sarabanda2
01.02.11, 08:50
Dość często, idąc na spacer, musimy przejść przez osiedle. Nie ma chyba przypadku, żeby wtedy przynajmniej jedna starsza pani nie zaczepiła mojego dziecka. Te sytuacje podzieliłabym na "nawiązujące kontakt" i "pouczające". Te pierwsze byłyby nawet ok, gdyby nie to, że 9 na 10 pań przmeawia do mojego 3-latka specjalnie modulowanym na okazję rozmowy z dzieckiem głosem, przesadnie cienkim lub grubym, rozciągając albo spieszczając. Mój syn, do którego zawsze mówiliśmy normalnie, bywa tym zdziwiony i na pewno nie ma ochoty na kontakt z takimi podejrzanymi osobnikami.
Gorsze są zaczepki pouczające. "Zimno ci pewnie", "Nie biegaj tak szybko, bo się przewrócisz", "Oj, zamoczysz się", "Nie wchodź na te górkę, spadniesz". Matka, czyli ja, stoi obok, bezpieczeństqo jest więc ok, dziecko zachowuje się tak, jak powinno na spacerze, a narażone jest na wywoływanie lęków i poczucie, ze coś jest nie w porzadku.
Większośc tych pań jest pełna dobrej woli, uśmiechają się, i za nic nie chciałabym zrobić im przykrości. Zwykle je ignoruję lub zdawkowo odpowiadam.
Raz jednak nie wytrzymałam i powiedziałam coś w stylu: Dlaczego wszyscy komentują dzieci? Przecież wobec dorosłych byłoby to bardzo niestosowne.
Pani pouczyła mnie: Bo wszyscy kochają dzieci i traktują je jak swoje.
Co o tym myślicie?