Moja córka (2 lata i 4 m-ce) jest nie tylko mistrzynią w wymyślaniu sobie
niestworzonych zabaw, ale bardzo lubi bawić się sama - nie chodzi tyle, że bez
innych dzieci ile o to, że bez rodziców. Zazwyczaj ja proponuję jej
najróżniejsze wspólne zabawy i chętnie na to przystaje ale żeby sama poprosiła
o zabawę ze mną to jakiś cud się musi zdarzyć.
Ostatnio zamyka się w swoim pokoju i traktuje mnie i męża jako persona non
grata. Bawi się kuchenką albo maskotkami i jak np. wchodzę do niej to mówi:
mama wyjdzie. I prowadzi mnie w kierunku drzwi, które stanowczo za mną zamyka.
Aż mamy z mężem ochotę pukać, jak do niej wchodzimy, czy aby w czymś nie
przeszkadzamy

Nie powiem żebym jakoś ubolewała nad tym. Mam w domu 3 miesięczne niemowlę,
więc nie dałabym rady bawić się cały czas ze starszą. Jednak momentami
zadziwia mnie jej chęć niezależności. Z drugiej strony ja byłam podobna.
Miałam jako dziecko swoje wizje i pomysły a dorośli raczej mi w tym
przeszkadzali i ograniczali mnie swoimi zakazami. (Oczywiście po latach
rozumiem sens tych zakazów.)