Dodaj do ulubionych

Martwić się czy nie?

13.08.10, 21:36
Synek obecnie 19 m-cy, jakieś dwa miesiące temu podczas uderzenia
zaniusł się płaczem i się zapowietrzył,na chwile odleciał,przeżyłam
chwile zgrozy,pojechaliśmy do szpitala lekarz zbadał odesłał do
domu,nic nie kazał robić,sama stwierdziłam że pujdziemy do pani
neurolok,pani doktor stwierdziła że to mogą być napady afektywnego
bezdechu, ja tez przeczytałam o tym w internecie i też tak mi się
wydawało że to był bezdech blady który występuje jak dziecko płacze
bo się uderzy i go coś boli,pani doktor zleciła eeg głowy no i jak
poszliśmy po wyniki to pani stwierdziła że wyszły jakieś zmiany w
czasie snu ale nie wielkie i na razie nic nie możemy zrobić jak się
nic nie dzieje to dobrze,kazała badanie powturzyć za pół roku wtedy
może się okazać że wyniki będą ok,ale przed wczoraj przewrucił się
na autku poleciał na chodnik głową do tyłu i znowu to miał,
naszczęscie wiedziałam już co robić i szybko przeszło ale i tak
umówiłam się na wizyte pod koniec sierpnia do pani neurolok, no i
zaczynam się martwić co będziesad Może macie jakieś doświadczenia z
czymś takim?Acha dodam jeszcze że po przyjezdzie z wakacji synek
przez pierwsze noce miał straszne chisterje w nocy,tłumaczyłam tym
że zmaina otoczenia,klimatu.
Obserwuj wątek
    • mammajowa Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:42
      neurolog. poza tym umówiłabym się na wizytę tak jak się da najwcześniej, ale
      powodów do paniki nie widzę.
      • emilli3 Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:47
        to jest pierwszy wolny termin.
    • deela Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:43
      > Synek obecnie 19 m-cy, jakieś dwa miesiące temu podczas uderzenia
      > zaniósł się płaczem i się zapowietrzył,na chwile odleciał,przeżyłam
      > chwile zgrozy,pojechaliśmy do szpitala lekarz zbadał odesłał do
      > domu,nic nie kazał robić,sama stwierdziłam że pójdziemy do pani
      > neurolog,pani doktor stwierdziła że to mogą być napady afektywnego
      > bezdechu, ja tez przeczytałam o tym w internecie i też tak mi się
      > wydawało że to był bezdech blady który występuje jak dziecko płacze
      > bo się uderzy i go coś boli,pani doktor zleciła eeg głowy no i jak
      > poszliśmy po wyniki to pani stwierdziła że wyszły jakieś zmiany w
      > czasie snu ale nie wielkie i na razie nic nie możemy zrobić jak się
      > nic nie dzieje to dobrze,kazała badanie powtórzyć za pół roku wtedy
      > może się okazać że wyniki będą ok,ale przed wczoraj przewrócił się
      > na autku poleciał na chodnik głową do tyłu i znowu to miał,
      > naszczęscie wiedziałam już co robić i szybko przeszło ale i tak
      > umówiłam się na wizyte pod koniec sierpnia do pani neurolog, no i
      > zaczynam się martwić co będziesad Może macie jakieś doświadczenia z
      > czymś takim? Aha dodam jeszcze że po przyjezdzie z wakacji synek
      > przez pierwsze noce miał straszne histerje w nocy,tłumaczyłam tym
      > że zmaina otoczenia,klimatu.
      • deela Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:44
        jak dla mnie niedostateczny
        mój miał bezdechy, skonsultowałam się z neurologiem
        • emilli3 Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:46
          Oczywiście droga Dellu przepraszam za błędy ale nie to jest teraz
          dla mnie najważniejsze.
          • deela Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:49
            > Oczywiście droga Dellu
            w moim nicku występują dwa e i jedno l
            a ja tam wierzyłam neurologowi, mój miał typowe napady sine i to od urodzenia do 2,5 roku, dziś ma prawie 4 lata i sporadycznie jeszcze mu się zdarzają
