Dodaj do ulubionych

Masakra w sklepie...

16.02.11, 23:33
Dzisiaj po popoludniu wybralismy sie z mezem i corka do sklepu. zaczelismy zakupy tak jak zwykle, ja z corka za raczke chodzilismy miedzy polkiami. Mala wybrala sobie zelki, monte i zmierzalismy do kasy. Przy kasie oczywiscie czekanie... mala w pewnym momencie zauwazyla gumy takie w plastikowym pudelku ktore sie rozwija i chciala je kupic. Ja zaprotestowalam bo wiem, ze miala juz je kilka razy i wcale ich nie zula tylko miala frajde z ich rozwijania.
Pierwszy raz zadarzylo mi sie to, ze corka zaprotestowala na to placzem i tak strasznym, ze slyszal ja caly market, zaczela sie rzucac, wyrywac, mowila, ze chce te gumy i koniec. Pisze to poniewaz nigdy sie tak nie zachowywala, czy naprawde zalezalo jej tak na tych gumach ktore miala juz kilka razy? Kompletnie nie rozumiem.

A jeszcze bardziej zszokowaly mnie miny ludzi patrzacych sie na mnie jak na idiotje, ktora nie chce kupic dziecku jego zachcianki, to bylo okropne, wszyscy wscibsko patrzacy na mnie i na corke, czy Wy tez mieliscie takie zdarzenia?
Obserwuj wątek
    • camel_3d Re: Masakra w sklepie... 16.02.11, 23:48
      mysle, ze ludzie nie patrzyli na ciebie jak na idiotke, ktora nie chce kupic dziecku czegos tam..mysle, ze patrzyli jak na kogos kto nie potrafi uspokoic dzeicka... skad oni mogli wiedziec ze to pierwszy raz?

    • fajny.c.u.k.i.e.r.e.k Re: Masakra w sklepie... 16.02.11, 23:50
      mnie jeszcze nic takiego nie spotkało (podejrzewam, że to tylko kwestia czasu smile ), ludzie niech się gapią i komentują ile sobie chcą, ja mam jedną teorię na takie zachowanie - KRÓTKO I NA TEMAT, ZA RĘKĘ I DO DOMU, BEZ ULEGANIA, ULEGNIESZ RAZ I JESTEŚ ZAŁATWIONA NA CACY smile, tym bardziej, że wcześniej sobie już wybrała co chciała, ewentualnie trzeba było jej powiedzieć, że jak chce to może zamienić sobie, monte lub żelki na gumę - ciekawe jaki był by wybór smile
      • paliwodaj Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 01:09
        swiete slowa cukierek
        Moja dojrzalosc tez sie tym objawia ze nie przejmuje sie wzrokiem ludzi ktorzy mnie nie znaja , ani ja ich nie znam .Kazdy kto ma stycznosc z dziecmi wie ze one nie zawsze sa idelane i juz slysze te glosy mamusiek zawsze idealnych ( na forum) dzieci.
        Zwykle ludzie sie na mnie gapia gdy przylatujemy do Polski i musimy przestwic sie na czas Polski. Wiec w dzien spimy, poznym wieczorem zyjemy smile, z dnia na dzien upadabniajac sie zwyczajami do otoczenia. Ale zdazylo mi sie z cala rodzina byc o 2 w nocy w supermarkecie, musialybyscie widziec miny ludzi smile

        Co do zachowania w sklepie, synowie juz rozumieja bo sa starsi, ale corka ok 2 roku zycia miala faze ze w sklepie z zabawkami wybierala zabawki ktore juz ma i nie chciala zostawic bo to JEJ! Nie obylo sie bez scen i nie zamierzalam tlumaczyc kazdemu z osobna o co te sceny.
        Raz w kolejce tez wybrala sobie lalke dzidziusia , bardzo zle wykonana, z jakimis drobnymi akcesoriami, powiedzielam "nie" miala wybrane przez nia puzle w koszyku, i mimo oporow wzielam dziecko na rece i do samochodu
    • mikams75 Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 08:33
      dziecku pewnie sie nie podobaja gumy tylko opakowanie-zabawka.
      Ja bym dala wybor - albo zelki, albo te gumy.
      Moja tez juz pare razy odstawila cyrk w sklepie. Z tym, ze moja potrafila znalezc cos zupelnie bez sensu np. paczuszke srubek, cos na dziale kuchennym bo bylo w ulubionym kolorze niebieskim, na dziale chemicznym pakowala do koszyka wszystkie plyny niebieskie (nie zdawalam sobie kiedys sprawy, ze wiekszosc butelek jest niebieska!). Jak byla mlodsza (ok. 1,5 roku) to uwielbiala zwalac z polek i byl zawsze ryk z tarzaniem sie po ziemi, bo nie pozwalalam. Brala rzeczy, ktore juz mamy w domu (np. mydlo, szampon), bo to nasze przeciez.
      Tylko konsekwencja, nie zgadzac sie na fanaberie, nie ulegac krzykom, za reke i wyprowadzic ze sklepu. Ja zawsze powtarzam w kolko, ze nie ma wymuszania krzykiem. Z czasem jest lepiej, jak cos chce, to potrafi o to grzecznie poprosic i mozna z nia negocjowac wtedy, bo jak nie wpadnie w szal to mysli racjonalnie. Im blizej 3-cich urodzin, tym lepiej.

      Nie przejmuj sie gapiacymi sie ludzmi, nie przygladaj sie ich minom. Wiesz, ja jak widze taka scenke w sklepie to tez sie gapie, bo co? mam udawac ze nie widze i nie slysze tego cyrku?
      Stoje w kolejce, to widze co sie dzieje wokolo, a noz mama awanturujacego sie dzieciaka ma jakas fajna metode i sie czegos naucze? Patrze wiec sobie na scenke i wiem, jak to jest jak wlasne dziecko cyrk robi, wiec jak robi to nie moje to sobie mysle, ze na szczescie nie tylko ja mam takie problemy wink
    • aurita Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 08:37
      Dziecko bylo zmeczone zakupami i zareagowalo wscieklizna. Normalka.

      Staram sie zawsze z dzieckiem umowic: dostanie JEDNA rzecz, jak przynosi 15 to dyskutujemy nad wyborem jednej rzeczy, zgodnie z UMOWA. Umow trzeba dotrzymywac.

      PS. unikaj robienia zakupow z mala, wiem ze to trudne ale dzieciom szybko sie nudzi w sklepach
      • mikams75 Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 09:27
        > PS. unikaj robienia zakupow z mala, wiem ze to trudne ale dzieciom szybko sie n
        > udzi w sklepach

        tez sie kiedys zastanawialam nad tym i jak zaczela robic afery to mialam ochote ja zamknac w domu i nie pokazywac swiatu. Ale pomyslalam sobie - gdzies musi sie nauczyc jak sie zachowac w sklepie i nie nauczy sie tego w domu. I tak nie mialam jej z kim zostawic, wiec bralam wszedzie. I w sumie to wg mnie nie jest to taki drastyczny widok jak sie rzuca po podlodze dziecko 1,5 - 2 letnie. Znacznie gorzej wyglada starsze dziecko robiace awanture i nie ma co czekac z nauka zachowania w miejscach publicznych.

        Zeby sie dziecku nie nudzilo to organizuje cos, prosze o wkladanie do koszyka, moze sobie cos tam wybrac np. kolor mydla, pytam ktore mleko zawsze kupujemy itd. Pokazuje nowe rzeczy, pytam co potrzebne do zrobienia omleta itp.
    • onoma-topeja Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 10:22
      pikolo99 napisała:

      >
      > A jeszcze bardziej zszokowaly mnie miny ludzi patrzacych sie na mnie jak na idi
      > otje, ktora nie chce kupic dziecku jego zachcianki, to bylo okropne, wszyscy w
      > scibsko patrzacy na mnie i na corke, czy Wy tez mieliscie takie zdarzenia?


      ludzie patrzyli na ciebie nie na jak idiote ale jak na rodzica ktory nie potrafi uspokoic malucha.
      trzeba bylo zabrac dziecko pod pache i wyjsc ze sklepu jesli nie umiales uspokoic dziecka w zalazku histerii.
    • mama-ola Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 10:44
      > czy napra
      > wde zalezalo jej tak na tych gumach ktore miala juz kilka razy? Kompletnie nie
      > rozumiem.

      Na gumach samych w sobie nie. Zależy jej na tym, żeby zawsze było tak samo: idziecie do kasy, ty kupujesz gumy - stałe powiązanie, nierozerwalne. Jak nie kupiłaś gum, to jest to tragedia, zawalenie sie poukładanego już świata. Stąd panika i rozpacz.

      Nie pocieszę Cię, że to mija, bo mój starszy syn nadal tak ma. (Tylko uspokoić łatwo). Kiedyś zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej i kupiliśmy mu jakiegoś wafelka. Jak znów się tam zatrzymaliśmy, był pewny, że znów mu kupimy tego wafelka. Bardzo źle przyjął to, że nie. Od tej pory ZAWSZE gdy zatrzymujemy się na stacji, spodziewa się, że coś mu kupimy. Argumentuje właśnie tak: "jak to, przecież kiedyś mi kupiliście...". Jak kiedyś, tak i na wieki wieków amen.

      A nasz młodszy syn to juz w ogóle ma wiele takich fiksacji. Codzienne wlewam wodę do kubeczka, razem odmierzamy łyżeczki mleka - raz, dwa, trzy, cztery, mieszam i mu podaję. Dziś zaburzyłam to, bo mleko było za ciepłe. dolałam zimnej wody i dorzuciłam łyżeczkę mleka. Wpadł w histerię na dobre pół godziny, a mleka nie wypił.

      Burzenie rytuałów i zmienianie przyzwyczajeń dzieci strasznie je psychicznie boli. A rodzice tego pojąć nie mogą, bo to trudno czasem się połapać, że jednorazowe zdarzenie (jak kupienie gumy) to już jest dla dziecka stały rytuał.
      • mikams75 Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 12:06
        bardzo trafne spostrzezenie, moja mala tez sie fiksuje i nauczylam sie juz, ze zanim cokolwiek zrobie to mysle, bo jest duze prawdopodobienstwo, ze juz tak bedzie musialo byc zawsze. Meczace. Bywa, ze zrobie cos nieprzemyslanie, albo w sklepie cos jest inaczej (np. ostatnio zabraklo koszykow dla dzieci). W zlobko-przedszkolu nie pozwala przestawic koszyka z jej rzeczami i mimo ze ma prawie 3 latka to jej stoi w grupie niemowlakow, bo tam postawiono i kazde przestawienie konczy sie histeria.
        Nie tak dawno wziela wozek z lalka na spacer. Weszlysmy po drodze do sklepu. Za jakis czas weszlysmy do tego samego sklepu, ale ona nie miala wozka i lalki ze soba. Ale byla rozpacz. Ile sie musialam natlumaczyc, ze jesli pojdziemy do domu (wg niej po wozek i lalke) to juz nie bedziemy taki kawal wracac do tego sklepu i juz zakupy sa zrobione.
        Podejrzewam, ze gapie nie mogli zrozumiec o co afera w sklepie, bo ona nie chciala wymusic zakupu czegos a z placzem ledwo sie moglam z nia dogadac o co jej chodzi, bo sama juz zapomnialam, ze ponad tydzien temu przyszla tu z wozkiem.
        Podobnych przykladow moge miec duzo...
    • mantha Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 11:39
      Masakra w sklepie to moj chleb powszedni, zaczelam nad tym pracowac kompleksowo i sa efekty. Po pierwsze idac do sklepu - jest pogadanka - idziemy do sklepu kupic: chleb, jajko, marchewke - przypomnisz mamusi? tak, to swietnie, zeby mama nie zapomniala, pamietaj ze w sklepie nie krzyczymy, nie wyrywamy sie, pamietaj co trzeba kupic, powtorz itp itd (ew, narysowac dziecku kartke z zakupami - jakies bulki, buitelke - jako mleko itp, niech sobie ma swoja i jej pilnuje), ustalam, ze dzisiaj kupuje jej np: soczek, bulke co tam chce - jedna rzecz. wchodzimy do sklepu (mi juz slabo, bo przewiduje dantejskie sceny), ale pilnuje scenariusza, kupujemy co trzeba, idziemy do kasy, przy kasie zajmuje ja wyjmowaniem rzeczy na tasme, jakos tam pomaga - pani w kasie robi pyk i dopiero chowamy rzeczy do siatki (to takie moje klarowanie)- ogolnie ustalona procedura, ktora ma rece i nogi + w tym czasie jakies zajecia dla dziecka. unikam jednak supermarketow, podstawowe zakupy robie w pobliskim niewielkim sklepie i jakos idzie, do duzych molochow ide z corka przypietą w wozku, nie ryzykuje az tak, aha i najwazniejsze - NIGDY nie przejmuj sie innymi osobami, sa kompletnie niewazne, po porstu wypracuj sobie taki wewnetrzny luzik. jestes wazna ty i dziecko a reszta do widzenia, niech sie zajmuje sobą.
    • semi-dolce Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 12:25
      No to ja bym się zachowała inaczej niż poprzednie mamy, bo zwyczajnie kupiłabym dziecku te gumy. Bo dlaczego nie? Odmawiam mu w sklepie rzeczy, które się dla niego nie nadają, natomiast gdy chce jakąś pierdołę - gumy, batonik, banany itd - to kupuję. Skoro mogę to dziecku dać, to daję. Zazwyczaj pierdoły ograniczają się do 2, więcej mój syn nie wybiera, pewnie dlatego, że ma tylko dwie ręce, a co wybrał to musi trzymać (tzn. on twierdzi, że musi), często nie sa to zabawki czy słodycze, ale owoce (które kupujemy tak czy siak). Na stacji benzynowej jest to lizak. W leroy merlin jest to jakas świeczka smile I nie widze w tym lizaku nic złego - dziecko zadowolone, zdrowia na jednym lizaku nie straci (może gdybysmy bywali na stacji codziennie to tak, ale bywamy wspólnie rzadko), ja bez tej złotówki nie zbankrutuję.

      Owszem, młody czasem wrzeszczy w sklepie, ale jakos "lajtowo" - daje sie prędzej czy później uspokoić, nie rzuca się na ziemię. Nie zdarzyło mi się wychodzic ze sklepu, bo dziecko płacze. Nie wiem także, czy ktos sie na nas wówczas patrzy, bo kompletnie nie zwracam na to uwagi.
      • paliwodaj Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 14:21
        semi-dolce chodzi o zasady, ktore sa podstawa wychowania czlowieka rozumnego.
        Nie chodzi o to ze komus szkoda kasy na cokolwiek dla dziecka, po prostu nalezy zachowac rozsadny umiar, trzymac sie wczesniejszych postanowien poczynionych z dzieckiem i to jest wlasciwa droga. Nie mam nic przeciwko lizakowi, gumie, ale gdy dziecko wykazuje przy tym zadatki na histerie, musie wiedziec ze nie tedy droga
        Moj maz ma tendencje do kupowania pie...dziciom, dlatego ze chca, zawsze mu powtarzam co zrobi gdy zechca papierosy bo maja ladne opakowanie? Zadaniem rodzica jest miec kontrole nad dzieckiem i wszystkim co dziecka dotyczy.
        • mikams75 Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 15:36
          dokladnie, nie chodzi o kase ale o zasade - ja ustalilam zasade, ze nie ma wymuszania krzykiem i dziecko wie (ok, zdarzy sie jej jeszcze czasem w emocjach zapomniec o tej zasadzie), ze jak zacznie sie awanturowac, to na pewno nie kupimy.
          Jak grzecznie poprosi, to ma duza szanse, ze kupie ewentualnie sie dogadamy i kupimy cos w zamian. Jak dziecko nie wpada w szal to mozna sie z nim dogadac.

          Moja akurat nie dopomina sie specjalnie slodyczy. Banany uwielbia ale ze wzgledu na zaparcia ma bardzo ograniczane. W sklepie wiec kupujemy banana i dziecko sie nie dopomina o inne rzeczy, a ja wole jej dac banana niz batona czy innego kolorowego ulepka.
          Dziecko szczesliwe, bo dostalo cos co tak bardzo lubi.
    • iza232 Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 12:40
      Nie nie miałam nigdy takiego zdarzenia w sklepie. Moje dzieci mają świadomość, że nie dostaną wszystkiego na co mają ochotę, więc nie ma dramatu. Ewentualnie mam opcję nie zabierania ich ze sobą, wtedy mam spokój i zaku[y robię błyskawicznie.
      • lodie Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 13:46
        U na sbyła kiedyś zabawna scena- histerie poprostu olewaliśmy i robilismy swoje. Kiedyś tam (oli juz miała ze 4 lata) poszłyśmy jak codzień do biedronki. I moje kochane dziecko zażyczyło sobie coś czego nie chciałam kupic bo miałam odliczone pieniążki (a w biedronce karta płacić nie można) okazało się jednak że starczy na coś tam słodkiego ale nie to co ona chce i krzyk. dodam że od dawna takich scen już nie robiła. Przy kasie stała starsza pani i pyta moje dziecko (które zaskoczzone swoja reakcją nie chciało aby ktoś na nią patrzył a tym bardziej z nią rozmawiał) dlaczego tak płaczesz, czego mamusia nie chce ci kupić... a na co ja grzecznie proszę żeby kobieta ją zostawiła że zaraz się uspokoi... i widzę moje dziecię niezadowolone z faktu że ktoś obcy interesuje się jej stanem... a kobieta dalej swoje durne pytania zadaje na co ja już stanowczym tonem "Proszę się do niej nie odzywać!" Na co kobieta z oburzeniem, że nawet się dziecka zapytać nie można.... No ludzie... gapiów mam gdzieś ale takie to normalnie!!! Po wyjsciu ze sklepu małą uspokoiła się i powiedziała że nie chciała rozmawiać z tą Panią... na co ja powiedziałam że bardzo dobrze bo z obcymi sie nie rozmawia, i wytłumaczyłam, że jeśli nie chce więcej takich sytuacji to nie może się tak zachowywać...

        Jeśli chodzi o gapiów i młodszego dwulatka to zazwyczaj spotykam się z uśmiechami zrozumienia (nie licząc starszych pań które najchętniej by wtryniły swoje 5gr ale te olewam totalnie)
        • kaeira Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 21:51
          lodie napisała:
          > bardzo dobrze bo z obcymi sie nie rozmawia,

          Że co??
          Wow. Niezłe przysposobienie do życia w społeczeństwie...
          • paliwodaj Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 21:54
            ciekawe czy po takim wprowadzeniu w zycie odezwie sie do pani w przedszkolu czy w szkole.....
    • joanka-r Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 14:35
      Byłaś z meżem w takiej sytuacji, zamaist narażać sie na drwiny i dziwny wzrok ludzi, jedno z Was powinno wyjść z córką ze sklepu. Tam na spokojnie jej wytlumaczyć dlaczego nie dostała gum i że żle sie zachowywała.
    • deodyma Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 14:39

      > A jeszcze bardziej zszokowaly mnie miny ludzi patrzacych sie na mnie jak na idi
      > otje, ktora nie chce kupic dziecku jego zachcianki, to bylo okropne, wszyscy w
      > scibsko patrzacy na mnie i na corke, czy Wy tez mieliscie takie zdarzenia?



      no i niech sobie patraz a jakby ktos mi powiedzial, zeby dziecku to czy tamto kupic , powiedzialabym " to niech pan/pani jej to kupi"big_grin
      moj syn kilka razy urzadzil scene w markecie, ludzie sie gapili a ja zignorowalam jego ryki oraz ich spojrzenia.
      co mialam robic? ulec zachciankom dziecka? wyjsc ze sklepu?
      nie nie.
      • mikams75 Re: Masakra w sklepie... 17.02.11, 15:42
        > no i niech sobie patraz a jakby ktos mi powiedzial, zeby dziecku to czy tamto k
        > upic , powiedzialabym " to niech pan/pani jej to kupi"big_grin

        hehe, ja mam taki problem z babcia, ze kupilaby wszystko co wnuczka zapragnie jak tylko kochana wnuczka glosniej zarzada. Pozniej sie tlumaczy, ze przeciez ona nie ma wielkich wymagan, pierdoly chce. Ja zawsze mowie, ze z wiekiem wymagania rosna i nie chce, zeby jako nastolatka perfidniejszymi sposobami wymuszala na babci coraz wieksze zakupy.
        Niestety jak czytam jak rozbestwiona i brutalna potrafi byc mlodziez zeby np. miec markowe ciuchy, to jestem przerazona...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka