Dodaj do ulubionych

Emocjonalny 5-cio latek

22.11.13, 18:07
Witam,
mam problem z 5,5 letnim synkiem - od dwóch tygodni jestem w domu i od tej pory synuś ciągle kombinuje co zrobic by nie iśc do przedszkola... Gdy pracowałam nie było tego problemu bo wiedział, że nie ma wyjścia i musi chodzic. Teraz kiedy wie, że jestem w domu chciałby ze mną siedziec. Tłumaczyłam, że musi chodzic bo to zerówka i przygotowanie do szkoły ale i tak co rano prosi by mógł zostac w domu. Oczywiście nie ulegam za każdym razem i synka posyłam tylko, że odbieram go wcześniej np po obiedzie. Panie w przedszkolu zwróciły mi uwagę, że synek starsznie zrobił się emocjonalny i już w porze obiadu przeżywa że zaraz mama po niego przyjdzie a jak czasami się zdarzy że się ciutkę opóźnię to ma łzy w oczach i popłakuje... Ostatnio obiecałam mu że go odbiorę po gimnastyce o 14.00 a okazało się, że nie było tych zajęc to się rozpłakał w przedszkolu, że mogłam go po obiadku odebrac i chciał by ciocia do mnie zadzwoniła bym po niego wcześniej przyszła. Jak postępowac z synkiem by zmienic tą jego nadpobudliwośc emocjonalną? dodam, że ogólnie to jest bardzo fajnym dzieciaczkiem i dobrze sobie radzi w przedszkolu i poza, jest mądry i pewny siebie jedynie tylko ciut zbyt wrażliwy i emocjonalny. Czy macie lub mieliście podobny problem? chętnie posłucham rad doświadczonych w tym temacie rodziców.
Obserwuj wątek
    • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 20:38
      Ja bym zmieniła przedszkole. Jak dziecko czuje się w przedszkolu dobrze, to nie chce z niego wychodzić. Mam też synka dokładnie w tym wieku, 5,5 roku. Jak mu jest gdzieś źle, to nie potrafi tego wyrazić, ale nie chce tam chodzić. Natomiast jak czuje się gdzieś dobrze, to potrafi zostać beze mnie 9 h i nadal nie chce ze mną wracać do domu. Oczywiście każde dziecko jest inne, ale ja bym na Twoim miejscu albo zmieniła przedszkole albo zostawiła synka na pewien czas w domu, nic mu się nie stanie, jak miesiąc-dwa nie pochodzi do przedszkola.
      To już jest duże dziecko, porozmawiaj z nim spokojnie i poważnie, czemu się tak zachowuje, bez oceniania, czy to dobrze czy źle.
      I to nieprawda, że zerówka przygotowuje do szkoły. Dzieci bez zerówki radzą sobie w szkole równie dobrze, jak dowodzą badania, więc tym się w ogóle nie przejmuj. Najważniejsze w tym wieku są emocje, a nie nauka. Zresztą dziecko może się uczyć tylko wtedy, gdy czuje się bezpiecznie.
    • saszanasza Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 20:42
      nie ulegasz za każdym razem...ale jednak ulegasz. i to jest błąd.skoro ulegasz, nie dziw się że dziecko próbuje wpłynąć na twoją decyzje. gdybyś od początku była konsekwentna, dziecko w końcu zaakceptowałoby fakt ze do przedszkola chodzić należy.
      drugi błąd to obiecywanie mu że przyjdziesz o konkretnej godzinie lub w ściśle określonym czasie. ja nie wdawałabym się w szczegóły.
      moim zdaniem problem w twoim braku konsekwencji a nie w "emocjonalności dziecka".
      • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 21:41
        saszanasza napisała:

        > drugi błąd to obiecywanie mu że przyjdziesz o konkretnej godzinie lub w ściśle
        > określonym czasie. ja nie wdawałabym się w szczegóły.

        Absolutnie się nie zgadzam. Moje dzieci czuły się zawsze bezpiecznie, jak wiedziały, kiedy dokładnie przyjdę. Tylko trzeba trzymać się tego terminu, a jak się wie, że się nie zdąży, to uczciwie to zapowiedzieć.

        > nie ulegasz za każdym razem...ale jednak ulegasz. i to jest błąd.skoro ulegasz,
        > nie dziw się że dziecko próbuje wpłynąć na twoją decyzje. gdybyś od początku b
        > yła konsekwentna, dziecko w końcu zaakceptowałoby fakt ze do przedszkola chodzi
        > ć należy.

        Nie zgadzam się. Daję dzieciom wolną rękę, czy idą do przedszkola/szkoły, czy nie, bo mogę sobie na to pozwolić. Skutek? Zawsze chcą iść. Mój 5,5-latek zabrania mi odbierać się ze szkoły przed godziną 16.
        Przede wszystkim należy być wobec dziecka uczciwym. Jeśli się pracuje, to wyjaśnia się dziecku, dlaczego musi pójść do przedszkola i na ile. Jeśli rodzic nie pracuje i ma czas dla dziecka, to moim zdaniem dziecko może zdecydować, czy woli placówkę czy dom.

        Do autorki wątku: jeszcze przyszło mi na myśl, że może to nie przedszkole jest winne, tylko jakieś wydarzenie rodzinne. Może pojawiło się rodzeństwo albo coś w tym stylu? To zawsze wielkie przeżycie dla dziecka i tym bardziej zostawiłabym dziecko w domu, jeśli masz taką możliwość.
        • saszanasza Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 22:21
          > Absolutnie się nie zgadzam. Moje dzieci czuły się zawsze bezpiecznie, jak wiedz
          > iały, kiedy dokładnie przyjdę. Tylko trzeba trzymać się tego terminu, a jak się
          > wie, że się nie zdąży, to uczciwie to zapowiedzieć.

          bezpiecznie bądź nie ma prawo czuć się 2, 3 lub 4 latek. dziecko 6 letnie powinno już akceptować fakt, że do przedszkola po prostu należy chodzić i że rodzice każdego dnia je stamtąd odbiorą.

          > Nie zgadzam się. Daję dzieciom wolną rękę, czy idą do przedszkola/szkoły, czy n
          > ie, bo mogę sobie na to pozwolić.

          ciekawa jestem jak zareagujesz jak któregoś dnia dzieci odmówią pójścia do szkoły. rozumiem że im na to pozwolisz....
          • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 23:08
            saszanasza napisała:

            > ciekawa jestem jak zareagujesz jak któregoś dnia dzieci odmówią pójścia do szko
            > ły. rozumiem że im na to pozwolisz....

            Oczywiście, że pozwolę. Przymus szkolny uważam za szkodliwy i bezsensowny. Nie wspominając już o obowiązku przedszkolnym, który wymyślają sobie niektórzy "konsekwentni" rodzice.
            • saszanasza Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 23:31
              aleksandra1357 napisała:

              > saszanasza napisała:
              >
              > > ciekawa jestem jak zareagujesz jak któregoś dnia dzieci odmówią pójścia d
              > o szko
              > > ły. rozumiem że im na to pozwolisz....
              >
              > Oczywiście, że pozwolę. Przymus szkolny uważam za szkodliwy i bezsensowny. Nie
              > wspominając już o obowiązku przedszkolnym, który wymyślają sobie niektórzy "kon
              > sekwentni" rodzice.

              skoro przymus szkolny uważasz za szkodliwy a jednocześnie masz warunki by dziecko nie posyłać do szkoły, to na jaką cholerę posyłasz dziecko do szkoły? ucz je w domu.
              obowiązek zerówki również istnieje, czy ci się to podoba czy nie.
              poza tym nie każdy rodzic jest w stanie wyedukować swoje dziecko "metodą domową".
        • makurokurosek Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 22:25
          > Nie zgadzam się. Daję dzieciom wolną rękę, czy idą do przedszkola/szkoły, czy n
          > ie, bo mogę sobie na to pozwolić.

          Nie każdemu dziecku można na coś takiego pozwolić.

          " Jeśli rodzic nie
          > pracuje i ma czas dla dziecka, to moim zdaniem dziecko może zdecydować, czy wol
          > i placówkę czy dom."

          Zapomniałaś dodać, że nie wywiązywanie się z obowiązku szkolnego grożą sankcje w tym nadzór kuratorski dla rodziny. Jak sama nazwa głosi obowiązek to coś co jest nam narzucone i nie ma tu miejsca na samowolkę dziecka.

          Z jednej strony piszesz, że dzieci są różne z drugiej stawiasz swoje dzieci jako ogólnoprzyjętom normę. Prawda jest taka, że dzieci są różne jedne lubią przybytki typu żłobek/przedszkole/ szkoła i traktują to jako miejsce spotkań towarzyskich i zabawy inne traktują to jako obowiązek i zdecydowanie lepiej czują się w domowym zaciszu.

          • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 23:07
            makurokurosek napisała:

            > Z jednej strony piszesz, że dzieci są różne z drugiej stawiasz swoje dzieci jak
            > o ogólnoprzyjętom normę.

            Piszę o swoich dzieciach jako przykładzie, który ma obalić mit, że dziecko trzeba siłą posyłać codziennie do placówki, bo inaczej się rozbestwi i nie będzie chciało chodzić.

            > Zapomniałaś dodać, że nie wywiązywanie się z obowiązku szkolnego grożą sankcje
            > w tym nadzór kuratorski dla rodziny. Jak sama nazwa głosi obowiązek to coś co j
            > est nam narzucone i nie ma tu miejsca na samowolkę dziecka.

            Jest jeszcze nauczanie domowe, wtedy obowiązku nie ma. Jak matka jest w domu, jest to najlepsze rozwiązanie dla dziecka, które nie chce chodzić do szkoły.
            • makurokurosek Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 23:34
              > Piszę o swoich dzieciach jako przykładzie, który ma obalić mit, że dziecko trze
              > ba siłą posyłać codziennie do placówki, bo inaczej się rozbestwi i nie będzie c
              > hciało chodzić.

              Dzieci są różne jedne są bardziej samodzielne i niezależne inne maminej spódnicy trzymałyby się najlepiej do śmierci.
              Dziecko autorki chodzi do zerówki , przypominam że od kilku lat jest OBOWIĄZEK PRZEDSZKOLNY dla dzieci pięcioletnich tak więc nie ma tu miejsca na samowolkę dziecka.

              "> Jest jeszcze nauczanie domowe, wtedy obowiązku nie ma. Jak matka jest w domu, j
              > est to najlepsze rozwiązanie dla dziecka, które nie chce chodzić do szkoły.

              I znów uznajesz swoją wizję za najlepszą i jedyną całkowicie pomijając fakt , że nie wszyscy mają umiejętność przekazywania wiedzy, nie wszyscy mają wystarczające pokłady cierpliwości, nie wszyscy są wystarczająco systematyczni i pracowici by wziąć na siebie obowiązek nauki dziecka.
              • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 22.11.13, 23:41
                Ja wiem jedno na pewno: jeśli dziecko nie chce chodzić do szkoły/przedszkola, płacze, to trzeba je traktować poważnie i rozwiązać problem tak, żeby chciało chodzić, a nie traktować jak głupka czy zwierzątko, które trzeba "konsekwentnie" posyłać, aż przestanie protestować. To urąga godności dziecka.

