Dziewczyny, dzis bylam swiadkiem niefajnej sytuacji na placu zabaw.Pierwszy raz sie spotkalam z taka sytuacja.Wiadomo, ze zdarza sie rzucanie piachem,popychanie i inne,ale tu chodzi o cos innego.Weszlam z moim mlodym (4 lata) na taki maly plac zabaw miedzy blokami.Zawsze chodze na takie duze,rzadko kiedy na takie male osiedlowe.Byla tam trojka dzieci,ktora rzadzila.Jak tylko tak weszlismy,mlody zostal obyspany piachem od stop do glow mimo iz nie wszedl jeszcze nawet na zadna zjezdzalnię.Mamy zwrocily owszem glosno uwage ,mowiac jednoczesnie do mnie z usmiechem, ze tu rodzinna mafia rządzi

.
Następnie dzieci spcjalnie przed moim uciekały smiejac się, ze jest glupkiem.Normalnie w szoku byłam.Kazalam mojemu to ignorować.Potem moj proponowal im rozne zabawy to np w chowanego kazaly mu tylko kryc a w berka ze tylko on ma gonić.Nie ingerowałam,musi sam sobie radzic.tylko takie dziwne uczucia mialam, ze dzieci max 5 letnie tak perfidnie potrafia jakos zrobic z kogos kozla ofiarnego,a moj naiwniak jak taka ofiara losu na wszystko sie zgadzała.Caly czas jakby zaganialy go w kat, zeby nie mogl zjechac ze zjezdzalni itd..Po pół godzinie dzieci go "zaakceptowały" i mógl sie z nimi normalnie

bawić.
Jak wychodzilismy pytaly kiedy znow tam przyjdziemy

Nie wiem czemu napisalam posta.Jak wspomniala jakies mieszane uczucia mam.Nie wiem czy zrobic z tego lekcje, ze nie kazdy musi go lubic.Czy brzydko mówiąc olać,bo on chyba jakby tego nie widział co dzieci robią względem niego.