Czytam od paru godzin forum i ręce mi opadają.
Czy dzisiejsze dzieci nie chodzą chwiejnie, nie próbują szukać pomocy? Jednego dnia raczkują, a drugiego dnia już idą same?
Mój syn chodzi przy meblach, za jeździkami różnymi, które sobie sam robi, np. z pufy itd. Ale chce chodzić za ręce! Nigdy nikt go tak nie prowadzał, po prostu zaczął stawać i łapać się nas, a potem wpadł na to, żeby nas ciągnąć dla asekuracji. No więc podaliśmy mu rękę i ... poszedł... Nie puszcza się gdy razem idziemy. Puszcza się, gdy sam wędruje przy meblach, czasem nieszczęśliwie - wczoraj np. nabił sobie mega sińca i na kilka sekund stracił oddech. Ale mniejsza...
Wydumał sobie takie chodzenie i koniec.
I teraz druga sprawa... na dworze, gdy wstanie z drzemki chce wyjść z wózka, huśtać się, chodzić, grzebać w trawie i piasku. Po paru tyg. noszenia go (bo jak nie chodzi to nie ma butów) kupiliśmy mu buty. Wg tego co tu czytam niepotrzebnie, bo nie chodzi sam.
Zdurniałam, powiem szczerze. Mam chować ręce, gdy syn przychodzi i mnie łapie, bo chce iść? Mam go siłą trzymać w wózku na dworze? Nie dać stawać na ziemi? Nie wyjmować? Czekać aż się wypłacze i podda?
Jestem zdołowana lekturą, powiem szczerze.