Dziewczyny poradźcie coś. Mała od 4-5 dni jest taką marudą, która zasypia płacząc i budzi się płacząc. Od 4 dni nic praktycznie nie je. Ani w żłobku ani w domu. W niedzielę miała nieco więcej jak 37 stopni, od poniedziałku temp.w normie ale zaczął się bunt jedzeniowy. Jak widzi butelkę z mlekiem to zaczyna się histeria. Kaszki, zupki zje max 3 łyżeczki. pić tez nie chce. Piersi nie odmawia i wyciąga ci mi tam zostało (bo to już końcówka). Marudna strasznie. Oczywiście obwiniam za to potencjalne ząbki, ale nie pozwoli się dotknąć do buzi więc zajrzeć ciężko. Dałam jej trochę paracetamolu, mniej niż połowę dawki, bo za chiny nie chciała wziąć łyżeczki do buzi więc więcej wylądowało na mnie. Potym była spokojniejsza i nawet co nieco zjadła. Dobijające jest tylko to że w żłobku nawet nie jęknie, jest zadowolona, bawi się, spi, uśmiecha i przytula. A jak tylko postawi nogę w domu zaczyna się płacz czasem z zanoszeniem. No moje dziecko normalnie przestało lubić domowe pielesze

Kurde, ile max. może ten stan się utrzymywać i kiedy wg Was powinnam udać się do lekarza? Dodam, ze kupki są co 2 dni i raczej normalne. No już sama nie wiem.