Dodaj do ulubionych

szelki - jestem aż taką niezaradną mamą?

02.11.11, 17:11
Witam!
Gdy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, potem gdy urodziłam, gdy Młody rósł i zobaczyłam dziecko w szelkach - uśmiechałam się... Synek był dzieckiem żywym, nie chciał chodzić za rączkę, tylko wiecznie uciekał... Nauczył się, gdy poszedł do przedszkola (przez co też byłam "wyrodną" matką, bo jak mogę siedzieć w domu z jednym, a drugie do przedszkola posłać.... uncertain)

Młodszy synek jest niepokorny... Zawsze myślałam, ze starszy jest żywy i nikt go nie pobije - oj jak bardzo się myliłam wink
Przyszedł teraz czas, że pozbyliśmy się wózka, bo 17kilowy chłopiec śmiesznie w nim wygląda, no a przede wszystkim musi się ruszać wink

Na nic zdały się prośby, tłumaczenia "Synuś chodź grzecznie za rączkę, nie uciekaj, bo Mamusia musi jeszcze uważać na brata, ogarnąć zakupy".... kupiliśmy więc szelki... Pierwszy spacer i już głupie uśmieszki, litujące się spojrzenia, krytyczne uwagi... Najpiękniejsza z ust dziewczyny bezdzietnej "Już przesadzają z tymi szelkami. Jak nie można zapanować nad własnym dzieckiem?".
Mam to wszystko w poważaniu, bo chodzi o bezpieczeństwo moich dzieci.

Właściwie to nie pisze po to, aby się poradzić, bo wiem co mam robić, ale to mój taki mały apel do osób, które nie mają dzieci, do Mam, które mają jedno dziecko lub do Mam, które mają łagodne egzemplarze - nie każdemu dziecku można wszystko spokojnie wytłumaczyć, nie od każdego dziecka można wymagać tego samego w tym samym czasie...
Drugie dziecko uczy pokory, daje możliwość porównania z autopsji, a nie tylko z opowiadań...

Podsumowując - pewnie usłyszę, ze nie potrzebnie pisze itd, ale po kilkudniowym śledzeniu tego forum odnoszę wrażenie, ze nie wszystkie matki to rozumieją... przykre.

Pozdrawiam
Mama dwóch brojówsmile
Obserwuj wątek
    • vjann Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 17:16
      po to je ktoś wymyślił, żeby życie ułatwić, olej komentarze i docinki. Pozdrawiam
    • ella_nl Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 17:18
      A ja Cię doskonale rozumiem. Moja przyjaciółka ma taki "egzemplarz" tyle że dziewczynkę.
      Też ją bolały uwagi i spojrzenia innych, ale gdy doszłoby do tragedii (wybiegła na ulicę), przestała na to zwracać uwagę.
      Pozdrawiam ciepło.
    • rulsanka Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 17:32
      Ja się śmiałam z dziecka w szelkach też będąc w ciąży. Ale tak życzliwie, raczej podobało mi się to odkrycie. Przecież dzięki szelkom dziecko może nie być uwięzione w wózku...
      Natomiast widziałam dzieci w szelkach do nauki chodzenia, takie coś, co miało je powstrzymać od raczkowania i to wyglądało STRASZNIE.
      • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 17:38
        Szukając w internecie właśnie potrzebnych nam szelek widziałam takie do nauki chodzenia - to akurat nie ma dla mnie sensu, bo tylko może zaszkodzić...
        Te nasze służą wyłącznie do ograniczeniu możliwości oddalenia się synka wink choć na pierwszym spacerze zaczął udawać pieska ;p
        • bluemka78 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 19:15
          One nie są po to by dziecko na sile trzymać w pozycji chodzącej tylko po to by dziecko które ledwo zaczęło chodzić nie przewrocilo sie nieszczęśliwie i nie zrobiło sobie krzywdy. Wiele osób z tego korzysta, szczególnie jak sie ma pod opieka wiecej dzieci i nie można sie bez reszty poświęcić temu, które jeszcze niezdarnie chodzi.
          • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 19:44
            być może się mylę, ale dla mnie to trochę jak chodzik.... w małej ilości - nie zaszkodzi wink, gorzej jakby dziecko cały czas tak prowadzać...
            • ridibunda Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 20:23
              I znowu się mylisz, to nie jest absolutnie jak chodzik - to jest po to, aby chodzące już samodzielnie dziecko asekurować w razie upadku. Przekonasz się pewnie o tym przy trzecimsmile
              • rulsanka Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 21:47
                Nie rozumiem po co asekurować dziecko! Jeżeli chodzi niezdarnie, to korzysta z raczkowania... Ja nie asekurowałam WCALE. Dzieci wbrew pozorom umieją upadać, jeśli się im na to pozwoli. Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Trójki też bym nie asekurowała. No, może na śniegu... Bo niefajnie ląduje się buźką w puchu. Mój syn jako półtoraroczniak chodził po śniegu za rękę, inaczej nie chciał. Natomiast po innym podłożu (kamienie, korzenie, piach, dziury) chodził sam jak czołg i to od początku chodzenia. Po prostu dałam mu szansę raczkować tak długo jak chciał i nie asekurowałam.
                • bluemka78 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 07:43
                  > Nie rozumiem po co asekurować dziecko! Jeżeli chodzi niezdarnie, to korzysta z
                  > raczkowania.