            tu masz dobry artykuł, którym sama się posiłkowałam
            www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=13704&_tc=BB54FDB3AA374FDC9EE877DF9998A9FD
            • emilli3 Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:53
              Możesz coś więcej napisać o swoim dziecku,jakie badania robiłaś w
              tym kierunku,i jak radziłaś sobie z tymi napadami? U nas to troche
              pózno się zaczeło.
              • deela Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 22:11
                mój syn pierwszy atak miał już w szpitalu w 2giej dobie życia, tak jakby się zaciął a za chwilę wrócił do siebie, ja wiedziałam, że coś takiego istnieje, bo mój brat miał dokładnie takie same napady i spora już wiedzę pobrałam od swojej mamy, inna sprawa to teściowa panikara
                najweselsze jednak było to, że.... panie w żłobku (do którego chodził od 4go m-ca życia) strasznie panikowały, kiedy miał atak i na siłę wysłały mnie do neurologa
                opiszę najpierw moje spostrzeżenia: dziecko prócz bardzo wczesnego niemowlęctwa miało takie napady od płaczu do zanoszenia się (tak się mówi w moich stronach: dziecko się zanosi) wyłącznie w połączeniu z aktywizatorem, którym był w jego przypadku ból, od płaczu aż do zaniesienia się właśnie, czasami wychodził z tego sam (odcinał się), jednak im był starszy tym trudniej było wytrącić go z tego stanu, ja albo dmuchałam silnie w otwarte usta, albo wołałam, albo klepałam po tyłku, nawet oblewałam twarz wodą byle go z tego wyprowadzić, najczęściej działała metoda nr 1
                nigdy mi nie zemdlał, chociaż było już parę razy blisko (sinienie, lecenie przez ręce, po oprzytomnieniu lekko zakręcony był), ale wiedziałam, że w razie omdlenia zaciśnięte mięśnie krtani i przepony rozluźnią się samoistnie i w czasie omdlenia dziecko zacznie normalnie oddychać (doświadczenia mojej mamy)
                jak już wspomniałam, panie w żłobku nie miały do czynienia z tak głębokimi napadami bezdechu afektywnego (co wydaje mi się wręcz niezwykłe, jako, że sporo dzieci na to "cierpi") i jednak namówiły mnie na tego neurologa (jakieś pisma kazały mi podpisywać, że byłam informowana o każdorazowym przypadku blablabla), żeby nie czekać poszłam do neurologa prywatnie
                neurolog dokładnie go obejrzał (zachowanie, odruchy - np przy upadku itp), obejrzał kształt czaszki i porównał ze mną i z mężem, zrobił bardo dokładny wywiad włącznie z tym jak wyglądają napady, jaki jest aktywizator (o ile w ogóle jest) po czym orzekł to co już wiedziałam - czyli, że to napady sinego bezdechu afektywnego, potwierdził sposób postępowania z takimi przypadkami, napisał to wszystko na urzędowej kartce i podbił własną pieczęcią, co panie w żłobku wyraźnie uspokoiło
                a pielęgniarce w żłobku pozwoliło się ode mnie odczepić (ona w ogóle szurnięta była, cały żłobek super tylko ta jedna wariatka, np upierała się, że od kataru alergicznego - nie wierzyła w alergię a to był alergiczny katar jak stąd pod racławice - dziecko mi ogłuchnie, natomiast od bezdechu umrze a tak w ogóle to on ma padaczkę..... ech)
                z tego co wiem, bezdech blady jest groźniejszy dla zdrowia, bo może powodować zmiany w mózgu, ale nie mi wyrokować o problemie z twoim dzieckiem, tylko specjaliście
          • memphis90 Re: Martwić się czy nie? 14.08.10, 12:06
            Ale Twój problem byłoby zdecydowanie łatwiej zrozumieć i pomóc, gdybyś rozbiła
            ten słowotok chociaż na kilka zdań.
      • mama_kotula Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 21:57
        deela napisała:

        Aha dodam jeszcze że po przyjezdzie z wakacji synek
        > > przez pierwsze noce miał straszne histerie
        w nocy,tłumaczyłam tym
        > > że zmaina otoczenia,klimatu.

        Deela tongue_outtongue_out
        • emilli3 Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 22:04
          Widzę że mój post zrobił tu niezły ubaw,dziękuje bardzo za pomoc.
          Mam nadzieje mamo_kotula że ty masz zdrowe dzieci i nie masz innych
          problemów.
          • misiowamama-2 Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 22:22
            Rzeczywiście TROCHĘ to nietaktowne z tym wytykaniem błędów. Jeśli
            Panie nie mają nic do powiedzenia w sprawie to po co już i tak
            zdenerwowaną mamę wysmiewać. NIEŁADNIE
            Emilli3, nie martw się na zapas. Może to taki "urok" i maluszek z
            tego wyrośnie. Mój synek w lipcu 2009, teraz ma ponad 2 lata
            wylądował w szpitalu po podobnych ekscesach, tyle że na końcu
            stracił przytomność. Było EEG, które tak jak podobnie u Ciebie coś
            tam wykazało, ale neurolog uspokoiła,że to nic groźnego. W
            międzyczasie kontrolne wizyty, wszystko jest OK. Trzymaj rękę na
            pulsie, rób kontrolne EEG jeśli zaleci lekarz i trzymaj się jego
            wskazówek. Jeśli jednak nadal będzie Cię niepokoiło to spróbuj
            skonsultować to z innym lekarzem. Na pewno wśród znajomych ktoś zna
            dobrego neurologa.
            pozdrawiam
            • emilli3 misiowamama-2 14.08.10, 08:28
              A napisz mi czy twój synek miewa jeszcze takie ataki? U nas z naszą
              panią neurolog to jest różnie,zbytnio się nas nie wypytuje o rozwój
              dziecka,zawsze się pyta od którego miesiąca dziecko chodzi i czy
              zaczyna mówić,zapytała się go kiedys gdzie jest ucho,wiadomo że
              dziecko obcej babie nie pokarze.
              • misiowamama-2 Re: misiowamama-2 16.08.10, 22:46
                Nie, na szczęście nie powtórzyły się. Na chwilę obecną neurolog
                stwierdziła u synka nadpobudliwość. Objawia się to zaburzeinami snu,
                które trwały kilka miesięcy. Teraz podaje mu Atarax na sen i jest
                lepiej. Poza tym obgryza paznokcie, jak coś mu nie wychodzi lub coś
                chce to bardzo się złości,rzuca na podłogę, wygina- trudno go wtedy
                uspokoić. No i nie usiedzi na pupie, wszedzie go pełno.
                • elan-o100 Re: misiowamama-2 17.08.10, 08:36
                  moj syn mial takie bezdechy podczas placzu w niemowlectwie, trwaly
                  do okolo 2 lat. potem jak reka odjal.
                  zawsze po takim ataku byl bardzo zmeczony i blady, ale u nas nigdy
                  nie bylo utraty przytomnosci, wiec nie konsultowalismy tego z
                  neurologiem. Synek ma teraz 3 lata - rozwija sie świetnie, wiec
                  chyba te ataki sladu nie zostawily.
                  Znałam to wczesniej bo moja mlodsza siostra miala w dziecinstwie
                  takie bezdechy, ale jednak przy swoim dziecku zawsze przezywalam
                  horror.
                  Zyczę wytrwałości smile wyrośnie z tego.
          • mama_kotula Re: Martwić się czy nie? 14.08.10, 12:11
            emilli3 napisała:

            > Widzę że mój post zrobił tu niezły ubaw,dziękuje bardzo za pomoc.
            > Mam nadzieje mamo_kotula że ty masz zdrowe dzieci i nie masz innych problemów.

            Akurat mój post nie był obśmianiem Ciebie, Emilli, jeno obśmianiem Deeli, która nawytykała ci błędów - mój post był na zasadzie przyganiał kocioł garnkowi, bo jak się coś robi - nawet wytyka błędy - to się to powinno robić porządnie, nie? nie omijając żadnego winkwink

            Nie, nie mam zdrowych dzieci, mam dzieci autystyczne - ale to nie jest tematem tego wątku. Pozdrawiam serdecznie.
        • deela Re: Martwić się czy nie? 13.08.10, 22:11
          ups
          idę się ubiczować zimnym strumieniem wody
          • nelinka85 Re: Martwić się czy nie? 14.08.10, 23:24
            Moja- teraz już 2,5 letnia chrześniaczka ma napady afektywnego bezdechu. Rodzice
            udali się z nią do neurologa i dr( czytając powyższe posty nie wiem czy
            słusznie) zapisała dziecku leki, de facto podawane przy padaczce. (depakine
            bodajże ) niestety jak się okazało leki nie pomagały, ponieważ dawka była za
            mała i po zwiększeniu jej do tej pory bezdech sie nie pojawił. Powiem szczerze,
            że widok tego bezdechu i objawów towarzyszących zawsze powodował we mnie lęk,
            łzy i przerażenie... Leki jak wiadomo zawsze mają jakies skutki uboczne ale nie
            wyobrażam sobie każdego dnia drżeć o swoje dziecko, bo może się zdarzyć że
            rodzic nie zauważy owego zanoszenia się, a każde niedotlenienie może mieć
            poważne skutki. Czytałam, ze wielokrotnie ta dolegliwość maja dzieci w wieku
            ok1,5 -2 lat (choć któraś z poprzedniczek pisała o noworodku )w momencie kiedy
            nie potrafią panować nad emocjami, łatwo się złoszczą, często wymuszają coś na
            rodzicach itp. a dobrą wiadomością jest to, że z tego się wyrasta! życzę
            wszystkiego dobrego.
            • deela Re: Martwić się czy nie? 15.08.10, 20:05
              chyba mylisz bezdech afektywny z bezdechem, bezdechu afektywnego nie da się
              przeoczyć bo zaczyna się od wielgachnego wycia, w przeciwieństwie do bezdechu,
              który zaczyna się znienacka
              jakby mi neurolog na bezdech afektywny zapisał leki na padaczkę
              kazałabym mu spadać na szczaw
              > rodzic nie zauważy owego zanoszenia się, a każde niedotlenienie może mieć
              > poważne skutki.
              bzdury opowiadasz takie, że głowa mała, mylisz pojęcia i w zasadzie to nie za
              bardzo wiesz, w którym kościele dzwoni
              • nelinka85 Re: Martwić się czy nie? 16.08.10, 20:47
                Byc może faktycznie mylę pojęcia bezdechu z afektywnym bezdechem, w każdym razie
                u Oliwii bezdech występował łącznie z płaczem i był poprzedzony np. uderzeniem,
                złością, gniewem itp. ale nie zawsze jesteś przy dziecku kiedy płacze i może
                nastąpić bezdech, prawda?!
                • deela Re: Martwić się czy nie? 16.08.10, 21:11
                  owszem zawsze
                  • nelinka85 Re: Martwić się czy nie? 16.08.10, 21:20
                    Nie będę się z Panią licytować bo nie ma to sensu.
      • joanka-r Re: Martwić się czy nie? 15.08.10, 23:59
        della jak już poprawiasz to wszystkie błędy zaznacz.tongue_out



        Do autorki wątku. Nie mogłam czytać w skupieniu tego co napisałaś, bo rozpraszały mnie Twoje błędy. Sorry ale zasady ortografii są w 2 klasie szkoły podstawowej.
    • julialila Re: Martwić się czy nie? 15.08.10, 23:35
      moja córka miała ataki bezdechu. standardowo płacz/wycie i atak. za pierwszym
      razem wystarczyło dmuchnięcie w buzię. Potem były jej "odloty" czyli wywracanie
      oczu, tracenie przytomności, zwiotczałe ciało. Na wizycie - po dość obszernym
      przesłuchaniu - z racji, że ataki nie zdarzały się nagminnie, kazał małą
      obserwować. Podawaliśmy też melisę. W czasie ostatniego ataku zaczęłam ją
      reanimować, bo nic nie skutkowało. Teraz, gdy widzę, że się zachodzi
      zapobiegawczo mówię "oddychaj".

      Nikomu nie życzę takich przeżyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka