Dzisiaj po raz pierwszy jechałam naszym nowym autem i wszyscy przeżyli cali i
zdrowi, a samochodzik nawet nie draśnięty!
Kierowcą jestem typowo niedzielnym i do tej pory mieliśmy autko raczej małe
(corsę) tak więc, kiedy ponad miesiąc temu wymieniliśmy na prawie dwa razy
większe cały czas bałam się usiąść w nim z kółkiem. Jazda to jeszcze nic, ale
parkowanie- brrr. W końcu dzisiaj się zmobilizowałam i udało się! Fakt,
miałam problem z zaparkowaniem go w garażu, ale na szczęście mąż czuwał i
subtelnie mnie wspomagał. wiecie co? Chyba jutro znowu gdzieś pojadę, bo
trochę mam dość tego, że prawie nigdzie nie mogę się z Frutką wybrać, bo boję
się prowadzić.
Tak tylko chciałam się podzielić świeżymi wrażeniami