                  Może Twoje dziecko poslucha, ale większość jednak woli chodzić, mimo ze neizdarnie i co kawałek sie przewroci, szczególnie na dworze, gdzie dochodzą buty, nieerownosci i krawewzniki.

                  To ze Ty nei asekurowalas wcale nei znaczy, ze inne dzieci tez maja chodzić w samopas. Nie każdy ma jedno dziecko i może cały czas na nie patrzeć i asekurowac tradycyjnie. Sama sie poważnie zastanawialam nad zakupem owych szelek, gdyż jedna córka chodzi wręcz biega, a druga tylko przy meblach póki co. Spacer w wózku z obiema był niemożliwy, bo ta chodzaca chciała iść, wiec prowadz sobie jedna ręka wózek blizniaczy, a druga martw by sie dziecko nei wywrocilo sie głowa na kraweznik. Jak jestem z nimi sama to mogę iść tylko na sen na dwór, inaczej przeważnie po 20min max kończy sie krzykiem tej chodzącej. Jako, ze tylko przejściowo z nimi siedzialam w domu to w końcu nie kupilam, ale wynalazek jak najbardziej potrzebny i sprawdzony przezz wiele mam mających wiecej małych dzieci.
                  • rulsanka Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 09:42
                    "Może Twoje dziecko poslucha, ale większość jednak woli chodzić, mimo ze neizdarnie i co kawałek sie przewroci, szczególnie na dworze, gdzie dochodzą buty, nieerownosci i krawewzniki."
                    Czego ma sie sluchac? Nie rozumiem. Ja nie kazalam dziecku ani chodzic ani raczkowac... Po prostu przez jakis miesiac to sie przeplatalo. Ale jak juz bylo tylko chodzenie, to nie przewracal sie czesciej niz dorosly... Jak zbiegal z gorki i sie przewrocil, to robil piekny pad siatkarski. I to jest zasluga nie asekurowania. Przewracanie sie naprawde jest wpisane w nauke chodzenia i asekuracja szkodzi, bo oducza prawidlowego upadku. Moje nie asekurowane dziecko jedne z pierwszych spacerow odbywalo po lesie poza sciezka. Naprawde dzieci upadaja bezpiecznie, jesli da sie im szanse tego nauczyc.
                    Jestem jak najbardziej za szelkami, jesli chodzi o zabezpieczenie dziecka przed wbiegnieciem pod samochod, albo przed oddaleniem sie w sklepie. Natomiast zabezpieczenie przed upadkiem to moze taki dodatkowy bonus, ale nie powinien byc naduzywany, bo dziecko naprawde musi sie przewracac.
                    • bluemka78 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 10:34
                      Co innego w parku, lesie czy na trawniku przed domem, a co innego jak idziesz chodnikiem po krzywych betonowych plytkach. Generalnie czy to szelki zwykle czy te o ktorych teraz mowa, zamysl ten sam, chronic dziecko. Te z krotsza raczka, po to by nie upadlo w niebezpiecznym miejscu, te z dluzsza dal juz wprawnie chodzacych, by nie zwialo w niepowolane miejsce.
                    • memphis90 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 20:38
                      Twoje dziecko nauczyło się perfekcyjnie chodzić w miesiąc. Gratulacje. Moje dziecko robi to już z dwa czy 3 miesiące i końca nie widać, w każdym razie nie ma mowy o samodzielnym spacerze w lesie bez upadków co 3 kroki. Nie, nie mam szelek. Nie, nie zabraniam mu się przewracać. Nie, nie asekuruję na każdym kroku.
                  • naomi19 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 10:33
                    takie szelki to sama szkoda dla dziecka, piszę jako rehabilitantka.
                    Dziecka nie należy asekurować w postaci szelek. musi się nauczyć co to jest upadek, jak przed nim chronić, jak upadać.
                    To tak samo głupie jak chodzik i kask do nauki chodzenia. Brak wyobraźni rodziców.
                    • ridibunda Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 21:47
                      Moje dziecko świetnie umiało upadać bezpiecznie, chroniła głowę, spadała na pupę. Nigdy nie prowadzałam jej za rączki, zaczęła sama chodzić w wieku 10,5 miesiąca, wcześniej raczkując i chodząc przy meblach
                      Jednak żadna rehabilitantka nie przekona mnie, że zdrowo jest uczyć niespełna roczne dziecko, które za nic w świecie nie chce prowadzić się za rączkę, upadania na krawężniki i kamienie. Ona szła sama - ja ja tylko przytrzymywałam,żeby nie uderzyła się z impetem o bruk. Nie zaszkodziło jej to w ogóle, dalej jest jednym z najsprytniejszych dzieci w przedszkolu.
                      Nie lubię, jak nieznane osoby w wirtualu wypisują absolutnie pewne prawdy bez pomyślenia. W dodatku oczywiście nie można się obyć bez określania kogoś głupim.
                • jul-kaa Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 08:40
                  Ja jestem zwolenniczką szelek, używaliśmy ich dla syna, ale nie do asekuracji przed upadkiem, ale dla bezpieczeństwa. Jaś zaczął chodzić wcześnie, więc jeszcze miał zupełnie pstro w głowie. Za żadne skarby świata nie chciał chodzić za rękę (bo i za rękę go wcześniej nie prowadzaliśmy), więc w niebezpiecznych miejscach chodził w szelkach. Używaliśmy ich sporadycznie, ale wtedy były naprawdę niezbedne,
                • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 09:44
                  U nas identycznie, choć... przy pierwszym synku byłam panikarą i synek ciągle podtrzymywany, ostrzegany, drugi puszczony "samopas" i nauczył się "pięknie i bezpiecznie zaliczać glebę" wink
                • memphis90 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 20:34
                  Dzieci wbrew pozorom umieją upadać, j
                  > eśli się im na to pozwoli. Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz.
                  I koniecznie musi upadać w kałuże, psie kupy i plwocinę na chodniku? Apetyczne, nie ma co.
              • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 09:42
                Myślę, że się nie przekonam wink
                myślę, że nawet nie pomyślałam o szelkach do nauki chodzenia, bo moje dzieci uczyły się chodzić w domu - były bardzo wózkowe - do 2,5 roku :p
              • joshima Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 11:37
                ridibunda napisała:

                > I znowu się mylisz, to nie jest absolutnie jak chodzik
                Wszystko zależy od tego jak się to stosuje. Niestety czesto stosuje się to właśnie w celu przyśpieszania dziecka. No bo skoro nazywa się "do nauki chodzenia"...
                • jul-kaa Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 12:19
                  To prawda, widywałam rodziców, którzy na szelkach prowadzali dziecko nieumiejące chodzić - dziecko wisiało i co chwila się potykało, ale gleby nie zaliczało, podtrzymywane przez szelki.
                  Jednak w takiej sytuacji już chyba lepsze szelki niż prowadzanie wywracającego się dziecka za obie rączki wyciągnięte do góry i nienaturalnie wykręcone do tyłu...

                  Sensu takiego prowadzania nie widzę, ale ludzie to niestety robią sad
      • memphis90 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 20:32
        Strasznie to wygląda dziecko, które podczas nauki chodzenia przewróci się na betonie i zedrze sobie skórę z twarzy. Szelki do nauki chodzenia raczej nie mają za zadanie uniemożliwić dziecku raczkowania, tylko zabezpieczyć przed upadkiem. W domu może się przewracać do woli, ale na spacerze zarówno raczkowanie po chodniku (w otoczeniu petów, psich kup i kleksów wycharkanej przez kogos flegmy), jak i upadki nie są wskazane. A nie każde dziecko ma ochotę chodzić za rączkę. Druga sprawa, że dla osoby wysokiej spacerowanie z plecami wygiętymi w paragraf wygodne nie jest.
    • wanielka Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 18:38
      ja mam, używam i Boga chwalę za ten wynalazek smile mój syn jest bardzo ruchliwy i niepokorny dzięki szelkom mogę go wypuścić z wózka wszędzie i nie bać się, że coś mu się stanie.
      spotkałam się już z aprobatą i ironicznymi uśmieszkami. nie wzruszają mnie te drugie - najważniejsze jest bezpieczeństwo mojego dziecka i jego prawo do ruchu, a nie ciągłego siedzenia w wózku smile mam też starsza córkę, ale ona jest spokojna i nie były dla niej potrzebne.
    • marta-zs Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 19:13
      mi by się przydały, jakie wy macie?
      • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 19:48
        allegro.pl/tommee-tippee-szelki-do-nauki-chodzenia-nowosc-i1889232349.html
        mamy takie - są bardzo solidne i ładnie wykonane. Jedyny minus - mała możliwość regulacji w obwodzie brzucha - mój syn jest dość spory i mamy maksymalnie rozciągnięte i na kurtkę już mu nie założę uncertain
        • marta-zs Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 10:15
          też te mi się spodobały, ale malina.25 napisz mi jaki mają obwód w tym brzuchu, bo ja tez mam calkiem spore dziecko(2,9), które wyglada na wiekszą niz niektóre 4latki
          • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 10:22
            A więc...
            Obwód szelek - 56cm
            Obwód brzucha synka (2,7) - 54cm

