Dodaj do ulubionych

narodziny... TATY

06.12.05, 13:20
Moje drogie,
chciałam się z Wami podzielić pewnym doświadczeniem, które uważam za istotne,
choć nie dotyczy ono bezpośrednio mnie lecz mojego męża i Srajdzinki.
Dziś mija 5 doba odkąd mała pożegnała się z cycusiem. Czuje ulgę, bo jest
coraz lepiej, dziś w nocy mała obudziła się tylko dwa razysmile.
O północy wstał do niej Tata. Usłyszałma tylko ciche "ma-ma", a potem
..."ta-ta". Tata wziął ją ponoć na ręce, a ona spokojnie złożyła mu główkę na
piersi i ponownie zasnęła. Mąż wrócił do łóżka i choc było ciemno - czułam, że
ma w oczach łzy. Był dogłębnie poruszony i ...podekscytowany. Rozmawialiśmy
długo, bo oto zrozumielismy obydwoje, że... narodził się nowy TATA.
Tata, który poczuł sie w 100% potrzebny i bezwarunkowo kochany, tata, któremu
można zaufać, tata, który uspokoi, tata, który został w pewien sposób
nobilitowany. Przez te kilka dni wytworzyła się całkiem inna (pełniejsza?)
relacja między dzieckiem a ojcem, który teraz nie zmaga się
usypiając/uspakajając malucha lecz robi to zupełnie bezboleśnie.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę bynajmniej przez to powiedziec, że mąż nie
zajmował sie wczesniej Srajdzinką, bo począwszy od narodzin przewijał ją (czy
to w dzień czy w nocy), kąpał, nosił, bawił się z nią i w ogóle poświęcał jej
dużo czasu i energii. Sprawa dotyczy głębszych uczuć, które na pierwszy rzut
oka pozostaja niewidoczne. Mąż zawsze obdarzał córę pieszczotami, ale...
No własnie. Zawsze to JA i MOJA PIERŚ byłysmy dla Olenki najważniejsze, to
pierś była lekiem na całe zło, ona karmiła, koiła, pozwalała usnąć. Z rak Taty
córeczka wyrywała się do Mamy, bo tam zaznawała pełnego poczucia
bezpieczeństwa. Teraz - kiedy pierś zniknęła, nasze rodzicielskie "szanse" (że
tak to banalnie uproszczę) wyrównały się.
Widzę jak Olenka naturalnie garnie się do ojca, jakoś zupełnie inaczej, z
pełną ufnością i oddaniem, nie wybiera zdeterminowana potrzebą piersi. Trudno
to troszkę ubrać w słowa, bo jak zwykle, gdy chodzi o głębokie uczucia - słowa
zawodzą, ale mam nadzieję, że zrozumiecie o czym piszę.
Widzę też jak sam Tata nabrał ..hm..pewności siebie? zaufania do samego
siebie? Znów nie wiem jak to okreslić. Może po prostu przytoczę jego słowa. W
nocy stwierdził, że gdy mała położyła główkę na jego piersi ze słówkiem
"ta-ta" na ustach, poczuł jak otwiera się jego serce. Czy można nagle bardziej
pokochać dziecko? Może tak...

Zapytacie dlaczego o tym piszę. No właśnie. Kiedy postanowiłam odstawić
dziecko od piersi ten aspekt zupełnie umknął mojej uwadze. Skupiłam się nieco
egoistycznie na uczuciach swoich i Srajdzinki (rozpatrując raczej żal z powodu
nagłego braku), nie uświadamiałam sobie do końca jak ważna jest tu figura
ojca, który pozbawiony atrybutu, jakim jest pierś, czuje się (jest?) niejako
ułomny. I pełną "sprawność" odzyskuje właśnie w tych przełomowych dniach.
Owszem, miałam na uwadze obiegową opinię o tym, jak istotny jest Tata podczas
odstawiania od piersi, ale raczej w kontekscie pod tytułem "żeby dziecko nie
czuło piersi". Tak. To jest ważne. Ale równie ważne są emocje ojca.

Mam w rodzinie przykład chłopczyka, który karmiony jest piersią już 3 rok.
Dzieje sie to w normalnej, kochającej się i szanujacej rodzinie. Ale widzę
(teraz wyraźniej) jak relacje między ojcem a dzieckiem są lekko zaburzone.
Chłopczyk śpi od początku z mamą, wciąz dostaje pierś na żądanie (potrafi co
godzine podbiegać do niej i ssać), jest przyklejony do maminej spódnicy, ma
kłopoty by spędzić dłuższy czas wyłącznie z tatą (oczywiście o nocy bez mamy
nie ma mowy). Nie twierdzę, że długie karmienie piersią, eliminuje ojca z
życia dziecka i zakrawa na patologię. Boże broń! Chcę tylko podkreślić jak
ważny staje sie tata w trakcie i PO odstawieniu. Warto więc o tym pamiętć
PRZED, może to doda nam sił, motywacji, wiary. Takie są moje ostatnio
poczynione obserwacje i doświadczenia.

Piszę o tym, bo chciałam zwrócić Wam uwagę na tę sprawę, kiedy same będziecie
odstawiać swoje maluszki. Nie uważam się absolutnie za autorytet w dziedzinie
wychowywania niemowląt/dzieci i na pewno nie nalezy traktowac moich słów
niczym wyroczni, ale sądzę, że w momencie odstawiania dobrze jest znaleźć czas
by o całym procesie rozmawiać z partnerem. To niezwykle cenne, otwierajace
rozmowy, które pomogą budować nowe relacje między dzieckiem a rodzicami w
układzie "bez piersi".

To tyle madrości duramgamowych na dziś.
Czuje się dziś BARDZO spełniona i wiele pozytywnych uczuć mnie przepełniasmile
Czego życze i Wam. Miłego popołudnia.
Obserwuj wątek
    • pampeliszka Re: narodziny... TATY 06.12.05, 13:26
      Duramgamo, jak Ty to mądrze napisalas.
      A teraz, skoro juz o tym mowimy, to czekam na Twoje zdjecie w mojej skrzynce.
      • duramgama Re: narodziny... TATY 06.12.05, 13:32
        Moje zdjęcie w Twojej skrzynce? Pampeliszko, kolekcjonujesz forumowiczki? wink
        To ja też chcę!!! Poproszę!
        • pampeliszka Re: narodziny... TATY 06.12.05, 13:38
          to juz wysylam i czekam...
          juz mam Barbi, Xemm, Mooh i podrobke Wenus.
          • xemm1 Re: Duramgamo... 06.12.05, 13:56
            pieknie napisane...daje do myślenia...
    • joa8 Re: narodziny... TATY 06.12.05, 13:59
      no, i takie posty lubię czytać smile mądre, czułe, dłuuugie smile))
      mogłabym sie podpisać pod twoim słowami, u nas też koniec piersi był początkiem
      totalnej (choć wcześniej też byli blisko) komitywy syna z ojcem smile) co mnie
      cieszy ogromnie!!!!
    • mooh Re: narodziny... TATY 06.12.05, 14:05
      Duramgamo, to bardzo piękne i prawdziwe, co napisałaś. Od początku, jak tylko
      zaszłam w ciąże przyglądam się stosunkowi Taty Klusi do córeczki i mam
      wrażenie, że choć relacje te są bliskie, to prawdziwy przełom jeszcze nie
      nastąpił. Po tym, co napisałaś wiem, że kiedyś to się stanie, w sposób zupełnie
      niewymuszony i bez mojej ingerencji. Dzięki za ten post.
    • izka_74 Re: narodziny... TATY 06.12.05, 14:07
      Nie dalej jak wczoraj wieczorem małżonek, obserwując jak mały śpi przy mojej
      piersi (niestety w czasie choroby, którą przechodzi, wykorzystując miękkie
      serce matki, całkiem przestawił się na spanie z cyckiem w roli smoczka),
      powiedział, że czasem zazdrości mi tej bliskości, która nas łączy. Czyli Ci
      nasi faceci mają całkiem głębokie uczucia, choć nie zawsze się ujawniają smile
      Niestety obawiam się, że narazie nie miałabym sojusznika w mężu w sprawie
      odstawienia od piersi, bo on strasznie źle znosi, jak Pawełciu wpada w
      histerię, a tak dzieje się za każdym razem, gdy próbuję go uśpić bez piersi. A
      tu niestety konsekwencja jest konieczna. Czekam więc, naiwnie licząc, że synowi
      z wiekiem coś się przestawi na głębsze spanie wink
    • wenus.z.willendorfu Re: narodziny... TATY 06.12.05, 14:23
      Duramgamo, Ty zawsze napiszesz coś, co warto przeczytać.
      Dodam tylko, że moje obserwacje zupełnie sie pokrywają z Twoimi, chociaż u nas
      ten moment nastąpił kilka miesiecy temu. Może dzięki temu miałam więcej czasu,
      by zaobserwować, jak relacja tato-córka ewoluują i sie pogłębiają?
    • kangur4 Re: narodziny... TATY 06.12.05, 15:56
      Dokładnie tak, Duramgamo, dokładnie.
      Pamiętam, że jednym z bodźców do powolnego odstawiania od piersi były dla mnie
      słowa mojego męża, który obserwował jak synek znajomych (butelkowy od
      urodzenia) zajada z butelki: "A kiedy ja będę mógł tak Matyldę karmić?"

      A teraz Matylda w zasadzie nie mówi nic innego, tylko "tata, tata", mąż puchnie
      z dumy i próbuje mnie dobić: "Matylda, powiedz "mama", żeby mamie nie było
      przykro".

      • wenus.z.willendorfu Re: narodziny... TATY 06.12.05, 15:59
        he, he, Frutka natomiast mówi (z rzadka) mama i często TATUŚ wink
    • tata_olka Re: narodziny... TATY 06.12.05, 16:52
      Może ryzykuję gniew waszych ojców czy dziadków wink, ale myślę, że to co
      napisała duramgama, a potwierdzają joa, mooh, wenus, kangur i ja, świadczy o
      zmianie roli i świadomości „taty” dziś, w porównaniu z poprzednimi pokoleniami.
      Mężczyzna złagodniał, ma więcej wrażliwości, nie wstydzi się okazywać uczucia,
      wzruszenia, ani tego, że aktywnie i z satysfakcją opiekuje się dzieckiem. W
      sumie tego, że kocha te dzieciaki i chce być przez nie kochanym.
      • joa8 Re: narodziny... TATY 06.12.05, 18:32
        racje masz, sam żeś tego przykładem smile)
        a mój mąz właśnie wrócił z pracy i jest niepocieszony, że Antoś śpi, bawić się
        chce, przytulać się chce smile))
    • myszka785 Bardzo mądre to co napisałaś... 06.12.05, 16:57
      Bardzo mądre to co napisałaś i wruszające...
      jak zwykle Duramgamo doprowadziłaś mnie do łez!!! smile
      dam przeczytać mężowi jak wróci z pracy...
      pozdrawiamy bardzo serdecznie!
      smile
      • duramgama Re: Bardzo mądre to co napisałaś... 06.12.05, 17:10
        Bardzo się cieszę, że moje odczucia są również Waszymi odczuciami. Wiedziałam,
        że dokładnie zrozumiecie o co mi chodzismile
        Po raz kolejny przekonałam się więc, że NASZE forum łączy ludzi nie tylko o
        podobnym poczuciu humoru, ale także o podobnej wrażliwości.
        • kubona Re: Bardzo mądre to co napisałaś... 06.12.05, 17:47
          Duramgamo , jakoś tak mi się zrobiło pięknie na duszy i cieplutko......nie wiem
          co to znaczy odstawić dziecko od piersi bo nie karmiłam, i więź między
          Mariuszem a Kubusiem rosła od dnia jego narodzin, i..... możę nie zauważyłam
          przez to jak oni się doskonale rozumieją, jak się razem wspaniale bawią i jak
          kuba równie szybko milknie w jego ramionach jak i w moich.....
          jakoś tak mi się zrobiło że juz dziś chyba nawet nie będę zła o te porozwlekane
          wszędzie ubrania i zabawki, żęby o butach nie wspomnieć..... - moi chłopcy sie
          bawili
    • wiolkak Re: narodziny... TATY 06.12.05, 19:03
      cieplutko na sercu mi sie zrobiło i od razu pomyślała, że dam to przeczytac
      mężowi, myśle że w naszym przypadku bedzie bardzo podobnie, bo ja na razie
      wygrywam piersią, ale jego miłość do Kaśki jest tak wielka, że z radością
      czekam na moment kiedy w pełni mu ją odda i już problem odstawienia samego w
      sobie nie jest tak dramatyczny
    • martap10 Re: narodziny... TATY 07.12.05, 15:12
      Duramgamo,
      pięknie naprawdę napisałaś. Aż głupio się przyznać, ale znowu miałam łzy w
      oczach. To dlatego, że temat mi bliski (jak już pisałam). Pięknie napisane i
      ogronnie podnoszące na duchu - jest "po co" odstawiać od piersi! U mnie akurat
      jest tak, że mąż jest mało w domu, wraca wieczorem, w weekendy też często
      pracuje. Widzę, jak kocha synka i uwiebiają razem baraszkować, lecz widzę też
      że chyba czasem mu przykro, że nie może w żaden sposób uspokoić Miku w nocy, bo
      liczy się tylko cycuś. Czasami, bardzo delikatnie pyta jak długo będę karmić i -
      choć niczego nie sugeruje - wiem, że czuje się trochę z boku. Ale stała się
      przynajmniej jedna fajna rzecz - MIku powiedział najpierw "tata", chichocząc i
      wkładając paluszek do buzi i tata był straaaasznie dumnysmile Super, że Srajdzinka
      na dobre rozpoczęła "dorosłe" życiesmile Pozdrawiam Was ciepło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka