Dziękuję serdecznie za Wasze rady, jeśli chodzi o nastawienie, to jest już o wiele lepiej. Od dłuższego czasu nie ma już płaczu, nawet czasem i radość się pojawia.
A dziś było smutno

Znowu córka płakała rano, pytała, czy po nią przyjdę.
Otóż czasem ją odbiera dziadek. Nie zawsze na wszystko zwróci uwagę - a jest u nas "system motywacyjny". Pani stawia czerwone, niebieskie lub czarne serduszka. No i córka wczoraj dostała niebieskie.
Dziś rano zaszłyśmy do przedszkola i okazało się, że wczoraj dostała jako jedyna w grupie niebieskie serduszko - reszta czerwone.
Spytałam o to panią pomoc, bo żadnej z "naszych" nauczycielek nie było, jakaś pani nowa (drugi raz ją widziałam) chyba w zastępstwie siedziała z dziećmi.
Zatem pani pomoc powiedziała, że nauczycielka kazała wziąć dzieciom określony kolor kredki i coś rysować w ćwiczeniach. Córka nie chciała rysować tym kolorem, odłożyła kredkę i wzięła inna. I pani "tak się zdenerwowała", że jej zagroziła serduszkiem niebieskim. I wstawiła je, bo "tak była wyprowadzona z równowagi".
Dodam, że to jest bardzo mała grupa - 21 osób, a jak wiadomo, rzadko jest stuprocentowa frekwencja. Wczoraj było dwanaścioro dzieci.
Pani pomoc stwierdziła, że to konieczne, bo to jest sposób przyuczenia dziecka do wykonywania poleceń w szkole.
Wiem, że może to być denerwujące, jak taki "pętak" nie słucha nauczycielki, ale czy takie - przyznajmy drobiazgi powinny być motywem do takiego oceniania?
Ale być może się mylę - dlatego chętnie wysłucham innych osób, być może właśnie to bardzo dobrze.
Bo jak powiedziała pani pomoc - córka w końcu wzięła "dobrą kredkę" i rysowała nią.
Jeszcze tylko dodam, że ona nie lubi niektórych kolorów, zatem w jej pudełku z kredkami niektóre są "jak nowe", a inne mocno już "zrysowane".
Głupstwo niby, ale mnie to też, jak panią

- wyprowadziło z równowagi.