matylda_milena
17.10.11, 13:59
Muszę się wygadać, bo mam chyba dzisiaj załamanie nerwowe i obawiam się, że szlag jasny trafi mnie za chwilę. Córka w grudniu skończy 4 lata. W zeszłym roku poszła do przedszkola, często łapała infekcje, które w zdecydowanej większości udało się poskormić bez antybiotyku. Za radą laryngologa przy najmniejszych objawach infekcji zostawała w domu. Laryngolog był grany, bo ma powiększone migdały, ale nie ma póki co wskazań do zabiegu.
W tym roku poszła do przedszkola, po 3 dniach miała gila i została w domu. Później 4 tygodnie, bez jednego dnia przerwy chodziła do przedszkola (jeden tydzień z katarem), co należy uznać za prawdziwy cud!!!
W poprzedni weekend wróciła z podwyższoną temperatuą i bolącym gardłem. W sobotę wizyta u pediatry, szybko minęło, ale cały tydzień była w domu, bo trzeba było dawać leki, a teraz w przedszkolu wiadomo, że nic nie moga podać.
Wszystko było ok do piątku. W czwartek wymknęła się na chwilę na dwór, z nie do końca wyschniętymi włosami. W piątek poszłam z nią na basen - pediatra zaleciła w ramach uodparniania, no to poszłam. W sobotę - gil!!! Dzisiaj rano zupełnie zatkany nos, katar umiarkowany (żółty, ale u niej zawsze taki), mokry kaszel. Temperatura ciala ok.
Dziewczyny, ja rozumiem, że dziecko musi łapać infekcje, ale do jasnej cholery czy to musi być co tydzień???!!! Czy to się kiedyś skończy???!!! Mam wrażenie, że inne dzieci są bardziej odporne, ale to pewnie subiektywne wrażenie, bo wściekła dzisiaj jestem jak cholera. Poza tym wydaje mi się, że starsza córka w przedszkolnym wieku mniej chorowała, wiem, każde dziecko jest inne, ale muszę się wygadać, bo inaczej eksploduję.
Dieta urozmaicona, dużo owoców, kiszone ogórki i kapustę uwielbia. Dostaje Rutinacel junior, tran i Immunotrofinę na zmianę z miksturą z czosnku, miodu i cytryny. Zimą była 2 tygodnie w górach, latem drugi rok z rzędu 2 tygodnie nad morzem (wiem, że lato to nie jest opytmalna pora, ale tak wyszło). Codziennie oczywiście chodzi na spacery albo na przedszkolny plac zabaw. W domu temperatura poniżej 20.
No i jeszcze usłyszałam dzisiaj, że dziecko ma gila, bo poszłam z nią na basen!!! Ja wiem, że katar i kaszel bez gorączki to niby nie choroba. I wiem, że może nie zważając na nic powinnam zawieźć ją do przedszkola. Ale jak usłyszałam przez telefon jak ona gęga i jaki ma zatkany nos, to się załamałam. Myślałam, że w drugim roku przedszkola będzie lepiej. Nie spodziwałam się, że po tygodniu kolejna atrakcja. Nie wiem czy ja się nad nią za bardzo trzęsę i przesadzam, ale jak w zeszłym roku chuchałam i dmuchałam to chorowała, jak w tym roku chciałam zmienić taktykę - to samo.
Czytam rozmaite wątki i mam wrażenie, że te wszystkie apteczne specyfiki na wzmocnienie odporności to można o kant tyłka rozbić. I te zabiegi typu basen, zimny wychów, góry, morze, groty solne, dieta, spacery to też gó... daje. Wiem, że odporności nabywa się z wiekiem, ale ta zasada chyba nie dotyczy mojej córki.
Wybaczcie, że tak chaotycznie, ale naprawdę mam dzisiaj dosyć. Ok, jestem przewrażliwiona, za bardzo się przejmuję, bo w pracyc słucham opowieści, że dziecko z gorączką, gilem i kaszlem normalnie chodzi do przedszkola czy żłobka. Ale ja tak nie potrafię. Czy każdy dzień bez choroby mam traktować jak cud? Jak długo to ma trwać? Wiem, to są pytania retoryczne. Jak chcecie możecie sobie na mnie poużywać, bo od tego tekstu, że ma gila z powodu basenu to już jest mi wszystko jedno.
Pozdrawiam
MM