            Ma założony t-shirt, cienki sweterek i na to szelki - Ci powiem, ze jak nie schudnie, to długo nam nie posłużą wink
            • marta-zs Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 18:23
              kurde, moja w cienkiej bluzce ma 57, Czyli musze poszukać większych, choć te super się prezentują, szkoda
    • gladys_g dopóki nie zakładasz czapki - wszystko ok ;) 02.11.11, 19:17
      A wynalazek świetny smile
      • paliwodaj Re: dopóki nie zakładasz czapki - wszystko ok ;) 02.11.11, 19:38
        dobrze ze przyjelas postawe w 'dupiemania", te wsibskie babiszony nie wroca zycia twojemu dziecku gdy wybiegnie na ulice pod samochod.
        Sama mam 3dzieci i swojego czasu mialam ochote zakupic 3 sztuki takowych szelek i prowadzic swoje dzieci jak 3 jamniczki na spacerek. A juz niezastapione np; na lotnisku, gdy sie leci z wiecej niz jednym dzieckiem
        • little_fish Re: dopóki nie zakładasz czapki - wszystko ok ;) 02.11.11, 19:48
          Mam dwóch synów - obydwaj w pewnym wieku chodzili na szelkach. Z bardzo różnych powodów - najczęściej z powodu obustronnej wygody, a nie z powodu "nieradzenia" sobie. Też spotykałam się z różnymi reakcjami i miałam to w nosie. Raz zostaliśmy z mężem "zagadnięci " przez życzliwą panią - "jak tak można" - to spytałam jej, czy jej zdaniem wygodnie jest prowadzić dwumetrowemu facetowi metrowe dziecko za rączkę i może niech sama spróbuje pospacerować z ręką podniesioną do góry. Zmienił jej się wyraz twarzy, więc chyba zakumała wink. Poza tym moje dzieciaki uwielbiały nosić coś w łapkach, przykucać co chwilę lub zatrzymywać się - z szelkami o wiele łatwiej wykonywać takie manewry.
      • malina.25 Re: dopóki nie zakładasz czapki - wszystko ok ;) 02.11.11, 19:49
        O ja niedobra, bo czapka jest wink
        • 1mzeta No to zaraz 02.11.11, 20:03
          wpadnie lipcowa i ci taką pogadankę na temat czapki strzeli,że na rajtuzach pewnie się nie skończy wink
          • malina.25 Re: No to zaraz 03.11.11, 09:49
            Chyba się nie doczekam sad :p
    • fredzia-33 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 19:46
      Dzięki szelkom mam bardzo pilnującą się dziewczynkę.Wcześniej to był koszmar -same nerwy!!itd
      Tylko,że ja oswoiłam sie z widokiem "dzieci na smyczy" w UK.Na początku komentowałam ale jak miałam okazję to kupiłam i jak tylko zaczęła chodzić na dworze to wszystko wyglądało rewelacyjnie.
      1.Odciążony kręgosłup od wiecznego schylania się
      2.zredukowane upadki na twarz bo w ostatnim momencie smycz od szelek do góry i luz
      3.jak zaczęły się szwendaczki i ucieczki na przykład w sklepie albo chwiła przy kasie to smycz od szelek zapinałam do paska i miała trochę przesrzeni a ja wolna głowę.
      Podsumowując w tej chwili mam najbardziej ostrożne dziecko wsród znajomych,ja mówię ,ze "wytresowane"smile!Pilnuje się bardzo,chodzi za ręke a jak wysadzisz ją z auta przy ruchliwej ulicy mówisz stój tylko w tym miejscu i skubana zawsze się slucha.
      Powiem tak kiedyś przejmowałam sie wszystkim tzn. co ludzie powiedzą ale wyjazdy do męża
      i poznanie odrobiny kultury i podejścia do życia Anglików(tzn nie wtrącanie się do innych) itd przestałam się przejmowac i wtej chwili jestem o nniebo szczęśliwsza i zmieniło sie moje podejście do życia.Teraz liczy sie tylko ja moje dziecko i moja rodzina a reszta ta wredna i ich komentarze mnie nie interesują.
    • malina.25 dzięki 02.11.11, 19:53
      Dzięki Dziewczyny!
      Miło mnie zaskoczyłyście, bo myślałam, że zaraz polecą na mnie gromy... wink
      Pozdrawiam
      • bluemka78 Re: dzięki 03.11.11, 07:49
        Ja na wiosnę jak już obie bedą brykac tak samo kupię szelki i smyczki, nie będę sie zastanawiać za która lecieć jak pobiegną w przeciwnych kierunkach wink co Ty sie przejmujesz ludźmi, szczególnie tymi którzy szepczą idąc za Tobą, jak to ładnie jedna znajoma ujęła maja bliżej do pocalowania Cię w dupę wink.
        • malina.25 Re: dzięki 03.11.11, 09:51
          jak już napisałam - ja mam to głęboko wink jednak kiedy babcia poszła tak na spacer i "ktoś coś" powiedział, to strasznie przeżywała wink

          a z tym pocałowanie w dupę - to ładne wink
    • 1mzeta Eeee....tam 02.11.11, 20:01
      co się przejmujesz- był czas, że mój na szelkach też chadzał bo bez przerwy uciekał- opcja prowadzenia za rękę nie wchodziła w grę. No ale tu gdzie mieszkam to normalne, a jeszcze normalniejsze jest prowadzenie starszego dziecka -nawet 4-ro latka na takiej "smyczy" umocowanej do rączki na nadgarstku.
      Ja bym na twoim miejscu jakieś odchyłowe zachowania ludzi postronnych olewała- tak jak napisałaś- dbasz o bezpieczeństwo własnego dziecka, a nie o to co sobie ktoś pomyśli.
      • malina.25 Re: Eeee....tam 03.11.11, 09:52
        też widziałam taką smycz na rękę i na pewno się w taką zaopatrzymy wink
    • slonko1335 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 20:20
      Mój paradował w szelkach jak miał czas uciekania-dla mnie to rewelacyjny wspomagacz był. Nie spotkałam się nigdy z nieżyczliwym komentarzem a propos szelek. Owszem czasami ktoś coś powiedział, uśmiechnął się ale raczej miło.
    • gwen_s Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 20:41
      ja widziałam nie raz idące dziecko z plecaczkiem do którego była przyczepiona szelka, wyglądało "ładniej" niż same szelki, nie wiem gdzie takowe znaleźć, ale patrząc na rozwój drugiego młodziaka widzę, że będę poszukiwała z zapałem smile
      A jak doszło mi drugie dziecko to stwierdziłam, ze jedno to pikuś i żaden problem smile więc doskonale Cię rozumiem
      • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 09:54
        allegro.pl/plecaczek-plecak-smycz-szelki-biedronka-kid-keeper-i1901322976.html
        rozważałam zakup tego, ale syn nienawidzi nosić plecaków....

        Odkryłam to samo - posiadać jedno dziecko to dopiero relaks wink
    • walasia1 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 22:27
      Też się podśmiewałam, dopóki nie musiałam zacząć korzystać. Moja miała etap 'wózek be, sama będę chodzić, za rękę be' ... szelki mi pomogły, bo ona miała swobodę a ja kontrolę. Podśmiewają się ci, co dzieci nie mieli. Z resztą tu w Anglii szelki bardzo powszechne na ulicy.
      • eliszka25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 02.11.11, 22:49
        nie przemuj sie w ogole. jak sie idzie z dwojka dzieci, w rekach niesie np. zakupy i jedno z tych dzieci ucieka, to musialabys miec z 4 nogi i 8 rak, zeby sobie ze wszystkim dac rade. ja tam wyznaje zasade, ze skoro mozna sobie pomoc, to dlaczego tego nie robic? tobie jest wygodniej, kiedy maly jest zapiety w szelki, on jest dzieki temu bezpieczny i to jest najwazniejsze.

        moj starszy syn tez przez jakis czas chodzil w szelkach, ale nie dlatego ze uciekal. nie chcial wsiasc do wozka, odkad nauczyl sie chodzic. problem polegal tylko na tym, ze po dworze nie chcial chodzic inaczej, jak trzymany za dwie rece. bal sie chyba czy co? bo w domu biegal, a po podworku tylko za rece, a potrafil tak i 2 godziny ciurkiem. po tygodniu takich spacerow wysiadl mi kregoslup, pojechalismy na zakupy, kupilismy szelki i przez kilka tygodni maly w szelkach chodzil, poki sie nie odwazyl chodzic samodzielnie po nierownej powierzchni. mialam gleboko gdzies, co inni na ten temat mysla. poza tym tutaj raczej nic zlego sobie nie mysleli, bo to dosc popularny wynalazek, wiec nie bylam jakims dziwadlem.
    • namrata86 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 00:11
      Doskonale Cie rozumiem. Narazie mam jedno dziecko, ale synek jest podobny do Twojego drugiego urwisa. Niegdyś chodził w szelkach dla własnego bezpieczeństwa. Teraz już ich nie potrzebuje, na szczęście "wyrósł" ze strasznego marudzenia i uciekania. I owszem ludzie się na nas gapili, wytykali palcami. Ale co z tego? Mój syn i jego bezpieczeństwo było najważniejsze.
    • mnb0 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 09:18
      > Pierwszy spacer i już głupie uśmieszki, litujące się spojrzenia, krytyczne uwagi...
      Tylko w Polsce spotkalam sie z glupimi usmieszkami i komentarzami na temat szelek. Ale to przeciez mile panie, ktorym po prostu lezy na sercu los Twojego dziecka, kotrym w razie Twojej smierci maja zamiar sie zaopiekowac. big_grin
    • czarneoczy jak dla mnie błogosławieństwo... 03.11.11, 09:24
      i cudowny wynalazek wink
      a ostatnio spojrzenia zazdrosnych rodziców w dużym centrum handlowym - bezcenne tongue_out
      Kluska ostanio też za rękę chodzić nie chce, wózek w tyłek parzy, a "głupiutka" jak każdy niespełna dwulatek, więc dla jej bezpieczeństwa i mojego spokoju ubieram ją w szelki w miejscach gdzie mogłaby sie zgubić/wylecieć na jezdnię.
    • mloda0242 szelki! 03.11.11, 09:32
      my też mieliśmy szelki kupione, koniec końców ich prawie wcale nie używaliśmy, ale słyszałam kilka razy (bliscy znajomi!) że będziemy prowadzić córę JAK PSA; zgadnij gdzie miałam te komentarze wink

      fajnie że napisałaś - ja się podpisuję, ale też nie łudzę się, że Twój apel cokolwiek zmieni;
      • malina.25 Re: szelki! 03.11.11, 09:58
        Dzięki smile chyba coś dało, bo jakoś nie widzę głosów krytyki na forum wink

        PS. właśnie najbardziej słowa "jak psa" najbardziej "bolą" ;/
    • joshima Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 11:35
      malina.25 napisała:

      > Pierwszy spacer i już głupie uśmieszki, litujące się spojrzenia, kr
      > ytyczne uwagi... Najpiękniejsza z ust dziewczyny bezdzietnej "Już przesadzają z
      > tymi szelkami. Jak nie można zapanować nad własnym dzieckiem?".
      Najmniej bym się przejmowała komentarzami bezdzietnych i "dzietnych przed wiekami".

      > Właściwie to nie pisze po to, aby się poradzić, bo wiem co mam robić, ale to mó
      > j taki mały apel do osób, które nie mają dzieci, do Mam, które mają jedno dziec
      > ko lub do Mam, które mają łagodne egzemplarze - nie każdemu dziecku można wszys
      > tko spokojnie wytłumaczyć, nie od każdego dziecka można wymagać tego samego w t
      > ym samym czasie...

