Witam!
Gdy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, potem gdy urodziłam, gdy Młody rósł i zobaczyłam dziecko w szelkach - uśmiechałam się... Synek był dzieckiem żywym, nie chciał chodzić za rączkę, tylko wiecznie uciekał... Nauczył się, gdy poszedł do przedszkola (przez co też byłam "wyrodną" matką, bo jak mogę siedzieć w domu z jednym, a drugie do przedszkola posłać....

)
Młodszy synek jest niepokorny... Zawsze myślałam, ze starszy jest żywy i nikt go nie pobije - oj jak bardzo się myliłam

Przyszedł teraz czas, że pozbyliśmy się wózka, bo 17kilowy chłopiec śmiesznie w nim wygląda, no a przede wszystkim musi się ruszać
Na nic zdały się prośby, tłumaczenia "Synuś chodź grzecznie za rączkę, nie uciekaj, bo Mamusia musi jeszcze uważać na brata, ogarnąć zakupy".... kupiliśmy więc szelki... Pierwszy spacer i już głupie uśmieszki, litujące się spojrzenia, krytyczne uwagi... Najpiękniejsza z ust dziewczyny bezdzietnej "Już przesadzają z tymi szelkami. Jak nie można zapanować nad własnym dzieckiem?".
Mam to wszystko w poważaniu, bo chodzi o bezpieczeństwo moich dzieci.
Właściwie to nie pisze po to, aby się poradzić, bo wiem co mam robić, ale to mój taki mały apel do osób, które nie mają dzieci, do Mam, które mają jedno dziecko lub do Mam, które mają łagodne egzemplarze - nie każdemu dziecku można wszystko spokojnie wytłumaczyć, nie od każdego dziecka można wymagać tego samego w tym samym czasie...
Drugie dziecko uczy pokory, daje możliwość porównania z autopsji, a nie tylko z opowiadań...
Podsumowując - pewnie usłyszę, ze nie potrzebnie pisze itd, ale po kilkudniowym śledzeniu tego forum odnoszę wrażenie, ze nie wszystkie matki to rozumieją... przykre.
Pozdrawiam
Mama dwóch brojów