Jak bylam mala to pamietam pas. Wisial taki krotki z 50 cm, brazowy w szafie (bez sprzaczki) - to chyba byl jakis kawalek paska. No ale zdarzylo sie pare razy lanie nawet na goly tylek. Przypominam sobie, ze kara polegala na tym, ze wiedzialam za co i ze sama sie kladlam na krzeslo i np. dostane 5 razy - jakos w szkole albo mialam 100 razy napisac, ze czegos tam nie bede robic (wiec musialo byc w szkole skoro pisalam). Pamietam, ze raz sama wybralam pas zamiast pisania. Kurcze kompletnie nie pamietam coz ja moglam nabroic... Chyba spytam mame

)
Rzecz jasna byly to jakies super wyjatkowe przewinienia - zeby nie bylo, ze ktos mnie maltretowal

Nie mam traumy ale po prostu pamietam. Krzywda mi sie nie stala choc jakos nie popieram tej metody wychowawczej.
Niewspominajac, ze w szkole tez byli tacy co obrywali linijka po lapach (a nawet dziennikiem po glowie) a teraz jest to niedopuszczalne - a wiec czasy byly inne.
Nie mam takich doswiadczen z corka bo po prostu jest aniolem. Miewa jakies tam humorzaste dni ale mam milion sposobow, zeby ja skarcic a i tak najbardziej skutkuje cierpliwe tlumaczenie jak jej zle zachowanie wplywa na moje uczucia. Kiedy brak MI cierpliwosci - izoluje ja od zabawy coby przemyslala sobie co i jak.
Tak sobie mysle czy ja bym na nia podniosla reke? W jakich okolicznosciach moglabym to zrobic?
Kiedy mozna to jakos uzasadnic (ze ma to sens i przyniesie oczekiwany efekt)?
Nie chce sie 'wybielac' ze jestem taka swieta bo przyznaje, ze jak czasem sobie patrze na inne rozwydrzone dzieci to sie we mnie gotuje i moglabym chyba utluc ale nie moje wiec i moze zasoby cierpliwosci sa inne. Moje nie daje mi powodow do klapsow wiec nie mam porownania. A jak jest u Was?