      Dodam tylko, że dla dziecka chodzenie za rękę nie jest ani zdrowe ani wygodne.
      • slonko1335 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 12:39
        >Dodam tylko, że dla dziecka chodzenie za rękę nie jest ani zdrowe ani wygodne.

        a możesz rozwinąć?
        • joshima Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:00
          A co tu rozwijać? Sama sobie pochodź z ręką wyciągniętą (nie podniesioną tylko wyciągniętą) do góry. Z resztą to nie jest opinia wyłącznie moja prywatna, ale ludzi, którzy się na tym znają lepiej ode mnie.
          • slonko1335 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:06
            no ale proszę skonkretyzuj bardziej na co szkodzi i jaka jest ta opinia ? o ile jest jakaś oczywiście.
            Moje dziecko często chodzi ze mną za rękę bo bardzo to lubi ale ciekawa jestem w czym mu to może zaszkodzić...
            • joshima Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:14
              slonko1335 napisała:

              > no ale proszę skonkretyzuj bardziej na co szkodzi
              To chyba oczywiste, że głównie na staw barkowy.

              > Moje dziecko...
              A w jakim jest wieku?
              • slonko1335 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:17
                > To chyba oczywiste, że głównie na staw barkowy.
                ale co sie ma niby stać z tym stawem barkowym od zwykłego chodzenia za rękę? zakładam, że nikt jednak tak całą dobę nie wędruje....


                > A w jakim jest wieku?
                5,5 roku-staw barkowy w najlepszym porządku.....
            • naomi19 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 10:35
              joshima ma rację, nauka chodzenia poprzez trzymanie za rękę jest niezdrowa dla dziecka. Dziecko ma uczyć samo lub korzystać z pchacza.
              • slonko1335 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 20:41
                Naomi ale my nie piszemy o nauce chodzenia i prowadzaniu niechodzącego samodzielnie dziecka za rączki tylko o chodzeniu za rękę z chodzącym dzieckiem(2,5 rocznym)...bo te niechodzące to raczej dosc słabo uciekają..
                Jak wiec się ma do tego uszkadzanie barku? ja i owszem fachowca już spytałamsmilezaczął od parsknięcia śmiechem ....
          • ann.k Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:14
            Ludzie od setek lat chodzili z rękami wyciągniętymi do góry w kierunku swoich rodziców, sami tak chodziliśmy, bo za naszych czasów szelek nie było i co? Mamy tak masowo powyrywane ręce ze stawów? Jakieś zwyrodnienia?
            Moim zdaniem to jest dobudowywanie chorych teorii do zupełnie prostej sprawy.
            Kwestia bezpieczeństwa dziecka i wygody matki przemawia do mniej jak najbardziej. Sama używam szelek dla mojego maluszka, ale nie wciskam nikomu, ze chodzenie za rękę jest niezdrowe!!
            • slonko1335 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:19
              >Moim zdaniem to jest dobudowywanie chorych teorii do zupełnie prostej sprawy.
              zgadzam sie całkowicie aczkolwiek z czystej ciekawości dopytam o to fachowca ale podejrzewam, że znam odpowiedź...
          • zonajana Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:47
            Szelek nie uzywalismy, choc mialam, zakupilam w Rumunii, bo tam strasznie duzo dzieci chodzi z szelkami.
            Ale mam cos takiego jak smycz, elastyczna sprezynka, cos jak dawniej w telefonach domowych byla przy sluchawkach, mocuje sie to za pomoca tasmy na rzepy. Przypinam ja do szlufek w spodniach, z tylu, wtedy mloda sobie tego nie rozepnie. Uzywam w bardzo zatloczonych miejscach, np na lotnisku, kiedy rak brakuje by ogarnac bagaze, wozek, paszporty, bilety itd, a dziecko tylko czeka na odpowiedni moment, by dac dyla. Nie spotkalam sie nigdy z dziwnymi spojzeniami, albo moze ich nie widzialam big_grin
        • 1mzeta Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 19:50
          Proste jak konstrukcja cepa- wyobraźni użyj.
    • lilly811 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:08
      Dzięki tobie przypomniało mi sie, że gdzieś muszę mieć te szelki schowane- kupiłam je z rok temu ale młody od razu z wściekłością chciał je z siebie zdjąć- teraz ma 22 miesiące i przydałyby się oj przydały- bo też albo leeeeeci i nie patrzy albo krzyczy w wózku, że chce wyjść- spróbuję z szelkami ponownie smile
      Ludzie którzy nie mają dzieci niech się lepiej zastanwoią co mówią bo jak będą mieli własne to jeszcze te słowa się na nich zemszczą wink w ogóle nie ma co się przejmować smile
    • donkaczka Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 03.11.11, 13:58
      ha! a ja zawsze uwazalam, ze to fajny wynalazek
      i nie raz bylam bliska kupienia haha, ale sie jakos obeszlo, fakt, ze mieszkam w strefie 30, malo ruchliwej, wiec wybieganie na ulice smiercia nie grozi, a dzieci mi to zrobily razy kilka

      a bezdzietni rozne maja dziwne opinie, jak ktos ladnie mial to ujete w sygnaturce "bylam idealna matka, dopoki nie urodzilam dziecka"
    • saguaro70 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 04.11.11, 06:42
      Malina, gdyby owa bezdzietna dziewczyna tak mi powiedziała, to dostałaby zwyczjnie opie...co ją to obchodzi!! Przemądrzała lalunia, co nie ma dzieci, a zabiera głos. Nie masz języka w buzi, kochana??
      Ludzie zawsze będą patrzeć, gadac i oceniać. Bo są wredni i lubią jak innym coś nie wychodzi.
      Szelki to bardzo dobry patent. Mam jedną córke i swojego czasu też chodziła w szelkach. Bo nie można było za nią zdążyć. Dziś ma ponad 4 lata i nieraz mam ochotę włożyć jej tę uprząż. big_grin
      Jeśli szelki pomagają Ci utrzymać w karbach syna to nie zastanawiaj się, tylko ich używaj. Po to ktoś je wymyślił, żeby pomóc mamie.
      Nie jesteś niezaradną mamą. Nawt tak nie myśl!! Bezpieczeństwo TWOJEGO dzieciaka jest ważniejsze od debilizmów innych ludzi.
      Pozdrawiam cieplutko smilesmile
      • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 04.11.11, 09:18
        Język w buzi mam, ale o to za przyjemność "uświadamiać" 18letnią panienkę, która w głowie pstro ma :p

        Dzięki wink również pozdrawiam
    • babicka_pl Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 04.11.11, 12:15
      rozumiem trudne egzemplarze, dla bezpieczeństwa tych dzieci popieram szelki
    • moniq1979 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 04.11.11, 12:21
      Ja akurat mam w miarę dobrze z moim dzieckiem bo szybko załapała hasło " Marta Stój ulica" od razu stoi i wyciąga łapkę ( to nie moja zasługa tylko babci, która sie Młoda opiekowała) Natomiast u mojej siostry szelki też sie pojawiły, ale jej córa na moją to w temperamecie na głowe bije! Nie dociera do niej, że jest ulica, że tam nie wolno, tak więc rozumiem konieczność wprowadzenia szelek dla bezpieczeństwa malucha bo mama nie ma obrotowej głowy.
      Popieram w 100% szeleczki dla malucha.

    • plain-vanilla Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 05.11.11, 20:24
      Szelki jak najbardziej używałam dla bezpieczeństwa dziecka i własnej wygody. Sprawdzały się na spacerach, w ruchliwym centrum miasta a przede wszystkim były świetne, kiedy synek uczył się chodzić. Mieszkamy za granicą i tutaj widok dziecka w szelkach nikogo nie dziwi. Pojechaliśmy do Polski i pierwszy komentarz jaki usłyszałam to ten, jak mogę dziecko prowadzić na smyczy jak psa. Nikt by nie ośmielił się tak głupiego komentarza zafundować tutaj. Po co apelować do ludzi, którzy pozjadali wszystkie rozumy? Jak wiesz, co jest najlepsze dla twojego dziecka i dla ciebie, to po prostu ignoruj głupotę innych. Spodziewam się drugiego dziecka i też będzie chodził w szelkach jak uznam to za bezpieczne i stosowne do sytuacji.
    • naomi19 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 10:43
      A dlaczego to bezdzietne, jednodzietne i dzietne, ale posiadające grzeczne dzieci mają rozumieć Ciebie? Może po prostu też postaraj się zrozumieć, że są osoby, którym ma prawo to się nie podobać i już. O co tyle krzyku?
      Oczywiście w momencie, gdy ktoś na ulicy nieprzychylnie komentuje- to już jest problem, wtedy bym się odezwała. To Twoje dziecko i jeśli chcesz je przypinać na smycz- Twoja sprawa, ale chyba nie każdy musi się tym zachwycać, prawda?
      Kiedyś, w sklepie, pewna stara kobieta z oburzeniem i głośno skomentowała fakt, iż córka (mała, chyba 4 mies.) znajduje się w nosidle (foteliku samochodowym), że będzie miała krzywy kręgosłup i będę latać po rehabilitacjach. Odpowiedziałam jej, że może się nie martwić o kręgosłup mojej córki, bo jej mama jest rehabilitantką i ewentualne wady szybko wychwyci i postara się skorygować, a fotelik z pewnością się do tego nie przyczyni. Kobieta zdziwiła się, nic nie odpowiedziała, odwróciła i odeszła. Kulturka pełną gębą big_grin
      • zandaria03 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 06.11.11, 11:55
        Ja ma dwa rwące się do chodzenia na spacerze egzemplarze i nikogo do pomocy.Kupię szelki dla bliźniąt i w nosie będę miała opinię innych ludzi.Niech tylko ktoś na spacerze spróbuje to skomentować-to nie ręczę za siebie.W ogóle to ostatnio wojownicza się zrobiłam!A co?!Dziewczyno,nie przejmuj się opinią innych ludzi,twoje dziecko-twoja sprawa.
      • joshima Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 10:52
        naomi19 napisała:

        > A dlaczego to bezdzietne, jednodzietne i dzietne, ale posiadające grzeczne dzie
        > ci mają rozumieć Ciebie? Może po prostu też postaraj się zrozumieć, że są osoby
        > , którym ma prawo to się nie podobać i już. O co tyle krzyku?
        Właśnie o chamstwo o którym sama pisałaś? To, że ja nie rozumiem czyichś problemów nie daje mi prawa do głośnych i chamskich komentarzy?
        • naomi19 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 11:22
          Oczywiście, do głośnych i chamskich komentarzy nikt nie ma prawa.
          Natomiast autorka pisała, że przy pierwszym dziecku sama uśmiechała się widząc takie dzieci uwiązane na smyczy, nie do końca rozumiejąc daną sytuację.
          Mnie takie dzieci na smyczy się nie podobają, nigdy jednak nie rzuciłabym wymownym spojrzeniem czy nie skomentowałabym takiej sytuacji. Często mam natomiast na końcu języka, jak ledwo co chodzące roczniaki są targane za rączki, no przecież już 'sam' chodzi. Dziecko bez tej ręki upadłoby natychmiast. Czasem mam ochotę zrobić wykład o szkodliwości takiego postępowania, ale zawsze ugryze się w język, uśmiecham i odchodzę, bo nie potrafię się wtrącać w życie innych.
          • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 13:04
            naomi19 napisała:

            > Oczywiście, do głośnych i chamskich komentarzy nikt nie ma prawa.
            > Natomiast autorka pisała, że przy pierwszym dziecku sama uśmiechała się widząc
            > takie dzieci uwiązane na smyczy, nie do końca rozumiejąc daną sytuację.
            Właśnie - uśmiechałam się, a nie oceniałam, komentowałam...
            Posiadanie dzieci powinno nauczyć wyrozumiałości, tak jednak często nie jest...

            > Mnie takie dzieci na smyczy się nie podobają, nigdy jednak nie rzuciłabym wymow
            > nym spojrzeniem czy nie skomentowałabym takiej sytuacji. Często mam natomiast n
            > a końcu języka, jak ledwo co chodzące roczniaki są targane za rączki, no przeci
            > eż już 'sam' chodzi. Dziecko bez tej ręki upadłoby natychmiast. Czasem mam ocho
            > tę zrobić wykład o szkodliwości takiego postępowania, ale zawsze ugryze się w j
            > ęzyk, uśmiecham i odchodzę, bo nie potrafię się wtrącać w życie innych.
            I tu jest właśnie różnica - zakładanie szelek nie szkodzi (wręcz pomaga chronić), a targanie za rączkę - owszem.
            • naomi19 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 14:36
              Oczywiście o ile nie są to szelki chroniące przed upadkiem, do nauki chodzenia, a stosowane do samodzielnie poruszającego się małego człowieka, tylko nieposłusznego, chroniącego go przed wtargnięciem na ulicę do jeziora- to tak, zgodzę się.
      • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 13:01
        naomi19 napisała:

        > A dlaczego to bezdzietne, jednodzietne i dzietne, ale posiadające grzeczne dzie
        > ci mają rozumieć Ciebie? Może po prostu też postaraj się zrozumieć, że są osoby
        > , którym ma prawo to się nie podobać i już. O co tyle krzyku?
        Krzyku? Nie wydaje mi się, aby krzyczała. Niech im się nie podoba, ale niech milczą... Ja nie marudzę Mamuśce, która pół dnia wozi dziecko w foteliku samochodowych zamiast w wózku...

        > Oczywiście w momencie, gdy ktoś na ulicy nieprzychylnie komentuje- to już jest
        > problem, wtedy bym się odezwała.
        Też mi się zdarza.

        To Twoje dziecko i jeśli chcesz je przypinać n
        > a smycz- Twoja sprawa, ale chyba nie każdy musi się tym zachwycać, prawda?
        Nie proszę o to.
        • naomi19 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 14:40
          Skąd wiesz, ile czasu takie dziecko spędza w foteliku samochodowym i od jakiego czasu jest to szkodliwe?
          Ja również jestem przeciwniczką stosowania fotelików zamiast wózków, jednak widząc kobietę w sklepie z takim nosidłem nie wiesz, czy to już trzecia godzina dziecka w foteliku, czy zaledwie szybkie 10-min zakupy w drodze do domu. Nie wiem, po czym miałabym ocenić, czy dziecko siedzi w foteliku długo czy krótko i jaki może to mieć wpływ na stawy/mięsnie.
          • joshima Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 14:49
            Słuchaj, ale jak widzisz mamę, która snuje się z takim fotelikiem po parku w ramach spaceru to już chyba można przypuszczać, ze coś jest nie halo?
            • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 21:10
              Myślałam, ze tylko ja taka nie nowoczesna wink
          • malina.25 Re: szelki - jestem aż taką niezaradną mamą? 07.11.11, 21:08
            Nie wiem. Mam jednak dwójkę dzieci i czas przebywania w fotelikach skracałam do minimum, bo w wózeczku mogli się przekręcić, ułożyć tak żeby im było wygodnie, a dziecko w foteliku nie ma możliwości zmiany pozycji.

            jednak wid
            > ząc kobietę w sklepie z takim nosidłem nie wiesz, czy to już trzecia godzina dz
            > iecka w foteliku, czy zaledwie szybkie 10-min zakupy w drodze do domu.
            Ty również nie wiesz widząc dziecko w szelkach w jakim celu je się stosuje... Może akurat mój synek miałby przebłysk grzeczności i grzecznie by szedł, a Ty byś nie widziała, że 2krotnie wybiegł mi na ulicę....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka