Dodaj do ulubionych

Synek, 5 i pół

08.05.11, 23:41
Synek rocznikowo jest sześciolatkiem, ale jest z końca roku. Wykazuje zdolności matematyczno - konstruktorsko - inżynierskie. W styczniu zaczął bardzo melodyjnie (jak na ucho zwykłej mamy) śpiewać znane mu dobrze piosenki.

Pomyślałam, że warto by zaczął się uczyć na czymś grać, bo nauka gry pomaga w rozwoju abstrakcyjnego matematycznego myślenia i ogólnie rozwoju.

Czy warto myśleć w jego przypadku o szkole muzycznej takiej prawdziwej, czy raczej o ognisku lub szkole typu Yamaha? Czy specjalista mógłby nam po przesłuchaniu synka coś w tej sprawie doradzić? Czy w tym wieku już coś wiadomo na pewno czy też jeszcze nie? Z Yamaha jest taki problem, że to są zajęcia grupowe i tam nie zwrócą mi uwagi, czy synek dobrze układa rękę, czyli na technikę. Ale taka szkoła to mniejsze ryzyko niż prawdziwa muzyczna.

Fakty są takie:
Muzykiem zawodowym nie będzie - nie sądzę.
Mówi, że chce się uczyć grać. Ale on pewnie nie wie, czym to pachnie wink
Koncentruje uwagę z łatwością na tym, co lubi: książeczki czytane przez dorosłego, budowanie z klocków, rysowanie. Gorzej z obowiązkami: sprzątanie, ubieranie się.
Manualnie średnio na tle grupy rówieśniczej (ale jest prawie najmłodszy i do tego chłopiec).
Ma dobrą odporność, rzadko choruje.
Jest wzrokowcem. Pamięć wzrokowa super, pozostałe chyba tak średnio.
Jest dzieckiem wrażliwym. Nie można mu czytać "Brzydkiego Kaczątka", bo płacze. Płakał po przeczytaniu 20 minut, już mu nie czytamy. Podobnie jest z bajkami dla dzieci w jego wieku, często się boi a nawet płacze. Lubi za to Kota Filemona i Filonka bez Ogonka. Z drugiej strony często się śmieje. Łatwo uzewnętrznia emocje choć z drugiej strony nie bardzo potrafi mówić o uczuciach.
Bez problemu wie, czy na keyboardzie zagrałam 1 czy więcej dźwięków.
Potrafi zaśpiewać zagrany dźwięk, czy nawet jeden dźwięk z akordu toniki (jak na moje zwykłe ucho).
Często udaje mu się zgadnąć, który dźwięk zagrałam, szczególnie, jeśli za długo tego dźwięku nie szuka (do 3 prób).
Bez problemu rozpoznaje, czy dźwięki zagrane idą w górę czy w dół.
Dużo śpiewa w trakcie kąpieli czy zabawy. Jak nie śpiewa, to znaczy, że jest zmęczony. Śpiewać zaczął w wieku 2.5, a mówić w wieku 3.5 (być może przez jego ścisły umysł i ogromne migdały, ale nie chorował i dlatego nie chcieli mu ich wyciąć, wycięli mu dopiero gdy miał bezdechy uncertain ).
Obserwuj wątek
    • mama_dorota Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 09:47
      Odnoszę się do sprawy bardzo subiektywnie, bo mam swoje, niektóre dość bolesne, doświadczenia i w związku z tym przemyślenia przemyślenia i nie będę dyskutować, jeśli ktoś wyrazi inne zdanie.

      > Synek rocznikowo jest sześciolatkiem, ale jest z końca roku. Wykazuje zdolności
      > matematyczno - konstruktorsko - inżynierskie. W styczniu zaczął bardzo melodyj
      > nie (jak na ucho zwykłej mamy) śpiewać znane mu dobrze piosenki.
      >
      Mam 11-latka z końca roku i jest to trudne dla chłopca szczególnie, bez względu na poziom inteligencji i zdolności, a może nawet szczególnie z tego powodu. Nie wiem jakie teraz zasady obowiązują, ale zdecydowanie odradzam posyłanie go do szkoły rok wcześniej, niech idzie w tym roku, kiedy kończy 7 lat i najlepiej do klasy, gdzie będą tez 6-latki. Wtedy będzie na średnim poziomie dojrzałości emocjonalnej w klasie i jest duża szansa na dobre samopoczucie w klasie.

      > Pomyślałam, że warto by zaczął się uczyć na czymś grać, bo nauka gry pomaga w r
      > ozwoju abstrakcyjnego matematycznego myślenia i ogólnie rozwoju.
      >
      Trudno mi się do tego odnieść. U swoich dzieci obserwuję jedne i drugie zdolności jednocześnie, ale nie jedne dzięki drugim. Istotniejsze jest to, że dziecko chce grać, a tego nie można lekceważyć. Warto jednak spróbować najpierw prywatnie i to jest chyba bardzo dobry moment na taki początek, ale wtedy potraktować to poważnie i obowiązkowo i ćwiczyć codziennie, choćby zaczynając od 10 minut dziennie ze względu na wiek i potem, stosownie do możliwości i koncentracji wydłużać. Jeśli jest taka możliwość, to najlepiej zaangażować jako nauczyciela osobę, która mogłaby uczyć dziecko potem w SM, ale to nie jest konieczne. O szkołach umuzykalniających wiesz już wystarczająco dużo, ogólnie jesteś świadoma wielu rzeczy. Konieczność codziennego ćwiczenia uświadomi dziecku i tobie z czym wiąże się taka decyzja i po roku łatwiej będzie zdecydować co dalej. Lekcje kosztują podobnie jak inne korepetycje. Warto umawiać się z tak małym dzieckiem na lekcje 30-minutowe, nie dłuższe, bo co więcej jest bez sensu i tylko zniechęci, chyba, że 30 minut instrumentu, 30 minut śpiewu lub jakiejś formy rytmiki. W tym wieku zdolność koncentracji jest na poziomie 20 minut.

      > Czy warto myśleć w jego przypadku o szkole muzycznej takiej prawdziwej, czy rac
      > zej o ognisku lub szkole typu Yamaha? Czy specjalista mógłby nam po przesłuchan
      > iu synka coś w tej sprawie doradzić? Czy w tym wieku już coś wiadomo na pewno c
      > zy też jeszcze nie? Z Yamaha jest taki problem, że to są zajęcia grupowe i tam
      > nie zwrócą mi uwagi, czy synek dobrze układa rękę, czyli na technikę. Ale taka
      > szkoła to mniejsze ryzyko niż prawdziwa muzyczna.
      >
      > Fakty są takie:
      > Muzykiem zawodowym nie będzie - nie sądzę.

      Nie wiadomo - daj mu szansę. Mój syn ma tez bardzo duże możliwości intelektualno - techniczne, ale dałam mu szansę i nie żałuję, choć muzycznych dokonań nie oczekuję. Widzę wielką korzyść z konieczności codziennego ćwiczenia, dostrzegania konsekwencji odkładania obowiązku albo zaniedbywania go (tu polecam szczególnie instrumenty dęte - kondycja zjeżdża po kilku dniach przerwy), osiągania czegoś dużego bardzo małymi kroczkami itd. Instrument wychowuje.

      > Mówi, że chce się uczyć grać. Ale on pewnie nie wie, czym to pachnie wink
      > Koncentruje uwagę z łatwością na tym, co lubi: książeczki czytane przez dorosłe
      > go, budowanie z klocków, rysowanie. Gorzej z obowiązkami: sprzątanie, ubieranie
      > się.
      > Manualnie średnio na tle grupy rówieśniczej (ale jest prawie najmłodszy i do te
      > go chłopiec).
      > Ma dobrą odporność, rzadko choruje.
      > Jest wzrokowcem. Pamięć wzrokowa super, pozostałe chyba tak średnio.
      > Jest dzieckiem wrażliwym. Nie można mu czytać "Brzydkiego Kaczątka", bo płacze.
      > Płakał po przeczytaniu 20 minut, już mu nie czytamy. Podobnie jest z bajkami d
      > la dzieci w jego wieku, często się boi a nawet płacze. Lubi za to Kota Filemona
      > i Filonka bez Ogonka. Z drugiej strony często się śmieje. Łatwo uzewnętrznia e
      > mocje choć z drugiej strony nie bardzo potrafi mówić o uczuciach.

      Chłopcom i mężczyznom często dość trudno mówić o uczuciach - muzyka pomaga to wyrazić bez słów. Skoro jest tak bardzo wrażliwy, to warto pomyśleć o szkole muzycznej dziennej. Mój syn jest dość wrażliwy i to właśnie spowodowało konieczność przeniesienia go ze szkoły rejonowej do muzycznej ogólnokształcącej (na jego prośbę), co sprawdziło się bardzo dobrze.

      > Bez problemu wie, czy na keyboardzie zagrałam 1 czy więcej dźwięków.
      > Potrafi zaśpiewać zagrany dźwięk, czy nawet jeden dźwięk z akordu toniki (jak n
      > a moje zwykłe ucho).
      > Często udaje mu się zgadnąć, który dźwięk zagrałam, szczególnie, jeśli za długo
      > tego dźwięku nie szuka (do 3 prób).
      > Bez problemu rozpoznaje, czy dźwięki zagrane idą w górę czy w dół.
      > Dużo śpiewa w trakcie kąpieli czy zabawy. Jak nie śpiewa, to znaczy, że jest zm
      > ęczony. Śpiewać zaczął w wieku 2.5, a mówić w wieku 3.5 (być może przez jego śc
      > isły umysł i ogromne migdały, ale nie chorował i dlatego nie chcieli mu ich wyc
      > iąć, wycięli mu dopiero gdy miał bezdechy uncertain ).

      Czyli naprawdę słyszy.
      • jajko54 Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 10:36
        mama_dorota napisała:
        > Mam 11-latka z końca roku i jest to trudne dla chłopca szczególnie, bez względu
        > na poziom inteligencji i zdolności, a może nawet szczególnie z tego powodu. Ni
        > e wiem jakie teraz zasady obowiązują, ale zdecydowanie odradzam posyłanie go do
        > szkoły rok wcześniej, niech idzie w tym roku, kiedy kończy 7 lat i najlepiej d
        > o klasy, gdzie będą tez 6-latki. Wtedy będzie na średnim poziomie dojrzałości e
        > mocjonalnej w klasie i jest duża szansa na dobre samopoczucie w klasie.

        a możesz rozwinąć ten temat? co dokładnie masz na mysli pisząc o dojrzałości emocjonalnej, jakie dziecko byś uznała za dojrzałe do pojscia do szkoły?

        a co do postu autorki - z moim starszym dzieckiem było tak, że zaczęło uczyć się grać w prywatnej szkółce przy państwowej SM, w ogole nie myslelismy o szkole muzycznej, pod koniec roku nauczycielka zasugerowała zdawanie do SM i się dostało - kontynuuje naukę u tej samej nauczycielki. gdyby dziecko miało dosyć grania po prostu zrezygnowalibysmy z tej prywatnej szkółki, SM to jednak większe zobowiązanie. tak samo chcemy zrobić z młodszym dzieckiem ktore ma własnie 5,5r i do SM na pewno na razie by nie zdało. o Suzuki, Yamaha nie mam zdania bo nie miałam stycznosci.

        jesli chodzi o ocenę talentu dziecka to chyba ciężko jest przewidziec 'co z niego wyrosnie'. ja byłam przekonana ze starszak ma przeciętny słuch a w SM okazało się że niemalże absolutny. na pewno warto by dziecko uczyło się grać na jakims instrumencie ale SM to też dużo wyrzeczen - prawie niemożliwe jest korzystanie z innych zajęć pozaszkolnych i rozwijanie innych talentów.
      • djpa Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 10:49
        Dziękuję za odpowiedź smile

        Tak tak, do szkoły dopiero za rok. Teraz nie. On i tak nie będzie miał 7 lat we wrześniu 2012.

        Podstawówka rejonowa jest na zmiany, przepełniona, nie widzę w jego przypadku możliwości pogodzenia, szczególnie w starszych klasach, takiej przepełnionej podstawówki i muzycznej wieczorowej. I do tego synek wrażliwy. Tylko OSM lub wcale, jeśli chodzi o szkoły muzyczne.

        W ognisku jest pianino, ale jak na moje zwykłe ucho jest rozstrojone. Brzmi strasznie.

        W domu mamy bardzo mało miejsca i tylko keyboard z mini klawiszami.

        Decyzja zakupu pianina jest dla nas decyzją trudną z powodu miejsca w mieszkaniu i kosztów. Zależy mi, aby ta decyzja była przemyślana. Dlatego się pytam, kogo się da, czy warto w to wchodzić smile Mąż za bardzo nie chce kolejnego mebla w domu... A myślę, że w tym wieku pianino jest najlepsze. Ale poza tym lubię dęte, synkowi flet się podoba, pianino też smile

        Systematycznie i prawie codziennie ćwiczymy logopedę. Gdybyśmy się postarali, myślę, że nie byłoby problemu z ćwiczeniem przez 10 minut codziennie.

        U mnie na studiach ścisłych większość osób otrzymujących stypendium i biegle programujących miała coś wspólnego z muzyką. Uczyła się kiedyś grać.
    • aa_k Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 11:03
      Jeśli to będzie pomocne to podzielę się moimi doświadczeniami smile

      Mam dwójkę grudniowych dzieci - córka rocznikowo 12 lat, synek 4. Obydwoje wykazują zdolności i matematyczne i muzyczne i językowe - geniuszu nie zauważamy smile

      Córka chciała uczyć się grać na pianinie jeszcze w przedszkolu, po kilku lekcjach zabrakło jej zapału do ćwiczeń. Lekcje miała prywatne. W zeszłym roku postanowiła wrócić do muzykowania. Zaczęła grać na gitarze, nauczyciel z bardzo fajnym podejściem pedagogicznym, lekcje również prywatne. Początki były trudne - fizyczne dolegliwości i kłopoty z motywacją. Teraz jest już OK. Próbowałam kilku sposobów, żeby zmotywować ją do regularnych nawet krótkich, ale codziennych ćwiczeń - udało się. Pod koniec maja zamierza zdawać egzamin do szkoły muzycznej, do klasy młodzieżowej. Na saksofon.

      Ciekawą i trudną rzeczą w jej przypadku jest odrzucenie przez klasę w szkole podstawowej - słucha innej muzyki i nie zawsze ma czas na zabawy na podwórku. Mamy nadzieję, że w szkole muzycznej znajdzie grupę znajomych podobnych do siebie.

      U syna zauważamy większą niż u córki wrażliwość na muzykę. Jako mały brzdąc słucha chętnie muzyki klasycznej, jazzu i opery. Próbuje grać na czym tylko może. Na razie zamierzamy go posłać do szkoły muzycznej równolegle z pierwszą klasą. Wcześniej spróbujemy lekcji prywatnych. Jeśli będą dla niego frajdą.

      Są już badania, które pokazują wpływ grania na instrumencie na rozwój konkretnych obszarów w mózgu (odpowiedzialnych między innymi za umiejętności matematyczne i językowe).

      Granie na instrumencie i mądre słuchanie muzyki niezwykle uwrażliwia. Sama jako dziecko uczęszczające do szkoły muzycznej najpierw 1 a potem 2 stopnia nie umiałam tego docenić, ale w tej chwili widzę wpływ muzykowania. Grając można się odstresować, nauczyć współpracy, wytrwałości. I w dodatku ma się z tego ogromną przyjemność. Instrument to także wentyl dla emocji (nie wiem, czy taki jak worek treningowy, ale może nie da się porównać wink

      Piszesz, że synek nie zostanie zawodowym muzykiem. Hm... nie wiadomo smile Poza tym z muzyką można zawodowo mieć sporo wspólnego samemu nie występując na scenie. Na przykład inżynier + dobre ucho = bardzo dobry akustyk smile

      Moim zdaniem nie jest kluczowe jaką szkołę wybierzesz. Ważny jest pierwszy nauczyciel, szczególnie u małego dziecka i wspieranie w codziennym ćwiczeniu przez rodziców. Ważne jest też ćwiczenie ucha podczas słuchania muzyki.
      Chociaż dokonując wyboru warto też zadać sobie kilka pytań od strony rodzica, np. jak pogodzić logistykę szkoły muzycznej z obecnymi obowiązkami, kto pomoże w dowożeniu/odbieraniu dziecka, ile czasu jako rodzic mogę poświęcić na wspólne ćwiczenie, czy obserwowanie postępów dziecka, jak sobie poradzę kiedy dziecko straci motywację (a to się prawie pewne w procesie nauki gry), jak będę wspierać muzyczny rozwój dziecka, czy dam radę słuchać codziennie połączenia kociej muzyki z free jazzem wink

      Pozdrawiam i życzę powodzenia

      • mama_dorota Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 12:58
        > Chociaż dokonując wyboru warto też zadać sobie kilka pytań od strony rodzica, n
        > p. jak pogodzić logistykę szkoły muzycznej z obecnymi obowiązkami, kto pomoże w
        > dowożeniu/odbieraniu dziecka, ile czasu jako rodzic mogę poświęcić na wspólne
        > ćwiczenie, czy obserwowanie postępów dziecka, jak sobie poradzę kiedy dziecko s
        > traci motywację (a to się prawie pewne w procesie nauki gry), jak będę wspierać
        > muzyczny rozwój dziecka, czy dam radę słuchać codziennie połączenia kociej muz
        > yki z free jazzem wink

        Dodatkowe dni urlopu na egzaminy, ew. konkursy itp...

        Pisząc o gotowości emocjonalnej mam na myśli to, że dziecko mniej dojrzałe emocjonalnie potrafi być dość dziecinne w stosunku do pozostałych dzieci w klasie, nie zawsze rozumie ich żarty i nie zawsze one rozumieją jego, co może owocować wycofaniem, poczuciem niższości, gorszości. Mój syn nabrał tych cech w szkole, wcześniej był dzieckiem pewnym swojej wartości i własnych możliwości, a w szkole zaczął mówić o sobie źle i nie były to słowa pojawiające się w domu. Może gdyby miął mądrzejszą wychowawczynię, tak jak teraz córka, to przeszłoby wszytko łatwiej, ale tak się nie stało i do tej pory odczuwamy tego konsekwencje. Dziecko młodsze ma też prawo do słabszej koncentracji, podczas gdy kilka miesięcy później może być już gotowe do szkoły - lepiej się koncentrować, być bardziej zainteresowane lekcją, nie tylko zabawą, mniej się rozpraszać w odpowiedzi na zaczepki kolegów. Mój syn w I klasie próbował zrobić sobie z klasy przedszkole... Córka zaczęła chodzić do przedszkola w wieku 2 lata i 9 miesięcy, więc gdy jej grupa kończyła przedszkole i szła do zerówki rozważaliśmy, czy nie posłać ją z tymi dziećmi, bo akurat ona urodziła się w styczniu, ale zrezygnowaliśmy właśnie z powodu złych doświadczeń z synkiem i okazało się, że dobrze zrobiliśmy, bo mimo, że nauczyła się czytać niemal samodzielnie w wieku 5 lat, to do wysiedzenia na lekcji była średnio gotowa właściwie dopiero w II semestrze I klasy, a tak całkiem dopiero w II klasie, bo okazała się trochę nadpobudliwa. Uważam, że jest wiele powodów, aby poczekać. Podobnego zdania jest pani psycholog w naszej szkole. Mogła sypać z rękawa przykładami dzieci, które za wcześnie zostały posłane do szkoły.

        Piszę to jako osoba, która sama poszła do szkoły rok wcześniej (urodziłam się w lutym) i w szkole miałam świetne stopnie, ale naprawdę nie rozumiałam wielu rzeczy, o których rozmawiali rówieśnicy np. w wieku dojrzewania, trochę odstawałam w podstawówce, w liceum już nie.
    • mama_dorota Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 13:25
      Coś mi jeszcze przyszło do głowy odnośnie wyboru instrumentu. Jeśli dziecko nie ma własnego zdania na ten temat, a osobiście uważam, że ono powinno mieć tu najwięcej do powiedzenia, to bardzo wrażliwym dzieciom odradzałabym fortepian i skrzypce, bo na nich zawsze jest największa rywalizacja i w szkole i poza szkołą. Rywalizują ze sobą głównie nauczyciele i rodzic z dzieckiem, chcąc nie nie chcąc są w to wprzęgani jako konie wyścigowe, szczególnie dotyczy to tych bardziej zdolnych dzieci. Mówię z autopsji. Czasem dziecko nie czuje konkursów, rywalizacji itp, chce sobie pograć, bo lubi i robi to dobrze, ale ścigać się nie ma chęci, ale nauczycielowi zależy głównie na zawodnikach. Na innych instrumentach jest tego o wiele mniej. To jest opinia znajomej dyrektorki SM, która sama ma syna w swojej szkole i z tego powodu przeniosła go z fortepianu na mniej popularny instrument. Np. w naszej szkole jest kilkunastu nauczycieli fortepianu, około 10 skrzypiec, ale od dętych, gitary itd. po 1,2,3 osoby.
      • mama_dorota Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 13:27
        > Czasem dziecko nie czuje konkursów, rywali
        > zacji itp, chce sobie pograć, bo lubi i robi to dobrze, ale ścigać się nie ma c
        > hęci, ale nauczycielowi zależy głównie na zawodnikach.

        W praktyce wygląda to tak, że nauczyciel wybiega z programem do przodu nawet o 2-3 lata i okazuje niezadowolenie jak dziecko sobie nie radzi.
      • djpa Re: Synek, 5 i pół 09.05.11, 16:53
        Dorotko, dziękuje za Twoje cenne przemyślenia! smile

        Rzeczywiście, nie widzę synka na dłuższą metę przy pianinie. Ale boję się, że się zniechęci ucząc się przez kilka miesięcy zadęcia we flet...

        Za ponad 2 tygodnie pójdziemy na przesłuchanie do Społecznej Szkoły Muzycznej, która ma oddział w naszym przedszkolu. Zobaczymy, co nam powiedzą smile
        • linusia_75 Re: Synek, 5 i pół 10.05.11, 08:57
          E tam, flet jest super wink.
          A tak na poważnie - faktycznie córka uczyła się wydobywania dźwięku przez jakieś 2 miesiace.
          Zaczynała jako 7-latka, starszym dzieciom przychodzi to szybciej. Im więcej się ćwiczy, tym szybciej.
          Ale początki były trudne, po 2 latach dowiedziałam się, że Pani już myślała, że nic z tego nie będzie.
          Przełom nastąpił z dnia na dzień. Pani uważa /ciągle mając duże wyrzuty sumienia/ , że zadziała jej motywacja negatywna. Ja uważam, że to po prostu przyszedł ten moment, że załapała. Dzieci bardzo często robią skokowe postępy w każdej dziedzinie, równie długo potrafią pozornie nie robić żadnych postępów.
          Dziś młoda jest piątkową uczennicą /w zasadzie od początku była/, z jakimiś tam pozaszkolnymi sukcesami na koncie.
          Flet jest pięknym instrumentem. Dla córki to był świetny wybór.
          Nie wiem tylko dlaczego nie widzę przy tym instrumencie chłopców, co jest niewątpliwie jakimś głupim uprzedzeniem, ostatnio byliśmy na koncercie państwa Długoszów i to on, nie ona, gra tam pierwsze skrzypce wink.
          Choć flecistek jest zdecydowanie więcej.
          Sama nie wiem co podpowiedzieć za rok w wyborze instrumentu synowi, bo jednak skłaniałabym się w kierunku dętych, ale na pewno nie fletu.
          • mama_dorota Re: Synek, 5 i pół 10.05.11, 10:27
            Dla chłopca trąbka! Bardzo wdzięczny instrument, rzadko wybierany, bo także panuje stereotyp, że trzeba mieć bardzo mocne płuca, inaczej się zdrowie zniszczy. A to nie w płucach, a w umiejętności prawidłowego oddechu rzecz (to już wiesz z fletu) i w systematyczności, bo inaczej usta swędzą i męczą się niemiłosiernie. Jakbyś chciała dowiedzieć się o trąbce więcej, poczytaj na www.trumpeters.pl/. Forum zdecydowanie zdominowane przez mężczyzn. Sporo można się tam dowiedzieć ... W odróżnieniu od klarnetu na przykład instrument zdecydowanie solowy, wzbudzający wiele sympatii i zainteresowania otoczenia, ale bardzo głośny.

            A propos głośności, to mam do opowiedzenia historię z sąsiadami i potencjalnymi nabywcami mieszkania po sąsiedzku. Często znajomi mnie pytają co na muzykowanie dzieci sąsiedzi, bo wiadomo, bywa różnie. Nie raz różnych sąsiadów pytałam o to i nigdy nie narzekali,mówili tylko, że słyszą. Fakt, że tych muzykujących dzieci jest w naszym 12-rodzinnym domu jeszcze dwoje oprócz moich. Nie przekraczamy też godziny 22 przy ćwiczeniu i nie ma grania przed 8:00. Ostatnio dołączyliśmy się do sąsiadów z grillowaniem i okazało się, że przyszli pewnego dnia ludzie zapytać o mieszkanie (nade mną), które było na sprzedaż, aby dowiedzieć się, jak tu się mieszka. On ogólnie zadowolony, choć zły, że go obudzono po całodobowej zmianie powiedział, że wszystko w porządku, nawet jak siedzi w toalecie, to czuje się jak w filharmonii wink, bo jest trochę zdolnych dzieci i ładnie grają na instrumentach. Ludzie się trochę spłoszyli, więc ich uspokajał, że w takiej porze, że to nie przeszkadza, ale jednak to wystarczyło - poszli i nie wrócili, a mieszkanie (dzięki Bogu!) kupił ktoś inny - ludzie z małą dziewczynką, więc podejrzewam, że sami będą potrzebowali tolerancji. smile
            • djpa Re: Synek, 5 i pół 10.05.11, 10:39
              Instrumenty dęte dają wiele możliwości.

              Kiedyś można było odbyć służbę wojskową grając w orkiestrze dętej. Łatwiej było zdobyć pracę i pracować było lżej w policji czy innych służbach mundurowych. Nie mam pojęcia jak jest teraz.

              Koleżanka będąc w liceum dorabiała sobie od czasu do czasu grając na saksofonie w orkiestrze dętej na różnego rodzaju uroczystościach: święta Państwowe, Boże Ciało, przywitanie ważnych osobistości, składanie kwiatów, parady, pogrzeby... Nie było to łatwe gdy np. padał deszcz czy był mróz, ale koleżanka i tak bardzo sobie chwaliła.
              • mama_dorota Re: Synek, 5 i pół 10.05.11, 10:49
                W taki właśnie sposób zaczął grać na trąbce nauczyciel mojego syna. Pracował w wojsku grając na trąbce. Nie wiem jak jest z pracą, ale ogólnie podobno jest deficyt dobrych trębaczy. Technik konserwujący Piotrkowi instrument często powtarza, że pełno jest skrzypków, klarnecistów i różnych muzyków, ale trębaczy (dobrych) ciągle mało. Wiem też, że często są angażowani na pogrzeby i wesela. Taki występ to zarobek 100 - 200 złotych. Jak się młodemu będzie chciało ćwiczyć jeszcze po szkole (nie zakładam, że zawodowym muzykiem zostanie), to sobie na studiach dorobi.
                • linusia_75 Re: Synek, 5 i pół 10.05.11, 12:41
                  Dzięki za odzew smile.

                  Mnie osobiście od trąbki bardziej kręci saksofon, jest taki ... no super brzmi i chyba daje możliwości jeszcze szersze niż trąbka.

                  Ale obawiam się, że problem może być ten sam co z i z trąbką - nie przyjmują na nie chyba małych dzieci.
                  Podobnie było kiedyś z fletami, póki nie zaczęto produkować tych z zakręconymi główkami.
                  Saksofon dostosowany rozmiarem do małych dzieci co prawda widziałam i sa do kupienia, ale u nas w szkole chyba czegoś takiego nie ma, a sama kupić instrumentu na samym początku nauki nie zamierzam. Jak już jakieś pomyślne rokowania na dalszą edukacje będą - to i owszem., po pierwszej klasie.
                  Klarnety są w sumie fajne, ale coś musi być z nimi nie tak wink. Znam kilkoro dzieci, które zmieniały klarnet na innego dęciaka, najczęściej na trąbkę właśnie. Pojęcia nie mam dlaczego.
                  Problem sąsiadów w przypadku trąbki czy saksofonu jest niebagatelny, mieszkamy w bloku a to nie flet jednak wink.
                  Eh, no rok mam do namysłu.
                  • mama_dorota Re: Synek, 5 i pół 10.05.11, 12:58
                    Z przyjmowaniem dzieci na instrumenty dęte jest naprawdę bardzo różnie w różnych szkołach. Zarówno nauczyciele jak i rodzice miewają uprzedzenia. A klarnet wymaga jakiegoś bardzo skomplikowanego zadęcia. Mój syn ma bardzo bliskiego kolegę na klarnecie, który został przyjęty eksperymentalnie jako najmłodszy uczeń swojego nauczyciela w wieku 9 lat tylko dlatego, że miał wystarczająco wykształcone uzębienie stałe. Mój Piotrek był najmłodszym uczniem swojego też w wieku 9 lat, ale po kilku miesiącach pan dostał młodszego o 2 lata ucznia. Na waltorni dzieci grają za to od I klasy, a moim zdaniem ten instrument jeszcze bardziej wymagający, tyle, że maluchy grają na nim na siedząco, a na trąbce męczy trochę to stanie.

                    My też mieszkamy w bloku smile Na trąbce początkowo (i przez cały czas później) bardzo ważna jest nauka gry na samym ustniku, a to ani dużo nie kosztuje, ani nie waży za wiele i mój syn grał na nim przez pierwszy miesiąc. Trąbka + ustnik (używane, po remoncie od wspomnianego technika) kosztowała nas 400 zł. Jest przyzwoita, amati. Pan obiecał, że w razie czego przyjmie ją spowrotem. Przyznaję jednak, że waga instrumentu w przypadku malucha ma znaczenie. Szukałabym mniejszej trąbki, która wprawdzie brzmi gorzej, ale jest sporo lżejsza. Taką zresztą chciałam kupić, cena była ciut niższa, ale syn uparł się na tą dorosłą.
    • djpa Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 10:07
      Ostatnio oglądałam wyniki egzaminu do szkoły muzycznej na Śląsku. Wśród przyjętych było około 2/3 dziewczynek i 1/3 chłopców. Czy w innych szkołach jest podobnie? Czy chłopcy mają gorszy słuch muzyczny od dziewczynek? Jak wypadają chłopcy na tle dziewczynek na konkursach i egzaminach? Może chłopcy nie są mile widziani w szkołach muzycznych?

      Czytałam, że w wieku 6 lat chłopcy są średnio pół roku w rozwoju do tyłu w stosunku do dziewczynek.

      Gdy chodziłam do podstawówki klasy 1-3, to jakieś 3/4 dziewczyn z klasy ładnie śpiewała i chodziła na szkolne kółko muzyczne. A chłopiec żaden nie chodził. Wszyscy źle śpiewali. Dlaczego tak było? Czy tak jest w każdej klasie?
      • mama_dorota Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 10:19
        Jest tak z kilku powodów - po pierwsze mentalność jest taka, że muzyka jest dla dziewczynek, ale to nic odkrywczego, po drugie chłopcy mniej się muzyką interesują. Jest ich zazwyczaj więcej w klasach sportowych. Inaczej też rozkłada się tempo rozwoju muzycznego obu płci. Dziewczynki w ogóle lubią używać głosu, więcej mówią, więcej śpiewają. Chłopcy - mięśni.

        Sama się zdziwiłam, że umiejętność czystego śpiewania nie wiąże się w tak oczywisty sposób z predyspozycjami muzycznymi i komisje o tym wiedzą, dlatego oprócz piosenki są na teście sprawdzającym także inne zadania. Mało chłopców, także w podstawowych SM, nawet w IV klasie śpiewa czysto, także nie wszystkie dziewczynki. Pomaga w tym bardzo dobrze chór. Mój syn zawsze kiepsko śpiewał, a jak poszedł do SM w wieku 10 lat, to się nauczył, w znacznym stopniu właśnie w chórze. Córka już w wieku 2 lat powtarzała prawidłowo krótkie melodie, a w wieku 4 lat poprawiała nas, że źle śpiewamy. W jej grupie rytmiki prawie wszyscy chłopcy mają gorsze stopnie od dziewczynek, ale u syna w V klasie na kształceniu słuchu już tak nie jest.
        • djpa Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 10:48
          Jestem zdziwiona. Myślałam, że melodyjne śpiewanie u dziecka jest konieczne do posiadania słuchu muzycznego.
          Skąd zatem rodzice niemelodyjnie śpiewających dzieci mieli pomysł aby je posłać do szkoły muzycznej?
          Czy takie dzieci uzyskują gorsze stopnie również z innych przedmiotów muzycznych?
          Co zatem przekonuje komisję o dobrym słuchu muzycznym dziecka, które nie potrafi melodyjnie śpiewać?
          Na ile słuch muzyczny i melodyjne śpiewanie jest rzeczą wrodzoną a na ile wyćwiczoną?
          Czy każde dziecko nauczyłoby się grać na instrumencie? Czy jest w stanie?
            • aa_k Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 11:27
              Córka uczy się grać na gitarze - chce pójść do szkoły muzycznej na saksofon. Jej nauczyciel od gitary powiedział, że jest typowym 'melodykiem' i saksofon to bardzo dobry wybór, a więc coś z tym słuchem melodycznym musi być na rzeczy smile

              Co do kształcenia słuchu - badania pokazują, że najwięcej osób ze słuchem absolutnym jest wśród osób, których językiem ojczystym, a więc nabywanym do 4 roku życia jest język tonalny. Np. chiński. Pan Suzuki, dzięki któremu powstała metoda nauki na skrzypcach małych dzieci, właśnie na takim założeniu oparł swoją metodę. Że skoro japońskie, czy chińskie dziecko jest w stanie nauczyć się tak trudnego języka, to znaczy, ze każde dziecko można nauczyć grać na instrumencie. I metoda zadziałała. Zbadano też, że jeśli dzieci uczą się grać i dużo słuchają (ale przede wszystkim grają) w bardzo wczesnym dzieciństwie, to prawdopodobieństwo wykształcenia słuchu absolutnego (lub prawie absolutnego) ogromnie wzrasta. W późniejszym wieku proporcje maleją.
              Znalazłam ciekawą książkę o wpływie muzyki na mózg, napisaną przez neurologa 'Muzykofilia' Olivera Sacksa. Opisane są bardzo ciekawe przypadki.
          • mama_dorota Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 11:39
            Też byłam zdziwiona. Tak jak pisałam, syn nie śpiewał dobrze, raczej całkiem kiepsko, ale to głównie z powodu braku wystarczającej skali głosu. Nie śpiewasz, nie ćwiczysz, więc nie możesz czegoś "wyciągnąć". Ale jak zaczął grać na trąbce, to nauczyciel bardzo szybko stwierdził, że słuch ma prawdopodobnie absolutny. Podobnie powiedział nauczyciel córki o niej, a jak syn zdawał do szkoły to najpierw jego korepetytorka, z którą nadrabiał lata wcześniejsze (poszedł do razu do IV klasy), a potem komisja niezależnie stwierdziły, że tu chyba jest absolut.

            Dlaczego posłałam go do SM? Bo o to prosił. W najśmielszych snach nie przewidziałam dla niego takiego scenariusza. smile Najpierw poszła córka, bo zachciało jej się skrzypiec, a że jemu zaraz zachciało się trąbki i na lekcje prywatne jeździł do jej szkoły, to spodobała mu się szkoła, a do tego doświadczył sporo przykrości w zwykłej podstawówce z powodu instrumentu. Tam też nauczycielka muzyki wyłowiła go z klasy i pytała, czy do SM nie chcemy go wysłać, a my już mieliśmy ten zamiar. Trochę o tym pisałam ponad rok temu. Można poczytać w starych wątkach.
          • jajko54 Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 11:45
            djpa napisała:

            > > Skąd zatem rodzice niemelodyjnie śpiewających dzieci mieli pomysł aby je posłać
            > do szkoły muzycznej?

            bo syn chciał grac na skrzypcach, dopiero po roku gry zdawał do SM - na początku traktowalismy to jak hobby, kaprys

            > Czy takie dzieci uzyskują gorsze stopnie również z innych przedmiotów muzycznyc
            > h?

            nie, syn ma same piątki z kształcenia słuchu, pani wie ze on ma małą skalę i ogolnie słaby głos, potrafi zaspiewac dzwiek czysto a jak wychodzi poza skalę to moze zaspiewac oktawę nizej
      • jajko54 Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 11:44
        chyba tak jak napisała Mama Dorota, chłopcy po prostu mniej się interesują muzyką.
        mój starszy syn śpiewa słabo a ma doskonały słuch - który zresztą po prawie 2 latach gry na skrzypcach niesamowicie się wykształcił. mąż ma bardzo dobry słuch, gra na pianinie a śpiewając fałszuje-a raczej schodzi z tonacji- i tego nie słyszy - nie bardzo to rozumiem wink młodszy za to pięknie śpiewa, myslę że dzęki temu na egz do szkoły muzycznej pojdzie jak burza smile a idzie do SP w wieku niespełna 6 lat, przemyslałam to co napisałaś Mama Dorota i stwierdzam że on ma jednak tę dojrzałość emocjonalną co widać chocby po jego funkcjonowaniu w grupie przedszkolnej. bedzie w klasie 6latkow, do mieszanej bym go nie posłała. no i sprobujemy od jesieni z pryw lekcjami skrzypiec a egzamin do SM za rok.
        • mama_dorota Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 11:59
          Jeśli ma dojrzałość i będzie w grupie 6-latków, to nie powinno być problemu. Pisałam o zestawieniu dziecka ze starszymi, czasem o prawie 2 lata w jednej klasie.

          Ze słuchem to jest tak, jak z inteligencją. Ma się ją albo nie, a z biegiem lat uczy się jej używać i nabywa nowe umiejętności. Mój syn na razie potrafi czysto grac i śpiewać, ale jeszcze nie zawsze rozróżnia czy ktoś inny gra lub śpiewa czysto. Córka potrafi to już od dawna. Myślę, że i in się tego nauczy. W każdym razie jeśli ktoś nie ma tych zdolności idąc do SM, to tam tego nie wypracują. Mogą pracować tylko na bazie zdolności, które już są. Innymi ważnymi i to bardzo ważnymi czynnikami oprócz słuchu są:
          - poczucie rytmu (wrodzone)
          - zdolność koncentracji (rozwija się z wiekiem)
          - odporność na tremę (raczej do rozwinięcia, SM jest do tego doskonałym miejscem).
          • djpa Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 12:15
            OK. To jak to jest ze mną? Mam słuch muzyczny czy nie? A może dopiero się pojawił??

            Od dziecka gorąco marzyłam aby na czymś grać, ale wtedy w domu nie było żadnego instrumentu, a w przedszkolu nie było rytmiki, poza tym do przedszkola bardzo mało chodziłam, w domu nie słuchano muzyki klasycznej.

            Do szkoły muzycznej nie zdałam. Czyli słuchu brak.

            Ale potem sama nauczyłam się grać w podstawówce na flecie prostym, potem na keyboardzie i w liceum na gitarze klasycznie, z nut. Bardzo dużo sobie grałam. Wiele nauczyłam się sama z różnych książek. I w liceum usłyszałam, że słuch muzyczny mam całkiem dobry i szkoda, że nie trafiłam do szkoły muzycznej. To ten słuch sobie wypracowałam, czy cały czas od urodzenia mam takie zdolności? Mam słuch czy nie?

            Na ile na słuch muzyczny ma wpływ ma rytmika w przedszkolu, czy wczesna nauka na instrumencie? Czy pewne zdolności, nie pielęgnowane, mogą się nie ujawnić?

            Na stronach szkoły Yamaha piszą, że każde dziecko jest muzykalne...
            • mama_dorota Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 12:36
              I w Yamaha i w Suzuki mają rację. Ja też się spotkałam z tym, że nie przyjęto do SM z powodu braku słuchu znanego mi basisty, gitarzysty - amatora. Zastanawiam się jakim cudem on sobie stroi gitarę ze słuchu, skoro nie ma słuchu. wink
                • aniucha333 Krotka historyjka a propos braku sluchu czy talent 14.05.11, 12:43
                  Dziewczyny to powiem wam ciekawa prawdziwa historie o Verdim. Jako mlody czlowiek zdawal chyba parokrotnie na wydzial kompozycji do konserwatorium w Mediolanie i nigdy tam nie zostal przyjety z powodu (tu uwaga!) - braku talentu!!!

                  Gdyby uwierzyl wtedy tamtejszym pedagogom, nie mielibysmy dzisiaj najpiekniejszych i niezwykle melodycznych oper i arii na swiecie. To byl jeden z najplodniejszych i najgenialniejszych kompozytorow operowych. Kazdy zawodowy spiewak wie ze arie z oper Verdiego sa fantastycznie napisane dla ludzkiego glosu.

                  Strach pomyslec ilu takich 'pedagogow' zaprzepascilo talenty zdolnej mlodziezy.
            • aa_k Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 12:42

              > Do szkoły muzycznej nie zdałam. Czyli słuchu brak.
              >
              - dwa tygodnie temu na egzaminie do SM odrzucono chłopaka, który zajmuje 2, 3 miejsca w konkursach muzycznych; niezdany egzamin nie jest tożsamy z brakiem słuchu...


              > Na ile na słuch muzyczny ma wpływ ma rytmika w przedszkolu, czy wczesna nauka n
              > a instrumencie? Czy pewne zdolności, nie pielęgnowane, mogą się nie ujawnić?
              - wczesna nauka gry ma duży wpływ na wykształcenie słuchu (i nie tylko słuchu); długo nie było miarodajnych badań na ten temat, ale coraz więcej się pojawia
              - do talentów wrodzonych podeszłabym chyba na zasadzie uśrednienia: część talentów, tych największych objawi się tak czy inaczej, ale jeśli mamy jakąś mocną stronę - nie koniecznie od razu geniusz - to w odpowiednich warunkach pielęgnowana osiągnie swój najwyższy potencjał

              > Na stronach szkoły Yamaha piszą, że każde dziecko jest muzykalne...
              - to by potwierdzało się właśnie w badaniach dzieci 4-6 lat przeprowadzonych w latach 90-tych i w tym co pisze Suzuki
              • mama_dorota Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 12:56
                Z tego, co czytałam do tej pory wynika, że
                > - wczesna nauka gry ma duży wpływ na wykształcenie słuchu (i nie tylko słuchu);

                tak jak piszesz, ale właśnie tylko ta wczesna nauka. I raczej nie chodzi o wykształcenie słuchu, a o zatrzymanie jego degradacji, bo z badań podobno wynika, że na początku każdy ma absolutny. To chyba jest jakoś związane ze znaną z nauki języków obcych sprawą chłonności na poznawanie języka do wieku kilku lat.
                • aa_k Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 13:16
                  I raczej nie chodzi o wykształcenie słuchu, a o zatrzymanie jego degradacji, bo z badań podobno wynika, że na początku każdy ma absolutny. To chyba jest jakoś związane ze znaną z nauki
                  > języków obcych sprawą chłonności na poznawanie języka do wieku kilku lat.

                  - dokładnie tak jak piszesz; próbuję dotrzeć do źródeł, czyli badań - jak znajdę informacje, to napiszę. Na razie dotarłam do ciekawego odkrycia co do efektu Mozarta - podobno nie do końca da się udowodnić wpływ słuchania muzyki Mozarta, bo badane grupy i sposób badania (wykonywane testy) niejednoznacznie wskazują, że słuchanie Mozarta podnosi IQ. Mam materiały naukowców po angielsku, jak porozgryzam, to też się podzielę informacjami.
                  Tak czy siak - warto grać smile
                • djpa Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 13:17
                  Ja uwierzyłam na długie lata, że nie mam słuchu muzycznego. Ale do muzyki i grania bardzo mnie ciągnęło. Jak nałogowca. I grałam w przekonaniu, że słuchu nie mam.

                  A teraz to sama nie wiem czy mam słuch czy nie... wink

                  Czyli po pierwsze talent, po drugie ciężka praca? I wtedy jest muzyk?

                  Czyli należy uczyć się grać na jakimś instrumencie zanim się pójdzie do szkoły muzycznej, aby na tyle rozwinąć słuch (albo go nie utracić), aby na egzaminie zdać?

                  A co Wasze dzieci robiły i na czym grały zanim poszły na egzamin do szkoły muzycznej? Czy może poszły tak "z biegu"? Czy puszczaliście swoim dzieciom muzykę klasyczną? Czy graliście na czymś w domu Wy lub starsze rodzeństwo dzieci?

                  W jaki sposób niemowlę nie utraci słuchu muzycznego?
                  • aa_k Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 14:52
                    > Czyli po pierwsze talent, po drugie ciężka praca? I wtedy jest muzyk?
                    - mój profesor od fortepianu podawał często przykład dwóch koleżanek, które uczył. Jedną oceniał, jako tą co ma talent i dużą wrażliwość. O drugiej mówił, że jest ambitna. Gdyby połączyć talent pierwszej i pracowitość drugiej wyszedłby świetny muzyk - mawiał.

                    Pierwsza została lekarzem. Druga skończyła akademię muzyczną, potem konserwatorium w Paryżu, obecnie komponuje smile Chyba nie ma recepty na muzyka smile

                    > A teraz to sama nie wiem czy mam słuch czy nie... wink
                    Odpowiem przewrotnie smile - a co się musi stać, żebyś wiedziała?

                    Moja córka jako czterolatka zaczęła uczyć się grać na pianinie - i rzuciła to zajęcie bardzo szybko. Oprócz tego, że lubiła śpiewać nie grała na niczym. W pierwszej klasie zaczęła grać na flecie prostym w szkole podstawowej. W czwartej namówiliśmy ją na prywatne lekcje gitary. Teraz - w piątej klasie - sama chce iść do szkoły muzycznej i sama wybrała saksofon. Na egzamin z marszu, ale namiastkę egzaminu miała na pierwszej lekcji gitary z prywatnym nauczycielem: fragment rytmu do wystukania, zaśpiewanie piosenki dowolnej, powtórzenie kilku fraz, rozpoznanie czy kolejne dźwięki są wyższe, czy niższe i rozpoznanie, czy grane akordy są durowe, czy molowe.

                    W domu słuchamy dużo muzyki (klasyczna, opera, jazz), ale też zabieramy ją na koncerty. Ostatnio zachwyciła się operą. Minus jest taki, że w klasie w podstawówce nie znajduje wspólnego języka. Większość jej koleżanek słucha Biebera.

                    > W jaki sposób niemowlę nie utraci słuchu muzycznego?
                    Trudne pytanie. A dlaczego miałoby utracić?
                    Z własnych obserwacji na przykładzie synka (3 lata) widzimy, że słuchanie coraz trudniejszej muzyki od niemowlęctwa przyzwyczaja ucho i potem wysłuchanie koncertu nie jest nudne. Maciek sam domaga się poważnych utworów i lubi jazz. Taki łatwiejszy. Jako grzechotki, czy zabawki dawaliśmy mu prawdziwe instrumenty perkusyjne (marakasy, shakery, potem dzownki, ale takie z przyjemnym dźwiękiem). Chiński keyboard zastąpiliśmy wersją droższą, niby też zabawka, ale z dużo przyjemniejszą barwą. Co będzie dalej - zobaczymy, na razie uparcie gra na czym popadnie. Spróbujemy lekcji prywatnych, ale tak jak z córką - nie na siłę.
                    ale się rozpisałam - przepraszam
                    • mama_dorota Re: Chopcy a dziewczynki 11.05.11, 17:55
                      Nic świadomi nie robiliśmy, aby rozwijać dzieci muzycznie, kiedy były malutkie. Dużo im śpiewaliśmy przed snem, szczególnie mąż, ale ja też. W naszym kościele sporo się śpiewa, około godziny na każdym nabożeństwie (nie jesteśmy katolikami, tylko protestantami) i pamiętam jak syn reagował na to gdy byłam z nim w ciąży. Czasem są też jakieś koncerty, ale to nie jest muzyka klasyczna. Nie myślę jednak, że to miało jakieś szczególne znaczenie.

                      Mnie się wydaje, że w ich przypadku predyspozycje są odziedziczone po rodzinie ze strony męża, gdzie wprawdzie nikt nie jest muzykiem, ale prawie wszyscy ładnie śpiewają. Ja też mam takie ucho, które szybko wychwytuje jak ktoś śpiewa coś inaczej, niż znam w oryginale i nie lubię tego okropnie, ale czy to jakiś słuch szczególny nie mam pojęcia. Mąż zachęcony przykładem dzieci uczy się grać na gitarze i idzie mu już coraz lepiej, a śpiewa naprawdę fajnie. Namówiłam go ostatnio na warsztaty gospel, będą w ten weekend. smile

                      Co do tego, co czyni człowieka muzykiem, to ja bym stwierdziła, że jeśli już są jakiejś predyspozycje, to najbardziej pasja. Nie musi to być od początku, można dziecko po prostu czymś zainteresować, ale jeśli ona się nie pojawi, to nie ma sensu brnąć za daleko. Sama podstawówka dość dobrze rozwija muzycznie, ja chcę moich jeszcze przetrzymać w gimnazjum z kilku powodów, ale zobaczymy za rok, co będzie. A jak pasja jest, to albo będzie muzyk (profesjonalista czy amator), albo człowiek z poczuciem straty i przegranej w życiu. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, dopiero teraz widzę o ile więcej wymaga od człowieka zdobycie zawodu od muzyka, niż jakiegokolwiek innego, nieporównywalnie więcej nawet niż zostanie lekarzem. Praca, praca i praca, poświęcenia i wyrzeczenia od dzieciństwa i bycie koniecznie z przodu, przed innymi, a szansa na wirtuozerię zawsze dość nikła. Trzeba się ścigać i nie poddawać..., a z nauki ogólnej nie jest się zwolnionym. Do tego potrzeba pasji. Czasem potrafi się obudzić w wieku nastu lat.

                      Do takiego egzaminowania przez nauczyciela przyzwyczaiłam się już, bo każde z nich jest egzaminowane prawie od razu przez każdą osobę, która ma z nimi jakiekolwiek zajęcia indywidualne muzyczne. Nauczyciele zaczynając z dzieckiem pracę chcą wiedzieć, z jakim "materiałem" mają do czynienia i czego mogą oczekiwać.
                  • magdatysz Re: Chopcy a dziewczynki 14.05.11, 00:07
                    moje dziecko poszło "z biegu", nie lubi rytmiki i nie znosi śpiewać. Ja nawet ostatnio się zastanawiałam czy to ma sens. Zapytana o to pani od rytmiki stwierdziła ze on słuch ma bardzo dobry i nie ma problemów z rozpoznawaniem dźwięków - problem ma ich zapisaniem. A i na razie koncentracja nie najlepsza. Z instrumentem radzi sobie bardzo dobrze. Wcześniej w domu nie grał na niczym, muzyki nie słuchaliśmy, na koncerty nie chodziliśmy. A do OSM dostał sie bez problemów i bez przygotowania.
    • djpa Podsumowując 11.05.11, 21:53
      Dziękuję bardzo za ciekawe myśli, spostrzeżenia, sugestie smile
      Będę często do nich wracać, czytać. I może jeszcze pytać.

      Chciałbym to jakoś podsumować.

      Czyli (każde?) większość dzieci ma jakieś predyspozycje muzyczne (moje mają "jakieś" predyspozycje). Nawet jeśli są one niewielkie, to warto dziecko zachęcać do ich rozwijania. Z powodu rozwijania mózgu, uwrażliwiania, nauki systematyczności. No i "instrument wychowuje".

      Ale nic na siłę. Warto zachęcać i pomagać dziecku. Dać szansę. To ono powinno wybrać instrument i samo powinno chcieć się uczyć. Ale bez względu na talent dziecka i jego chęci, systematyczna praca dla dziecka jest czymś trudnym. Tu trzeba wspierać dziecko.

      Muzyką najlepiej jest zająć się w miarę profesjonalnie. Lepiej celować w górę, w kierunku szkoły muzycznej, niż na ognisko, bo szkołę na ognisko jest łatwiej wymienić niż ognisko na szkołę. Poza tym do szkoły muzycznej jest trudniej się dostać, dlatego warto spróbować.

      Nie trzeba grać na fortepianie czy pianinie. Jest wiele fajnych i mniej wymagających pod względem współzawodnictwa instrumentów.

      Szkoła muzyczna to coś, co wymaga dużego zaangażowania nie tylko dziecka, ale i rodziców. Trzeba obliczyć koszty czasowe i logistyczne zanim się zdecyduje na taką szkołę. Łatwiej jest ze szkołą dwa w jednym niż z dwiema szkołami na raz.

      Inwestując teraz w szkołę muzyczną, w przyszłości można uniknąć innych problemów wychowawczych, takich nastolatkowych. Muzyka pomaga wyrażać uczucia, jest czymś w rodzaju terapii.

      Granie na instrumencie dość szybko i często odkrywa talent muzyczny dziecka.

      Melodyjne śpiewanie nie jest równoważne posiadaniu dobrego słuchu muzycznego. Słuch muzyczny to często sprawa genetyczna. Nie należy realizować na dzieciach swoich niespełnionych marzeń.

      Nie żałuję i nie żałowałam nigdy, że nie zdałam do szkoły muzycznej, bo mama kazała mi powiedzieć, że chcę się uczyć grać na gitarze, a ja chciałam grać na flecie. Moje marzenia realizowały się w inny sposób, też dobry, a do chóru może się jeszcze kiedyś zapiszę smile
    • fasolla9602 Re: Synek, 5 i pół 12.05.11, 12:35
      Jeśli synek ma takie predyspozycje, jak Pani napisała, to szkoła muzyczna jest bardzo dobrym wyborem. Uczy dyscypliny, zwykle też dzieci są spokojniejsze (klasy są mniejsze niż w normalnych szkołach, nie ma hałasu i nauczyciele poświęcają więcej uwagi uczniom). Co prawda jest więcej pracy, ale zaowocuje to w przyszłości. Proponowałabym zapisanie synka do ogólnokształcącej szkoły muzycznej, czyli takiej, gdzie dzieci uczą się i przedmiotów "normalnych" i tych muzycznych. Jednak jeśli chodzenie do szkoły po południu nie sprawiałoby problemów, można zapisać też synka do szkoły popołudniowej. Ale i tak uważam, że dzienna to lepszy wybór smile
      Ja od prawie 9 lat chodzę do szkoły muzycznej i nie żałuję.
    • djpa Dziękuję :) 13.05.11, 12:50
      Bardzo serdecznie dziękuję Wam za Wasze zainteresowanie, przemyślenia, poświęcony czas i zachętę smile

      Wasze odpowiedzi czytam codziennie smile
    • djpa Wrażenia z przesłuchania 25.05.11, 10:08
      Mogłam być na przesłuchaniu.
      Synek był uśmiechnięty, skupiony, bardzo ładnie współpracował.

      Klaskanie mu nie poszło. W dwóch zadaniach zaklaskał o 1 ostatnie klaśnięcie za mało, pozostałe 3 źle. Ale to było trudne.

      Potem miał śpiewać po pani. Nie wiem, czy to był element egzaminu czy wyczucie jego skali głosu. Jeśli było w skali, to dobrze śpiewał.

      Potem miał zaśpiewać jeden wybrany dźwięk z akordu. Akordy były bardzo różne w budowie i typie, niektóre chyba specjalnie częściowo wychodziły poza skalę jego głosu, ale poradził sobie bezbłędnie.

      Dalej ocenianie smutno czy wesoło. Akordy znów były różne, niekoniecznie 1-3-5 stopień gamy. W ostatnim zadaniu się pomylił, reszta OK. Odpowiadał od razu. Ja bym potrzebowała więcej czasu do namysłu w tym zadaniu wink

      Potem ocenianie czy melodia idzie w górę czy w dół. Tu się pomylił kilka razy. Pani widząc to, zachęciła go, aby w trakcie grania melodii pokazywał sobie ręką czy dźwięki idą w górę czy w dół. Z ręką nie pomylił się ani razu.

      Potem miał zaśpiewać piosenkę. Poszło jako tako. Potrafi lepiej.

      Ogólnie pani powiedziała, że syn potrafi czysto śpiewać i pochwaliła za akordy, powiedziała, że z klaskaniem sobie niezbyt radził. Mówiła, że chłopcy lepiej sobie radzą z klaskaniem niż z melodyką, a u synka jest na odwrót. Nie wiem, czy to dobrze czy to źle i czy trzeba zdać każdy element przesłuchania aby się dostać.

      Na koniec zastanawiała się, czy aby nie jest za mały, czy nie ma za słabej jeszcze koncentracji uwagi, czy da radę (ma 5 i pół). Odniosłam wrażenie, że to w tym momencie jest najważniejszym aspektem jeśli chodzi o jego przyjęcie do szkoły lub nie.

      Nie wiem, ile punktów dostał. Komisji powiedział, że chce grać na flecie. Komisja bardzo pozytywnie nastawiona do dziecka, pani wszystko tłumaczyła, uśmiechała się, a synek dobrze się czuł. Pozostaje czekać.
    • emmuz Re: Synek, 5 i pół 18.08.11, 23:08
      Nowo otwarta szkoła muzyczna I stopnia w warszawskim Wilanowie zaprasza wszystkich chętnych do podjęcia nauki gry na instrumencie. Oferujemy zajęcia z fortepianu, skrzypiec i gitary oraz teorię muzyki. Zapraszamy www.muzyczna.kolegium-ksw.edu.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka