarkane i sie nawzajem zarazaly.
      Gdybysmy byli w Polsce pewnie starsza spedzila by juz jakas noc u
      dziadkow ale tylko dlatego, ze to ona by chciala, a nie z powodu
      imprezy itp.
      Moze wynika to z tego, ze swoje wyszalelismy z mezem i jeszcze
      wyszalejemy, bo do 30-tki nam obojgu daleko.
    • tusia-mama-jasia Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 27.01.10, 07:45
      Są tacy rodzice, są...
      Ja już nie mam rodziców, a mąż zostawił nas, jestem sama z synkiem.
      Żadnej rodziny, nikogo. Jestem po prostu sama - z pracą, domem,
      dzieckiem, nauką do zawodowych egzaminów, rozgrzebanym rozwodem. Nie
      stać mnie na nianię, zresztą też trudno byłoby mi się przekonać do
      takiego rozwiązania chyba. Nie marzę o wyskakiwaniu gdziekolwiek,
      marzę o tym, żeby móc uczyc się w dzień, bo spanie 3,5 godziny na
      dobę to mało... I o tym, żeby mieć kogoś kto kupi parę rzeczy do
      jedzenia, gdy ja albo synek jesteśmy chorzy. Bo to zawsze kataklizm -
      ja po prostu biegam z gorączką, ale Młodego z gorączką nie wezmę
      przeciez na zakupy, a samego 3-latka w domu też nie zostawię.
      Całe szczęście, że mamy prawdziwych przyjaciół. Ale oni też mają
      swoje życie, swoje dzieci.
      • puellae_2007 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 27.01.10, 08:21
        Nasi dziadkowie mieszkają 40 km od nas. Mój tato zajmuje się młodym, kiedy
        jesteśmy w pracy czyli od 6.30-15.30- wozimy małego do niego- to w tą samą
        stronę, co do pracy.Moja mama pracuje jeszcze zawodowo, ale dla wnuka zrobi
        wszystko.
        Niemniej poza opieką w ciągu dnia- która sami zaproponowali , na nianię nas nie
        stać, a w naszej okolicy byłoby też o nią trudno.
        Teściowa mieszka niedaleko moich rodziców, ale wnuka widuje 3-4 razy w roku-
        zwykle wtedy,kiedy to my ją odwiedzimy. Ale to taka dziwna babcia jest... Mamy
        dom, do którego wracamy około 17-stej, pobudka o 4.30 i radzimy sobie. Gotujemy
        obiady, sprzątamy,prasujemy i wykonujemy inne konieczne prace. Mamy tak jak
        chcemy miecwink
        A co do wyjścia? Do sklepu, na kawę czy lody mały od początku chodził z nami- do
        znajomych podobnie.
        A za pubem jakoś nie tęsknie...w rocznicę śłubu młody byl z nami w resstauracjiwink
        • bweiher Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 27.01.10, 11:03
          Mam bliźniaki i starszaka.Mieszkamy sami,dziadkowie daleko,to samo z
          resztą rodziny.Mąż wychodzi do pracy jak jeszcze śpimy i wraca jak
          już dzieci są w łóżkach.Nie padam na pysk po całym dniu,w domu mam
          względnie czysto,obiad zawsze jest(no chyba że mi się nie chce już
          na maksa).Fakt ze spacery trochę meczą,bo wyjście z dwójką 2latków
          nie jest łatwe.
          Ale pod Bogiem,nie rozumiem kobiet z jednym dzieckiem które nie mogą
          sobie dać rady.
    • david-jonas Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 27.01.10, 11:15
      Skad ja to znam.Moji rodzice i tescie mieszkaja 860 km od nas.Moje
      rodzenstwo tez,tak jak widzisz tez jestem tu calkiem sama.Na
      poczatku moze bylo trudno ale teraz za nic w swiecie bym sie nie
      zamienila.Odwiedzam ich moze dwa-trzy razy w roku ale dluzej jak 3
      tygodnie nie wytrzymuje.Poprostu ja juz mam swoje zwyczaje i
      nawyki.Maly w kwietniu konczy 3 latka a od marca idzie do
      przedszkola i jakos se musze poradzic.Wracam jak narazie na 3/4
      etatu,jak maly sie zaklimatyzuje w przedszkolu to na caly
      etat.Przedszkole mamy otwarte od 6.45-16.45,tak ze nie ma
      problemu.Maz pracuje od 7.00 do 17.oo,przychodzi na obiad i jedzie
      do szkoly gdyz sie jeszcze doksztalca.Wychodzimy wieczorami sami
      tylko wtedy jak jestesmy u moich rodzicow na odwiedzinach.Nie
      przeszkadza mi to juz teraz tak jak na poczatku ze tu jestem
      sama.Mieszkam w malej wiosce do miasta kawalek,z rana mam samochod
      popolodniami uziemiona-wtedy wybieram spacery,plac zabaw(jak jest
      juz cieplo).Raz w tygodniu wybieram sie na basen-obecnie nie gdyz
      czekam z malym na operacje,raz w tygodniu jezdze z nim do
      przedszkola na 1,5 godziny na gry i zabawy,to tak zeby mogl sie
      pobawic z innymi dziecmi,i czas jakos nam leci.Az mi juz szkoda ze
      maly juz musi isc do przedszkola no ale coz?? Czasami jestem
      zadowolona gdy moge wyjsc do pracy-pracuje dorywczo ale ciesze sie
      znow gdy wracam do domu,popatrzec jak moj maly szkrab spi.Glowa do
      gory wszystko sie ulozy.
    • cel55 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 27.01.10, 11:25
      Tak dzieci 1, 5 i 7 lat ja nie pracuję, nikt nam nie pomaga chociaż
      mieszkają blisko.
    • krwawakornelia Re: Rodzice 1000 km od nas 27.01.10, 12:44
      tesciowie 1500 km.
      • aniaolawa Re: Rodzice 1000 km od nas 27.01.10, 14:35
        Rodzice 400km od nas, teściowie w tym samym mieście. Teściowie
        odwiedzili wnuka po 3 x z okazji narodzin , 1 urodzin i chrztu.
        Nigdy nie zabrali wnuka na spacer, nie zaopiekowali się nawet 15
        minut w ich własnym domu. Jak u nich jesteśmy i tak my się bawimy
        cały czas z synkiem. Więc radzimy sobie sami , ja jestem na
        wychowawczym , mąż pracuje, synek niedługo skończy 2 lata. Dodatkowo
        jestem w ciąży. Najciężej jest finansowo. Wszędzie gdzie się ruszamy
        to z synkiem, jemu zawsze się podobają miejsca które wybieramy. Jak
        chcieliśmy iść na wesele , to moja mama musiała przyjechać
        zaopiekować się synkiem, bo teściowie mieli ten temat w d...!
    • atena12345 ja 27.01.10, 14:48
      My tez mamy dziadków daleko - 100, 250 km. Do tego w obcym mieście,
      więc zadnych tam "starych" znajomych itp.
      Mamy dwójkę dzieci i sobie radzimy.
      • dragica Re: ja 27.01.10, 19:28
        Moja rodzina mieszka ponad 1000km od nas,rodzice meza-150km,ale nie
        odwazylibysmy sie zostawic corki u nich na dluzej niz pol godziny /dlugaaaaa
        historia dlaczego/.Przez 16 miesiecy bylam praktycznie sama w domu z corka,maz
        pracuje bardzo duzo,czesto wyjezdza...Jednak nie zale sie,lubie byc z moja
        corka,ani ja,ani maz nie mamy jakiejsc szczegolnej potrzeby wieczornego
        wychodzenia...W kazdy weekend idziemy gdzies z Mloda-kino,restauracja,spacer
        itp,a od 3 tygodni corka idzie do zlobka.Mysle,ze nawet gydbym miala mozliwosc
        korzystania z uslug babci i dziadka,to nie robilabym tego.Uwazam,ze dziadkowie
        maja prawo na odpoczynek,na swoje zycie,ktre niekoniecznie musi byc poswiecone
        tylko wnukom.
        • dragica Re: ja 27.01.10, 19:32
          dragica napisała:
          Uwazam,ze dziadkowie
          > maja prawo na odpoczynek,na swoje zycie,


          Nie "na" a "do".Pardąsmile)
        • myelegans i my tez 27.01.10, 19:38
          Rodzice na drugim kontynencie, tesciowie 500km.

          1. jak maly byl niemowleciem zabieralam go na zajecia do biblioteki,
          na grupy zabawowe, poznalam inne mamy, zaprzyjaznilysmy sie,
          spotykamy sie przynajmniej raz w tygodniu, dzieci znaja sie od
          zawsze.W przypadkach awaryjnych mozemy nawzajem na siebie liczyc.

          2. byla niania, ktora zostawala, albo przychodzila, albo my tam
          podrzucalismy syna jak chcielismy wyjsc.

          3. teraz maly w przedszkolu (5l) mamy baby sitter, 16-letnia
          licealistke, ktora jest swietna i rozchwytywana, ja zatrudniamy na
          wyjscia.

          4. raz na 2 miesiace przyjezdza babcia na 3-4 dni, i wykopuje nas
          wtedy na randki.
          • mamaboryska2 a ja nie byłam na randce od półtora roku :( buuu 27.01.10, 20:45
            Moja mama mieszka 2000 km od nas, teściowa 750... Jeszcze się nie zdarzyło, żeby
            któraś przyjechała i pomogła a po takim czasie to chyba bym nie zostawiła z
            dzieciakiem, chyba że miałaby któraś czas na tygodniowe szkolenie...
            Na zakupy jeździmy w trójkę. Na szczęście młody uwielbia "światełkownię". Do
            kina nie chodzimy. Partner sporo pracy wukonuję w domu, ja zawiesiłam wszelką
            działalność oprócz jednego dnia w tygodniu, kiedy wykładam na uczelni. Wtedy
            przyjeżdża do Borysa koleżanka/niania. Na zatrudnienie kogoś na stałe nas nie
            stać niestety...
    • kaskahh Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 27.01.10, 21:23
      my tez sami
      za granica
      nie jest zle, dopoki...
      wlasnie dopadlo mnie zapalenie oskrzeli, tydzien temperatury, maz nie moze sie
      zwolic...

      dzis jednak juz padlam o 13, puscili go do domu... tu by babcia byla... ah,...
      ale ona daleko

    • gabrysias Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 28.01.10, 09:59
      200 km i 120, do tego kawalerka i mały niejadek/rewolucjonista 17
      miesięcy, ciężkie noce. dziadkowie i babcie tylko od święta. nie ma
      rady, choć rzeczywiście chciałoby się zdrzemnąć czy po prostu pobyć
      samemu. ale za 2-3 lata powinno byc lepiejwink pozdrowienia!
    • red.rsz Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 28.01.10, 14:35
      My mieszkamy ponad 300 km od jednych i drugich rodziców.Dziadkowie
      widują wnuki bardzo rzadko,raz na 2-3 mce,jak my pojedziemy do
      nich.Ale bardzo ich kochają i zrobiliby dla nich wszystko.Z
      problemami dnia codziennego borykamy się sami,a głównie ja bo mąż
      pracuje,ja jestem na wychowawczym.Starszy syn chodzi do
      przedszkola,ale często choruje,więc największym problemem jest
      dojazd do lekarza lub udbiór starszego z przedszkola gdy młodszy
      choruje.Nie mamy takich znajomych,u których moglibyśmy zostawić
      dzieci,więc od 4 lat nigdzie nie byliśmy sami.No chyba że jesteśmy u
      rodziców,wtedy nie ma problemu.Na nianię nas niestety nie stać.
    • anus85 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 28.01.10, 14:54
      Pomimo, że mieszkam z tesciową to nie wyreczałam sie nia przy
      dziecku.Mama mieszka 60 km od nas.Teraz kiedy mala ma dwa lata to
      czesciej w ciagu dnia mala pojdzie do tesciowej bo sprawia jej to
      frajde "urwac sie od mamy".Oczywiscie kiedy naprawde nie moge gdzies
      zabrac malej to prosze tesciowa, a kiedy mam zjazd to zawozę mala do
      mamy.Niestety ciezko jest wychowywc dziecko bez codziennej pomocy
      kogos.Jak mala miala pol roku mąż zaczął wyjeżdzać do pracy za
      granicę i tak jest do dziś, ja jestem sama z mała przez kilka
      tygodni, potem wraca mąż na ok.2-3 tygodnie i tak w kółko.
      • anus85 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 28.01.10, 14:59
        Oczywieście najgorzej wspominam dwukrotny pobyt w szpitalu z małą,
        kiedy mąż był za granicą i nie mogłąm liczyć na nikogo.Nikt mnie nie
        zmieniał przy dziecku, nie mogłam wyjść odetchnąć nawet na chwilkę.
        Potem w domu sama solidnie odchorowywałam każdy pobyt w szpitalu, ze
        zmęczenia i totalnego niewyspania byłam ledwo żywa.
    • kammik Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 28.01.10, 15:21
      Do czego potrzebna jest pomoc dziadków, jeśli dziecko jest jedno a matka nie
      pracuje?
      • kicita Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 28.01.10, 17:32
        Przy wyjściu do kina albo do teatru. Jeżeli dziadkowie są blisko i
        chętni do pomocy, to czemu nie? Ja akurat jestem w sytuacji
        idealnej, bo moi rodzice chętnie zajmują się wnuczką, więc korzystam
        z tego. Teraz pracuję, ale jak nie pracowałam też potrzebowałam
        wyjść wieczornych.
        • kammik Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 29.01.10, 08:04
          Ludzkość w takiej sytuacji wymyśliła instytucję opiekunki.
          • styczniowka82 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 29.01.10, 08:21
            Ja mieszkam z teściami a moi rodzice mieszkają 4km dalej i w 100%
            dziećmi zajmuję się sama (nie pracuję). Muszę przyznać że bwa ciężko
            i o wjściach mogę zapomnieć ale jestem dumna że radzę sobie sama i
            zbyle powodu nie zostawiam dzieci pod opiekę innym, zdarzały się
            sytuacje kiedy musiałam poprosić o pomoc ale przez 6lat mogłabym
            policzyć na palcach takie sytuacje.
            Starszy chodzi do przedszkola a młodszy wszędzie ze mną i jakoś
            idzie. Mąż pracuje od 7 do 17-18 ale ma swoją działalność i w każdej
            chwili może wyrwać się z pracy co jest wielkim plusem.
            Jedne dziadki są na emeryturze i bardzo chętnie siedzieli by z
            dziećmi ale ja nie chce (mamy różne poglady co do wychowania i
            odżywiania dzieci)drudz natomiast nadal pracują a babcia poszła na
            studia więc raczej nie w głowie jej pilnować wnukówwink
            No cóż ale jakby nie było w nagłych przypadkach jest z kim dziecko
            zostawić.
    • kamelia04.08.2007 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 29.01.10, 11:20
      my się zajmujemy sami dzieckiem, a konkretnie to bardziej ja, bo mąż w pracy i
      na wyjazdach służbowych.

      Do rodziców moich jest trzy razy dalej niż do twoich i bardzo się z tego cieszę,
      bo nie mam ochoty na przebywanie z nimi, a ich metody wychowawcze przerażają
      mnie. Oni jak bym im tylko pozwoliła, to by młoda wychowywali lepiej, bo po
      swojemu (tymi swoimi prymitywnymi metodami).

      Normalnie sobie radzimy, dom nie jest może wyszorowany szczoteczką do zębów, nie
      ma czasu na czyszczenie klamek w oknach, za to jest spokój. Swoja robotę
      wykonuje wieczorami i w nocy.
      Jestem pewna, że i z drugi tez bym sobie poradziła.
    • arielian Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 29.01.10, 12:09
      Hej jestem w tej samej sytuacji co ty. Pomocy brak. Nic jeszcze nie zorganizowane bo jestem na wychowawczym i caly dom na mojej glowie. Od czasu do czasu upadam pod tym ciezarem - wyjezdzam wtedy na tydzien do rodzicow, gdzie dzieckiem zajmuje sie nadal sama ale maz wtedy sprzata i jakos stajemy na nogi.O drugim dziecku nie ma mowy. Nie wiem jakbym zareagowala na wiesc o drugiej ciazy. Czasem mysle ze polozylabym sie na ulicy i czekala az mnie cos przejedzie. Teraz wracam do pracy - pieniadze sie koncza. Nie wiem co bedzie. Miotam sie miedzy poczuciem winy ze zostawiam dziecko a poczuciem winy ze brak nam pieniedzy bo nie zarabiam. Malo co mnie cieszy. Czasem wrecz mam wrazenie ze nic dobrego sie juz nie zdarzy. W skrytosci ducha patrze z nadzieja na powrot do pracy, niezaleznie od problemow, przez 8 godzin w pracy bede kims innym niz matka. Pojade sama autobusem. Sama, jak to pieknie brzmi. Bez dziecka. A zaraz potem zalewaja mnie wyrzuty sumienia, ze jak wogole moge tak pomyslec. Nie mamy z mezem zadnego zycia. Tylko dziecko. Koszmar. Synek ma 20 miesiecy. Zaczyna byc lepiej. Drugiej ciazy nie podolalabym juz psychicznie. Zamkneli by mnie chyba w kaftan bezpieczenstwa. A najgorzej wkurzaja mnie wypowiedzi mam ktore maja jakas pomoc i dziwia sie czemu ja jestem taka ZMECZONA, ze nie mam radosci zycia, I ZE JAK JA MOGE TAK DOM ZAPUSCIC. Wystrzelalabym takie ....... Trzymaj sie. Byle dalej. Kiedys wygrzebiemy sie z tych pieluch. Ten koszmar sie kiedys skonczy prawda ?
      • kela12 Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 29.01.10, 12:39
        No ja niestety też z tych co to rodziców, teściów, ciocie daleko
        mają (jakieś 250km). I też czasem mam ochotę wyć, że pomocy nie mam,
        że z mężem do kina czy gdzie kolwiek nie mogę wyjść. Ale dziecko ma
        już 3 lata i powoli zaczyna się lepszy czas. Niestety co do wakacji
        to u nas jest dziwnie bo 4 placówki mają po 2 tygodnie dyżur. To
        chyba po to żeby rodzice się nie pokusili i nie zostawili dzieci w
        przedszkolu no bo niby jak poradzić sobie z czterokrotną adaptacja
        dziecka do nowego miejsca nowych pań. To chyba jasne że na taką
        traumę nie można pozwolić. Tylko co zrobić? Mąż bierze 2 tygodnie
        urlopu w lipcu ja wtedy tydzień żeby choć trochę być razem. 2
        pierwsze tygodnie sierpnia dyżur ma nasze przedszkole więc mały
        wtedy będzie uczęszczał, a potem kolejne dwa tygodnie sierpnia ja
        biorę urlop. Nie wiemy tylko co z pierwszą połową lipca, ale może
        ściągnę mamę. Zobaczymy. Ze swojej strony życzę powodzenia wszystkim
        rodzicom, którzy nie mają wsparcia najbliższej rodziny. Życzę przede
        wszystkim przyjaciół i życzliwych zaprzyjaźnionych sąsiadów
        • kicita do kammik 29.01.10, 21:45
          OK - jeżeli dziadkowie nie chcą lub nie mogą zająć się dzieckiem,
          czy jest jeszcze jakiś inny powód. Ale jeżeli chcą i mogą? Moi
          rodzice chcą nawet bardzo, a młoda uwielbia spędzać z nimi czas. W
          takiej sytuacji szukanie na siłę opiekunki jest bez sensu.
          • kammik Re: do kammik 30.01.10, 10:36
            Ale o co ty mnie pytasz, bo nie zrozumiałam? O opiekunce napisałam, bo jedna z
            dziewczyn wypowiedziała się tak, jakby to tylko dziadkowie mogli zostawać z
            dzieckiem, kiedy rodzice chcą wyjść. Otóż nie tylko.
    • stonkaziemniaczana Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 29.01.10, 22:10
      ech ja mogę liczyć na moją mamę. Babcia przyjechała pobawiła się z wnukiem 2
      godz, my z mężem z obłędem w oczach próbowaliśmy w tym czasie zrobić najwięcej
      jak się da (pranie, sprzątanie, gotowanie, skręcanie fotelika do
      karmienia,naprawianie komputera) Syn jest tuż po szczepieniu i dodatkowo ząbkuje
      więc jest płaczliwy gdy nikt z nim nie bawi. Wanna się zapychała więc wyjęliśmy
      sprężynę do przepychania, mąż instalował w kanalizacji a ja kręciłam, w łazience
      bałagan. A babcia stwierdziła że już jedzie bo brat po nią przyjechał (mąż
      chciał mamę sam odwieźć, ewentualnie 4 przystanki autobusem) i zostawiła nas z
      całym tym bałaganem smile
    • amidala Re: Rodzice bez pomocy dziadków! 30.01.10, 12:26
      Też mam taką sytuację. Moi rodzice nie nadają się do niczego, obrażeni są na
      mnie każde z osobna bo już dawno rozwiedzeni. Nie cierpię się nawzajem i mojego
      męża, więc atmosfera jakby nie sprzyja kontaktom. Rodzice męża za to schorowani
      i starsi, więc to my się nimi opiekujemy, a nie oni wnukiem. Jesteśmy oboje
      zmotoryzowani, oboje pracujemy, ja w domu, wyszaleliśmy się i pojeździli wręcz
      ekstremalnie po świecie, bo przed posiadaniem potomka byliśmy ze sobą 7 lat.
      Teraz możemy się ponudzić w domu, aż młody dorośnie do podróży dalszych.
      Chwilowo uprawiamy krótsze. Gdy mnie przycisną obowiązki zawodowe mam telefon do
      dziewczyny, która posiedzi z małym godzinkę, dwie, ale na dłuższą metę nie
      wyobrażam sobie, żeby wychowywała go obca osoba. Owszem, jak pójdzie do
      przedszkola to będzie inaczej, ale do tego czasu zakoduję mu w łebku
      najważniejsze mechanizmy obchodzenia się ze światem i ludźmi. Nie tęsknimy za
      wyjściami do knajp itd, bo średnio rozrywkowi byliśmy i nadal jesteśmy, ale
      gdyby nas przypiliło, też można opiekunkę załatwić. Ale naprawdę większą
      radością jest dla nas spędzanie wieczoru z takim 2 i pół latkiem, który zaczyna
      gadać jak najęty, śmieszny jest niesamowicie i kochany do schrupania. I po co ja
      mam iść do jakichś zadymionych lokali i narażać się na zatrucie pokarmowe, skoro
      mam rozrywkę na miejscu???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka