kamak30
13.05.05, 12:48
Wczorajszy dzień był dla mnie jednym z najokropniejszych dni w życiu. Byłam w
parku ze swoim 5-letnim synem i tam zgubiłam go, albo on mnie - można to w
dwojaki sposób interpretować (chociaż ja uważam że jestem winna w 100%) .
Zaczął padać deszcz i umykająć przed nim do domu rozbiegliśmy się w dwie
równoległe alejki, które były odgrodzone żywopłotem, aby spotkać się u ich
zbiegu. Kiedy dobiegłam do końca mojego syna tam nie było, poczekałam chwilkę
ale jego nadal nie było, zaczęłam wychodzić mu na spotkanie ale jego na mojej
drodze nie było! Zaczęłam wołać, biegać po parku, pytać ludzi czy nie
widzieli małego chłopca w czerwonej czapce i okularach...niestety nikt go nie
widział oprócz jednej pani która zaoferowała mi pomoc w poszukiwaniach,
ponieważ twierdziła, że widziała mojego syna jak szedł w tamtą stronę (stronę
całkiem przeciwną niż powinien pójśc). Próbowałam byc opanowana..jeszcze raz
obiegłam cały park i zadzwoniłam do męża mówiąć mu, że zgubiłam dziecko!
Jedyne co mi jeszcze przyszło do głowy to to, żeby jak najszybciej pobiec do
domu i zobaczyć czy mój mały nie wybrał sie tam zorientowawszy się, że mnie
nie ma. Wyleciałam jak dzika na ulicę, w myślach mając najgorsze obrazy, że
przejechał go samochód, że wpadł do jeziorka w parku, że ktoś go zabrał, że
go więcej nie zobaczę!!! I wtedy zobaczyłam stojącego na przejściu dla
pieszych, czekającego na zielone światło małego chłopca w czerwonej czapce i
okularach - mojego syna, który właśnie wracał z domu! (gdzie nie zastał
nikogo) zpowrotem do parku w poszukiwaniach swojej mamy (bo mu się zgubiła
jak później mi powiedział). Nerwy mi puściły w momencie kiedy podbiegłam do
niego..nie mogłam przestać płakać ani wypuścić go z objęć. W tym samym
momencie zjawił sie mój mąż, który był blady jak ściana. To było najdłuższe
20 minut w moim życiu i nikomu tego nie życzę, przez cały wieczór nie
mogliśmy dojśc do siebie. Bogu dziękowałam, że czuwał nad moim dzieckiem i,
że jest ono na tyle mądre, aby zapamiętać moje przestrogi o przechodzeniu
przez jezdnie (a żeby dostać się do domu musiał przejśc przez 3 ulice, z tego
jedna to Nowowiejska - bardzo ruchliwa). Wieczorem kiedy był już wykąpany
przyszedł do mnie wdrapał się na kolana, objał mnie za szyję i
powiedział: "mamusiu jeszcze raz przepraszam i obiecuje, ze już nigdy cie nie
zgubię".
pozdrwaiam
kama
Powiedzcie, czy którejś z was przydażyło się coś równie okropnego?