Dodaj do ulubionych

nie wytrzymam :(

22.02.06, 22:04
sorki, bo to nie na temat ale nie wytrzymam z moim mężem...właśnie kolejny
raz usłyszałam, że za dużo wydaje, powiedziałam, że mogę iść do pracy..Julka
ma już prawie 9 miesięcy, tylko niech on zarobi na nianię....a ten palant
powiedział, że na nianie to powinnam sobie sama zarobić..kurna co to moje
dziecko, jego przy robieniu nie było do cholery jasnej!!!!!!!
Dobra ulzyło mi trochę moze palanta nie zatłukę...czy wasi panowie też tacy
mądrzy???
Obserwuj wątek
    • mmala6 Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 22:08
      Wrrrr!!!
      No moj akurat taki nie jest, bo jest wyznawca zasady, ze lepiej zyc skromniej
      ale zebym ja byla przy dziecku niz, zeby zyc rozrzutnie i bogato ale zeby
      dziecko nas widzialo w weekendy.Mnie to odpowiada, choc sie przez to nie
      przelewa i czasem trzeba liczyc.
      Kiniasek, a moze zrob mu male podsumowanko wydatkow, co? zbieraj paragony przez
      trzy dni albo tydzien i niech sam zobaczy na co ida pieniadze.I niech Ci powie
      na czym masz oszczedzac.
      • kiniasek Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 22:27
        dzięki smile nie mam już siły co chwila o coś są pretensje i żale...odkąd jest
        julka jest masakra miedzy nami sadczasami mam ochotę wyjść i nie wracać...
      • kangur4 Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 22:28
        No, zrób tak jak mówi Mmala - zbieraj paragony, zapisuj w kajecie wydatki. Ja
        kiedyś tak zrobiłam, trochę z ciekawości, a trochę po tym jak mąż zaczął mimrać
        (nie mógł uwierzyć ile wydaje się codziennie w warzywniaku czy w spożywczym).

        No i powiem Ci szczerze, że sama zdębiałam ile wydaję właśnie na takie
        codzienne zakupy - warzywa, owoce, gazetka, chlebek, jakiś nabiał.
        Bo tak jak na nad innymi zakupami mam kontrolę - supermarket czy inne duże, tak
        te drobiazgi zupełnie umykały mojej uwadze. A potem się dziwiłam - no jak to,
        miałam w porfelu 50-tkę, gdzie ona się podziała?
        • kiniasek Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 22:32
          dzięki jeszcze raz, tak mnie wkurzył, ze myslałam, że wybuchnę
          • mmala6 Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 22:36
            Kiniasek, i trzeba bylo wybuchnac, to pomagasmile

            Kangur, masz racje ja kiedys nawet jaki program do zapisywania wydatkow
            wynalazlam i zapisywalam skrupulatnie, bo mi kasa uciekala.I wiesz co wyszlo? ze
            jedzenie jest w tym wszystkim najtansze.Najdrozsza byla rubryka-innewink
            • kiniasek Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 22:39
              jak wybuchnę to go ubije smile od 8 m-cy ćwiczę z moim klockiemsmile a tak poza tym,
              on zawsze zaczyna dyskusje jak ja usypiam Mała,żebym nie mogła zacząć
              dyskusji...walnie tekstem w powietrze i wychodzi a ja zostaje totalnie w....na
              • aga21c Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 23:20
                No cóż ja nie będę oryginalna i powiem Ci tylko na pocieszenie, że taka
                sytuacja jak u Ciebie wszędzie zdarza się prędzej czy później (to wszystko
                zależy tylko od okoliczności). My z mężem nie raz robiliśmy listy,
                sprawdzalismy na co wydajemy i rację ma mamala, że na jedzenie naprawdę
                najmniej. A jeżeli zbieranie rachunków nie pomoże to zrób tak, że zostawisz
                sobie jakieś drobne pieniądze a mąż przez cały miesiąc trzyma kasę i niech on
                płąci za wszystkie zakupy. Zobaczysz na jakim debecie skończy (pewnie się nie
                przyzna bo będzie mu głupio). Wiesz co jest najgorsze w tym, że nie pracujemy i
                że nie mamay z tego tytułu pieniędzy? To, że przyzwyczaiłyśmy się (i naszych
                mężów również), że ta dodatkowa pensja była i wtedy na wszystko wystarczało. A
                teraz niestety trzeba zacisnąć pasa. I to wszyscy. Nic się nie martw, my też
                się tego uczymy, bo ja dopiero od miesiąca jestem na wychowawczym smile
    • kiniasek Re: nie wytrzymam :( 22.02.06, 23:33
      dam mu kartke co ma kupić i niech sie martwi...a potem zrobię mu awanturkę, ze
      tak duzo wydał...moze sie odczepi...i dzięki za odpowiedź smile)
      • sylwiawm Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 07:41
        Hehe świetne podejście
      • ewa_mama_jasia Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 10:36
        To samo Ci chciałam zaproponować. Niech robi zakupy przez miesiąć, wcześniej
        ustalcie wspólnie co ma kupić. Raz dwa oduczy się takich zachowań.
        A może Twój mąż podszył się pod niejaką magdęomar czy jakoś tak na Niemowlaku?
        Żeby Cię sprawdzić? smile
    • pampeliszka Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 08:17
      Kiniasek, niech Ci ustali tygodniowy limit, ile mozesz wydac. I najpierw kup
      wszystko dla dziecka, potem jakas chemia, a na koncu jedzenie. I same nalesniki
      z serem, zupy, chleb z dzemem, zadnych slodyczy, to wtedy zobaczy.
      My sie tez jakis czas temu za glowe zlapalismy, jak sie okazalo, ile wydalismy w
      ciagu tygodnia. I teraz tez zapisujemy. U nas bardzo duzo szlo na slodycze i
      dobre wina, wiec przyhamowalismy.
      Moj maz sam czesto robi zakupy, wiec go kwoty nie dziwia, a w weekendy razem
      jezdzimy do supermarketow, bo ilosci hurtowe znacznie taniej wychodza. Najdrozej
      jest w malych sklepikach, jak sie kupuje po 3 sztuki wszystkiego.
      • kura17 Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 09:02
        Pam bardzo dobrze radzi! mialam proponowac to samo. bo calkiem mozliwe, ze
        panowie zdaja sobie sprawe, ze zakupy duzo kosztuja, kwestionuja jedynie, czy
        naprawde to wszystko jest potrzebne... Kiniasek, zacznij oszczedzac (nawet bez
        limitu). zero miesa na obiad (no moze w niedziele wink, zero jogurtow,
        przyjemnosci, buleczek, piwa/wina/coli do obiadu... woda jeno, obiady z tanich
        polproduktow... kawa - najtansza... zaproponuj oszczednosciowe ograniczenie
        ulubionej rozrywki meza, nie wiem, pali? kupuje gadzety do kompa? chodzi do
        kina?... wszytsko, oczywiscie, z jak najlepszej checi zastosowania jego sugesti
        i bycia mistrzem oszczednosci...

        my na szczescie nie mamy takich problemow. nie zarabiamy kokosow, ale na wygodne
        (dla nas, jestesmy raczej minimalisci wink zycie wystarcza. czasem stwierdzamy, ze
        za duzo wydajemy, ale na listach rachunkow (maz robi czasem listy) nie ma nic
        nadzwyczajnego. oczywiscie moglibysmy oszczedzic (umiem dosc tanio i smacznie
        gootwac), nie kupowac przyjemnosci typu jogurt (pochlaniamy duzo), jesc w domu,
        a nie na stolowce w pracy (drogo i niesmacznie), ale po co? akceptujemy nasze
        wydatki, stac nas na powyzsze szalenstwa, nikt do nikogo nie ma pretensji (nawet
        jak ja nie pracowalam, mezowi nawet nie przyszlo do glowy sie skarzyc na
        wydatki! choc mialam takie ciagi, ze jadlam ciagle w budkach, nie w domu, bo
        kurczak sypial dobrze tylko na spacerach i bylam z nim ciage na polu, a jesc cos
        musialam...)

        Kiniasek, zycze cierpliwosci. nic innego doradzic nie umiem sad 3maj sie!
        ``````````````````
        kurczak: 03.03.05
        • mooh Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 09:21
          U nas jest podobnie, jak u Kurki. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego mogło
          sie u nas pojawić w formie pretensji do którejś ze stron. Większe wydatki
          ustalamy wspólnie, a te codzienne... no cóż, wiadomo, że życie kosztuje. Nikomu
          się to nie podoba, ale to niczyja wina, że paczka Pampersów, czy Huggiesów
          kosztuje, ze słoiczki kosztują, kosmetyki dziecięce również. Jeśłi mogę mieć do
          kogoś pretensję, to raczej do ustawodawcy, który mimo deklaracji o polityce
          prorodzinnej (kiedyś już pisała, co o tym dziwolągu sądzę) łupi rodziców
          wysokimi podatkami pośrednimi i nie pozwala uwzględnić dzieci w wyliczeniu
          zobowązania podatkowego.
          A co Twojego roblemu, Kiniasek, to zabrzmię może trochę serio, ale wydaje mi
          się, że chodzi o coś więcej niż wydatki. Każdy wie, że wydatki na dziecko nie
          są małe. Jeśli nie wie, to może się łatwo dowiedzieć. Mam wrażenie, że to
          kwestionowanie każej wydanej przez Ciebie złotówki ma głębsze podłoże i
          zbieraniem paragonów niewiele na to poradzisz. Co najwyżej przeniesiesz spór na
          jakąś inną dziedzinę. Chyba potrzebna Wam jest długa i szczera rozmowa. Ludzi
          tak mają, że dopiero znajdując się w jakiejś roli czy sytuacji zaczynają
          rozumieć, na czym ona polegai wtedy dociera do nich, że to jest zupełnie nie
          to, czego się spodziewali. Trzeba czasu i wsparcia najbliższej osoby, by
          dojrzeć i sprostać zadaniom.Może rola ojca na razie trochę przerasta Twojego
          męża i doczepił się właśnie do rachunków. Może przeraża go, że jest jedynym
          żywicielem rodziny i na jego barkach spoczywa Wasze utrzymanie. Porozmawiajcie
          ze sobą szczerze. Może on potrzebuje, żebyś zauważyła, że on również jest w
          trudnym położeniu.
          • guruburu Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 10:39
            u nas niby problemu nie ma... bo pieniędzy jest b. mało - ale wydajke głównie
            mój mąż, bo ma 'hobby' różne i czasem go poniesie... no ale ja nie mam za
            bardzo jak mu robić wyrzutów, bo to on zarabia itd. itp.
            • anetka75 Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 10:59
              U mnie narazie się nie czepia. W ciąży raz się czepił i mu się nie opłaciło.
              Nastąpił podział naszych zobowiązań... Ja płacę wszelkie rachunki i lepiej
              oczywiście na tym wychodzę smile A mąż robi wszelkiego rodzaju zakupy tzn jedziemy
              wspólnie, ale to on płaci. Jak przejął kontrolę nad zakupami, zrozumiał, że po
              prostu i tak żyjemy oszczędnie. Nie pamiętam kiedy coś extra dla siebie
              kupilismy. Najwięcej idzie na dziecko.
              A jak zaczyna temat "ograniczania wydatków" od razu dostaje ripostę. mówię
              wtedy "no to dobra, od jutra nie pijesz piwa, nie kupisz sobie żadnego drogiego
              wina i zero oglądania telewizji, bo ja też chcę oszczędzić na rachunku za
              energię elekt".

              Ktoś pisał, że ten spór o wydatki może mieć głębsze podłoże i zgodzę się z tym.
              U nas tak było kilka lat temu...
              • mmala6 Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 11:43
                u nas akuart spor, jezeli mozna to w ogole tak nazwac, o wydatki nie mial
                glebszego podlozawinkale to dlatego, ze do nowego mieszkania jest potrzebnych
                MASA rzeczy, a kasy jest tylko na czesc z nichwinkJa bym to raczej nazwala walka
                z wiatrakami, tudziez buntem przeciwko niewidzialnej sile, czyli 'dlaczego nie
                stac na wszystko, co bysmy chciei??'wink
                A tak w ogole, to ja nawet nie wiem ile jest na koncie, bo rzecz jasna na moim
                jest 6zl od pol roku, a do mezowego nie umiem sie dostac.
                I tak on placi i tak, obojetnie czy moja czy swoja reka.
                I coraz powazniej myslimy o wyjezdzie za granice....
                • mooh Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 11:46
                  mmala6 napisała:

                  > I tak on placi i tak, obojetnie czy moja czy swoja reka.
                  > I coraz powazniej myslimy o wyjezdzie za granice....


                  Dokładnie tak samo, jak u nas.
    • be-ko Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 11:55
      Nic nowego nie wymyslę - po prostu niech mąż na jakiś czas przejmie obowiązki
      dotyczące zaopatrzenia. Sam w krótkim czasie sie przekona, jak pieniądze szybko
      znikaja z portfela, kurcze - nie wiadomo na co... uncertain
      No i szkoda byłoby iść do pracy jak mała taka mała, tylko dlatego by...
      większość wydac na opiekunkę. Błędne koło.

      U nas tez się nie przelewa - pracuje tylko mąż, ja na "kuroniu". Ale jakoś tak
      mi ufa i mamy taka niepisaną umowę, że to ja kupuje wszystko co potrzebne na co
      dzień, bo w końcu siedząc w domu najlepiej wiem, czego brakuje (szczególnie
      dziecku). Ja oczywiście mam wewnetrzne hamulce przed kupieniem pierdół, a mąż
      polega na... moich hamulcach wink Póki co (i mam nadzieję, ze tak zostanie)
      żadnego konfliktu nie było, a jeśli chodzi o wydatki na dziecko - każe mi nie
      oszczędzać (co nie znaczy, że wolną ręką mogłabym wydać 500 zł na np. krzesełko
      do karmienia)
      • kiniasek Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 14:57
        dziewczyny dzięki za wszystkie rady...jesteście kochane smile)
        jestem tylko na chwilkę od 1-szej w nocy mam przechlapane..julce idą zęby buuuu
        • mooh Re: nie wytrzymam :( 23.02.06, 15:13
          Solidaryzuję się z Tobą. U nas to samo sad((((((((((((
          • kiniasek mooh 23.02.06, 16:00
            wiesz co mnie tak na pradę wkurza, że my tej kasy wcale nie mamy mało.. i nie
            wydaje tyle, żeby nam na jedzenie brakowałao...chyba jakis okres napiecia
            poporodowego mój chło przechodzi smile
            • mmala6 Re: mooh 23.02.06, 16:12
              Kiniase, a moze Twoj maz mysli bardziej...hmmm....globalnie?np jakbyscie troche
              mniej wydawali, to starczyloby na super wypasione wakacje albo na nowy/drugi
              samochod albo na costamsmileOni tak czasem maja.Jezeli uwazasz, ze malo, to pokaz
              rachunki z tygodnia i powiedz "zobacz, na dziecko poszlo 30zl, na jedzenie 100,
              na alkohol 30 zl, na paliwo 100zl, na chemie 20zl etc"winki "zobacz Kochanie ile
              jeszcze nam zostalowink)".
            • mooh Re: mooh 23.02.06, 16:13
              Pogadaj z nim po dobroci. Może jemu też jest ciężko. Z tego co napisałaś jakoś
              tak czuję, że mu nie chodzi tak bardzo o tę kasę.
              • mmala6 Re: mooh 23.02.06, 16:23
                moze jest mu ciezko (jak conajmniej polowie forumowych mezow), ze na nim i tylko
                na nim spoczywa odpowiedzialnosc materialna za rodzinke? mezczyzni z jednej
                strony chca sie wykazac, ze potrafia sami utrzymac rodzine, z drugiej czuja sie
                przegnieceni tym ciezarem.Bo 'co by bylo gdyby'? Moze czulby sie lepiej jakbys
                pracowala, bo ciezar rozlozylby sie na pol.My to poniekad przerabialismy ale
                koszty (nianka, drugie auto) sa wieksze niz zyski.Jezeli mamy wyjsc na zero albo
                na lekkim plusie, to lepiej spedzic ten czas z dzieckiem, zwlaszcza ze ja to
                lubie i nie mam nic naprzeciwko.A zeby isc do pracy aby zarobic na nianie na
                naprawde trzeba albo te prace bardzo lubiec albo bardzo nielubiec byc w domu.
                • mooh Re: mooh 23.02.06, 16:43
                  Ja nie pracowałam gdy zaszłam w ciążę, więc u nas pojawienie się dziecka nie
                  spowodowało nagłej rewolucji w domowym budżecie i nie uczyniło z mojego męża
                  jedynego żywiciela z dnia na dzień. Był do tej sytuacji już przyzwyczajony.
                  Mimo to wiem, że taka odowiedzialność bardzo obciąża. W poprzedniej pracy
                  zdarzyło się parę razy, że miałby ochotę (a nawet powinien) rzucić
                  wypowiedzenie na stół i trzasnąć drzwiami, ale niestety ... Myślę, że znosił
                  wszystko w miarę dobrze dlatego, że nigdy nie stawiałam sprawy w taki sposób,
                  że "w końcu to naturalny podział ról, nasi dziadkowie też utrzymywali rodziny i
                  to liczniejsze". A spotykam sie czasem z takim podejściem. Mam duży szacunek do
                  pieniędzy, które zarabia mój mąż i on o tym wie. To pozwala unikać konfliktów
                  na tle finansowym.
                  • kiniasek Re: mooh 23.02.06, 18:01
                    jeszcze raz dzięki dziewczyny smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka