A to było tak... że Szymuś już od dość dawna całkiem ładnie chodzi... ale za
rączkę, właściwie za paluszek się tylko trzyma dla pewności. I tak ciągał
biedną matkę wszędzie, a sam ani rusz. Jak Go tylko puściłam i mówiłam żeby
szedł dalej to płacz, siadał na pupę i dalej na 4ech. Pierwszy raz puścił się
sam dopiro tydzień po urodzinach i to nie mnie, tylko tatusia

) Ale później
też zadko chciał chadzać samodzielnie. Stwierdziłam że czas najwyższy na
buciki po domu (do tej pory biegał tylko w skarpetkach antypoślizgowych).
Przedwczoraj kupiliśmy buciki i wczoraj Szok! przez duże "S". Szymuś nagle
stał się długodystansowcem, chodzi z pokoju do pokoju, z pokoju do
kuchni,właściwie wszędzie gdzie chce. W tych bucikach nabrał takiej pewności
że czasem nawet odpycha moja reke jak ja wyciągam ehhh co to sie porobiło