                > I znów uznajesz swoją wizję za najlepszą i jedyną całkowicie pomijając fakt , ż
                > e nie wszyscy mają umiejętność przekazywania wiedzy, nie wszyscy mają wystarcza
                > jące pokłady cierpliwości, nie wszyscy są wystarczająco systematyczni i pracowi
                > ci by wziąć na siebie obowiązek nauki dziecka.

                Śmiem twierdzić, że 5-latek bez udziału rodzica rozwinie się lepiej w domu niż w kiepskiej zerówce. Dziecko, jak mu nie przeszkadzać, świetnie samo się uczy.
                • makurokurosek Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 00:35
                  > Ja wiem na pewno: jeśli dziecko nie chce chodzić do szkoły/przedszkola, p
                  > łacze, to trzeba je traktować poważnie i rozwiązać problem tak, żeby chciało ch
                  > odzić, a nie traktować jak głupka czy zwierzątko, które trzeba "konsekwentnie"
                  > posyłać, aż przestanie protestować. To urąga godności dziecka.

                  Nie wiedziałam, że obowiązek nauki urąga godności dziecka.

                  "> Śmiem twierdzić, że 5-latek bez udziału rodzica rozwinie się lepiej w domu niż
                  > w kiepskiej zerówce. Dziecko, jak mu nie przeszkadzać, świetnie samo się uczy."

                  Śmiem twierdzić, że większość rodziców nie ma wykształcenia pedagogicznego, nie ma niezbędnych umiejętności by przekazać wiedzę w sposób zrozumiały i klarowny dla dziecka, nie zna wszystkich dysfunkcji czy problemów by ocenić w jakiej mierze problemy w nauce wynikają z możliwości dziecka i kiedy świadczą o problemie.
                  Dziecko pozostawione samopas na pewno nabierze dużo samodzielności ale samo czytać się nie nauczy.
                  Jakoś trudno mi uwierzyć, w pięciolatka pozostawionego samemu sobie który sam wpada na podział wyrazu na sylaby/głoski sam wpada na syntezę i sam bawi się w dzielenie/budowę wyrazu na głoski.
                  • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 15:39
                    makurokurosek napisała:

                    > Nie wiedziałam, że obowiązek nauki urąga godności dziecka.

                    Niewielki procent dorosłych, oraz większość dzieci, uważa, że tak. Szkoła ma wiele wspólnego z więzieniem totalitarnym: nie wolno jest opuszczać, trzeba się zapytać, czy można wyjść do ubikacji, jest się ocenianym i porównywanym. Szkoła kontroluje nawet to, o czym uczeń myśli i może ukarać za myślenie o czymś innym niż trzeba (zła ocena za nieumiejętność powtórzenia, co nauczyciel mówił).

                    > Śmiem twierdzić, że większość rodziców nie ma wykształcenia pedagogicznego, nie
                    > ma niezbędnych umiejętności by przekazać wiedzę w sposób zrozumiały i klarowny
                    > dla dziecka,

                    Tkwisz w stereotypach. Nie trzeba być pedagogiem, żeby uczyć dziecko, tak jak nie trzeba być fizjoterapeutą, żeby "nauczyć" dziecko chodzić. Dziecko uczy się samo z siebie, trzeba tylko ten proces wspierać.
                    • saszanasza Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 16:09

                      >
                      > Tkwisz w stereotypach. Nie trzeba być pedagogiem, żeby uczyć dziecko, tak jak n
                      > ie trzeba być fizjoterapeutą, żeby "nauczyć" dziecko chodzić. Dziecko uczy się
                      > samo z siebie, trzeba tylko ten proces wspierać.

                      jak widzę ty ten proces wspierasz pozwalając dziecku nie uczęszczać do szkoły, kiedy tylko wyrazi taką wolę. bardzo dobre podejście "pedagogiczne".
                      masz wypaczony pogląd dotyczący kształcenia, naprawdę dziwię się że z takim światopoglądem puszczasz dzieci do tego totalitarnego więzienia. przeczysz sama swoim poglądom.
                      • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 16:35
                        saszanasza napisała:

                        > jak widzę ty ten proces wspierasz pozwalając dziecku nie uczęszczać do szkoły,
                        > kiedy tylko wyrazi taką wolę. bardzo dobre podejście "pedagogiczne".

                        Właśnie tak wspieram i uważam, że to dobre podejście.

                        > masz wypaczony pogląd dotyczący kształcenia,

                        Po co te oceny? Może po prostu inny?

                        > naprawdę dziwię się że z takim światopoglądem puszczasz dzieci do tego totalitarnego więzienia. > przeczysz sama swoim poglądom.

                        Nie puszczam dzieci do szkoły, są w szkole alternatywnej, istniejącej obok totalitarnego systemu smile

                        Do autorki wątku: jeśli możesz, zostaw dziecko w domu. Miesiąc-dwa nie wypisuj z przedszkola, żeby dziecko mogło wrócić. Jak powie, że absolutnie nie chce iść do przedszkola - wypisz. Dziecko samo wie, co dla niego jest najlepsze.
                        Jeśli nie masz możliwości rezygnacji z przedszkola, to przedyskutuj poważnie.
                        Mój syn np. w przedszkolu panicznie bał się obiadów, bo był zmuszany do jedzenia. Jak załatwiłam, że nie będzie dostawał posiłków (panie nie mogły tego pojąć), to chodził już chętnie. Czasem dziecku chodzi o małą rzecz.
                        Jak dziecko nie chce chodzić do przedszkola, to coś nim musi być nie tak. Miałam dzieci w 5 placówkach. Do jednych chodziły z płaczem i czekały na odebranie, do innych ze śpiewem na ustach i nie chciały wychodzić. Moim zdaniem trzeba znaleźć dziecku miejsce, gdzie czuje się dobrze i bezpiecznie.

                        • makurokurosek Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 17:04
                          "Jak powie, że absolutnie nie chce iść do przedszkola - wypisz. Dziecko samo wie, co dla niego jest najlepsze. "

                          Jeżeli dziecko postanowi bawić się w małego piromana pozwól mu , widać twój dom mu nie odpowiadał, wszak dziecko wie najlepiej.
                          Jeżeli twoje dziecko będzie chciało iść środkiem ulicy , pozwól mu widać tam powinien być chodnik.
                          Jeżeli dziecko postanowi wsadzić kota do piekarnika, pozwól mu widać kot jest czarownicą należy go spalić.


                          " Moim zdaniem trzeba zna
                          > leźć dziecku miejsce, gdzie czuje się dobrze i bezpiecznie. "

                          W domu bez zasad to dziecko czuje się tylko prowizorycznie bezpiecznie.
                    • makurokurosek Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 17:00
                      > Niewielki procent dorosłych, oraz większość dzieci, uważa, że tak.

                      Cóż nigdy nie traktowałam szkoły jako więzienia, a moje dzieci to ewidentnie upośledzone są bo młody do żłobka aż się rwie.

                      Tkwisz w stereotypach. Nie trzeba być pedagogiem, żeby uczyć dziecko, tak jak n
                      > ie trzeba być fizjoterapeutą, żeby "nauczyć" dziecko chodzić. Dziecko uczy się
                      > samo z , trzeba tylko ten proces wspierać

                      Cóż oprócz małego dziecka mam jeszcze ośmiolatkę i tłumaczenie jej jakichkolwiek zagadnień jest dla mnie koszmarem. Cóż mój umysł jest na wyższym poziomie niż umysł ośmiolatki, wiem więcej więc i trudniej mi zrozumieć oraz wytłumaczyć rzeczy dla mnie banalne a dla ośmiolatki nowe, choćby wytłumaczenie dziecku dzielenia przez kreskę.
                    • q_fla Re: Aleksandra... 23.11.13, 18:15
                      Jak to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                      Masz akurat tak w życiu, że możesz sobie pozwolić na tego typu fanaberie jak wypisanie dziecko z przedszkola i niepuszczanie do szkoły, bo dziecko nie chce.
                      Gdybyś była np samotną matką, dla której praca jest głównym i najważniejszym źródłem dochodu, która ma jedno, lub dwa przedszkola i szkołę w promieniu 20 km nie wypisywałabyś tutaj takich imo głupot.
                      Osobiście, ani tobie, ani twojemu dziecku nie zazdroszczę tych fanaberii, dlatego że podobne podejście wychowawcze miała moja ciotka, wprawdzie nie miała aż takiej możliwości manewru, bo było to 15 lat temu. Efektem fanaberii ciotki jest to, że obecnie jej córka siedzi w więzieniu, takim prawdziwym z kratami w oknach...
                      I mam nadzieję, że moja córka nie wybierze sobie na partnera życiowego człowieka, który jest ofiarą takich matczynych fanaberii.
                      • aleksandra1357 Re: Aleksandra... 23.11.13, 22:38
                        q_fla napisała:

                        > Jak to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                        > Masz akurat tak w życiu, że możesz sobie pozwolić na tego typu fanaberie jak wy
                        > pisanie dziecko z przedszkola i niepuszczanie do szkoły, bo dziecko nie chce.
                        > Gdybyś była np samotną matką, dla której praca jest głównym i najważniejszym źr
                        > ódłem dochodu, która ma jedno, lub dwa przedszkola i szkołę w promieniu 20 km n
                        > ie wypisywałabyś tutaj takich imo głupot.

                        Ależ napisałam wyraźnie: jeśli matka może sobie pozwolić na rezygnację, to niech to zrobi, a jeśli nie może, to niech szuka wyjaśnienia sytuacji lub innej placówki.
                        Jest wiele matek, które są w domu z młodszym rodzeństwem, a starsze czasem na siłę posyłają do przedszkola lub szkoły, bo "trzeba", bo "musi się rozwijać", musi się "socjalizować". Staram się obalić ten szkodliwy mit. Żadne badania nie potwierdzają, że dziecko w przedszkolu rozwija się pod jakimkolwiek względem lepiej niż w domu. A jeśli się stresuje, to hamuje to jego rozwój.

                        Q-fla, nie przeinaczaj, proszę, moich słów. Nigdy bym nie radziła samotnej matce rezygnacji z przedszkola. Nie wiemy, w jakiej sytuacji jest autorka wątku, ale napisała, że jest w domu, więc można przypuszczać, że nie musi posyłać dziecka do przedszkola.
                        • makurokurosek Re: Aleksandra... 23.11.13, 23:41
                          > Jest wiele matek, które są w domu z młodszym rodzeństwem, a starsze czasem na s
                          > iłę posyłają do przedszkola lub szkoły, bo "trzeba", bo "musi się rozwijać", mu
                          > si się "socjalizować". Staram się obalić ten szkodliwy mit. Żadne badania nie p
                          > otwierdzają, że dziecko w przedszkolu rozwija się pod jakimkolwiek względem lep
                          > iej niż w domu. A jeśli się stresuje, to hamuje to jego rozwój.

                          Zastanowiłaś się, że nie każda matka siedząca w domu ma czas ( zwłaszcza posiadając na stanie drugie małe dziecko) na wyszukiwanie ciekawych wycinane, ciekawych zabaw ruchowych, ciekawych ćwiczeń edukacyjnych.
                          Jak córka była młodsza czasami jeździłam z nią pociągiem trasa 4h, zabierałam jej książki, wycinanki, plastelinę, kredki, grę planszową i powiem ci że byłam jedyną matką tak wyposażoną.

                          Dla wielu dzieci to przedszkole jest miejscem rozwoju i to nie dlatego, że w domu nie da się tego zrobić, ale dlatego że większość ludzi tego nie robi.
                        • q_fla Re: Aleksandra... 24.11.13, 00:45
                          W swoich wątkach sama generalizujesz, że szkoła to więzienie, że przedszkole nie uwzględnia indywidualnych potrzeb dziecka i tym podobne zarzuty.
                          To, że matka jest w domu wcale nie znaczy, że nie chce posyłać dziecka do przedszkola. Może właśnie chce i jednocześnie musi, ponieważ jej dziecko podlega obowiązkowemu przygotowaniu przedszkolnemu.
                          • aleksandra1357 Re: Aleksandra... 24.11.13, 08:24
                            q_fla napisała:

                            > W swoich wątkach sama generalizujesz, że szkoła to więzienie, że przedszkole ni
                            > e uwzględnia indywidualnych potrzeb dziecka i tym podobne zarzuty.

                            Czytaj ze zrozumieniem. Napisałam tylko, że twierdzą tak tylko niektórzy rodzice.
                            • q_fla Re: Aleksandra... 24.11.13, 10:17
                              >Szkoła ma wiele wspólnego z więzieniem totalitarnym: nie wolno jest opuszczać, trzeba się zapytać, czy można wyjść do ubikacji, jest się ocenianym i porównywanym.

                              To tak samo jak w pracy, w szpitalu, w sklepie, u lekarza, a nawet we własnym domu... tongue_out

                              I już tłumaczę, bo zaraz mi zarzucisz, że w domu nikt nie musi się pytać, czy może iść do ubikacji.

                              W pracy - należy być na ustaloną porę i wyjść o ustalonej porze, trzeba słuchać szefa i dostosować się do jego wymagań. Trzeba zapytać wcześniej czy można się np. wcześniej zwolnić etc.

                              W szpitalu i u lekarza podobnie, trzeba się dostosować do ogólnie przyjętych norm, nie wolno np palić w toaletach, trzeba grzecznie w łóżku czekać na obchód. Stosować się do zaleceń lekarza, a nie wymyślać własnych diagnoz.
                              I tak dalej...

                              Cały świat jest tak zorganizowany, że wszyscy czemuś i komuś podlegamy, musimy się do tego dostosować, choć nie zawsze nam się to podoba.
                              Dzieci, które zostały wychowane w przekonaniu, że szkoła i wszelkie instytucje są więzieniem, że każdy zakaz narusza jego wolność myśli , działania i godność osobistą w przeważającej większości wyrastają na nieszczęśliwe jednostki aspołeczne. Moja kuzynka jest tego najlepszym przykładem.
                              • q_fla Re: Aleksandra... 24.11.13, 10:26
                                I powtórzę jeszcze raz: gdybyś była w innej sytuacji materialnej i rodzinnej nie snułabyś tu takich refleksji. Budziłabyś dzieciaka nieraz o piątej rano, odprowadzała na 6 do przedszkola czy tego chce, czy też nie. Potem z wywieszonym jęzorem biegłabyś na autobus, żeby się nie spóźnić na 7 do pracy. I każdego roku modliłabyś się, żeby komuś nie przyszło do głowy nie przyjąć twojego dziecka do przedszkola, czy do świetlicy szkolnej, bo wtedy zwyczajnie nie miałabyś co do gara wrzucić.
                              • aleksandra1357 Re: Aleksandra... 24.11.13, 11:57
                                q-fla

                                W pracy raczej nie musisz nikogo pytać, czy możesz wyjść do toalety, a jeśli tak, jest to uwłaczanie godności ludzkiej.

                                > W szpitalu i u lekarza podobnie, trzeba się dostosować do ogólnie przyjętych no
                                > rm, nie wolno np palić w toaletach, trzeba grzecznie w łóżku czekać na obchód.

                                W życiu jest wiele zasad, których musimy przestrzegać ze zdrowego rozsądku i żeby nie krzywdzić innych. Dzieci uczą się tych zasad szybko, rzadko się buntują. Natomiast szkoła generuje system opresyjny i stwarza zasady, których zdroworozsądkowo nie trzeba przestrzegać. Np. ktoś chce mieć z danego przedmiotu trójkę, umie już na trójkę i woli poczytać sobie coś na lekcji - nie może.

                                > Cały świat jest tak zorganizowany, że wszyscy czemuś i komuś podlegamy, musimy
                                > się do tego dostosować, choć nie zawsze nam się to podoba.

                                Do niektórych rzeczy trzeba się dostosować, a jak się z czymś nie zgadzamy, należy świat zmieniać. Ślepe podążanie za narzuconymi zasadami prowadzi do stagnacji.

                                > Dzieci, które zostały wychowane w przekonaniu, że szkoła i wszelkie instytucje
                                > są więzieniem, że każdy zakaz narusza jego wolność myśli , działania i godność
                                > osobistą w przeważającej większości wyrastają na nieszczęśliwe jednostki aspołe
                                > czne.

                                Wręcz przeciwnie. Dzieci, którym daje się odpowiednią dozę wolności, zaczynają brać odpowiedzialność za swoje życie i zachowują się rozsądnie. To świetnie widać na przykładzie żywienia niemowląt: jak rodzic przejmuje odpowiedzialność za żywienie dziecka, karmi, zabawia, przymusza, dziecko zaczyna się buntować i staje się "niejadkiem". Jak dostanie pełną wolność, odżywia się racjonalnie (oczywiście proponujemy dziecku zdrowe produkty, ale dajemy prawo odmowy). Tak samo ze szkołą: jak dziecko nie ma obowiązku nauki, zaczyna uczyć się dla własnej przyjemności. Jak nie ma nadmiaru zasad, z przyjemnością przestrzega tych, co są.
                                Ograniczenie wolności przynosi bunt, pozostawienie wolności prowadzi do odpowiedzialności.
                                • q_fla Re: Aleksandra... 24.11.13, 12:41
                                  Jakbym swoja ciotkę sprzed laty słyszała, w ten sam deseń.
                                  Przypominam, że jej córka obecnie siedzi w więzieniu (rozboje, handel narkotykami, wyłudzenia), po kolejnej recydywie...
                                  Niebo w kratkę ogląda, taką wolność i odpowiedzialność zafundowała jej własna matka.
                                • makurokurosek Re: Aleksandra... 24.11.13, 12:52
                                  > W pracy raczej nie musisz nikogo pytać, czy możesz wyjść do toalety, a jeśli ta
                                  > k, jest to uwłaczanie godności ludzkiej.

                                  W szkole również nie musisz się o to pytać, nie spotkałam się jeszcze z tym aby dzieciaki na przerwie latały i pytały się nauczyciela czy mogą skorzystać z toalety.
                                  Trudno natomiast aby w trakcie lekcji każdy chodził sobie samopas według swego uznania.
                                  Widać, że pracą zawodową to ty się nigdy nie skalałaś bo takich bzdur byś nie opowiadała. Nie spotkałam się z sytuacją aby na np odprawie w pracy każdy chodził sobie według własnego uznania , pani Kasia do kibelka, pan Stasiu na papieroska, a pan Wojtek na śniadanko.

                                  "Np. ktoś chce mieć z danego przedmiotu trójkę,
                                  > umie już na trójkę i woli poczytać sobie coś na lekcji - nie może."

                                  Dzięki czemu ominie go to co jest konieczne na zaliczenie bieżącego materiału na tróję.

                                  Anarchia prowadzi do chaosu, póki co masz małe dzieci ale twój anarchiczny sposób wychowania bardzo szybko obróci się przeciwko tobie.
                                  • aleksandra1357 Re: Aleksandra... 24.11.13, 13:29
                                    makurokurosek napisała:

                                    > Jeszcze jedno , bardzo ciekawe że taki sam tok rozumowania co ty mają zawsze ro
                                    > dzice dzieci problemowych, agresywnych i aspołecznych.

                                    Mam dokładnie odwrotne obserwacje. Narkotyki biorą zwykle dzieci rodziców bardzo autorytarnych albo nieobecnych. Wyraźnie widzę po swoich dzieciach - im więcej wolności, tym mniej agresji, a aspołeczność jest w ogóle innym tematem i nie ma wiele wspólnego z poziomem despotyzmu w domu.
                                    Co do porównania szkoły z pracą. Różnica zasadza się też na tym, że w pracy każdy dobrowolnie godzi się wykonywać jakieś polecenia za pieniądze, dlatego jego gotowy się przystosować. W szkole po pierwsze nikt dziecka nie pyta, czy chce tam być, po drugie nie dostaje ono za to pieniędzy. Dlatego dziecko obowiązek szkolny może odbierać jako odbieranie mu wolności i godności. W pracy zdarza się to rzadziej i raczej wtedy, gdy pracodawca wyzyskuje, łamie prawo.
                                    • makurokurosek Re: Aleksandra... 24.11.13, 14:03
                                      "Narkotyki biorą zwykle dzieci rodziców bardz
                                      > o autorytarnych albo nieobecnych

                                      Narkotyki jak i inne używki biorą ludzie z różnych środowisk, różnych klas społecznych, różnie wychowywani. Nie ma niestety jednej odpowiedzi jak uchronić własne dziecko przed tym gównem, ale aby to wiedzieć trzeba trochę myśleć a nie być zadufaną pewną swojej nieomylności panną.

                                      Wyraźnie widzę po swoich dzieciach - im więce
                                      > j wolności, tym mniej agresji,

                                      Póki co to na stanie masz dziecko coś koło pięciu lat, tak więc póki co to niewiele widzisz i niewiele wiesz.

                                      "Różnica zasadza się też na tym, że w pracy każ
                                      > dy dobrowolnie godzi się wykonywać jakieś polecenia za pieniądze, dlatego jego
                                      > gotowy się przystosować.

                                      W szkole natomiast środkiem płatniczym jest wiedza. Natomiast dziecko które nie jest się w stanie przystosować do ogólnie panujących zasad jest dzieckiem aspołecznym. Czasami takie zachowanie wynika z zaburzeń psychicznych, a czasami ze sposobu wychowania.

                                      " W szkole po pierwsze nikt dziecka nie pyta, czy chce t
                                      > am być, po drugie nie dostaje ono za to pieniędzy."

                                      Otrzymuje za to wiedzę i to jest ten środek płatniczy. Jak już mówiłam masz pięciolatka na stanie tak więc gó... wiesz o tym jak ciężko swoją wiedzę przekazuje się dziecku. Skoro jesteś tak idealną matką, idealnym nauczycielem to bardzo cię proszę wytłumacz swoimi słowami jak obliczyć 42-16 , oczywiście tak aby dziecko zrozumiało.

                                      Czekam na odpowiedz , bo póki co to mówisz o rzeczach o których nie masz bladego pojęcia

                                      " Dlatego dziecko obowiązek sz
                                      > kolny może odbierać jako odbieranie mu wolności i godności.

                                      Ja natomiast jako odbieranie mi i mojemu dziecku godności i wolności odbieram konieczność uczęszczania do jednej klasy dzieci normalnych z tymi wychowywanymi zgodnie z twoją zasadą, bo szczerze nie potrafię zrozumieć czemu moje dziecko ma ponosić konsekwencje twojego anarchistycznego sposobu wychowania i dlaczego ma naprawiać błędy wychowawcze za które odpowiedzialność ponosisz ty
                                      • aleksandra1357 Re: Aleksandra... 24.11.13, 14:21
                                        makurokurosek napisała:

                                        > Narkotyki jak i inne używki biorą ludzie z różnych środowisk, różnych klas społ
                                        > ecznych, różnie wychowywani. Nie ma niestety jednej odpowiedzi jak uchronić wła
                                        > sne dziecko przed tym gównem, ale aby to wiedzieć trzeba trochę myśleć a nie by
                                        > ć zadufaną pewną swojej nieomylności panną.

                                        Czy to nie Ty przed chwilą wysnuwałaś wnioski, że wychowywanie anty-autorytarne prowadzi prosto do więzienia?
                                        Poza tym poziom dyskusji, który reprezentujesz jest bardzo niski. Obrażanie rozmówcy nie jest dobrym sposobem dyskusji.

                                        > Póki co to na stanie masz dziecko coś koło pięciu lat, tak więc póki co to niew
                                        > iele widzisz i niewiele wiesz.

                                        Nie wiedziałam, że poziom wiedzy rodzica mierzy się wiekiem dziecka. Sama byłam w szkole jako dziecko i jako nauczyciel i choćby z tego mogę wyciągać wnioski.

                                        > Otrzymuje za to wiedzę i to jest ten środek płatniczy.

                                        Co za brak logiki. Praca: za usługę dostaje się pieniądze.
                                        Szkoła: za przymusowe przyswajanie wiedzy nie dostaje się pieniędzy.
                                        Porównanie wiedzy do pieniędzy jest wyjątkowo nietrafione, gdyż uczniowie zwykle wiedzy w podawanej im formie nie chcą. Można by porównać pieniądze do ocen, ale to też wątłe.

                                        Skoro jesteś tak idealną matką, idealnym nauczycielem to bardzo
                                        > cię proszę wytłumacz swoimi słowami jak obliczyć 42-16 , oczywiście tak aby dzi
                                        > ecko zrozumiało.

                                        Bardzo zabawne. Takie trudne pytanie? Czemu nie zapytasz mnie, jak obliczyć algorytm? Tak się składa, że jestem także nauczycielką z wykształceniem pedagogicznym, więc to podchwytliwe pytanie mnie tylko śmieszy.
                                        Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak odjąć 16 od 42. Jak mózg dziecka jest niegotowy na to działanie, to żadne tłumaczenie nie pomoże. Jak mózg jest gotowy, to nie trzeba tłumaczyć.

                                        > Ja natomiast jako odbieranie mi i mojemu dziecku godności i wolności odbieram
                                        > konieczność uczęszczania do jednej klasy dzieci normalnych z tymi wychowywanymi
                                        > zgodnie z twoją zasadą,

                                        Pocieszę Cię zatem: żadne z moich dzieci uczęszczać do szkoły nie będzie smile
                                        Widać, że coś Cię bardzo uwiera w tym temacie, bo napastliwy ton bierze się z jakichś negatywnych emocji.
                                        Naszą dyskusję uważam za zakończoną, gdyż odnoszę nieodparte wrażenie, że nie ma ona na celu poszerzenia horyzontów i poznania zdania kogoś innego, tylko wywołanie jatki i pognębienie przeciwnika.
                                        • makurokurosek Re: Aleksandra... 24.11.13, 14:54
                                          > Czy to nie Ty przed chwilą wysnuwałaś wnioski, że wychowywanie anty-autorytarne
                                          > prowadzi prosto do więzienia?

                                          Nie, nie ja ale na pewno ten sposób wychowania przyczynia się do demoralizacji. Anarchia jeszcze nigdy nic dobrego nie przyniosła.

                                          "> Nie wiedziałam, że poziom wiedzy rodzica mierzy się wiekiem dziecka. Sama byłam
                                          > w szkole jako dziecko i jako nauczyciel i choćby z tego mogę wyciągać wnioski.
                                          >

                                          Póki co to masz teoretyczną wiedzę na temat sposobu nauki oraz przekazywania wiedzy, nie mówiąc już że w obecnej chwili masz zerowe doświadczenie i wiedzę w temacie swoich umiejętności i możliwości jako przyszłego nauczyciela własnego dziecka.

                                          "> Szkoła: za przymusowe przyswajanie wiedzy nie dostaje się pieniędzy. "

                                          Obowiązek szkolny miał na celu wyeliminowanie analfabetyzmu, ale wierz mi nikt nie broni ci wychowywać debila nieprzystosowanego społecznie, nikt nie zmusi ciebie ani twojego dziecka do przyswajania elementarnej wiedzy, ot zwyczajnie dzieciak ma obowiązek chodzić do szkoły ale nie ma obowiązku przyswajać przekazywanej mu wiedzy.

                                          "> Pocieszę Cię zatem: żadne z moich dzieci uczęszczać do szkoły nie będzie smile"

                                          Nie wiem czy to jest pocieszające, fakt odsuniesz w czasie nasze spotkanie z twoimi aspołecznymi dziećmi, ale po latach siedzenia z tobą te dzieci nie tylko będą aspołeczne ale również będą ograniczone intelektualnie, co raczej pocieszające nie jest.

                                          "> Bardzo zabawne. Takie trudne pytanie? Czemu nie zapytasz mnie, jak obliczyć alg
                                          > orytm? Tak się składa, że jestem także nauczycielką z wykształceniem pedagogicz
                                          > nym, więc to podchwytliwe pytanie mnie tylko śmieszy.
                                          > Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak odjąć 16 od 42. Jak mózg dziecka jest niegotow
                                          > y na to działanie, to żadne tłumaczenie nie pomoże. Jak mózg jest gotowy, to ni
                                          > e trzeba tłumaczyć.

                                          Taka inteligentna i błyskotliwa a nie potrafisz poprawnie przeczytać równania na poziomie 2 klasy podstawówki. Jeszcze raz proszę o wytłumaczenie

                                          42-16 =

                                          Przecież taki super domorosły pedagog nie powinien mieć problemu z wytłumaczeniem 7 latkowi zadania tego typu.


                                          > Naszą dyskusję uważam za zakończoną, gdyż odnoszę nieodparte wrażenie, że nie m
                                          > a ona na celu poszerzenia horyzontów i poznania zdania kogoś innego, tylko wywo
                                          > łanie jatki i pognębienie przeciwnika."

                                          Ja natomiast odnoszę wrażenia, że zadanie na poziomie klasy drugiej SP przerosło twoje pedagogiczne umiejętności stąd wolisz zakończyć dyskusje niż jeszcze bardziej się ośmieszyć.

                                          • saszanasza Re: Aleksandra... 25.11.13, 07:47
                                            makurokurosek...daruj sobie dyskutowanie.
                                            to jest osoba tak zapatrzona własną ideologię i tak utwierdzona w przekonaniu, że to co pisze jest prawdą oczywistą, że żadne racjonalne argumenty do niej nie trafią. ot typ bazujący na własnym, jakże "dużym" doświadczeniu z przedszkolakiem i paru książkach których się zapewne w życiu naczytaławink
                                • trisze Re: Aleksandra... 25.11.13, 14:14
                                  aleksandra1357- Z wieloma Twoimi poglądami się zgadzam.
                                  Również wychodzę z założenia, ze wolność wyborów jest bardzo ważna (oczywiście dostosowanych do wieku). Nie robimy wielkiego problemu, jeśli nasz czterolatek ma ochotę zostać w domu, i wiecie co-zdarza się to bardzo rzadko, bo synek wie, że przedszkole to przede wszystkim przyjemność, spędzenie fajnie czasu z rówieśnikami, a nie przykry obowiązek. Nie zmuszamy, jedynie podpowiadamy...Druga sprawa, ze oboje z mężem pracujemy dla siebie, więc jesteśmy pod tym względem bardziej elastyczni.
                                  A co do krytykowanych tu przez Was alternatywnych form edukacji- wszystko, co nowe i inne jest niezwykle cenne, bo przewietrza stare, utarte standardy. Przecież nie uczymy się dla ocen, dla rodziców, dla nauczycieli, ale dla siebie. Spójrzcie na Finlandię- niezwykle wysoki poziom edukacji a dzieci w szkole w ogóle nie mają ocen. Zmuszając dzieciaki i nadto naciskając osiągniemy odwrotny skutek, wychowamy sobie wykonawców czynności, nie zaś ludzi, którzy będą zmieniać rzeczywistość na lepszą.
                                  Czasy, kiedy z ust nauczyciela płynęła niepodważalna prawda i tylko prawda, mijają, chcemy wychować mądrych, myślących ludzi, którzy nie boją się zadawać pytań i wyrażać własnego zdania.
                                  Szkoła ma być fajną przygodą, a nie wstukiwaniem do głowy utartych formułek i odpowiadaniem tak, jak wymaga tego nauczyciel.

                                  • aleksandra1357 Re: Aleksandra... 25.11.13, 14:26
                                    trisze napisała:

                                    > Czasy, kiedy z ust nauczyciela płynęła niepodważalna prawda i tylko prawda, mij
                                    > ają, chcemy wychować mądrych, myślących ludzi, którzy nie boją się zadawać pyta
                                    > ń i wyrażać własnego zdania.

                                    Trisze, bardzo fajnie to wszystko napisałaś smile
                                    A co do tego powyższego cytatu: mnie najbardziej dziwi, że jak ktoś wspomni o edukacji domowej, to od razu pojawia się wizja, że to matka ma zamienić się w tego belfra i przekazać i wytłumaczyć wszystkie lekcje z podręcznika. "No bo ktoś musi to dziecko NAUCZYĆ", podczas kiedy nauka nie musi oznaczać przekazywania gotowej wiedzy przez dorosłego. Cała wiedza szkolna i podręcznikowa jest jedynie umowna.
                                  • camel_3d a propo alternatywnych metod :))) 25.11.13, 14:29
                                    w ubieglym tygodniu byl u mlodego kolega. jego ojciec pochodzi z francji gdzie dzeici nauke czym w rodzaju zerowki zaczynaa chyba od 3 czy 4 roku zycia. ucza sie siedzenia w lawkach, koloruja ksiazeczki, potem sa literki itdd...

                                    u nas w przedzskolu tego nie ma.. dzeici bawia sie od rana do wieczora. maja oczywiscie rzn zajecia sporadycznie zorganizowane..
                                    nasze dzieciaki maja po 5 lat...bi.gazeta.pl/i/16/forum/wyslijBtn.gif

                                    w wakacje kolega mlodego byl u rodziny we francji i co sie okazalo,
                                    ze jego wiedza, umiejetnosci i znajomosc liter czy liczenie nie odbwiega wogoel od dzieci z francji. mimo, ze on uczy sie z biegu i przy okazji, a one regularnie.

                                    takze nie zawsze to co tradycyjne jest duzo lepsze niz "aletrnatywne".
                                    • aleksandra1357 Re: a propo alternatywnych metod :))) 25.11.13, 14:37
                                      Camel, świetny przykład. Co ciekawe, działa też u dzieci 7, 9, 11-letnich. Jedno dziecko może siedzieć w szkole i tradycyjnie zakuwać, drugie zaś bawić się cały dzień w chowanego, a po roku się okazuje, że to bawiące się zdało test końcowy lepiej, bo kompetencje i wiedzę zdobywało mimochodem. Przykład nieco przerysowany, przyznaję wink Zresztą, wynik testu też o niczym nie świadczy, bo sprawdza tylko ułamek tego, czego dziecko faktycznie się nauczyło.
                                      • makurokurosek Re: a propo alternatywnych metod :))) 25.11.13, 14:53
                                        Przepraszam ale co według ciebie dziecko 7, 8,9 letnie zakuwa? Mam ośmiolatkę i jeszcze nigdy niczego nie zakuwała mimo że jest w trzeciej klasie i szczerze nie wiem co w tym wieku można zakuwać bo chyba nie matematykę, polski też raczej nie no chyba ze ktoś na pamięć uczy się wypowiedzi pisemnych które na lekcji będzie powtarzał.

                                        Jak już pisałam nie masz bladego pojęcia o edukacji oraz programach szkolnych. Dyskutujesz o rzeczach nie mając o nich pojęcia, a swoje opinie tworzysz na podstawie swojego wyobrażenia.

                                      • mikams75 Re: a propo alternatywnych metod :))) 25.11.13, 15:01
                                        ja bym powiedziala, ze to dziala jeszcze dalej, u nastolatkow, prawie doroslych.
                                        Swego czasu dorabialam sobie korepetycjami z roznych przedmiotow i dostalam 2 uczennice, ktore od zeraz mialam przygotowac do matury z matematyki. Obie z tej samej klasy, z zaleglosciami z 3 lat liceum. Jedna - typowy kujon, bardzo spokojna, grube okulary itd. a na pytanie o plany na weekend i ferie to zawsze mowila, ze sie bedzie uczyc, lekcje odrabiac itd. Druga - przeciwienstwo - wyfiokowala, roztrzepana, ciagle peplala o chlopaku, na lekcie przychodzila i sie chwalila kosmetykiem/ciuchem a pod drzwiami czekal na nia chlopak. Poczatkowo tej drugiej nie dawalam szans na zdanie matury. Na indywidualnych lekcjach przerabialam z nimi ten sam material. Zdarzalo sie, ze kujon spisywal od kolezanki prace domowe (poczatkowo myslalam, ze jest odwrotnie). Ale jak sie okazalo, to kwestia zorganizowania, checi i talentu. Ta roztrzepana zdajac sobie sprawe ze swojego charakteru spisywala plan dnia na kartce (godzina na matematyke, godzina na cos tam, godzinka tv, chlopak itd.), w weekendy i ferie tak samo - wyliczony czas na wszystko, wlacznie z czasem na chlopaka, rozrywki i nauke. Podziwialam dziewczyne za to. I mimo bujnego zycia towarzyskiego i licznych rozrywek potrafila wg wyznaczonego czasu poswiecac czas na nauke i mature zdala na bdb stopniach. W przeciwienstwie do kolezanki, ktora non stop zakuwala i nie latala po dyskotekach, sklepach z ciuchami itd.
                                  • makurokurosek Re: Aleksandra... 25.11.13, 14:39
                                    Nie robimy wielkiego problemu, jeśli nasz czterolatek
                                    > ma ochotę zostać w domu, i wiecie co-zdarza się to bardzo rzadko

                                    Mam dwójkę dzieci, obydwoje żłobkowych jedno okres adaptacji miało 4 miesiące, żłobek lubiło ale bez wielkich zachwytów, drugie okres adaptacji - miesiąc, do żłobka gna jak opętany i jeżeli ojciec wyjdzie do samochodu bez niego to jest dosłownie ryk.
                                    Co potwierdza to co już w tym wątku było napisane przez kilka osób :dzieci są różne, dla jednych żłobek/przedszkole/szkoła to rozrywka dla innych bardziej podchodzi to pod obowiązek.

                                    > A co do krytykowanych tu przez Was alternatywnych form edukacji- wszystko, co n
                                    > owe i inne jest niezwykle cenne, bo przewietrza stare,

                                    Mam ośmiolatkę na stanie, i w przeciwieństwie do aleksandry nie teoretyzuje o trudnościach jakie sprawia dorosłemu człowiekowi przekazanie swojej wiedzy w sposób, jasny, ciekawy i zrozumiały. Nie bez przyczyny podałam konkretny przykład na którym jak widać Aleksandra poległa. Nauka przedszkolaka bardzo różni sie od nauki szkolniaka.

                                    > Szkoła ma być fajną przygodą, a nie wstukiwaniem do głowy utartych formułek i o
                                    > dpowiadaniem tak, jak wymaga tego nauczyciel.

                                    Przynajmniej w klasach 1-3 formułek dzieci się nie uczą, ale tak czy siak trafiają na rzeczy które mogą sprawić i problem.
                                    Pamiętam swoje pierwsze sprawozdanie z fizyki, cztery razy dostawałam zwrot bo nie potrafiłam zrobić rachunku błędu, dopiero gdy wykładowca wytłumaczył mi na czym polega różniczka zupełna byłam w stanie wykonać sprawozdania poprawnie. Wbrew temu co twierdzi aleksandra nie wystarczy tylko osiągniecie pewnego wieku by móc coś zrozumieć, potrzebny jest jeszcze nauczyciel który będzie potrafił przekazać swoją wiedzę w sposób dla nas zrozumiały.
                                    • pitu_finka Re: Aleksandra... 25.11.13, 22:27
                                      No proszę Cię, naprawdę nie wiesz jak wytłumaczyć dziecku ile to 42 - 16?

                                      Moje dziecko też edukuje się ciut alternatywnie choć nie domowo. Wie, że kiedy zechce, może zostac w domu. Nigdy się to nie zdarzyło (odkąd zaczeła przygodę z zerówką). Wręcz przeciwnie, mam kłopot by ją skłonić do pozostania w domu jak jest chora. Pracuje mnóstwo, choć zwykle nad tym, co ją interesuje. Uwielbia szkolę. Czego chcieć więcej?

                                      A ja czuję się wystarczająco kompetenta by wytłumaczyć pierwszoklasistce każdą rzecz która ją zaciekawi.
                                        • aleksandra1357 42 - 16 26.11.13, 10:26
                                          1) Zanim dziecko podejdzie do tego równania, powinno bez problemu rozwiązywać działania typu: 12-6. Jeśli nie umie, ćwiczymy na materiale do 20.
                                          2) Jak dziecko już sobie świetnie radzi z odejmowaniem z punktu 1) to podsuwamy mu równanie 42-16.
                                          3) Dziecko szuka samodzielnych rozwiązań i przychodzi z wynikami.
                                          4) Nie należy zaburzać procesu samodzielnej nauki. Podsuwanie gotowych rozwiązań zabija proces nauki. W szkole zwykle tak to działa: nauczyciel podsuwa zadanie, rozwiązanie, a dziecko ma się nauczyć. To wielki błąd. Dzieci uwielbiają same szukać rozwiązań i nie cierpią, jak im się każe tylko powtarzać coś już rozwiązanego.
                                          5) Jeśli dziecko absolutnie sobie nie radzi z odejmowaniem 42-16 i chce, żebym mu pomogła (co moim zdaniem się nie zdarza, bo dzieci chcą próbować same), to podpowiadam, że 16 dzielimy na 12+4 i w ten sposób otrzymujemy równanie: 42-12=30 i 30-4=26. Gotowe.
                                          Jeśli dziecko tego nie ogarnia, to czekam pół roku, aż mu mózg dojrzeje i podsuwam prostsze zadania.
                                          • camel_3d Re: 42 - 16 26.11.13, 10:33

                                            > mu pomogła (co moim zdaniem się nie zdarza, bo dzieci chcą próbować same), to p
                                            > odpowiadam, że 16 dzielimy na 12+4 i w ten sposób otrzymujemy równanie: 42-12=3
                                            > 0 i 30-4=26. Gotowe.


                                            a nie lepiej byloby 42-12-4= ?
                                            • aleksandra1357 Re: 42 - 16 26.11.13, 10:39
                                              > a nie lepiej byloby 42-12-4= ?

                                              Trzeba zapytać dziecko, który sposób bardziej mu leży, choć moim zdaniem Twoje rozwiązanie jest identyczne z moim, bo przecież po drodze mimochodem pojawia się równanie 30-4, które ja napisałam explicite, ale może być w domyśle smile
                                          • makurokurosek Re: 42 - 16 26.11.13, 11:40
                                            2) Jak dziecko już sobie świetnie radzi z odejmowaniem z punktu 1) to podsuwamy
                                            > mu równanie 42-16.

                                            I tu pojawia sie problem opanowanie odejmowania w zakresie 20 nie gwarantuje sukcesu w działaniach na większych liczbach, ba większość dzieciaków ma z nimi problem, ale ty oczywiście jeszcze o tym nie wiesz bo masz 5 latke na stanie która tego typu zadań nie wykonuje

                                            > 3) Dziecko szuka samodzielnych rozwiązań i przychodzi z wynikami.

                                            Bardzo często jest to wynik równania
                                            16-42=34

                                            > 4) Nie należy zaburzać procesu samodzielnej nauki. Podsuwanie gotowych rozwiąza
                                            > ń zabija proces nauki. W szkole zwykle tak to działa: nauczyciel podsuwa zadani
                                            > e, rozwiązanie, a dziecko ma się nauczyć. To wielki błąd. Dzieci uwielbiają sam
                                            > e szukać rozwiązań i nie cierpią, jak im się każe tylko powtarzać coś już rozwi
                                            > ązanego.

                                            Podałam na swoim przykładzie jak niezbędne jest wytłumaczenie problemu. Sama mimo wieku , mimo wiedzy , świetnie opanowanych pochodnych nie potrafiłam rozwiązać ani dojść do sposobu rozwiązania różniczki zupełnej, i do zrozumienia problemu potrzebowałam nauczyciela.
                                            Gdyby iść twoim tokiem myślenia nauczyciele i mistrzowie są nam kompletnie niepotrzebni bo do wszystkiego winniśmy dochodzić sami.

                                            "> 5) Jeśli dziecko absolutnie sobie nie radzi z odejmowaniem 42-16 i chce, żebym
                                            > mu pomogła (co moim zdaniem się nie zdarza, bo dzieci chcą próbować same)

                                            Kolejny raz teoretyzujesz, póki co masz pięciolatkę którą uczysz tylko tego czego chcesz, a nie tego czego wymaga od ciebie podstawa programowa.

                                            "> Jeśli dziecko tego nie ogarnia, to czekam pół roku, aż mu mózg dojrzeje i podsu
                                            > wam prostsze zadania.

                                            Czyli z góry zakładasz, że ewentualne problemy dziecka wynikają z jego niedojrzałości lub deficytów a nie twojej kiepskiej metody nauczania.
                                            Podpowiem ci, że twój sposób rozwiązania równania bardzo rzadko trafia do dzieci.
                                            • pitu_finka Re: 42 - 16 27.11.13, 13:15
                                              Wiesz, jak dziecko nigdy nie dostawało konkretów do zabawy (kasztany, owoce, zrobione pomoce typu montessorii, klocki numicon) to ma problem z takim odejmowaniem. I to w znacznie mlodszym wieku niz 7 lat. Pewnie nigdy na to nie wpadłaś, dlatego uważasz że szkola tradycyjna jest niezbedna. Dziecko bawiace sie materiałem sensorycznym do nauki matematyki samo kiedys do wszystkiego dojdzie, trzeba je tylko poprowadzic w dobrym kierunku.
                                              • makurokurosek Re: 42 - 16 27.11.13, 15:04
                                                Widać klasa córki jest upośledzona, a rodzice doprowadzili do gigantycznego zaniedbania, bo prawie cała klasa miała z zadaniami tego typu problem.
                                                  • pitu_finka Re: 42 - 16 27.11.13, 18:24
                                                    A tak szczerze i bez złośliwości to przy jakichkolwiek problemach, nawet w późniejszych klasach, polecam odwoływanie się do obrazów, tworzenie jakichś pomocy. Moja siedmiolatka nauczyła się ostatnio dodawać liczby czterocyfrowe przy użyciu banalnej w sumie pomocy, którą bez problemu można zrobić w domu. A pamiętam ze swojej szkoły że w starszych klasach naprawdę sporo dzieci było które nie do końca rozumiały o co chodzi z tym "jeden dalej".

                                                    W Warszawie jest podobno szkoła publiczna, gdzie nauczycielka robi z dziećmi program klas 1-3 w kilka miesięcy przy wykorzystaniu klocków Numicon.
                                                  • makurokurosek Re: 42 - 16 27.11.13, 21:42
                                                    > A tak szczerze i bez złośliwości to przy jakichkolwiek problemach, nawet w późn
                                                    > iejszych klasach, polecam odwoływanie się do obrazów, tworzenie jakichś pomocy.

                                                    Wierz mi robię to, tym bardziej że samej mi to jeszcze na studiach służyło zwłaszcza przy nauce fizyki, ale każdy ma swój sposób rozumowania moja córka ma kompletnie inny niż ja dlatego śmieszą mnie teksty aleksandry.
                                                    Obliczenia kalendarzowe np robiliśmy na osi dzięki czemu mała nie gubiła miesięcy.
                                                    W przeciwieństwie do aleksandry mam dziecko w trzeciej klasie i nie raz stanęłam już przed zadaniem wytłumaczenia dziecku niezrozumiałego tematu, i nie jest tak pięknie jak bajdurzy aleksandra, że skoro dziecko nierozumnie tematu to należy go pozostawić i wrócić do niego za pół a może za rok. Szkoła to nie przedszkole obowiązuje program i nawet dziecko aleksandry która zamierza uczyć go w domu będzie musiało zdawać egzaminy semestralne czy końcowe i swoją teorię o niedojrzałości to alesandra będzie mogła sobie w ..... wsadzić. Natomiast większość problemem z nieumiejętnością rozwiązania zadań wynika z niezrozumieniem sposobu myślenia nauczyciela, a nie niedojrzałością dziecka .
                                                  • pitu_finka Re: 42 - 16 27.11.13, 22:24
                                                    No to dobrze, że tak robiszsmile

                                                    Natomiast ja znam kilka rodzin które zdecydowały się na homeschooling i uważam, że decydują się na to swiadomi rodzice, a internet to kopalnia wiedzy - można się dokształcić jak wiedzę przekazywać ciekawie i zrozumiale. I nie zakładałabym automatycznie, że w domu psycholi i anarchistów hodują. Motywacja wynikająca z wnętrza (a. Ie ze szkolnego przymusu) to przydatna rzecz, waro o nią powalczyćwink
                                                  • makurokurosek Re: 42 - 16 28.11.13, 08:31
                                                    Moja promotorka powiedziała mi " najlepiej, zby miała pani dzieci podobne do siebie", na co się lekko oburzyłam bo cóż ani do aniołków nie należę ani do osób łatwych we współżyciu na co wyjaśniła mi " ale przynajmniej będzie pani rozumiała swoje dziecko, będzie wiedziała jak do niego dotrzeć"
                                                    Zgadzam się z nią w 100%.

                                                    I nie zakładałaby
                                                    > m automatycznie, że w domu psycholi i anarchistów hodują.

                                                    Nie zakładam tego, ba wręcz podziwiam tych ludzi, jednak z postów aleksandry nie tylko wieje anarchią, ale również brakiem zrozumienia, że to rodzic może coś robić źle. Oczywiście ona to rozumie ale to źle może robić każdy oprócz niej.
                                    • trisze Re: Aleksandra... 26.11.13, 12:33
                                      Mam wrażenie, ze w polskiej edukacji problem jest szerszy, otóż staramy się uczyć dzieci funkcjonowania w przyszłości metodami z przeszłości. Ważniejszy jest wynik, niż umiejętność dojścia do niego, szkoła powinna nauczyć dzieciaki uczenia się, nie tracąc przy tym radości i ciekawości, nie ograniczając ambicji dzieci do oceny i wzorowego zachowania na koniec semestru. Musimy zmienić myślenie starymi kategoriami, że szkoła, studia przekażą wiedze, która pozwoli im w przyszłości znaleźć pracę, pomóżmy trochę uelastycznić edukację tak, by zaszczepiała dzieciom zwykłą chęć zdobywania wiedzy, traktowania nauki jako świetnej rzeczy, umiejętności zdobywania nowych kompetencji, także społecznych, dzięki którym będą łatwo poruszać się we współczesnym świecie.
                                      Może w klasach 1-3 dzieci jeszcze wykorzystują w nauce elementy zabawy, ale to, co się dzieje w klasach starszych sprowadza się do wymogu posłuszeństwa i dostosowania się do reszty. Uczymy wiec dzieci konformizmu, zaliczania na ocenę, nieodzywania się niepytanym.
                                      Oczywiście, wiele zależy od nauczyciela, ale uwierzcie mi, przy dzisiejszej podstawie i takim stanie edukacji, nawet największe chęci nauczyciela szkoły nie zmienią. Wszystko jeszcze przed nami- rodzicamismile
                                      • aleksandra1357 Re: Aleksandra... 26.11.13, 13:20
                                        trisze napisała:

                                        > Wszystko jeszcze przed nami- rodzicami smile

                                        Trisze, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Myślę, że za 50 lat dzisiejsza szkoła i jej metody znikną, ale i tak o 100 lat za późno.
                                        Jako rodzice mamy bardzo niewielki wpływ na system szkolny. Jeśli będziemy walczyć o zmiany, będą się one dokonywać maleńkimi kroczkami i będzie to trwało dziesięciolecia, bo nikt (oprócz dzieci) nie skorzysta na reorganizacji tradycyjnej szkoły, a nawet można wiele stracić (z punktu widzenia państwa). Reforma szkolnictwa nie leży w interesie państwa, a większość społeczeństwa tak przywykła do myśli, że tak właśnie musi wyglądać szkoła, że nie oczekuje zmian.
                                        Dlatego myślę, że najlepszym sposobem rozmontowania tego przestarzałego systemu byłoby zabieranie dzieci ze szkoły do szkół demokratycznych, wolnych, alternatywnych, do edukacji domowej w grupkach itd. Jakby szkoły opustoszały, ich puste budynki przejęłyby radośnie organizacje stojące za rozwojem wolnej edukacji i zapanowałaby ogólna szczęśliwość, ech smile
                • annubis74 Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 22:36
                  > Śmiem twierdzić, że 5-latek bez udziału rodzica rozwinie się lepiej w domu niż
                  > w kiepskiej zerówce. Dziecko, jak mu nie przeszkadzać, świetnie samo się uczy.


                  Z cała odpowiedzialnością śmiem twierdzić ze nie. Ja jestem nauczycielem, w którymś watku pisałam że zawsze sporo czasu poświecałam córce - mimo że mało chodziła do przedszkola to w wielu obszarach radzi sobie lepiej niz jej rówieśnicy.
                  ale jednak uważam ze dziecko najlepiej uczy się w grupie, wśród rówieśników, ze dzieciom ptrzebny jest element współpracy jak i rywalizacji - tego w domu nie osiagniesz. Widzę że mała kiedy wykonuje jakieś zadania w domu stara się mniej niż w przedszkolu).
                  Uczę ją angielskiego _ Mała bardzo to lubi, ale do wspólnej nauki zapraszamy 2 zaprzyjaźnionych dzieci, wtedy zabawy mogą być ciekawsze a dzieci bardziej się starają.
                  Nigdy nie zdecydowałabym się na homeschooling
                  • aleksandra1357 Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 22:40
                    annubis74 napisała:

                    > Nigdy nie zdecydowałabym się na homeschooling. Widzę że mała kiedy wykonuje jakieś zadania w >domu stara się mniej niż w przedszkolu.

                    A ja widzę, że moje dziecko bardziej się stara w domu. Przeczysz faktom. Dzieci edukowane domowo osiągają świetne wyniki, dużo lepsze niż dzieci szkolne.
                    • saszanasza Re: Emocjonalny 5-cio latek 24.11.13, 00:54
                      > A ja widzę, że moje dziecko bardziej się stara w domu. Przeczysz faktom. Dzieci
                      > edukowane domowo osiągają świetne wyniki, dużo lepsze niż dzieci szkolne.

                      a masz ootwierdzenie tej "wzniosłej tezy". grzecznie proszę o stosowną literaturę w tym temacie i proszę o przykłady w odniesieniu do Polski, gdyż w tym kraju mam sposobność żyć.

                      w dalszym ciągu nie odpowiedziałaś na pytanie, dalczego nie kształcisz swoich dzieci sama "metodą domową".
      • kazia4 Re: Emocjonalny 5-cio latek 24.11.13, 11:24
        Założycielka wątku napisała: Oczywiście nie ulegam za każdym razem i synka posyłam tylko, że odbieram go wcześniej np po obiedzie.

        Należy to chyba inaczej rozumieć niż to wynika z Twoich wniosków: nie ulega, syn idzie do przedszkola, tyle że jest nieco wcześniej odbierany. Ale bardzo emocjonalnie przeżywa pobyt w przedszkolu, spodziewane odebranie go.
        • viki0 Re: Emocjonalny 5-cio latek 27.11.13, 09:07
          Tak, właśnie o to mi chodziło, że dziecko bardzo emocjonalnie przeżywa sam moment odbierania go z przedszkola... wcześniej gdy pracowałam nie było takich sytuacji. W ciągu dnia jest wszystko ok bo ładnie uczestniczy w zajęciach i bawi się z dziecmi tylko gdy dochodzi godzina o której mam go odebrac to robi się niecierpliwy i płaczliwy. Jak temu zaradzic?
    • angelina.6 Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 07:26
      viki0 pytanie najważniejsze to czy syn idzie w przyszłym roku obowiązkowo do 1 klasy czy nie? Bo jeśli tak to lepiej dla niego żeby już się nauczył obowiązkowości. I nie omijał materiału...
      Też uważam, że troszkę dałaś się zmanipulować dziecku. Mój synek jest w tym samym wieku i odkąd chodzi do przedszkola (od 3 rż) nigdy nie było tekstu: "mamo nie chce iść do przedszkola" a ja na to: OK. Od początku mu tłumaczyłam, że tak jak dzieci chodzą do przedszkola, tak starsze do szkoły, a dorośli do pracy. Każdy ma swoje obowiązki. Ja siedziałam z młodszym jego bratem w domu. Tłumaczyłam, że będzie fajnie, że nauczy się i pobawi. Mój syn zrozumiał, a miał 3 lata. Od tej pory wie, że w domu zostaje tylko wtedy gdy jest chory lub gdy mamy coś ważnego do załatwienia, a nie dlatego, ze on tak chce. Dzieki temu chętnie chodzi do przedszkola, nie w głowie mu pytania czy może nie iść, nie chce itp. Bo nigdy mu nie pokazałam, że jak poprosi to zostanie. Jest szczęśliwy. Zawsze ma zaznaczane, że wróce po podwieczorku jak zje i sie trochę pobawi. Nigdy nie odbieram inaczej dzięki czemu czuje się bezpiecznie.
      Musisz ustalić nowe zasady i się ich trzymać. Pomyśl co będzie w szkole jeśli teraz ulegasz. Będzie w kółko prosił by nie iść. Wiem co mówię, bo sama tak robiłam jako dziecko. Lubiłam szkołę, ale z lenistwa czasem mi się nie chciało...Dzieci wbrew pozorom lubią przedszkole. Krzywda się im nie dzieje. Dużo zależy od tego jaki stosunek ma rodzic. Jeśli Ty pokażesz, że pewnie coś tam jest nie tak czyli odbierasz wcześniej czy nie puszczasz, to dziecko utwierdza się w przekonaniu, że coś jest nie halo z przedszkolem. Tłumacz: "masz fajne pani, dzieci i zabawki. Jestem z Ciebie dumna jak widzę jak piękną pracę zrobiłeś czy literki sie nauczyłeś. Mama przyjdzie po podwieczorku. Zawsze przychodzę tak jak każdy rodzic. Nie ma takiej sytuacji żeby jakieś dziecko nie poszło do domu...itd. wiesz, że Cie kocham." Powodzenia!
    • jematkajakichmalo Re: Emocjonalny 5-cio latek 23.11.13, 16:06
      Pytanie zasadnicze dlaczego jestes w domu i jak dlugo jeszcze bedziesz? BO jak np. spodziewasz sie dziecka to bedzi trudniej na pewno. Syn bedzie widzial, ze Ty zostajesz z bobasem a on musi isc do przedszkola.
      Musisz byc konsekwentna i mowic, ze taki jest obowiazek, tym bardziej jakby mial niedlugo isc do szkoly. Poki co mozesz tez skusisc sie na male klamstewka i mu powiedziec, ze to, ze nie idziesz do pracy nie oznacza, ze calymi dniami siedzisz w domu i nic nie robisz. Powiedz, ze zalatwiasz wazne srawy, ze masz wazne terminy, ale oczywiscie zawsze jak tylko to mozliwe odbierzesz go wczesniej itp.

      Ja tez krotko mialam taki problem. U mnie jest tak, ze pracuje 2 czasem 3 dni w tygodniu i reszte jestem w odmu, ale corka wie, ze tez mam swoje do zrobienia i tyle. Na poczatku oczywiscie mowila wprost, ze chce zostac w domu.

      Zmiana przedszkola to zupelnie bezsensowny pomysl, bo tylko pogorszy stan rzeczy moim zdaniem (nowe otoczenie itp.)
      To, ze syn chce siedziec w domu to normalne i chyba kazde dziecko (a na pewno wiekszosc) bedzie wolala spedzic ten czas z mama a nie w przedszkolu (gdzie dodatkowo trzeba wczesnie wstac).
    • camel_3d synius, dzieciaczek... 25.11.13, 09:05
      sie dziwisz, ze jest taki placzliwy...jak juz w nazwenictwie go "udzidziasz"....

      TY jestes matka i TY masz powiedzec, ze TY idziesz do pracy, ON do przedzskola i odbierzesz go kiedy bedziesz miala czas, a nie biegla na zlamanie karku, bo placze. ON ma 5! lat. nie jest 2 latkiem.

      Masz dwie mozlliwosci... albo pokazasz mu, ze w domu nie jest tak fajnie. Tzn moe zostac, ALE wazne, zeby musial bawic sie sam, bez ciebie. ALBO staniesz na wysokosci zadania i wytlumaczysz mu, ze to jest jego praca, i nie zyczysz sobie takiego zachownaia i ze ty nie jestes od tego zeby begac na jego zyczenie bo sie poplacze.

      Mam w domu wlasnie taki przyklad. przyjechali znajomi z Kolonii. Maja sliczna corke, i tak tez jest wychowana, jak ksiezniczka. Ulegaja jej prawie we wszystkim bo zaraz robi buzie w dziubek i zaczynaja sie jej lezki sypac...i zaraz mamusia (glownie) robi wszytsko, zeby mala byla szczesliwa.
      • viki0 Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 08:55
        Myślę, że to jak nazywam synka nie ma wpływu na to jaki ma charakter.... Dla mnie 5 letnie dziecko to jeszcze małe dziecko i ma prawo miec lepsze i gorsze dni... grunt to próba zrozumienia problemu i chęc jego rozwiązania. Nie wyobrażam sobie musztrowania 5 -cio latka tak jak Ty to proponujesz bo dla mnie to mały człowiek, który tez ma prawo miec swoje zdanie. Oczywiście, że nie ulegam mu za każdym razem tak jak to opisujesz na przykładzie swoich znajomych ale też nie wyobrażam sobie stosowac przytoczonego przez Ciebie modelu wychowania.... współczuje dzieciom takich rodziców jak Ty bo potem wyrastają na bardzo zakompleksionych i niepewnych siebie ludzi.
        Moje dziecko jest teraz w ostatniej grupie przedszkolnej i za rok musi iśc do szkoły bo jest z pierwszej połowy 2008 roku więc cały czas mu tłumaczę, że po prostu musi chodzic do przedszkola bo uczy się tam potrzebnych rzeczy itp. Mój syn poszedł do przedszkola w wieku dwóch lat i nieprzerwanie chodzi do tej pory.... poziom jego edukacji pani wychowawczyni oceniła na bardzo wysoki w stosunku do reszty grupy w której są też dzieci dopiero zaczynające jakąkolwiek edukację przedszkolną. Mój pięciolatek zasuwa do przedszkola od paru lat bez względu na to czy są wakacje czy ferie bo wcześniej pracowałam i nie mieliśmy innego wyjścia. W ostatnie wakacje miał tylko 5 dni urlopu.... tyle ile ja dostałam w pracy... Więc drażnią mnie camel_3d takie pochopne posty i czepianie się mojego nazewnictwa w stosunku do mojego dziecka...!
        Dopiero teraz kiedy spodziewamy się drugiego dziecka i jestem w domu mam jakikolwiek czas dla synka i chciałabym nadrobic poprzednie lata kiedy nawet z chorobą musiał nieraz do przedszkola chodzic... Teraz syn jest na tyle uodporniony że wcale nie choruje więc po prostu czasami robię mu jeden dzień przerwy i zostaje ze mną w domku. Sama nauczycielka zaproponowała że od czasu do czasu może nie przyjśc do przedszkola szczególnie że nie ma z nim problemów i szybko nadrabia zaległości.
        • makurokurosek Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 09:43
          "Dla mnie 5 letnie dziecko to jeszcze małe dziecko i ma prawo miec lepsze i gorsze dni..."

          Pięciolatek to nie jest małe dziecko, jest starszym dzieckiem, dzieckiem które potrafi wykazać się empatią i zrozumieniem, dzieckiem które potrafi połączyć skutek z przyczyną, które potrafi określić podstawowe konsekwencje czynów. Natomiast do lepszych i gorszych dni ma prawo każdy niezależnie od wieku.

          "Nie wyobrażam
          > sobie musztrowania 5 -cio latka tak jak Ty to proponujesz bo dla mnie to mały c
          > złowiek, który tez ma prawo miec swoje zdanie.

          Opisana przez ciebie sytuacja pokazuje, że to nie ty wychowujesz syna tylko on wychowuje ciebie.
          To co teraz robisz, mimo że w dobrych intencjach szkodzisz zarówno tobie jak i twojemu synowi.
          Grupa pięciolatków jest obowiązkowa i masz to szczęście, że możesz ją wykorzystać jako przygotowanie syna nie tylko na szkołę ale również na nowe rodzeństwo.
          Pomyśl jak będzie czuł się twój syn kiedy pójdzie do pierwszej klasy, kiedy nie będzie mógł decydować o tym czy zostanie w domu, w którym ty siedzisz z nowym dzieckiem. Pomyśl jak on odbierze tą sytuację.
          Teraz masz czas na to by dziecko zaakceptowało swoje obowiązki, żeby nie odbierało nowego dziecka jako tego które odbiera mu Ciebie, żeby nie odbierało szkoły jako miejsca do którego jest wyrzucane bo ty chcesz być tylko z nowym dzieckiem.
          Spójrz na całą sytuację bardziej chłodniej, odrzuć hormony i emocje i spójrz na to co będzie lepsze dla twojego syna czy powolne wprowadzanie go w obowiązki czy roztkliwianie się teraz nad nim i traktowanie jak trzylatka by w chwili narodzin malucha zrobić z niego starszaka.
          I wierz mi starsze dziecko w chwili narodzin młodszego czy tego chcesz czy nie jest traktowane przez nas poważniej, zaczynamy od niego więcej wymagać więc zastanów się czy jest sens robić teraz z niego trzylatka by za kilka miesięcy traktować go jak starszaka.
          Nie psuj tego co osiągnęłaś do tej pory w imię swoich wyrzutów sumienia, bo nie wrócisz czasu który już minął a jedynie zaszkodzisz starszakowi.


          • viki0 Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 10:39
            Ale nie rozumiem czemu teraz mam mu nie pozwolic na chwilkę luzu skoro wiem, że zaraz nie będzie można bo w szkole wiadomo nie będę mogła tak po prostu zostawic go w domu? moje dziecko jest na tyle inteligentne, że wystarczy mu wytłumaczyc że w szkole jest inaczej itp... nie muszę go parę miesięcy tresowac jak bezmyślnego zwierzaka by kiedyś nie zadawał zbędnych pytań i robił wszystko na moje rozkazy... Jak zacznie się szkoła to i on będzie starszy i prędzej też pojmie, że nie wolno opuszczac zajęc... nie trzeba do tego tresury...
            Jeszcze co do obowiązkowości grupy zerówkowej - sprawdziłam i za nierealizowanie obowiązku przedszkolnego uważa się nie uczęszczanie dziecka na ponad 50% zajęc miesięcznie bez usprawiedliwienia.... tak więc jak ja zostawię dziecko w domu na ok 4 dni miesięcznie to i tak jest to ułamek tego na ile pozwala system edukacji przedszkolnej więc nie ma tu o czym dyskutowac.
            Co do młodszego rodzeństwa to też wszystko samo się naturalnie ułoży i nie muszę na siłę synka traktowac jak dorosłego.... on sam zauważy że jest starszy od dzidziusia, który się pojawi i urośnie w piórka jak będzie mu się powtarzac że jest duży i mądry. Trzeba umiec do dziecka podejśc w odpowiedni sposób i pochwałami zachecac do dobrego zachowania nie dając mu właśnie wyczuc że wymaga się od niego dużo więcej niż od maluszka.
            To co do tej pory osiągnęłam to właśnie dzięki umiejętności zrozumienia i słuchania swojego dziecka. Każde dziecko jest inne i nie każda metoda na każde dziecko działa więc polecam by każdy zajął się wychowaniem własnych dzieci i zwrócił uwagę czy na pewno w dobrym kierunku to idzie. Z reguły najwięcej do powiedzenia mają tacy co sami mają problemy ze swoimi dzieciakami a innym złotych rad udzielają uważając się za nie wiadomo jakich pedagogów... Pozdrawiam!

            • makurokurosek Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 11:40
              "Ale nie rozumiem czemu teraz mam mu nie pozwolic na chwilkę luzu skoro wiem, że zaraz nie będzie można bo w szkole wiadomo nie będę mogła tak po prostu zostawic go w domu?"

              Po pierwsze dlatego, że za rok rozpocznie szkołę i takiego luzu nie będzie miał.
              Po drugie dlatego, do tej pory takiego luzu nie miał i za chwilę będziesz musiał go ukrócić co odbierze jako karę, a winną obarczy nowe dziecko
              Po trzecie za kilka miesięcy pojawi się rodzeństwo i zastanów się jak na starszaka wpłynie takie mieszanie mu w głowie i kogo obwini za przykręcenie śruby

              "moje dziecko jest na tyle inteligentne, że wystarczy mu wytłumacz
              > yc że w szkole jest inaczej itp..

              Jeżeli jest tak inteligentne to dlaczego wpada w histerie z powodu późniejszego odbioru? Inteligencja nie ma tu nic do rzeczy.

              "nie muszę go parę miesięcy tresowac jak bezm
              > yślnego zwierzaka by kiedyś nie zadawał zbędnych pytań i robił wszystko na moje
              > rozkazy...

              Nikt nie mówi o tresowaniu, ale o konsekwencji, której u ciebie brak. Odkręcasz śrubę wiedząc, że za chwilę będziesz musiała ją mocno dokręcić, niepotrzebnie więc mącisz dzieciakowi w głowie.

              tak więc jak ja zostawię dziecko w domu
              > na ok 4 dni miesięcznie to i tak jest to ułamek tego na ile pozwala system edu
              > kacji przedszkolnej więc nie ma tu o czym dyskutowac.

              Zastanów się czy za chwilę gdy urodzi się maluch, gdy młody pójdzie do szkoły też tak będziesz robiła i do czego to prowadzi.

              "> Co do młodszego rodzeństwa to też wszystko samo się naturalnie ułoży i nie musz
              > ę na siłę synka traktowac jak dorosłego.... on sam zauważy że jest starszy od d
              > zidziusia, który się pojawi i urośnie w piórka jak będzie mu się powtarzac że j
              > est duży i mądry"

              Ha ha ha co za idealizm oderwany od rzeczywistości. Każdy rodzic chciałby aby przebiegło to tak łatwo, niestety rzeczywistość jest inna i każdy z nas zmaga się z minimalizacją zmian jakie zachodzą w życiu starszaka, z zazdrością, ze zbyt dużymi wymaganiami jakie zaczynami stawiać starszakowi. Spójrz realistycznie bo niestety ale przy twoim obecnym podejściu możesz liczyć na duży bunt w chwili pojawienia się malucha.

              > To co do tej pory osiągnęłam to właśnie dzięki umiejętności zrozumienia i słuc
              > hania swojego dziecka.

              I teraz to psujesz, wprowadzasz chaos , na chwile pozwalasz mu na wszystko by za chwilę to zabrać.

              "metoda na każde dzie
              > cko działa więc polecam by każdy zajął się wychowaniem własnych dzieci i zwróci
              > ł uwagę czy na pewno w dobrym kierunku to idzi"

              W jakim celu więc pisałaś post, czyż nie po to by uzyskać poradę.
              • viki0 Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 11:58
                Post pisałam po to by uzyskac poradę od rodziców, którzy mieli dokładnie taką samą sytuację jak ja... nie po to by czytac posty zacietrzewionych i nudzących się w domu pseudo pedagogów którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy i że ich metody i sposób myślenia jest najlepszy!
                Miałaś podobną sytuacje jak ja... pewnie nie więc po co się w ogóle wypowiadasz????!

                • makurokurosek Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 12:10
                  Po pierwsze nie ma zakazu wypowiedzi. Po drugie, młodego urodziłam gdy mała miała siedem lat. Młoda o bracie marzyła, przez lata nas molestowała o braciszka, a mimo to, mimo starań jakie wkładamy by nie było różnicy w taktowaniu dzieciaków młoda i tak czasami czuje się odsunięta, czuje zazdrość.
                  Bardzo cieszyłam się, że poszła do szkoły jako sześciolatka, bo mogłam wykorzystać ten rok by wdrożyć ją w obowiązki, tak by w chwili narodzin młodszego spadło na nią jak najmniej zmian .
                  Ty masz podobną sytuację, tylko ty wolisz przeznaczyć ten czas na rozpieszczenie syna, pobłażanie mu niż na wdrożenie go w obowiązki .
                • camel_3d Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 18:19
                  viki0 napisała:

                  > Post pisałam po to by uzyskac poradę od rodziców, którzy mieli dokładnie taką s
                  > amą sytuację jak ja...

                  stare ale jare. Jak idziesz do lekarza, to wybierasz tego, ktora mial dziecko przechadzace dokladnie to samo co twoje?

            • aleksandra1357 Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 12:04
              Viki, ja uważam, że Twoja intuicja dobrze Ci podpowiada. Nie ma nic złego w zostawieniu dziecka w domu, ba, jest to nawet dobre dla jego rozwoju i emocji. Traktujesz syna jak człowieka, a nie jak zwierzę do wytresowania, i to jest super.
              Myślę, że Twój synek bardzo przeżywa Twoją ciążę, nawet jeśli o tym nie mówi i to może być przyczyną nadmiaru emocji. Przyjście na świat rodzeństwa to szok nawet dla rodzica, a co dopiero dla 5-latka, trzeba to zrozumieć.
              Poza tym nie pisałabym tu o "zaległościach". Bardzo przecenia się to zerówkowe przygotowanie do szkoły. Moim zdaniem nawet całkowity brak zerówki nie sprawi, że dziecko będzie gorzej przygotowane do szkoły.
              I tej szkoły też bym nie traktowała tak obowiązkowo. Jeśli będziesz w domu z maluchem, a starszy będzie płakał przy chodzeniu do szkoły, bo będzie czuł się jakoś odepchnięty, to nie posyłałabym do szkoły przez jakiś czas. Oczywiście może też polubić szkołę i chodzić chętnie, to nie będzie problemu i tego Ci życzę smile
              • camel_3d Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 18:28
                Mysle, ze nei do konca..on ma 5 lat, a zachowuje sie jak 3 latek.
                Po prostu zauwazyl, ze kiedy jest "dziecinny" mama spelnia jego wole... Nie spoznia sie, zostawia w domu...itd...
                Nie chce wyrokowac..ale co jak pozniej nei bedzie chcial czasem do szkoly pojsc? Mama bedzie usprawiedliwienia pisla,a zeby synus byl zadowolony?

            • saszanasza Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 14:53
              viki0 napisała:

              cytat początkowy:

              "mam problem z 5,5 letnim synkiem - od dwóch tygodni jestem w domu i od tej pory synuś ciągle kombinuje co zrobic by nie iśc do przedszkola... "

              po czym czytamy dalej twoją wypowiedź:

              > Ale nie rozumiem czemu teraz mam mu nie pozwolic na chwilkę luzu skoro wiem, że
              > zaraz nie będzie można bo w szkole wiadomo nie będę mogła tak po prostu zostaw
              > ic go w domu?

              a ja nie rozumiem o co ci właściwie chodzi i po co założyłaś wątek, skoro właściwie w swoim postępowaniu nie widzisz nic złego.
              chcesz zostawiać dziecko w domu - zostawiaj, ale nie zabieraj czasu ludziom którzy udzielają ci rad, po to tylko by na końcu przeczytać, że właściwie nie masz nic przeciwko, żeby dzieciaka zostawić w domu. Twoje dziecko -


              tak więc jak ja zostawię dziecko w domu
              > na ok 4 dni miesięcznie to i tak jest to ułamek tego na ile pozwala system edu
              > kacji przedszkolnej więc nie ma tu o czym dyskutowac.

              wlaśnie, nie ma o czym dyskutować, ale z Tobą w tym wątku.
              pozwolisz więc że się oddalębig_grin
        • camel_3d Re: synius, dzieciaczek... 27.11.13, 18:14
          > współc
          > zuje dzieciom takich rodziców jak Ty bo potem wyrastają na bardzo zakompleksion
          > ych i niepewnych siebie ludzi.

          no podalas wlasnei przyklad pewnego siebie chlopcasmile ktorego wychowalas...
    • camel_3d a z drugiej strny to dziwne.... 28.11.13, 15:01
      Autorka pisze, ze ma problem, bo dziecko ciagle kombinuje, zeby zoststac w domu. nie chce isc do przedszkola, w przedszkolu placze kiedy mama sie spozni..itd... i ze dziecko zrobilo si ebardzo emocjonalne.
      autorka okresla to jako PROBLEM.

      kilka osob udzielio rad... i zostalo zjechanych przez autorke, ze to jednak nie problem.. smile i ze jest wszystko ok. i wogoel wszytscy sie myla i nic nie wiedzasmile)

      Polecam ksiazke Winterhofe "mali tyrani"..podobny przyklad jest opisany.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka