pade
01.10.05, 14:25
Zapożyczyłam tytuł, bo to co chcę napisać to też o histerii, i też o dwulatku.
Moja córka przechodzi bunt tak intensywnie, że zastanawiam się jak długo to
wytrzymam bez pomocy psychiatry.
Jeśli cokolwiek idzie nie po jej myśli-ryk, przewróci się- nie dotykać, broń
boże-ryk!, syn powstrzymuje ją od zdemolowanie czegoś i chwyta za rękę ryk!
A w sklepie....Słuchajcie , ja naprawdę nie wiem co robić, ale wstydzę się
chodzić z nią gdziekolwiek. Nigdy nie sądziłam że będę się tak czuła, a
jednak. Przeprosiłam wózek, bo co prawda dawała radę iść na piechotę do
sklepu i z powrotem, ale szła baaardzo długo, nie zawsze w tę stronę co
trzeba, i zawsze w drodze jęczała okropnie. Jeśli w sklepie zabroniłam jej
ściągania towarów z półek-ryk! Wczoraj- stałam w kolejce do mięsnego,
siedziała w wózku, po chwili miała dosyć, zaczęła tak przeraźliwie
wrzeszczeć, że w ogóle nie mogłam jej uspokoić, nie wiedziałam co robić,
kiedy wzięłam ją na ręce zaczęła mnie kopać, aż w końcu przyleciała
ekspedientka z innego stoiska i kazała mi podejść. Dzisiaj chciałam kupić
mężowi prezent, wypuściłam ją z wózka, ale chodziła pod półkami, które mogły
na nią spaść więc wsadziłam ją do wózka z powrotem i zaczęło się-wrzask taki
jakby ktoś ją ze skóry obdzierał.
Zaznaczam, że bardzo rzadko chodzę do innych sklepów niż spożywcze bo chce
sobie zaoszczędzić stresu, ale czasami muszę.
Córka nigdy nie chodziła za rączkę,wyrywa się od razu, zawsze szuka dziur,
patyków, kałuż, chodzenie chodnikiem w ogóle nie jest dla niej, zaczyna
wdrapywać się na drzewa! i takie tam, może to typowe, ale ja już naprawdę nie
daję rady, ciągle mam w uszach jej przeraźliwy krzyk, ciagle mi ucieka,
ciągle się o nią boję, syn obrywa, bo dla niego nie mam już tyle cierpliwości
co kiedyś.Oczywiście nienawidzi się ubierać, zawsze mi ucieka i krzyczy jak
opętana.
Dodam, że córa nie jest nadpobudliwa, a jak jesteśmy " w gościach" zachowuje
się idealnie, i gdyby ktokolwiek ją widział w realu nie uwierzyłby, że to to
samo dziecko. Jednocześnie sybko traci taką wizytą zainteresowanie, podchodzi
do drzwi i chce po prostu wyjść. Nienawidzi jazdy samochodem dłużej niż
godzinę, nie chce w nim spać, zasypia na pół godzinki, po np. sześciu
godzinach jazdy i drze się jak opetana, że chce tuptup. Nie potrafi się
zaaklimatyzować, spokój jest tylko przez pierwsze kilka godzin, potem chce
już wracać z powrotem.
Jak się wychowuje takie dziecko? Ja chyba nie umiem, syn był spokojny i
bardzo posłuszny w jej wieku. Ja jestem dość surową i bardzo konsekwentną
mamą. Ale z córą chyba sobie rady nie daję. Mam ochotę wyjść z domu i wrócić
za dwa dni, a to i tak chyba za mało....
Dziadkowie poznali się na wnusi i nikt nie ma ochoty "wypożyczyć" ją sobie
ode mnie. Nie wiem, czy uważają, że leniwa jestem, ale ciągle słyszę, że oni
sobie radę dawali i nikt im nie pomagał. Syn poszedł do pierwszej klasy, ma
dodatkowe zajęcia na które go zaprowadzam (wszedzie chodzę z córką), latam na
pocztę (bo zajmuję się sprzedażą na allegro), jestem klasowym skarbnikiem,
mam zawsze czysto w domu, wyprasowane ubrania, świeży obiad. Zaczynam
nienawidzić wyjść z domu, wiem, że zawsze skończy się to wrzaskiem,
kładzeniem się na ziemi, wyrywaniem uciekaniem itp itd. Dzisiaj w sklepie,
mimo, iż "twarda" jestem mało brakowało a bym się połakała, chciałam
zawołać:pomóżcie bo juz nie mam siły! Mąż pracuje 6 dni w tygodniu, wraca
zazwyczaj przed siódmą i kąpie dzieci, a rano zaprowadza syna do szkoły (robi
mu przedtem śniadanie itd), wiem, że na więcej nie mogę liczyć, bo sam jest
przepracowany i zestresowany.
Przepraszam za chaotyczność i długość mojej wypowiedzi i proszę o
konstruktywne rady.
Co robić????