mooh
15.11.05, 09:28
Zdarzyło się wczoraj późnym wieczorem. Podczas wieczornej toalety przyjrzałam
się sobie uczciwie. Następnie chwyciłam za suszarkę, wałki, pianki, okrągłe
szczotki, ale nie pomogło. Musiałam przyznać szczerze - moje włosy to
kompletna porażka. Niestety, 3.5 miesięczne dziecię zaborcze (a może mama
nieco nadopiekuńcza)i chyba ząbkujące, więc o wyprawie do fryzjera nie ma
mowy. No i w akcie desperacji dałam mężowi nożyczki do ręki. Tnij waść,
wstydu oszczędź! I uciął. Mąż z wykształcenia humanista, z konieczności
rynkowej finansista, machał wokół mnie machając nożyczkami, mówiąc z
dumą "degażuję, degażuję"... Czyż nie trzeba desperacji, odwagi a może nawet
braku wyobraźni, żeby dać się ostrzyc komuś, kto nie wie co to
znaczy "degażować"?